W tym miesiącu to już nie znajdę nic sensownego, pod koniec roku to nie bardzo to widzę. Jeden kolega z zespołu już odszedł bo lepsza praca sama go znalazła, koleżanki się na niego boczą bo trochę przez to jesteśmy w dupie, a ja się tam cieszę, że trafiło mu się coś lepszego. Gdybym jeszcze ja teraz odeszła to by moje koleżanki z zespołu miały mega problem. Co nie zmienia faktu, że gdyby mi się nawinęło coś innego to bym odeszła.
Jeżeli nic lepszego się nie pojawi to wytrzymam do końca roku i koniec, potem odchodzę bez względu na wszystko.
Ale praca tam teraz to straszna harówka, do tego atmosfera coraz gorsza, koleżanki z pracy są bardzo pracowite, zapierniczają jak małe samochodziki, z jakiegoś powodu czują przymus żeby napracować się jak najwięcej i tego samego oczekują ode mnie. Ja niestety nie mam do tej pracy motywacji, a z natury działam niestety wolniej i nie pracuję ani tak dobrze, ani tak dużo, ani tak szybko, jak one. No i boczą się o to na mnie.