Pozytywne Inspiracje
Forum => Rozwój osobisty i prosperity => Wątek zaczęty przez: Daniel w 2013-01-13, 08:52:45
-
Czołem,
miałem napisać parę słów wstępu, ale nie chcę nikogo sugerować, skupię się zatem na tytułowym pytaniu: co oznacza dla Ciebie bogactwo?
Pytam o bogactwo w sensie stricte finansowym (materialnym), a nie np. bogactwo relacji międzyludzkich, itd.
Innymi słowy: Kiedy gotowy/gotowa byłabyś uznać siebie za finansowo (materialnie) bogatą osobę?
Dzięki za odpowiedzi ;)
-
Kiedy jestem na plusie (czyli zawsze mam odpowiednio do sytuacji pieniędzy na koncie/w garści), jestem w stanie swobodnie sobie pozwolić na różne wyjazdy czy zachcianki, mam stały zysk - wtedy na pewno czuję się bogata materialnie :)
I dzięki temu bogactwu, czuję się też całkowicie bezpieczna finansowo, co wspiera moje kreatywne działania, tak że mogę się na nich spokojnie skupiać, zamiast na zastanawianiu się, jak zarobić pieniądze, żeby przeżyć ;)
-
http://www.youtube.com/watch?v=Qw_Aek-0RcI Postrzeganie i rozumienie bogactwa bywa bardzo różne ;p
-
Kiedy gotowy/gotowa byłabyś uznać siebie za finansowo (materialnie) bogatą osobę?
Myślę, że ten punkt w którym można się uznać za taką osobę jest dość rozmyty, bo to nie jest tak, że z dnia na dzień człowiek z biednego zamienia się w bogatego, ale raczej tak, że uczciwie pracując nad prosperitą - staje się coraz bogatszy.
Mnie żeby poczuć się bogatym wystarczyłaby pewność, że zawsze wystarczy mi na podstawowe potrzeby oraz te, które są dla mnie ważne - na luźne zachcianki już nie musi starczyć, bo taką zachcianką to może być nawet chęć posiadania własnej wyspy :D
Myślę też, że od momentu kiedy na luzie starczy na wszystkie podstawowe potrzeby - zaczyna się punkt gdzie można zacząć się czuć bogatym (wcześniej to by było oszukiwanie się - nie starczy mi na chleb, ale czuje się bogaty?) i wraz ze wzrostem możliwości finansowych, można się czuć coraz bogatszym.
W powszechnej świadomości bycie bogatym oznacza posiadanie kupy kasy, super bryki, wypasionego domu, itd. Dla mnie bycie bogatym materialnie, oznacza zaspokajanie prawdziwych i istotnych potrzeb najważniejszej dla mnie osoby na świecie, czyli mnie samego :D
-
Fajny opis bogactwa jest w książce Nauka wzbogacania się (ma też inne nazwy) Wallace'a D. Wattlesa. Polecam poczytać
-
;-) Pytanie brzmiało - Co oznacza dla Ciebie bogactwo?
Nie co inni myślą o bogactwie, czy co się powinno myśleć o bogactwie itp.
Może się czepiam, ale mi się podoba tak zadane pytanie i uważam, że warto się zastanowić samemu, czym dla mnie jest bogactwo - i potem dopiero ewentualnie te przekonania korygować czy inspirować się ideami innych :)
Np.: zachcianki - dla mnie zachcianka zwyczajna, której możliwość spełnienia, jeśli chcę, sprawiałaby, ze na pewno czułabym się w pełni bogata materialnie to rzeczy typu - aparat fotograficzny, netbook, kiedy go potrzebuję, możliwość wyjazdu w ciekawe miejsce bez ściubienia i oszczędzania (także czasu);
Za to zachcianki takie jak wyspa i domek na niej - to już sprawiałoby, że czułabym się baaaardzo bogata, gdybym mogła swobodnie je spełnić :)
-
Stały napływ pieniędzy, kasa na przyjemności i rozpieszczanie kochanych osób (łącznie z sobą ;)) bez zastanawiania się, co będzie kiedy wyschnie źródełko. Czyli dodaję świadomość i pewność odnawialności zasobów materialnych. "Im więcej pieniędzy wydaję, tym więcej pieniędzy do mnie napływa", to akurat z dekretu Darka Logi, ale ja to przyjmuję jako tako krótką definicję bogactwa.
-
Dla mnie prawdziwe, egzystencjalne bogactwo to życie w zgodzie ze sobą. Takie spokojnie funkcjonowanie, na którym mi zależy, pełne harmonii i sposobności do zajmowania się rozwojem osobistym.
Im więcej presji sobie odpuszczam, tym prostsze mam oczekiwania i marzenia. Bogactwo staje się moim doświadczeniem, takim stanem, do którego się uciekam w chwilach słabości.
Bogactwo materialne to dla mnie własny dom, w którym mogę prowadzić zajęcia i warsztaty. Taki status finansowy, dzięki któremu mogę żyć w spokoju na właściwym poziomie - po prostu starcza mi na wszystko czego mi potrzeba. Mając 10tyś miesięcznie byłabym usatysfakcjonowana. Poszłoby na szkolenia, troszkę na pasje i podróże, zagwarantowanie sobie stabilizacji życia - domek, urządzenie go, ciekawe przedmioty.
-
Ja to widzę tak.
Bogaty, to ten kto dysponuje wystarczającymi środkami i możliwościami (zasobami) by realizować potrzebę (pomysł, ideę), a którego realizacja przyczynia się do wzrostu jego i innych bogactwa. Nie są bogatymi ci, którzy mając zasoby (majątek) i pomysły, nic z nimi nie robią. Nie jest bogatym ten rolnik którego ziemię cenią na miliony, a która ziemia leży odłogiem, lecz ten który z pola zarabia i swe pole powiększa. Oczywiście, nie jest to proces bez granic, ani nie ma jakiejś wyraźnej obiektywnej granicy, która wskazuje jaki stan posiadania oznacza bogactwo. Tą granicą jest chyba tylko poczucie zrealizowania tego co się zrealizować chciało i osiągnęło to co osiągnąć chciało.
Nie wiem kiedy uznam się za bogatego. Jak dotąd zrealizowałem swoje dawne pomysły i osiągnąłem pewien zadowalający mnie stan posiadania. Jednak to tak naprawdę pozwoliło mi stanąć na nogi i spojrzeć dalej jak za linię horyzontu i głębiej jak za linię świadomości. Aktualnie przymierzam się do kolejnego, tym razem większego kroku ku bogactwu :-)
-
dr02d2u genialnie, to jest to!:))
"Nie są bogatymi ci, którzy mając zasoby (majątek) i pomysły, nic z nimi nie robią. Nie jest bogatym ten rolnik którego ziemię cenią na miliony, a która ziemia leży odłogiem, lecz ten który z pola zarabia i swe pole powiększa"
"Bogaty, to ten kto dysponuje wystarczającymi środkami i możliwościami (zasobami) by realizować potrzebę (pomysł, ideę), a którego realizacja przyczynia się do wzrostu jego i innych bogactwa"
-
Dla mnie bogactwo materialne to nieustanny przypływ pieniędzy z różnych źrodel, który jest niezależny od ilości czasu, energii jaki wkładam w pracę. To komfort tego, że nie muszę pracować dla pieniedzy, bo naturalne dla mnie jest że one są, a ja się skupiam wyłącznie na przyjemności z życia i twórczego działania.
-
Poczucie zrealizowania tego co się zrealizować chciało i osiągnęło to co osiągnąć chciało.
Świetnie ujęte!
Do waszych wypowiedzi dorzuciłabym jeszcze:
Poczucie, że zawsze jestem we właściwym miejscu i czasie i realizuje to, co jest zgodne z moją drogą życiową. Poczucie, że mogę działać zgodnie z naturalnym rytmem życia, niczego nie wymuszając i nie sabotując. Poczucie, że realizuje swoje pasje (tak, tak każda 'przejśnięta' gra, przeczytana książka czy własne dzieło, które stworzę też stanowią część tego bogactwa) Takie w sumie mieszane, materialno-metafizyczne podejście do bogactwa :)
-
Dla mnie to luksus w każdej dziedzinie życia plus wolność.
-
Ja wyróżniam dwie kategorie: niezależność finansowa i bogactwo:)
Niezależność finansowa to dla mnie przede wszystkim bezpieczeństwo i spokój posiadania wystarczających środków pieniężnych na pokrycie moich i córki podstawowych potrzeb życiowych i zrealizowaniu podstawowych marzeń:)
Jeżeli chodzi o bogactwo to dla mnie dobrobyt na wszystkich poziomach, ale najpierw muszę zaleczyć rany by dać sobie zgodę i prawo na łatwość w życiu(oraz uzdrowić przekonanie, że do bogactwo można dojść tylko ciężka pracą, oraz że nie należy brać za to pieniędzy)
NA chwilę obecną czuję sie spokojna o pieniądze natomiast nie bogata! Nastąpi to wtedy kiedy otworzę jakąś działalność w której bede mogła sie swobodnie rozwijać i spełniać. Gdzie będę robić coś z sercem dla siebie i ludzi:)
-
Dla mnie bogactwo- to życie jakie teraz mam. Mam czas na to co ważne:). Spełniam swoje marzenia, jestem wolna od konsumpcjonimu, ego przestało rządzić więc co by było gdyby właścwie już mnie nie dotyczy. Cieszę się stanem teraz:) Żyję zgodnie z moimi wartościami i ciesze sie tym czasem i tym światem, w którym żyję. A środki po prostu są:)
-
I jeszcze-nie da sie wyodrebnic moim zdaniem samego bogactwa...Dopiero bogactwo przejawione w pełni a nie w oderwaniu pokazuje, ze bogactwo to coś wiecej niz atrybuty wcieleniiami imamentnie przypisywane.
-
1.Robisz to co kochasz,realizujesz wszystkie swoje marzenia i plany i zarabiasz na tym +ewentualnie inne dochody na które nie tracisz czasu i energii.
2.Masz na wszelkie swoje potrzeby,opłaty,odkładasz na emeryturę itp.
3.Nie martwisz się o przyszłość ,masz ciągłość finansową -przypływów pieniędzy i dóbr.
4.Wszelkie inwestycje (np.dom ,mieszkanie,samochód ,rozwój firmy ) nie wymagają od Ciebie "zaciskania pasa "-nie musisz płacić za to ceną zmęczenia ,nadmiernej dodatkowej pracy.
Żyjesz lekko ,na luzie i spokojnie.
Ja tak rozumiem bogactwo .
Podoba mi się też definicja Kingi.
-
Dla mnie bogactwo to miłość czyli Bóg w sercu :)
-
Interesujace, dziekuje za odpowiedzi.
-
Danielu, a czym w takim razie dla Ciebie jest bogactwo (materialne)? Kiedy czujesz się bogaty w ten sposób? :)
-
Droga Asiu,
Moja definicja materialnego bogactwa wygląda nastepująco:
Bogactwo to STAN UMYSŁU w którym doświadczasz poczucia spełnienia i zaspokojenia swoich materialnych potrzeb.
(tak na marginesie, można tą definicję odnieść do jakiejkolwiek innej formy bogactwa)
Różnego rodzaju doświadczenia skłoniły mnie do przyjęcia takiego określenia bogactwa, i tutaj kilka słów wyjaśnienia przy tej okazji. Przede wszystkim, powszechne jest rozumienie, że bogactwo to sporo kasy. Czy na pewno? Otóż, próbowałem sobie ostatnio przypomnieć, kiedy w życiu czułem się najbardziej bogaty. Ten moment miał miejsce w zamierzchłych czasach, kiedy będąc studentem, mój miesięczy budżet nagle wzrósł o ponad 50%. Czułem się zadowolony i spełniony, w pewnym sensie nawet nie do końca wiedząc, co z takimi nadwyżkami zrobić ;) Nie będę tutaj wymieniał kwot, jakimi wówczas operowałem – z mojej obecnej perspektywy są po prostu śmiesznie małe, ale chyba nigdy potem nie czułem się aż tak dostatnio. To dało mi sporo do myślenia, bo okazało się, że można czuć się bogatym niekoniecznie operując milionami.
Jeszcze więcej dały mi do myślenia konwersacje z kolegami. Otóż, jeden z nich, pan G., czasami lubi opowiadać o swojej znajomości z człowiekiem, który dosłownie, ma kasy w bród. Pamiętam jak opowiadał, jak jego znajomy, ot tak, wszedł do salonu Porsche, obejrzał stojący tam najnowszy model 911 (Black Edition – ponad $250.000), zaproponował swoją cenę i dał sprzedawcy 10 minut do namysłu, bo jak nie to wychodzi ;) Innym razem, dowiedział się o wartości domu swojego kolegi (kilka milionów dolarów). Relacja z tym człowiekiem i chyba nie do końca świadome porównywanie się powoduje, że kolega – nota bene, gotów jestem w ciemno założyć się, że zarabiający więcej niż ktokolwiek czytający ten tekst – czasami sprawia wrażenie niespełnionego…
Jeszcze dwa słowa o mojej definicji materialnych potrzeb. Ja to widzę tak, że istnieją dwie grupy potrzeb: jedna, prawdziwe potrzeby, wypływająca z serca, których zaspokojenie daje spełnienie, oraz druga, wypływająca z ego, często kształtowana pod wpływem otoczenia, kolegów, rodziny, itd. Zacznę od końca – pragnienia ego. Dobrym przykładem jest pewien koleś, którego poznałem kilka lat temu, i którego pragnieniem były super sportowe bryki, choć sam raczej nie miał na co narzekać, jako że jeździł Audi A6. W pewnym momencie zaczął pracę w miejscu, gdzie miał sporo możliwości kontaktu z najlepszymi sportowymi autami – i jak mi powiedział, po kilku przejażdzkach bardzo szybko wyleczył się z pragnienia posiadania takowego. Inna historia – tym razem z jednej z moich ulubionych kreskówek – gdzie bohater chwali się kolegom swoim nowym 301” telewizorem, tylko po to, by sekunde później z niesmakiem cisnąć w niego pilotem, gdy zobaczył reklamę nowego, 302-calowego modelu ;) Goniąc za tak rozumianymi pragnieniami – można stracić całe życie i nigdy nie czuć się zadowolonym, zgodnie z maksymą że „apetyt rośnie w miarę jedzenia” – stąd też całkowicie rozumiem milionerów, którzy posiadając wszystko, wpadają w pułapkę ego i gonią za kolejnymi milionami. Moim zdaniem, pragnienia ego są praktycznie niezaspokajalne, jako że ego jest zarazem ich twórcą – zaspokojenie jednego tworzy kolejne. W tym też kontekście rozumienie ascezy jako wyrzeczenia się pragnień ego jest czymś niezmiernie kluczowym do zrozumienia natury bogactwa. Z drugiej strony, to tylko jeden ze scenariuszy pracy z ego – kiedyś eksperymentalnie próbowałem zaspokajać z całą intensywnością potrzeby ego, aż w sposób naturalny pojawiła się świadomość, że jest to bezsensowna gonitwa i presje odpuściły samoistnie. Nic też nie stoi na przeszkodzie, aby potrzeby ego do jakiegoś stopnia zaspokajać – jeśli np. posiadanie 20 tys. pln rezerwy na koncie da komuś poczucie pewności i bezpieczeństwa, to nie widzę przeszkód, aby to sobie zrealizować – odnoszę wrażenie, że WJ czasami bywa dość neutralne w i pozwala na takie realizacje. Każdemu według woli… scenariuszy jest wiele.
Z drugiej strony też istnieją prawdziwe pragnienia duszy (wyższego ja), które niezbędne są do realizacji życiowych celów – i z tymi jest zupełnie inna bajka. Moim zdaniem, aby cele te się realizowały wystarczy się jedynie przestać się blokować i ograniczać, po prostu otworzyć i tyle, spełnienie następuje samoistnie wręcz, w naturalny sposób. Inna sprawa, że często w działce materialnej Wyższe Ja wykazuje niewielkie zainteresowanie (wracam tutaj do moich ulubionych aut ;) – na przykład kiedyś zdarzyło mi się z intensywnością poszukiwać nowego auta, kiedy okazało się, że znalazłem dwa ulubione modele, w odpowiedzi na to, który wybrać, moja WJ stwierdziła – „którykolwiek” ;) Po prostu, którykolwiek wybór nie był ani mniej ani bardziej korzystny, ot, tak jakby decydować, czy bardziej korzystna duchowo jest czerwona czy zielona sukienka ;)
I teraz najważniejsze: stan umysłu to najważniejsza rzecz która decyduje, czy jesteśmy bogaci czy nie. Jestem bogaty kiedy czuję się bogaty, ilość kasy czy posiadanych przedmiotów nie ma nic do rzeczy. Wyobraź sobie sytuację, że jesteś na wakacjach, świeci słonko, namocik, plaża, ciepły piasek pod stopami, itd. ;) Nie masz wówczas przy sobie telewizora, mebli i innych klamotów, na które się pracowało, a jednocześnie masz wszystko, co potrzebujesz, aby być szczęśliwym – i często mieści się to w jednym plecaku. I oto chodzi – ustawić umysł tak, aby być zadowolony z tego, co się posiada. Choć nawet i posiadanie nie jest konieczne – dla WJ liczy się doświadczenie, więc można być spełnionym korzystając z czegoś, czego formalnie nie jest się właścicielem (pomijając fakt, że temat „posiadania” to dość iluzoryczna działka).
To na tyle pokrótce, mógłbym w sumie pisać sporo więcej, np. ciekawe wyzwania pojawiają się wraz ze wzrostem stanu posiadania, ale naprawdę małą mam potrzebę pisania ostatnio...
-
Danielu " Jestem bogaty kiedy czuję się bogaty, ilość kasy czy posiadanych przedmiotów nie ma nic do rzeczy. "
Częściowo racja, ale tylko częściowo. Podobnie jak z przykładem z czasów studiów.
Trudno czuć się bogatym, kiedy np.: brakuje na codzienne życie, nie ma swobody wyboru (np.: przez dług, kredyt, czy po prostu brak pieniędzy np.; na wyjazd); Do tego czucie się bogatym i działanie jak bogaty w takich przypadkach (czyli np.; zaślepiając się na oczywistość, na dług, na realnie istniejące braki z jakiś powodów) spowoduje raczej szybsze dalsze zubożenie niż wzrost dostatku i bogactwa. To by było po prostu życie w iluzji. No chyba ze kogoś realnie uszczęśliwi np.: stanie się bezdomnym ;)
Wg mnie bycie bogatym, to nie tylko czucie się bogatym, niezależnie od otaczających realiów, a poczucie pełnego bezpieczeństwa finansowego, życiowego, opartego m.in. na tym, ze się wie, ze ma się wszystko to, co sprawia, iż człowiek czuje się bezpieczny i spełniony. Dla jednego wystarczy wtedy minimalizm i życie w domku na plaży na Goa za 2$ dziennie ;) a drugiemu takie spełnienie zapewni te zawsze na plusie 20 tys. czy 200 tys. na koncie, umożliwiające spokojne twórcze działania, zapewniające możliwość bezpiecznego i spokojnego rozwoju, bez tracenia czasu na kombinowanie "za co przeżyć? za co zareklamować biznes? za co zrealizować pomysł? i... co jeść? co mogę kupić, a co nie? na co mogę sobie pozwolić, a co rozwali budżet?"
Podawałeś te przykłady z samochodami i bogaczami, co sobie kupują przedmiot i są zaraz z niego niezadowoleni. Dowcip polega nie na tym, ze taki przedmiot nie może nikomu przynieść realnego zadowolenia i spełnienia, lecz na tym, ze najpewniej Ci ludzie działali nie w zgodzie z sobą, a z cudzymi wyobrażeniami na temat bogactwa, prestiżu, jego przejawów itp. Nic zatem dziwnego, ze nie czuli się spełnieni. Gdyby jednak takie Porsche było rzeczywistym marzeniem danego człowieka, czułby się radosny nie tylko z powodu samego jego posiadania, lecz np.: dbania, majsterkowania, ulepszania itp (ludzie mają różne hobby), to prawdopodobnie możliwość kupienia takiego samochodu i późniejszego posiadania go sprawiałaby takiemu człowiekowi rzeczywistą radość i dawała poczucie spełnienia. Of kors, pewnie gdyby to było np.; jego jedyne marzenie i cel, to sprawa mogłaby przedstawiać się trochę ślisko ;) ale jeśli byłaby to jedna z iluś pasji - to ów człek czułby się bogaty nie dlatego, ze może poszpanować Porsche, ale dlatego, ze spełnił swoje realne marzenie.
Podobnie jest np.; z wyjazdami - jeden wyjedzie gdzieś, bo to "modne" lub "bo mam pieniądze i trzeba się pokazać" i tak naprawdę na samym wyjeździe będzie się nudził lub czuł rozczarowany, tym co tam zastanie - a dla innej osoby, marzącej by poznać dany kraj, kulturę, przyrodę itp. wyjazd w to samo miejsce będzie dawał radość, spełnienie itp :)
Podsumowując - warto czuć się bogatym i doceniać, kiedy już posiada się to, co potrzebujemy w zgodzie z samymi sobą; Nie warto nabywać przedmiotów czy "kolekcjonować wrażeń" - bo tak wypada, bo takie są wyobrażenia społeczne o bogactwie.
-
"Całym sercem jestem na tym świecie, a cały świat istnieje w moim sercu"
- próbowałam coś naskrobać sensownego na temat bogactwa, ale poprzestałam jedynie na zdaniu, które sobie przypomniałam :)))
-
Asiu
Tudno czuć się bogatym, kiedy np.: brakuje na codzienne życie, nie ma swobody wyboru
Zgoda, no ale bez przesady, ile znasz osób które głodują? Ja nie poznałem nikogo, choć zdarzało mi się bywać w bardzo biednych krajach.
Poza tym to co piszę, jest adresowane do ludzi z tego forum: zakładam więc, że jeśli ktoś tu pisze, to stać go na komputer i Internet, a więc z baaaardzo dużym prawdopodobieństwem nie głoduje ;)
To by było po prostu życie w iluzji. No chyba ze kogoś realnie uszczęśliwi np.: stanie się bezdomnym
Niekoniecznie. Na przykład, udało się to Eckhartowi Tollowi. Ciekawy przypadek, nieprawdaż? ;) Mi dał sporo do myślenia.
Gdyby jednak takie Porsche było rzeczywistym marzeniem danego człowieka, czułby się radosny nie tylko z powodu samego jego posiadania, lecz np.: dbania, majsterkowania, ulepszania itp
No nie, ja przy swoim (przyszłym Porsche ;) na pewno nie będę majsterkował ani kombinował, to nie ta kategoria, lol ;)
Dowcip polega nie na tym, ze taki przedmiot nie może nikomu przynieść realnego zadowolenia i spełnienia
Dowcip polega na tym, że finalnie przedmiot nigdy nie przynosi realnego zadowolenia i spełnienia, jedynie dostarcza nieco emocji. Potem potrzebny jest nowy przedmiot, itd. I po jakimś czasie, zaczyna człowiek drapać się w głowę: gdzie ta gonitwa się kończy?
I wtedy rozumienie ascezy staje się niezwykle ważne, gdyż jest ona narzędziem do właściwego balansu w tym temacie. No ale zgoda, może trzeba najpierw zaakceptować bogactwo w pełni, haha ;) W końcu, mogę wyjść na strasznego hipokrytę, jako że mi myśli na temat ważności ascezy zrodziły się gdy siedziałem w grudniu na Malediwach, grzejąc tyłek na piasku w resorcie za $300 za noc... No cóż, życie.
-
Hydrozagadka,
Dzięki wielkie za Twoje wpisy w tym temacie. Dały mi sporo do myślenia, skłoniły nieco do zmiany nastawienia i przyniosły parę absolutnie niezwykłych doświadczeń, dzięki którym jestem dziś nieco innym (żeby nie powiedzieć – znacznie bogatszym ;) człowiekiem, haha.
Naprawdę – raz jeszcze, z całego serca Ci dziękuję.
PS. Innym, ktorzy tu pisali, rowniez dziekuje :)
-
Danielu, ciesze się i gratuluję, ze stałeś się znacznie bogatszym człowiekiem! :-))
Ja też ostatnio zrobiłam postęp w myśleniu o bogactwie, możliwościach i generalnie - świecie bogactwa :) Postęp polegający na większej otwartości i przekonaniu pś, że warto sobie sprzyjać :))
-
dla mnie bogactwem jest duża ilość wolnego czasu dla siebie który można spędzić tak jak się chce przy jednoczesnym zapewnieniu sobie takiej ilości pieniędzy aby mieć zaspokojone potrzeby materialne :)
jeśli ktoś mi się chwali przedmiotami które posiada a wiem że nie ma w ciągu tygodnia nawet 2 godzin dziennie dla siebie to dla mnie jest on biednym człowiekiem niezależnie od ilości pieniędzy czy majątków
inna rzecz którą zauważyłam ostatnio że nie wszystkie drogie rzeczy są wygodne np. w sobotę oglądałam zegarek męski za ok 27 tys zł i ze zdziwieniem stwierdziłam że jest on bardzo duży, dość ciężki i co tu kryć brzydki i aż dziwne że tyle kosztuje :) bo ja bym czegoś tak nie wygodnego nie nosiła
-
co oznacza dla Ciebie bogactwo?
Pytam o bogactwo w sensie stricte finansowym (materialnym), a nie np. bogactwo relacji międzyludzkich, itd.
Nie wiem, czy to jest tzw. obciążenie, a jeśli tak, to czy chciałbym się go pozbywać, ale bliskie jest mi spojrzenie z takiej perspektywy: bogactwo (w sensie materialnym), to jest po prostu posiadanie więcej, niż inni.
Bogaty to ten, który ma więcej. Biedny to ten, który ma mniej. Nie jest istotne, ile mam (kasy/owiec/mieczy), lecz to, ile mam w porównaniu do innych, bo to od tego zależy, kto komu będzie np. szorował kibel. :-) Są przecież usługi i czynności, których długo jeszcze żaden robot nie wykona równie dobrze, jak mieszkająca w pobliskich slamsach służąca, szczęśliwa i wdzięczna, że "daję" jej tę pracę.
Zatem pragnienie bogactwa równe jest pragnieniu, by inni mieli mniej (ode mnie).
-
Bogaty to ten, który ma więcej. Biedny to ten, który ma mniej. Nie jest istotne, ile mam (kasy/owiec/mieczy), lecz to, ile mam w porównaniu do innych,
Świadomości bogactwa nie rozwija się w oparciu o porównywanie się z innymi, konkurowanie, tylko o coraz bardziej swobodne korzystanie z nadmiaru, który i tak JUŻ JEST :))
-
Tak, tak, oczywiście. Nie zmienia to jednak faktu, że nasze materialne bogactwo polega właśnie na tym, że tuż obok są biedniejsi (niż my), którzy zajmują się różnymi niewdzięcznymi pracami, dzięki czemu my mamy czas na wznioślejsze zajęcia. :-)
-
Zatem pragnienie bogactwa równe jest pragnieniu, by inni mieli mniej (ode mnie).
Czyli jak chce Ci się jeść, to oglądasz sobie dokument o głodujących?
A mi jakoś ten dentysta zęby chce leczyć, mimo że kasy ma więcej. Owiec ani mieczy nie posiadam, więc możliwe że też.
-
Tak, a na deser wciągam thriller o prześladowanych przedsiębiorcach.
Tymczasem teza jest dość prosta: bogactwo to rzecz względna. Jeśli posiadasz $X, to jesteś biedakiem w gronie ludzi, mających $X*100, ale jednocześnie bogaczem, gdy żyjesz wśród ludzi, mających $X/100. W pierwszym układzie, to właśnie ty wykonujesz najbrudniejszą robotę. W drugim -- stać cię, by delegować te zadania podwykonawcom. :-)
-
Czyli twierdzisz że szambonurek jest równie biedny, niezależnie od tego czy do pracy jeździ składakiem czy (między nami lewakami) Teslą S?
Albo, w bardziej życiowym przykładzie, równie biedny jest Polak zarabiający 2 EUR/h w Biedronce i Norweg zarabiający 15 EUR/h w Pungshoppen?
Może porównując grubością portfela czy jakimś statusem społecznym, ale jak dla mnie to dziwne mierniki. Większość ludzi zarabia pieniądze aby coś sobie za nie kupić, a nie żeby nabijać highscore'y.
-
Rety, jak to ująć jeszcze prościej. Zakładam, że cały czas mówimy o bogactwie finansowym/materialnym. No więc tak, proszę o skupienie. Można być trochę bogatym, średnio bogatym, bardzo bogatym, mniej bogatym, bardziej bogatym. Jednak wszystkie te określenia potrzebują jakiegoś punktu odniesienia. Jedynie wtedy mają sens. I tym punktem odniesienia nie jest jakaś stała fizyczna, lecz bogactwo innych ludzi.
Co to znaczy, że chcę być bogatszy? To znaczy, że chcę, by wzrósł mój stan posiadania W STOSUNKU do stanu posiadania Iksińskiego.
Powiedzmy, że teraz mam 1000 i modle się -- ew. po prostu zwiększam swoją otwartość :-) -- by za rok mieć 2000. I powiedzmy, że osiągam to, co chciałem. Znaczy po roku mam dwa razy więcej, czyli 2000. Ale jeśli w tym czasie (gdy ja zyskałem x2) wszyscy inni Iksińscy -- bardzo pechowo dla mnie -- wzbogacili się 10 krotnie, no to czy w rezultacie stałem się bogatszy? Otóż nie, czyli nadal muszę im szorować kible!
-
Większość ludzi zarabia pieniądze aby coś sobie za nie kupić, a nie żeby nabijać highscore'y.
Niechaj więc kupują, póki ich stać, albowiem tak są bogaci, jak biedne są szwaczki w Bangladeszu. :-)
-
ja rozumiem o co chodzi kopergaminowi - to faktycznie jedno z pokutujących pojęć bogactwa , które w aspekcie konkretnie-przeliczalnym zawsze będzie relatywne w stosunku do innych. czyli uwaga ! związane z brzydką nierównością społeczna,a i niecnym wyzyskiem.
ale zgódźmy się, ,że lepiej aby jeden jeździł roycem a drugi fiatem uno niż wszyscy "sprawiedliwie" mieliby chodzić bez portek.
-
Bogactwo to dla mnie swiadomosc bogactwa. Jej skutkiem jest miedzy innymi brak potrzeby porownywania swojego stanu posiadania ze stanem posiadania innych. Bo po co mi wiedziec, ile maja inni, wazne, ze ja mam wszystko, czego mi potrzeba. To jesli chodzi o dobra materialne, ale pojecie "bogactwo" znacznie poza nie wykracza, ja je rozumiem jako swiadomosc boskich, czyli nieograniczonych mozliwosci czlowieka.
Tak wiec ktos wedlug urzedowego prawa nie posiadajacy nic, moze byc bardzo bogaty - naprzyklad korzystajac z rzeczy, ktorych nie posiada (mieszkanie, pokarm, itp.), albo poniewaz do pelnego, szczesliwego zycia wystarczy mu las:)
Oczywiscie niekoniecznie wszyscy "biedni" (ci ktorzy nie posiadaja) musza byc od razu "ubodzy" (przejawiac swiadomosc bogactwa) - niektorzy "biedni" moga byc tylko "biedni" - tych najpredzej zacznie kusic bycie "bogatym":)
Podobnie jak wsrod "bogatych" znajda sie zarowno "ubodzy", jak i tylko "bogaci"- czyli juz potencjalnie biedni:)
"Tym ktorzy maja, bedzie dodane, a tym, ktorzy nie maja, bedzie odebrane nawet to, czego nie maja"
-
Barnaba, gdyby naprawdę skasować te potworne nierówności w skali planety, to w rezultacie faktycznie mogłaby wyjść ogólna bida z nędzą. I to byłby chyba koniec naszego obecnego komfortu. Oczywiście poteoretyzować trochę czasem można. Przy okazji wykazać wrażliwość społeczną. :-) Ale gdy tak serio postawić na szali nasz komfort, oraz los tych wszystkich 10-latków pracujących niewolniczo w kopalniach złota, czy jakichś plantacjach, no to wybór jest oczywisty. Niestety.
Zatem prawdziwe bogactwo, to mieć centralnie wyjebane na tych biednych ludków.
-
Myślę ,że zgadzamy się w obydwu punktach: brak różnic w statusie materialnym to na razie niebezpieczna utopia,a dwa że istnieją wynaturzenia korporacjonizmu w postaci quasi niewolniczej pracy .
zastanawiam, się to co robią rzady tych kraików z plantacjami i szwaczkami za 64 dolary miesięczne ,że pozwalają sobie na taki wyzysk i praktyki ? Może zatrudnili i słuchają doradców z MFW ?
-
A nie jest tak ,ze przekonania ,że bogactwo jest czymś niegodnym, bo są biedniejsi w Bangladeszu to chyba jedna z głównych ...braku bogactwa i pogłębiania świadomości nędzy na całej planecie ?
-
Asiu
w takim razie Tobie rowniez gratuluje postepow w tym temacie ;)
Edyta,
witaj, milo Cie ponownie spotkac :)
Tak, masz racje z tym zegarkiem, tylko ze jest tu jeden wazny szkopul. Sam zegarek moze byc w rzeczy samej warty znacznie, znacznie mniej niz te 20-pare tysia, i w gruncie rzeczy moze byc nawet zupelnym kiczem, ale to, za co placisz, to nie jest ani wyglad, ani jego rzeczywista wartosc, tylko... prestiz. Po prostu, placac taka kase, kupujesz prestiz w swojej grupie spolecznej. Pytanie, na ile Ci jakikolwiek prestiz jest potrzebny, to inna sprawa. Ja zasadniczo obracam sie w kregach ludzi, ktorzy raczej nie przywiazuja do tego specjalnej wartosci, wiec dla mnie byloby to strata pieniedzy. Znam jednak takie ekipy, w ktorych kupno prestizu to rzecz obowiazkowa.
Zas co do bogactwa czasu - swieta racja. Bogactwo ma mase rozmaitych aspektow, to nie tylko kwestie materialne/finansowe (w zasadzie, to tylko maly procent bogactwa), choc tutaj o tym malym procencie chcialem porozmawiac ;)
Kopergamin,
bardzo cenne spostrzezenia w temacie bogactwa, naprawde (moze poza "Zatem pragnienie bogactwa równe jest pragnieniu, by inni mieli mniej (ode mnie)" - to jest zwykly przejaw zawisci mylnie pojmowanej jako pragnienie bogactwa. Bo w koncu, nawet jesli bogactwo wzglednie oceniamy wobec innych, to takie myslenie to strata czasu i energii, bo w zaden sposob nie zmienia Twojej sytuacji w relacji do innych ludzi i jest zupelnie nie konstruktywne).
Zasadniczo jednak, w jaki sposob temat postrzegasz, reprezentuje poglad na temat bogactwa co najmniej 90% mieszkancow tej planety - jestem bogaty, jak mam wiecej niz inni (w domysle - inni w moim otoczeniu/grupie spolecznej). Co ciekawe, wiekszosc z tej grupy postrzega temat przez pryzmat ceny - i na tym konczy swoja ocene. W rezulacie, prowadzi to ciekawych paradoksow - mamy spora grupe ludzi, zadluzonych po uszy i nie bedacych wlascicielami niczego, poza zobowiazaniem wobec banku, lecz korzystajacych z pewnych dobr i w rezultacie tworzacych w otoczeniu iluzje "bogactwa". Hehe. No ale coz, trudno od wszystkich wymagac zdolnosci do interpretacji umow bankowych. Tym bardziej, ze zwykle jest to ta sama grupa ludzi, ktora nie potrafi zrozumiec roznicy miedzy cena a wartoscia.
Oczywiscie, w pewnym momencie rozwoju porzuca sie takie postrzeganie bogactwa, bo przestaje ono nam sluzyc. W tym momencie nastepuje transformacja swiadomosci i przeniesienie punktu ciezkosci z "jak wygladam w grupie spolecznej" na "co ja tak naprawde chce i co ma dla mnie wartosc". I o tym tutaj pisze wiekszosc osob ;)
Taka transformacja ma kilka interesujacych aspektow, ale moze napisze na ten temat wiecej przy innej okazji.
-
Myślę ,że zgadzamy się w obydwu punktach: brak różnic w statusie materialnym to na razie niebezpieczna utopia,
zgadzam sie
a dwa że istnieją wynaturzenia korporacjonizmu w postaci quasi niewolniczej pracy .
tu sie akurat nie zgodze. mialem przez pewien czas do czyniena z pewna ogromna miedzynarodowa korporacja, w ktorej wyscig szczurow byl wpisany w reguly gry. Doslownie. I zdziwilbys sie, ale wiele osob w bardzo rozwinietych krajach, w te reguly gralo, ba, co wiecej, nawet im nie w glowie aby z tego wyscigu rezygnowac.
zastanawiam, się to co robią rzady tych kraików z plantacjami i szwaczkami za 64 dolary miesięczne ,że pozwalają sobie na taki wyzysk i praktyki ? Może zatrudnili i słuchają doradców z MFW ?
MFW... hehe.... A tak powaznie, mylisz sie niestety w tym punkcie okrutnie. To, co dla Ciebie jest wyzyskiem, dla kogos innego moze byc zbawieniem. Trzeba niestety pokrecic sie nieco po Azji, aby to zrozumiec - choc z drugiej strony, podrozowanie ogromnie poszerza to swiadomosc i rozumienie pewnych spraw, wiec polecam ;)
Pamietam mialem kiedys taka przygode w Kambodzy, zaczepila mnie na ulicy prostytytka. Bardzo ladna, mloda dziewczyna, i do tego w miare znajaca angielski, wiec postanowilem sobie nieco z nia kulturalnie pogadac. W pewnym momencie zmienilem gwaltownie temat i zapytalem bezposredno: No to ile? Bylem w ogromnym szoku, jak uslyszalem 10 (slownie: dziesiec) dolarow. To w zasadzie mniej wiecej tyle, ile u siebie place przecietnie za obiad. Dalo mi to sporo do myslenia. Dzien pozniej rozmawialem z inna dziewczyna, masazystka, ktora robiac mi masaz stop (za kilka $), powiedziala, ze pracuje 12 godzin dziennie, ma 3 dni wolnego w miesiacu i generalnie jest bardzo zadowolona, zarabiajac... jakies $50 miesiecznie (+napiwki, domyslam sie, choc tego nie powiedziala). A byla zadowolona, bo u siebie na prowincji nie mialaby szans na takie pieniadze. Wrocilem wowczas mysla do tej wczesniej spotkanej dziewczyny i zdalem sobie sprawe, ze dla niej ta dycha to musi w takim razie byc sporo kasy - kilka numerkow w miesiacu, pare zajetych wieczorow i ma tyle, co kolezanki pracujac non-stop od rana do poznego wieczora.
Jak pisalismy, a te historie to potwierdzaja, bogactwo to wzgledna rzecz...
-
"Świat (Ziemia) jest wystarczająco duży dla całej ludzkości (aby dać im schronienie i wyżywienie), ale za mały na chciwość jednego kapitalisty.
-
Daniel
rozumiem i fajnie ,że się dzielisz naoczną wiedzą z dalekiego świata :)
ale czy w czasie tych wojaży byłeś w takiej szwalni w Bangladeszu i rozmawiałeś z tamtymi paniami,czy są zadowolone?
bo przykład kopergamina jednak wybiórczo celny,(choć nie zgadzam się z podprogowym uproszczeniem ,że bogaci są jakoś be) ja wiem tyle co z mediów, ale wygląda ,że nawet jak na warunki azjatyckie to jednak troszkę tam może być ciężko. ja rozumiem ,że to awans cywilizacyjny ,iż zamiast zdychać z głodu na wsi ma się przywilej 12- godzinnej harówki w zagranicznej fabryce. A korporacja czerpie z tego zyski.
ale również ,nie od nas to zależy ani nie jesteśmy temu winni.
a temacie wątku: bogactwo to dla mnie nieco tak jak z definicją zdrowia wg Osho
jesteś zdrowy, kiedy nie wiesz co to jest woreczek żółciowy, w którym miejscu masz nerkę, nie wiesz co to NFZ ani nawet jak się nazywa twój lekarz rodziny bo nie widziałeś go nigdy w życiu
zdrowie to stan , w którym nie ma konieczności myślenia o braku zdrowia. Zdrowie po prostu ci służy
tak samo z pieniędzmi.
-
Daniel,
Fajny przykład, tylko niereprezentatywny. Bo jednak prostytutka czy masażystka to inny zawód, niż bycie trybikiem w fabryce (kategorii sweatshop, ma się rozumieć). Tam już zadbają, aby (niewykwalifikowanym w końcu) pracownikom przykręcić śrubę tak, aby było jak najwydajniej.
No i czy jesteśmy tak bogaci jak biedne są szwaczki w Bangladeszu? Niekoniecznie, bo te oszczędności najczęściej przechodzą jednak na firmę (i np. na kontrakty reklamowe z gwiazdami), a nie na nabywców.
Barnaba,
Zgadzam się z Tobą, że w sensie osobistej odpowiedzialności od nas to nie zależy. Jeśli omijamy warzywniak na rogu bo lecimy do carrefoura po chińskie ziemniaki w promocji, to już możemy mieć w tym udział.
Ale jeśli chcemy kupić "etycznego" tableta... To pozostaje nam albo zaakceptować że to jedyna możliwość i że to jest OK, albo pracować na Mazovii ;)
-
kto wie czy akurat kupując chińskie ziemniaki w promocji nie wspieramy źródło finansowania ...amerykańskiego deficytu i tak utrzymujemy stabilność na świecie :)
-
Barnaba,
z ta definicja i porownaniem sie nie do konca zgodze, bo pieniadze - w przeciwienstwie do nerki i watroby, nie sa nam dane z gory i akurat zeby pieniadze miec, to trzeba je przede wszystkim zrozumiec (do czego, nota bene, to forum sie kompletnie nie nadaje).
Zas co do zadowolenia - generalnie ludzie w Azji sa bardzo z zycia zadowoleni, az czasami dziwie sie, bo niemalze zupelnie nieproporcjonalnie do warunkow materialnych i finansowych, w jakich zyja. Czasami az to razi, bo rodacy nauczeni zyc w znacznie wiekszym dostatku maja sklonnosc do znacznie wiekszego narzekania na wszystko. W Azji, mimo biedy, jest mentalnie jakby latwiej i przyjemniej. W Bangladeszu co prawda nie bylem, ale moja dziewczyna pochodzi z Wietnamu, spedzilem u niej sporo czasu, mieszkajac nawet przez kilka tygodni w Hanoi, widzialem rowniez co nieco reszty kraju, wiec moge powiedziec, ze mam wiadomosci z pierwszej reki. Takze, nie przesadzajac, ale takich przykladow, jak z owa prostytutka, moglbym Wam tu napisac dziesiatki... i wiekszosc w podobnym klimacie.
I nie przesadzajmy tez z ta Azjatycka wydajnoscia pracy i przykrecaniem sruby. Co prawda, niektore narody sa niezwykle pracowite (Wietnamczycy na przyklad), wiec zapierniczaja jak dziki, ale to taka kultura i wrodzony etos, zreszta podobnie jak u Chinczykow, Koreanczykow czy Japonczykow. Co do Bangladeszu, to przypuszczam, ze wydajnosc to jest tam pewnie raczej typowa dla Hindusow...
-
Forum się nie nadaje do zrozumienia pieniędzy? Forum to forum, to tylko narzędzie, wg ciebie chyba to forumowicze nie ogarniają pieniądza. Może się przysłużysz osobom ułomniejszym od ciebie w tym względzie i wyjaśnisz, w takim razie? zamieniam się w słuch. zawsze chętnie się czegoś nowego uczę.
-
Stanowczo podzielam oburz koleżanki !!!1 :-D
-
Vanilla, dziekuje serdecznie za rozwiniecie mojego skrotu myslowego. I zasadniczo zgadzam sie z Twoja interpretacja tego, co napisalem. Latwiej bedzie zrozumiec na przykladzie.
Wyobraz sobie, masz ochote nauczyc sie jezdzic autem. Do kogo sie wybierasz:
a) Instruktora jazdy z 20 latami doswiadczenia
b) Kogos, kto przeczytal podrecznik jak prowadzic auto i kilka razy podgladal tate jak to robi?
Inny przyklad, taki z mojego doswiadczenia. Masz zamiar wymienic sensor MAF w aucie, w tym celu szukasz fachowej porady na:
A) Forum poswieconym autom, gdzie masz wielu ekspertow, fanatykow i znawcow tematu
B) Forum poswieconemu rozwojowi duchowemu?
Z tego, co poczytalem, to osoby na tym forum, dosc zasadniczo ladnie potrafia rozumiec temat bogactwa, jako wewnetrznego stanu umyslu bedacego poczuciem spelnienia i zaspokojenia (oczywiscie, na ile kazdy czuje sie w tym zrealizowany, to indywidualna kwestia i nie zamierzam tego osądzac).
Tylko, jak przyjrzysz sie tej definicji oraz o tym, co o bogactwie napisali koledzy i kolezanki ponizej... nikt nic nie mowi o pieniadzu. O tym sie tutaj zupelnie nie rozmawia: nie widzialem ani jednej sensownej, porzadnej i rozwojowej dyskusji w temacie pieniadza, rynkow kapitalowych, derywatyw, CDS, wojen walutowych, dewaluacji pieniadza, inwestowania, wplywu QE na podstawowe funkcje pieniadza ani niczego innego w tym stylu.
Z tego powodu, jak przypuszczam, jest tu sporo osob ktore czuja sie bogate, ale niekoniecznie wiele takich, ktore maja pieniadze. A poniewaz pieniadz to specyficzna forma energii i jak kazda forma energii, podlega specyficznym i wlasciwym sobie prawom i regulom, ktorych nalezy sie nauczyc, aby moc ta energia dysponowac. Jak sie nie nauczyc, to sie zostaje w lesie, co niestety widac po ilosci bledow w afirmacjach, ktore w tym temacie sie tutaj pojawiaja...
-
Daniel,
Poruszyłeś ciekawą kwestię. Mnie np. mierzi większość tego typu terminów i tego co za nimi podąża, bo dla mnie to zwyczajnie przedłużenie układu który panował od zawsze, czyli niewolnik-pan. Chłopstwo pracuje na szlachtę a szlachta zajmuje się politykowaniem i układami, nazywając to robieniem pieniędzy. Tyle że większość szlachty nie tworzy realnej wartości, a zajmuje się manipulowaniem przepływem pieniędzy z rąk do rąk. Oczywiście pełnią też funkcje kontrolne, ale w większości przypadków to tylko wypełnianie niszy ekologicznej z racji urodzenia/układów, a nie realnych kompetencji. Tylko kiedyś to była posada na życie, a teraz wystarczy popracować z pół roku i można bezpiecznie spadać na "złotym spadochronie" ;)
Plus marketingowcy, prawnicy (zwłaszcza korporacyjni), brokerzy, czy ogólnie prawie cały sektor finansowy...
Ludzie zajmujący się tym podążają zgodnie z duchem czasu i siłą rzeczy będą bogatsi. Może są ludzie, którym jest to w stanie wpisać się w czysty sposób w rozwój duchowy. Z pewnością do nich się nie zaliczam, przez co pewnie bogactwo, w konwencjonalnym sensie (20+K stałego przychodu miesięcznie) raczej mi nie grozi ;) I przyznam że na jakimś poziomie takim ludziom rzeczywiście zazdroszczę -- w końcu to co robią, umożliwia im dużą łatwość w pewnych tematach.
Myślę, że można to porównać do ciała. Gdyby zapytać ludzi na tym forum czym dla nich jest zdrowe, sprawne ciało i jak je utrzymać, dyskusja nie zeszłaby na temat codziennego spędzania 2h codziennie na siłowni, biegania w maratonie i śledzenia najnowsych badań medycyny w dziedzinie suplementów. Ludzie tutaj chcą mieć zdrowe ciało, aby mogli czuć się w nim dobrze na codzień i zmaksymalizować swoje możliwości działania. I działa tu zasada 80/20: 80% rezultatów osiągamy przez 20% wysiłku.
(Metafora z ciałem nie jest jednak do końca trafiona, bo nie dotyczy jej kwestia moralności i wykorzystywania innych.)
I, oczywiście, uważam że w pewnych rękach część tych informacji może być przydatna. Kiedy jest się szefem jakiejś firmy która tworzy coś realnego (niezależnie od tego czy są to kołki, czy aplikacja do wystawiania ocen hotelom), przydaje się znać stan gospodarki, aby uniknąć pewnych błędów.
-
"Tylko, jak przyjrzysz sie tej definicji oraz o tym, co o bogactwie napisali koledzy i kolezanki ponizej... nikt nic nie mowi o pieniadzu. O tym sie tutaj zupelnie nie rozmawia: nie widzialem ani jednej sensownej, porzadnej i rozwojowej dyskusji w temacie pieniadza, rynkow kapitalowych, derywatyw, CDS, wojen walutowych, dewaluacji pieniadza, inwestowania, wplywu QE na podstawowe funkcje pieniadza ani niczego innego w tym stylu. "
Bo zastawiam się czy w sumie czy to poświęcone rozwojowi duchowemu forum jest od tego: są konkretnie fora od rynków kapitałowych i walutowych i inwestycji na tychże, kogo to interesuje to znajdzie i skorzysta i tam się więcej dowie i znajdzie partnerów do dyskusji. ale zgadam się,że wiedzy i świadomości jak to się kręci nigdy za wiele.
-
Wiedza to moc, chyba każdy się zgodzi.
(1) wiedza = moc
Czas to pieniądz - to wiedzą wszyscy.
(2) czas = pieniądz
Prawo fizyki mówi:
(3) moc = praca / czas
Podstawiając z (1) i (2) do (3) otrzymujemy:
(4) wiedza = praca / pieniądz
Czyli po przekształceniu:
(5) pieniądz = praca/wiedza
Co oznacza, że pieniądze dążą do nieskończoności przy wiedzy dążącej do zera, bez względu na wykonaną pracę.
: )
-
Tylko, jak przyjrzysz sie tej definicji oraz o tym, co o bogactwie napisali koledzy i kolezanki ponizej... nikt nic nie mowi o pieniadzu. O tym sie tutaj zupelnie nie rozmawia: nie widzialem ani jednej sensownej, porzadnej i rozwojowej dyskusji w temacie pieniadza, rynkow kapitalowych, derywatyw, CDS, wojen walutowych, dewaluacji pieniadza, inwestowania, wplywu QE na podstawowe funkcje pieniadza ani niczego innego w tym stylu.
Z tego powodu, jak przypuszczam, jest tu sporo osob ktore czuja sie bogate, ale niekoniecznie wiele takich, ktore maja pieniadze. A poniewaz pieniadz to specyficzna forma energii i jak kazda forma energii, podlega specyficznym i wlasciwym sobie prawom i regulom, ktorych nalezy sie nauczyc, aby moc ta energia dysponowac. Jak sie nie nauczyc, to sie zostaje w lesie, co niestety widac po ilosci bledow w afirmacjach, ktore w tym temacie sie tutaj pojawiaja...
No chyba niekoniecznie tak jest jak piszesz. Moim zdaniem nie trzeba mieć wiedzy o rynkach kapitałowych, podniecać się wojnami walutowymi czy też czymś tam podobnym, aby mieć pieniądze. Tak jak nie trzeba mieć wiedzy o działaniu telewizora, radia by używać tych urządzeń. Nie trzeba też być mechanikiem samochodowym, żeby dobrze jeździć.
Wydaje mi się też, że ten co ma naprawdę duże pieniądze też nie musi o tym gadać. Bo to jest oczywiste, że je ma, a o oczywistych rzeczach się nie dyskutuje.
-
Frisky,
zauważmy ,że "bez względu na wykonaną pracę" nie sprawdzi się w jednym przypadku- kiedy praca równa się zero. wtedy pieniądz zdecydowanie wynosi , nawet przy ogromnej wiedzy - również 0 :)
-
Temat "zrozumieć pieniądz" na forum duchowym, to jest bardzo ciekawe zestawienie, w moim odczuciu, very hot! :-)
Tzn. oczywiście na rozkminianie kwestii ściśle technicznych, to na pewno inne miejsca są odpowiedniejsze, ale już na takie swobodniejsze pogawędki na innych poziomach abstrakcji -- przykładowo przyjazne zderzenie postaw (1) "żongluję kasą w tę i we w tę, oraz stoję blisko przy jej produkcji, także wiem, co to pieniądz, bicz" oraz (2) "klepię biedę z poczuciem moralnej wyższości" -- no to niniejsze forum nadaje się wręcz idealnie, moim zdaniem. Albo, żeby aplikować o pieczątkę duchowiaków, że takie gierki są w ogóle koszerne, też ciekawa opcja.
Ale zupełnie serio, to nas może wszystkich ubogacić, także miałbym taki apel, żebyśmy docenili obecność prawdziwego eksperta i w miarę możliwości zadbali, by nie uznał nas zbyt szybko za niewarte jego uwagi (w temacie "zrozumieć pieniądz") stado baranków bożych.
Także, kolego Daniel, ośmielę się czasem, ogólnie i z difoltu, nie zgadzać, ale, co ważne: serdecznie dziękuję, że niesiesz nam światło wiedzy! :-)
-
Lynd,
kwestie, które poruszasz dotycza glownie moralnosci i czystosci intencji, ktore stoja za dzialaniami rozmaitych ludzi. Tymczasem, z mojego punktu widzenia, to sa sprawy indywidualne i niezalezne od tego, ile ma sie pieniedzy. Znam kogos, kto pracujac na niskim, "fizycznym" etacie kradl cement ze swojej firmy. Znam kierowców, którzy robili wałki na kilometrówkach, itd. Powiedz mi, czy oni zasadniczo się różnią od tych, którzy kradną będąc na stanowiskach kierowniczych? Moralność pozostaje taka sama, zmieniają się perspektywy a co za tym idzie, i możliwości, stąd i większa skala. Z drugiej strony, znam wielu przedsiębiorców, którzy postępują niezwykle etycznie i uczciwie, w tym co robią, zwyczajnie wykorzystując dostępne mechanizmy. Ba, powiem więcej - większość bogatych, to co robi, robi uczciwie i w zgodzie z literą prawa - z tego prostego powodu, że mają oni znacznie więcej do stracenia, niż ci, co nie mają nic.
"I, oczywiście, uważam że w pewnych rękach część tych informacji może być przydatna."
Z mojego punktu widzenia, informacje na temat stanu ekonomii, finansow publicznych, itd. moga i beda przydatne dla praktycznie kazdego, kto traktuje prosperity jako cos wiecej niz tylko wewnetrzny stan umyslu. Ekonomia i finanse dotykaja kazdego z nas, bez tego nie da sie funkcjonwac w tym swiecie. Poza tym, chodzi tu o przejawianie sie, nieprawdaz?...
No chyba, ze jest sie w 100% odpornym na wplywy swiadomosci zbiorowej, wowczas mozna miec ten temat kompletnie w nosie ;)
"Bo zastawiam się czy w sumie czy to poświęcone rozwojowi duchowemu forum jest od tego"
Zasadniczo nie jest, no ale przeciez wczesniej o tym pisalem, ze sie nie nadaje, i chyba nawet kogos to oburzylo ;) Z drugiej strony, jak sie na forum duchowym zaklada watek o prosperity, to znaczy, ze temat chyba ludzi interesuje. A nie wyobrazam sobie jak mozna dyskutowac o prosperity bez dyskusji na temat pieniadza; pieniadz jest jak krew, absolutnie niezbednym elementem.
"Moim zdaniem nie trzeba mieć wiedzy o rynkach kapitałowych, podniecać się wojnami walutowymi czy też czymś tam podobnym, aby mieć pieniądze. Tak jak nie trzeba mieć wiedzy o działaniu telewizora, radia by używać tych urządzeń. Nie trzeba też być mechanikiem samochodowym, żeby dobrze jeździć. "
Oczywiscie, ze nie trzeba. W zyciu jedyne co trzeba to umrzec i placic podatki ;) Z drugiej strony, niestety ale nie zgodze sie z takim podejsciem. O ile wydawac pieniadze potrafi kazdy, podobnie jak uzywac telewizora, to temat zarzadzania majatkiem, sensownego inwestowania, zabezpieczania, pomnazania, itd. to juz zupelnie inna szkola jazdy. Tego, ze tak powiem, nie wyssie sie z mlekiem matki, tego trzeba sie nauczyc. I zeby sie nauczyc, trzeba o tym rozmawiac.
W moim biednym rodzinnym domu nigdy sie o pieniadzach nie rozmawialo, bo z reguly tych pieniedzy nie bylo; albo - rozmawialo sie o tym zle i negatywnie. Tymczasem, wiekszosc ludzi ktorzy maja pieniadze, przywiazuja do tego spora wage i uwage, jak do wszystkiego, co jest w zyciu wazne. Oczywiscie, nie wszystkich ludzi z pieniedzmi musza akurat interesowac rynki kapitalowe - ale naprawde, bogaci ludzie rozmawiaja czesto i gesto o pieniadzu.
"Bo to jest oczywiste, że je ma, a o oczywistych rzeczach się nie dyskutuje. "
Jedyna oczywista rzecz w temacie finansow jest taka, ze malo kto tak naprawde orientuje sie, o co w tym chodzi. Moim zdaniem pieniadz jest jedna z najmniej "oczywistych" rzeczy w naszych realiach, i bez przesady, ale coraz bardziej sklaniam sie ku spiskowemu przekonaniu, ze jest to celowe dezinformowanie - albo nie informowanie - ludzi w tym temacie.
"w miarę możliwości zadbali, by nie uznał nas zbyt szybko za niewarte jego uwagi (w temacie "zrozumieć pieniądz") stado baranków bożych."
Wprost przeciwnie, bardzo cenie Wasze spojrzenie. Jak zwykle, to forum pomaga mi przerobic pewne zapomniane wzorce, wiec ciesze sie, ze ludzie dziela sie tutaj swoimi pogladami.
-
O ile wydawac pieniadze potrafi kazdy, podobnie jak uzywac telewizora, to temat zarzadzania majatkiem, sensownego inwestowania, zabezpieczania, pomnazania, itd. to juz zupelnie inna szkola jazdy. Tego, ze tak powiem, nie wyssie sie z mlekiem matki, tego trzeba sie nauczyc. I zeby sie nauczyc, trzeba o tym rozmawiac.
No dobrze, ale czy nie może być takiej sytuacji, że ktoś jest bardzo dobrym specjalistą w jakiejś dziedzinie. I ludzie chcą kupować to co on oferuje. I zarabia dużo pieniędzy. Ale nie zna sie na inwestowaniu, ale ma tyle pieniędzy ze swoich zleceń, że płaci komuś kto za niego to robi?
-
Daniel,
Powiedz mi, czy oni zasadniczo się różnią od tych, którzy kradną będąc na stanowiskach kierowniczych?
Zależy jak zdefiniować "zasadniczo". Bo tak samo można powiedzieć, że człowiek który z premedytacją zabił innego człowieka zasadniczo nie różni się od takiego, który skazał na śmierć milion. Z ich osobistego punktu widzenia nie ma może aż tak wielkiej różnicy, ale zdecydowanie jest w konsekwencjach. A jako że mówimy o kwestiach społecznych, to te konsekwencje są ważne.
Piszesz że wielu ludzi jest uczciwych i postępuje zgodnie z literą prawa. Litera ta, oczywiście, nie ma nic wspólnego z moralnym postępowaniem. Po prostu trzeba się trochę bardziej nagibać i nausprawiedliwiać, aby zrobić pewne przekręty zgodnie z nią. No i uczciwość: czym jest uczciwe postępowanie dla tych przedsiębiorców? Czy, jeśli mają 100 ludzi na najniższych stanowiskach, płacą im godnie czy średnią na polskim rynku pracy? (Realną średnią, oczywiście.) Czy jeśli mają 1000 takich pracowników, wolą z własnej woli podwyższyć im pensję czy włożyć te pieniądze w rozwój firmy, aby mogła zatrudnić 1200 ludzi za tę samą pensję?
(Pewnie nie, ale to już nie z ich osobistej winy, a z racji liczby Dunbara. (https://en.wikipedia.org/wiki/Dunbar's_number))
No i: ilokrotnie zarabia więcej, niż osoba najniżej opłacany jego pełnoetatowy pracownik. I jaki powód podaje ku tej różnicy zarobków? Bonusowe punkty jeśli ten pracownik ma ciężką pracę fizyczną (znaczy pewnie długoterminowo niszczy sobie zdrowie.)
I trzecia kwestia odnośnie uczciwości: jest chyba coś takiego jak odpowiedzialność wobec udziałowców, i przy pewnej skali tak naprawdę liczy się tylko ich zadowolenie. I bardzo szybko okazuje się że "łatwiej przepraszać niż prosić o pozwolenie." Łatwiej zrobić kampanię wybielającą firmę, niż zadbać o problemy etyczne, na których jeszcze nie skupiło się oko publiki.
No i krzywdzenie ludzi to mniejsza część tego, co próbowałem powiedzieć. Większą będzie to, czy to co ci ludzie tworzą ma jakąś wartość. Jaką realną wartość (=wzrost bogactwa na świecie) dają np. inwestycje w forex, kredyty-chwilówki, zakupy na raty (drobne, konsumenckie, nie mówię o samochodach czy domach)? Itp, itd.
http://nowyobywatel.pl/2013/09/23/fenomen-gowno-wartych-prac/
Te rzeczy przynoszą dużo korzyści finansowych, jasne, ale tylko przelewając pieniądze z miejsca na miejsce.
Ekonomia i finanse dotykaja kazdego z nas, bez tego nie da sie funkcjonwac w tym swiecie. Poza tym, chodzi tu o przejawianie sie, nieprawdaz?...
Jestem skłonny się zgodzić tylko... Co tak naprawdę płynie z takiej wiedzy? Bo że dotyka, to jedno. A co można zrobić, aby to zmienić? Wątpię, żeby większość ludzi uczestniczących w bańce nie zdawała sobie sprawy z tego, że bańka trwa. Ale skoro sami jej nie rozbiją, to przynajmniej mogą się jeszcze nachapać...
Oczywiście uważam że wiedza o finansach osobistych jest do pewnego stopnia baaardzo potrzebna. Mówiłem bardziej odnośnie terminów, które wrzuciłeś, i które jednak bardziej skojarzyły mi się z "grą pieniądzem" niż rozsądnym dbaniem o własne zasoby finansowe.
PS Z jednej strony ciekawią mnie zjawiska ekonomiczne (ale to bardziej jak każdy system), z drugiej jednak z racji zbyt długiego karmicznego udziału w rządzących elitach ledwie byłem w stanie przerbnąć przez ojców Kiyosakiego, a i to z wielkim bólem splotu ;) I to też dobre nie jest.
Lilliole,
A skąd on będzie wiedzieć, że ten człowiek jest kompetentny? Swoją drogą jeśli chcesz poczytać historie o ludziach zupełnie nieoczytanych w kwestii pieniędzy, polecam historie amerykańskich futbolistów. To ludzie wywodzący się często z biednych domów, którzy w wieku 20 lat zostali obsypani wielkimi pieniędzmi... w karierze która trwa bardzo krótko.
-
W moim biednym rodzinnym domu nigdy sie o pieniadzach nie rozmawialo, bo z reguly tych pieniedzy nie bylo; albo - rozmawialo sie o tym zle i negatywnie. Tymczasem, wiekszosc ludzi ktorzy maja pieniadze, przywiazuja do tego spora wage i uwage, jak do wszystkiego, co jest w zyciu wazne. Oczywiscie, nie wszystkich ludzi z pieniedzmi musza akurat interesowac rynki kapitalowe - ale naprawde, bogaci ludzie rozmawiaja czesto i gesto o pieniadzu.
Tak jest. Chyba wszyscy rozmawiają o pieniądzach. Biedni głównie o tym, ze ich nie mają i nikt im ich nie chce dać. A bogaci.. Kurcze tu nie jestem pewna. Wśród ludzi bogatych, których znam jest różnie... Jedni rozmawiają więcej, inni mniej. Jedni są bardziej spięci na te pieniądze, a inni mniej... najbogatszy z moich znajomych nigdy sie nie spinał na pieniądze, robił to co lubił, nigdy nie żałował innym, a teraz ma tyle kasy, że do końca życia już nie musi pracować.
Nie wiem czy ma jakąś szczególna wiedzę o zarządzaniu pieniędzmi. Na pewno jest bardzi inteligentny, ma dużą intuicję jeżeli chodzi o pieniądze i dużą wiarę w siebie i w to że pieniądze go lubią :)
-
Lilliole,
A skąd on będzie wiedzieć, że ten człowiek jest kompetentny? Swoją drogą jeśli chcesz poczytać historie o ludziach zupełnie nieoczytanych w kwestii pieniędzy, polecam historie amerykańskich futbolistów. To ludzie wywodzący się często z biednych domów, którzy w wieku 20 lat zostali obsypani wielkimi pieniędzmi... w karierze która trwa bardzo krótko.
Nie wydaje mi się, żeby akurat amerykańscy futboliści byli reprezentatywną grupą. I nie chodzi mi o to, żeby być za przeproszeniem debilem w kwestii pieniędzy, tylko o to, że niech każdy robi to co potrafi najlepiej.
No i wiedza wiedzą, ale, nie wiem dlaczego, ale pomijacie w dyskusji coś tak ważnego jak intuicja i intencje. Może ci amerykańscy futboliści mieli po prostu nieciekawe intencje jeżeli chodzi o pieniądze i o siebie. Bo jeżeli mieliby dobre to trafili by na osoby, które by im dobrze zarządzały pieniędzmi.
Chodzi mi o to, ze sama wiedza tu też nie wystarcza. Mogą byc 2 osoby i mieć taka sama wiedzę o pieniądzach, zarządzaniu, ale jedna będzie głównie teoretyzowała i dyskutowała, a druga skorzysta z tej wiedzy i się wzbogaci.
-
Lilliole,
Nie mówię o wiedzy bez fajnych intencji. Ale zauważ że Ty napisałaś o fajnych intencjach bez wiedzy :) Trochę odniosłem wrażenie, że chcesz uciec przez tym tu "be" zarządzaniem pieniędzmi, w "cacy" zarabianie pieniądzy na pasjach. Tylkooo żeee... to mi wygląda na klasyczną gnostycką ucieczkę przed tym światem, po prostu w innym wydaniu.
Uważam że jakaś-tam wiedza jest naturalną konsekwencją dobrych intencji w danym temacie. A unikanie jej raczej wiąże się z niefajnymi wyobrażeniami. To jakby powiedzieć że chociaż chcesz zdrowo żyć to absolutnie nie interesuje Cię temat zdrowego stylu życia, więc zatrudnisz dietetyka i trenera który będzie Ci mówił wszystko co masz robić ;) Nie brzmi zbyt naturalnie, prawda?
Kiedy wyobrażenia się oczyszczą, temat przestaje męczyć i można zacząć spokojnie, bez ciśnienia się o nim uczyć.
-
Lynd
Tu nie chodzi o ucieczkę od wiedzy tylko słuszne przekonanie ,że akurat zarabianie pieniędzy nie wynika ani z wiedzy ani z ciężkiej pracy ,ale akurat z umiejętności zarabiania pieniędzy.
Mamy wielu bezrobotnych studentów , którzy wiedzą co to jest QE 3 i dalej są bez pieniędzy. Mamy ludzi zarabiających jak Buffett miliardy (więcej niż 10000 profesorów ekonomii), a który nie ma i nie korzysta nawet z komputera itd.
-
Tak, i właśnie o umiejętności zarabiania pieniędzy rozmawiamy. I zarówno Lilliole jak i ja, zastanawiamy się ile jest potrzebne wiedzy na temat zarabiania pieniędzy ludziom, którzy nie są taką wiedzą zainteresowani. Chcą tylko robić to co lubią, i dzięki temu sobie fajnie prosperować. A że aktualny świat w warstwie socjoekonomicznej jest cholernie skomplikowany to...
Buffett chyba jest tu najgorszym przykładem, bo on akurat lubi robić pieniądze i w tej dziedzinie ma olbrzymią wiedzę :) Posiadanie komputera nie ma tu nic do rzeczy, przecież nie zarabia pisząc programy.
-
Lynd,
Piszesz o moralności, ale przepraszam, wg jakich kryteriów ma to być moralność? Moich? Twoich? Kościoła katolickiego? Islamu? Kalego? Kryteria moralności te ciągle się zmieniały i zmieniają, pamiętam bardzo fajny przykład nt. tego, co było akceptowalne jako moralne na plażach w Europie w ciągu ostatniego stulecia. Tymczasem, państwo już wyznaczyło co jest nie moralne (spójrz Kodeks Karny), i w pełni się zgadzam, że rzeczy jak zabijanie, kradzież czy gwałt powinny uznane za nielegalne, ścigane i karane. Resztę wyznaczamy sami... no chyba, że nie wyznaczamy, w końcu pewnie samo „M jak Miłość” ma więcej widzów, niż łączna liczba wyświetleń wszystkich edukacyjnych finansowo-ekonomicznych programów na YT. Stąd rzeczywistość jest, jaka jest, nie ma co się na kapitalistów obrażać.
Co tak naprawdę płynie z takiej wiedzy? Bo że dotyka, to jedno. A co można zrobić, aby to zmienić? Wątpię, żeby większość ludzi uczestniczących w bańce nie zdawała sobie sprawy z tego, że bańka trwa. Ale skoro sami jej nie rozbiją, to przynajmniej mogą się jeszcze nachapać
Napchać... albo się przejechać, jak dziesiątki tysięcy polskich rodzin, które kupowały mieszkania na szczycie bańki, a teraz spłacają kredyty powyżej ich realnej wartości rynkowej. To tylko jeden z przykładów, gdzie można realnie wykorzystać wiedzę ekonomiczną – wbrew pozorom, czasami wynajem jest bardziej opłacalny niż kupno, ale kto by tam dawał wiarę takim głupotom, przecież mądrość ludowa mówi, że na mieszkaniu nigdy się nie traci ;) Inna sprawa jest taka, że przed decyzjami o charakterze finansowo-ekonomicznym stajemy każdego dnia, więc możliwości wykorzystania tej wiedzy jest wiele, niekoniecznie musi ona dotyczyć miliardowych inwestycji ala Warren B.
Tak, i właśnie o umiejętności zarabiania pieniędzy rozmawiamy
Wiedza to jedna rzecz, praktyka to drugie...
I zarówno Lilliole jak i ja, zastanawiamy się ile jest potrzebne wiedzy na temat zarabiania pieniędzy ludziom, którzy nie są taką wiedzą zainteresowani. Chcą tylko robić to co lubią, i dzięki temu sobie fajnie prosperować
Sparafrazuję to może w ten sposób: ”Ile jest potrzebne wiedzy na temat zdrowego odżywiania i sportu ludziom, którzy nie są taką wiedzą zainteresowani. Chcą tylko jeść wszystko to co lubią i nie ruszać się sprzed telewizora, i dzięki temu być w pełni zdrowym”.
I co, jakiej udzielsz sobie odpowiedzi?
-
dużą wiarę w siebie i w to że pieniądze go lubią :)
A ja lubię ludzi z takim podejściem :) Mam znajomego, który często powtarzał "kocham pieniądze ze wzajemnością". Czasami ludzie wokoło oburzali się na niego i na to, że mówi o miłości do pieniędzy: "materialista jeden" :). A On po prostu wiedział, że chcąc mieć pieniądze musi mieć do nich dobry stosunek i mieć poczucie, że one też go chcą, chcą być z nim i chcą być dla niego :). Efekt jest taki, że ci którzy się oburzali, od lat zarabiają po 2000zł miesięcznie, podczas gdy on każdego roku zwiększa przychody o kilkadziesiąt tysięcy rocznie.
-
Taka ciekawostka, porównanie nawyków ludzi biednych i bogatych. Daje do myślenia, nieprawdaż? ;)
http://www.daveramsey.com/blog/20-things-the-rich-do-every-day
-
"Buffett chyba jest tu najgorszym przykładem, bo on akurat lubi robić pieniądze i w tej dziedzinie ma olbrzymią wiedzę :) Posiadanie komputera nie ma tu nic do rzeczy, przecież nie zarabia pisząc programy."
Buffet jest o tyle ciekawym przykładem, że kompletnie nie przykłada wagi do wiedzy ekspertów z wall strett związanej z analizą techniczną akcji ,co więcej teoretyzowanie jest przeszkodą w przypadku ubiegania sie o posadę u Warrena B. Natomiast faktycznie lubi zarabiać, ale to już sie mieści właśnie w ramach umiejętności zarabiania :)
A to ,że najprawdopodobnije nie korzysta z internetu gdzie tyle tej " wiedzy" jest też znamienne.
Podobnie J.Urban , wg niektórych zrobił interes na niezłym g..nie,z czym można się w zasadzie zgodzić ale na pewno jest bardzo bogaty. facet przyznaje ,że nie ma pojęcia o funduszach ani nawet jak uruchomić internet. Natomiast dodaje ,że zawsze lubił zarabiać i mieć pieniądze.
-
ale Daniel ma dużo racji i dobrze ,że przypomina czym się może skończyć głupota, chciwość i brak ostrożności gdy bierzemy się za inwestrowanie zarobionych pieniędzy. Tłum, nakrącny przez reklamy i maklerów kupował fundusze przy rozgrzanych do czerwoności indeksach w 2007 r. Potem amber gold, jakby ludzie nie myśleli ,że złoto jak każdy aktyw może mieć swoje krótkoterminowe wzloty i upadki i nie musi rosnąć w nieskończoność - , podobnie jak ceny gruntów. zobaczymy ile zarobią "ziemianie" na czymś na czym podobno nie można stracić :) Rosja ma najwięcej zasobów ziemi a PKB średnie a całkiem niedawno tragicznie niskie. Taka wiedza i zmysł śie przydaje i fajnie ,że ktoś tu wskazuje ,iż nie bierze sie ona z oglądania seriali czy siedzenia na demotywatorach :))
-
Podobnież niedawno "Burmistrz Londynu wygłosił też pochwałę chciwości, stymulującej wzrost gospodarczy. "Chciwość jest dobra" - cytował Gordona Gekko, rekina finansjery z filmu "Wall Street" Olivera Stone'a. "
To, co mi się w takiej postawie podoba, a nawet trochę imponuje, to jasne postawienie sprawy. :-)
-
Ano właśnie, chciwość i żądza władzy. Nienasycone pragnienie posiadania, oraz chęć kontroli. Dwa najważniejsze klucze do zrozumienia człowieka! Jeśli ta dyskusja o pieniądzu nie wygaśnie zbyt szybko (lecz będzie się w swoim niespiesznym tempie rozwijać), to oba te klucze mogą tu, w odpowiednim czasie, bardzo dobrze przypasować do tematu pieniądz.
Oczywiście nie chodzi o to, że jeśli ktoś się troszczy o pieniądze, to dlatego, że jest chciwy. Wręcz odwrotnie. Znaczy, po pierwsze, chciwość to fundamentalny składnik ludzkiej natury. A po drugie, to, jak wygląda świat, w którym wszyscy razem żyjemy, oraz jak wygląda pieniądz, którym się posługujemy, to zależy od naszej umiejętności zarządzania chciwością. To kolejna teza, którą chciałbym nienachalnie polansować. :-)
Czyli jednak najpierw trzeba się tej chciwości naprawdę porządnie przyjrzeć, a dopiero wtedy uda osiągnąć następujące cele: (1) w miarę szybko znaleźć własne miejsce w łańcuchu pokarmowym, gdzieś pomiędzy umierającym z głodu murzyniątkiem, a właścicielem jachtu za 300 milionów, oraz (2) docelowo stworzyć raj na Ziemi.
-
Znaczy, po pierwsze, chciwość to fundamentalny składnik ludzkiej natury. A po drugie, to, jak wygląda świat, w którym wszyscy razem żyjemy, oraz jak wygląda pieniądz, którym się posługujemy, to zależy od naszej umiejętności zarządzania chciwością. To kolejna teza, którą chciałbym nienachalnie polansować. :-)
Jakoś nie do końca jestem przekonana, że chciwość jest fundamentalnym składnikiem ludzkiej natury. .. To, że wiele ludzi coś przejawia nie musi znaczyć, że coś jest fundamentalnym składnikiem ludzkiej natury.
Jakby się przyjrzeć tej chciwości. Z czego ona wynika? Wg mnie dużo chciwości bierze się z przekonania o ograniczoności zasobów, dóbr, pieniędzy. Jeżeli ktoś wierzy, że jest ograniczona ilość pieniędzy to chce ich mieć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie - po to żeby ubiec innych. Jego zysk oznacza czyjąś stratę i odwrotnie. Gdyby przyjąć przekonanie, że wszystkiego starczy dla wszystkich chciwości byłoby znacznie mniej.
Chciwość też kojarzy mi się z brakiem poczucia bezpieczeństwa - boję się przyszłości więc muszę się maksymalnie zabezpieczyć, jak komuś dam to mi może zabraknąć.
A w sumie to chciwość kojarzy mi się z takim transowym zachowaniem i zaślepieniem, dlatego trudno jest mi się zgodzić z tym, że transy i zaślepienia mogłoby byc fundamentalnym składnikiem ludzkiej natury.
-
maksymalne zabezpieczenie nie zawsze musi byc chciwoscia
-
maksymalne zabezpieczenie nie zawsze musi byc chciwoscia
A co jest chciwością?
-
Pornografia i prostytucja to nie seks, wysadzający się wariaci to nie islam, pedofilia to nie Kościół Katolicki.
Dlaczego lansować takie wynaturzenia jak żądza władzy oraz chciwość jako naturalne atrybuty pieniądza? Jak dla mnie, to błąd w myśleniu.
Pieniądz to środek wymiany, który umożliwia mi w pełni przejawianie jednej z najważniejszych rzeczy w moim życiu: wolności. Mam pieniądze, więc jestem wolny. Nie ogranicza mnie wybór typu: albo buty, albo spodnie albo wycieczka, robię to, na co mam ochotę i kiedy mam ochotę. Realizuję dzięki temu dowolne cele, jakich zapragnę.
Tak więc, podsumowująć: dla mnie pieniądz to wolność i swoboda, ale że ludzie lubią różne zboczenia, to już kwestia indywidualnych preferencji ;)
-
Wolność i swoboda dla każdego !!!1 :-D
-
Tutaj jest napisane w jaki sposób należy podchodzić do bogactwa aby je dostawać.
I nawet śluby ubóstwa w tym nie przeszkadzają. wystarczy brać przykład z kościoła katolickego.
Wklejam to z Onetu aby nie zaginęło.
w Krakowie Franciszek będzie mógł ucieszyć oko ogromnymi bogactwami Watykanu:
Mieliśmy Kraków
Gigantyczny majątek, o obszarze przekraczającym dwudziestodwukrotnie wielkość Watykanu, wart kilka miliardów złotych sprezentowało państwo Kościołowi krakowskiemu po 1989 r. Na ekskluzywnych kamienicach i działkach komercyjnych kler zbija kolejne złote fortuny.
Ustawa o stosunku państwa do Kościoła z 1989 r. otwarła duchowieństwu wrota do ziemskiego raju przepychu i bogactwa. Dzięki niej kler rzymskokatolicki (a de facto państwo Watykan) stał się najbogatszym właścicielem w Polsce. Różnymi drogami do jego przepastnych kas wciąż płyną gigantyczne majątki warte dziesiątki miliardów złotych, nowych złotych. Komisja Majątkowa, władze miast i województw rozdają polską ziemię. Ciągle nowe przywileje, ulgi i darowizny pompują kiesę finansowego olbrzyma. Patrzy na to wszystko biedny Polak...
Jak Polska kocha Kościół – a Kościół pieniądze, najwyraźniej widać
w stolicy sutannowego biznesu,
czyli w Krakowie. Nie na próżno mówi się o nim „mały Rzym”, czy „Świętogród”. To najgęściej zaludnione księżmi i zakonnikami miasto w kraju. Bo też najwięcej jest tu kościołów i zakonów, w przeliczeniu na jednego podatnika... tj. katolika Po prostu – polski Watykan. Jakby tego było mało, po 1989 r. krakowskim przewielebnym spadła manna z nieba w postaci ponad 1000 ha nieruchomości (10 km2, czyli terenu ponad 20-krotnie większego niż państwo papieskie). Prawie wszystko położone w centralnych dzielnicach miasta. Sami duchowni uzyskany majątek szacują na kilka miliardów nowych złotych. Dla przykładu norbertanki żądają 25 mln zł za 5 ha należnych im rzekomo gruntów. Proboszcz parafii Mariackiej wycenił „swoje” 20 ha na 50 mln zł. Wytyczne, jak ustalić koszt odszkodowania w wypadku działki zamiennej gratyfikacji finansowej dla Kk, podaje wewnętrzny protokół Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu RP i Konferencji Episkopatu Polski podpisany 22 czerwca 2001 r. przez Longina Komołowskiego – byłego wiceprezesa Rady Ministrów i arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego.
Kościół krakowski bezustannie otrzymuje lukratywne kamienice, gdzie mieszczą się sklepy, siedziby firm, lokale mieszkaniowe, domy opieki społecznej, państwowe szkoły, przedszkola czy inne instytucje. Słone interesy robi też na uzyskanych komercyjnych działkach w centrum miasta przeznaczonych na budownictwo, handel czy inwestycje komunikacyjne. Najczęściej są one natychmiast sprzedawane bądź wynajmowane za niebotyczne stawki (w Krakowie są najwyższe w Polsce stawki za kupno lub wynajem 1 m2 powierzchni zabudowy – (podać maksymalne stawki za wynajem pow. Biurowej w centrum Krakowa– RK). Dla zabicia nudy przy liczeniu kasy kler kopie piłkę na zagarniętych boiskach sportowych, przechadza się po watykańskich ogrodach, parkach i lasach. Hierarchia krakowska ukrywa przed opinią publiczną
niebotyczne fortuny,
które zbija na otrzymanych majątkach, między innymi od komisji wspólnej rządu i episkopatu w ramach swoich roszczeń. Dotarcie do odnośnych dokumentów nie było łatwe, bo w Krakowie czarny kolor zdominował również polskie urzędy. Oto nieruchomości polskiego Watykanu, które dostał on za bóg zapłać po 1989 r.
Do najbogatszych i najbardziej łasych należy parafia Mariacka, znana m.in. z hejnału i dyskusyjnej reklamy towarzystwa ubezpieczeniowego na wieży. Choć zbija już od wielu lat niesamowite krocie na różnych interesach, w tym odzyskanych kilku kamienicach przy Rynku Głównym, gdzie mieszczą się: ekskluzywny hotel Wit Stwosz, kawiarnia, sklepy i najbogatsze firmy, wciąż czatuje na złote jajo, jakim są tereny w Krakowie Bronowicach. Walczy o nie uparcie megabiznesmen, proboszcz, archibrezbiter, ks. infułat Bronisław Fidelus. Niczym lew czyha na 21 ha w rozbudowującej się dzielnicy. Trzy ogrody działkowe: „Złoty Róg”, „Piast”, „Widok” oraz tereny Zakładów Nasienniczych „Polan” i tereny miejskie kapłan wycenił na 50mln zł. Już znalazł chętnych do wielkich przedsięwzięć. Sprawa czeka obecnie w Komisji Majątkowej. Ksiądz Fidelus potrafi czekać, odrzuca kolejne oferty zamiennych działek – albo wielka kasa, albo zwrot w naturze. Krakowskie Centrum Inwestycyjne, z którym doszedł do porozumienia, chciałoby zbudować w Bronowicach hotele bądź centrum targowe. Co będzie z dotychczasowymi użytkownikami – księdza nie interesuje.
Jezuici wypędzili ze swoich siedzib dwie kliniki: Toksylogii i Chirurgii Szczękowo-Twarzowej. W ogromnych budynkach zainstalowali własną Wyższą Szkołę Filozoficzno-Pedagogiczną „Ignatianum” i centrum wydawnicze.
Największe interesy w mieście robią augustianie. Zakon skasowany w 1950 r. przez kard. Sapiehę, powrócił do Krakowa za zgodą kard. Macharskiego w 1989 r. (nie bez powodu w tym właśnie roku!). Pięciu(!) mnichów najpierw oczyściło gotycki klasztor przy ul. św. Katarzyny z niechcianych lokatorów –Wydziału Architektury UJ oraz kilku rodzin. Od kilku lat przejmują nowe komercyjne działki w Prokocimiu, po obu stronach ul. Wielickiej. Począwszy od 1993 r. otrzymują tereny wraz z zabudowaniami mieszkalnymi. Przejęli między innymi dom dziecka usytuowany w zespole pałacowym przy ul. Górników, Klub Sportowy „Kolejarz” i część Parku hrabiego Jerzmanowskiego. Wciąż o swój los boi się 11 rodzin z pobliskich domów. Pazerni augustianie zgarnęli już kasę za działkę pod hipermarket HIT. Z obawy przed publicznym zlinczowaniem zostawili (na razie) prokocimskie szpitale, choć walczą z nimi o tereny przyległe. Mimo otrzymanych 30 ha ciągle im mało.
Do najbogatszych krakowskich zakonów żeńskich i jednocześnie najbardziej znienawidzonych za swoją pazerność należą
norbertanki.
W latach 90. straszyły radio RMF odebraniem ziemi spod Kopca Kościuszki, z którego rozgłośnia nadawała swoje audycje. Jako jedne z pierwszych, bo już w 1991 r. otrzymały prawie 9 ha nieruchomości w Krakowie Zwierzyńcu, użytkowane wówczas przez Akademię Rolniczą. Rok później na terenach Huty im. T. Sendzimira w Krakowie Luboczy dostały 6 działek o łącznej pow. 50 ha. Jakby tego mało, obecnie sądzą się z gminą Kraków oraz Skarbem Państwa o 6 ha nieruchomości w Śródmieściu. Spór dotyczy terenów Klubu Sportowego Cracovia i orbisowskiego hotelu. Wkrótce wyrok ma wydać Sąd Apelacyjny w Krakowie. Norbertankom marzy się również rozbudowany i odrestaurowany gmach nadleśnictwa w Zabierzowie – 76 arów.
Dobrym interesom nie popuszcza krakowska kuria, która w 1994 r. w Witkowicach dostała 50,9711 ha nieruchomości oraz 52 ha w tzw. drogowym Węźle Opatkowice – kilkanaście działek przy autostradzie. Z kamienic przy ul. Kanoniczej, gdzie mieści się Muzeum Archidiecezjalne, wylecieli mieszkańcy. Kościół łaskawie zostawił na uzyskanych włościach Uniwersytet Jagielloński i Teatr Kantora Cricot 2. Na razie trzyma się też Filharmonia Krakowska.
Kamienice z domami pomocy społecznej przejmuje Caritas. W 1994 r. przejęła budynek przy ul. Mikołajskiej 30, zaś w 1998 r. Dom Pomocy Społecznej przy ul. Radziwiłowskiej 8. W Śródmieściu tego samego roku dostała kilka działek – 3836 m2 przy Skawińskiej 4 i Krakowskiej 47. W 2000 r. w Bronowicach księżom z Caritasu sprezentowano 12,7411 ha. Największe społeczne protesty towarzyszyły przejęciu Domu Pomocy Społecznej. Po listach otwartych, mediacjach różnych osobistości udało się tylko zastrzec, że Kościół nie może wyrzucić pensjonariuszy do 2014 r., choć chciał to uczynić natychmiast!
Oprócz interesów robionych na kamienicach przy ul. Siennej i Stolarskiej dominikanie wciąż poszerzają swoje horyzonty biznesowe. W 1993 r. na Prądniku Czerwonym otrzymali 6 ha nieruchomości, w 1997 r. – 9,5 ha w Nowej Hucie i w 1999 r. ponad 20 ha na polach PGR Dziekanowice. Nie pogardzili także ogrodami działkowymi. Wciąż są nienasyceni.
Akademii Muzycznej i PWST „do widzenia!” powiedziały urszulanki. Od Komisji Majątkowej wyłudziły w latach 1996-1999 łącznie 82 ha na Prądniku Czerwonym i w okolicach Krzeszowic. Większość z tych terenów mają sprzedać pod osiedla mieszkaniowe.
Chciwi michaelici, choć dostali ponad 50 ha w Pawlikowicach, po zagarnięciu domu pomocy społecznej przez 3 lata zarzynali go czynszem, aż padł. Na jego gruzach utworzyli zakonny Dom Dziecka, na który doją pieniądze z miasta i Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
W kamienicy misjonarzy na ul. Floriańskiej mieści się McDonald’s, zaś na Placu Wszystkich Świętych misjonarska restauracja, gdzie stołują się krakowscy rajcy. Misjonarze, choć zgarnęli kasę za szpital kolejowy przy ul. Lea 44, wyceniony w 1995 r. na 1,1 mln zł, ponad 20 ha lasów, pól i zabudowań mieszkalnych na dokładkę, teraz żądają przed sądem przejęcia komercyjnych działek przy ul. Kawiory, w pobliżu miasteczka studenckiego. Spór dotyczy także kamienic mieszkalnych przy ul. Czarnowiejskiej 101 i 103 oraz szkoły podstawowej. Roszczenia mnichów dotyczą dwóch największych uczelni krakowskich UJ i AGH. Sąd zawiesił tymczasowo sprawę. Jak się dowiedzieliśmy, dotychczas toczyła się wyjątkowo stronniczo
na korzyść Kościoła.
Innym bulwersującym żądaniem jest przejęcie gmachu Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej przy ul. Warszawskiej 5 przez Stowarzyszenie Miłosierdzia Wincentego a Paulo. Jak wynika z toczącej się sprawy przed Komisją Majątkową – na razie istnieje niewystarczająca prawna zasadność występowania stowarzyszenia o przejęcie budynku.
Salwatorianom śnią się 2 hektary w samym centrum miasta przy ul. Szlak 73a, gdzie mieści się Małopolski Instytut Samorządu Terytorialnego i Administracji oraz Park Miejski Jalu Kurka. Ewentualnie w zamian żądają 5 mln zł, co jest nie do przyjęcia nawet przez tak święte miasto. Być może więc park pójdzie pod wycinkę... Pazerni zakonnicy nie chcą słyszeć o gruntach zamiennych, chyba że też w centrum.
Szarytki miały duży kłopot z wyrzuceniem ludzi z mieszkań przy ul. Filipa 15. W końcu udało się. Z marszu przejęły też policyjny pensjonat w Krynicy.
Jak dobrze powodzi się klerowi w Krakowie mogą poświadczyć Córki Bożej Miłości. Po otrzymaniu ponad 40 ha nieruchomości władze Krakowa szukają im dalszych terenów zamiennych za nieruchomości na Śląsku, w Jastrzębiu Zdroju – 3 ha, bo jak mówią mniszki: „lepiej dogadują się w świętym Krakowie”. Większość nieruchomości przezorne zakonnice już zbyły. Na pewno nie za przysłowiową złotówkę.
Bonifratrzy przejęli najstarszy w mieście szpital przy ul. Trynitarskiej i dostali ponad 30 ha w Mogilanach. Karmelici bosi „na Piasku” stali się właścicielami części jednego z najsłynniejszych traktów handlowych przy ul. Karmelickiej.
Zdarzało się przed Komisją Majątkową wiele groteskowych sytuacji. Np. ksiądz Janusz Bielański, proboszcz wawelskiej parafii, występował jednocześnie w imieniu własnej parafii oraz Kapituły Metropolitalnej, co dopiero po dłuższym czasie udało się ustalić przedstawicielom rządu i episkopatu. Popyt na majątki za friko jest tak duży, że do tych samych nieruchomości startowała parafia św. Krzyża i Matki Kościoła. Kiedy przejętych kamienic nie zdążyło wyremontować miasto lub sponsor, z pomocą przychodził Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa /SKOZK/. W jego składzie są... krakowscy hierarchowie z kard. Franciszkiem Macharskim na czele. Nie dziwi więc fakt, iż prawie połowę pieniędzy z narodowego funduszu przeznacza się na obiekty kościelne, w tym także na „najbiedniejsze” norbertanki i augustianów.
13 lat po Ustawie o stosunkach państwo–Kościół wiele uzyskanych tą drogą majątków zostało sprzedanych lub wydzierżawionych. Powód jest prosty: zakonni i diecezjalni właściciele nie chcą tyrać na polu, tylko zarabiać pieniądze!
JAROSŁAW RUDZKI
zwiń
-
czyli bogactwo i droga od niego kojarzy nam się z chciwością/pazernością/wyłudzeniami ,prymitywnym materializmem nielubianych kapitalistów, kościoła/niepotrzebne skreślić
z takimi przekonaniami faktycznie trudno budować w tym narodzie bogactwo. i po co w ogóle,by dołączyć do takich złych i chciwych ?
-
Bogactwo w tym narodzie, cóż za arbitralne i nacjonalistczne kryterium! :-)
-
Pseudomoraliści Gorsi Niż Faszyści...
-
Pseudokaloryfery Lepsze Niż Brajan Fery (http://www.youtube.com/watch?v=UH1CMCtV4to)
-
Dlatego proponuję głosować na Palikota, on chce unieważnienia decyzji komisji majątkowej.
-
ile mieliście w życiu najwięcej jednorazowo pieniędzy, pochwalcie się...
-
poniewaz inni sie chwala a ja mowie , wiec nie powiem
-
Gruby,
zaczynam Cię naprawdę lubić :D
ha ha :D
-
WG mów, wszyscy czekajom :-)
-
Czy GRUBA forsa? :-)
-
Dla porównania, zestawienie, jak zaczynając od garażu zdobyli fortunę:
http://finanse.wp.pl/gid,16210568,kat,1033747,title,Oni-zaczynali-w-garazu,galeria.html
I coś przeciwnego, jak szybko można stracić:
krótki tekst więc wklejam:
Zmarł jako bezdomny
Pewien Amerykanin przez 5 lat przehulał 27 milionów dolarów. David Lee Edwards zmarł w hospicjum zaledwie 12 lat od momentu kiedy wygrał na loterii wielką fortunę. Od kilku lat był bezdomny.
Na początku Amerykanin zarzekał się, że nie roztrwoni wygranej.
Ja nie chcę przyjmować tych pieniędzy, mówiąc, że będę kupować rezydencje, samochody i tym podobne. Przyjmuję je z pokorą. Chcę, żeby cieszyła się nimi moja przyszła żona, córka i następne generacje -
mówił.
Niestety miliony szybko go zmieniły. W pierwszym roku wydał 12 milionów dolarów. Pieniądze poszły na luksusowe samochody, wielką posiadłość, samolot odrzutowy z pilotem, konie wyścigowe i narkotyki.
David Lee Edwards zmarł w hospicjum pozostawiając po sobie liczne długi.
Jego córka, której nic nie zostawił napisała na Facebooku, że skończył tak, jak zaczął. Zanim został milionerem był bezrobotny, a jedną trzecią życia spędził w więzieniu za napad z bronią w ręku.
To nie pierwszy taki przypadek, kiedy szczęściarze z milionerów stają się żebrakami.
Andrew Jackson Whittaker Jr., który w 2002 roku wygrał w Powerball 315 mln dolarów, swoją fortunę przejadł w cztery lata.
Billy Bob Harrell Jr. - wygrał 31 mln dolarów w „jackpota”. Swój żywot zakończył samobójstwem.
Cynthia Stafford - od 112 mln dolarów do 0.
Michael Carroll - 9.7 mln funtów stracił w 5 lat.
Sharon Tirabassi - 10,5 mln dolarów kanadyjskich. 10 lat później jeździ autobusem w wynajętego małego mieszkanka do pracy, gdzie ma pół etatu.
Evelyn Adams - w 1985 roku wygrywa 5,4 mln dolarów. Fortunę przegrywa w ruletkę.
Dobitnie pokazuje to, że fortuna kołem się toczy, a pieniądze szczęścia nie dają.
Maciej Gąsiorowski/PK/Fakt
http://wsumie.pl/nie-przegap/85905-zmarl-jako-bezdomny
-
VanillaOrchard
mnie po prostu nie da sie nie lubic
tylu juz probowalo i nikomu to sie jeszcze nie udalo
a niektorym by sie to marzylo
niedoczekanie ich
-
Wow, widze ze negatywnych przekonan w narodzie mnostwo, no ale nie powinno to w sumie dziwic, w koncu bida za kazdym rogiem.
Oczywiscie ze pieniadze szczescia nie daja, pieniadze to tylko narzedzie. Mlotek wbijajacy gwozdz jest przydatny, mlotek w oku sasiada to problemy ;) To samo z pieniedzmi, wszystko zalezy, jak ich sie uzywa.
Z drugiej strony, w pelni rozumiem ludzi bogatych, ktorzy potracili fortuny. Wielu wydaje sie, ze bycie bogatym to frajda, masz sporo kasy, obijasz sie przez caly dzien, nie musisz nic robic tylko szastasz na prawo i lewo. Tymczasem, bycie bogatym to potencjalnie spore wyzwanie energetyczne; nieco jak praca z silnymi, mocnymi energiami - trzeba umiec sie poslugiwac, bo jak przedobrzysz, to cie wdepcza w ziemie. Na bycie bogatym trzeba byc przygotowanym, i to mocno i solidnie przygotowanym, glownie psychicznie i mentalnie, podobnie, jak na wysokie energie.
-
Lynd,
Piszesz o moralności, ale przepraszam, wg jakich kryteriów ma to być moralność?
Jest coś takiego jak moralność mniej więcej uniwersalna. Złota zasada czy przeciwieństwo moralności Kalego. Dlatego wydaje mi się że trochę uniknąłeś odpowiedzi na to pytanie. Fajnie byłoby, gdybyś mógł do niego wrócić, bo jest dla mnie ważne. Może napiszę inaczej: jakie Ty wyznaczasz granice moralności w kwestiach biznesowych? Gdzie przebiega linia, poza którą się nie posuniesz?
Napchać... albo się przejechać, jak dziesiątki tysięcy polskich rodzin, które kupowały mieszkania na szczycie bańki, a teraz spłacają kredyty powyżej ich realnej wartości rynkowej.
Cóż, masz rację :)
W dobie dzisiejszego natłoku informacji i sensacjonalizmu, co uznałbyś za punkt wyjścia w edukacji finansowej? Dla siebie pytam.
Sparafrazuję to może w ten sposób: ”Ile jest potrzebne wiedzy na temat zdrowego odżywiania i sportu ludziom, którzy nie są taką wiedzą zainteresowani. Chcą tylko jeść wszystko to co lubią i nie ruszać się sprzed telewizora, i dzięki temu być w pełni zdrowym”.
I co, jakiej udzielsz sobie odpowiedzi?
Nie rozumiem pytania o_O Odpowiedź będzie zawsze taka sama: "wystarczająco dużo." Pytanie, ile to wystarczająco ;)
-
Janek z 4 Pancernych o bogactwie
http://www.youtube.com/watch?v=kyEa18bHesc
-
Lynd,
wydaje mi sie, ze odpowiedzialem dosc jasno na Twoje pytanie. Moim zdaniem, nie ma uniwersalnych zasad. Glowne zasady, takie ktore wymienilem sa usankcjonowane w wiekszosci rozwinietych krajow odpowiednimi ustawami. I ja sie z tym zgadzam; np. oszukiwanie klienta w celu wyciagniecia korzysci materialnych jest nieetyczne i nielegalne, itd. Mam wymieniac wszystko czy jak? ;)
Z drugiej strony, poruszyles ciekawy temat wartosci dodanej. Zgadzam sie z tym w zupelnosci, ale... jest jedno wielkie ale. Pytanie, w jakim zyjemy swiecie i co jest powszechnie uznawane za wartosc dodana? Dlaczego na przyklad pilkarz kopiacy pilke zarabia setki razy tyle co nauczyciel? Ktorego praca generuje wiecej korzysci? Dlaczego na mecze Man Utd przychodza dziesiatki tysiecy kibicow, a na wyklady o duchowosci zaledwie kilkadziesiat?... I tak dalej. Sami wyznaczamy wartosci tego swiata, i to, jak one wygladaja, to efekt pracy swiadomosci ogolu. Nikt niestety nie mowi, ze swiat w jakim zyjemy jest perfekcyjny - tak naprawde, wartosci te sa dalekie od perfekcji.
No, nie wspominajac juz, ze caly system finansowy to z zalozenia i od podstaw to jedna ogromna porazka, jest tak niedoskonaly i bledny w swoich fundamentach, ze az bola zeby kiedy o tym mysle. ALE - skoro akceptuje go kilka miliardow ludzi na swiecie, to ja nie zamierzam sie z nimi klocic, ani nikogo w tym temacie oswiecac. Czasami trzeba twardych lekcji, aby sie czegos nauczyc, a wiekszosc na tej planecie, raczej nie ma tendencji do wyciagania wnioskow z przeszlosci.
Co do edukacji finansowo-ekonomicznej, pytanie pierwsze i zasadnicze, to co chce osiagnac? Co dla Ciebie znaczy bogactwo? Kazdy ma rozne cele. W zaleznosci od tego, mozna podjac rozne kroki. Ruchem zupelnie podstawowym, dla poczatkujacego, IMHO, jest nauka zarzadzania wlasnym porftelem i takie rzeczy jak np. redukcja niepotrzebnych wydatkow. Zdziwilem sie kiedys niepomiernie, jak przycinajac koszty na niepotrzebnych kontach, pozornie malych oplatach, itd. udalo mi sie przyciac roczne, zupelnie zbyteczne wydatki o ok. 1500pln - po prostu pozbywajac sie niepotrzebnych "zjadaczy", ktore wydawaly sie zbyt male, abym je powaznie traktowal. Kolejny krok to poczatek regularnego oszczedzania bedacego podwalinami przyszlych inwestycji. Dla mnie ciekawa i zupelnie otwierajaca lektura byla ksiazka R. Kiyosakiego "Bogaty ojciec biedny ojciec". Nie to, ze wszystko z niej bym wdrozyl, ale zawiera mnostwo pozytecznych inspiracji w temacie.
W temacie sparafrazowanego zdania, chodzilo o to, ze aby osiagnac jakikolwiek postep w jakiejkolwiek dziedzinie, potrzebujesz wiedzy. Oczywiscie, mozesz miec talenty karmiczne albo robic cos wyjatkowo naturalnie-intuicyjnie bez nijakiej pomocy, ale dla wiekszosci, bez odpowiedniej edukacji nie bedzie efektow. Takze, aby sie zdrowo odzywiac, musisz sie nieco (mniej lub bardziej) poduczyc, tak samo, jak chcesz osiagnac rezultaty w temacie bogactwa, musisz sie rowniez uczyc. I mowie tu o nauce od tych, co osiagneli rezultaty i sie nimi dziela, a nie - nie urazajac nikogo - pseudozyczeniowe afirmacje pisane przez ludzi zarabiajacych tysiacpincet na reke.
-
Zacznę od końca bo tak najprościej;)
I mowie tu o nauce od tych, co osiagneli rezultaty i sie nimi dziela, a nie - nie urazajac nikogo - pseudozyczeniowe afirmacje pisane przez ludzi zarabiajacych tysiacpincet na reke.
Tu się zgadzam. A jeśli cu ludzie nie zarabiają 1500, to też ważne jest pytanie, czy są w "branży rozwojowej." Jeśli tak, to nadal ich rady niekoniecznie się odnoszą. Trochę jakby zawodowy futbolista mówił że każdy może świetnie prosperować -- wystarczy uczyć się swojego sportu, a pieniądze same przyjdą! ;)
Sami wyznaczamy wartosci tego swiata, i to, jak one wygladaja, to efekt pracy swiadomosci ogolu.
To sami, czy ogół :P
No i tu tkwi chyba sedno tego, co próbuję rozkminić. Dla mnie jakikolwiek biznes związany z choćby biletami na te mecze będzie wspieraniem tego systemu. I wzmacnianiem go.
I jak tu z czymkolwiek ruszyć?:/ Bogaty ojciec porusza kwestie wynajmu, i przyznam że tu też mam wątpliwości. Kiedy produkuję czy rozprowadzam towary luksusowe, mogę narzucić dowolną marżę. W końcu nikomu one nie są potrzebne. Ale potrzeba schronienia jest na samym spodzie piramidy Maslowa. I oczywiście wynajmując mieszkanie dla studentów za 700zł+media za pokój mogę się okłamywać że przecież pomagam, bo gdyby nie ja to byłoby jedno mieszkanie mniej do wynajęcia, a przecież sami by go nie kupili... A nie mogę obniżyć cen, bo w końcu wolny rynek o nich zadecydował, prawda? A przecież to wcale nie tak łatwo utrzymać takie mieszkanie, za te wszystkie moje bolączki 700 zł to i tak psie pieniądze...
Czyli, usprawiedliwiać się jak bardzo wielu. Ale może znowu oglądam się na innych... Jesteś w stanie podać mi jakieś przykłady sposobów, w jakie normalna osoba może inwestować pieniądze tak, aby tworzyły one realną wartość? Nie mówię oczywiście o własnej firmie, tylko o Kiyosakowym "pieniądz pracuje na ciebie."
Glowne zasady, takie ktore wymienilem sa usankcjonowane w wiekszosci rozwinietych krajow odpowiednimi ustawami.
No ale śmieciowe umowy są legalne. Podobnie jak to, że w takim np Walmarcie w stanach spory procent pracowników niższego szczebla kwalifikuje się do pomocy żywieniowej (i to jedyny sposób w jaki mogą się utrzymać). Ustawy zawsze się obejdzie, kiedy się chce. No i zawsze można powiedzieć "Gdyby nie ja, ci ludzie umieraliby z głodu. Ja dałem im minimum na które byli się w stanie zgodzić, więc mają lepiej, więc jestem dobrym człowiekiem." Ale wiadomo, że nie o tym mówię.
Czy ci ludzie nie są wykształceni finansowo? Oczywiście. Ale nadal dojenie ich nie jest OK.
A czy dojenie np. systemu finansowego jest OK? Zaczynam mieć wątpliwości :/
Mogę wiedzieć, czym się zajmujesz i jak się dorobiłeś tego co masz?
-
Lynd Seagull
,,Podobnie jak to, że w takim np Walmarcie w stanach spory procent pracowników niższego szczebla kwalifikuje się do pomocy żywieniowej (i to jedyny sposób w jaki mogą się utrzymać).''
Powaznie, to tak u tych ussmanow az tak jest ?
O czym jak o czym ale o tym bym nie pomyslal , ze tak moze byc w badz co badz chrzescijanskim panstwie.
pozdrawiam
-
Widze Lynd, ze z tego co piszesz, najbardziej uwiera Cie fakt wspierania systemu? Wiesz, opowiem Ci pewna historie.
Jakis czas temu zapragnalem zobaczyc i doswiadczyc dziewiczych lasow tropikalnych, jako ze z powodu ich wycinki dosc prawdopodobne, ze za niedlugo nie bedzie czego ogladac. Cejrowski w jednej ze swoich ksiazek pisal, ze dwie najbardziej dzikie i dziewicze dzungle to Darien - laczaca Paname i Kolumbie, druga to Borneo. Am. Poludniowa bardzo chce zobaczyc, ale raz, ze nie mowie (jeszcze) po hiszpansku, dwa, mam dziewczyne wiec okazje do zabawy z latinami (grrr... co to sa za kobiety) musialbym odstawic na bok, a trzy, jest mi tam zupelnie nie po drodze. Wybralem sie wiec na Borneo, i wraz z dziewczyna zniknelismy w Parku Narodowym Mulu. Chcialbym w tym miejscu pokazac Ci galerie zdjec z Mulu jak i innych miejsc ktore odwiedzilem, ale jeszcze jej nie wrzucilem na swoja strone, wiec polecam Google Images "Borneo" albo "Mulu National Park". Prosze, zrob to, po czym wroc do tego tekstu.
Teraz tak - czy jest ktos, kto obejrzawszy te zdjecia, nie jest zachwycony pieknem przyrody na Borneo? Zachwycajaca, piekna, urodziwa, wspaniala Matka Natura -pewnie kazdy tak pomysli. Kazdy, tylko nie ja.
Oczywiscie, Borneo jest wizualnie piekne i wspaniale, pelne fascynujacych widokow. Tylko, ze Matka Natura,w swojej pelnej krasie, to absolutnie BEZWZGLEDNY MORDERCA. Nie wiem, czy potrafisz to zrozumiec, bo ja sam przezylem szok to odkrywajac. Wyszedlwszy na samodzielny spacer po dzungli, zdalem sobie sprawe, ze gdybym zagubil sie w tym tropikalnym lesie, to nie przezylbym wiecej niz kilku dni, po czym moje cialo z radoscia zasililoby lokalny ekosystem. W tej dzungli w kazdej chwili odbywa sie bezwzgledna walka o przetrwanie, i jedyne co pozwala mi ta walke wygrac, to dorobek cywilizacyjny: odziez, butelkowa woda, dzieki ktorej nie musze ryzykowac tropikalnych chorob i bakterii ze strumienia, mapy i latarka pozwalajaca odnalezc droge, itd. Wrazenie mialem podobne do tego, jak wskoczywszy do morza czy oceanu, walczysz z sila poteznych fal, uswiadamiajac sobie, jakim jestes kruchym stworzeniem.
I teraz, moze zastanawiac Cie, po co o tym wszystkim pisze? Po prostu, nie jestem wrogiem systemu, wprost przeciwnie, uswiadamiam sobie, ze dzieki niemu w ogole zyje (umarlbym w wieku lat kilkunastu). Wszelkie idee eko-osad itd. to dla mnie hipokryzja - ludzie izolujacy sie od spoleczenstwa, ale BIORACY od niego to i tamto (a to Internecik, a to auto na benzyne, itd), nie dajac nic w zamian. Mialem okazje dolaczyc sie do kilku takich inicjatyw, i w kazdym razie rezygnowalem. Tak, system nie jest doskonaly, tylko... po tym co zobaczylem na Borneo, zaczalem watpic, czy w ogole o doskonalosc czy oswiecenie tutaj chodzi a o cos zupelnie innego? Co jesli ta planeta celowo zostala w taki sposob skonstruowana, aby toczyla sie tutaj nieustanna walka, gra o zycie?... Pewnie pomyslisz, ze to zwariowany pomysl, ja tez tak myslalem, do czasu az... po powrocie zaczalem czytac jedna z ksiazek Monroe, w ktorej pisze o tzw. "luszu". Tekst byl szokujacy, bo idealnie trafial ze swoim przekazem w moje przemyslenia.
Takze - ja z systemem nie walcze, ja system akceptuje i korzystam z niego, takim jakim jest. W koncu, my go tworzymy, indywidualnie i w rezultacie poprzez wierzenia zbiorowe. Jak dla mnie, to zbyt wielkie klamoty aby z nimi walczyc, kwestia raczej, jakie energetycznie otoczenie sobie wybierzesz do zycia.
Rad inwestycyjnych nie udzielam, nie jestem doradca. Po krotce tylko, imho, jesli nie chcesz tworzyc firmy, to masz do wyboru dwa scenariusze: albo gielde - inwestujac w akcje wspierasz spolki o interesujacym Cie profilu, albo bezposrednio inwestujesz w interesujacy Cie biznes bezposrednio. Jesli nie chcesz w ogole inwestowac (95% ludzi sie tym nie interesuje), lecz zalezy Ci na zabezpieczeniu tego, co wyprawcowales, to polecalbym aktywa stale ktore nie sa wlasnie w fazie banki spekulacyjnej - jak na chwile obecna metale szlachetne, zloto i srebro w szczegolnosci. To tylko przyklady na szybko, opcji jest wiele.
To, kim jestem i czym sie zajmuje, jesli pozwolisz, zachowam dla siebie.
-
PS. Walmart? W USA z pomocy zywieniowej korzysta 47 milionow osob. Ale to tylko jeden z przykladow systemowego kalectwa. Ale z drugiej strony... jesli czytam o samotnej matce, ktora w wieku 31 lat ma 5 dzieci w USA i zyje tylko dzieki pomocy federalnej, to az cisnie sie na usta pytanie: po co sie mnozyc w takiej ilosci nie majac mozliwosci zabezpieczenia dziecku podstawowych potrzeb? Czy ten problem zatem to wina systemu czy moze raczej efekt glupoty i nieodpowiedzialnosci jego uczestnikow?
-
bardzo ciekawy opis związany z wycieczką do dżungli , ładnie pokazane na czym u podstawy opierają się te różne układy i systemy które wiążą się często z wyzyskiem, (a przy tym walka z tym gdy jesteśmy na dole , czy akceptacja tego jako czegoś koniecznego gdy czerpiemy z tego korzyści) - więc opiera się to na lęku o przetrwanie i związanej z tym walce o przetrwanie, dopóki to jest, niezależnie od tego czy ktoś ma pieniądze czy nie, co robi i czym się zajmuje, dopóty mówienie o wolności jest mrzonką,
dopóki rządzi ten lęk ( w formie jawnej czy ukrytej ) dopóty ludzie są zniewoleni, kimkolwiek i gdziekolwiek są,
niektórzy znajdują się na dole i cierpią z jego powodu , a niektórzy ustawiają się dobrze w jakimś systemie i to sprawia, że żyją jakby go nie mieli, ale to jest iluzja
czytałem kiedyś opisy mówiące o tym że różni ludzie w dawnych czasach zostawiali wszystko co mieli i szli w jakimś okresie swego życia do takich głuszy i dziczy , a w tym otoczeniu pełnym wrzasku ptaków, upierdliwych insektów i dzikich często krwiożerczych zwierząt, siadali pod drzewami i medytowali, a nawet osiągali oświecenie,
ci ludzie najpierw żyli w różnych systemach społecznych, a potem wchodzili w takie zdawałoby się obce i niszczące środowisko, w których nie mieli szans na przetrwanie, w nim żyli i radzili sobie tam znakomicie...
w sumie dopiero kiedy zostajemy wyciągnięci ze znanych nam układów i środowisk możemy zobaczyć na ile faktycznie jesteśmy wolni, a na ile i od czego uzależnieni, na czym opieramy nasze życie , poczucie bezpieczeństwa, na czym polega i od czego zależy nasza wolność
: )
-
Daniel
,,Wszelkie idee eko-osad itd. to dla mnie hipokryzja - ludzie izolujacy sie od spoleczenstwa, ale BIORACY od niego to i tamto (a to Internecik, a to auto na benzyne, itd), nie dajac nic w zamian.''
A skąd ta pewnosc o tym , że nie dają nic w zamian.
Ja znam ludzi z ekoosad , którzy medytują BLOGOSLAWIAC ZIEMIE i nie jest to wedlug nich ,, coś Za coś ''. Robią tak poniewaz tak czują.
A co do ,, izolowania się '' to zeby wszyscy tak sie,, izolowali ''.
Danielu ,prośba nie pisz w ten sposób o ludziach z ekoosad, bo to po prostu nieprawda. Wystarczy coś chlapnąć a błotko sie przykleji.
PisZę do Ciebie ponieważ wiem , że stac Cię aby być prawdomównym.
POZDRAWIAM
-
Danielu ,prośba nie pisz w ten sposób
WG a to ograniczanie Daniela bardzo ciekawe ..
-
A dlaczego powinno pisac sie nieprawdziwe wiadomosci o kimkolwiek i przedstawiajajc obojetnie kogo w niekorzystnym swietle.
Chyba , że jest to rozwojowe ?
Pisze to jako przedpoczatkujacy i nie majacy pojecia rozwoju duchowym.
Czy jezeli x mowi o z , że jest zlodziejem co jest klamstwem , a przyjaciel ,,z '' twierdzi , że jest to nieprawda i żeby ,, x '' tak nie mówil , to czy jest ograniczaniem?
Przeciez nawet na forum jest regulamin.
POZDRAWIAM POLUDNIOWO
-
no ale mozna Ciebie zapytać, czy byłeś tam gdzie Daniel i widziałeś i doświadczyłeś tego co on?
skad wiesz, że pisze nieprawdę?
pozdrawiam również :)
-
Davvidia
Cytat: Wniebowziecie Grubego w Grudzień 08, 2013, 10:46:40
Danielu ,prośba nie pisz w ten sposób
WG a to ograniczanie Daniela bardzo ciekawe ..
Davvidia
Chyba z powodów technicznych nie wklejił sie cały mój cytat, oto on :
,,Danielu ,prośba nie pisz w ten sposób o ludziach z ekoosad, bo to po prostu nieprawda. Wystarczy coś chlapnąć a błotko sie przykleji.''
-
Davvidia
To poniźej napisał Daniel:
,,Wszelkie idee eko-osad itd. to dla mnie hipokryzja - ludzie izolujacy sie od spoleczenstwa, ale BIORACY od niego to i tamto (a to Internecik, a to auto na benzyne, itd), nie dajac nic w zamian.''
I gdy ktoś kto chcialby ,, wejsc '' w ekoosade przeczyta ten tekst i wezmie go za tzw. dobra monete , bo przeciez napisala go osoba na duchowym forum, to czy sie w to zaangazuje. Watpie.
Nie wiem czy to dobry przyklad , ale o ile mnie pamiec nie myli to Leszek kiedys wspominal o oczerniajacych, klamliwych wypowiedziach o regresingu.
-
WG,
to nie jest takie proste :) nie da sie kontrolować każdej jednostki i jej wypowiedzi,, chyba sam rozumiesz, ze jeżeli ktoś ma "jakieś uczulenie" w sobie - to jest problem tej osoby.. Wtedy zamiast odwrócić sie do siebie i badać, dlaczego tak reaguję na to co widze, dlaczego mnie to "rusza", większość ludzi bierze sie za robotę na zewnątrz siebie i tępi w innych swój własny problem.
Jeżeli zrozumie sie swoją reakcje przestaje sie to zauważać na zewnątrz w innych. Kazdy patrzy na świat "przez to co w sobie nosi"
-
Davvidia
Zgadza sie, ale mimo wszystko nie dam powiedziec nic ,,zlego'' na rozwoj, aszramy, medytacje, regresing, uzdrawianie duchowe, wahadlami, reberthing , eft , bioenergoterapie i tp.
Bo poco chetnych ale jeszcze nie calkiem zdecydowanych, juz na starcie zniechecac, wiem co pisze poniewaz cos podobnego przechodzilem i dzieki przyjaciolom ( doslownie ciagneli mnie za uszy ) wyszedlem z tego.
DZIEKUJE i POZDRAWIAM
-
Daniel,
Co jesli ta planeta celowo zostala w taki sposob skonstruowana, aby toczyla sie tutaj nieustanna walka, gra o zycie?... Pewnie pomyslisz, ze to zwariowany pomysl, ja tez tak myslalem, do czasu az... po powrocie zaczalem czytac jedna z ksiazek Monroe, w ktorej pisze o tzw. "luszu". Tekst byl szokujacy, bo idealnie trafial ze swoim przekazem w moje przemyslenia.
W moim pojeciu ta planeta to nie maszyna, lecz istota. Nie zostala skonstruowana (w sesnie "sztucznie", wtornie) tylko stworzona (z woli Swiadomosci). Natomiast to, jak wyglada tutaj Zycie jest - tak mi sie wydaje - wypadkowa gry roznych intencji. Poczatkowo tych, ktorzy te planete wzieli w "posiadanie", ale ostatecznie wszystkich istot, ktore zdecydowaly sie tu doswiadczac, a troche ich, trzeba przyznac jest, wiec jest to istne multum intencji. Tak wiec wyrazenie "celowo" rozumialbym tak, ze sa tu rozne Istoty realizujace rozne cele.
Mam jednak przeczucie, ze pierwotne "zalozenie" Zycia tutaj wygladalo inaczej - rozumiejac "zalozenie" jako zycie zgodnie z prawami Ziemi, tak aby zyc z Nia w symbiozie, a nie jako pasozyt lub szkodnik.
Tylko, ze Matka Natura,w swojej pelnej krasie, to absolutnie BEZWZGLEDNY MORDERCA. Nie wiem, czy potrafisz to zrozumiec, bo ja sam przezylem szok to odkrywajac. Wyszedlwszy na samodzielny spacer po dzungli, zdalem sobie sprawe, ze gdybym zagubil sie w tym tropikalnym lesie, to nie przezylbym wiecej niz kilku dni, po czym moje cialo z radoscia zasililoby lokalny ekosystem. W tej dzungli w kazdej chwili odbywa sie bezwzgledna walka o przetrwanie, i jedyne co pozwala mi ta walke wygrac, to dorobek cywilizacyjny: odziez, butelkowa woda, dzieki ktorej nie musze ryzykowac tropikalnych chorob i bakterii ze strumienia, mapy i latarka pozwalajaca odnalezc droge, itd
Kiedys myslalem, coz to jest ta "Natura", i pewien madry ktos zaproponowal definicje, ze jest to zbior programow, ktory rowniez podlega modyfikacjom. Wiec to, jak Natura wyglada obecnie rowniez jest (a w kazdym razie moze byc) wynikiem eksperymentow i gry intencji.
Oczywiscie nie trzeba zakladac, ze wszystkie "dziewicze", "naturalne" miejsca sa najlepszym miejscem do zamieszkania przez czlowieka, ale...czego ma sie spodziewac czlowiek wchodzacy do dzungli prosto z cywilizacji? Pewnie gdybys sie w niej wychowal, inaczej patrzylbys na Nature. W koncu to reakcja Twoich programow z programami otoczenia decyduje, jak sobie w tym otoczeniu radzisz.
No i warto pamietac o tej oczywistosci, ze bez lasow tropikalnych, tak "krwiozerczych", planeta nie mialaby czym oddychac.
Wszelkie idee eko-osad itd. to dla mnie hipokryzja - ludzie izolujacy sie od spoleczenstwa, ale BIORACY od niego to i tamto (a to Internecik, a to auto na benzyne, itd), nie dajac nic w zamian.
To wylewanie dziecka z kapiela. Dlaczego od razu "wszelkie"? Moze po prostu te, na ktore Ty sie natknales? Zgodzilbym sie, ze jesli jest to osada oparta na intencji "jebac system, my jestesmy LEPSI", to jest to po prostu manifestacja pogardy dla reszty ludzkosci. Ale nie zakladajmy, ze nie mozna stworzyc przyjaznej swiatu eko-osady, ktora zyje inaczej niz wiekszosc, ale zamiast sie wywyzszac i izolowac - wspolpracuje. Wtedy moze brac od reszty spoleczenstwa internecik i benzyne, a w zamian dawac mu chociazby dobry przyklad, plody ziemi (zreszta, osada taka moze produkowac wartosciowe wyroby materialne), no i przede wszystkim najwazniejsze co mozna dac - Milosc.
Zgadzam sie, ze z tzw."systemem" nie ma zadnego sensu walczyc, tak samo jak nie ma sensu walczyc z kimkolwiek i czymkolwiek, bo to zawsze walka z samym soba.
Na pewno w kazdym "systemie" mozna sobie doskonale radzic i zyc zodnie z Najwyzszym Dobrem swoim i innych. Czy jest to betonowa dzungla gdzie rzadza korporacje, czy...las tropikalny gdzie panuje Natura:)
-
nie na każdej planecie jest taka chryja jak u nas :-)
http://www.rozwojduchowy.net/ksiazki-pierwszekroki-4_kosmos_i_ludzie_stamtad_wejscie_w_strefe_wegi.html
-
dzieki, dobre to:)
-
nie na każdej planecie jest taka chryja jak u nas :-)
http://www.rozwojduchowy.net/ksiazki-pierwszekroki-4_kosmos_i_ludzie_stamtad_wejscie_w_strefe_wegi.html
Fajny fragment: "Wyraźnie odczuwałem, że podstawą świadomości była miłość. Wszechobecna i wszechprzenikająca miłość i akceptacja wszystkiego."
-
aha,
znalazłam dane, że bogactwo zaczyna się od dochodu na rękę min. 16.600 zł miesięcznie.
-
Oczyszczam intencje w kasie i hu.... wszystko strzela jak zawsze gdy ruszam temat. Cholera
-
Oczyszczasz temat w kasie, a wylaza Ci fundamentalne pytania egzystencjalne;)
-
Nie :)
Ja zawsze robię wiele tematów naraz bo tak mam i lubię, a potem pewne zostawiam na znów a inne ciągnę do końca żeby nie zgnuśnieć w samozachwycie i puszeniu się że jak już fajny poziom to nie bije :)
-
Ok:)
-
WG,
Bylem zaangazowany w dwa projekty dotyczace ekoosad, i to do tego stopnia, ze nawet rozwazalem wejscie w to ze swoimi pieniedzmi. Jeden w Polsce, drugi planowany byl poczatkowo w Hiszpanii, potem gdy znalazl sie potencjalny ultrabogaty sponsor – w dowolnym miejscu na kuli ziemskiej. Obydwa projekty nie wypalily, z tych samych powodow zreszta, ludzkie ego oraz bledne zalozenia izolacji systemowej. Nie chce mi sie rozwijac tego tematu, ale uwierz mi, spedzilem nad tym nie malo czasu, i moglbym napisac Ci dosc dlugi esej wyliczajacy wszystkie bledy takich projektow i dlaczego uwazam je zasadniczo, w prawie wiekszosci przypadkow, jako jedno nieporozumienie. Jak to powiedzial mi kiedys moj kolega – „czasami trzeba Bogu dziekowac za rzeczy, ktore sie NIE wydarzyly” – i akurat w tym wypadku, calkowicie sie zgadzam.
Atlanta,
16600 miesiecznie (brutto? netto?) to calkiem przyzwoita kwota, ale zaraz bogactwo? Ciekawi mnie, skad wzielas te dane. Z drugiej strony, jak ustalilismy wczesniej, bogactwo to rzecz dosc wzgledna, i zalezna od bardzo wielu czynnikow, wlacznie z wlasna percepcja.
No i na koniec, absolutny „MUST SEE” (jak sie zna angielski), program Mike’a Malloney’a dot. pieniedzy i zalozen systemowych, polecam absolutnie wszystkim, zwlaszcza tym walczacym z systemem:
http://youtu.be/DyV0OfU3-FU
-
Jak na górze tak na dole - czasami mam wrażenie, że brakuje zrozumienia jak ten świat jest zbudowany.
Pole jest nadrzędnym nad materią, w zwiazku z czym to co mamy głęboko w duszy bedzie sie przejawiało nam w tym najniższym/materialnym życiu. Tu dobrze o tych zasadach pisze Łazariew.
Po co medytacje? Ano własnie wtedy wchodzimy na subtelniejszy poziom siebie i dostrzegamy swoje postawy, swój stosunek w duszy do "czegoś" "kogoś", którego nie widzimy przy zawężonej świadomosci przy dużym natłoku bądźców zewnętrznych.
Jak to dziala? Czym subtelniej, tym JAWNIEJ. Na polu duszy wszystko jest jawne. Zatem to co tam sie dzieje jest WAŻNIEJSZE od tego co na dole, gdyż tam nasz stosunek do czegoś/kogoś jest oczywisty w zwiazku z czym, jeżeli tam mamy pogarde do systemu - czyli NAS WSZYSTKICH, bo to my tworzymy ten caly system - to na dole będzie tego efekt, nawet jak będziemy to chcieli czymś "przykryć" pisząc tony afirmacji ...
Trzeba się postawić empatycznie w roli innych dusz na polu gdzie wszystko jest jawne. Czy jeżeli ktoś stoi na rynku i mówi wszystkim: debile mam was w dupie, to czy debile podchodzą i chcą z ta osobą w miłości i pokoju wymieniać sie swoimi dobrami? :)
I tak jest ze wszystkim ... dlatego tak ważne jest badać swoje postawy w duszy i z nimi pracować nad akceptacją, oczywiscie czym subtelniejsza postawa tym najwierniejsze odbicie na osobowości. I zazwyczaj na dole to co widzimi jest odwrotnoscią tego co na górze. Czyli jak jest jakieś przesadne ponizanie, to w duszy moze być pogarda..
-
"W ciągu ostatniego tygodnia wywaliłem strefę komfortu w kosmos :) 1. Przeprowadziłem się do nowiutkiego mieszkania .. 2. Pokroiłem sobie laserowo oczy i mogę teraz złapać komara za lewe jajko z odległości kilometra 3. Poczyniłem poważne kroki w kierunku otwarcia 2 nowych biznesów plus zainwestowałem poważną kasę w kontrakt... Zmieniam status wizowy 5. skończyłem 30-stkę :) 6. Wydaję niedługo 6-stą książkę 7. Dopracowałem czytanie i pisanie po Tajsku praktycznie do perfekcji no i najważniejsze... 8. Zaręczyłem się :) Życie jest piękne - to jest właśnie proces projektowania rzeczywistości! Da się? Da się! Ograniczenia istnieją tylko w głowie..."
Z życia dobrze prosperującego Krzyśka, pamiętaj, ze Ty też tak możesz :)
LifeMentor
-
dla mnie wolnosc emocjonalna i pewnosc ze starczy na wszystko i mozna godnie zyc.
wczoraj wypelnilam totolotka...ha ha
-
Skarbówka tak ustaliła. 16.600 zł netto na 1 osobę!
WG,
Bylem zaangazowany w dwa projekty dotyczace ekoosad, i to do tego stopnia, ze nawet rozwazalem wejscie w to ze swoimi pieniedzmi. Jeden w Polsce, drugi planowany byl poczatkowo w Hiszpanii, potem gdy znalazl sie potencjalny ultrabogaty sponsor – w dowolnym miejscu na kuli ziemskiej. Obydwa projekty nie wypalily, z tych samych powodow zreszta, ludzkie ego oraz bledne zalozenia izolacji systemowej. Nie chce mi sie rozwijac tego tematu, ale uwierz mi, spedzilem nad tym nie malo czasu, i moglbym napisac Ci dosc dlugi esej wyliczajacy wszystkie bledy takich projektow i dlaczego uwazam je zasadniczo, w prawie wiekszosci przypadkow, jako jedno nieporozumienie. Jak to powiedzial mi kiedys moj kolega – „czasami trzeba Bogu dziekowac za rzeczy, ktore sie NIE wydarzyly” – i akurat w tym wypadku, calkowicie sie zgadzam.
Atlanta,
16600 miesiecznie (brutto? netto?) to calkiem przyzwoita kwota, ale zaraz bogactwo? Ciekawi mnie, skad wzielas te dane. Z drugiej strony, jak ustalilismy wczesniej, bogactwo to rzecz dosc wzgledna, i zalezna od bardzo wielu czynnikow, wlacznie z wlasna percepcja.
No i na koniec, absolutny „MUST SEE” (jak sie zna angielski), program Mike’a Malloney’a dot. pieniedzy i zalozen systemowych, polecam absolutnie wszystkim, zwlaszcza tym walczacym z systemem:
http://youtu.be/DyV0OfU3-FU
-
Jak na górze tak na dole - czasami mam wrażenie, że brakuje zrozumienia jak ten świat jest zbudowany.
Pole jest nadrzędnym nad materią, w zwiazku z czym to co mamy głęboko w duszy bedzie sie przejawiało nam w tym najniższym/materialnym życiu.
to jest fajna zasada, w związku z tym trochę o pozorach:
jakoś tak temat bogactwa wiąże się ludziom z tematem wolności, więc kiedy spotykamy ludzi , np. czterech, z czego dwóch jest bogatych a dwóch biednych to może się okazać, że dwóch z nich będzie wolnych a dwóch zniewolonych , może się okazać że jeden z tych wolnych będzie niezwykle bogaty, a drugi całkiem biedny : ))
a ten drugi bogacz i biedak (i wielu w pozycjach pośrednich) , będą uzależnieni od pieniędzy i bogactwa, jako źródła ich wolności ,
"Jak na górze, tak i na dole; Jak na dole, tak i na górze" :
Bogaty młodzieniec
17 Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» 18 Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. 19 Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę». 20 On Mu odpowiedział: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości». 21 Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną». 22 Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.
http://biblijni.pl/Mk,10,17-22
-
można mieć i być bardzo uduchowionym
nie zamierzam rozdawać, jeśli coś potrzebuję
-
Jak zachować zrównoważony pogląd na pieniądze? czyli rumburak o bogactwie :
"W książce Happy People (Szczęśliwi ludzie) Jonathan Freedman pisze:
„Kiedy masz już jakieś źródło dochodów, ilość posiadanych pieniędzy ma niewielkie znaczenie, jeśli chodzi o zapewnianie szczęścia. Powyżej minimum socjalnego zależność między dochodami a szczęściem jest zaskakująco mała”.
"Paweł radził pielęgnować zadowolenie, które przeciwdziała chciwości. Napisał: „Mając więc wyżywienie i odzież oraz schronienie, będziemy z tego zadowoleni” (1 Tymoteusza 6:8). Ten opis wszystkiego, czego naprawdę potrzebujemy — „wyżywienia, odzieży i schronienia” — może się wydawać raczej uproszczony lub naiwny. Wiele osób z przyjemnością ogląda programy telewizyjne, w których pokazuje się sławnych ludzi, mieszkających w luksusowych domach. Nie tędy jednak prowadzi droga do zadowolenia.
Oczywiście od sług Bożych nie wymaga się, by skazywali się na życie w ubóstwie (Przysłów 30:8-9). Jednakże Paweł przypomina, czym naprawdę ono jest: brakiem pożywienia, ubrania i dachu nad głową. Jeśli zatem nie brakuje nam tego wszystkiego, mamy podstawy do zadowolenia.
Czy Paweł mógł z przekonaniem tak twierdzić? Czy naprawdę można czuć się zadowolonym, mając jedynie podstawowe rzeczy, takie jak jedzenie, ubranie i schronienie? Paweł wiedział, że jest to możliwe. Osobiście zaznał bogactwa i przywilejów związanych z wysoką pozycją w społeczeństwie żydowskim oraz z obywatelstwa rzymskiego (Dzieje 22:28; 23:6; Filipian 3:5). Ale doświadczył też poważnych trudności w trakcie służby misjonarskiej (2 Koryntian 11:23-28). Wszystko to pomogło mu zrozumieć, w czym tkwi sekret zadowolenia. O co chodziło?
■ „Poznałem tajemnicę”
W jednym ze swych listów Paweł wyjaśnił: „Umiem być skromnie zaopatrzony, umiem też mieć obfitość. We wszystkim oraz we wszelkich warunkach poznałem tajemnicę i tego, jak być nasyconym, i tego, jak głodować; jak mieć obfitość i jak cierpieć nędzę” (Filipian 4:12).
http://www.rumburak.friko.pl/BIBLIA/tematy/pieniadze.php
-
No i nic nie wygralam w totka ;(
ale mysle, ze jestem bogata wewnetrznie....pieniadze sa potrzebne,...... ale szczescia nie zagwarantuja. Jednak mozna byc bogatym i szczesliwym ....to jest moj cel ha ha
-
Ja myślę, zgodnie z tym co napisał Frisky, że mozna być biednym i szczęsliwym, oczywiście posiadając to minimum. Biedna już jestem, teraz mi tylko pozostała realizacja bycia szczęśliwą. Ale czy to jest możliwe powiem dopiero wtedy jak się sama przekonam, na własnej skórze.
-
Jolanta 16 i Inga
- życzę Wam spełnienia Waszych marzeń celów i planów : )
-
Davvidia,
"Jak na górze tak na dole - czasami mam wrażenie, że brakuje zrozumienia jak ten świat jest zbudowany."
Brakuje, oj brakuje. Nawet mi brakuje, bo za cholere nie mam pojecia, jakim cudem niektore rzeczy sie w moim zyciu wydarzyly.
Karina,
Ciekawy ten koles Krzysiek, skoro nauczyl sie tajskiego, to raczej mial powod: rozumiem, ze jego panna jest z Tajlandii? ;)
Jolanta,
Kiedys, dawno temu, uslyszalem bardzo inspirujacy dowcip: „Jaka jest najwieksza orkiestra swiata? Totolotek – jeden beben i kilka milionow cymbalow, ktore graja” i od tamtego czasu nie wyslalem ani jednego kuponu Totolotka ani niczego w tym stylu. IMHO, nie tedy droga do spelnienia, taki nagly i ogromny przyplyw kasy niczego w gruncie rzeczy pozytywnego by nie przysporzyl. Bogactwo, ktore jest efektem osobistego, wewnetrznego rozwoju – tak, ale bogactwo jako „lut szczescia”, watpie aby to dawalo jakiekolwiek korzysci.
Atlanta,
No skoro skarbowka tak mowi, to pewnie maja racje, hehe. Z drugiej strony, to dosc przyzwoita kwota, nawet w drogich krajach jak Szwajcaria, Norwegia czy Australia dalo by rade za taki pieniadz rozsadnie pozyc ;)
Frisky,
Jestem generalnie przeciwnikiem korzystania z Biblii jako zrodla inspiracji o bogactwie, bo generalnie – pomijajac ST, z ktorego korzystaja madrze Zydzi w tym temacie – caly NT jest generalnie anty-bogactwu i pieniadzom, jest sporo calkiem glupich tekstow, ktore moim zdaniem, byly efektem manipulacji tych, ktorzy tworzyli owo „swiete” pismo. Tak samo w zyciu nie uwierze, ze Jezus byl biedakiem, pewne historyczne badania w tym temacie wskazuja, ze bylo wprost przeciwnie. Podobnie Budda, ktory wyszedl z bardzo bogatej rodziny.
ALE – calkowicie sie zgadzam z pewnymi aspektami tego co napisales - umiejetnosc opanowania ascezy i wszystkich korzysci jakie ona daje to bardzo, ale to bardzo wazna rzecz do tego, aby w pelni poczuc sie bogatym i szczesliwym. I tu akurat zgodze sie z tym, co napisal sw. Pawel – „Umiem być skromnie zaopatrzony, umiem też mieć obfitość. We wszystkim oraz we wszelkich warunkach poznałem tajemnicę i tego, jak być nasyconym, i tego, jak głodować; jak mieć obfitość i jak cierpieć nędzę”, takie podejscie jest genialne, to calkowite spelnienie i poznanie wszelkich aspektow zarowno biedy jak i bogactwa.
-
Jolanta,
Kiedys, dawno temu, uslyszalem bardzo inspirujacy dowcip: „Jaka jest najwieksza orkiestra swiata? Totolotek – jeden beben i kilka milionow cymbalow, ktore graja” i od tamtego czasu nie wyslalem ani jednego kuponu Totolotka ani niczego w tym stylu. IMHO, nie tedy droga do spelnienia, taki nagly i ogromny przyplyw kasy niczego w gruncie rzeczy pozytywnego by nie przysporzyl. Bogactwo, ktore jest efektem osobistego, wewnetrznego rozwoju – tak, ale bogactwo jako „lut szczescia”, watpie aby to dawalo jakiekolwiek korzysci.
Dlaczego zdobycie wielkiej kasy z dnia na dzień ,,niczego w gruncie rzeczy pozytywnego by nie przysporzyło"?
Skąd od razu wiadomo, że taka wygrana nie jest właśnie ,,efektem osobistego, wewnętrznego rozwoju", materializacji marzeń, jakaś tam odmiana dobrej karmy?
Ja bym się cieszył z wysokiej wygranej w loterii, na pewno nie doszukiwał bym się w tym jakiegoś niespełnienia. A to że wielu przechulało niespodziewanie zdobytą fortunę mnie nie odstrasza...to ich problem.
-
Dariusz,
Prawdopobobienstwo wygrania 6-tki w Lotto to o ile kojarze 1 do 14 milionow, prawdopodobienstwo, ze wsrod wygrajacych jest to efekt wewnetrznej samorealizacji podnosi ta szanse do 1 do 100 milionow albo i wyzej. Czyli teoretycznie, 1 do 100 milionow szansy na „samorealizacje” w ten sposob, haha. Nadal sa naiwni, tfu, chetni aby probowac?
W sumie loterie skonstruowano po to, aby dawac ludziom biednym nadzieje na raj, choc w gruncie rzeczy jak kiedys czytalem, wg pewnego badania w USA 70% zwyciezcow traci wszystko w ciagu 7 lat. Oto i stara duchowa prawda, ponizej przypomniana przez kolezanke Davvidie wczesniej, jak wewnatrz tak i na zewnatrz, od wzorcow sie nie ucieknie. Inna sprawa, ze do obracania takimi pieniedzmi trzeba dojrzec, tak samo jak dojrzec do wszystkiego na wyzszych poziomach energetycznych, wowczas bogactwo nastepuje naturalnie i bezproblemowo.
Swoja droga, przypomniales mi, ze dosc dawno temu pomedytowalem sobie w tym temacie, i wyszlo mi jasno, ze takie wydarzenie (wygrana) byloby dla mnie szkodliwe. I choc wydawalo sie to bez sensu, to po jakims czasie zrozumialem, jaka ogromna wartosc ma to, ze nigdy nie wygralem niczego – zamiast liczyc na „lut szczescia”, zdazylem skupic uwage na czyms znacznie wazniejszym – na sobie – i wypracowac w sobie mechanizmy samorealizacji i samospelnienia, zamiast tracic energie na liczenie na szczesliwy traf. I wypracowalem cala mase: pewnosc siebie, wiara we wlasne sily, mozliwosci, zaufanie, wiedza, madrosc finansowa, zaradnosc, otwarcie, itd. – moglbym naprawde dlugo to wyliczac. Te wszystkie rzeczy sa dla mnie znacznie, znacznie wazniejsze, niz wygranie kilku-kilkunastu milionow na loterii. Ba, powiedzialbym zupelnie szczerze, ze wygranie na lotto nie mialoby juz teraz dla mnie najmniejszego znaczenia, bo to co samodzielnie wypracowalem jest absolutnie bezcenne i co wiecej, procentuje nie tylko juz, tu i teraz, ale i bedzie procentowac rowniez w przyszlych wcieleniach.
-
estem generalnie przeciwnikiem korzystania z Biblii jako zrodla inspiracji o bogactwie, bo generalnie – pomijajac ST, z ktorego korzystaja madrze Zydzi w tym temacie – caly NT jest generalnie anty-bogactwu i pieniadzom, jest sporo calkiem glupich tekstow, ktore moim zdaniem, byly efektem manipulacji tych, ktorzy tworzyli owo „swiete” pismo. Tak samo w zyciu nie uwierze, ze Jezus byl biedakiem, pewne historyczne badania w tym temacie wskazuja, ze bylo wprost przeciwnie. Podobnie Budda, ktory wyszedl z bardzo bogatej rodziny.
rozumiem że jesteś bardzo nastawiony na życie w bogactwie, ale to co napisałeś powyżej to jest naginanie rzeczywistości i wątpliwa motywacja : )
u mistrzów obserwuje się dwa zjawiska, one gdzieś tam zawarte są w tym cytacie, który Ci się spodobał:
1. umiejętność dowolnego kształtowania materii i warunków (kreacji)
2. brak uzależnienia od czegokolwiek na tym świecie, oparte na doświadczaniu tego, że naturą świadomości jest szczęście i spełnienie
bez rozwijania tego drugiego elementu skupienie się jedynie na tym pierwszym w najlepszym razie przeistacza się w rozwój osobisty , a niektórzy przy tym mają tak że najbardziej ich "jarają" pewne fazy, np. nagłego przyrostu energii, stąd gdy dochodzą do pewnego momentu nasycenia ( w bogactwie, związkach, itp.) zostawiają to i wchodzą na jakiś czas np. w ascezę, żeby potem bardziej poczuć pozytywnego "kopa", inni "zwyczajnie" wiążą np. szczęście i wolność z tym że mają i stąd skupiają się głównie na utrzymywaniu tego czy rozwijaniu, a bo byli biedni i nieszczęśliwi, a teraz są bogaci i szczęśliwi
- to są wciąż różnego rodzaju formy i przejawy mniej lub bardziej subtelnych uzależnień, niektórzy demonstrują w tym prawdziwe mistrzostwo w byciu na fali albo w takich czy innych kombinacjach, żeby ciągle czuć się dobrze, mieć i móc... i jest to często nawet inspirujące, jednak mistrzowie duchowi, którzy nie są uzależnieni od żadnych czynników zewnętrznych, fal wstępujących, stojących i zstępujących, żyją trochę inaczej i ich nauczanie i przykład skupia się na rozwijaniu drugiego elementu, więc w tym często wskazują, że obecność pierwszego elementu, bywa czasem/często przeszkodą w realizacji drugiego , jak w tym przykładzie z młodzieńcem który się przywiązał do tego co miał i uzależnił od tego swoje szczęście, wolność i co tam jeszcze sobie nałożył na to swoje posiadanie... a chciał do tego jeszcze MIEĆ wieczne szczęście : )
-
Prawdopobobienstwo wygrania 6-tki w Lotto to o ile kojarze 1 do 14 milionow, prawdopodobienstwo, ze wsrod wygrajacych jest to efekt wewnetrznej samorealizacji podnosi ta szanse do 1 do 100 milionow albo i wyzej. Czyli teoretycznie, 1 do 100 milionow szansy na „samorealizacje” w ten sposob, haha. Nadal sa naiwni, tfu, chetni aby probowac?
Ja slyszałam o takim badaniu prawdopodobieństwa, że wyszło iż szybciej można zostać prezydentem USA niż wygrać w totka ;)
-
Swoja droga, przypomniales mi, ze dosc dawno temu pomedytowalem sobie w tym temacie, i wyszlo mi jasno, ze takie wydarzenie (wygrana) byloby dla mnie szkodliwe.
Skoto tak Ci wyszło w medytacji to ten temat rzeczywiście jest dla Ciebie zamknięty.
Natomiast oczywiście lepiej działać w ,,tu i teraz" przy pomocy sobie dostępnych środków. Wysyłanie kuponów traktuję jako dodatek.
Ja slyszałam o takim badaniu prawdopodobieństwa, że wyszło iż szybciej można zostać prezydentem USA niż wygrać w totka ;)
Nawet A. Schwarzenegger nie miał szans na prezydenturę w USA bo urodził się poza jego granicami. W takim razie z badania, na które się powołujesz wynika, że łatwiej urodzić się w skórze amerykanina i wygrać wybory prezydenckie niż wygrać w loterii... trochę za dużo tych warunków do spełnienia ;-)
-
Darek zgadzam sie z Toba...trzeba nieraz sprobowac pomoc swojemu szczesciu.Jesli zagralam w zyciu tylko pare razy i nagle mnie cos inpiruje to sprawdzam, czy to nie Kochany wszechswiat chce mi prezent zrobic;)
-
Żeby dobrze zarabiać wystarczy tylko dobrze ustawiona podświadomość i tyle. Nie trzeba znać żadnych prawideł, mieć szkoleń, wiedzy na temat dobrego prosperowania ani inteligencji. Nie trzeba otwierać swojej firmy. Nie trzeba wychodzić z jakmś nowym towarem do ludzi.
Mój znajomy, zwykły pracownik fizyczny, niewykształcony, mało kumaty pracuje na składowisku odpadów. W międzyczasie, podczas pracy wybiera złom i go sprzedaje mając dziennie 300 - 400 zł dodatkowo. Razem z wypłatą osiąga około 10 000 na miesiąc.
-
Frisky,
nie mam zielonego pojęcia w jaki sposób to, o czym piszesz odnosi się do tego zdania o Bibli. Polecam apokryfy + badania historyków + rozmowy z tymi, co z poprzednich wcieleń pamiętają Jezusa aby się przekonać, że biedny to on raczej nie był. Do tego, polecam studia nad Biblią aby się przekonać, jak anty-finansowo-pieniężny jest NT. No, w sumie Watykan wyszedł na tym finansowo nieźle, ale w końcu, to oni ten system i tą księgę stworzyli ;)
Dariusz, Jolanta
powodzenia. PS. Napiszcie kiedy wygracie owe miliony ;)
Davvidia,
hehe... wcale mnie to nie dziwi. Natomiast dziwi bardziej, ze niektorzy ludzie na portalach poswieconych rozwojowi jak ten tutaj, wstawiaja komentarze ktorych raczej spodziewalbym sie Onecie czy WP. Myślenie życzeniowe i antyteza rozwoju. Ale co tam, z drugiej strony w dyskusji przydają się takie stwierdzenia aby spojrzeć na różnego rodzaju wzorce.
Inga,
podświadomość to połowa sukcesu. Raz, trzeba mieć inicjatywe i checi do dzialania, dwa wiedzieć, gdzie po ten złom pójść, potem trzeba wiedzieć, co zbierać, następnie trzeba wiedzieć, komu to sprzedać, to wszystko jako niezbędne minimum. Co to jest jeśli nie wiedza i świadomość biznesowa Twoim zdaniem?
Na pocieszenie, zaktualizowałem dzisiaj galerię o zdjęcia z Malediwów, pociesznego oglądania:
https://plus.google.com/photos/112610583426125425700/albums/5956877088034689489
-
nie mam zielonego pojęcia w jaki sposób to, o czym piszesz odnosi się do tego zdania o Bibli
ok, dzięki za rozmowę : )
-
Inga,
podświadomość to połowa sukcesu. Raz, trzeba mieć inicjatywe i checi do dzialania, dwa wiedzieć, gdzie po ten złom pójść, potem trzeba wiedzieć, co zbierać, następnie trzeba wiedzieć, komu to sprzedać, to wszystko jako niezbędne minimum. Co to jest jeśli nie wiedza i świadomość biznesowa Twoim zdaniem?
A żeby to wiedzieć, to jakie jest potrzebne wykształcenie lub jakie szkolenia?
-
Daniel,
Przypomniałem sobie że ostatnio nie odpisałem, więc -- dzięki za rozmowę :) Dała mi do myślenia. Co do ostatniej wypowiedzi, to ogólnie się zgadzam, po prostu nie widzę możliwości pogodzenia naszych światopoglądów. A o zajęcie pytałem, bo chciałem wiedzieć jakie masz uprzedzenia w temacie (bo wiadomo, każda pliszka swój ogonek chwali).
Jolanta,
Pytanie, ile razy dotychczas Wszechświat wynagrodził Cię totolotkiem. Niestety ludzki umysł ma tendencję do zapominania sytuacji, w których coś nie zadziałało na korzyść tych, w których zadziałało. I pewnie gdyby teraz ktoś napisał na forum że trafił szóstkę w totka, masa ludzi zaczęłaby pewnie wysyłać kupony. Zresztą, wystarczy spojrzeć na to jak ktoś raz na jakiś czas napisze że fajnie, bo trafił trójkę (albo czwórkę) -- tylko nie bierze pod uwagę tego, że do tej pory wysłał już załóżmy 200 kuponów.
Tak naprawdę to ten sam schemat myślenia, na który łapią się ludzie "nierozwojowi", tylko tutaj w "rozwojowych szatkach.
Daniel dobrze mówi z dawaniem nadziei. Nawet niektórzy ludzie mówią wprost, że lubią ten stan, kiedy łudzą się że może tym razem wygrają.
Ja mogę natomiast powiedzieć że mam gwarantowany system gry w totolotka, przynoszący mi średnio, 450 zł więcej na rok niż przeciętnemu graczowi ;))
Inga,
Pytanie tylko, czy ta osoba jest wyjątkiem czy regułą?
Bo można przecież powiedzieć że można palić i żyć długo i zdrowo, jak najstarsza osoba na świecie (https://en.wikipedia.org/wiki/Jeanne_Calment#Health_and_lifestyle) (rzuciła palenie w wieku 117 lat). Jeśli ktoś jest wybitnym wyjątkiem, jest w stanie poradzić sobie nawet z pewnymi przeszkodami. Nie znaczy to jednak, że te przeszkody są bez znaczenia -- zwłaszcza dla innych.
-
Ja od poczatku rozwoju duchowego, kiedy to poznalam prawa kreacji, zrobilam zamowienia do wszechswiata m.innymi na meza .....wiem, ze wszystko jest mozliwe.
Kiedy bardzo chcialam miec drugie dziecko ...wygladalo to raczej bez szans......a jedak spelnilo sie moje marzenie.
Wiem, ze moja PS nie jest wolna od blokad i blednych programow, ale prosze modle sie i kreuje i ciesze sie tym co mam ....po prostu czujac wdziecznosc za to co mam prosze o wiecej.....i nie gram w totka regularnie ....tylko dla zabawy....a co by bylo gdybym wygrala te 17 milonow Euro????
-
jeśli można co do totolotka - znajomy w stanie bardzo ale to bardzo nietrzeźwym wytypował takie liczby w lotto, dzieki ktorym wygral kilkaset tysiecy zł
-
Lynd
przed dwoma laty moj maz wygral 1000 Euro i kupilismy sobie komputer nowy....wiec nieraz cos wpadnie...;)
-
Ale co tam
no i to daje ruch nad tym ;)
a zdjęcia zajebiaszcze, bo lubisz... :)
-
jak człowiek jest biedny to ma też więcej luzu.
Bogaty człowiek naprawdę musi się już bardzo troszczyć o siebie, innych.
Testament musi być spisany.
Jadąc w drogę musi myśleć/uważać/przewidywać. To nie jest tak, że można sobie pozwolić na wypadek albo nagłą śmierć. Wtedy będą cierpieć najbliżsi oraz inni np.: współpracownicy.
Bycie bogatym to odpowiedzialne zajęcie, dlatego niewielu się to udaje.
Myślę że wielu jest biednymi, bo to wygodne.
-
Dziś już wiem ;)
Własny dom.
-
Atlanta
Alez chore wyobrażenia o bogactwie :)
W tym zestawie brakuje jeszcze jednego pomysłu:
"bogactwa ze soba nie zabierzesz do grobu. Bądź dobrym człowiekiem i nie daj po swej śmierci nigdy nikomu ani złotowki"
-
Leszek,
:) miałem racje uważając, że mi pomożesz w temacie pieniędzy, bo masz poukładane i wyłapujesz zaślepienia w lot.
Jeszcze raz dziękuję za mocną sesje.
-
w postach Atlanty dostrzegam ziarenka prawdy:
"bogactwa ze sobą nie zabierzesz do grobu."
no z tym się konkretnie trudno nie zgodzić :) Kulczyk nie może wydać nawet części tych miliardów na siebie, więc musi ciągle inwestować poprzez kolejne firmy, inwestycje ,holdingi co już się robi sztuką dla sztuki :) nie da się tego zostawić w piątek , pojechać z dziewczyną w weekend na rower i wrócić do tego poniedziałek rano :D. Chociaż jeżeli to jest czyjeś życie i pasja i robi się to bez przywiązań, to w porządku. jak ktoś lubi inwestować życie we własny złoty nagrobek
-
Barnaba,
jest coś takiego jak piramida maslowa.
To co nazywasz sztuką dla sztuki jest dla kulczyka samorealizacją.
Patrząc z perspektywy przeciętnego boroczka jest nie do pomyślenia po co komu tyle kasy, bo my pożadamy, pragniemy kasy bo.... jej nie mamy !
Kasa to zło co nam zabiera czas, bo to nam się kojarzy z naszą charówą.
Nie mam kasy bo mam np złą pracę i jesli miałbym zarobić 2 razy więcej to umarłbym z przepracowania robiąc 16 h więc wolę odrzucić perspektywę bogactwa i odejść w poczuciu wyższości, wygranej, że jestem lepszy bo nie gonie za kasą.
Kulczyk pomijając start i układy kolesiowskie z Kwachem ma łeb na karku i dla niego wyzwaniem jest ściganie się z biznesem europejskim.
Nie dla kasy na życie czy wille bo to dawno ma.
Zarabia bo lubi ;)
To on dzięki wpływom uchronił nas przed zabójstwem polskiej gospodarki poprzez ustawę o emisji CO2, bo polscy politycy by podpisali wszystko, a tak Tusk pierwszy raz postawił się koleżance Merkel.
Powyższe wierzenia są moją diagnozą popularnych przekonań do odreagowania nie do naśladowania czy przypisywania innym ;)
-
To co nazywasz sztuką dla sztuki jest dla kulczyka samorealizacją.
kwestia definicji czym jest samorealizacja, niezależnie od tego jak ją zdefiniujemy, to co on robi może być ale wcale nie musi samorealizacją dla niego , sukces i realizacja celów może wynikać z nieczystych przesłanek i wciąż opierać się na nich, może wiązać się z jakimiś brzydkimi rzeczami i nawet prowadzić na manowce w rodzaju zatracania się w tym i zapominania o rozwoju prowadzącym do realnej samorealizacji, na rzecz realizacji czegoś w co jesteśmy wciągnięci i potem taka piramida zależności i uwikłań z tego idzie:
wczoraj oglądałem fragment Pana życia i śmierci i tam żona Cage'a prosi go żeby przestał sprzedawać broń, że jest już wystarczająco bogaty, itd. a on jej na to, że jest po prostu w tym dobry i nie wyobraża sobie życia bez tego
takie równania z automatu bogaty= samozrealizowany to tak wyglądają z perspektywy tych którzy tworzą sobą w umysłach równania w rodzaju biedny= boroczek
: )
-
Ale to pogmatwałeś :)
Za dużo RD w RD.
Robiłem magistra w zarządzaniu więc ta teoria Maslowa nie jest prostym równaniem poczytaj trochę, a pewnie zobaczysz to w szerszym kontekście.
Film świetny, warto zobaczyć cały i rozumiem bohatera, bo umiał to robić i czerpał z tego satysfakcję, bo pieniądze już miał.
Wiem, że portal duchowy, ale dorabianie intencji do czasem prostych spraw komplikuje, a ta komplikacja często to powoduje, że szukamy wymówek, a podpisujemy je duchowością.
Samorealizacja to już nie walka o przetrwanie, ale też nie koniecznie duchowość więc otwieranie fabryk przez kulczyka w Afryce to nie misja chrześcijańska,a biznes i wizja, że po Chinach będzie Afryka.
Jestem dumny, że mamy polaków z wizją.
-
e tam pogmatwałem, po prostu bogatemu (Kulczykowi) przypisujesz z automatu jakieś ekstra cechy i z automatu nazywasz to samorealizacją, a na tych którzy nie mają tyle kasy nakładasz inne wyobrażenia i mniej ciekawe cechy i motywacje,
no wybacz, ja tego rodzaju schematów myślenia i postrzegania nie kupuję
a przykład Cageowego bohatera fajnie pokazuje że skuteczne użycie talentów i związana z tym realizacja postawionych sobie celów, w tym i bogactwa, może być zaprzeczeniem samorealizacji w sensie nawet nie duchowym ale zwyczajnie społecznym, międzyludzkim, ludzkim, moralnym i każdym innym - ten gościu był w tym dobry i w ten sposób sam sobie wybrukował swoim postępowaniem drogę do samozniszczenia i degeneracji
nie mam nic do Kulczyka i rozumiem że to co robi może być inspiracją dla innych, ale czerpiąc przykłady z cudzych sukcesów nie warto ich idealizować, np. może się okazać, że jednych z naszych biznesowych idoli doprowadziło (jako ludzi), to samo co robili w związku z ich biznesami i związanymi z tym sukcesami , do degeneracji, a innych do samorealizacji
-
Już wiem dlaczego się nie możemy zrozumieć.
Pojęcie samorealizacja kojarzy się tobie tylko z czymś dobrym czyli gdy handel bronią wychodzi wspaniale i nikolas to lubi to nie jest samorealizacja.
Dla mnie jest i dlatego ty myślisz, że ja Kulczykowi przypisuje dobre cechy gdy piszę, że sie samospełnia nie dla pieniędzy, a dla swoich marzeń.
Nie wiem jaki jest i jakie ma intencje czyste czy nie i to bez znaczenia, ale wyjście poza przetrwanie i zarabianie dla zdobywania przewagi nad innymi państwami i biznesami to jego zadania w biznesie i realizuje je więc wyszedł poza zwykłe zarabianie.
Rozmowy na żywo przebiegają sprawniej i przyjemniej, bo na forum i czas ucieka i palce bolą od rozmowy ;)
-
Pojęcie samorealizacja kojarzy się tobie tylko z czymś dobrym czyli gdy handel bronią wychodzi wspaniale i nikolas to lubi to nie jest samorealizacja.
Dla mnie jest
w takim razie lepiej dla Ciebie żebyś nie dążył do samorealizacji, bo możesz skończyć jak Cage na tym filmie ; )
co do Kulczyka to faktem jest że wyszedł ponad przeciętność, jest bogaty i skuteczny w tym co robi , można się tym co robi inspirować itd. przy tym dla mnie na pewno nie wynika z tego automatycznie, że ma to związek z samorealizacją, on skutecznie realizuje pewne cele i czerpie z tego korzyści, ale to się przecież samo nie realizuje tylko poprzez niego ; ) więc otwarte pozostaje pytanie czy i do czego mu to służy i np. czemu on przy tym służy oraz do czego jako człowieka prowadzi czyli gdzie jest w tym miejsce na samorealizację
tak samo nie widzę nierozerwalnego związku między posiadanym bogactwem, a wolnością, szczęściem, poczuciem wartości, czy mądrością, zwłaszcza z bogactwem jako głównym źródłem tych stanów świadomości i umysłu,
to jest podobnie jak w przypadku pieniędzy gdzie niektórzy je kochają tak bardzo jako że dają im w ich mniemaniu to czego pragną i potrzebują, ciekawe czy tak samo mizdrzą się również do pań w banku i je adorują, które im wypłacają kasę ? no bo one im tak samo "dają" to wszystko, tak jak te pieniądze i bogactwo w ogólności : D
-
na deserek oczywiście o samorealizacji, ale też nawiązanie do wcześniejszej rozmowy tutaj czyli do czego oprócz intensyfikacji wrażeń np. związanych ze zdobywaniem i korzystaniem z bogactwa, może służyć asceza? :
"Samorealizacja rozwiewa ignorancję i obdarza nieśmiertelnością, wieczną błogością i pokojem. Wiedzę dotyczącą Atmy zdobywano praktykując tapas (ascezę) lub medytując nad różnymi aspektami świata widzialnego i niewidzialnego, różnymi stanami świadomości, naturą umysłu, tajemnicą stworzenia, pięciu żywiołami, pięciu siłami witalnymi, pięciu subtelnymi powłokami okrywającymi Atmę, tajemnicą życia i śmierci, wyzwoleniem i nieśmiertelnością."
http://yogin.pl/joga-sklep/ksiegarnia-jogina/1254-medytacje-wedyjskie-i-niesmiertelnosc-p-p-arya-panczagni-widja.html
-
http://yogin.pl/joga-sklep/ksiegarnia-jogina/1254-medytacje-wedyjskie-i-niesmiertelnosc-p-p-arya-panczagni-widja.html
to mądre:
"W fakcie wzajemnego powiązania pozornie nie połączonych części wszechświata leży ukryta wielka tajemnica. Żadna z części nie może zostać oderwana od całości, tak jak żadnej części ciała z ograniczonej całości żywej istoty nie można oddzielić od ciała, nie powodując bólu i cierpienia. Każda część oddzielona od całości w końcu umiera, zmienia się w martwy kawałek ciała. Podobnie cały wszechświat to jeden proces, dlatego narodziny i śmierć nie stanowią osobnych wydarzeń, tak jak uważają ignoranci, lecz organicznie połączone są z całością, z całym procesem. "
-
Czyli jak nie medytujesz, synku, to nie masz szans na samorealizację. Bo to my, rozwinięci duchowo, wiemy czym jest dla ciebie SAMOrealizacja, a nie ty sam!
Ani żaden Maslow. On pewnie nawet nie mówił że wszyscy to muszą medytować. Materialista
Wersja rozszerzona piramidy maslowa, dla ludzi którzy mają więcej niż 1 cyfrę ERD:
http://i.imgur.com/8VoKFAM.jpg
-
Lynd :D
synku - tak jakbyś juz to przemedytował ;)
-
Na górze tej piramidy jakieś dorysowane żarty, ew. fochy, nie jestem w stanie ocenić :-), tymczasem moją uwagę zwróciło co innego, mianowicie poziom 2. Potrzeby bezpieczeństwa, a w nim "zabezpieczenie przed bezrobociem i starczą niezdolnością do pracy". No cóż za bezczelna neoliberalna propaganda !!!1
Przecież to jest w ogóle fatal error i błąd systemu, że ludzie boją się bezrobocia, czy niezdolności do pracy. No wielkie halo, że NIE BĘDĄ MIEĆ PRACY. Ale może zapytamy, a na kij tym wszystkim ludkom praca, przecież podobnież ogólnie mamy nadmiar wszystkich dóbr, tych naprawdę potrzebnych.
Trzeba tylko dopracować dystrybucję. :-)
-
Czyli jak nie medytujesz, synku, to nie masz szans na samorealizację. Bo to my, rozwinięci duchowo, wiemy czym jest dla ciebie SAMOrealizacja, a nie ty sam!
hehe : )
temat nośny no to jeszcze samorealizacja w najbardziej wolnościowym wydaniu:
http://humor.pl/system/application/resources/images/2011-07-17/mqcI5P7528exoNT5L1bscMYmf.jpg
nie pamiętam tytułu filmu, ależ pięknie się bohater tam "samorealizował":
http://demotywatory.pl/1791997/
- oczywiście to był człowiek z blizną : )
no a tutaj poniżej ktoś mówi o samorealizacji w bardzo ograniczający sposób i do tego próbuje i śmie, co wielu zapewne odczuje, w sposób chamski bo jednostronny narzucać innym jeszcze jakieś warunki, bo niby wie lepiej? zwykła kpina ; )
:
Duchowy sukces
Duchowy sukces nazywa się oświeceniem, wyzwoleniem, urzeczywistnieniem. Potencjalnie każdy z nas może go osiągnąć. Wystarczy spełnić kilka warunków, a staje się on realny. Jest jednak pewien problem: nie zawsze w tym czasie, w jakim chcielibyśmy go osiągnąć. Często trzeba wiele cierpliwości, by doczekać się na bardziej znaczące owoce samorealizacji.
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/267
- niektórzy oprócz braku cierpliwości mają chyba wciąż ciut zbyt szeroko zdefiniowane czym jest samorealizacja, stąd wychodzi im że wszyscy którzy skutecznie robią to co lubią to się samorealizują i takich to ludzi naśladują : D więc nawet zabijając innych albo gwałcąc dla przyjemności, o ile są w tym zabijaniu i gwałceniu dobrzy, i gdy to lubią, ( element przyjemności własnej jest tu niezmiernie ważny i fakt że sami to sobie wybrali, a nie jakiś nawiedzony dupek któremu wydaje się że wie lepiej , no i na pewno nie może to być misja bo to byłby kwas i mus) a zwłaszcza gdy przy tym i na tym robią jeszcze fajną kasę ....no to się z pewnością samorealizują
niby można by inaczej ale przecież nie zrezygnuje się z prawa i wolności wyboru, wręcz obowiązku posiadania i realizacji własnego najlepiej albo i koniecznie odrębnego zdania oraz punktu widzenia, oraz z przywileju posiadania własnych racji, na rzecz jakichkolwiek narzucanych ograniczeń, zasad i zamachów na daną człowiekowi wolność, gdyż podważających jego wrodzoną mądrość i nieomylność
: )
-
kopergamin
"Wiesz, czym jest kapitalizm? Byciem wyruchanym. "
http://pl.wikiquote.org/wiki/Cz%C5%82owiek_z_blizn%C4%85
i stamtąd o samorealizacji w temacie wątku :
"Kiedy zdobywasz pieniądze, zdobywasz władzę, kiedy zdobywasz władzę, wtedy pojawiają się laski. "
- idee z człowieka z blizną wciąż aktualne, żywe i treściwe ; )
-
Lynd,
LOL – genialny rysunek. hehe. O ile realizacja w aspekcje duchowym hinduskim mistrzom wychodzi calkiem niezle, to o realizacje w aspektach materialnych raczej bym tam nie pytal.
Odnosnie Twojego wczesniejszego stwierdzenia, w zasadzie nikt nie powiedzial, ze musimy godzic jakiekolwiek swiatopoglady. Zreszta, swiatpoglady ewoluuja, jak ktos kiedys powiedzial, „tylko krowa nie zmienia swoich pogladow”; No i finalnie, jak komukolwiek sluzy dany swiatopoglad, tak dlugo jest to w porzadku, kazdemu wedlug woli – wg dobrej zasady Huny – „skutecznosc miara prawdy” – wiec niech kazdy popatrzy na swoje poglady poprzez np. pryzmat zasobnosci portfela, itd.
***********************************************************
Zmieniajac natomiast nieco wczesniej zapodany temat, i odkladajac filozofie bogactwa na bok, zadam kolejne pytanie w temacie, latwiejsze i kreatywniejsze:
Jak wyobrazacie sobie realizacje (przejawianie) bogactwa w zyciu? W zyciu ogolnie, jak i w zyciu codziennym?
Aby nie bylo zbyt rozowo, zrobmy zalozenie bycia "rozsadnie" bogatym wg tego, co twierdza analitycy KPMG (podobne do tego co pisala wczesniej Atlanta) – czyli wyobraz sobie, ze obecna praca daje Ci 20 tys. dochodu miesiecznie + budzisz sie i znajdujesz na swoim koncie 1 milion PLN.
I co dalej? Rzucasz prace (tracisz wowczas 20 tys miesiecznie)? Bierzesz rok urlopu i wybierasz sie w podroz dookola swiata? Kupujesz nowy dom? Nowa fure? W jaki sposob, realistycznie, zmieniloby to Twoje zycie?
-
Tego miliona inwestuję oczywiście w złoto lub też w srebro, a najlepiej to we firmę, która nimi handluje, bo wtedy nieistotne, czy kurs rośnie, czy maleje, gdyż ja i tak kasuję prowizję od łosi, I KAŻDEGO WIECZORA PODLICZAM, ILE SIĘ DZIŚ NACHAPAŁEM !!!1
-
Fimy brokerskiej za biedny milion nie otworzysz, żeby obracać kontraktami na złoto :)
a hadel prawdziwym złotem zobacz jakby wyglądał w porównaniu z firmami co mają ich tony w bankach.
Patrzyłeś ile spadło złoto w tym roku ?
Straciłbys ta kasę w w rok bez znajomości biznesu jak większość co wygrywa w totka.
Milion złoty wystarczyłbymi na przeciętny dom i dobry wóz, a reszta na zabezpieczenie statusu gdybym stracił dobrą pracę i musiał jakiś czas szukać nowej.
Milion to nic wielkiego.
-
budzisz sie i znajdujesz na swoim koncie 1 milion PLN.
Ja bym ten milion włożyła na lokatę i żyłabym spokojnie dalej tak jak żyję z odsetek pracując nad sobą, czyli wiele by mi się nie zmieniło. Miałabym tylko więcej oszczędności i być może zaszalałabym i wyjeżdżała na bardziej wypasione wakacje.:)
-
3,5 % z lokaty to 35 tyś rocznie nie uwzględniając belki - 20 % to zostaje 28 tyś czyli 2,8 % od miliona a inflacja w polsce zjada 4 % czyli jest się na minus.
-
dla miliona to znajdzie się lokata nawet 10 procentowa (można z bankiem indywidualnie sie dogadać) :)
-
odkladajac filozofie bogactwa na bok
ciekawa propozycja odkładania na bok np. zgodności realizacji bogactwa z głównym celem życia jakim na duchowej ścieżce jest dla wielu samorealizacja ; )
czemu nagle zawężać i pomijać? toż to było by działanie szkodzące własnym dobrze pojętym interesom rozwoju
jaki wpływ na ludzi wywierają pieniądze? warto poczytać:
http://luxclub.pl/kat,1016273,wid,15071519,wiadomosc.html
"O tym, że trudno jest żyć bez pieniędzy, a ich posiadanie mocno uzależnia, wiadomo nie od dziś. Teraz jednak badaczom udało się udowodnić w sposób naukowy, jak bardzo dosłowny charakter ma to zjawisko. Dodatkowo udało się im ustalić, jak daleki jest stopień uzależnienia. Zdaniem ekspertów, nałóg związany z żądzą wejścia w posiadanie dużych pieniędzy można porównać z nałogiem narkotykowym. Środki finansowe uzależniają w taki sam sposób jak kokaina bądź morfina - poinformował serwis biztok.pl, powołując się na rewelacje naukowców. "
oczywiście jak kto lubi , można pomnażać swoje bogactwo bezrefleksyjnie i narkotyzować siebie i innych tematem pieniędzy, wpadać w transy zachwytu pochylając się nad wielkimi cyferkami które się ma, w taki czy inny sposób chwalić się tym i czerpać z tego przyjemność, albo zajmować się cyferkami które się pragnie mieć.... i poprzestawać na tym,
a samorealizację zdefiniować sobie tak żeby do tego pasowała,
można, ale czy warto? : )
-
- niektórzy oprócz braku cierpliwości mają chyba wciąż ciut zbyt szeroko zdefiniowane czym jest samorealizacja, stąd wychodzi im że wszyscy którzy skutecznie robią to co lubią to się samorealizują i takich to ludzi naśladują : D
:D
-
"Zdaniem ekspertów, nałóg związany z żądzą wejścia w posiadanie dużych pieniędzy można porównać z nałogiem narkotykowym. Środki finansowe uzależniają w taki sam sposób jak kokaina bądź morfina"
"Można porównać z" nie znaczy "w taki sam sposób." Porównywanie uzależnienia psychicznego to czysty idiotyzm... No ale, kontrowersja się robi, ludziska powtarzają, linki wkejają, strona się wyświetla i mamy to o co chodzi.
oczywiście jak kto lubi , można pomnażać swoje bogactwo bezrefleksyjnie i narkotyzować siebie i innych tematem pieniędzy
Można też narkotyzować poczuciem wyższości od tych co mają, bo pewnie złodzieje i oszuści. A nawet jeśli nie, to zawsze można się ponarkotyzować hiperbolą, że przecież tacy co zarabiają to ta sama kategoria jak mordercy i gwałciciele :P
można, ale czy warto? : )
-
Można też narkotyzować poczuciem wyższości od tych co mają, bo pewnie złodzieje i oszuści. A nawet jeśli nie, to zawsze można się ponarkotyzować hiperbolą, że przecież tacy co zarabiają to ta sama kategoria jak mordercy i gwałciciele :P
no nie zrozumieliśmy się : )
w różnych kręgach rd dobrze widziane jest rozważanie i rozróżnianie co jest właściwe na duchowej ścieżce , co jest obciążające itd. jednocześnie często w tych samych kręgach źle widziane jest takie samo podejście do tematu bogactwa i pieniędzy, bo akurat to musi być dobre bo jest dobre i koniec kropka, a dostrzeganie ograniczeń, wypaczeń czy obciążeń z tym związanych wynika z błędnego myślenia , do tego często podchodzi się tak ze ci co mają więcej to wiedzą lepiej i wielu w to wierzy więc i wraz z fajnymi strategiami osiągania sukcesów i zarabiania przejmuja jako prawdy motywy związane z uzaleznieeniem, zaslepieniem, niezgodnością z duchowymi celami itd. itp.
więc dla tych którzy nie zrozumieli tłumaczę:
mi nie chodzi o to że ci co mają to gwałciciele i zbrodniarze hehe, jednak gdy pomija się kwestie zgodności z samorealizacją czy wypacza jej definicje pod własne pragnienia wtedy tak się niestety również dzieje , że prowadzi to do wypaczenia,
- dlatego to jest ważne przynajmniej dla mnie a propozycje pomijania tego na forum duchowym budzą moje zdumienie ; )
oprócz tego poczytałem trochę Jehowitów tutaj o naszym uniżonym posłusznym i wiernym słudze :
http://www.jw.org/pl/publikacje/czasopisma/g200903/pieni%C4%85dze-tw%C3%B3j-s%C5%82uga-czy-pan/
i wyszło mi że jeśli jesteś uzależniony od pieniędzy gdy masz ich mało, albo tyle ile masz, to gdy będziesz miał ich więcej ta choroba się jedynie pogłębi : ))
-
Po co komplikować tak prosty temat? :P
To ile się ma kasy świadczy o tym... ile się ma kasy. Dorabianie teorii do samych liczb jest bez sensu. Jeśli pan X ma pianino w domu to czy to znaczy, że jest muzykiem? Czy to znaczy że potrafi grać? Czy to znaczy, że jest niespełniony muzycznie? Nie - to znaczy, że ma pianino w domu. Po prostu. Czy trzeba do tego od razu dorabiać ideologie?
Tak samo jest z kasą. Ktoś ma miliardy na koncie. Czy ten fakt sam w sobie sprawia, że można cokolwiek powiedzieć o intencjach tej osoby? Jeśli ktoś powie że tak to znaczy, że podchodzi do tematu z uprzedzeniami.
No i przechodząc do sedna czyli realizowania się w zdobywaniu bogactwa - albo to robimy w sposób zgodny z naszym wnętrzem, korzystny dla nas albo w mniej korzystny sposób. Konsekwencje zawsze ponosimy jakieś. A jakie to są konsekwencje i czy nam odpowiadają to już nasza sprawa, więc ocenianie przez innych ludzi jest trochę bez sensu. Każdy żyje sobie jak chce i ponosi tego skutki. Czasami jednoznacznie negatywne, czasami tylko ograniczając dopływ tego co dobre.
-
Ja bym ten milion włożyła na lokatę i żyłabym spokojnie dalej tak jak żyję z odsetek pracując nad sobą, czyli wiele by mi się nie zmieniło. Miałabym tylko więcej oszczędności i być może zaszalałabym i wyjeżdżała na bardziej wypasione wakacje.:)
Dopóki bank nie upadnie.
-
Po co komplikować tak prosty temat? :P
"Warto spojrzeć na te sprawy przytomnie: pieniądze są jednym z przejawów bogactwa, a miłość jest samym sednem duchowości."
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/79
i tutaj pojawia się kwestia tego jakim powinien być ten przejaw , nasz uniżony sługa , czyli pieniądz (oraz jaki nasz stosunek do niego),
- ja go traktuję czysto instrumentalnie, jak jeden z klawiszy w pianinie ; ) ,
więc jak dla mnie może on sobie być jaki chce, ale gdy pan każe to sługa musi, bo przejaw jest w pełni zależny od źródła, więc niezależnie od tego co robi w wolnych chwilach, kogo posuwa albo komu daje dupci, z czym się łączy i do czego ludziom służy , to u mnie będzie taki jak mu na to pozwolę i pojawi się zawsze wtedy gdy tego potrzebuję : D
-
Czy znacie kogoś bogatego i jednocześnie na wysokim poziomie duchowym?
Jezus powiedział że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż bogaty wejdzie do Królestwa Niebieskiego i chyba coś w tym jest.
A ja miałam ostatnio taką przygodę z pieniędzmi.
Zrobiłam w Rossmanie zakupy aż za 30 zł i z tego powodu zrobiłam się aż mokra ze strachu. Kupiłam m.in gąbkę do mycia pleców. I ta gąbka po jednym użyciu rozpadła się. Zwróciłam ją do sklepu i dostałam zwrot pieniędzy. I w ten sposób kwota wydanych pieniędzy znacznie się zmniejszyła. Podśwaidomość zawsze postawi na swoim.
-
Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić aby ktoś wysoko urzeczywistniony chciał mieć rezydencje, jachty, samoloty i najnowsze modele samochodów i oczywiście aby mu to dawało radość i przyjemność.
-
Sai Baba zgromadził kilka miliardów dolarów. Ale spał w pokoju bez mebli na desce podwieszanej do sufitu ;)
znaczy kasa szła na działalność religijną, a nie na jego zbytki
-
"Miałem dwóch ojców.
Jeden był wykształcony i inteligentny, posiadał doktorat, a czteroletnie studia ukończył w czasie krótszym niż dwa lata. Następnie kontynuował studia na Stanford University, University of Chicago i Northwestern University – mając za każdym razem stypendium naukowe.
Drugi ojciec nigdy nie ukończył ósmej klasy. Obaj odnieśli sukces w trakcie swojej kariery, ciężko pracując przez całe życie. Obaj mieli świetne dochody.
Jednak jeden z nich przez całe życie miał problemy finansowe, zaś drugi stał się jednym z najbogatszych ludzi na Hawajach. Jeden z nich zmarł pozostawiając miliony dolarów swojej rodzinie, organizacjom charytatywnym i kościołowi. Drugi pozostawił w spuściźnie niezapłacone rachunki. Obaj byli silni, wpływowi i posiadali charyzmę. Obydwaj służyli mi radą, ale nie doradzali tego samego."
po tym wstępie świetny fragment :
"Jeden z ojców mawiał: Miłość do pieniędzy jest źródłem wszelkiego zła. Drugi: Brak pieniędzy jest źródłem wszelkiego zła. Kochałem obu tych tak różniących się ojców i wiele myślałem o ich sprzecznych koncepcjach. Wiedziałem jednak, że muszę wybrać własną drogę."
http://www.bogatyojciec.pl/kim-jest-bogaty-ojciec/
szkoda że ostatecznie pisze, że przyjął punkt widzenia jednego z nich i pomimo tego przebłysku ostatecznie nie wybrał swojej drogi ; )
-
"Czy znacie kogoś bogatego i jednocześnie na wysokim poziomie duchowym?
Jezus powiedział że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż bogaty wejdzie do Królestwa Niebieskiego i chyba coś w tym jest.
Nie.
Bo jeżeli chodzi o znanych b.bogatych a także ludziach polityki czy filmu to jak widać ,że są to najczęściej pod względem duchowym czy nawet moralnym .... durnie.
-
Zdaje się że Osho był bogaty, ale on źle skończył, więc ten przykład nie jest do końca dobry.
-
No i przede wszystkim do tych pieniędzy nie doszedł sam tylko je otrzymywał w darowiznach.
-
To prawda,mi tez jako wyjątek przyszedł do głowy, bo miał i 32-34 erd i 1-100 rolls -royców :)
-
Ja sobie nie wyobrażam tego że ktoś intensywnie rozwija się duchowo a jednocześnie zakłada własną firmę, ktorą intensywnie rozwija i dzięki niej zdobywa fortunę. Dla mnie to są dwa rozbieżne cele i nie mozna się całkowicie obu poświęcić.
-
A czy koniecznie do bogactwa trzeba dojść własną pracą?
A czy można korzystać z bogactwa nie koniecznie będąc jego właścicielem?
-
Możliwe ,że są takie osoby, może zależy jaki to biznes, ale podobnie czuję ,że coś w takiej tendencji jest.
można tez kiepsko prosperować ze swoją firmą (np.poprzez skąpstwo, nieuczciwosć i głupotę) i co oczywiste być równocześnie duchowo w powijakach. i to drugie prawdopodobnie jest bardziej powszechne
-
Grażyna.
Spójrz niżej. Własnie pisałam o przypadkach Sai Baby i Osho którzy do bogactwa doszli nie własną pracą tylko w wyniku darowizn.
-
"A czy koniecznie do bogactwa trzeba dojść własną pracą?"
Osho czy Sai Baba pozyskiwali środki materialne dzięki swemu wysokiemu urzeczywistnieniu - czyli bez tradycyjnie rozumianej "pracy" ,ale i zapewne bez zaciągania długu karmicznego.
A czy można korzystać z bogactwa nie koniecznie będąc jego właścicielem?
Był projekt Venus, czyli wizja przyszłości ,w której rzeczy się nie posiada tylko korzysta, czyli jak rozumiem jego twórców - każdy sobie może pożyczyć jacht ,ferrari czy co tam chce i używać:)
-
można tez kiepsko prosperować ze swoją firmą (np.poprzez skąpstwo, nieuczciwosć i głupotę) i co oczywiste być równocześnie duchowo w powijakach. i to drugie prawdopodobnie jest bardziej powszechne
Wynika to z tego że bycie duchowo w powijakach jest powszechne. Więc odsetek ludzi bogatych (zamożnych) rozwiniętych duchowo nie musi odbiegać znacznie od osób biednych/niezamożnych. Z drugiej strony, bycie zamożnym nie musi przeszkadzać, a działania wpływające na bycie zamożnym mogą nie mieć negatywnego wpływu, bo to aktywność jak każda inna (równie duchowa jak praca na etacie, czyli zależnie od tego jak to się robi) a może mieć wpływ pozytywny, jeśli działa się w zgodzie ze samym sobą i cieszy się tym co się robi (nie tym że się dorabia kosztem innych np.).
-
dobrze wykonana praca czy z pasją rozwijana firma może nie musi kłócić się z rozwojem duchowym tylko jakoś tak się dziwnie składa (wg mojego odczucia) ,że im bardziej zapobiegliwa i pilnująca interesu osoba tym często mniejsza motywacja do RD i dokładnie vice versa, niestety :)
-
Ja sobie nie wyobrażam tego że ktoś intensywnie rozwija się duchowo a jednocześnie zakłada własną firmę, ktorą intensywnie rozwija i dzięki niej zdobywa fortunę. Dla mnie to są dwa rozbieżne cele i nie mozna się całkowicie obu poświęcić.
Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić aby ktoś wysoko urzeczywistniony chciał mieć rezydencje, jachty, samoloty i najnowsze modele samochodów i oczywiście aby mu to dawało radość i przyjemność.
Dlaczego tak uważasz ?
Przecież niemal wszyscy tutaj rozwojowcy gdzieś pracują ?
Barnaba
może na innych aktorów patrzymy, bo z 10 z nich jest wyżej niż prawie wszyscy forumowicze.
Kiedys było powszechne wahanie gwiazd na Cud i wychodzili b dobrze, a kase wiadomo żę mają w miliony $
-
Ja myślę że osoby wysoko rozwinięte bardziej przyjemność znajdują w prostocie i naturze niż w zbytkach i luksusie.
Ja cały czas mówię o osobach na bardzo wysokim poziomie i o bogactwie a nie o tym że ktoś pracuje i zarabia.
-
Jeśli ja pójdę do pracy na 8 h dziennie i zarobie te 20 tyś to czy jest to inne 8 h od reszty co bedzie robić tylko na chleb ?
Wtedy inni będą na wyższym poziomie RD a ja niższym ?
Nie łapię.
Może chodzi ci o to że mistrzowie wogóle nie pracują tylko nauczaja ?
-
Jeżeli chodzisz na 8 h do pracy i zarabiasz 20 tys zł to nie jest to coś innego od reszty która zarabia tylko na chleb.
-
Czytałam kiedyś dobrą książkę o ludziach którzy zdobyli bogactwo startując od zera, np Onasis. Oni nie chodzili do pracy na 8 godzin. Oni na zdobycie swojej fortuny poświęcali każdą minutę ( nie chodzi o to że cały czas pracowali ale obmyślali sposoby, metody, strategie) i cały wysiłek na to kierowali.
-
Barnaba, znam takich ludzi. Nawet kilkoro. I nie należą oni, ani do świata polityki, ani filmu :).
To co u nich dominuje, to że bogactwo jest czymś niezwykle naturalnym. Tak naturalnym jak codzienne mycie zębów : ). Oni to mają, korzystają, ale nie widzę jakiejś zachłanności, po prostu mają świadomość, że pieniądze są dla nich, a skoro są dla nich, to z nich korzystają :).
A propos przywiązania, to zauważyłam, że ludzie biedni często się bardziej przywiązują do pieniędzy niż bogaci. Największe przywiązanie jest tam, gdzie są najsilniejsze emocje. I to biedni (tym którym brakuje), często nieustannie rozmyślają o pieniądzach (głównie o ich braku, ale jednak), angażując w to swój umysł i swoje emocje.
Największym absurdem jest to, że niektórzy boją się przywiązania do pieniędzy, których nawet nie mają :). I czasami dlatego, muszą przekonywać siebie i innych, że ich wcale nie potrzebują:).
-
Inga,
podsumowsując uważasz, że zarabianie zabiera tyle czasu że nici z RD ?
A co jeśli już mam jakiś poziom i RD i kasy, a teraz mam czas zabrać się za zarabianie jeszcze więcej ?
Przecież od tego mój poziom RD nie spadnie,
-
Oni na zdobycie swojej fortuny poświęcali każdą minutę ( nie chodzi o to że cały czas pracowali ale obmyślali sposoby, metody, strategie) i cały wysiłek na to kierowali.
To nie jest bardzo różne od ludzi, którzy starają się związać koniec z końcem. Tyle tylko że ci pierwsi działają aby wyjść na plus, a drudzy aby tylko utrzymać się pod powierzchnią. I pewnie u drugich też jest więcej codziennego lęku o byt, więc i cięższe emocje związane z przeżywaniem tak tej każdej minuty.
-
Kinga - świetna wypowiedź.
-
J34 pisze:
może na innych aktorów patrzymy, bo z 10 z nich jest wyżej niż prawie wszyscy forumowicze.
Kiedys było powszechne wahanie gwiazd na Cud i wychodzili b dobrze, a kase wiadomo żę mają w miliony $
z aktorów najwyżej miał tam wahane Tom Cruise 28, potem Arni 25. reszta już niżej :) obu lubię, haha
-
mi chodziło o naorawdę bogatych i jak to się uważa wpływowych :berlusconi, hefner, urban, wojewódzki ( dla niektórych to idol ), musialski - (oszust paliwowy), putin :D itd. no tuzy duchowości, hehe
nawet poczciwy buffett (6 erd )czy ten współczesny rockefeller ( 2-3erd), bill gates już 18 -21 erd chyba.
-
tak ,wypowiedź Kingi jest b.dobra :)
są naturalnie bogaci a bieda nie oznacza automatycznie braku przywiązania do pieniędzy.
-
Ja myślę że jak ktoś sie rozwija duchowo to już nie ma czasu na zarabianie pieniędzy poprzez rozwijanie własnego interesu. Bo przecież czas wolny przeznacza na codzienną medytację, na afirmacje, zabiegi oraz warsztaty, wczasy z rozwojem, czytanie duchowych książek. A jeżeli ma jeszcze rodzinę?
Może inaczej jest gdy już wejdzie na wysoki poziom ale czy wtedy bedzie zainteresowanie tym aby się bogacić?
Czy ci naturalnie bogaci to milionerzy?
-
"Warto spojrzeć na te sprawy przytomnie: pieniądze są jednym z przejawów bogactwa, a miłość jest samym sednem duchowości."
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/79
i tutaj pojawia się kwestia tego jakim powinien być ten przejaw , nasz uniżony sługa , czyli pieniądz (oraz jaki nasz stosunek do niego),
- ja go traktuję czysto instrumentalnie, jak jeden z klawiszy w pianinie ; ) ,
więc jak dla mnie może on sobie być jaki chce, ale gdy pan każe to sługa musi, bo przejaw jest w pełni zależny od źródła, więc niezależnie od tego co robi w wolnych chwilach, kogo posuwa albo komu daje dupci, z czym się łączy i do czego ludziom służy , to u mnie będzie taki jak mu na to pozwolę i pojawi się zawsze wtedy gdy tego potrzebuję : D
Zgadzam się, dlatego uważam że nie ma czegoś takiego jak spełnienie poprzez zarabianie pieniędzy.
Odnośnie wiedzy, to uważam że ona do zarabiania absolutnie nie jest potrzebna. Niedawno było głośno o małpie która inwestowała na giełdzie i nie była w tym gorsza od wyszkolonych maklerów.
Tak samo iluzją jest że pieniądze dają wolność i bezpieczeństwo.
-
Są naturalnie bogaci ci którzy się już tacy urodzili i dla nich bycie biednymi jest czymś nieznanym.
-
Czy znacie kogoś bogatego i jednocześnie na wysokim poziomie duchowym?
Siebie ;)
-
no nawet już jeden na portalu duchowym się pochwalił :)
-
świetnie o tym czym jest samorealizacja i fajnie ustawione źródło i jego przejawy :
http://www.joga-joga.pl/pl135/teksty1/joga_jako_sposob_na_zycie_leszek_zadlo
"Wyzwolenie ducha polega na uświadomieniu i zaakceptowaniu, że to duch ma całkowitą władzę nad ciałem, oraz nad warunkami życia materialnego i społecznego."
Kaja
: )
Kinga Roszczyniała
Największe przywiązanie jest tam, gdzie są najsilniejsze emocje.
no niekoniecznie, jest wiele form przywiązań i te najsubtelniejsze, pozbawione ładunku emocjonalnego, bywają najbardziej perfidne i ukryte,
np. ktoś kto ma i jest do tego przywiązany, oczywiście nie będzie doświadczał silnych negatywnych emocji związanych z przywiązaniem i brakiem , więc inaczej powinien podchodzić do rozpoznawania u siebie przywiązań i uzależnień,
- brak negatywnych emocji generowanych przez braki i związane z tym lęki nie będzie w jego przypadku oznaką braku przywiązania i uzależnienia
o tym co bywa brane za oczywiste, np. związane z posiadaniem, a jednak nie dla wszystkich takie jest:
"Przywiązanie do tego, co umowne, nie jest właściwą drogą do odnoszenia sukcesów. Uzależnienie od określonych przez innych warunków umowy nie jest drogą duchowego rozwoju. Droga do sukcesów w każdej sferze ludzkich dążeń prowadzi przez uwalnianie się od uzależnień.
Twórcze podejście do wyzwań oznacza konieczność wyzwolenia odwagi i wiary w swoje możliwości. Jedną z cech świadomości dobrobytu jest chęć porzucenia wszystkiego, co się dotychczas osiągnęło i rozpoczęcia od nowa. Wspólny mianownik tych dwóch postaw, to duchowe oświecenie.
Człowiek prawdziwie wolny od przywiązań i uzależnień jest w stanie osiągnąć każdy zamierzony cel. Owa zdolność nazywa się prosperującą świadomością. Nie ma w niej nic z magii ani szatańskiego kuszenia."
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/173
-
Inga
strasznie dużo wyobrażeń co powinien wysoko rozwiniety, pewnie boisz się na samą myśl tam dojść ;)
To tylko wyobrażenia.
Też je miałem, że trzeba siedzieć i medytować tylko żeby wysoko zajść więc to odrzuciłem i tylko pisałem afirmacje i regresing dalej żyjąc normalnie.
Barnaba
filtrujesz tych bogatych bez ładu i składu żeby wyszło jak uważasz :)
Tam pamiętam że był szum o gwiazdy z dużymi piersiami po 30 erd więc nie tylko poniżej 30.
Pomijając to to 28 też fajny wynik i nie jeden chciałby go mieć tak jak te pieniadze tylko sie wstydzi przyznac.
Jesli piszesz o wpływowych to może juz nie chodzi ci o kase a o władze tylko pytanie kto to jest Wojewódzki ?
Ani kasa z Holywood ani wpływy bo to jaki kraj taki celebryta chyba go juz tylko odwiedzają ci co nikt inny nie zaprasza ;)
-
fakt , richard gere ma 30 (chyba interesował się buddyzmem), ale reszta już niżej
a pamela 31, i chyba tez christina acquilera, czy coś takiego :)
-
Kaja :))
ja do tej pory czuję do ciebie wdzięczność za inspiracje i miło wspominam rozmowy przy dobrym jedzonku - o pieniądzach, i nie tylko :))
-
Inga
strasznie dużo wyobrażeń co powinien wysoko rozwiniety, pewnie boisz się na samą myśl tam dojść ;)
Ja będę szczęśliwa jeżeli w tym wcieleniu uda mi się odzyskać uczucia. A o bogactwie piszę dla zabicia pustki.
-
Ponad pół roku temu usłyszałam głos że mam puścić całkowicie wszelkie myśli nt kasy, w tym lęki że mam płatności a wykonuje wolne zawody etc. Puściłam, choc kilka dni przygotowywałam się do powiedzenia górze " ok, jestem gotowa", [ ja zawsze robie radyjkalne zmiany i od zaraz jak słyszę co mam robić] i jest mi naprawdę dobrze. Mam spokój z materią i mam kasę. To dlatego, bo bezgranicznie ufam temu, co mnie prowadzi, i mówi, co i jak, własnie po to, bym zaoszczędziła sobie czasu na to, co na mojej ścieżce jest najwazniejsze. [ dla innych moze być silne skupienie na zarabianiu pieniędzy i to tez jest w porządku, kazdy ma swoją drogę, rozwuj to nie siedzenie w kucki/nonstop/ tylko doświadczanie tego co trzeba i te doświadczenia sa różne, więc głupio oceniac kogos po sobie, ale faktycznie pewne poziomy świadomości mają swoje "przywileje", bo az do samego oświecenia, uwarzam, że jesteśmy poddawani wpływom róznych cykli] I nie myślę jak zarabiac więcej, myśle tylko o tym, jak jeszcze lepiej mogę wykonywać swoja pracę, czyli zajmuję się swoim własnym rozwojem, a ostatnio coraz więcej czasu spędzam z róznymi nowopoznanymi osobami, jest miło, tyle, taka moja droga, podązam za wewnętrznym głosem, i w sumie nie wiem dokąd, wiem tylko że tak ma byc a po owocach poznaję, że drzewo jest dobre :) Dobranoc
-
Kaja :))
ja do tej pory czuję do ciebie wdzięczność za inspiracje i miło wspominam rozmowy przy dobrym jedzonku - o pieniądzach, i nie tylko :))
Kinga dziękuję, ja również :)
Do dyskusji dodam jeszcze, że to o czym pisze Inga bardzo dobrze odzwierciedla moją drogę, choć wynika to chyba z obciążeń i mam nadzieję, że powoli z tego wychodzę. Mogłabym zarabiać o wiele więcej tylko nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie po co. Mam teraz inne ważniejsze cele.
-
No, wazne pytanie, w jakim celu zarabiac więcej pieniędzy i wiedzieć, że jest sie w stanie, czasem jest tak, że sie zna swoje mozliwości, ale na teraz sa inne priorytety. Jak ma przyjśc czas na te kokosy to przyjdzie :) moze właśnie dzięki temu, ze teraz energia kieruje się w co innego
Tak jak pisałam nizej ze mnie niesie pewna fala i jest ok, ale ważny jest też zdrowy rozsądek, bo żeby fala mnie niosła to też muszę wykonac ruchy,mądre, by na nia wejść, trzeba działać, by pływać, na początku najbardziej, na każdym początku coraz wyrzszej fali, jeđli pojawiaja sie takie potrzeby zwiekszania, To normalne :)
-
Olga
Ponad pół roku temu....
fajne i inspirujące : )
-
nawiązując jeszcze do motywów początku jakie się tu wczoraj pojawiły , o tutaj :
"Jedną z cech świadomości dobrobytu jest chęć porzucenia wszystkiego, co się dotychczas osiągnęło i rozpoczęcia od nowa."
oraz tutaj
trzeba działać, by pływać, na początku najbardziej, na każdym początku coraz wyrzszej fali,
taki fragment :
"Z naszej rozmowy wynika, że chrześcijaństwo jest par excellence religią początku. Chrystus, który jest nowym stworzeniem, mówi w Apokalipsie, że czyni wszystko nowe. Można więc chyba sądzić, że w chrześcijaństwie cały czas chodzi o początek, o stworzenie od nowa.
WŁADYSŁAW STRÓŻEWSKI: Jestem przekonany, że tak. I nie jest to przypadek, że tak zaczyna się bliska nam Ewangelia według św. Jana. "Na początku było Słowo". Myślę, że w początku zawarty jest sens. Tak bym to próbował tłumaczyć. Cokolwiek będzie działo się dalej, jesteśmy po prostu zobligowani, by docierać do tego ostatecznego sensu. Kiedy przychodzi Chrystus, pokazuje, że ten sens leży gdzieś bardzo głęboko, ale równocześnie jest osiągalny właśnie przez Niego. Ten postulat nieustannego poszukiwania początku i nieustannego realizowania początku w sobie, ideał nieustannego odnawiania się jest w chrześcijaństwie szalenie ważny i odwołuje się do bogatej tradycji rozmaitych praktyk. Widać, jak można do tego celu dążyć, jak można iść ku tej wizji apokaliptycznej zogniskowanej w Niebieskim Jeruzalem. Czy to jest rzeczywiście determinizm końca? W jakimś sensie pewnie tak. Ale przecież nie całkowicie; punkt Omega być może jest swego rodzaju postulatem, swego rodzaju pełnią sensu, do którego mamy dojść, ale do podjęcia tej drogi nikt nas naprawdę siłą nie zmusza, bo mamy wolność."
http://www.miesiecznik.znak.com.pl/dorosz547.html
i stamtąd przy okazji, o samorealizacji, czyli najwyższej formie dobrobytu :
(...) Ale zgodzi się Pan, że tutaj mamy splot wolności i początku, zaczynania od nowa.
IRENEUSZ KANIA: Oczywiście.
WŁADYSŁAW STRÓŻEWSKI: Dodałbym tu jeszcze jedną uwagę. Autentyczna wolność zaczyna się wtedy, kiedy jesteśmy w stanie odejść od wartości, które naprawdę wartościami nie są. A kiedy jesteśmy zanurzeni w wartości autentycznie najwyższe, szalenie ważnym czynnikiem jest miłość, ponieważ tylko ona autentycznie wiąże nas z wartością. To zresztą znowu jest motyw platoński - to w końcu jest Uczta Platona, gdzie mowa jest o wspinaniu się po stopniach miłości. Miłość oczywiście akcentowana jest także w Ewangelii.
Bez przylgnięcia do wartości nie ma rozwoju. Problem polega tylko na tym, żeby ciągle odrzucać to, co mniej wartościowe, na rzecz wartości wyższych, by do nich dojść. To jest to wyzwolenie, o którym mówił święty Paweł w swoich listach. Nie prawo. Prawo jest niewątpliwie wartością, ale nie o nią nam naprawdę chodzi, nie do niej mamy dążyć i nie do niej przylgnąć całą naszą miłością. Nie mogę tu nie wspomnieć o pismach księdza Tischnera. Mawiał on, że tak na dobrą sprawę chrześcijaństwo jako religia wolności jeszcze się nie zaczęło, że dopiero trzeba walczyć o to, by chrześcijanin poczuł się naprawdę wolny. Ks. Tischnerowi chodziło o to (jeżeli dobrze rozumiem jego myśl), żeby człowiek miał właściwe rozeznanie w świecie wartości, w którym żyje, ale który musi nieustannie przekraczać, po to żeby dochodzić do coraz wyższej wartości, do źródła. A więc znowu mamy początek i koniec, mamy Logos rozumiany jako sens. W tym przypadku jest to także sens aksjologiczny, związany najściślej z trzema wartościami: prawdą, dobrem, pięknem."
-
"Najważniejsze kierujące nami psychiczne siły to przyciąganie i odpychanie. Większość ludzi jest przyciąganych i ma skłonność do podążania za możliwościami zarobienia pieniędzy i odnajduje w tym poczucie bezpieczeństwa. Z drugiej strony w niektórych jogicznych i duchowych wspólnotach często spotyka się odrzucenie pieniędzy bądź przekonanie, iż nie powinniśmy wpędzać czasu na myśleniu o pieniądzach. Myśli o pieniądzach są spychane do naszej podświadomości, gdzie pozostają aktywne i walczą o możliwość wyrażenia. Może to wynikać z faktu, że w Indiach wielu joginów żyje w ashramach lub w odosobnieniu, z dala od ziemskich trosk, ale równocześnie są wspierani przez zamożnych biznesmenów, którzy dokonują częstych darowizn. Indyjskie społeczeństwo jest zbudowane wokół wspierania świętych i ascetów praktykujących intensywne formy jogi i życia w prostocie. Dlatego pewne wspólnoty uważają, że bycie biednym jest bardziej duchowe, na wzór świętych ascetów, których historie mogą być bardzo inspirujące. Prawdą jest, iż proste życie może być dla niektórych bardziej sprzyjające szczęściu. Ciemną stroną takiej postawy jest podświadome przekonanie, że dla osoby o duchowych aspiracjach nie jest wskazane bycie zamożnym i że osoby posiadające pieniądze nie są uduchowione.
(...)
Z punktu widzenia jogi zachłanność na pieniądze i ich odrzucanie są dwiema stronami jednej monety. Obydwie pokazują moc, jaką mają nad tobą pieniądze. Zachłanność jest twoim pragnieniem, które wyrywa się spod kontroli. Odrzucenie jest twoją reakcją na zmieszanie. Najwyższym jogicznym ideałem jest znalezienie środka między zachłannością a odrzuceniem pieniędzy. Zamiast tego dążymy do zachowania spokoju umysłu, do kontrolowania umysłu i naszych żyć niezależnie czy mamy mało czy mnóstwo pieniędzy. Oczywiście nie jest to proste ponieważ zachłanność i odrzucenie są naturalnym stanem niezdyscyplinowanego umysłu. Dlatego, aby przezwyciężyć nasze naturalne egoistyczne skłonności należy nieustannie pielęgnować wyższe wartości. Asany, techniki oddychania i medytacji pozwalają nam odkryć ukryte w nas bogactwo jak również zmierzyć się z naszą niewiedzą i ciemniejszą, zwierzęcą naturą. Techniki te pomyślane są, by obudzić nasz wewnętrzny potencjał i dać nam dostęp do prawdziwego wewnętrznego szczęścia. Jogin zdaje sobie sprawę, że pieniądze same w sobie nie są problemem. To pragnienie pieniędzy oparte na strachu i braku poczucia bezpieczeństwa jest sednem problemu. Jogin stara się ujarzmić wewnętrzne siły strachu i pragnienia na drodze samokontroli i regularnej praktyki jogi. Postępując w ten sposób jogin rozwija umiejętność zarządzania tymi siłami z większą samo-świadomością, jasnością myśli i działaniami opartymi na współczuciu, szczodrości i głębszym zrozumieniu. Głębsze zrozumienie wynika z czucia i świadomości, że wszyscy jesteśmy powiązani ze sobą."
Dr Swami Shankardev Saraswati
http://www.ashtangayoga.pl/artykuly/jogiczne-spojrzenie-na-pieniadze
-
" Prawdą jest, iż proste życie może być dla niektórych bardziej sprzyjające szczęściu. Ciemną stroną takiej postawy jest podświadome przekonanie, że dla osoby o duchowych aspiracjach nie jest wskazane bycie zamożnym i że osoby posiadające pieniądze nie są uduchowione."
wskazania, przeciwskazania..czy też wyobrażenia osób o czymś, co sami maja do przepracowania,jeszcze, skoro mają wyobrażenia anie doswiadczenia wyjścia "po za" ;))[ja też, bo jeszcze ktos sie czepnie;]. To co "jest", nie jest juz wyobrażeniem, jest "stanem właściwym" nie budzącym już reakcji.Jest zrozumieniem całosciowym wynikającym z doświadczenia. Dlatego też uwarzam, że osoby które nie zważają juz na te sprawy w sobie po przez swój rozwuj tego co trzeba było rozwinąć/uzdrowić by puscić temat, sa osobami kompetentymi w nich, ktore zaznały często kolejno: biedy, przerobienia biedy i wejście w subiektywny dostatek, i..wyjscie z niego. Co to znaczy? To znaczy że maja co im potrzeba do własnego rozwoju i to samo płynie, samo jest, stwarza się z poziomów juz wyrobionych dlatego nie trzeba się w nie juz angarzować. Jezus mial co jeść, a nawet materializował potem,jako szczyt dostatku duchowego na ziemi, a nie brał materialnej energii [ pieniądza] za swe "uslugi"... był ascetą?...Jak moze być asceta czlowiek, który zaznawal darów ducha świętego, ktory stał się jednym ze swym ojcem? :)
Budowanie, trwanie, burzenie
Pytanie "kto" burzy. Burzy WJ, a nie osobowość, osobowość buduje, czyli stwarza, ale to co osobowość stwarza, musi być w pewnym momencie zburzone i nie jest to dramat, to sie chyba samodzieje, wskutek przejścia calej drogi od-do.
I nie jest to ascetym. :)
Tak ja to widzę, ten cały proces, na ktorych szczeblach jestesmy, i rozne osoby z róznych szczebli pisząc, i ztad moga być niezrozumienia. Nie ma co tego wg mnie oceniać, wazne by kazdy szedl swoja droga bo tylko tak ją przejdzie :) co dla kogo jest drogą - to tylko ta jedna jedyna osoba wie, a nie kto inny, dlatego nie warto mowić "moje jest lepsze bo jest moje i daje mi owoce". każdy szczebel daje owoce poniewaz kazdy szczebel rozwoju jest rozwojem.
-
Czyli ktoś kto ma czysto w kwesti pieniędzy i bogactwa ma tyle ile potrzebuje, co wcale nie znaczy że jest bogaty. A bogactwo wcale nie jest warunkiem koniecznym bycia wysoko w rozwoju. Dla mnie bardziej jest wiarygodny 33 erdowy Jezus który nie miał niczego a jednocześnie miał wszystko czego potrzebował niż 35 erdowy Osho, który się jarał swoimi 100 Rollsami.
-
Z moich widzimi się jest tak, jak piszesz. Jezus był wyrzej w rozwoju niz Osho wg mnie i nie nawiązuję tutaj do pieniędzy tylko piszę ogólnie.
Bogactwo nie jest warunkiem, co oznacza, że może być, moze nie być, pamietajmy ze chodzi tu o sprawy subiektywne, dla mnie bogactwem moze być coś dla kogo to jest niczym kropla w kałuży jego bogactwa. Zrozumienie powinno byc obustronne. Umysł zawsze porownuje i "ustawia", wiec jesli ktos zarabia 70 tyś miesięcznie i siedzi w przywiazaniu do tego, to nie odczuje zrozumienia pelnego, ze ktos inny może być bogaty za 2 tyś zł. Jak dla mnie chodzi o to by zapewniac sobie wlasne potrzeby ale nie z poziomu rozdymanego ego i kupowanie mnustwa coraz lepszych zabawek. Chyba że ktos tak pościł kiedyś, ze musi sobie to odreagowac jakoś, co rozumiem, ze musi byc taki okres, ktory odpusci w końcu, jak czlowiek idzie ku Bogu. No własnie, trzeba patrzec na to wszystko z dystansu, jesli juz sie chce patrzec na cudze ogródki. z dystansu i trzeba zobaczyć co stoi za tym, ze ta osoba ma tak i tak.I nie krytykować bo mozna się przejechac na tym.Przyczyny skutkow które tu obserwujemy mogą byc rózne, jest ich cały wachlarz, od biedy po bogactwo i przywiązanie do niego, az do puszczenia tego wszystkiego. Ale nie da sie puścic ascezie biedy, bez zakosztowania bogactwa, doświadczania jego, wg mnie. A u nas było wielu ascetów :) i sa te potrzeby, i ok, kiedys wejdzie to w co innego, w odpwiednim czasie, którego warto sluchac.
Także Inga, jak komus wystarcza 2 tyś i ma to co naprawdę, uczciwie potrzebuje to ok. Aczkolwiek teraz by miec na swoje potrzeby,mieszkanie, jedzenie [ zdrowe a nie byle co], ubrania [ dobre tkaniny a nie byle co sztucznego ale tez nie chodzi o Diora;)]m, wakacje, odpoczynek, inne wszystkie rzeczy potrzebne trzeba miec wiecej niz 2 tyś.
Tak jak napisałas, bogactwo nie jest warunkiem poziomu swiadomości, ale i w druga stronę : to nie oznacza że nie mozesz miec więcej niz potrzebujesz.Mozesz np w fazie uzdrawiania tematu dorobić się dobrego przepływu bo była potrzeba wejścia w biegun którego sie niedoświadczało kiedyś i potem jechac na tym ale już bez zaangarzowania, w swuj przeplyw, i cudzy ;))) Także dla mnie ewidentnie sprawa nie lezy w tym "jak powinno być", a wtym, " kto i poprzez co patrzy na ten temat".
To tak wg mnie.
Tak samo jest zresztą ze wszystkim, kolejnym spornym tematem jest medytacja. jak tu latwo kogoś xle ocenic bez calościowego wgladu w przyczyny cudzej medytacji. Ludzie prubuja ustalac normy ze ktos kto ma 35 erd to ten to pewnie juz z podłogi nie wstaje. bzdura na resorach :) wyobrazenia i tyle. Lub inne, ze ten kto ma 25 to pewnie jeszcze sobie winko pije a o medytacjach to nie mysli. Zależy KTO, bo to zalezy od przeszlości doświadczanej i już zdobytej lub niezdobytej, sa osoby ktore siadają na poziomie 27 erd do medytacji i wstają na poziomie 31 i dalej juz nie medytują i osiagają wgląd w oswiecenie, zaznaja darów etc. Bo np już w poprzednich zyciach wymedytowały swoje i teraz musialy tylko wejśc w ten pułam. A inni np musza duzo medytować bo nie doswiadczali tego. Dlatego np jogini pozamykani w jaskiniach to przezytek wyobrażeń, do niczego to nie prowadzi tak naprawdę, tzn moze prowadzić, do choroby psychicznej ;) lub jak to znajomy miał retrospekcję końca kolejnego zycia w jaskinii : zmarnowalem cale swoje zycie.
Sorki za chaos w tej wypowiedzi ale już trochę spię
-
A czy może być tak, że nadmiar pieniędzy stanie się łaską, która zbliży do Boga?
– Nadmiar pieniędzy może stać się łaską, która przybliży bogatego do Boga, przecież miłującym Boga wszystko sprzyja ku dobremu! Taka sytuacja ma miejsce wówczas, kiedy ktoś to, co posiada, traktuje jako dar od Boga i wezwanie do praktykowania czynnej miłości bliźniego, a jednocześnie jest na tyle duchowo dojrzałym człowiekiem, że zachowuje wewnętrzną wolność od tego, co ma. Pomny jednakże na słowa Jezusa, winien ze względu na swoją zamożność wyjątkowo solidnie przykładać się do rozwoju swojego życia duchowego… Bogactwo to trudna łaska. Niewielu jej doświadcza, a jeszcze mniej tą drogą dochodzi do świętości. Jednak, jak mówi mądre przysłowie, zawsze są wyjątki od reguły…
http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/wywiad/bogactwo_to_trudna_laska.html
-
"Bóg stworzył nas i chce, byśmy byli szczęśliwi i by nasze życzenia się spełniały. Z tą różnicą, że nie dzieje się to przez wyłowienie złotej rybki czy dzięki przemierzaniu piasków pustyni w poszukiwaniu zaczarowanej lampy, lecz przez przyjaźń z Bogiem, przez życie blisko Niego. Jeden z najpiękniejszych fragmentów w Piśmie Świętym opisuje to tak: Rozkoszuj się Panem, a da ci to, czego życzy sobie serce twoje! (Ps 37,4). Uwierz, że marzenia, które masz, mogą się spełnić, bo twój Bóg spełniającym życzenia. On jest lepszy od złotej rybki. Rybka spełniała tylko trzy życzenia, które i tak nie dawały szczęścia, a Bóg jest nieograniczony – wysłuchuje nasze prośby, zapewniając dodatkowo radość i pokój w sercu.
Przyjaźń z Bogiem
Werset, który przeczytaliśmy wcześniej, mówi o pierwszym warunku spełnionych życzeń, czyli o relacji z Bogiem. Gdy codziennie znajdujesz dla Niego czas, On zmienia twoje serce. Gdy Go uwielbiasz, odczuwasz Jego obecność i słyszysz Jego głos. Król Dawid odkrył, że Bóg jest tak dobry, że nie może patrzeć, gdy mamy niespełnione życie, tak jak każdy rodzic cierpi, widząc nie do końca szczęśliwe życie swoich dzieci. Dlatego napisał: Niech ci da to, czego pragnie serce twoje, i niech wypełni każdy twój zamysł! (Ps 20,5). Gdy uwierzył w te słowa, nie minęło wiele czasu, a już dziękował Bogu za ich realizację: Spełniłeś pragnienie serca jego i prośbie ust jego nie odmówiłeś(Ps 21,3).
Według niektórych badań statystycznych, 85% szczęścia człowieka wynika z dobrych relacji, a jedynie 15% z sukcesów zawodowych i posiadanych rzeczy materialnych. Najpierw zatem musimy zdecydować, czy postawimy w naszym życiu przede wszystkim na relację z Bogiem. "
http://mieczducha.pl/index.php/2010/04/bog-spelnionych-zyczen/
-
Frisky
fajny ten tekst o Bogu jako "złotej rybce" :)
-
Oluś
fajne zwrócenie uwagi na wyobrażenie o czymś, a uświadomienie sobie czegoś :)
-
fajny fragment o kraju w którym są nieograniczone możliwości zdobywania pieniędzy, może ktoś się skusi i tam uda? : )
"W Armenii byłem jednym z pierwszych ludzi, którzy założyli prywatne firmy. Wraz z żoną ciężko pracowaliśmy i szybko pojawiły się efekty finansowe. Jednocześnie ujawniły się napięcia w naszym związku. Mnie fascynował styl życia pozbawiony wszelkich wartości, ograniczeń i moralnych standardów. Niedługo potem wybuchła wojna pomiędzy Azerami a Ormianami w górnym Karabachu. Skutkiem tej wojny była całkowita blokada ekonomiczna Armenii. Biznes zaczął podupadać, bo nie było energii, a zamknięte granice uniemożliwiały nabycie potrzebnych materiałów do produkcji. W krótkim czasie straciliśmy z trudem zdobytą stabilizację i dostatek materialny. Zdecydowaliśmy się wyjechać do Polski. Nie byliśmy w stanie z Armenii nic wywieźć, przyjechaliśmy tu jedynie z paroma walizkami. Było to w 1992 roku. W Polsce zauważyłem, że jest to dla mnie kraj nieograniczonych możliwości zdobywania pieniędzy. Mimo że znowu startowałem od zera, to ciężko pracując po roku zarobiłem na duże mieszkanie, dobry samochód i jeszcze starczyło na otwarcie swojej własnej firmy."
http://www.fgbmfi.pl/swiadectwo.php?id_swiadectwa=100
-
Cudze chwalicie, a swojego nie doceniacie :)
-
"Mnie fascynował styl życia pozbawiony wszelkich wartości, ograniczeń i moralnych standardów"
grunt to się odnaleźć na ziemi obiecanej :)
-
Odnośnie wiedzy, to uważam że ona do zarabiania absolutnie nie jest potrzebna. Niedawno było głośno o małpie która inwestowała na giełdzie i nie była w tym gorsza od wyszkolonych maklerów.
Tak samo iluzją jest że pieniądze dają wolność i bezpieczeństwo.
To, ze malpie sie cos raz udalo, nie oznacza jeszcze reguly. I slepej kurze trafi sie ziarno :)
Natomiast zastanawia mnie Twoje ostatnie zdanie, dlaczego tak uwazasz?
-
Czyli? Ferrari? Będą jeszcze?
- Będą, ale nie będą musiały jeździć. Będą takimi rzeźbami. W zeszłym roku w trzech europejskich uczelniach: Istituto Europeo di Design w Turynie, Royal College of Art w Londynie, Fachhochschule w Pforzheim, przeprowadzono symulację rozdzielenia projektów. Konkluzja była następująca: marka samochodowa nie musi produkować fizycznie jeżdżącego auta. Jeden z projektów był taki: ktoś z Bliskiego Wschodu kupuje markę Bentley i produkuje bentleya, który nie jeździ, tylko jest kominkiem w kształcie samochodu.
To kuriozum dla pięciu osób.
- Nie, to zadziała! Jaką mam przyjemność z posiadania ferrari, którym przyjadę i nie mam gdzie zaparkować? Przyjemność to kluczyki od ferrari - za 100 tys. euro, numerowane. Mogę wejść do drogiego baru w Tokio, położyć je na ladzie obok ładnej laski i powiedzieć do barmana: „Proszę to, co zwykle”. Ona na mnie poleci tylko dlatego, że mam te kluczyki.
Tako rzecze designer! :-)
Janusz Kaniewski: już zaprojektowaliśmy przyszłość (http://www.logo24.pl/Logo24/1,125389,15000239,Janusz_Kaniewski__juz_zaprojektowalismy_przyszlosc.html)
-
Takie zachowania to w sumie nic nowego, choc nie wyobrazam sobie, aby taka marka jak Bentley czy Ferrari mogla przetrwac dluzej na rynku produkujac buble, wiele podobnych eksluzywnych marek polecialo na pysk. Ferrari juz wyprodukowalo limitowana serie aut, ktore mozna kupic, ale ktorych nie mozna odebrac – co najwyzej wypozyczyc i pojezdzic na prywatnym, zamknietym torze. Co do kobiet, to wiadomo, ze sporo leci zarowno na pieniadze jak i na wladze. Na szczescie, nie wszystkie sa takie, ba, sporo sie nie zna na samochodach w ogole ;-)
Kaja, przypominam sie ze swoim pytaniem ponizej: dlaczego uwazasz ze jest iluzją że pieniądze dają wolność i bezpieczeństwo?
-
w stwierdzeniu, że pieniądze dają wolność i bezpieczeństwo jest zawarta idea, że ich brak odbiera wolność i bezpieczeństwo,
to tak jakby powiedzieć, że buty dają wolność i bezpieczeństwo, bo można w nich chodzić gdzie się chce i się człowiek nie zrani ...
itd. wiele wiele przedmiotów, które ponoć dają ludziom wolność i bezpieczeństwo ... ludzie to mają szalone pomysły : )
- uzależnianie własnej wolności, szczęścia i bezpieczeństwa od czegoś tam to jest idea pogłębiająca uzależnienia,
- idea, że człowiek jako taki jest zniewolony i pozbawiony bezpieczeństwa, a może nawet bezwartościowy, dopiero coś mu je (na)daje... w tym przypadku pieniądze
czasem ludzie idą w góry, stają przed ścieżką prowadzącą w głąb dżungli, albo znajdują się tam gdzie ich pieniądze kompletnie nic nie znaczą, nagle nie dają już wolności, nie zapewniają bezpieczeństwa i wtedy czują się bezradni , zagubieni .... nagle uświadamiają sobie swoje uzależnienie ,
- co ciekawe jednych inspiruje to do uwalniania się od uzależnień, a u innych pogłębia to tendencje do zakłamywania się i nawiedzenia
co jest źródłem mojego bogactwa? szczęścia? wolności? bezpieczeństwa? wartości?
pieniądze to dają?
od czego jeszcze uzależniam moje szczęście, wolność i bezpieczeństwo?
kim byłbym bez pieniędzy?
kim są dla mnie ludzie, którzy nie mają pieniędzy?
wnioski:
1 wszystko czego potrzebuję pojawia się w moim życiu i mi służy
(więc służy również ekspresji mojej wolności, bogactwa i bezpieczeństwa w każdej sytuacji i w każdych warunkach)
2 gdy uniżony sługa pieniądz (czy cokolwiek innego) przejmuje władzę nad człowiekiem, wtedy człowiek przeistacza się w uzależnionego od tego demona (nie ważne czy biednego, czy bogatego)
-
Przypomniało mi się, jak kiedyś fajnie Leszek powiedział o pieniądzach "dobrze jest mieć nadmiar pieniędzy, bo nie trzeba myśleć o ich braku" :).
-
Kinga,
fajne ;) i z humorem.
Dla mnie bogactwo to dom 130 m kw i samochód za 60 tyś pod tym domem ;)
-
Daniel dopiero teraz przeczytałam pytanie, w sumie Frisky już wyjaśnił.
Pieniądze są rzeczą zewnętrzną, wolność wewnętrzną. Nic z zewnątrz nie powinno mieć wpływu na wewnątrz, bo wtedy to jest zniewolenie. Ja tak to widzę.
Z nieuleczalnej choroby pieniądze cię nie uwolnią.
-
- uzależnianie własnej wolności, szczęścia i bezpieczeństwa od czegoś tam to jest idea pogłębiająca uzależnienia,
A co z sytuacją, kiedy wolność (np. nie bycie w areszcie) daje nam poczucie wolności?
Czy można wtedy powiedzieć że człowiek uzależnia swoją wolność od wolności?
Że wolność go zniewala? ;)
Nie mylmy bogactwa, wolności, bezpeczeństwa itp z poczuciem bogactwa, wolności, bezpieczeństwa itp.
Biedak zamknięty w celi z katem może czuć się bogaty, wolny i bezpieczny. Ale poza tym czuciem się to wiele więcej z tego nie ma ;)
-
Biedak zamknięty w celi z katem może czuć się bogaty, wolny i bezpieczny. Ale poza tym czuciem się to wiele więcej z tego nie ma ;)
a co z sytuacja gdy posiadający miliony dolarów człowiek siedzi w więzieniu na dożywociu i boi się o swoje życie bo ktoś wydał na niego wyrok? trafił tam choć na koncie miał i nadal ma pieniądze, bardzo dużo pieniędzy, które ponoć dają wolność i bezpieczeństwo ; )
wiadomo, samo poczucie wolności , bogactwa czy bezpieczeństwa może być oparte na tym co realne i rzeczywiste, albo na złudnych podstawach,
ktoś może nic nie mieć materialnego i do tego siedzieć w więzieniu i czuć się oraz być pod każdym względem spełnionym czyli faktycznie i nieprzerwanie znajdować się w stanie szczęścia ,w którym wszystkie jego potrzeby są zaspokojone z materialnymi włącznie, z punktu widzenia tych dla których to jest za mało i którzy potrzebują zewnętrznych rzeczy i określonych bodźców zmysłowych do szczęścia (są od nich uzależnieni), może to wyglądać na złudne poczucie wolności i bezpieczeństwa,
- to co dla jednych jest dniem dla innych jest nocą
jeżeli ktoś musi mieć nadmiar by przestać myśleć o braku pieniędzy to ok, ( oby nawyk negatywnego myślenia nie przekształcił się na zamartwianie się tym co będzie jak tego zabraknie) - niektórzy nie mają i nie myślą tak o tym, są tacy którzy nie dbają o to, w sumie po co sobie zawracać głowę poczuciem braku czy gromadzeniem zewnętrznego nadmiaru, który miałby uwalniać od tego co siedzi w umyśle, gdy się wie, że wszystkie potrzeby i pragnienia w taki czy inny sposób są w odpowiednim czasie i najlepszy sposób realizowane? : )
-
Lynd, a czy można być wolnym bez czucia się wolnym?
-
Ja mówię sobie tak:
Ponieważ czuje się sama ze sobą dobrze, ponieważ jestem otwarta na to i tamto, to...mam to i tamto bo to wynika z tego i tamtego. :D
-
Pieniądze to nie wszystko, ale wszystko bez pieniędzy to... :))
Bogactwo dla mnie oznacza to, że mogę się zamknąć i być cicho, w taki sposób że w tej ciszy nie muszę się ekscytować tym ile zarabiam, i co mam - cały czas się tego uczę - bo to otwiera na bogactwo.
Kaja
Można. Dotyczy to każdego, kto nie czuje się wolny.
-
Kaja,
Nieco zaskoczyla mnie taka Twoja opinia, bo dla mnie, podazajacego za stara hermetyczna zasada “jak wewnatrz tak i na zewnatrz”, wolnosc zewnetrzna ktora manifestuje sie w postaci pieniadza (i wyborow i mozliwosci z nim zwiazanych), jest w pewnym sensie odbiciem stanu wewnetrznego. W sumie, to musi byc. Moze po prostu po prostu tego nie doceniasz? Umysl latwo przyzwyczaja sie do wygod?... Zgaduje tylko. Dla mnie, jedno bez drugiego nie istnieje.
Lynd,
„Nie mylmy bogactwa, wolności, bezpeczeństwa itp z poczuciem bogactwa, wolności, bezpieczeństwa itp.”
Doskonaly wpis ;) Faktycznie, mozna czuc sie bogatym... i to tyle, w praktyce wiele razy zdarzaly mi sie dyskusje z ludzmi, ktorzy czuli sie bogaci, i na tym koniec, bo jak trzeba bylo cos zrobic, to brakowalo gotowki, itd. – mur ograniczen.
Z drugiej strony mysle, ze autentyczne wewnetrzne poczucie bogactwa jest w stanie zmaterializowac sie w czasie w taki sposob, aby bylo ono i zewnetrznym. Jesli nie, to znaczy, ze nauczylismy sie skutecznie oklamywac, przy pomocy afirmacji chociazby.
Frisky,
nie przesadzajmy, wiezienia nie sa zawalone milionerami, a w wiekszosci biedakami, ktorzy raczej probowali te miliony nielegalnie zdobyc. Prawda jednak taka, ze przypadki kiedy ktos bogaty trafia za kratki sa bardziej naglosniane medialnie niz jakiekolwiek inne; przypomina mi to nieco powszechne przekonanie, ze samoloty sa niebezpieczne, podczas gdy statystyki pokazuja, ze to najbezpieczniejszy srodek transportu, przewyzszajacy kolej, samochody, itd. – problem tylko, ze media rozdmuchuja katastrofy lotnicze glosniej, niz wypadki samochodowe...
-
Daniel
ale gdzie przesada w tym co napisałem? nie pisałem o liczbach ale to był przykład mówiący o tym że choć oczywiście można być szczęśliwym, wolnym i bogatym, ale pieniądze nie dają szczęścia ani wolności czy bezpieczeństwa, ludzie sami to sobie dają , często używając przy tym pieniędzy , uniżonego sługi naszego, w odpowiedni sposób, a tracą wolność również w fizycznym sensie nadużywając pieniędzy, to jak z butami można pójść w nich w każdym kierunku ale niekoniecznie trzeba sobie wmawiać szczególną miłość do nich żeby je używać, a mówienie o sprawczej mocy butów jako dających nam wolność to szaleństwo
więc identycznie taka pokręcona mentalność, wzięta z dziwacznych kursów prosperity , na których ludzie sztucznie i w nawiedzony sposób nakręcają się na posiadanie pieniędzy, jako źródła ich szczęścia, bezpieczeństwa i wolności, których bez nich nie mają, to z duchowością nie ma za wiele wspólnego, toż to zwykła fiksacja : )
"W Polsce jest dziś 100.000 milionerów „złotówkowych” (osób, których majątek ma wartość miliona złotych) i 39.000 milionerów „dolarowych” (osób, których majątek ma wartość miliona dolarów). Ta druga liczba w ciągu kilku najbliższych lat się podwoi. Na łamach Wall Street Journal Thomas Riccardo, analityk giełdowy, uznał Polaków za nację najszybciej się bogacącą w tej części świata. 100.000 ludzi to nieprzypadkowa liczba i jest na tyle wysoka, by zdać sobie sprawę z dwóch kwestii – sukces finansowy jest w kraju możliwy oraz – jest możliwy nie tylko dla „szczęśliwych wybrańców”. "
http://www.biznesnetworking.pl/diabel-zlapal-niemca-francuza-i-polaka-i-zamknal-ich-w-wiezieniu/
Prawda jednak taka,
w tym artykule buduje się pozytywny obraz bogatych ludzi, a to są po prostu bogaci materialnie ludzie, którzy mają pozytywny stosunek do materialnego bogactwa i korzystania z niego. koniec kropka
myślę, że nie pomylę się gdy stwierdzę że są wśród nich ludzie pozytywni i bardzo uduchowieni, jak i zwykli rzezimieszkowie, ludzie spod ciemnej gwiazdy, a pomiędzy nimi wielu innych , którzy choć materialnie bogaci to z duchowością nie mają wiele wspólnego - fajnie jest łączyć u siebie to co duchowo pozytywne z materialnym bogactwem, ale patrzenie na bogatych i pieniądze przez taki wyidealizowany pryzmat to może służyć jako pomoc w procesie uwalniania się od negatywnych blokujących nas przekonań na temat bycia bogatym i blokad własnego posiadania pieniędzy, ale nie jest to prawdą, że "jedno bez drugiego nie istnieje" albo że duchowość jest od tego uzależniona czy ściśle z tym powiązana, więc np. traktowanie rozwoju bogactwa materialnego jako wyznacznika rozwoju duchowego to jest duuuże nieporozumienie
-
Lis pewien, łgarz i filut, wychudły, zgłodniały,
Zobaczył winogrona rosnące wysoko.
Owoc, przejrzystą okryty powłoką,
Zdał się lisowi dojrzały.
Więc rad z uczty, wytężył swoją chudą postać,
Skoczył, sięgnął, lecz nie mógł do jagód się dostać.
Wprędce przeto zaniechał daremnych podskoków
I rzekł: „Kwaśne, zielone, dobre dla żarłoków".
(La Fontaine)
Tak a propos czucia się bogatym bez pieniędzy i wolnym bez wolności.
-
Tak a propos czucia się bogatym bez pieniędzy:
http://kobieta.interia.pl/archiwum/news-bez-pieniedzy-zyje-od-15-stu-lat,nId,414977
Tak a propos czucia się wolnym:
http://zywawiara.pl/swiadectwa/art-31.html
-
to też ciekawe :
"Procedura sądowa przebiegła sprawnie i nie minęły trzy miesiące, jak znalazłem się w drodze do więzienia. Miałem w nim pozostać przez trzy lata. Ten trzyletni okres stał się najwspanialszym, najbardziej produktywnym czasem całych moich trzydziestu lat życia. Przebywając w zamknięciu, wróciłem do swojej religii i od nowa nauczyłem się zasad dobrego i prawego życia.
Bardzo często korzystałem z biblioteki, czytając wiele pozycji z dziedziny filozofii i alkoholizmu. I - co najważniejsze - stałem się aktywnym uczestnikiem AA. Zagłębiłem się w Dwanaście Kroków i pod czujnym okiem uczestników AA z zewnątrz, którzy przychodzili do nas dwa razy w tygodniu, szybko przystąpiłem do pisania inwentury do Czwartego Kroku. Gdy ukończyłem swoje wyznanie na piśmie, załatwiłem sobie możliwość zrobienia Piątego Kroku z uczestnikiem AA z zewnątrz, który miał mnie wysłuchać. Przydzielono nam oddzielne pomieszczenie i poczęstowano kawą; spędziliśmy razem aż trzy godziny, robiąc szczegółowy przegląd moich wad i dramatycznych wydarzeń z mojej przeszłości. W tym konkretnym więzieniu zdarzyło się to po raz pierwszy, a ponieważ efekt był znakomity, od tamtej pory wielu więźniom umożliwiono zrobienie Piątego Kroku w podobny sposób. Inwentura i wyznanie okazały się punktem zwrotnym w moim życiu. Niemal natychmiast doznałem uwolnienia od poczucia winy i wyrzutów sumienia. Byłem dosłownie wolny od swojej przeszłości. Właśnie wtedy przekonałem się, co oznacza prawdziwa wolność. Nie ma ona nic wspólnego z murami i strażnikami - jest stanem wewnętrznym. Stanem umysłu. Dziś pielęgnuję swoją wolność fizyczną i emocjonalną z całego serca i duszy."
http://www.aakopernik.ovh.org/wiezien_do_wieznia.html
-
Kinga
:) mnie to przekonuję.
lubię nie mieć problemów;)
Ostatnio sobie pomyślałam, że do spełnienia materialnego to potrzeba mi dużo, oj dużo. Moja pś
ma wysoką poprzeczkę. Musiałabym być chyba jakimś bardzo bogatym człowiekiem by poczuć się w
pełni materialnie spełniona. Musiałabym czuć w każdej chwile, że " świat należy do mnie" i mogę sobie
pozwolić na wszystko i w dowolnej ilości:P
-
Już tu kiedyś pisałam ale przyznam temat ten jest dla mnie trudny, bo łatwiej mi określić kto nie jest bogaty niż kto jest bogaty.
Otóż bogaty materialnie nie jest dla mnie ten kto: spłaca kredyt na mieszkanie, dom czy samochód bo wtedy nie jest on faktycznym posiadaczem tych dóbr. Bogaty materialnie nie jest dla mnie ten kto musi codziennie pracować choćby nawet i dużo zarabiał bo gdy mu się odechce pracować to nie będzie miał pieniędzy. Wychodzi mi na to że za bogatych materialnie moja Pś uznaje tylko urodzonych w bogatych domach i rentierów :)
Można też rozgraniczyć bogactwo materialne od poczucia dostatku i tu już łatwiej mi idzie :) np. ktoś może żyć w wewnętrznym poczuciu dostatku faktycznie nie posiadając ani mieszkania ani samochodu taka osoba może przemieszczać się po świecie i pracować dorywczo np. jako artysta, programista, fryzjer itd.. , jest elastyczna ma niewiele rzeczy, szybko organizuje się na miejscu, dogaduje z ludźmi bo czuje się bezpiecznie, czuje że Ziemia to jej dom że zawsze zostanie wykarmiona, docenia uroki nowych miejsc i kontaktów z ludźmi kulturami, a ponieważ czuje się bezpiecznie materialnie nie ma potrzeby okładania się klikami znajomych gwarantujących coś tam, nie ma potrzeby tworzenia struktur ludzkich które by na nią zarabiały itd....
no i kto tu jest bogatszy ? :)
-
Ostatnio sobie pomyślałam, że do spełnienia materialnego to potrzeba mi dużo, oj dużo. Moja pś
ma wysoką poprzeczkę. Musiałabym być chyba jakimś bardzo bogatym człowiekiem by poczuć się w
pełni materialnie spełniona. Musiałabym czuć w każdej chwile, że " świat należy do mnie" i mogę sobie
pozwolić na wszystko i w dowolnej ilości:P
Laka,
tutaj jest mały haczyk podświadomości. U siebie się na niego nabrałam :).
Wiele lat temu jak zaczynałam moją przygodę z prosperującą świadomością pomyślałam sobie, że jak będę zarabiać X i będę miała to i tamto, to będę się czuła bardzo bogatą kobietą. Otóż po kilku latach zaczęłam tyle zarabiać i miałam to, co sobie założyłam i nadal nie czułam się bogata. Raczej miałam wrażenie, że po prostu "nie jest źle, ale szału nie ma" :). To postawiłam sobie jeszcze wyższą poprzeczkę, do której też doszłam, ale moje samopoczucie niewiele się zmieniło (poprzeczkę podwyższałam kilka razy, w nadziei, że w końcu poczuję się bogata:)). Dopiero po jakimś czasie załapałam, że moje poczucie spełnienia w bogactwie, może być całkowicie niezależne od ilości pieniędzy jaką posiadam i jakimi dysponuję, bo nie wynika z tego ile mam, tylko z tego, na ile umiem docenić to co mam i po prostu się z tego cieszyć i korzystać :).
-
Kinga
dzięki za podpowiedz:)
Mi nie zależy by czuć się bogatą, bo ja czasami się nawet tak czuję teraz. W sumie to się nie zastanawiam nad tym zbyt wiele. Ale wazne dla mnie jest zeby moje życie było komfortowe, radosne
bym mogła sobie pozwalać na wszystko na co mam ochote.
W sumie nie bardzo wiem jak sie zabrac za afkowanie. Na razie afkuje ogolnie, ze zasluguje na spełnienie, harmonie itd. To już dużo myślę, bo przy tych afkach duzo wychodzi.
No ale temat kasy... mysle ze to co robiłas jest dobre, bo uczylas swoją pś, że mozesz tyle zarabiac i moc sobie sprawiac rozne przyjemnosci:) Nikt nie lubi braku czegokolwiek.
Zastanawiam sie tylko nad afkami...czy pisałas afki za kazdym razem na konkretne kwoty?
Mi chyba jeszcze wisi sporo karmy z rodzicami, w temacie niezależność od nich pod każdym wzgledem.
-
Laka,
początkowo robiłam tak jak mówisz, pisałam sobie afki, że zasługuję by zarabiać łatwo, lekko, przyjemnie .....(tu wpisywałam konkretną kwotę). Najtrudniej było na początku, bo jak nie zarabiałam prawie nic, to by zarabiać 2000zł, musiałam długo przekonywać podświadomość :). Ale im zarabiałam więcej, tym łatwiej było mi zarobić jeszcze więcej. Później już afek nie pisałam, tylko się dogadywałam z pś.
-
:)
No powiem CI, że moją pś trudno przekonać bym zarabiała 2 tyś:P
Chodzi o pewną przepaść, tak jak piszesz. Czy potem jest łatwiej? Myślę sobie, że może tak, bo
wtedy już ma za sobą pewne dobre doświadczenia i sukcesy:)
Ja jestem ogólnie zwolennikiem małych kroków, ale systematycznie w górę.
Choć ostatnio z dietą jest troche inaczej. Afkuje sobie też temat ciała. No i moja pś zareagowała
odwrotnie do afki, chyba w ramach buntu, że nagle jeszcze przytyłam, co mnie mocno zirytowało. Niedługo potem tata mi zaproponował czy robimy tygodniową diete oczyszczającą razem, by było
raźniej:) czyli tylko: owoce, warzywa, ryż, kasza, soki, herbata;)
No i spoko, przez 3 pierwsze dni chodziłam bardzo niezadowolona, że nie mogę jeść słodyczy;)
Czułam, że nie mam nic przyjemnego w życiu:P Ale potem ps sie przyzwyczaiła i jest ok. A jak jeszcze sobie schudłam przy okazji, to postanowiłam taką dietę kontynuować, aż do pożadanego
efektu, czyli jakieś 15 -17 kg w dół. To będzie ok 7 tygodni;) I pś nadal jest troche obrażona, ze nie
ma przyjemności z jedzenia, ale przy okazji przerabiam temat, obserwuje siebie, co mi zastepowały
te słodkości.
-
Miałam na myśli 3 tyś;) nie 2
-
Kaja,
Nieco zaskoczyla mnie taka Twoja opinia, bo dla mnie, podazajacego za stara hermetyczna zasada “jak wewnatrz tak i na zewnatrz”, wolnosc zewnetrzna ktora manifestuje sie w postaci pieniadza (i wyborow i mozliwosci z nim zwiazanych), jest w pewnym sensie odbiciem stanu wewnetrznego. W sumie, to musi byc. Moze po prostu po prostu tego nie doceniasz? Umysl latwo przyzwyczaja sie do wygod?... Zgaduje tylko. Dla mnie, jedno bez drugiego nie istnieje.
Może inaczej definiuje wolność, może mam za wysoko poprzeczkę postawioną. Bo nie czuję się w pełni wolna, mimo że pieniądze mnie nie ograniczają. Owszem rozumiem że dla kogoś brak pieniędzy może być ograniczeniem i że pieniądze zwiększają możliwości ale jak dla mnie nie dają wolności, nawet tej wolności jak to nazwałeś zewnętrznej, może tak to wygląda z perspektywy braku?
Z zasadą się zgadzam i znalazłaby ona u mnie zastosowanie gdybym miała przekonanie pieniądze = wolność.
-
Może inaczej definiuje wolność, może mam za wysoko poprzeczkę postawioną. Bo nie czuję się w pełni wolna, mimo że pieniądze mnie nie ograniczają.
Wolność ma różne aspekty. Nie ma raczej takiej szansy, że mając masę kasy zrealizujesz je wszystkie. Np. czując się ograniczoną w relacjach partnerskich, lub w tych z rodzicami - w tym pieniądze raczej Ci niewiele pomogą. Mając pieniądze, możesz czuć się zrealizowana finansowo, bez ograniczeń jakie mają inne osoby w nabywaniu rozmaitych dóbr i realizacji planów, które wymagają zasobów finansowych, i to tyle (albo - aż tyle) w aspekcie wolności. Innych aspektów pieniądzem się nie rozwiąże. Myślę, że to o to tutaj chodzi....
-
Dzisiaj przyszla mi myśl, że z duchowego punktu widzenia pieniądze nie mają żadnej jako takiej wartości. To społeczeństwo nadaje im wartość, poprzez systemy walut. Mam ochotę pokontemplować temat, bo czuję że jest to ważny element prosperującej świadomości, związany z nieprzywiązywaniem się.
-
Nie tylko pieniądze. Ile jest warty dom, pęczek marchewek, wypieczony stek, 10 minut gry na skrzypcach, krowi placek?
-
wg mnie pieniądz to wyczuwalna, realna , także duchowa, energia a nie abstrakcja, bo można m.in. tą energią zaciągać i spłacać długi także...karmiczne. tą energię społeczeństwo "ubrało" w waluty itp.
-
Ja bym się pokusił o stwierdzenie że pieniądz to tylko narzędzie ułatwiające wycenę konkretnych dóbr i usług oraz ułatwiający ich wymianę między ludźmi. Nie mniej, nie więcej. Myślę, że niezdrowo jest nadawać mu zbyt dużą wartość jak i zbyt małą. To jest narzędzie i jako takie powinno być postrzegane i wykorzystywane.
-
a dla mnie pieniądz jest święty
a bogactwo to błogosławieństwo od samego boga/bogów...
-
Sebastian,
takie pisanie to duchowy dekadentyzm. Z duchowego punktu widzenia, wszystko ma znaczenie i wartosc, tylko nasze dualne postrzeganie i ograniczona perspektywa nie pozwala tego wlasciwie dostrzec. Wszystko pochodzi z tego samego Zrodla.
Co do definicji pieniadza, przyjmuje tylko te powszechnie uznawane przez ekonomistow i finansistow na calym swiecie, jako miernika wartosci, srodka wymiany oraz narzedzia tezauryzacji, czyli gromadzenia bogactwa. Co do tego ostatniego, to mozna miec watpliwosci z powodu papierowej i watpliwej natury tego, co dzisiaj nazywamy powszechnie pieniadzem (fiat)
Z tego powodu, zloto jest jak dla mnie jedynym prawdziwym pieniadzem, spelniajacym wszystkie wymagania stawiane pieniadzu, no ale to oddzielna dyskusja :-)
-
pieniądze posiadają realną wartość, która jest dokładnie taka sama jak wartość towarów i usług jakie można za nie nabyć :-) Czyli są formą energii zgromadzonej, którą można wykorzystać lub trzymać w formie potencjalnej.
Złoto wcale nie jest lepsze od pieniądza. Niektórym się wydaje, że jest lepszym nośnikiem wartości, bo trudniej wydobyć dużo więcej złota i obniżyć tym samym jego cenę na rynku niż wydrukować więcej kasy i zrobić to samo ale.... wszytko to i tak jest elementem pewnej polityki/umowy.
1. Złota tak naprawde wydobywa się więcej niż się oficjalnie przyznaje, szczególnie Chiny kupują go dużo na czarnym rynku. 2 . Wydobycie jest kontrolowane prze dużych graczy, któzy pilnują żeby nie obniżyć za bardzo wartości złota - to przecież głupota, bo chodzi o to żeby ten metal był dostępny i tani i nie rzadki i drogi. Złoto powinno być od tego, żeby się nim cieszyć np złotymi ozdobami, a nie od tego żeby leżało w skarbcach pod ziemią i tam czekało nie wiadomo na co.
3. A wreszcie, gdyby niektórzy kolesie przyznali jaką mozna mieć technologię, czyli np latające spodki to wtedy gdyby taki latający spodek z łatwością dotarł do niektórych asteroid zawierających po 2X więcej złota niż zostąło do tej pory wydobyte na Ziemi jego cena runęła by w dół jak wyburzany wieżowiec
4. Ale zaraz, po c o latać po kosmosie? Złota pod postacią białego proszku złota jest do 10 tysięcy razy więcej na Ziemi niż w postaci metalicznej. A biały proszek można łatwo przekształcić w metal. Gdyby zacząc to robić szybko cena metalicznego złota wynosiłaby 1% jego obecnej wartości :-)))
-
Powaznie Mariusz, bez urazy, czytam o zlocie i inwestuje od kilku lat, ale takich... ok, zachowam ocene Twojego postu dla siebie, bo znowu dostane ostrzezenie od administracji ;)
Z nudow odpowiem.
Pieniadz nie posiada realnej wartosci (poza wartoscia zadrukowanego kawalka papieru), lecz ma wartosc umowna. Znaczy, umawiamy sie, ze to ma wartosc, i tyle a tyle za nia mozna dostac. Dla przykladu pochwale sie, jestem tryliarderem. Tak, nie milionerem, ani miliarderem (phi), lecz tryliarderem – posiadam w domu banknot o wartosci 100 trylionow dolarow... Zimbabwe. To najwiekszy nominal kiedykolwiek wydrukowany na tej planecie, i mozna kupic za niego doslownie... nic, haha
Odnosnie Twoich punktow
1. Podaj zrodla tych rewelacji. Zlota wydobywa sie, szacunkowo, okolo 2700 ton rocznie. Chiny nic nie kupuja na czarnym rynku, importuja zloto leganie przez Hong Kong (ponad 1000 ton w ub. roku), dwa, nie ma takiego czegos, jak czarny rynek zlota, moze poza jakimis przemytem do Indii od czasu wprowadzenia tam podatku na zloto (przy czym jest to niewielka wartosc, gora kilka ton)
2. Zloto jest wydobywane przez kopalnie, ktorych akcje mozesz legalnie kupic na gieldzie nowojorskiej, czy ASX (swoja droga, sa obecnie mocno przecenione i potencjalnie moga przyniesc spore zyski). Duzi gracze handluja zlotem przez COMEX, i zeby bylo ciekawiej, cena zlota jest manipulowana od dwoch ponad lat przez duze banki (JPMorgan, GS) W DOL, aby zachowywac pozory, ze z pieniadzem i rynkami finansowymi jest wszystko OK.
3. Koszt wydobycia uncji zlota (31.1g) to okolo $1000 (+/- $200, w zaleznosci od kraju, kopalni, itd). Aby wydobyc 1g zlota, trzeba przewalic kilka ton ziemi, stad koszty. Widzialem kiedys analize calej tablicy Mendejewa, ktora pokazala, ze ze wszystkich dostepnych pierwiastkow, tylko zloto spelnia wszystkie 5 funcji, jakie ma pieniadz.
4. Latajace spodki? Spoko, tylko, ze wowczas uncja kosztowala by $50000 a nie $1300.
5. Zloto nie jest drogie, za $1300 za uncje jest tanie – biorac pod uwage jego relacje do puchnacych baz monetarnych praktycznie wszystkich rozwinietych krajow.
6. Co to jest ten „bialy proszek zlota”? Poza linkami do stron o alchemii, nie znalazlem zadnych sensownych informacji na jego temat. Gdyby zas bylo tego tak duzo jak mowisz, to watpie aby setki tysiecy ludzi przewalalo tony ziemi aby je wydobyc.
-
Pieniądz posiada wartość znacznie większą niż wartość zadrukowanego papieru. Tylko niektóre monety (bilon) są droższe w produkcji niż wynosi ich nominalna wartość.
Ale zgadza się, że ta wartość jest umowna. Tyle że ta wartość umowna jest... realna, bo można banknoty zamienić na realne przedmioty i usługi. :-) Banknotu Zimbabwe nie możesz użyć nie dlatego, że nie jest nic wart z definicji ale dlatego nikt nie ma ochoty bawić się w zawieranie z tobą umowy na nadawanie mu określonej wartości
Co do czarnego rynku złota to czytałem o tym u jakichś inwestorów, zajmujących się rynkiem złota od lat - bodaj na stronie Stansberry Research. Ale nie umiem podać linka do tego materiału, bo to było dawno. COś mi się przypomina oni zalecali kupowanie srebra wtedy, bo ich zdaniem miało ono większy potencjał wzrostu. A istnienie wg nich nieewidencjowanego złota mogło negatywnie wpłynącna ceny.
Biały proszek odkrył David Hudson na swojej farmie. Tu są o tym artykuły.
http://wolnemedia.net/nauka/bialy-proszek-zlota-cz-1/
http://wolnemedia.net/?s=bia%C5%82y+proszek+z%C5%82ota
On początkowo chciał z tego robić metaliczną postać i zarabiać ale po tym jak ustalił, że to służy do uzdrawiania i podnoszenia świadomości to uznał że by to była profanacja
"3. Koszt wydobycia uncji zlota (31.1g) to okolo $1000 (+/- $200, w zaleznosci od kraju, kopalni, itd). Aby wydobyc 1g zlota, trzeba przewalic kilka ton ziemi, stad koszty. Widzialem kiedys analize calej tablicy Mendejewa, ktora pokazala, ze ze wszystkich dostepnych pierwiastkow, tylko zloto spelnia wszystkie 5 funcji, jakie ma pieniadz"
podejrzewam, że spora część tego kosztu wydobycia to ceny energii. Pomyśl, co się stanie jak wdrożone zostaną takie technologie jak zimna fuzja. Pewnie nic o tym nie słyszałeś, tak jak o proszu złota. Niejaki A. Rossi buduje właśnie zakład produkcyjny gdzie będą wytwarzane reaktory działające na zasadach zimnej fuzji. CZy ta technologia się przebije nie mam pojęcia. Presja na uwolnienie się od dykatu węglowodorów jest coraz silniejsza więc może się uda.
-
Nie umiem dokonczyc mojej poprzedniej mysli. Faktycznie nie mam w glowie jasnego konceptu wartosci pieniadza, czasem zarabiam duzo a czasem zarabiam malo I czuje sie z tym tak samo.
Bogactwem takze dla mnie jest to, ze kiedy przyjezdza do mnie z Polski moja dziewczyna na kilka dni, I dzwonia do mnie z mojej dodatkowej pracy czy chce przyjsc na nocke w niedziele ( dodatek za noc I dodatek za weekend, razem bardzo przyzwoite pieniadze), ja mowie grzecznie dziekuje ale chce spedzic czas z dziewczyna
-
no właśnie to jest to bogactwo duchowe, to nasycenie.
Sebastian rozumiem cię, a wiedz że materialnie mam kasiorę i wcale nie jest tak że można się nasycić, nawet jak milion masz a masz stracha i nerwicę to g..o masz.
-
U mnie jest tak, ze kiedy przestaje sie koncentrowac na pieniadzach a zaczynam na bogactwie, to automatycznie pojawiaja mi sie okazje , takze finansowe. To dziwne bo swiadomie pieniadzom nie nadaje wartosci. Czuje ze mam mocne przeklamania w temacie
-
Mariusz,
taaa, a świstak zawija to w sreberka. Dawno temu spotkałem sie z ciekawym zjawiskiem wodospadu spadającego... do góry - niewielki strumień wody wynosił w górę bardzo silny wiatr. Zrobiliśmy z tego ciekawą historię o magicznym, cudownym źródełku, które niemalże "oświeca" - nawet nie wyobrażasz sobie, ile osób w to uwierzyło i gotowe było tego poszukiwać. Tymczasem ten dowcip to nic w porównaniu z Twoja historia o farmerze z Arizony, który odnalazł cudowną substancję, która ma właściwości transmutacji metali (w dowolne pierwiastki), modyfikuje DNA, podnosi poziom świadomości oraz ma właściwości antygrawitacyjne, a do tego jest wszędzie... hehe.
Wierzyć można w co się chce, wolna wola, ale tymczasem, poważna propozycja biznesowa. Mówisz, złoto za 1% ceny? Będę szczodry - bardzo poważnie, oferuję Ci 10%, czyli $4200, w gotówce, za pierwszy kilogram złota, który wyprodukujesz tą cudowną metodą + opłacam koszty podrózy do Szwajcarii aby przetopić to na sztabkę zgodną ze standardem LBMA. Zainteresowany? Jeśli kwota paru tysia nie jest zachętą - po tym kilogramie załatwię Ci kupców na tony, będziesz milionerem. Brzmi lepiej? No to do roboty, choć jestem pewny że prędzej przejdę na emeryturę niż cokolwiek zobaczę.
Co do alternatywnych energii, to oczywiście, będziemy odkrywać lepsze źródła niż obecne bazujące głównie na kopalinach, to nieuniknione, tyle że plotki o reaktorach "cold fusion" czytam już od lat, a póki co, niczego na własne oczy jeszcze nie widziałem.
-
Widzialem kiedys analize calej tablicy Mendejewa, ktora pokazala, ze ze wszystkich dostepnych pierwiastkow, tylko zloto spelnia wszystkie 5 funcji, jakie ma pieniadz.
Daniel, przedewszystkim gratuluję bycia tryliarderem :)
Mam pytanie, co masz na myśli w tym fragmencie ? Jakie 5 funkcji i co ma do tego Mendelejew ?
****
Ostatnio usłyszałem w kręgach rozwojowych fajne stwierdzenie , że pieniądze to forma wsparcia, co czuję podobnie, choć nigdy nie udało mi się zdefiniować tego tak. Wsparcie, czyli potrzebne tam gdzie inne rzceczy nie funkcjonują jak należy (hojność, miłość, dzielenie się, brak ego). Bo dzieci np. nie muszą mieć pieniędzy bo mają zazwyczaj ludzi chętnych się z nimi dzielić (tym co im potrzebne, do przetrwania i rozwoju, nie pieniędzmi) mają wsparcie u dorosłych osób. Tak więc mamy wiele milionów ludzi świetnie dających sobie radę bez pieniędzy ;)
-
Mariusz,
taaa, a świstak zawija to w sreberka. Dawno temu spotkałem sie z ciekawym zjawiskiem wodospadu spadającego... do góry - niewielki strumień wody wynosił w górę bardzo silny wiatr. Zrobiliśmy z tego ciekawą historię o magicznym, cudownym źródełku, które niemalże "oświeca" - nawet nie wyobrażasz sobie, ile osób w to uwierzyło i gotowe było tego poszukiwać. Tymczasem ten dowcip to nic w porównaniu z Twoja historia o farmerze z Arizony, który odnalazł cudowną substancję, która ma właściwości transmutacji metali (w dowolne pierwiastki), modyfikuje DNA, podnosi poziom świadomości oraz ma właściwości antygrawitacyjne, a do tego jest wszędzie... hehe.
Wierzyć można w co się chce, wolna wola, ale tymczasem, poważna propozycja biznesowa. Mówisz, złoto za 1% ceny? Będę szczodry - bardzo poważnie, oferuję Ci 10%, czyli $4200, w gotówce, za pierwszy kilogram złota, który wyprodukujesz tą cudowną metodą + opłacam koszty podrózy do Szwajcarii aby przetopić to na sztabkę zgodną ze standardem LBMA. Zainteresowany? Jeśli kwota paru tysia nie jest zachętą - po tym kilogramie załatwię Ci kupców na tony, będziesz milionerem. Brzmi lepiej? No to do roboty, choć jestem pewny że prędzej przejdę na emeryturę niż cokolwiek zobaczę.
Co do alternatywnych energii, to oczywiście, będziemy odkrywać lepsze źródła niż obecne bazujące głównie na kopalinach, to nieuniknione, tyle że plotki o reaktorach "cold fusion" czytam już od lat, a póki co, niczego na własne oczy jeszcze nie widziałem.
spadek ceny do 1% byłby możliwy ale oczywiście przy założeniu masowej produkcji . Z jednej strony masowa produkcja umożliwia obniżę kosztów, a z drugiej strony masowa produkcja spowodowałaby odwrócenie się inwestrów od złota i dalszy spadek cen.
Ja nie jestem w stanie tego zrobić z poziomu chałupniczej produkcji, bo wszelkie koszty miałbym kilkanaście razy większe. Poza tym nie wiem jak przekształcić proszek w metal(ta informacja nie jest udostępniana w necie o ile mi wiadomo), ani nie wiem jak wydestylować czysty proszek i odseparować jego różne frakcje(np złoto od irydu)
Ale jeszcze po zastanowieniu to może nie mam racji z tym spadkiem cen złota - ludzie chcieliby używać tego do uzdrawiania i zeżarliby cały biały proszek produkowany przez przemysł:-)
ps
Nie mówimy o substancji która może transmutować coś w dowolny metal tylko o nieznanej dotąd postaci niektórych metali szlachetnych. Czytaj uważnie albo sobie odpuść :-)
-
Mariusz,
czytałem dokładniej, nawet w oryginale, i tam wspomina się o możliwości uzyskiwania dowolnych pierwiastków z tej substancji, nie tylko złota ale również np. radu. Dodatkowo poinformuję Cię, Hudson ma od 1989 patent w UK na to pseudo-cudo; opis tego patentu jest łatwy do wyszukania w necie i zawiera wszystkie szczegóły techniczne, co i jak robić. Tylko, że mitów jeszcze nic się nie urodziło, z mitologii greckiej nie wyklujesz centaurów ani chimer, ze słowiańskiej nie urodzi się nigdy prawdziwy gryf, a z mitów o substancji, która generuje złoto nie stworzono jeszcze ani grama, choć alchemicy kombinują od wieków. Także w jednym się zgodzę - odpuścić należy bajki, których w internetowej ezosferze są tony.
Medżik,
dobre pytanie, każdy chce być bogaty, każdy chce mieć pieniądze, a mało kto w ogóle zastanawia się, czym pieniądz jest, skąd się bierze i co robi.
Otóż, pieniądz spełnia kilka zasadniczych funkcji, z czego najważniejsze dwie to:
* środka wymiany - czyli narzędzia, przy pomocy którego możemy nabywać towary i usługi
* miernika wartości - czyli środka wyceny poszczególnych dóbr (znaczy to jest ten numerek przed PLN ;)
Potem jest kilka innych (polecam Google), te różnią się w zależności kto je definiuje, z czego, jedną najważniejszą, z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego jest funkcja przechowywania wartości. Czyli, dajmy na to, sprzedajesz dom za pół miliona, i masz nadzieję, że za te pół miliona w przyszłości, również będziesz w stanie coś kupić. No i tutaj mamy problem, bo żaden pieniądz papierowy tego faktycznie nie oferuje. Żeby to wyjaśnić nieco prościej - pamiętasz niemiecką markę, która za komuny była hitem, obok amerykańskiego dolara? Gdybyś 30 lat temu zakopał pełną walizkę tych marek w ogródku, dzisiaj miałbyś w ręku jedynie stertę papieru i tyle - a wówczas można byłoby za nią kupić auto.
I teraz - od kilku tysięcy lat, czyli od czasu, kiedy człowiek korzysta z pieniądza, jednym metalem z całej tablicy Mendelejewa, który jest odpowiedni do przechowywania wartości z racji swoich właściwości, jest złoto (potencjalnie jeszcze 2-3 inne, ale raczej nie używane). Inne pierwiastki się do tego nie nadają. Złoto jest jedyna rzecza, która przetrwała rozmaite kombinacje rządów, szulerów i bankierów, i do dzisiaj reprezentuje wartość, mimo tego, że zostało złoto oficjalnie usunięte z obiegu finansowego w 1971 roku i w ostatnim stuleciu mocno kombinowano aby zmniejszyć jego rolę.
-
Rób sobie co chcesz. Ja oglądałem filmy z Hudsonem i facet emanuje wiarogodnie dla mnie.
-
No ale nie wiem dalej jak z tablicy mendelejewa wynikać może 5 funkcji które czynią ze złota pieniądz, na logikę to tylko to, że jest w odpowiedniej ilosci (relatywnie małej, acz dość powszechnie występujące) by reprezentować bogactwo, nie jest przewidywany boom w jego wydobyciu czy jakieś znaczące przyspieszenie, które mogłoby zmienić drastycznie jego podaż. No ale to nie wynika z właściwości chemicznych.
Żeby to wyjaśnić nieco prościej - pamiętasz niemiecką markę, która za komuny była hitem, obok amerykańskiego dolara? Gdybyś 30 lat temu zakopał pełną walizkę tych marek w ogródku, dzisiaj miałbyś w ręku jedynie stertę papieru i tyle - a wówczas można byłoby za nią kupić auto.
Wiadomo, że inflancja istnieje. Ciekawszy przykład z marką jest jednak z lat 20 ;) Sądzę że w latach 80. za walizkę niemieckich marek można by było w Polsce nie tylko kupić auto, ale też wybudowac kilka willi :) No i czy nie były one wymienialne na euro 2DM za 1 eur, które jednak trzyma swoją wartość od tych kilkunastu lat ?
-
Złoto jest tak samo umownym środkiem wymiany jak każda inna waluta, nie ma w sobie żadnej realnej wartości oprócz takiej jakie nadaje mu przemysł, czy podaż na rynku biżuterii. Ludzie nadają mu wartośc w ten sam sposób co pieniądzu, złoto samo w sobie nie jest potrzebne do życia i użyteczne bardziej niż drewno. Ludzie się jarają, że jest go mało, tylko po co komu ono, oprócz tego poczucia, że ma coś czego inni nie ? Oczywiście lubię je , jestem na nie otwarty i gotowy ;) Można kupić za nie coś innego :)
-
Poza tym pieniądzem są częściej monety z innych mało szlachetnych metali (nikiel, miedź) i jakoś spełniają funkcję pieniądza... tym bardziej nie rozumiem. To że ktoś czci jakiegoś bożka od tysięcy lat też nie jest żadnym dowodem na wartość tego czegoś.
-
Medżik, parę ciekawych pytań, a oto co mam do napisania.
Z funkcji pieniądza wynikają jego właściwości, więc po kolei, kilka głównych, pieniądz powinien być:
Przenosny - łatwy w transporcie i obrocie
Podzielny - mozliwosc podzialu na jednostki dowolnej wielkosci
Zamienny - jedna jednostka pieniadza odpowiada innej (np. dwie takie same monety maja taka sama wartosc)
Trwaly - to chyba jasne
Rzadki - adresując jedno z Twoich stwierdzeń, pieniądz MUSI być skończony i ograniczony, bo skończona i ograniczona jest ilość dóbr i usług. Wyobraz sobie, ze pieniadzem jest powietrze. Pracujesz miesiac nad wytworzeniem czegos tam... dowolnie czego, albo produktu albo uslugi... i co, przyjalbys w zamian za Twoj towar/usluge wiadro powietrza?... Oczywiscie, nie.
Jest jeszcze kilka wlasciwosci zlota, jako idealnego pieniadza, ktore wyplywaja z analizy tablicy Mendelejewa. Np. jako pieniadz odpadaja wszelkie gazy - chyba nikt nie lubi, kiedy odparowuja mu pieniadze. Plynne pierwiastki, jak brom czy rtęć, również się nie nadają, poza tym są toksyczne - chciałbyś nosić w portfelu toksyny? Nie. Podobnie z pierwiastkami radioaktywnymi. Odpadaja tez pierwiastki reaktywne, jak sod czy potas - pamietasz eksperymenty z podstawowki, gdzie na chemii pani robila bum? ;) Inne pierwiastki latwo korduja, inne sa trudne do rozroznienia od tanszych zamiennikow, itd. No wlasnie. I tak dalej. Nie bede Ci analizowal calej tablicy Mendelejewa, czytalem kiedys artykul na ten temat profesora z jakiegos brytyjskiego uniwerku, ktory wskazywal na problemy praktycznie z kazdym z nich... oprócz złota (i po części srebra również), właśnie. Stąd też, od wieków, te dwa metale służyły jako pieniądz, przy czym złoto najdłużej, bo jak wspomniałem, aż do 1971 roku.
Pewnie zdziwi Cię to nieco, ale to właśnie złoto stało za potęgą dolara, który po wojnie wyrósł na międzynarodową walutę. USA w pewnym momencie miały blisko 90% całego złota na ziemii, i ustanowiły, że każdy dolar będzie wymieniany na odpowiednią jego ilość. Ta wymienialność została zniesiona w 1971 roku właśnie, i od tamtego czasu, a szczególnie w ostatniej dekacie, nasiliło się mocno psucie pieniądza przez rządy. Nie jest to nic nowego, bo papierowy pieniądz był psuty od dawna i praktycznie zawsze - w jednym ze studiów walut na świecie czytałem, że przeciętny czas życia waluty to około 40 lat. I w tym jest problem - owszem, czasami istnieje możliwość zamiany, jak DM na EURO, ale jak przegapisz moment, to tracisz. Złoto trzymało i będzie trzymać wartość zawsze, od wieków uznajemy je za wartościowe, niezależnie od tego, jak sie umawiają rządy.
I choć rację masz, że wartość pieniądza jest umowna, to ze złotem w roli byliśmy w możliwie dobrej sytuacji, ponieważ, co najgorsze w tym wszystkim, że w królestwie papierowych walut fiat, na tych wszystkich rządowych umowach najbardziej zyskuje klasa bogaczy, a najbardziej traci przeciętny Kowalski - z reguły nie zdając sobie z tego zupełnie sprawy.
Czy euro trzyma wartość? Moim zdaniem, nie, podobnie jak każda waluta, która jest zjadana przez inflacje. Zobacz, ile można było kupić za 1EUR 15 lat temu, ile teraz. Może widać to słabo, więc poszukaj sobie wykresów nt. siły nabywczej dolara np. w latach 70-tych a dzisiaj, to zobaczysz to wyraźniej. Złota inflacja nie rusza... Kolejny powód dla którego złoto jest najlepszym pieniądzem.
-
Daniel, dla mnie twierdzenia tego profesora, które powtarzasz , sa jakieś oderwane od rzeczywistości.
Złoto nie może być idealnym pieniądzem bo jest go za mało na obecny przepływ towarów dóbr i usług, nie wspominając o tym, że go nie prześlesz w pare sekund na drugi kontynent.
Po drugie pieniądz nie musi być zalezny od wartości złota gdyż może być zależny od wartości innych rzeczy które są bardziej kluczowe dla ludzkości/ społeczeństwa w danym momencie. Złoto jest obecnie tylko towarem i to się raczej nie zmieni jak oczekują niektórzy z tych prostych powodów które wymieniłem.
-
Medźik, oderwany od rzeczywistosci jest obecny system finansowy, jeden przykład - wzrost przychodów amerykanskich korporacji notowanych na NYSE - 3%, wzrost wartości akcji - 30% za ub. rok. Czy to ma jakis sens? Inny finansowy absurd - jeden z amerykańskich banków posiada derywatywy w wielkości przekraczającej roczny PKB planety - rozumiesz? Jeden bank naprodukował tyle pochodnych instrumentów finansowych, że jest w stanie kupić wszystkie dobra i usługi wytworzone w ciągu roku przez wszystkich mieszkańców planety. Takie bzdury możliwe są tylko wtedy, gdy pieniadz jest w formie, jaka funkcjonuje obecnie, czyli umowy bez jakiegokolwiek pokrycia, i uprzywilejowują niewielką garstkę ludzi u szczytów władzy (finansowej, oczywiscie).
To, ze zloto jest niewygodne do noszenia w portfelu, wiadomo od stuleci, stąd powstały banki. Oryginalnie ich rolą było przechowywanie złota i wydawanie papierowych pokwitowań, że każdy papier jest odpowiednikiem jakiejśtam ilości kruszcu w skarbcu. Nawet na XX wiecznych dolarach amerykańskich (juz nie w obiegu), istnial taki zapis, ze jego wlasciciel może odebrac wartość w złocie. Ten system został nadużyty i zmanipulowany w ten sposób, że nadal mamy papier, lecz tym razem, bez żadnego pokrycia, w niczym. To stwarza tak ogromne możliwości do manipulacji dla małej rzeszy uprzywilejowanych przy korycie, że nie zdajesz sobie kompletnie z tego sprawy - mało kto sobie zdaje. Znasz ludzi umoczonych po uszy w kredytach we franku? Każdy z nich jest ofiarą systemu finansowego, tylko, że prawie nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, co zaszło. Drukowany pieniadz sieje spustoszenie, za które, jak zwykle, płaci nic nie rozumiejący Kowalski.
Właściwie, to jest nawet gorzej, bo ponad 95% wszelkiego pieniądza jaki mamy, nie dość, że nie ma jakiegokolwiek pokrycia poza obietnicami rządu (pamiętajmy, że rząd NICZEGO nie wytwarza ani produkuje, więc zabezpieczeniem tak naprawdę są słowa polityków...), to co gorsza, jest wytworzona jako DŁUG - czyli coś, co wcześniej czy później należy spłacić. Ponieważ jedyną szansą na spłatę długu jest zaciągnięcie nowego długu lub dowalenie ludności podatkami... stąd też, każdy rząd na świecie jest coraz bardziej zadłużony i od lat, powoli ale regularnie tworzone są coraz nowe i wyższe podatki. Oczywiście, ukrywa się to przed ludźmi, w taki skuteczny sposób, że nawet ci będący w najniższych grupach podatkowych z reguły nie zdają sobie sprawę, że rząd zabiera im ponad połowę wypracowanych dochodów. Dlatego, koszt obecnego systemu finansowego spoczywa na barkach każdego z nas, bez wyjątku, a czerpią z tego korzysci nieliczni.
Mając do wyboru system oparty o papierowy dług vs system finansowy oparty o złoto, wybieram ten drugi. Złota jest wystarczająco dużo, aby wystarczyło do pokrycia istniejących transakcji, wystarczy je tylko odpowiednio wycenic, ot wsio. Złoto nie tylko ucina manipulacje finansjery (bo nie można go sobie wklepać w klawiaturę), ale zmusza rządy do racjonalnych działań, sensownego wydawania i gospodarowania. Kowalskiemu daje z kolei pewność, że jego oszczędności nie zje inflacja lub jakiś inna forma finansowych manipulacji.
-
Co do zlota, uwazam ze noszenie go jest korzystne energetycznie, ze mna to rezonuje i uwazam to za naturalne
-
Złoto jest fajne, mam czasem ochote na taki łancuch gruby na szyję ;) Murzyni na slumsach noszą go by zakomunikować swoje poczucie bezpieczeństwa / pozycję ;) Byle kto nie podleci i mu go nie wyrwie ;)
A system finansowy mi jak dotąd nie przeszkadza, a mam wrażenie że ogólnie korzystam na nim. Kredytu we frankach nie brałem.
"Złoto nie tylko ucina manipulacje finansjery (bo nie można go sobie wklepać w klawiaturę), ale zmusza rządy do racjonalnych działań, sensownego wydawania i gospodarowania. Kowalskiemu daje z kolei pewność, że jego oszczędności nie zje inflacja lub jakiś inna forma finansowych manipulacji."
W teorii je ucina, bo w praktyce nie może być pieniądzem (rozmiar wymiany towarowej, globalizacja), więc po co kontynuować ten wywód że jest lepsze skoro nie ma fizycznie możliwości by było pieniądzem? Jak by wszyscy pałali do siebie miłością też by nie trzeba było pieniędzy, ale są i spełniają swoją funkcję. Złoto jest na rynkach, możesz czerpać każde ilości pieniędzy jeśli masz racje. Znam doskonale od lat teorie o których piszesz Daniel i trochę już obserwuje rzeczywistość pod tym kątem, mam trochę dojrzalsze spojrzenie. Spotkałem się z tym wszystkim o czym mnie teraz uczysz chyba pierwszy raz w 2004r.
-
Złota jest WYSTARCZAJĄCO, aby przywrócić do do systemu finansowego, skąd pomysł że go nie wystarczy? Jest to tylko kwestia odpowiedniej waluacji, która przez dłuższy czas następowała dość naturalnie, podążając za krzywą podaży pieniądza, dopóki duzi gracze nie zaczęli tego zbijać grając pozycjami short na COMEX. Kij, parę banków straciło parę miliardów, ale zachowano przekonanie wśród publiki, że wszystko z finansami jest OK. Co jest rzecz jasna, ogromną bzydurą. Do tego, aprecjacja w miarę realnego przyrostu PKB, i temat załatwiony. A jesli chodzi o dystrybucję, to już chyba wyjaśniałem, że złoto w systemie finansowym nie oznacza, że trzeba je nosić w kieszeni. Są inne sposoby, albo klasycznie, jak poniżej, albo nowocześniej - ostatnio pewna amerykańska spółka rozwija system płatności oparty o technologię Bitcoin i wspartą o fizyczne złoto. Da się? Pewnie.
Tymczasem, nie można zyskiwać w obecnym systemie finansowym, jest to matematycznie niemożliwe. Kwestia taka, że tego nie wiesz, pisząc takie zdania jak poniżej, ba, większość Kowalskich tego nie wie. W ogóle kumacja finansowa społeczeństwa jest jeszcze niższa, niż zrozumienie spraw duchowych, czasami takie odnoszę wrażenie - ostatnio rząd zwinął z OFE 153 miliardy, redukując sobie tym samym wskaźniki zadłużenia. Naiwnie myślałem, że ludzie wyjdą na ulice, a tymczasem poza paroma gromkimi artykułami zupełnie nic. No ale cóż, mądry Polak po szkodzie, za parę-paręnaście lat, ludzie zaczną w końcu zadawać pytania, co się stało z kasą na ZUS i skąd nagle takie cięcia emerytur i rent...
No, niektórzy co prawda powoli już teraz odczuwają konsekwencje finansowej niewydolności. Na przykład tacy Hiszpanie, z bezrobociem wśród młodych ludzi sięgającym powyżej 50% i masą młodych szukających pracy w byłych koloniach w Am. Pd. Albo Grecy, gdzie wpędzono ich w biedę i ubóstwo, i podobne co w Hiszpanii bezrobocie. Albo i amerykanie z dyplomami uczelni, pracującyc w MacDonaldsach i tego typu innych (taki mały research wpadł mi w ręce - ok. 260.000 ludzi w USA z dyplomami pracuje w fastfoodach). Albo emeryci w Norwegii... albo w Detroit... och, długo mógłbym Ci tu wymieniać. I w sumie, to jeszcze nie jest najgorsze: paru ekspertów w najbardziej ciemnych scenariuszach upadku finansowego przepowiada możliwość poważnych konfliktów zbrojnych, takich z grzybkami, rozumiesz. No to już brzmi gorzej. Oczywiście, dla publiki, wojna będzie o pokój i demokrację, jak to zwykle ostatnio bywa.
I tak kiedyś rozwijąc współczucie, pomyślałem, że jest to wszystko straszne i okropne. Ale ostatnio myślę, że może i nie. Może takie tragedie na szerszą skalę są potrzebne. Chodząc na siłownię poznałem znaczenie stwierdzenia "no pain - no gain", i poważnie myślę, że być może musi się to jakoś dosadnie przejawić, aby ludzie obudzili się z letargu.
-
Akurat odnośnie OFE, to większość Kowalskich wie już, że to od początku był przekręt, polegający na wyprowadzeniu kasy z systemu ubezpieczeń społecznych na prowizje dla komercyjnych funduszy. A wielbiciele i eksperci szkoły austriackiej wciąż jeszcze na to nie wpadli, pomimo swej niewątpliwej finansowej kumacji.
-
Czyli co, chcesz mi powiedzieć, że normalny człowiek, któremu złodziej wyciąga pieniądze z portfela, nie zareaguje w żaden sposób na kradzież, która odbywa się przed jego oczami? Nigdy w to nie uwierze. Gdyby społeczeństwo zdawało sobie w pełni sprawy, że ów "transfer" środków z OFE do ZUS to zwykła konfiskata ponad 153 miliardów wypracowanych w pocie czoła złociszy, owocująca umorzeniem obligacji, redukcją długu o kilka procent i obietnicami bez jakiegokolwiek pokrycia w przyszłości, wyszłoby na ulicę, ze słusznym pytaniem dlaczego ktoś kradnie moje pieniądze.
No chyba, że lemingi rzeczywiście popadły w skrajne otępienie, nie zdając sobie sprawy, co ich w przyszłości czeka. A czeka scenariusz mniej więcej taki, jaki obecnych emerytów na Ukrainie: http://wolna-polska.pl/wiadomosci/grabiez-ukrainy-juz-sie-zaczela-2014-03
-
Mijasz się z prawdą, pisząc o konfiskacie, gdyż pieniądze ze składek emerytalnych są owszem księgowane na indywidualnych kontach, lecz nie są one i nigdy nie były własnością wpłacających te składki. To nie lokata, lecz (obowiązkowe) ubezpieczenie przed "ryzykiem" długiego życia. :-)
Słuszną linię ma nasza władza. OFE w obecnej formie należy pożegnać, bo to są prywatne firmy, które nie wnosząc zupełnie nic pożytecznego, pobierają kilka procent prowizji od każdej pobranej składki, czyli po prostu pasożytują na systemie emerytalnym.
-
Kopergamin, powiedz mi proszę, że to poniżej pisałeś tonem żartobliwym i sarkastycznym?
Pieniądze na kontach OFE to (była) Twoja kasa, którą sobie akumulowałeś na spokojną starość, a którą fundusz, który mogłeś sobie sam wybrać, miał zadanie zarządzać, obracać i pomnażać. To, że to nie lokata i kwoty owe obostrzone były odpowiednimi klauzulami wypłaty, to oczywista oczywistość, chodzi o to, aby Kowalskiego nie kusiło wypłacić zbyt wcześnie kasy i przepić na przykład, pozostawiając na starość zupełne nic.
Tymczasem, rząd uprościł sprawę, i przyszli emeryci i rencisci już teraz mają nic, no po części - to co miałeś w państwowych obligacjach, zwyczajnie zniknęło, zostało oficjalnie umorzone. Być może, jak zostaniesz emerytem, coś tam dostaniesz, ale biorąc pod uwagę trendy demograficzne w RP i fakt, że ZUS żeruje na bieżących składkach na wypłaty dla emerytów, szansa taka, że emerytury nie starczy na przeżycie do 1-szego.
Odnośnie zaś procentu za zarządzania, to normalne, że instytucje takie coś pobierają - myślisz, że ZUS działa za darmo. Wg tego źródła, i małej analizy - utrzymanie ZUS to kwota wyższa niż wysłanie sondy na Marsa, polecam: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/901705,zus-drozszy-niz-marsjanska-sonda-roczne-utrzymanie-komputerow-kosztuje-800-mln-zlotych,id,t.html?cookie=1
-
Kasa, która była na moim koncie w OFE, jest teraz na moim koncie w ZUS, no i co w tym złego? Wybór pomiędzy różnymi OFE był i jest pozorny, bo wszystkie one są siebie warte. Pomimo szczytnych wolnorynkowych założeń, jakoś nie chcą ze sobą konkurować wysokością ździerskiej prowizji od każdej pobranej składki. I nie zmniejszają jej, póki nie zostaną do tego ustawowo przymuszone. Odnośnie bajecznej wizji spokojnej starości na plaży pod palmami, to mogę co miesiąc kupować jedną złotą monetę i akumulować ją w skarpecie, ale chyba chwilkę poczekam z tym pomysłem, aż złoto stanieje jeszcze bardziej, w każdym razie nie potrzebuję w tym celu OFE.
Mnie ten temat nie frapuje aż tak bardzo, by to teraz wyszukiwać, ale mignął mi kiedyś wiarygodny link, z którego wynikało, że koszty działalności ZUSu, uwzględniwszy zakres realizowanych zadań, wypadają bardzo korzystnie, w porównaniu do OFE, które nic pożytecznego obecnie nie robią, tylko kasują prowizję, pasożyty. Zainteresowani znajdą te dane, reszta zadowoli się populistycznymi memami o zusowskich pałacach z marmuru i porównaniami do sond na Marsie.
Systemy emerytalne sypią się (chyba?) wszędzie, bo wymyślane były w czasach, gdy średnia życia była sporo niższa niż dziś. Społeczeństwa się starzeją, emerytów jest coraz więcej, w stosunku do liczby pracujących, więc kołderka robi się coraz krótsza. Kogo to dziwi? Ja też chciałbym płacić małe składki, pracować krótko, a potem żyć długo z wysoką emeryturą, ale czy to się ziści, skoro reżym Tuska i ZUS mnie okradajo?
-
Złota jest WYSTARCZAJĄCO, aby przywrócić do do systemu finansowego, skąd pomysł że go nie wystarczy?
....
Tymczasem, nie można zyskiwać w obecnym systemie finansowym, jest to matematycznie niemożliwe. Kwestia taka, że tego nie wiesz, pisząc takie zdania jak poniżej, ba, większość Kowalskich tego nie wie.
Już napisałem skąd ten "pomysł" i to DWA razy :)
Jakie zdania? Konkrety proszę.
Żeby nie tłumaczyć wiele, jestem ciekaw jakie można osiągac rezultaty finansowe z takimi przekonaniami , że nie da się zyskiwac w obecnym systemie finansowym.
To, że 98% ludzi na nim straci nie musi być dowodem na zło systemu tylko na głupotę/ lenistwo/ naiwność ludzi i oddawanie odpowiedzialności za swoje finanse państwu/ strukturom zamiast wzięcia we własne ręce.
-
Słuszną linię ma nasza władza. OFE w obecnej formie należy pożegnać, bo to są prywatne firmy, które nie wnosząc zupełnie nic pożytecznego, pobierają kilka procent prowizji od każdej pobranej składki, czyli po prostu pasożytują na systemie emerytalnym.
Polska jest tu chyba ewenementem wobec świata zachodniego, gdzie normalnie zarządzający funduszem pobierają prowizje od wypracowanych profitów, a nikt by chyba nawet nie wpadł na pomysł że można by to robić od składek. Także mamy tutaj zwykły żer i komunizm, tam gdzie powienien być czysty brutalny kapitalizm, gdzie jak ktoś nie zarabia to jest "do widzenia". Ale żeby się włos nie jeżył na głowie wystarczy zrozumienie, że to może taka karma biednego ludu i tyle.
-
Gimnastyka umysłowa dla wszystkich , którym udało się dzisiaj obudzić :
umieściłem to w ,,islamie " i uważam iż jest to argument za tym ,, że złoto jest najlepszym pieniadzem " : ,,Pułkownik Kadafi miał jeszcze jeden zbrodniczy pomysł.
Chciał rozliczać się za ropę w złotych dinarach a nie za papierowy amerykański szajs. Takiej bezczelności nikt by nie wytrzymał.
-
Kopergamin,
no wlasnie tutaj zasadniczo roznimy w rozumieniu owej reformy systemu emerytalnego. Co sie stalo zatem z owymi pieniedzmi: panstwo wyemitowalo dlug w postaci obligacji. Obligacje kupily OFE za Twoje wypracowane, zaoszczedzone, emerytalne pieniadze. Normalnie, obligacje placa odsetki, ta kasa miala zasilac Twoje konto emerytalne. Tymczasem, po ich transferze do ZUS, panstwo przejelo swoj wlasny dlug, stajac sie jednoczesnie dluznikiem i wierzycielem. W rezultacie, obligacje zostaly UMORZONE. Znaczy ich nie ma, tak samo, jak nie ma pieniedzy, za ktore je kupiono. Kompletne zero, nicht, nothing. Czy to jest teraz jasne? Nie masz tej kasy w ZUS.
Oczywiscie, ludzie zyja w przekonaniu, ze maja w ZUS pieniadze. Nie maja - mieli ja w OFE, ktore realnie posiadalo Twoj pieniadz. Porownanie ZUS do OFE to kompletne nieporozumienie: ZUS jest permamentnym bankrutem juz od wielu lat - nie ma zadnych oszczednosci, zadnych inwestycji ze skladek, wszystko przejadane jest na biezaco, a reszte co roku doklada budzet panstwa. Znaczy, ze biorac pod uwage obecne wskazniki demograficzne panstwa, gdzie na jednego pracujacego bedzie przypadalo coraz wiecej emerytow, przyszlosc wyglada bardzo, ale to bardzo zle. Przy ciagle rosnacym deficycie budzetowym, jaki obecnie mamy, oznacza to bardzo prawdopodobny rozwoj scenariusza ukrainskiego, czyli glodowe emerytury w przyszlosci (bo nie bedzie wystarczajacych ilosci osob placacych skladki). No, chyba ze nasz ukochany narod nagle zapala miloscia i ludzie beda sie kochac, jak Pan Bog nakazal, bez gumki, w co jakos watpie ;)
Co do zlota, na spadek ponizej $1200, IMO, nie ma co liczyc, jako ze przecietne koszty wydobycia to ok. 1000$. Obecna cena to jest tanie zloto, raczej taniej nie bedzie, moze przejsciowo co najwyzej, jak spekulanci rusza z papierowym złotem. Takze, jak Cie stac na zakup uncji co miesiac, to zdecydowanie polecam.
Medzik,
odnosnie systemu emerytalnego, na zachodzie fundusze pobieraja oplaty, niezaleznie od wypracowanego zysku - i nie ma tutaj zadnych roznic w stosunku do OFE. Zer i komunizm to jest ZUS, w zadnym rozwinietym kraju na Zachodzie nie ma tak zacofanej instytucji emerytalnej.
Natomiast mowiac, ze w obecnym systemie finansowym nic nie mozna zyskac, nie mialem na mysli aktualnego, biezacego prosperowania, prowadzenia biznesu itd - bo to pewnie, jest mozliwe - lecz dlugoterminowy i znacznie szerszy aspekt funcjonowania systemu finansowego jako calosci, w ktorym gdzie pieniadz w gospodarce oparty jest o dlug: czyli, aby pieniadz byl, ktos go musi pozyczyc. Taki model jest nieuchronnie i matematycznie skazany na niepowodzenie i ciagla niestabilnosc. Po prostu, nie mozna ciagle i w nieskonczonosc pozyczac, w pewnym momencie dlug nalezy splacic albo zredukowac i wowczas zaczynaja sie problemy, za ktore zwykle placi Kowalski - bankructwa, inflacja, coraz wieksze obciazenia podatkowe (rzeczywiste obciazenie podatkowe Polaka to ponad 50%). Widzialem kiedys fajna statystyke, od czasu II wojny swiatowej bylo conajmniej kilkadziesiat bankructw rozmaitych krajow na swiecie.
Stad, jestem zwolennikiem zlota, bo w przeszlosci sprawdzalo sie doskonale jako stabilizator systemu finansowego i ucinalo manipulacje rzadow i bankow. Majac w reku pieniadz w postaci zlota masz okreslona, fizyczna wartosc, ktorej nie rusza ani inflacja, ani bankierzy, ani rzad.
-
Populistycznie to są fajne teorie, bo dośc proste , siadają na jakieś tam emocje i Kowalski ma poczucie że oto wie już wszystko. To że w przeszłosci się coś sprawdzało nie ma żadnego znaczenia bo wartość wymiany towarów zwiększyła się kilkaset krotnie albo kilkadziesiat tys razy w stosunku do tego co było kilkadziesiat i 100 lat temu. Więc głupotą byłoby tworzenie pieniądza opartego o milionowe częsci złota bo co się stanie gdy przybędzie wciąż przybywac dóbr i ludzi? Zmiana przelicznika ? Ludzie chca pracować, ułatwiać sobie życie wynalazkami i chcą ich mieć jak najwięcej. Taki jest trend. Z resztą kto komu broni tworzyc pieniądz oparty o złoto na wzór tego bitcoina czy paypala. To będzie się sprawdzac, dopoki mało ludzi będzie z tego korzystac. Nikt nie broni nikomu posługiwac się złotem. Kadafi nie musiał handlować złotem na comexie za dolary. Mógł sobie sprzedawać fizyczną ropę za fizyczne złoto. Wiara ze rząd powinien nakazac wszystkim (nawet tym którzy nie chcą) posługiwac się pieniadzem opartym o złoto to już własnie manipulacja. To tak na szybko na chłopski rozum, bo nie ma sensu pisac tu elaboratów i książek.
-
Podsumowując wątek emerytalny.
Mit, że giełda/nieruchomości/złoto/ropa/wpisz-swój-fetysz może tylko rosnąć, został już obalony. Pominąwszy totalnie bulwersujące ździerskie prowizje, o których chyba już wspominałem, to obecnie OFE za połowę zebranej kasy kupują obligacje, a drugą połowę pchają na giełdę. Łatwo sobie wyobrazić taką zwałkę na giełdzie, która pożre wielokrotność zysku na obligacjach, wskutek czego per saldo będziemy mocno do tyłu, niż gdyby całość obowiązkowej składki poszła po bożemu do ZUSu.
Jeśli ktoś chce grać swoją przyszłością na giełdzie czy w innym kasynie, to niech sobie gra, ale nie kasą z systemu emerytalnego !!!1
-
Zawsze możemy inwestować w swoją własną prosperującą świadomość - bez wględu na to co się dzieje na świecie - tylko to się opłaca robić tak naprawdę, żeby zapewnić sobie bezpieczeńswo materialne.
-
Kopergamin,
chciałem pokazać Ci stopy zwrotu mojego funduszu emerytalnego z lat kryzysu finansowego 2008-2009, nawet najbardziej agresywnie inwestujące jednostki emerytalne (90% akcje) traciły może max. około 12%, które odbiły tak czy siak w następnych latach, więc o jakich stratach mowa? Fundusze emerytalne inwestują ostrożnie, to nie kasyno czy hedzing.
Ale w sumie, nie ma co kontynuwać tego wątku, każdy ma (lub będzie miał) to, na co sobie zasłużył, niech historia nas osądzi ;)
Medzik,
populizm to bije z Twoich wątków, obawiam się - ja Ci cały czas powtarzam, że możliwe jest takie wycenienie złota, które pozwoli pokryć obroty dowolnej ilości i wartości. I to wcale nie taki kosmos - wycena taka została zrobiona przez znanego i cenionego eksperta finansowego, który na zlecenie... Pentagonu wykonywał symulacje wojen walutowych, i jest dostępna do Internecie lub książce którą ów jegomość wydał. Wszystko w j.ang, oczywiście.
Jednakże, nie ma sensu kontynować tego wątku i również, jak powyżej, niech nas osądzi historia, jak i... inwestycyjny portfel ;)
Mirea,
imho, inwestowanie w swoją prosperującą świadomość, bez orientacji w tym, co się dzieje na świecie, to chybiona inwestycja. W pewnym momencie trzeba zacząć te rzeczy łączyć w jedną całość, inaczej się nie da.
-
No własnie z tego załozenia wychodzę , że portfel to lepszy weryfikator i dzięki temu daje sobie na luz... :)
Ekspertem finansowym jest się na tyle na ile to pokazuje konto bankowe tylko że w danym momencie, a nie w jakiejś przyszłości ;)
Zobacz sobie np. co mówił taki Rybiński który jest u nas mega expertem o euroarmageddonie , nie wiem jak to się zakonczyło z tym jego funduszem o to opartym, bo przestałem śledzić, ale marnie to wyglądało.
Możesz też zobaczyć pewność siebie innego wybitnego eksperta ekonomicznego i byłego doradce prezydenta USA:
https://www.youtube.com/watch?v=DpHZ-c3kw98
Tutaj akurat to potwierdzi twoją modłe, ale chodzi mi tylko o ukazanie że ekonomia to nauka humanistyczna a teorie można w jej obrębie mieć jakie się komu podoba.
-
Dzieki za info nt książki. jak będe miał czas na literaturę to będzie jedna z pierwszych w kolejce, ale traktuję to właśnie w kategoriach literatury.
-
Daniel,
nie napisałam "bez orientacji" tylko "bez względu" na to co się dzieje.
Inwestując w prosperującą świadomość pracując ze swoją podświadomością można przecież równocześnie być świadomym ("orientować się")co do rzeczywistości.
Myślę ,że jak już przekonamy swoją podświadomość, że zawsze i wszędzie jesteśmy bezpieczni finansowo (czy w każdej innej sferze) bez względu na to co jest dookoła, to już ona sama "zacznie łączyć te rzeczy w jedną całość" i poprowadzi nas bezbłędnie najlepszą drogą i do najlepszych w danym czasie i miejscu wyborów.
-
Medżik,
to co pokazuje konto bankowe nie ma nic wspólnego z inwestowaniem. Inwestowanie to patrzenie w przyszłość, rozwój, wzrost, odkładanie bieżącej konsumpcji aby osiągać lepsze wyniki w przyszłości.
Ekonomia w pełni humanistyczną nauką również nie jest, bo w jej obrębie funkcjonują zupełnie sprawne, deterministyczne i dające powtarzalne rezultaty modele matematyczne.
No ale nie chce mi się tego dłużej ciągnąć, dzięki za dyskusję, potwierdziła mi pewne rzeczy ;)
Mirea,
"bez względu" czy "bez orientacji" - jakie to ma znaczenie. Nie można sobie funkcjonować "bez względu", w oderwaniu od rzeczywistości wokoło. Co prawda, możesz sobie robić coś we wnętrzu, ale to musi się łączyć z tym co na zewnątrz, zawsze. I w drugą stronę również - to co na zewnątrz będzie zawsze wpływało na to, co wewnęrzne. To jest system połączony, moja droga, inaczej się funcjonować nie da...
-
Ciekawa lista 12 rzeczy skladajacych sie na bogactwo wg Napoleona Hilla:
1. A positive mental attitude. (Observe that it heads the list.)
2. Sound physical health
3. Harmony in human relations
4. Freedom from fear
5. The hope of future achievement
6. The capacity for applied faith
7. Willingness to share ones blessings with others
8. To be engaged in the labour of love
9. An open mind on all subjects toward all people
10. Complete self discipline
11. Wisdom with which to understand people
12. Financial security.
Najciekawsze - pieniadze na koncu listy
-
ostatnio pewna amerykańska spółka rozwija system płatności oparty o technologię Bitcoin i wspartą o fizyczne złoto. Da się? Pewnie.
ciekawostka w temacie wątku i wcześniejszej dyskusji
http://media.gotraffic.net/images/iC3r9.df70ls/v49/-1x-1.jpg
-
Zamiast wrzucać wykres za ostatnie 12 miesięcy, wrzuć za 5 lat, to pogadamy ;)
-
Jak zwykle bardzo ciekawy filmik z Warrenem Buffetem:
https://www.youtube.com/watch?v=durXZiAFkmw
Zainteresowal mnie szczegolnie moment, w ktorym Buffet mowi o tym, jaki styl zycia wiedzie i jak to wyglada od czasu kiedy zostal bardzo bogatym czlowiekiem.
Stwierdza, ze mieszka nadal w tym samym domu, ktory kupil zarabiajac 10.000USD rocznie, jezdzi tymi samymi autami, je to samo jedzenie w restauracjach.
Podkresla, ze zasadnicza roznica polega na bardziej komfortowym podrozowaniu na dalsze odleglosci – z tego co wiem lata prywatnymi samolotami.
Interesujace, bo faktycznie wyglada na to, ze styl zycia zasadniczo az tak bardzo sie nie zmienia wraz ze wzrostem finansowego bogactwa, co w sumie jest dosc zgodne z moimi wlasnymi obserwacjami.
-
Interesujace, bo faktycznie wyglada na to, ze styl zycia zasadniczo az tak bardzo sie nie zmienia wraz ze wzrostem finansowego bogactwa, co w sumie jest dosc zgodne z moimi wlasnymi obserwacjami.
To przecież jeden przypadek. Większość ludzi zmienia domy i inne rzeczy, wydaje mi się, ze on ma chyba jakaś ambicje pokazać, że jest taki niby wstrzemięźliwy po katolickiemu, czy cos w ten desen
Może też być skąpy i każdego centa laduje w swoj holding, bo wie, że to pozniej będzie 3 lub 5 centow. Wiadomo przeciez ze firma to jego obsesja.
Dla mnie to malo inspirujacy przypadek z mega bogaczy, przyklad ze jarają go tylko cyfry , zarabianie dla samych numerkow, jak gra komputerowa i konkurencja z innymi. A sam jak by nie mial czelnosci się w tym plawic, bo w to że jest nieprzywiazany niczym Budda, to na pewno nie uwierzę...
-
Jakby nie patrzeć to dobra materialne jak domy, samochody czy nawet ciuchy służą do budowania prestiżu i statusu społecznego a ich funkcjonalność jest drugorzędna.Nie ma skokowej roznicy w uzytkowaniu.
Ja gościa rozumiem.Żyje swoją pasją to najwazniejsze .Do takiego życia jeszcze przyjaźnie , fajny zwiazek i zdrowie i cuż wiecej potrzeba.
-
Bogactwo materialne to w dzisiejszym swiecie (także w rozwojowych srodowiskach) wyznacznik tego , ze jest sie KIMŚ , ze osiagnelo sie sukces zyciowy.Cale zycie kreci sie dookola zarabiania, pomnazania i zabezpieczania pieniedzy.Na zarabianiu pieniedzy czlowiek spedza wiekszosc swojego zycia.Ja wewnetrznie sie na to mie godze.Nieda sie tego uniknac a najwieksze wyzwanie to nauczyc sie budowac swoja samoocene i wartosc nie polegajac na zewnetrznych sukcesach i wbrew presji spoleczenstwa , ktore wartosciuje w tych kategoriach.
Dla mnie bogactwo to umiejetnosc zaspokojenia swoich potrzeb materialnych .Bogactwo to miec czas i srodki aby realizowac wlasne pasje, odpoczywac i nigdzie sie nie spieszyc.Tych prawdziwych potrzeb-czyli do momentu gdzie zaczyna sie budowanie ego i wizerunku a pozniej wladzy , ktora jeszcze bardziej karmi ego.
Zlosci mnie postawa budowania wlasnej wartosci na swoim materialnym statusie.Szczegolnie u "rozwojowcow".Nie widza u siebie tych mechanizmow.Zlosci mnie bo sam jeszcze opieram swoja samoocene na tym choc widze tego bezsens w szerszym kontekscie.
Pewnie teraz zostane sklasyfikowany jako asceta:)
-
Mnie nie interesuje, komu w jaki sposób służy bogactwo materialne. Z mojego punktu widzenia ono służy mnie. A po co?
Żeby mi się żyło milej, łatwiej, zdrowiej i przyjemniej.
Uwielbiam, jak mi ludzie (w ich mniemaniu rozwijający sie duchowo) zadają mi pytanie: "po co ci to? przecież do grobu tego nie zabierzesz?"
Co jest nie tak w tym pytaniu?
A to, że jeszcze się nie wybieram na tamten świat i pewnie jeszcze latami będę korzystał z bogactwa materialnego, jakie mam i jakie w ogóle istnieje w świecie. Bo dostatek materialny jest po to,żeby z niego korzystać TU I TERAZ, a nie kiedyś tam, po śmierci. Zastanawia mnie, dlaczego tak wielu ludzi nie rozumie, że o to chodzi. To chyba kwestia przywiązania do "krwawicy", jaka jest potrzebna, by mieć.
Im bardziej żal tej pracy, tego wysiłku. który (jakim się wydaje), że trzeba włożyć, by mieć. Na myśl o tak straszliwym wysiłku, tak ciezkiej pracy, odechciewa im się mieć. A jak jeszcze pomyślą, że po śmierci ktoś to weźmie, to zal grdykę ściska i woleliby nic nie mieć.
Ilu z tych ludzi uważa, że mają przerobioną prosperującą świadomość? :)
AL TO TYLKO ICH BŁĘDNE WYOBRAŻENIA, a nie rzeczywistość.
-
Bogactwo i cala chęć posiadania jest wynikiem karmy. Uwalniając się od karmy uwalniamy się od chęci nadmiernego bogactwa. Nieltórzy nigdy nie pozwolą sobie na zrezygnowanie z bogactwa i opływania w luksusy, bo przecież im daje to swiat.
-
No tak
Kluczem jest tu umiejetnosc zarabiania w przyjemny i rozwijajacy sposob .Zarabianie cale zycie zaharowujac sie zeby zaszpanowac i zwiekszac komfort uzytkowania przedmiotow z mojego punktu widzenia nie ma sensu.
-
Jakby nie patrzeć to dobra materialne jak domy, samochody czy nawet ciuchy służą do budowania prestiżu i statusu społecznego a ich funkcjonalność jest drugorzędna.Nie ma skokowej roznicy w uzytkowaniu.
Ja gościa rozumiem.Żyje swoją pasją to najwazniejsze .Do takiego życia jeszcze przyjaźnie , fajny zwiazek i zdrowie i cuż wiecej potrzeba.
Być może tak, że troche źle go oceniam, jednak choćby ze względu na to, że człowiek czasem lubi zmiany to troche dziwne że ma ten sam dom... z resztą , pytanie czy on ma na prawde jeden dom i żadnych innych, wakacyjnych? Czy po prostu główny, bo ma blisko do pracy. Generalnie jednak coś mi nie gra z tym życiem na tym samym poziomie u niego i jednoczesnym parciem na zysk. Pieniądze są po coś, a nie dla samych pieniędzy, to chyba oczywiste, może chce być podziwiany i buduje wartość na majatku, mimo że nie kupuje rzeczy.
Co do dóbr, generalnie dużo ludzi ma takie "konsumpcyjne" tendencje i budowanie na tym wartości / porównywania osiągnięć, ale nie wrzucałbym wszystkich do tego samego wora.
Nowe samochody są bardziej ekologiczne, wygodniejsze, bardziej bezpieczne, cichsze, bardziej komfortowe. Niektórzy wolą mieć spokoj i kupić nowy samochod, który ma gwarancje itd. niż z niesprawdzoną historią.
Ciuchy to też zmysł estetyczny, zabawa wizerunkiem, też może być pasja. Produkty materialne wszelkie typu generalnie się zużywają i to też jest powód do kupowania nowych.
-
Witajcie,
czy jeśli człowiek pragnie być bogaty (cokolwiek to nie oznacza), ale na przykład nie widzi siebie w żadnej dziedzinie, która owe bogactwo bądź mogłaby przynieść bądź ma ogromna niechęć do osiągnięcia tego bogactwa kosztem robienia czegoś, co nie wiąże się bezpośrednio z tym, co dla niego owo bogactwo oznacza, czy mamy do czynienia z obciążeniem karmicznym?
Na przykład: dana osoba pragnie zbierać znaczki. Ale one kosztują, a nie jest to osoba posiadająca jakieś szczególne wykształcenie, aby móc takie pieniądze zarobić a wiadomo, że filatelistyka to dość wąskie grono ludzi i nie każdy chce bądź może pozwolić sobie na zarabianie na tym (podejrzewam, że w takich środowiskach jest sporo obciążeń typu uczeń-mistrz, bo te podziały na adeptów i wtajemniczonych kojarzą mi się z magią i ogólnie jakimiś nieczystymi praktykami, gdzie rywalizacja i dostąpienie poziomu, obecności mistrza miało na celu zdyskwalifikowanie innych kandydatów).
-
Leszek
zadają mi pytanie: "po co ci to? przecież do grobu tego nie zabierzesz?"
Co jest nie tak w tym pytaniu?
gdyby pominąć to drugie pytanie wtedy to pierwsze dotyczy celów, a gdyby pominąć słowo "ci" w tym pierwszym pytaniu to wyłoniłyby się (z tego zbioru celów), cele i motywacje bardziej uniwersalne, społeczne, a może nawet duchowe, w to wplecione : )
http://czlowiek.info/zrozumiec-egocentryzm-myslenia/
"Myślenie egocentryczne (lub egocentryzm myślenia) to nic innego jak postrzeganie świata z perspektywy własnej osoby. W psychologii poznawczej termin ten często zestawiany jest z poziomem empatii, tj. im mniejsza empatia, tym większa skłonność do myślenia egocentrycznego. Zależność taka zapewne istnieje, tym niemniej z punktu widzenia myślenia krytycznego każdy z nas, bez względu na poziom empatii, myśli egocentrycznie."
-
Gandalf Wesoły
czy mamy do czynienia z obciążeniem karmicznym?
przyczyny niechęci mogą być różne,
__________
ogólna refleksja:
karmiczne blokady czyli takie przenoszone z przeszłych wcieleń można zobaczyć np. z układu planet (mówią że jyotish czyli astrologia to "oczy" Wiedzy) np. jak ktoś ma ketu w drugim domu to afirmowanie sobie bogactwa mało wtedy pomoże, oczywiście są wyjątki:
"Wealth—Ketu is destroyer of materialistic matter so ketu In 2nd house Genraly not consider good. But is ketu is well placed means in scorpion,Pisces, Sagittarious then it may be giving good results.
Ketu In 2nd house native may be suffering from frauds,Fishing,legalproblem,financial losses,loss from thiefs,loss from Fire. Native may suffering from debit.
If ketu is well placed then evil effect may reduces. And native may earns through hospital,religious work,sea bussiness,occult works, mysterious jobs.
http://astropankajseth.co.in/2015/05/ketu-in-second-house/
tutaj inne przykłady:
http://www.astromagia.pl/component/content/article?id=8467
-
Kompletnie nie znam się na astrologii, ale coś musi być, bo ja ciągle mam jakby pod górkę z tymi sprawami, a najchętniej chciałbym nic nie robic w sensie pracy a po prostu żyć ze zgromadzonych środków :).
Ktoś wykonuje tutaj może takie badania astrologiczne?
-
przy okazji:
wielu guru rozwoju osobistego uczących jak osiągać bogactwo twierdzi że kluczową (i wystarczającą) jest zmiana nastawienia do bogactwa, pieniędzy etc. jednak wiele przykładów ludzi pokazuje że tu i teraz (często w całym wcieleniu) nie ma takiej zależności* - rozwijanie takiego nastawienia z pewnością wpływa korzystnie, ale niczego nie gwarantuje, np. u astrologów wyczytałem że wyczytują oni to czy ktoś będzie bogaty z (podstawowej) karty urodzeniowej, a stosunek do bogactwa z navamsy, więc możliwości jest kilka
*są ludzie którzy mają kasę i o to nie dbają , mają do tego obojętny stosunek, a żyją w dostatku i pieniądze do nich łatwo przychodzą, ( przy tym są wśród nich i tacy którzy mają dużo a mało z tego korzystają) a mamy też ludzi którzy rozwijają miłość do pieniędzy, wręcz żyją tym, afirmują i kodują to sobie na różne sposoby... a efekty tego tu i teraz są niewspółmierne do rozmiarów zaangażowania ; )
ciekawy przykład (nie wiem na ile prawdziwy):
http://f.kafeteria.pl/temat/f1/moi-rodzice-sa-bardzo-bogacia-zyja-jak-biedacy-p_4826277
-
Ale ktoś Wa nawciskał na temat bidy Boga. Tymczasem Bóg jest tak cholernie bogaty, że nie potraficie sobie wyobrazić Jego bogactwa. Świetnie za to wyobrażacie sobie Jego nędzę :(
Ręce opadają.
Na Wasze szczęście Bóg jest litościwy i ma dla Was nieskończenie wiele czasu,żebyście zrpzumieli, co On ma dla Was i z czego możecie korzystać :)
Nie gdzieś "tam" w "niebie", czy w "domu Ojca", ale TU i TERAZ, gdzie jesteście.
No, ale... nerwica, widać jest silniejsza.
Jest taki wspaniały temat do medytacji i nawet kontemplacji:
Jeśli nie tu, to gdzie? Jeśli nie teraz, to kiedy?
I kolejny temat do medytacji:
JAKOŚĆ NASZEGO ŻYCIA ZALEŻY OD NASZEJ WYOBRAŹNI!
Może coś ruszy :)
-
BÓG JEST BOGATY. CHCE SIĘ Z TOBĄ DZIELIĆ CAŁYM SWOIM BOGACTWEM.
CO MOŻESZ MU DAĆ W ZAMIAN, ŻEBY WYRÓWNAŁA SIĘ ENERGIA DAWANIA I BRANIA?
Ne kombinuj na logikę, bo zabrniesz w ślepy zaułek :)
-
Cuz mozna mu dać? Tylko wdziecznosc .
-
No co Leszek ? Czego niby Bóg moze potrzebowac ? Wole mozna poddac swoja i chyba tyle.
-
Wdzięczność to już coś :)
Ale to nie wszystko.
Prosiłem, by nie kombinować. A co ztej mojej prosby wynika?
Żeby pomedytować. :)
Może to będzie dobry trop?
"Cokolwiek uczyniliscie tamu najmniejszemu (najsłabszemu), mnie uczyniliście".
-
Generalnie bylbym ostrozny z ocenianem Buffeta bez glebszego wgladu w to, co robi, bo to bardzo interesujaca osobowosc, tak ogolnie. Sporo ciekawych rzeczy mozna sie od niego na uczyc, przy tej okazji – nawet ogladajac filmik, ktory wrzucilem. Facet zyje swoja pasja, pierwszymi akcjami handlowal juz w wieku 11 lat, i niewatpliwie ma do tego talent, hehe.
Co do podejscia do dobr materialnych, to oczywiscie jak zarabia sie 2 tysia na miesiac i przeskakuje na 4k, to jest roznica w tym na co sobie mozna pozwolic. To samo, jak skaczesz z 4 na 8 tysia. Ale po prostu, powyzej pewnego poziomu, w zasadzie tak duzo az sie nie zmienia – i w tym rzecz. Wezcie pod uwage, ten wyklad adresowany byl do ludzi w USA, takich dobrze wyksztalconych, z ktorych wiekszosc bedzie bez klopotu zarabiac $80-100k rocznie, a pewnie jakies 20% w przyszlosci powyzej $100k. Sek w tym, ze roznica zatem w stylu zycia miedzy byciem kims z takiej sredniej klasy, zarabiajacym USD $100k rocznie a miliarderem typu Buffet jest w sumie bardzo niewielka. I o to tutaj chodzi.
Oczywiscie, Ontoja ma racje, piszac ze czesc bogatych to demonstracja statusu i prestizu. Z drugiej strony, powiedzialbym ze to tylko jakis procent – niekoniecznie kazdy z takimi rzeczami sie obnosi, zwlaszcza ze dobra kiedys uznawane za luksusowe dzisiaj sa dostepne kazdemu, kogo zaliczyc mozna do klasy sredniej. No i latwo tez o kredyty – ja z tego powodu jestem ostrozny w ocenie statusu posiadania, hehe. Swoja droga, jakich to „rozwojowcow”, Ontoja, spotkales, ktorzy tak buduja swoj „status”? Osobiscie mnie takie podejscie raczej bawi i smieszy, niz zlosci, taka raczej dziecinada. Moze dlatego, ze mieszkajac na Zachodzie, takiego czegos prawie w ogole nie spotykam?...
Frisky
Jak sie takie astronomiczne rzeczy sprawdza? Malo sie tym interesowalem, a w sumie moglbym sie temu przyjrzec.
Leszek,
„CO MOŻESZ MU DAĆ W ZAMIAN, ŻEBY WYRÓWNAŁA SIĘ ENERGIA DAWANIA I BRANIA?”
Klasyfikuje takie pytania jako bledne myslenie i obciazenie samo w sobie.
-
To na zachodzie nie ma tzw snobów ? :]
Nie trzeba chyba nikogo oświecać kim jest Buffet ;)
U jednych chyba nie ma roznicy w sposobie życia bo i z miliardem i ze 100 tys i z niczym można być pracoholikiem i stac w korku jak ktoś chce (abstrahując od tego przypadku) u innych może być to roznica kolosalna, nie tyle w użytkowaniu dobr co właśnie w stylu życia.
-
BÓG JEST BOGATY. CHCE SIĘ Z TOBĄ DZIELIĆ CAŁYM SWOIM BOGACTWEM.
dżony
Nie musisz mu absolutnie nic dawać, On zrobi dla ciebie wszystko za darmo. Podczas medytacji nad tematem dobroci i ofiarności Boga powinny ci wychodzić wzorce chęci doświadczania życia. Po jakimś czasie powinieneś załapać, że chciałeś tego wszystkiego doświadczyć, a Bóg stwarzając cię z wolną wolą, umożliwił ci to.
-
To chyba taka przenośnia z tym dawaniem czegoś Bogu, sądze , że Leszek dobrze wie , że Bog nic od ludzi nie potrzebuje.
Ale.. żeby coś dostać trzeba coś zrobić dla tej częsci siebie.. dopuscić ją do głosu i zrezygnować z woli, ktora nieharmonizuje z tą częścią siebie, ktorą nazywamy Bogiem. Łatwo mowic, trudniej faktycznie zacząc tak funkcjonowac i zrezygnowac z tego na czym się opierało.
-
To mi sie podoba i odnosi sie do tego o czym piszecie
https://www.youtube.com/watch?v=DBnOBBqowGs
-
Ale.. żeby coś dostać trzeba coś zrobić dla tej częsci siebie.. dopuscić ją do głosu i zrezygnować z woli, ktora nieharmonizuje z tą częścią siebie, ktorą nazywamy Bogiem. Łatwo mowic, trudniej faktycznie zacząc tak funkcjonowac i zrezygnowac z tego na czym się opierało.
Musisz się pomodlić. Modląc się, godzisz się w pewien sposób na utratę jakiejś części emocji i sytuacji, które Cię pociągały i jednocześnie sprawiały ból.
Problem w tym, że dopóki coś będzie sprawiał ci więcej frajdy niż cierpienia, prawdopodobnie nie zrezygnujesz z tego i nie pomodlisz się. mogą też być inne przyczyny zamknięcia na modlitwe, ale ty masz chyba ugruntowaną mozliwość wyboru.
-
Dzięki healingintelect wezme z tego coś dla siebie.
Musze zająć się satysfakcją z różnych niekorzystnych rzeczy.
Danny dzięki za wrzutkę, dodalem do listy do obejrzenia
-
A możecie mnie łoświecić, po co komu "satysfakcja z różnych niekorzystnych rzeczy"?
-
to jak z 500+ ;) Jedni wolą wydać na rozwó i edukację dzieci, inni na na chwilowe wakacje i wódkę :)
-
A możecie mnie łoświecić, po co komu "satysfakcja z różnych niekorzystnych rzeczy"?
Niska samoocena. Jesteś ochłapem więc na ciasteczko stać cię tylko polizać przez szybkę.
Zawsze potem można pobić się w pierś i pokrzyczeć "nie jestem godzien!".
Na koniec życia być może przyjdzie refleksja, że można było jednak inaczej
-
Daniel
można to zrobić samemu wrzucając swoje dane w jakiś jeden z wielu dostępnych w sieci kalkulatorów (jyotish calculator , najlepiej z kilku bo czasem są różnice), albo ściągnąć darmowy program obliczający na kompa i potem poczytać w innych miejscach co to oznacza, albo skorzystać z odczytu astrologa wedyjskiego (tutaj najczęściej płatnie, ale natknąłem się też na co łaska)
- jest też trochę stron z fajnymi remediami, z tych które do mnie przemawiają to te od Sanjay Ratha i spółki, oni mają fajne do teo podejście i mantry, które można sobie dostosowywać do umiejscowienia planety w określonym domu, etc. : )
-
David Icke - jak w realy funkcjonuje system bankowy w świecie.
Mam nadzieję, że można jakoś znaleźć tłumaczenie.
https://www.youtube.com/watch?v=bt_z50huFSw (https://www.youtube.com/watch?v=bt_z50huFSw)
-
BÓG JEST BOGATY. CHCE SIĘ Z TOBĄ DZIELIĆ CAŁYM SWOIM BOGACTWEM.
CO MOŻESZ MU DAĆ W ZAMIAN, ŻEBY WYRÓWNAŁA SIĘ ENERGIA DAWANIA I BRANIA?
Ne kombinuj na logikę, bo zabrniesz w ślepy zaułek :)
Bóg dzieli się z nami swoim bogactwem, a co do kwestii bogactwa i wyrównywania energii to można się temu przyjrzeć na przykładzie Słońca, które jest m. in. ucieleśnieniem urzeczywistnienia bogactwa Boga - robi to w sposób stały i na potężną skalę, jakby nie sposób w okolicy znaleźć kogoś kto w jakimś ułamku dawałby tyle co ono całej planecie i wszystkim tutejszym stworzeniom, w sposób niezmienny, długofalowy i wolny od przywiązań,
więc wszyscy z tego korzystamy i żyjemy dzięki temu spektakularnemu przejawowi niewyczerpanego bogactwa Boga, tudzież rozwijamy się na wszystkich poziomach,
a co możemy Słońcu dać w zamian? czy ono czegoś od nas oczekuje i potrzebuje? :))
-
Czy zauważyliście może korelację między osobami prącymi do posiadania, do uzyskania pozycji społecznej a braniem na siebie obciążeń duchowych typu symbionty?
-
A Ty ?
-
A możecie mnie łoświecić, po co komu "satysfakcja z różnych niekorzystnych rzeczy"?
To do uwolnienia. Przecież to ta emocja trzyma ludzi np w różnorakim krzywdzeniu innych , roli kata itd
i mało komu przychodzi do głowy że uwolnienie jej może dać spory krok naprzód
Satysfakcja jako namiastka spełnienia odciąga od niego , umysł je upatruje w tym gdzie ono nie leży , zazwyczaj w dominacji nad innymi
-
Bogactwo kojarzy mi się obecnie z potencjałem, umiejętnościami, zainteresowaniami, tym co się wnosi w świat jako człowiek.
Zastanawiam się dlaczego nie kojarzy mi się z posiadaniem w materii. Materia jako środek w realizacji jakiś potrzeb i celów to tak, ale czy to bogactwo coś oznacza?
Bogactwo materialne może być emanacją światła i dobra, może być jednak też emanacją ciemności i zła. Może nie mieć związku z rozwojem duchowym, może od niego oddalać, może służyć rozwojowi. Bogactwo może być emanacją boskości, może być emanacją odejścia od Boga.
-
Bogactwo materialne może być emanacją światła i dobra, może być jednak też emanacją ciemności i zła. Może nie mieć związku z rozwojem duchowym, może od niego oddalać, może służyć rozwojowi. Bogactwo może być emanacją boskości, może być emanacją odejścia od Boga.
Masz chyba na myśli nie bogactwo a chciwość ?
-
A Ty ?
Ja właśnie zauważam takie coś, stąd mam trudności w funkcjonowaniu pośród ludzi ponieważ wchodząc w dane środowisko zawsze stykam się z jakimiś ukrytymi programami rywalizacji, zależności, kojarzy mi się to z magią czy czymś takim, takimi próbami udowodnienia kto jest lepszy, bardziej wartościowy itp. A przy tym odpycha mnie atmosfera w takich miejscach, sposób, w jaki ludzie tam traktują tam siebie nawzajem: zamiast poczucia miłości, spokoju, szczęścia ze spełnienia odczuwam rywalizację, chęć konkurencji i pozbycia się rywala.
-
Symbioty, nie symbionty, wydaje mi się, że takie rzeczy mogą po czlowieku spływac gdy ma poczucie bezpieczenstwa , w tym finansowego i duchowego , w wysokim stopniu. Takie moje zdanie. Taki człowiek / symbiont jedzie na lęku, czy braku asertywności, byc może pogłębia te cechy w jego obecnosci, ale na pewno ich nie tworzy.
-
Symbioty, nie symbionty, wydaje mi się, że takie rzeczy mogą po czlowieku spływac gdy ma poczucie bezpieczenstwa , w tym finansowego i duchowego , w wysokim stopniu. Takie moje zdanie. Taki człowiek / symbiont jedzie na lęku, czy braku asertywności, byc może pogłębia te cechy w jego obecnosci, ale na pewno ich nie tworzy.
Jeśli ktoś ma na tyle oczyszczoną karmę, to pewnie tak, ale w większości przypadków jest na odwrót. Lęk przed byciem pogryzionym przez symbionty kojarzy mi się z tym, że nasza podświadomość chce uciekać od miejsc obciążonych. Ale brak obrony przed tymi energiami świadczy o tym, że coś jest nie tak z nami samymi. No mnie np. jakakolwiek rywalizacja odpycha automatycznie, nie cierpię rywalizować, udowadniać, przepychać się, walczyć o pozycję itp.
Poza tym, jak się popatrzy na osoby, które mają prosperity, to w wielu wypadkach są to osoby właśnie mocno obciążone (te uciekające od prosperity też zresztą) więc wychodzi tak 50/50 minus te, które mają przepracowane takie wzorce chyba ale to może jakiś ułamek procenta ludzkości patrząc w skali globalnej.
-
Poza tym, jak się popatrzy na osoby, które mają prosperity, to w wielu wypadkach są to osoby właśnie mocno obciążone
Co rozumiesz przez "mają prosperity" ? Bo ja zdolność do zarabiania NA LUZIE, z łatwością i bez wysiłku dużych pieniędzy , a nie np zarobionego kolesia który idzie po trupach do celu.
Ludzie konkurujący, rywalizujący (tam gdzie nie jest się na to umówionym i gdy wynika z lęku) są przede wszystkim słabi, gdy się ma tego świadomość to takie rzerczy nie ruszają. Oczywiście łatwo powiedzieć bo w takim środowisku gdzie spędza się 8h czas z takim czlowiekiem, albo ludźmi jest to bardzo uwypuklone i zachacza nawet o drobne podobienstwa u siebie. No ale jak zachacza to cos w tym jest i trzeba przyjrzec sie tez sobie. Ci ludzie moga tak samo postrzegać też ciebie i dlatego się tak zachowywać.
-
Kiedyś wyjaśniło mi się dużo po przeczytaniu tego tekstu
http://jeszua.blogspot.com/2011/06/praca-pieniadze-i-kreatywnosc.html
Jesteście przyzwyczajeni by zmagać się i walczyć o rzeczy, jakich pragniecie. Zwłaszcza w obszarze związanym z pracą istnieje dużo rywalizacji i walki ego. Często musicie działać jak ktoś, kim nie jesteście, aby zdobyć uznanie i rację bytu. To sprzeciwia się tęsknocie waszego serca. Serce tęskni za dużo bardziej naturalnym rodzajem osobowości. Energia serca nie wywiera presji i jest bardzo życzliwa i łagodna z natury.
Stare energie były tak bardzo aktywne w obrębie tego pola, że możecie mieć wiele trudności w znalezieniu zrównoważonego nastawienia wobec kwestii pracy i pieniędzy. W waszym miejscu pracy, w organizacji czy przedsiębiorstwie, w którym pracujecie, czy też wśród ludzi którzy są waszymi współpracownikami, wchodzicie w relacje ze społeczeństwem. Wiele razy zastanawiacie się: jak poradzę sobie z energiami, które nie są mi bliskie, a jednak otaczają mnie codziennie? Podczas tego spotkania starego i nowego chcielibyście wiedzieć, jak radzić sobie z tym tarciem.
-
Masz chyba na myśli nie bogactwo a chciwość ?
Bogactwo materialne można realizować poprzez chciwość, konkurowanie, wyrachowanie, manipulacje, również duchowe z poziomu ego. Obecnie tego jest więcej w świecie.
Bogactwo materialne można też realizować jako emanację dostatku, miłości, szacunku, pozytywnego nastawienia, samorealizacji, współpracy, dobra, empatii, wzajemności w boskości.
-
Kiedyś wyjaśniło mi się dużo po przeczytaniu tego tekstu
http://jeszua.blogspot.com/2011/06/praca-pieniadze-i-kreatywnosc.html
No to jest karma właśnie. Są osoby, które rodzą się w sprzyjających warunkach bądź dość szybko pozbywają się blokad. Ja nie dotarłem jeszcze do tej energii serca, choć ją wyczuwam. Dominuje u mnie strach i lęk oraz ogromna niechęć do wchodzenia pomiędzy ludzi bo kojarzy mi się z dużymi obciążeniami.
Bądźcie przekonani, że te tęsknoty wskazują kierunek ku temu, co wasza dusza zaplanowała zrobić w tym życiu. Będziecie wspierani przez wszechświat, aby to się spełniło.
Właśnie to jest granica, której póki co nie mogę przeskoczyć. Mam tęsknoty ale wszechświat póki co nie pokazuje mi tego spełnienia, nie podsyła okoliczności, zdarzeń.
-
No to jest karma właśnie. Są osoby, które rodzą się w sprzyjających warunkach bądź dość szybko pozbywają się blokad. Ja nie dotarłem jeszcze do tej energii serca, choć ją wyczuwam. Dominuje u mnie strach i lęk oraz ogromna niechęć do wchodzenia pomiędzy ludzi bo kojarzy mi się z dużymi obciążeniami.
Właśnie to jest granica, której póki co nie mogę przeskoczyć. Mam tęsknoty ale wszechświat póki co nie pokazuje mi tego spełnienia, nie podsyła okoliczności, zdarzeń.
To zacznij pozbywać się tego lęku. Samo raczej się nie zmieni, jeśli do tej pory się nie zmieniło. Możesz zacząc od EFT na to co czujesz w pracy i skanować się na lęki z tym związane. Korzystanie w tym samym czasie z regresingu i afirmacji daje łatwiejsze wykorzenienie.
-
To zacznij pozbywać się tego lęku. Samo raczej się nie zmieni, jeśli do tej pory się nie zmieniło. Możesz zacząc od EFT na to co czujesz w pracy i skanować się na lęki z tym związane. Korzystanie w tym samym czasie z regresingu i afirmacji daje łatwiejsze wykorzenienie.
Nie jest to takie proste, ponieważ na mnie nie działają afirmacje czy EFT czy regresing. Próbuję od wielu lat i nic. Blokada jest silna, podświadomość nie chce babrać się w tym, więc coś tu jest.
-
Nic nie czujesz ? Odcięcie?
-
Nic nie czujesz ? Odcięcie?
Nie wiem, czy odcięcie ale od bardzo dawna moja podświadomość mówi mi, że to ktoś z zewnątrz ma pomóc, czyli wnioskuję, że może chodzić tutaj o jakąś karmę rodzinną, klątwę czy ogólnie o coś, co kojarzy się z nałożeniem na mnie czegoś, co mnie trzyma w jednym miejscu. Brak wiary, że samemu mogę to zdjąć z siebie.
-
EFT działa o ile się wie co się czuje , to najtrudniejsza część w tej metodzie. To co opisujesz wygląda na emocje pt bezsilność. No i podswiadomość z lęku nie dopuszcza do zajrzenia głębiej. Wszystkie blokady to jakieś emocje i ściągnąć je możesz sam, a pomoc moze terapeuta. Start na pewno będzie powolny, ale zacząć warto, a jak już zacznie coś wychodzić to cisnąc odważnie i na maksa.. jak jesteś zdeterminowany do zmiany to polecam też codzienne , najlepiej 2 x , 15 min lodowate prysznice. Obniża to poziom stresu / lęku / kortyzolu , więc powinna byc zmiana w funkcjonowaniu, jesli cie to dotyczy. Ponadto, sesje po tym lepiej idą i można się zdziwić jak głęboko udaje się sięgnąć. To odłączenie ciała od emocji.
-
Zapomnij. Nie w moim przypadku. Lęk jest nie tyle silny, o mocno osadzony w podświadomości i dotyczy czegoś konkretnego.
-
Gandalf
Wydaje mi sie, że w tym temacie masz mało zebranej karmy. Dopiero po jakimś czasie życia na ziemi, bedziesz mógł wybrać sobie to co daje ci więcej satysfakcji. Można się też uziemić, ale w twoim przypadku będzie ciężko.
-
Gandalf
Wydaje mi sie, że w tym temacie masz mało zebranej karmy. Dopiero po jakimś czasie życia na ziemi, bedziesz mógł wybrać sobie to co daje ci więcej satysfakcji. Można się też uziemić, ale w twoim przypadku będzie ciężko.
Ale przecież ja jestem człowiekiem :). Chcesz powiedzieć, że to moje pierwsze wcielenie tutaj i dlatego czuję taką niechęć i nieumiejętność do przystosowania się do warunków tutaj? Brzmi trochę jak bajka....
Wiesz, może zabrzmi to głupio lub dziecinnie, ale ja nie potrafię zdecydować się na coś konkretnego, na zajmowanie się czymś konkretnym przez większość życia, stąd problemy w ogóle z uziemieniem, jak Ty to nazywasz. Nie widzi mi się żadna konkretna praca czy zawód bo najzwyczajniej w świecie nudzi mnie takie coś. Ot i tyle. Plus to, że jednak u nas w PL nie ma jakoś szczególnie takiej różnorodności w wyborze na rynku pray, więc i chęci do szukania czy wywalczania sobie pozycji są daleko mniejsze...
-
Na pewno nie pierwsze, ale było ich mało
-
Zapomnij. Nie w moim przypadku. Lęk jest nie tyle silny, o mocno osadzony w podświadomości i dotyczy czegoś konkretnego.
No i ?
To, że wiesz czego dotyczy to akurat zaleta. Przekonywać cię nie będe. Możesz się poddać okolicznościom.
-
Nie do końca wiem, czego on dotyczy. Wiem, czego się boję tutaj - monotonnej pracy, przebywania w środowiskach w których przebywać nie chcę .. ale jest tak, że tak naprawdę mnie żadne środowisko nie odpowiada, dosłownie jakbym był z innej planety...dziwne uczucie.
-
Gandalf
Też się czuję jak z innej planety, trundo czasami tak bywa. Na moje oko zostaje modlitwa, wtedy Bóg ci coś wymysli.
-
Gandalf
Też się czuję jak z innej planety, trundo czasami tak bywa. Na moje oko zostaje modlitwa, wtedy Bóg ci coś wymysli.
Tu nie o to idzie moim zdaniem. Lęki biorą się z traum a te zazwyczaj są albo z okresu wczesnego dzieciństwa albo z poprzednich wcieleń. Ja stawiam na dzieciństwo plus jakieś wzorce z poprzednich wcieleń. Tylko nie znam nikogo, kto by czaił takie kwestie i pomógł rozpracować. Bo już widzę, że u mnie tak naprawdę nie o samo bogactwo chodzi (to też) ale przede wszystkim o poczucie znalezienia się w otaczającej mnie rzeczywistości, znalezienie sobie w niej miejsca a mając lęk przed światem to mało prawdopodobne, bo chowając się nie wchodzi się w interakcje, nie zdobywa doświadczenia itp.
-
Wdzięczność to już coś :)
Ale to nie wszystko.
Prosiłem, by nie kombinować. A co ztej mojej prosby wynika?
Żeby pomedytować. :)
Może to będzie dobry trop?
"Cokolwiek uczyniliscie tamu najmniejszemu (najsłabszemu), mnie uczyniliście".
To raczej nie kombinowanie tylko pierwsza myśl , ktora mi sie pojawiła i szczerze mówiąc przyszła z drugą , ze mozna sie podzielic z innymi tym co sie ma najlepszego , niekoniecznie tym sam co sie dostalo.
Nigdy na pomaganie innym nie patrzalem przez pryzmat zwracania dlugów wobec Boga czy kogokolwiek a robilem to bo lubie , bo jest to dla mnie sposob na wyrazenie dobra czy milosci , ktora gdzies we mnie jest.Brzmi gornolotnie ale tak to czuje .
-
Swoja droga to ostatnio zauwazam pewna prawidlowosc.Zawsze mnie zniechecalo jak ja cos dla kogos bezinteresownie robilem a chwile pozniej ta osoba odmawiala mi nawet najmniejszej przyslugi, gdy sie akurat tak zdazylo , ze potrzebowalem.Myslalem wtedy , ze to be sensu i sie zapieralem pomagania innym wbrew swojej naturze.Teraz widze , ze ta energia wraca z innych zrodel .To niesamowite co ostatnio doswiadczam.Niby drobme rzeczy ale dostaje od innych darmo rzeczy , ktorych mi akurat brakuje do zycia w momencie , kiedy potrzebuje:)
-
Bogactwo materialne to w dzisiejszym swiecie (także w rozwojowych srodowiskach) wyznacznik tego , ze jest sie KIMŚ , ze osiagnelo sie sukces zyciowy.Cale zycie kreci sie dookola zarabiania, pomnazania i zabezpieczania pieniedzy.Na zarabianiu pieniedzy czlowiek spedza wiekszosc swojego zycia.Ja wewnetrznie sie na to mie godze.Nieda sie tego uniknac a najwieksze wyzwanie to nauczyc sie budowac swoja samoocene i wartosc nie polegajac na zewnetrznych sukcesach i wbrew presji spoleczenstwa , ktore wartosciuje w tych kategoriach.
Dla mnie bogactwo to umiejetnosc zaspokojenia swoich potrzeb materialnych .Bogactwo to miec czas i srodki aby realizowac wlasne pasje, odpoczywac i nigdzie sie nie spieszyc.Tych prawdziwych potrzeb-czyli do momentu gdzie zaczyna sie budowanie ego i wizerunku a pozniej wladzy , ktora jeszcze bardziej karmi ego.
Zlosci mnie postawa budowania wlasnej wartosci na swoim materialnym statusie.Szczegolnie u "rozwojowcow".Nie widza u siebie tych mechanizmow.Zlosci mnie bo sam jeszcze opieram swoja samoocene na tym choc widze tego bezsens w szerszym kontekscie.
Pewnie teraz zostane sklasyfikowany jako asceta:)
Niby sie z wszystkim zgadzam jak to dzis czytam ale musze sie przyznac , ze mi "wywalilo
"coś w temacie niestety.Jakies emocje spowodowane poczuciem braku.
-
Ja właśnie zauważam takie coś, stąd mam trudności w funkcjonowaniu pośród ludzi ponieważ wchodząc w dane środowisko zawsze stykam się z jakimiś ukrytymi programami rywalizacji, zależności, kojarzy mi się to z magią czy czymś takim, takimi próbami udowodnienia kto jest lepszy, bardziej wartościowy itp. A przy tym odpycha mnie atmosfera w takich miejscach, sposób, w jaki ludzie tam traktują tam siebie nawzajem: zamiast poczucia miłości, spokoju, szczęścia ze spełnienia odczuwam rywalizację, chęć konkurencji i pozbycia się rywala.
Dobrze Cie rozumiem.Sa jednak miejsca i srodowiska gdzie tego jest wiecej i takie gdzie mniej.
Ludzie potrafia dzialac z serca .Swiat nie jest czarno bialy.Trzeba sie nauczyc dostrzegac tez dobro.
-
Nie do końca wiem, czego on dotyczy. Wiem, czego się boję tutaj - monotonnej pracy, przebywania w środowiskach w których przebywać nie chcę .. ale jest tak, że tak naprawdę mnie żadne środowisko nie odpowiada, dosłownie jakbym był z innej planety...dziwne uczucie.
Co do tych symbiontów jeszcze to można uwolnić się od lęku przed ciemnymi istotami, duchami itp
Lęki biorą się z traum a te zazwyczaj są albo z okresu wczesnego dzieciństwa albo z poprzednich wcieleń. Ja stawiam na dzieciństwo plus jakieś wzorce z poprzednich wcieleń. Tylko nie znam nikogo, kto by czaił takie kwestie i pomógł rozpracować.
Wystarczy że wyjdziesz od tego co czujesz w swojej codzienności i będziesz konsekwentnie pozbywał się lęku. Możesz przepracować lub zminimalizować na tyle, by dokonać zmian , nie znając pierwotnego źródła.
-
Co do tych symbiontów jeszcze to można uwolnić się od lęku przed ciemnymi istotami, duchami itp
No i przed samymi symbiontami / pogryzieniem.
Abstrahuję od tego czy ten lęk jest uzasadniony.
-
Wiecie co?
Współczuje trochę Wam, skoro wasze myślenie koncentruje się wyłącznie wokół myślenia o tym, jak zarabiać duże pieniądze. Dla mnie bogactwo to coś zupełnie innego, czego nie da się kupić.
Rzeczywiście, nie za bardzo rozumiem współczesna filozofię życia polegającą na tym, aby złapać jak najlepsze wykształcenie i jak najlepszą pozycję społeczną tylko po to, aby mieć duży hajs.
Nie macie żadnych marzeń, zainteresowań, w których chcielibyście się realizować? Oczywiście często jest tak, że takie zainteresowania nie przynoszą dużych pieniędzy ale za to mogą dać mnóstwo spełnienia i satysfakcji.
Znam osoby, które mają duże pieniądze. Są to lekarze, prawnicy, informatycy. I nigdy w życiu nie chciałbym się z nimi zamienić. Nie zazdroszczę im ich karmy, bo ich życie kręci się wyłącznie wokół prestiżu i stanu posiadania, tam nie ma miłości, radości i spontaniczności.
Nie chcę Was do niczego namawiać ani sugerować, abyście zrewidowali swoje poglądy na temat tego, czym jest bogactwo ale skromnie uważam, ze kierowanie się wyłącznie kwestiami materialnymi nie daje żadnego głębszego spełnienia.
Mam tez taką obserwację, że osoby z naprawdę czystą karmą wcale nie są osobami specjalnie materialnie bogatymi a raczej posiadają w swoim życiu wszelkie warunki, aby być szczęśliwymi i spełnionymi z samego faktu istnienia tutaj, na planie ziemskim. Wszelkie substytuty, które mają dać nam w naszym mniemaniu szczęście są wynikiem braku spełnienia (bo gdybyśmy byli tacy, nie pragnęlibyśmy niczego ponieważ juz mielibyśmy to w środku nas samych).
-
Współczuje trochę Wam, skoro wasze myślenie koncentruje się wyłącznie wokół myślenia o tym, jak zarabiać duże pieniądze. Dla mnie bogactwo to coś zupełnie innego, czego nie da się kupić.
yyy... a o kim Ty piszesz , że całe czyjeś myslenie się wokół tego kręci?
bo nigdzie tego tu nie dostrzegłem + chyba tylko ja użyłem tego zwrotu w tym wątku , że prosperity to dla mnie duże pieniądze bez wysiłku, na luzie. Duże to może byc dla kogoś 4 tys, dla innego 30 na mies , małe = nie zaspokajające jego potrzeb.
Wygląda mi to na jakieś przeniesienie własnych intencji na Twoj obraz innych, wszak to ty oddajesz swoje dobre samopoczucie w pracy za pieniądze i do tego nie korzystasz z danej Ci tu porady, by to zmienić :(
-
Czuję, że macie ogromne parcie na odniesienie sukcesu materialnego, powoduje to u mnie niechęć bo widzę dookoła, jak taka realizacja przedkłada się w materii. Stąd moje intencje niechęci do tego. Temat do przepracowania czyli odcięcia się od patrzenia na innych, na świat, zajęcie się sobą.
Tutaj o sukcesie i braniu na siebie symbiontów (obecnie mocno staram się zrozumieć i pracować nad tą kwestią bo ja z kolei czuję się mocno pogryziony przez owe symbionty, stąd zapewne podświadoma awersja do szeroko rozumianego sukcesu bo pełno w nim obciążeń tego typu właśnie):
https://swiatducha.wordpress.com/2014/07/04/wszechmocne-krokodyle/
-
Tak czy inaczej żeby zmienić miejsce na niekrokodylowe ;) musisz się uwolnić od lęku przed tymi energiami i odpuścić sobie skojarzania, że sukces materialny wiedzie przez takie energie, dostrzedz inne mozliwosci.
Co do twojego pierwszego pytania to mi ludzie na wysokich stanowiskach we wszystkich firmach w ktorych byłem charakteryzowali się tym, że dużo światła przy nich było, byli. mili, nieinwazyjni, bardzo pomocni, mało ingerowali w to co robili pracownicy (bo pracownicy wiedzieli co mają robić). Spotkałem dwie osoby, ktore pasowałyby do opisu krokodyla , raz bylo to przy pracy wakacyjnej w hotelu jak mialem 20 lat i byl to szef francuz, ktory mial 22 (!) , a drugi raz, jebnięty w głowę wspolpracownik, ktory byl tak absurdalny, że łatwo było się wyłączyć z tej sytuacji i tylko obserwować jednoosobowy cyrk :) zwlaszcza, że nawet nie musialem z nim gadać. Obaj byli maksymalnie zalęknieni, jak teraz na to patrzę i jakieś lęki we mnie to poruszało. Teraz jak wiem, że to ma związek z własnymi lękami, zamiast się wycofywać, bym się z nimi pobawił jak kot z myszą przed obiadem gdyby do mnie podskoczyli i by im sie odechcialo cwaniakowac do ludzi.
-
Mam nie tylko lęk ale i tez ogromną niechęć do takich środowisk ale to być może dlatego, że moim celem nie jest przebywanie w takich środowiskach oraz jakaś świadomość, że w dzisiejszych czasach bez wysokiej pozycji społecznej (bo wszystko opiera się na pieniądzu a nie np. na pozycji czy samym wykształceniu bądź umiejętnościach) pewnych rzeczy osiągnąć się nie da (bo trzeba np. za to zapłacić).
No generalnie jest spora niechęć do realiów świata współczesnego, do kapitalistycznego modelu życia. Jakbym miał umiejscowić siebie w jakiś energiach, to wskazałbym na świat epoki pierwszej dekady XX wieku, gdzie większą rolę odgrywało pochodzenie oraz wykształcenie a nie spryt i smykałka do płynnego poruszania się po świecie, jak jest to dziś i co daje spore możliwości zarobkowania. Czyli być może poprzednie wcielenie.
-
To tylko przekonanie, że droga do dużych pieniędzy wiedzie przez formalne kwalifikacje i że "radość, miłość, spontaniczność" stoją w sprzeczności z nimi. Na to, żeby tak nie było, trzeba jednak, zazwyczaj, zapracować, wyjść ze swojego komfortu.
Na świecie są na prawde różni ludzie i różne organizacje, tez takie gdzie doświadcza się super energii.
To co opisujesz to wg mnie patologia, a nie standard, choc przyznam, że ja mało w Polsce pracowalem na etacie.
-
Co rozumiesz pod zdaniem wyjścia z komfortu?
-
Wpisz w google strefa komfortu będziesz miał lepszy opis :)
własciwie formalnie to wogole w PL na etacie nie pracowalem :D choc siedzialem w biurze jako podwykonawca na swojej dzialalnosci, z ludźmi, ktorych sobie nie wybierałem
-
Ja nigdy nie pracowałem na etacie :).
Ale OK jarzę już, o co biega z tą sferą komfortu i teraz uświadomiłem sobie, że w czasie, gdy powinienem był podjąć tego typu kroki w celu dojścia do tego, co chciałem, nie zrobiłem tego. Pozostało silne poczucie braku spełnienia. Teraz już nie zależy mi aż tak na tym, tym bardziej, że wiązałoby się to z ukończeniem specjalistycznego kierunku, a nie mam czasu na studiowanie dzienne (zaocznie nie wchodzi w grę, zbyt okrojony zakres przedmiotów aby później się doktoryzować itp.).
Czyli wyszło, że przed szczęściem hamuje mnie niespełnienie w danej kwestii. Co można z tym począć?
-
Ja nigdy nie pracowałem na etacie :).
rispekt ;-)
-
Tez się cieszę ale to nie wyjaśnia, jak mam teraz porzucić sferę komfortu jeśli już wcześniej tego nie zrobiłem a teraz przyszło odczucie, że na to, co chciałem robić wcześniej jest za późno i pozostaje na przykład zajmować się czymś, co mnie osobiście nie kręci.
Pewnie brak mi tutaj elastyczności, umiejętności otworzenia się na to, co oferuje rzeczywistość ale tak właśnie mam. Zafiksowałem się na poczuciu straty, niespełnienia w danej materii i jakby zamknąłem na wszystko inne.
-
a teraz przyszło odczucie, że na to, co chciałem robić wcześniej jest za późno i pozostaje na przykład zajmować się czymś, co mnie osobiście nie kręci.
Odczucie to jeszcze nie musi być wyrocznia, może wynikać z błędnych przekonań.
Ja mam w sumie podobnie, ostatnie 2 tygodnie zastanawiam się nad studiami, wydaje mi się że za późno żeby zrobić dodatkowy kierunek , ale jak się zacząłem zastanawiać to w sumie nie jest głupi pomysł.
Dałoby mi to satysfakcje z nowych umiejętności, szersze spojrzenie na temat i mogłoby być przepustką. Jak to studia :) No i te plusy działają chyba niezależnie od wieku.
Studia online, ja na bezcelowe zaoczne zjazdy nie miałbym ochoty.
-
U mnie nie wchodzi w grę :). Geologia prehistoryczna / archeologia to ścisłe specjalizacje, w których trzeba już od momentu startu poruszać się na bieżąco w tematyce. Jest mało miejsc na uczelni a chętnych dość sporo, plus że trzeba mieć sporą kasę na wyjazdy, materiały i dokształcane się. Mam to obczajone dobrze, znam realia w PL w tym kierunku. Plus mój wiek. Bliżej czterdziestki niż trzydziestki więc to też działa już dość stresująco.
Dlatego znając to wszystko już jestem świadomy, że to nie moja droga. Ale chcę popracować nad poczuciem pustki, nad brakiem spełnienia bo wykonywać pracę, z której nie czerpię satysfakcji nie widzi mi się :P.
-
Dziwne, z tego co wiem to we Wrocławiu ostatnio na dzienną archeologię przyjmują z pocałowaniem ręki, przynajmniej na 2 stopień.
A nawet jak nie na dzienne, to na zaoczne podejrzewam że przyjmują wszędzie, a nie wydaje mi się aby archeologia była jakaś szczególnie droga.
-
Dziwne, z tego co wiem to we Wrocławiu ostatnio na dzienną archeologię przyjmują z pocałowaniem ręki, przynajmniej na 2 stopień.
A nawet jak nie na dzienne, to na zaoczne podejrzewam że przyjmują wszędzie, a nie wydaje mi się aby archeologia była jakaś szczególnie droga.
Na WRO nie opłaca się iść. To raz. Liczą się WA oraz KRK (dotacje). Dwa, że mnie ciągnęło na wschodnią / śródziemnomorską - tylko WA oraz KRK mają liczące się prace i stanowiska. Trzy, wbrew temu, co piszą na wiele wyjazdów terenowych trzeba mieć samemu hajs. Cztery, WA i KRK są dość mocno oblegane z uwagi na wysoki poziom i przynajmniej teoretycznie, na perspektywę dalszej pracy (doktorat etc.).
Zaoczne są bardzo mocno okrojone. Aby studiować archeologię tego typu, poza biegłą znajomością przynajmniej jednego z obcych języków praktycznie niemożliwe jest nie posiadanie wiedzy z łaciny, greki lub arabskiego. Ponadto, dochodzi mnóstwo przedmiotów / ćwiczeń (nie tylko terenowych) - tego na zaocznych nie ma. Nikt nie przyjmie na doktorat kogoś, kto nie uczestniczył we wszystkich zajęciach i już na studiach wykazywał się ponadprzeciętną wiedzą (są małe dotacje, stąd konkretny odsiew co dobre, bo trzeba tam specjalistów a nie niedzielnych magistrów).
Ale....mnie w tej chwili interesuje inna kwestia: nie powrót do czegoś starego tylko puszczenie blokady na nowe, na odfiksowanie się na niespełnieniu i pójście dalej, znalezienie sobie nowego celu itp.
-
Wracając do tematu bogactwa - w ściśle finansowym aspekcie, zeby nie bylo, podziele sie z Wami paroma ostatnimi przemyśleniami:
-pojęcie bogactwa jest przestrzennie względne - w każdym kraju bogactwo oznacza coś innego - inną sumę pieniędzy czy stan majątku. W Australii, gdzie mieszkam, przeprowadzono ostatnio ankiete gdzie 3 na 5 osób stwierdziły, że posiadanie miliona dolarów (AUD - ok. 800 tys USD) to nie jest jeszcze bogactwo...
-pojęcie bogactwa zmienia się również czasowo - pamiętam jak mój dziadek opowiadał, że w jego dzieciństwie bogactwem był... rower. Kto dzisiaj uważa za bogatego posiadacza roweru? ;) Prawdopodobne, że co dzisiaj uważamy za luksus, za 1-2 pokolenia będzie standardem.
-powszechne posiadanie bogactwa przyzwyczaja do bogactwa - można zastanawiać się czy jest się bogatym, tymczasem - 1 na 10 osób na planecie nie ma dostępu do świeżej wody, 1 na 3 osoby - nie ma dostępu do toalet. mam wrażenie, że będąc odpowiednio urodzonym, nawet w kraju który nie jest uważany za większość rodaków za bogaty jak Polska, z zarobkami na poziomie średniej krajowej - z automatu trafiasz się do grupy 10% najbogatszych ludzi świata
-powyżej pewnego pułapu zarobków - w 2010 było badanie wyznaczające go na 75k USD na rok (dla USA), wzrost dalszy wzrost zarobków nie wpływa bezpośrednio na wzrost komfortu i zadowolenia z posiadanych rzeczy. mialem co do tego wątpliwości, ale pierwszy punkt z tej listy mi to ostatnio rozwiał - po prostu myślę, że ta granica jest różna dla różnych krajów, a pewnie nawet i grup społecznych
-pomijając już aspekt bogactwa, można też, w relacji do punktu powyżej, wyznaczyć granicę pewnego komfortu i bezpieczeństwa finansowego, czyli minimum pozwalającego na w miarę spokojne i bezstresowe życie. jak wyżej, jest to również indywidualna sprawa
-bogactwo to wolność wyboru - ale prawdziwego i nieskrępowanego wyboru. Doznałem w życiu biedy - i to na takim ekstremalnym poziomie, jako student dylemat - browar czy śniadanie był rzeczą prawdziwą i realną. Rozumiem dlatego ludzi, którzy kupują odzież używaną. Ale dopiero ostatnio zrozumiałem, że bogactwo to nie wybór między szmateksem A albo szmateksem B, ale między szmateksem a Armanim. Albo Versace. Albo czymkolwiek innym co zechcę - im bardziej jestem bogaty, tym szerszą mam gamę do wyboru.
-wewnętrznie dotychczas czułem, że będąc coraz bogatszy, hmm, może nie tyle muszę, co powinienem wybierać rzeczy z górnej półki. I właśnie zdałem sobie sprawę, że to sztuczna presja - nie wiem skąd takie przekonanie, ale nie musi ono być prawdziwe
-w sumie, wybór dóbr luksusowych - to nie tyle wybór dyktowany przez rzeczywistą wartością dodaną przedmiotu, co często przez status i prestiż jaki zakupiony przedmiot ma podkreślać. Rozumiem, że niektórzy czują się przez to dowartościowani, ale mając w miarę zdrową samoocenę i raczej nie demonstrując wielkiej chęci szpanowania, takie wybory są raczej zbyteczne
-druga, bardziej pragmatyczna sprawa, to fakt, ze dobra luksusowe - a przeanalizowałem ich kilkanaście głównych grup - prezentują kiepski stosunek wartości do ceny. Jaśniej - często kupujemy nie samą wartość użytkową, jakość czy materiały - które mogą być podobne do produktów znacznie tańszych, ale jak wspomniałem wyżej - prestiż, status, eleganckie opakowanie, kampanie marketingowe, wrażenie zakupu z przyjemnego miejsca, itd. Ciekawostka, owe dodatki to w niektórych dobrach luksusowych 80-90% ceny. Być może, te rzeczy mają dla kogoś wartość, hmm... Osobiście, chyba tylko w kilku przypadkach znalazłem prawdziwą wartość dodaną, za którą gotowy byłbym zapłacić więcej.
I to chyba na tyle w temacie, szanowni koledzy i koleżanki - życzę udanego weekendu
-
-bogactwo to wolność wyboru - ale prawdziwego i nieskrępowanego wyboru.(...) im bardziej jestem bogaty, tym szerszą mam gamę do wyboru.
to jest dobra definicja bogactwa na poziomie światowym, bo na poziomie duchowości, gdy nie masz już pragnień to nie interesuje cię szerokość gamy, a jesteś wolny - dopóki jest to oparte na pragnieniach i przymusach to wciąż jest związane z uzależnieniem, czyli zniewoleniem w sensie duchowym (zawsze gdy podstawą jest przymus, walka i lęk o przetrwanie, uleganie zmysłom, instynktom i pragnieniom etc.),
na przykładzie jedzenia - można ograniczać swoje postrzeganie do tego że jest to przyjemne, a mając pod dostatkiem środków wymyślać sobie wyszukane menu (bogactwo jako wolność wyboru i dostatek dóbr oraz środków, niektórzy dopatrują się w zmysłowej przyjemności z tym związanej zgodności z ich prawdziwą naturą...) i nie zauważać, że niezależnie od skali i gamy tego rodzaju działań, podstawa tego jest wciąż taka sama - podstawą jedzenia jest przymus (głód) i uzależnienie od zmysłowych wrażeń - często większy wybór mimo że systematycznie niweluje głód tak że go nie odczuwamy, to jeszcze bardziej pogłębia uzależnienie od zmysłowych doznań,
czyli niezależnie jaka towarzyszy temu nadbudowa w postaci rozbudowanych wyobrażeń własnych, czy społecznych, to podstawą jedzenia jest przymus: głód i potrzeba jego zaspokajania,
podobnie jest z wieloma innymi rzeczami i działaniami (również z seksem) co do których pragniemy rozwijać wolność wyboru ( z punktu widzenia rd zbędną nadbudowę) i patrzymy na to pod kątem intensyfikacji przyjemności - ale gdy interesuje nas "prawdziwa" wolność to warto patrzeć nie na to ile mamy możliwości, ale czy ma to jakieś ściśle określone i nieprzekraczalne ramy, które nas ograniczają i np. zmuszają do działania - oczywiście poszerzanie klatki o nowe możliwości wyboru jest pewnym bogactwem i ma pewną wartość, ale wciąż jest to bogactwo względne i taka też jest tego wartość w życiu i rd : )
więc gdy patrzymy na gościa który wybiera jedzenie ze śmietnika, albo żebrzącego o jedzenie i gdy patrzymy na kogoś kto zamawia potrawę za 100 tys. dolarów to pierwszego będziemy uważać za biednego, będziemy myśleć że robi to bo musi coś jeść a nie ma pieniędzy, a gdy spojrzymy na bogatego to pomyślimy że robi to bo lubi wykwintne jedzenie i go na to stać, więc ma upragnioną wolność wyboru - i to jest dobra definicja bogactwa i biedy - ale podstawa tych zachowań u obydwu wciąż będzie taka sama, więc w obu przypadkach trudno mówić o prawdziwie wolnym i nieskrępowanym wyborze przy czym ten pierwszy gościu może nawet być bardziej świadomy ograniczeń i przymusów którym ulega, a ten drugi może żyć wyobrażeniami o swojej większej wolności, wartości, czy wyższym poziomie rozwoju duchowego, związanych z poziomem doświadczanej zmysłowej wygody, komfortu i przyjemności, co jest kolejną nadbudową opartą na ... przymusie i uzależnieniu : )
stąd mistrzowie rozwoju duchowego demonstrują wolność i bogactwo związane z ograniczaniem pragnień (do poziomu niezbędnych do przeżycia) i kontrolą zmysłów, podczas gdy mistrzowie rozwoju osobistego (utożsamiający się z ciałem, zmysłami i opartą na tym utożsamieniu osobowością) są przykładami wolności i bogactwa związanych z zaspokajaniem pragnień skupionych wokół własnego ciała, zmysłów i osobowości
- ta pierwsza ścieżka związana jest z wolnością duchową i ścieżką uwalniania się od ograniczających więzów iluzji, a ta druga rozwija wolność wyboru (=zdolność zaspokajania pragnień) w ramach pewnych utożsamień, związanych z tym ograniczeń, uwarunkowań i przymusów, które dzięki rozwiniętemu bogactwu materialnemu nie uwierają i często nie są zauważane (więc łatwo ulegają złudzeniu wolności)
przykład Buddy przed i po wstąpieniu przez niego na ścieżkę duchową jest tu typowy : )
-
bogactwo to wolność wyboru - ale prawdziwego i nieskrępowanego wyboru (...) im bardziej jestem bogaty, tym szerszą mam gamę do wyboru
bez zbędnego rozpisywania się:
http://bezuzyteczna.pl/static/content/5221db387b18453c0ab0.jpg
-
Chyba nikt o tym nie wspominał, więc napiszę o skąpstwie bogatych ludzi. Nie znam badań na ten temat, może jakieś są, ale widać to gołym okiem. To tak często jest, że budzi to wręcz konsternację, że tak można funkcjonować i tak działać. Nie mówię o najbogatszych, przytoczę takich, których dochody są sporawo powyżej przeciętnej. Oj jak oni "szanują każdy grosz". Tacy często nie muszą w nic inwestować, bo wszystko odziedziczyli. W zyciu jak tylko sie da, to nie płacą, jak muszą, to rozliczają się co do grosza. Sępią, gdzie tylko sie da, najczęściej u dużo biedniejszych ludzi. Szukają okazji, gdzie można coś wygrać, skorzystać, dostać darmowe granty, dofinansowanie, śledzą promocje, obniżki, zbierają punkty, coś za darmochę, jakieś sponsorowane zabawy, wejściówki, festyny, itp.
Zauważyłem też że np. dzieci bogatych rodziców chcieliby tylko dostawać, natomiast dzieci bardzo przeciętnych dzielą się z innymi.
Nie wiem, jak w ich wypadku można mówić o komforcie życia wynikającym z bogactwa.
-
Wmawiacie sobie bo jesteście biedni. Wcale mi was nie żal :)
-
Daniel,
bardzo fajne (i bliskie mi) przemyślenia :)
-
bubu
Bogactwo część główna
-
trudno mówić o prawdziwie wolnym i nieskrepowanym wyborze gdy fundamentem działań (niezależnie od tego jaki pałac na tym fundamencie stoi) wciąż jest przymus: biologiczny (głód, pożądanie, ciepło/zimno etc.) czy uzależnienie ( od zmysłów, pragnień etc.) i przywiązanie, tudzież ego,
jest też wpływ społeczny (te różne marki, trendy, mody, presje, wyobrażenia) :
http://www.naukowiec.org/images/upload/fromm_iluzja.jpg
http://img2.dmty.pl//uploads/201311/1384087043_5dqa3y_600.jpg
bogactwo materialne jest spoko, ma wiele pozytywnych stron i może wiązać się z wieloma pozytywnymi cechami i wartościami : )
warto przy tym pamiętać że bogaty niewolnik to wciąż niewolnik:
Niewolnicy XXI wieku
https://zielonyzagonek.pl/niewolnicy-xxi-wieku/
"Człowiek od zarania dziejów pracował, aby przetrwać. W czasach dzisiejszych duża część społeczeństwa pracuje dla statusu, żeby pokazać całemu światu jak ma ‘dobrze’ "
-
"Znajomi Daniela, których w miasteczku ma ponoć wielu, twierdzą, że nie znają osoby szczęśliwszej od niego. Jednak jeszcze dziesięć lat temu cierpiał na depresję, której przyczyny upatruje dziś w uzależnieniu od gromadzenia i zachowywania rzeczy – czego niewolnikami jesteśmy wszyscy.
Pewnego dnia Daniel postanowił rozdać swój cały majątek i cieszyć się odtąd smakiem wolności – nie musi troszczyć się o kredyt, o to, by zapłacić rachunki, czy o źródło utrzymania, a życie według przyjętych przez społeczeństwo norm uważa za wspieranie skorumpowanego systemu. Swoje poglądy wyraża poprzez pisanie bloga na komputerze w bibliotece publicznej.
Wielu zarzuca mu pasożytnictwo i niekonsekwencję – żyje dzięki tym, którzy korzystają z pieniędzy. Jego zwolennicy twierdzą, że ci, którzy potępiają styl życia Daniela na swój sposób mu zazdroszczą, a jego postawa burzy ich konsumpcyjny obraz świata, w którym im więcej masz, tym więcej znaczysz. "
http://www.papilot.pl/praca-i-pieniadze/czy-mozna-zyc-bez-pieniedzy,7046,1
: )
-
Wolność jest tam gdzie jest wybór. Brak wyboru to brak wolności.
Ostatnio mam dużo refleksji jak bardzo wolność jest powiązana z poczuciem bezpieczeństwa.
Jeden chce żyć bez majątku, żeby czuć się wolnym, inny czuje się wolny nawet jak ma kredyt. Obaj mają rację i żyją w swojej prawdzie o wolności, gdy to ich wybór.
-
nawet ten Daniel nie jest wolny w sensie braku uzależnień i przymusów, tylko robi to inaczej, odrzucając pewną nadbudowę : )
każdy wybór niesie ze sobą pewne konsekwencje, możemy więc mówić że na początku mieliśmy wybór, ale gdy podejmiemy decyzje to często nie mamy już tego wyboru który mieliśmy na początku - kolejne decyzje mogą zmniejszać możliwości wyboru - ale kwestia zwiększania możliwości wyboru jest dla mnie mniej ważna (jeśli chodzi o wolność) od tego na czym się te czy inne wybory opierają i do czego w konsekwencji prowadzą w postaci działań - można mieć tylko jeden wybór i może nas to prowadzić do wolności podczas gdy cała paleta możliwości wyboru i dążenie do poszerzania wolności wyboru (ograniczając się do tego aspektu i pomijając inne) może wiązać się z iluzją:
mając pieniądze na jedną parę najtańszych butów możemy je kupić, ubrać i pójść w kierunku wyzwolenia - np. na kurs darmowej medytacji : ) możemy mieć też środki na nieomal nieograniczoną liczbę butów, wielki wybór! jakaż upragniona wolność wyboru i możliwość kupowania tego co się chce, również tych najdroższych i najbardziej znanych marek ... w ten sposób idąc za tą iluzją wolnego wyboru i przyjemności z tym związanej (nie przyglądając się temu na czym się opiera) możemy pogłębiać tym swoje uzależnienie, pójdziemy w tych butach do klubu żeby się pochwalić, czy na popijawę (szeroka paleta wyboru ale jak już wybierzemy to nie możemy być w dwóch miejscach jednocześnie) , tudzież popaść w zakupoholizm - a to jest już uwidoczniony przymus którego nie chcieliśmy wcześniej zauważać ograniczając się do definicji wolności jako tych nieskrępowanych możliwości wyboru : )
-
To też jest wybór czy poprzez wybory powiększa się czy ogranicza swoją wolność.
Istnieją jeszcze niewłaściwe wybory, gdzie wydaje się, że zwiększa się wolność, a w2 skutkach następuje jej zmniejszenie, jednak to już kolejny temat związany z poddaniem swoich wyborów (również poprzez uwalnianie się od wzorców destrukcji, autodestrukcji, itp.) Najwyższemu Dobru wszystkich istot, w tym swojemu.
-
no tak,
- odniosłem się tylko do tej definicji: im więcej możliwości wyboru w świecie/im większe bogactwo materialne= tym większa wolność, bo to jest taka względna wolność, w ściśle określonych ramach (o których było wcześniej , również w ramach czasowych), taką wolność faktycznie mogą zapewnić pieniądze i bogactwo materialne (ale też ma to obecnie ograniczenia czasu... dopóki nie uda się tym bogatym wynaleźć eliksiru nieśmiertelności)
- bezwzględna wolność (czy droga do takiej wolności) wiąże się bardziej z jakością wyboru, a nie z ilością, przykład Buddy i jego uczniów jest tu typowy - porzucili iluzoryczną wolność (związaną z możliwością wyboru i posiadania wielu rzeczy, jako że większość z nich wywodziła się z ówczesnej arystokracji) i ograniczyli się w swoich wyborach do pewnych zasad i reguł (przejętych od Buddy) które prowadziły ich do duchowej wolności
- porównując możliwości wyboru na obu ścieżkach (i wolność na tej definicji opartą), to ta ścieżka prowadząca do oświecenia wypada bardzo słabo : )
-
Człowiek opowiada o swojej przemianie dzięki zmianie decyzji - dokonał wyboru pod wpływem swoich intencji i świadomości.
Z analfabety i przestępcy stał się inwestorem i szkoleniowcem:
https://www.ted.com/talks/curtis_wall_street_carroll_how_i_learned_to_read_and_trade_stocks_in_prison?language=pl (https://www.ted.com/talks/curtis_wall_street_carroll_how_i_learned_to_read_and_trade_stocks_in_prison?language=pl)
Frisky
Jakość wyboru - podstawa:)
-
Wmawiacie sobie bo jesteście biedni. Wcale mi was nie żal :)
Haha, dokladnie ;)
A tak przy okazji: byla kiedys taka gra w dziecinstwie, nazywala sie "Pomidor". Niezaleznie co kto powiedzial i o co zapytal, nalezalo odpowiedziec „pomidor.” Pisze o bogactwie i scisle zaznaczam ze chodzi o aspekt finansowy, a ktos mi tu wylatuje z natura Buddy.
Bardzo mi to owa gre przypomnialo – „natura Buddy” zamiast "pomidora" uniwersalna odpowiedzia na wszystkie egzystencjonalne kwestie, haha :)
-
Daniel
To dlatego, że zapominają zakażdym razem, że Budda Gautama był bardzo bogaty przed i po Oświeceniu.
To, że wybrał drogę środka nie znaczy, że nie miał możliwości wrócić do pałacu i bogactwa materialnego.
Po Oświeceniu też wokół niego było pełno bogatych ludzi.
Był jak te "bananowe dzieciaki" co mając rodziców milionerów jadą na Woodstockiwystarczy im pogo w kałuży ;)
Co innego być bogatym jak założyciel Sony czy Ikei i jeździć komunikacją miejską, a co innego być biednym i zrezygnować z marzeń o Roys Roysie :)
Pomidor
-
Pisze o bogactwie i scisle zaznaczam ze chodzi o aspekt finansowy, a ktos mi tu wylatuje z natura Buddy.
Może dlatego, że to forum duchowe ;)
Jak dla mnie bogactwo bardziej kojarzy mi się z wolnością od przymusow w kategoriach koniecznosci robienia czegokolwiek dla kogokolwiek, spedzania czasu z ludzmi i w miejscu / ach w / z ktorymi nie do konca ktos chce go spedzac, robienia rzeczy , ktore nie sprawiaja przyjemnosci / nie harmonizuja z nami- jesli kogoś to dotyczy, moze miec miliony i kupowac za nie rozne bzdury i zabawki , ktorymi będzie robil wrazenie na innych biedakach, ale dla mnie taki ktos jest jednym z nich
cechą bogactwa jest duchowa wolnosc , a miliony na koncie jej nie gwarantuja
-
Przy czym nawet jesli ktos doswiadcza tych ograniczen bo taką ma karme i godnie je znosi (przepracowuje) gdyz nie ma wyobru, bo musi zarobic na utrzymanie, to jest w moim rozumieniu bogatszy niz taki co wybiera wiekszy $ w zamian za znoszenie tych rzeczy by komus (biedakom- tym z siłą nabywcza i bez) czyms zaimponowac.
sila nabywcza , a bogactwo... biedny nie wie do czego slużą pieniadze , nawet gdy je ma , bedzie sie staral po prostu bezskutecznie zatapetowac nimi swoją biedę i swoj nieuzdrowiony, głęboko zakorzeniony wstyd z powodu biedy ktorej doświadczal , tymczasem jego wewnętrzny biedak funkcjonuje i ma się dobrze wywolujac u niektorych pewne zażenowanie
-
Zażenowany wewnętrzny bogacz.
Wprowadzenie do podstaw kołczingu finansowego.
-
Może dlatego, że to forum duchowe ;)
Proponuje zatem zmienic nazwe i zawartosc wszystkich tematow i postow na "Natura Buddy", jako ze do konca wyczerpuje to doglebna duchowa nature wszystkich zjawisk przejawionych ;)
Odnosnie tego zas:
"biedny nie wie do czego slużą pieniadze , nawet gdy je ma , bedzie sie staral po prostu bezskutecznie zatapetowac nimi swoją biedę i swoj nieuzdrowiony, głęboko zakorzeniony wstyd z powodu biedy ktorej doświadczal , tymczasem jego wewnętrzny biedak funkcjonuje i ma się dobrze wywolujac u niektorych pewne zażenowanie"
Przeprowadzono kiedys badania w USA - wg ktorych 70% osob wygrywajacych miliony na loterii traci wszystko w ciagu nastepnych 5 lat.
-
Co innego być bogatym jak założyciel Sony czy Ikei i jeździć komunikacją miejską, a co innego być biednym i zrezygnować z marzeń o Roys Roysie :)
Ano wlasnie, w wiekszosci przypadkow mozemy mowic o rezygnacji z czegos dopiero wowczas gdy cos posiadamy ;)
No chyba ze uzywajac sztuki afirmacji uda nam sie wmowic samym sobie dowolne klamstwo, wowczas szacun i przepraszam ;)
-
Daniel
Pisze o bogactwie i scisle zaznaczam ze chodzi o aspekt finansowy, a ktos mi tu wylatuje z natura Buddy.
na mój gust pisałeś o "prawdziwej wolności", więc stąd pewnie pojawił się Budda z jego drogą do prawdziwej wolności, ot dla porównania i po to żeby nie mieszać pojęć,
ludzie ( ci bogaci i ci biedni) wmawiają sobie przy okazji bogactwa że to ma ścisły związek z rozwojem duchowym, z "prawdziwą wolnością", tudzież ich wartością (niektórzy czują się lepsi, inni gorsi ) etc. , są tacy którzy wierzą że będą szczęśliwsi gdy staną się bogaci... a to jest zakłamywanie się
: )
skoro więc na forum rd poruszasz temat "prawdziwej wolności" przy okazji "aspektu finansowego" to wtedy warto uwzględniać że prawdziwa wolność jest bezwzględna dla wielu ludzi zajmujących się rd ( a nie tylko biznesem), stąd też taka naturalna reakcja
więc warto przyjrzeć się podstawie tego na której się działa co by nie mylić definicji - gdy jest to wciąż oparte na lęku o przetrwanie, uzależnieniu od zmysłów, poczuciu braku (wskazuje na to obecność pragnień) i utożsamianiu się z tym, na "ja i moje", to takie czy inne możliwości wyboru związane z bogactwem wciąż są oparte na przymusie i ograniczeniach,
więc jaka jest ta wolność związana z "aspektem finansowym"? względna, czyli nieprawdziwa : )
mozemy mowic o rezygnacji z czegos dopiero wowczas gdy cos posiadamy ;)
no to jest ciekawe ; )
jak się czegoś nie ma i się tego nie pragnie to nie trzeba biegać i tracić czasu, więc wystarczy zrezygnować z pragnień które się posiada - akurat tego (pragnień i przymusów które nimi rządzą) ludzie mają w nadmiarze, a z punktu widzenia rd opiera się to na ignorancji i uzależnieniach - z których też mogą zrezygnować ale... nie chcą bo np. wolą ograniczać swoje postrzeganie do wycinka, dzięki czemu mogą z przekonaniem mówić o swojej wolności (udowadniając że jest ona prawdziwa i związana z możliwościami wyboru... między jedną rzeczą a drugą, albo możliwością przemieszczania się i podróżowania jako kolejnym dowodem ich "prawdziwej wolności")
więc temat prawdziwej wolności z punktu widzenia rd wygląda tak:
From all outside you, grief;
From all within you, happiness.
Sarvam para-vasham dukham;
Sarvam Atma vasham sukham
a co do rezygnacji z tego co się ma w nadmiarze, przy okazji o dążeniach bogatych do nieśmiertelności ( pragnienia przezwyciężenia ograniczeń czasu i bycia bogatymi oraz wolnymi - w aspekcie finansowym- na zawsze hehe):
Not by means of works, not by means of human power, not by means of wealth, but
by renunciation alone can immortality be attained.
Na Karmanaa na prajayaa dhanena
thyaagena eke amrithathwam-aanasuh
( sutra vahini)
wynika z tego że takim bogactwem związanym z prawdziwą wolnością jest duchowa wiedza i związane z tym:
wiweka, wajragja, sześć cnót (sama, dama, uparathi, thithiksha, sraddha, i sama-dhana) i pragnienie wyzwolenia
: )
-
na mój gust pisałeś o "prawdziwej wolności"
Ach, skoro rozmawiać mamy o gustach, to chyba nie ma co dyskutować, bo przecież o gustach się nie dyskutuje, nieprawdaż? ;)
Natomiast napiszę Ci, jak wyglądają moje gusta. Otóż, prawdziwa wolność to bajka, no chyba że masz 36ERD i jesteś w pełni wyzwolony, jak Budda. Niestety, takich przypadków nie znam na tym forum ani nigdy w życiu jeszcze nie spotkałem - więc chcąc nie chcąc, nadal masz i będziesz miał pragnienia - tak jak każdy inny człowiek. I teraz, spoko, przez godzinkę, dwie czy ile tam godzin dziennie zajmujesz się duchowością - będziesz duchowo wolny i jak tam Ci się widzi świadomy, ale pozostałe ~20h czy jakoś tak funkcjonujesz w rzeczywistości, która ma swoje ograniczenia i rządzi się swoimi specyficznymi prawami. I wiesz, byłem w życiu bardzo biedny, i byłem (jestem nadal) też dość bogaty - więc mając osobiste doświadczenie rozmaitych stanów finansowych wiem, że lepiej jednak być bogatym. Przynajmniej, w moim doświadczeniu - jak ktoś woli być biedny, to czemu nie, jego sprawa ;) Może bogactwo nie gwarantuje mi to pełnej wolności, ale jednak, daj znacznie większą swobodę i pole do manewrów w realizacji swoich planów czy zamierzeń. I mógłbym tutaj opisać Ci masę przykładów, ale po co? Jesteś inteligentny sam sobie pomyśl o przypadkach, gdy Twój wybór ograniczały finanse - lub wprost odwrotnie, Twój wybór był możliwy dzięki finansom.
Natomiast, fora duchowe widzę jak ten stary dowcipie o żydzie, co chciał wygrać na loterii i modlił się o to przez ponad rok do Boga. W końcu Bóg nie wytrzymuje i odzywa się do niego: "Mosiek, ty daj mi szansę, ty idź i kup w końcu ten bilet na loterii". hahah Oczywiście, całość to metafora. Modlitwa to praca nad stanem umysłu. Kupno biletu na loterii - to działanie i akcja. Tego drugiego tutaj się nie opanuje, zresztą czytając posty sporo osób z tym pierwszym ma jeszcze sporo kłopotów ;)
Miłej zabawy... mam "bilety na loterii" do kupienia ;)
-
Natomiast napiszę Ci, jak wyglądają moje gusta. Otóż, prawdziwa wolność to bajka, no chyba że masz 36ERD i jesteś w pełni wyzwolony, jak Budda. Niestety, takich przypadków nie znam na tym forum ani nigdy w życiu jeszcze nie spotkałem
A moje gusta (doświadczenia) są takie, że nie trzeba być w pełni wolnym by odczuwać wolność.
W tym temacie znam wiele osób , którzy są wolni i nie koniecznie mają majątek 7-cyfrowy (bo w aspekcie finansowym przy takich liczbach w cywilizowanym świecie wg mnie możemy zacząć mówić o bogactwie), ale mają nadmiar pieniędzy w stosunku do swoich potrzeb i do tego pracują o wiele mniej niż przeciętny człowiek i bez stresu. W takiej sytuacji i nastawieniu do rzeczy materialnych chyba trudno nie czuć się wolnym.
-
Daniel
"na mój gust" to było takie tam sformułowanie wstępne hehe - dokładnie pisałeś o rzekomej "prawdziwej wolności"... i tyle, stąd taka reakcja,
oczywiście to co piszesz że ludzie nie są na poziomie Buddy jest faktem, tylko czemu zakłamują się pisząc o rzekomej prawdziwej wolności wiążąc to ściśle z bogactwem finansowym, to tego nie wiem ; )
Może bogactwo nie gwarantuje mi to pełnej wolności, ale jednak, daj znacznie większą swobodę i pole do manewrów w realizacji swoich planów czy zamierzeń
ale jak to "może"? - bogactwo materialne na pewno nie gwarantuje wolności - możesz być bogaty i na wielu poziomach być zniewolonym (możesz być milionerem i siedzieć w więzieniu, a są też i inne formy zniewolenia o których trochę było wcześniej od których bogactwo nie uwalnia) - co więcej tzw. wolność finansowa może stać się kolejnym zniewoleniem, więc
mówienie o prawdziwej wolności i łączenie tego z coraz wyższym poziomem bogactwa to bajka dla dzieci spragnionych bajek ; )
bo to że bogactwo może podnosić komfort życia, że dzięki bogactwu możesz wybierać między większą liczbą rzeczy i nawet wyższej jakości, niż ci biedniejsi, że możesz więcej podróżować, mniej i lżej pracować (albo w ogóle nie pracować) to są fakty , można robić z pieniędzmi i ich nadmiarem dużo pozytywnych rzeczy, nie tylko dla siebie, ale
- może nie udawajmy że bogactwo zapewnia czy gwarantuje wolność zwłaszcza tą prawdziwą,
- może nie udawajmy też, że nie rozumiemy czemu pojawiają się głosy przywołujące Buddę i jego drogę do wolności (związaną z wyrzeczeniem się pragnień, wolną od pieniędzy i bogactwa) w reakcji na hasła "wolności finansowej" podnoszonej nagle i nie wiedzieć czemu ; ) do rangi "prawdziwej wolności" sprowadzającej się do... większej swobody zaspokajania potrzeb i pragnień, które wciąż związane są bardziej z przymusem niż z wolnością, bardziej z ignorancją niż prawdą itd. itp. i jedynie imitują wolność,
no bo gdy pytamy o poziom naszej wolności to czyż nieuchronnie nie pojawia się pytanie o podstawy naszych potrzeb, pragnień, wyborów (bez różnicy czy spośród dwóch czy spośród tysięcy możliwości), działań na tym opartych etc.,
oczywiście są też tacy którzy określają poziom własnej czy cudzej wolności ( tudzież szczęścia, miłości itp. co kto tam sobie z tym łączy) patrząc na stan finansów i ... na tym poprzestają : D
trochę o takich (oraz kilku innych ) wyobrażeniach:
"Kierat hedonistyczny" to materialistyczne (i bardzo powszechne) przekonanie o tym, że jeśli uda nam się uzyskać to, co chcielibyśmy mieć, jeśli zaspokoimy nasze materialne aspiracje, to będziemy szczęśliwsi. To działa, ale tylko na poziomie naszego wyobrażenia.
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,20765274,hedonistyczny-kierat-pieniadze-daja-zludzenie-ze-jestesmy.html
w tym arcie o kilku innych złudzeniach związanych z pieniędzmi , do jakiego poziomu wzrost bogactwa daje zauważalne pozytywne efekty, a powyżej którego nie ma znaczenia (więc jest stratą czasu), tudzież świetne badania (wśród milionerów) nad poziomem szczęścia i związkiem tego z poziomem bogactwa, a na deser o instrumentalnym i symbolicznym podejściu do pieniędzy etc.
ale skończył mi się dostęp do tego artu więc nic więcej stamtąd na razie nie zacytuję : )
-
Ciekawie się to czyta .Wreszcie jakieś dyskusje o czymś i to na argumenty nie inwektywy.
-
Najgorzej jak ktoś wyrwie się z biedy harując, robiąc przez 10- lat za przeproszeniem komus laske (taka przenośnia) kupi sobie to, tamto i myśli że jest Bogiem :) Niestety w polskim społeczeństwie (w przeciwienstwie do zachodnich) jest wiele ludzi nie nauczonych za młodu stosunku do pieniędzy i ich miejsca w życiu. Jeszcze gorzej jest z chińskim, gdzie ten jeszcze okrutniej stłamszony niż polski w PRL, naród, teraz ma swoją "klasę średnią" (a nawet wyższą)
-
Dostatek ; ja osobiście wole to określenie.Lepiej mi sie kojarzy i chyba lepiej określa to pojęcie.
Nasuwa mi się tylko takie spostrzezenie czytając tę dyskusje .Ludzie majętni są bardziej otwarci na łatwość źycia , pozwalają sobie żyć łatwiej i lżej.Można żyć nie doświadczając miłości można i nie doświadczać dostatku i się szarpać i zamęczać wiążąc koniec z końcem ale może warto sie otworzyc właśnie na tę łatwość i lekkość życia , pozwolic sobie zamiast sie zapierac, czego sobie i wszystkim życzę.
-
Można żyć nie doświadczając miłości można i nie doświadczać dostatku i się szarpać i zamęczać wiążąc koniec z końcem ale może warto sie otworzyc właśnie na tę łatwość i lekkość życia , pozwolic sobie zamiast sie zapierac, czego sobie i wszystkim życzę.
podejście do bogactwa jak do lekarstwa na problemy związane z biedą jest spoko, podobnie jedzenie jest lekarstwem na głód a picie wody lekarstwem gaszącym pragnienie
warto pamiętać że są różne lekarstwa, zwykle za mała dawka nie da efektu uzdrawiającego, ale za duża może zaszkodzić, np.
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/zmarla-z-przedawkowania-wody,79557.html
próg szkodliwości u różnych ludzi jest różny, więc faktycznie może pasować tutaj słowo "dostatek" jako określające stan w którym wszystkiego mamy dokładnie tyle ile potrzebujemy, będąc wolnymi od pragnień posiadania nadmiaru, oczywiście zależy od celów - Budda i jego uczniowie mieli jeden cel życia, inni ludzie mają tych celów więcej - to "więcej" i związany z tym większy zakres wyborów, nie ma raczej związku z poziomem wolności ; )
oprócz tego że wyższa dawka niekoniecznie zwiększa skuteczność lekarstwa, to zwykle każde lekarstwo ma pewien zakres działania - warto czytać ulotki bo jest tam napisane na jakie dolegliwości to działa, w jakiej dawce, a są tam też i opisy możliwych skutków ubocznych, to ku przestrodze dla tych którzy upatrują w wybranych środkach panaceum na wszystkie dolegliwości i wydaje im się że jak sobie wmówią że coś jest jednoznacznie pozytywne (niezależnie od dawki) to takie będzie i że to szybciej zdobędą (w tym przypadku upragnione bogactwo)
np. co do skuteczności, można to odnieść do indywidualnych przypadków:
"Szczęście zależy od zamożności Zamożność kraju mocno wiąże się z dobrostanem psychicznym jego obywateli, jednak jak dowodzą wyniki badania, które w 2008 r. przeprowadził Ronald F. Inglehart, prof. nauk politycznych z University of Michigan, związek ten jest bardzo silny dla krajów biednych i bardzo słaby dla krajów bogatych.
Okazuje się, że w krajach zamożnych, takich jak USA, Dania czy Japonia, mimo bardzo szybkiego wzrostu gospodarczego nie obserwuje się wzrostu poczucia szczęścia jego obywateli."
http://www.newsweek.pl/styl-zycia/szczescie-co-robia-polacy-by-byc-szczesliwymi-,artykuly,395214,1.html
i stamtąd co do skutków ubocznych:
"już samo myślenie o posiadaniu dużych sum pieniędzy osłabia naszą zdolność do rozkoszowania się małymi przyjemnościami"
i
"Okazało się, że osoby, które wygrały na loterii, nie były szczęśliwsze od osób, które nic nie wygrały, jednak mniejszą radość sprawiały im codzienne przyjemności"
-
a to chyba z grubsza wiem skąd biorą się różnice również w podejściu do bogactwa:
"W podejściu hedonistycznym nie istotne są wartościowe cele życia i sposób ich realizacji. Istotne jest tylko to, czy człowiek jest zadowolony ze swego życia i czy daje mu ono więcej radości niż bólu. Miarą dobrego życia jest bilans przyjemności i przykrości. Dla hedonistów wyznacznikiem szczęścia jest maksymalizowanie przyjemnych doświadczeń.
W podejściu eudajmonistycznym szczęście nie wiąże się z bilansem przyjemności i przykrości. Jego miarą nie są pozytywne doznania emocjonalne, lecz osiąganie tego, co warte jest starań, co daje poczucie sensu życia, niezależnie od doznanych cierpień i zawodów. Dla eudajmonistów najważniejsze jest dążenie do celów nadających sens ich życiu."
http://www.psychologia.uni.wroc.pl/sites/default/files/Potencja%C5%82y%20zdrowia%20i%20szcz%C4%99%C5%9Bcia%20cz%C5%82owieka_2016_1.pdf
"- w ujęciu hedonistycznym: Dobre samopoczucie i dobrostan psychiczny – jest wynikiem subiektywnej oceny własnego życia, jego przebiegu i doświadczanych emocji (pozytywny bilans afektywny); poznawcza i emocjonalna ocena własnego życia; stopień w jakim człowiek jest zadowolony z przebiegu własnego życia, na ile podoba mu się jego własne życie oraz jaki jest bilans doświadczanych emocji
- w ujęciu eudajmonistycznym: Dobre, wartościowe życie - istota szczęścia tkwi w osiąganiu tego, co warte jest naszych starań, warte starań natomiast jest to, co pozwala spożytkować tkwiący w nas potencjał, co zgodne jest z naszą naturą, tak zwanym dajmonem - rozwojowym, twórczym, pozytywnym aspektem ludzkiej natury. Miarą szczęścia jest życie autentyczne, czyli takie, które podkreśla podstawowe cnoty człowieka, zapewnia jego rozwój i spełnienie"
-
Dostatek ; ja osobiście wole to określenie.Lepiej mi sie kojarzy i chyba lepiej określa to pojęcie.
Nasuwa mi się tylko takie spostrzezenie czytając tę dyskusje .Ludzie majętni są bardziej otwarci na łatwość źycia , pozwalają sobie żyć łatwiej i lżej.Można żyć nie doświadczając miłości można i nie doświadczać dostatku i się szarpać i zamęczać wiążąc koniec z końcem ale może warto sie otworzyc właśnie na tę łatwość i lekkość życia , pozwolic sobie zamiast sie zapierac, czego sobie i wszystkim życzę.
Też tego życzę wszystkim w tym sobie:)
-
Jak sama nazwa wskazuje, BOGactwo pochodzi od BOGa.
Nie ma Boga w sercu i umyśle, nie dostrzega się bogactwa!
W efekcie ludzie się szarpią o pieniądze (żeby mieć na rzeczy, które by sobie kupili, gdyby te pieniądze mieni).
-
Po angielsku bogactwo materialne jest 'wealth' a ktoś jest 'rich' albo 'wealthy', nie ma to związku z "God"
No i jest jeszcze ubogi , który źródłosłów też ma w słowie Bóg,
więc nie widać tu związku :P
-
Powiązanie bogactwa ze słowem Bóg (w języku polskim) wskazuje jedynie na istnienie pewnych przekonań, a nie na rzeczywistą zależność.
-
U niektórych osób uważanych za krystalicznie czyste, bogactwo jest wynikiem ohydnej karmy polegającej na złodziejstwie, manipulacji i zakłamaniu. To, że daje Bóg, nie oznacza, że nie ma się karmy związanej z tym co się chce. Żeby być pewnym czystych intencji, należy pomodlić się o takie bogactwo, jakie chce dać Bóg.
-
w klimatach hindu mówi się o trzech czy czterech celach życia w kolejności:
dharma, artha, kama (i Moksza),
bogactwo jest drugie, więc jest tu uwidoczniony związek między Bogiem i bogactwem niezależnie od takich czy innych skojarzeń opartych na podobieństwie słów, które mogą być pomocne, ale ważniejsze jest znaczenie oparte na tym co istnieje, oczywiście te cele są współzależne ale możliwe są różne karmiczne kombinacje
więc jeśli mówisz że bogactwo jest wynikiem złodziejstwa, to mówi raczej o bogactwie któremu towarzyszy brak pierwszego elementu (dharmy),
a gdy mówisz o niskiej jakości celów przy okazji bogactwa - jako tych pragnień/pożądań to jest to bogactwo i jednocześnie brak kontroli związanym z trzecim elementem (kama)
aktualny związek między tymi celami życia może być różny - wystarczy spojrzeć na osobniczy astrologiczny wykres by zobaczyć jak się to będzie układało ( np. ktoś będzie prawy i biedny a ktoś inny nieprawy i bogaty w tym wcieleniu) - różne domy w horoskopie odpowiadają tym różnym aspektom
tak jeszcze przyglądając się trzem sposobom osiągania szczęścia (eudajmoniczne, hedonistyczne i związane z przepływem)
https://www.researchgate.net/publication/303844242_Hedonizm_eudajmonizm_oraz_przeplywzaangazowanie_jako_trzy_nurty_badan_nad_szczęściem
to przepływ/zaangażowanie byłoby najbardziej skojarzone z bogactwem-artha, jako takim stanem utrzymywania dynamicznej równowagi między umiejętnościami/eudajmoniczną dharmą i wyzwaniami/hedonistyczną kamą, związany byłby z właściwym użyciem środków - wykorzystującym różnorodność boskiego stworzenia=bogactwo
oczywiście dopiero ukierunkowanie pragnień na wyzwolenie prowadziłoby do prawdziwej wolności-mokszy, na tej drodze pozostałę trzy cele zanikają i stają się zbędne (przywiązanie do nich staje się przeszkodą), a bez tego pragnienia wyzwolenia i skupienia na nim, inne pragnienia, powiązane z umiejętnościami i bogactwem zapewniałyby duszy harmonię/przepływ/spełnienie wewnątrz stworzenia
-
healingintelect
Czy Ty czasami próbujesz zrozumieć, co piszesz?
Ale bardzo fajne są Wasze wypowiedzi, które wskazują na ogrom negatywnych przekonań nt. Boga i bogactwa.
No, no. Taki rezultat po latach rozwoju duchowego? Aż chce się zawyć z rozpaczy.
BOGACTWO TO CO INNEGO NIŻ MAJĄTEK!
-
healingintelect
Czy Ty czasami próbujesz zrozumieć, co piszesz?
BOGACTWO TO CO INNEGO NIŻ MAJĄTEK!
Leszku
Nie wiem, czy oddanie się całkowicie Bogu jest czymś złym. Wiem na 100% że Bóg da mi prawie zawsze, to co chcę, ale za jaką cenę? Mając dobrą karmę i prosząc Boga o coś, nie dostałbym żadnej "kary", oprócz przywiązania do materii. Mając złe intencje i prosząc Boga o cokolwiek, dostaje się, to o co się prosi razem z karmą.
-
U niektórych osób uważanych za krystalicznie czyste, bogactwo jest wynikiem ohydnej karmy polegającej na złodziejstwie, manipulacji i zakłamaniu.
Mamy coś czego nie zabiorą nam... mamy swoje skarby.
https://www.youtube.com/watch?v=OPBPl2FaRWo
-
Żeby być pewnym czystych intencji, należy pomodlić się o takie bogactwo, jakie chce dać Bóg.
Dobre do intencji: przyjmuję bogactwo, które ma dla mnie i daje mi Bóg:)
Niejednej osobie wyjdzie przy takiej intencji=afirmacji, że Bóg nic nie ma, albo ma, ale odbiera, albo daje wybranym.
-
Też dobre.
-
Wiele osób ma w miarę dobrą karmę związaną z bogactwem i te osoby nie muszą się za bardzo martwić. Dopiero jak coś z życiu domaga się uzdrowienia, lub są już oznaki zaburzeń psychicznych/fizycznych, to poszedł bym w stronę uzdrowienia za pomocą modlitwy.
-
tak jeszcze co do nakładania na bogactwo cech duchowych w rodzaju wolności - więc nazywa się to wolnością finansową... a ma to z duchową cechą wolności mało wspólnego, tak jak terminy "dobra trwałe i dobra nietrwałe" mają mało wspólnego z odróżnieniem tego co rzeczywiście jest trwałe, od tego co jest przemijające
- wolność finansowa, wolność posiadania, czy wolność wyboru, dobra trwałe etc. są tu względne i iluzoryczne - taka też jest ich wartość: im bardziej jesteśmy zanurzeni w iluzji, im bardziej zniewoleni, tym mają one większą wartość i przypisujemy im większe znaczenie, więc dziwi (ale tylko trochę) , że ludzie ogłaszający się za uduchowionych czy zorientowanych na rd dają się nabrać na takie teksty o "prawdziwej wolności" czy bezwzględnej wartości bogactwa i związku tego z duchowymi cechami i prawdziwą naturą, albo nawet propagują takie idee jako mające ścisły związek z rd,
dla porównania taki tekst pisany z poziomu wolności (od uzależnienia od iluzji,związanych z tym błędnych utożsamień, przymusów i więzów) i przykład wartościowania ściśle związanego z urzeczywistnieniem tej duchowej cechy w 100% :
" Uświadomiwszy sobie, że aspiracje związane z doczesnym życiem są bezwartościowe, porzuć wszelkie trywialne przedsięwzięcia, są one bowiem przemijające i puste. Czy był kiedykolwiek taki czas w dziejach ludzkości, kiedy to nie istniały pary przeciwieństw, a człowiek był wolny od więzów pragnień i awersji? Porzuć wszystkie te małe ambicje i dążenia, zadawalając się tym, co przychodzi spontanicznie. W ten sposób z pewnością osiągniesz doskonałość.
(...)
Wiedz, że wszystkie przedmioty tego świata, których tak bardzo pragnąłeś, są jedynie kombinacjami i modyfikacjami pięciu żywiołów: ziemi, wody, ognia, powietrza i przestrzeni. Wszystkie materialne przedmioty, niezależnie od tego, czy uważasz je za piękne czy ohydne, czy ich pragniesz, czy też unikasz, stworzone są z tej samej substancji: z pięciu nietrwałych żywiołów. Z chwilą gdy uświadomisz sobie, że wszystkie przedmioty są w swej istocie jednakowe, że są nietrwałe, a zatem bezwartościowe oraz, że nie mają żadnego związku z tobą -wiecznością - przestaniesz ich pożądać. Zrzucisz więzy i zanurzysz się w swej prawdziwej jaźni.
Cały świat utkany jest z pragnień... i tylko z pragnień."
http://www.teatrmer.pl/pdf/asztawakra.pdf
-
Proces szukania dziury w całym przynosi odwrotne efekty od procesu afirmowania i wizualizowania.
Tu tkwi odpowiedź, dlaczego mimo wielu lat "pracy nad sobą" wielu klepie starą biedę i na nic ich nie stać.
A już szczytem negatywnej pomysłowości jest np. przekonanie, że "Bóg jest bogaty tylko w polskim języku" :)
Na jakież to wyżyny intelektu trzeba się wspiąć, by sobie dowalić ciesząc się, że się dowala innym?
Tu piszemy po polsku. Zazwyczaj też myślimy po polsku. Mamy też polskie mechanizmy w podświadomości. W polskim języku słowo Bóg i bogactwo pochodzą od tego samego źródłosłowu. W hebrajskim (kabała) Bogactwo jest jednym z imion IHWH. W sanskrycie Bogowie są bogaci!
Jakiemu celowi służy negowanie przekonania / twierdzenia, że Bogactwo pochodzi od Boga?
Oczywiście, że tylko dowalaniu. Głównie sobie! Tak, bo tak działa prawo karmy: co siejesz, to i zbierać będziesz.
I dalej, wielu twierdzi, że wystarczy się otworzyć na bogactwo, jakim obdarza nas Bóg (jakie dla nas ma Bóg).
A co Bóg na to? Dużo Wam już dał?
Ha, ha! Nawet nie wiecie, co to jest dużo wg Boga :)
A przyjmujecie dużo wg przekonań Waszych podświadomości! Dużo wg podświadomości to ociupinka wg Boga! Taka ta Wasza otwartość, jaki program macie w podświadomości :)
I na tym polega bezsens zaniechania afirmacji.
Jednakże rozumiem, że afirmowanie tego, co jest sprzeczne z systemem wartości wyniesionym z domu, czy z lekcji religii (alternatywnie kursów biblijnych) to proces tym bardziej bolesny, im więcej w tym systemie ograniczeń i niemożności. Kiedy jeszcze na dodatek afirmujecie przeciw wewnętrznym tabu (zakazom, wyrzeczeniom), wówczas nawet możecie się pochorować, czy mieć wypadki. Tu też jesteście bezradni, jak dzieci we mgle, kiedy odrzucacie praktyki głębokiego oczyszczania podświadomości. Nic więc dziwnego, że usprawiedliwiacie się, że "nie dacie się skusić złemu", lub że "nie dacie się ponieść egoistycznym skłonnościom" :)
Urojenia gonią urojenia, byle tylko nie korzystać z boskiego bogactwa!
Czy na tym polega rozwój duchowy?
Mój na pewno nie :)
Dzięki temu ja konsumuję inne owoce :)
-
Zgadzam się, że zabieranie się za afirmowanie gdy się dawno tego nie robiło jest bolesne. Tak bolesne, że niektorzy mimo że z jednej strony doskonale wiedzą, że myśl działa na rzeczywistość to wolą uwierzyć w kłamstwo np 'afirmacje nie działają', 'afirmacje to wmawianie sobie klamstw'.
Ja nie afirmowałem z miesiąc i widzę ile energii straciłem przez to.
-
wiadomo, że ludzie w wielu kulturach skupieni byli na doczesnych sprawach stąd to co dobre i boskie powszechnie kojarzyli z bogactwem i majątkiem, to jest bardzo dobre podejście zwłaszcza z ludzkiego punktu widzenia, możliwość przetrwania, realizacji pragnień, tudzież wiązała się z tym wartość własna, jak i szacunek w społeczności, etc. - same korzyści : )
przy czym pomijając te skojarzenia i powszechne we wszystkich kulturach trendy, to związek bogactwa z Bogiem jest różny - gdyby był ścisły to ludzie bogaci byliby bliżej swojej boskiej natury - im ktoś bogatszy tym bardziej rozwinięty duchowo - a to jest raptem kwestia karmy, czyli w efekcie tak jak pisze Leszek "konsumpcji owoców" - z rozwojem duchowym najczęściej mało ma wspólnego za to z rozwojem osobistym/egocentrzycznym bardzo wiele : )
co do podtrzymywania tylko pozytywnych skojarzeń i afirmowania sobie bogactwa i pieniędzy jako tego dobra ściśle i nierozłącznie związanego z Bogiem, co by otwierać się na to i potem konsumować, to dla porównania takie podejście gościa który był bardzo bogaty i jednocześnie uduchowiony, więc przy okazji swojego stosunku do bogactwa w potocznym znaczeniu, on tu mówi o takim podejściu które ściśle jest związane z Bogiem, a które tworzy ten związek który ludzie sobie afirmują jako istniejący (!):
"Mówi się: z pieniędzy powstaje wiele rzeczy. A ja mówię: z pieniędzy powstaje wiele zła. Ludzie nauczą się czynić dobry użytek z pieniędzy, kiedy zrozumieją różnicę między ludzkim i boskim punktem widzenia." Sai Baba
http://www.sathyasai.org.pl/dyskursy.php?tekst=t2.7.647
"Osiągasz bogactwa zgodnie ze swoją karmą. Dlatego ciesz się tym, co posiadasz"
-
więc gdy przebijemy się przez warstwy skojarzeń bogactwa jako grzesznego i złego , to często popadamy w hurra optymizm i kolejną skrajność - przypisujemy bogactwu wręcz zbawczą moc ; ) jako ponoć związaną z "prawdziwą wolnością", postrzegamy bogactwo jako pochodzące od Boga więc jednoznacznie korzystne dla nas bez żadnych warunków (!) - kwestia jest taka że jest wiele rzeczy które pochodzą od Boga w tym świecie (a wszystkie bez wyjątku złożone są z tych samych 5 elementów) a które są korzystne dla nas tylko w pewnym zakresie i pod pewnymi warunkami (nawet picie czystej wody może być śmiertelne w nadmiarze)
więc jeszcze takie podejście do bogactwa jako pochodzącego od Boga i jednocześnie jego przydatność w rozwoju duchowym (w osiągnięciu ostatecznego celu życia/w wyjściu poza ograniczenia stworzenia) - bo to są dwie różne sprawy:
"Mędrcy wierzyli, że boska zasada była obecna wewnątrz i na zewnątrz wszystkiego i że można jej doświadczyć bezpośrednio oraz pośrednio. Kontynuowali swoją ascezę dla dobra ludzkości. Uświadomili sobie prawdę, że boska promienna Osoba wykracza poza zewnętrzną ciemność, a doświadczając tej rzeczywistości, wezwali wszystkich, by jej szukali i doświadczali.
Promienny Purusza jest zupełnie bezinteresowny, pełen światła, jest ucieleśnieniem wszystkich pomyślnych cech i jest wolny od atrybutów. Opisano go jako 'Śiwę', co znaczy ten, który znajduje się ponad trzema gunami (sattwą, radżasem, tamasem) i dlatego jest absolutnie czysty i nieskażony. Uważano go za wiecznego, wszechpotężnego, wszechobecnego i posiadającego wszystko, co jest wielkie i chwalebne - sześć oznak boskości: bogactwo, prawość, sławę, poświęcenie, mądrość i reputację. Z tego powodu otrzymał kolejne imię - Iśwara. Iśwara to ten, który jest obdarzony wszelkimi możliwymi rodzajami bogactwa.
(...) Iśwara. To znaczy, że Boga uważano za posiadacza niezmiernego i nieprzebranego bogactwa. Czym jest to bogactwo? Pewnego rodzaju bogactwem jest zdrowie. Pewnego rodzaju bogactwem jest dobrobyt materialny. Wiedza, cnoty, mądrość - wszystko to zawarte jest w pojęciu ajśwarja (bogactwo). Mędrcy urzeczywistnili prawdę, że Iśwara jest ucieleśnieniem wszelkiego bogactwa.
Mędrcy twierdzili, że Śiwa jest także opiekunem tych, którzy szukają w nim schronienia. Dlatego nazywano go Śankara - ten, który zapewnia ochronę i łaskę.
(...)
Tajemnica stworzenia jasno wynika z opisu postaci Śiwy. Sierp księżyca na głowie Śiwy symbolizuje świadomość w człowieku, Ganges symbolizuje życiodajną siłę, a wąż na jego ciele reprezentuje miriady istot żywych. Rezyduje na srebrzystej górze. Jego najdroższym przyjacielem jest Kubera, pan bogactwa. Dlaczego mimo to ma obowiązek nosić miseczkę żebraczą? Aby pokazać światu, że wszelkie bogactwo jest przeszkodą dla rozwoju duchowego, Śiwa wyrzekł się wszystkiego. Dzięki wyrzeczeniu stał się wiecznym ucieleśnieniem najwyższej błogości.
http://www.sathyasai.org.pl/aktualnosci.php?tekst=t5.7.3.1
-
ten sam motyw można znaleźć w klimatach judeochrześcijańskich, gdzie Bóg błogosławi bogactwem żydowskim królom i wszystkim sprawiedliwym - więc Bóg tutaj jest to tenże Iśwara z klimatów hindu: Pan stworzenia/życia i śmierci/karmy i jej owoców, bardzo fajnie się żyje w stworzeniu gdy jest się błogosławionym przez Boga, co się sieje to się zbiera, przy tym życie w stworzeniu, a wyjście poza jego ograniczenia, to wciąż dwie różne sprawy
więc gdy pojawia się Jezus to przychodzi z innym przesłaniem - wskazuje na Boga który jest poza wpływem trzech gun i który wynosi ponad te wpływy - czyli na Śiwę - i tutaj mamy inne przesłanie płynące z jego ust: bogactwo staje się przeszkodą w rd - co potem przekształciło się w religijne potępienie, a przecież nie ma konfliktu między Iśwarą, Kuberą i Śiwą - są to jedynie inne funkcje Boga i poziomy z tymi imionami związane, tudzież cele osiągane dzięki ich błogosławieństwom, które warto odróżniać
ilu Jezus znalazł gotowych do wejścia na ścieżkę wolności, pójścia w jego ślady i porzucenia przywiązań do tego co doczesne i przemijalne? porzucenia przywiązań w formie zostawienia związanych z tym wszelkich atrybutów, a nie tylko poprzestawania na gładkiej gadce? na początek (a może i koniec) ... dwunastu? : )
"Podsumowując, Izraelici otrzymali ziemskie obietnice i nagrody będąc Bożym ludem wybranym. Bóg dzięki nim dał nam wiele ilustracji, zasad i prawd. Wiele ludzi pragnie otrzymać ich błogosławieństwa, ale nie ich przekleństwa. Jednakże w czasie progresji objawienia, Bóg objawił przez Jezusa Chrystusa wspanialszą służbę: "Teraz zaś objął o tyle znakomitszą służbę, o ile lepszego przymierza jest pośrednikiem [Jezusa], które ustanowione zostało w oparciu o lepsze obietnice." (Hebrajczyków 8,6).
Bóg nikogo nie potępia za to, że jest bogaty. Jest wiele źródeł bogactwa, jednak On przedstawia wielkie zagrożenie ...)
https://www.gotquestions.org/Polski/chrzescijanin-bogactwo.html
podobnie było z Buddą, zwanym Błogosławionym, którego królowie - błogosławieni bogactwem przez tego samego Boga - zwalczali, więzili i w końcu otruli za szerzenie herezji niszczącej ludzki/społeczny porządek i namawianie ich dzieci do wejścia na ścieżkę duchową i porzucenie na początek jednej z przeszkód w rd - czyli ... bogactwa i ogólnie życia światowego : D
-
przy okazji w temacie judaistycznego Boga Jahwe który „jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze” a więc i obdarza bogactwem tych którzy działają zgodnie z Prawem i zasadami, a odbiera tym którzy wykraczają poza prawa i umowy
- no to jest ładny opis Iśwary - przy czym warto zwrócić uwagę że ten Bóg, tak definiowany, jest opisem pewnego aspektu którego funkcja zależna jest od tego co jest zapisane jako dobre albo złe - to co kontroluje jest wyższe od tego co jest kontrolowane: Jehowa kontroluje istoty i zjawiska w całym stworzeniu, ale jego działanie jest kontrolowane przez przyczyny wynikające z ustalonych reguł i skutków działań istot
- więc często Iśwarę kojarzy się jako związanego z żywiołem powietrza , a powyżej tego żywiołu jest żywioł przestrzeni, który jest nieograniczonym (8) bogactwem z którego Iśwara/Jehowa wydziela istotom żyjącym w jego stworzeniu to na co zasłużyli - zgodnie z przyczynami na tym poziomie zapisanymi, więc spotyka się też ludzi którzy implantują sobie różne zapisy tego co chcą i kasują to czego nie chcą, dla nich Bóg to jest takie pole nieograniczonych możliwości, czy nieskończona przestrzeń, której doświadczają i na którą świadomie wpływają zgodnie ze swoją wolą/pragnieniami, można by ten poziom nazwać Kuberą, macierzą, czy jak kto lubi to zwać - tutaj dostaje się wszystko to czego się zapragnie... i potem trzeba to konsumować w czasie, wychodzi z tego taki karmiczny przymus : )
za to wyżej jest Śiwa (9 jako jego czysta energia wolna od wpływu gun) będący poza wpływem stwórcy (7) i jego stworzenia, jak i zasad oraz przyczyn(8) na których jest to stworzenie oparte, Śiwa jest niezainteresowany tym całym bogactwem materialnego stworzenia więc kompetentny by błogosławić i wskazywać drogę z napisem EXIT - czyli obrazkowo mówiąc trzyma miseczkę żebraczą ; )
ci którzy schodzą z tego poziomu mają taki właśnie - identyczny - stosunek do bogactwa (Jezus, Budda etc.) traktują je jako przeszkodę w rd prowadzącym do "domu Ojca"
- warto pamiętać że ego jest subtelniejsze od intelektu (czyli jest jakby pomiędzy 8 i 9), a do tego jest zwrócone w kierunku stworzenia i głęboko w nim zakorzenione (pierwotne i wtórne zalążki pragnień zasiane przez ego na poziomie 8 sprawiają że zostaje się wrzuconym przez Stwórcę/Iśwarę/Jehowę w cykl narodzin i śmierci między 1 i 7, gdzie 7 to śmierć i kolejny nawrót pod dyktando przyczyn 8)
- więc stąd takie a nie inne zalecenia i praktyki dawane przez różnych mistrzów, celujące w tą warstwę ego, umożliwiające odwrócenie się od iluzji i zwrócenie w kierunku Śiwy, oraz jednocześnie wypalenie wszelkich przyczyn i zalążków na poziomie 8, również (albo i zwłaszcza) tych związanych z bogactwem i związaną z tym konsumpcją przyjemnych skutków : )
ciekawostką jest to że w żydowskich klimatach zbawiciel ma liczbę 728 byłby to w tym ujęciu ktoś taki kto stoi pomiędzy żywiołem powietrza i przestrzeni, a jego funkcją jest zbawcze zarządzanie i wpływanie na karmę istot uwięzionych w cyklu narodzin i śmierci -
w tym procesie część tej karmy taki mistrz spala, część bierze na siebie, a część ustawia w taki sposób że służy wyjściu "zbawianych" ponad ograniczenia czasu i przestrzeni - Iśwara daje zgodnie z wyrokami karmy - zgodnie z zapisami w przestrzeni i czasem którego jest ucieleśnieniem, a taki zbawiający mistrz modyfikuje to tak żeby np. móc te zwroty karmiczne wytrzymać (przyspiesza/zwalnia/usuwa/modyfikuje etc.) , jest trochę wypowiedzi takich mistrzów którzy mówią że mają władzę i kontrolę nad karmą, a jednocześnie pełnią takie funkcje wobec innych,
a gdy do tego dochodzi wpływ Śiwy, czyli spalenie ego delikwenta (którego początek umiejscowiony jest między 8 i 9) np. w procesie medytacji, wtedy efekt tego jest trwały : )
co ciekawe wyzwalającą łaskę/boskie przebaczenie, można przedstawić jako liczbę 98 czyli taki zapis mówiący o oczyszczającym pole przyczyn (8) wpływie czystej boskiej energii (9) ale to najlepiej działa gdy nie ma między nimi tego czynnika blokującego czyli gdy ego jest zredukowane do nicości i nie produkuje ani nie podtrzymuje już żadnych zalążków przyczyn/pragnień na poziomie 8 : )
-
mógłbym tak pisać czym jest dla mnie bogactwo w takim wąskim jak i szerokim rozumieniu, ale w sumie zawiera się to wszystko w dwóch symbolach, które zostały obrzydzone swego czasu przez szaleńców zza naszej zachodniej granicy, a pięknie obejmują temat zarówno ogólnie jak i w detalach, zachwycam się nimi od czasu gdy odkryłem je ukryte w zestawie naszego centrum duchowego, i tak zacząłem zgłębiać z czym się wiążą w oparciu o to co zaobserwowałem w akurat tym danym nam układzie, a nie o to jak to opisują i rozumieją inni, bo jest tu wiele sprzecznych informacji:
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/34/Sauwastika_swastika_comparison.svg/1200px-Sauwastika_swastika_comparison.svg.png
-
przy okazji różnych symboli (również prosperity i pomyślności) i ich użycia to są to tylko opisy pewnych zjawisk i narzędzia, które można użyć w pozytywnych lub negatywnych celach, oczywiście ubolewam nad tym że długo jeszcze nie będzie można pokazać się ze swastyką albo sauwastyką publicznie ze zrozumiałych powodów nadużyć i wypaczeń związanych z szerzeniem pod tym sztandarem wielkościowych idei narodu wybranego, do tego wciąż podtrzymywanych i odradzających się, co oddala perspektywę zmiany społecznych skojarzeń
warto przy tym pamiętać, że przyczyna wypaczeń i nadużyć jest wciąż ta sama i umiejscowiona bardzo wysoko (tuż przy poziomie Atmy więc jest w stanie wypaczyć wszystko co poniżej) - jest identyczna z przyczyną zniewolenia człowieka:
„Tylko gdy odchodzi ego, urzeczywistniasz prawdę o Atmie. Ego jest źródłem zniewolenia człowieka.” (Sai Baba)
-
Ponad 4 MILIARDY odsłon jednej piosenki, rytmy latynoskie do tańczenia:
Despacito Luis Fonsi - ft. Daddy Yankee https://www.youtube.com/watch?v=kJQP7kiw5Fk
Kreacja bogactwa może przejawiać się na różne sposoby:)