MI teraz wywaliło ,że moje dziecko to problem i jeszcze bardziej się go wstydzę. I złość na Boga,że mnie nie wyciągnął z tego problemu wpadki ;P Skoro innych wyciąga to czy zapomniał o mnie?
I bardzo dobrze, że wyszło na wierzch. Będziesz mogła to przepracować

Wywałka rządzi się swoimi prawami

, ale abstrahując od tego, to zobacz: Na wszystko można patrzeć jak na problem i jak na coś wartościowego, co może pomóc nam w uzdrowieniu i dać wiele radości

Na dziecko też można patrzeć w ten drugi sposób. Ba! Tym bardziej dziecko można w ten sposób traktować

Dziecko to przecież człowiek. I to nie byle jaki. To wyjątkowa osoba, od której – z racji jej naturalnych, przyrodzonych cech - można tak dużo się nauczyć!
Ale ktoś, kto ma sam nieuzdrowione wewnętrzne dziecko, kto sam jest dużym, skrzywdzonym dzieckiem nie będzie widział wszystkich możliwości związanych ze stanem rodzica. Dlatego, żeby w pełni otworzyć się na to, co może dać świadome rodzicielstwo, trzeba przerobić swoje wewnętrzne problemy. Z samym sobą.
Ja to widzę po sobie. Kiedyś nie lubiłam dzieci. I do dziś mnie do nich specjalnie nie ciągnie, po prostu bycie rodzicem to nie moja ścieżka. Ale widzę, jak bardzo potrafi być to atrakcyjne, jak wiele może dać radości, miłości, jak wiele dziecko daje możliwości, jak wiele uczy (oczywiście tylko wtedy, gdy ktoś chce się nauczyć). Coraz bardziej mi się to podoba
A wszystko dlatego, że pozdrawiałam w sobie dość sporo. Tylko dlatego

Tak naprawdę drugi człowiek nigdy nie jest problem, gdy patrzy się na niego z miłością. Wręcz przeciwnie: można go obdarować miłością! I sam może odwdzięczyć się tym samym. To coś niesamowitego. A dziecko ma większy potencjał niż dorosły z natury. Oczywiście dopóki nie zabijemy w nim tego dostosowywaniem go do naszych (społecznych) wyobrażeń.
A co do prozaicznych spraw, typu "dziecko zamyka na udany związek", to tylko wyobrażenia. Do odpuszczenia

Znam przynajmniej kilku mężczyzn (w tym jednego znanego rozwojowca), którzy wiążą się tylko z kobietami z dziećmi
