Ingo,
będę uczestniczyć w wigilli bo uczestniczą w niej ludzie , których kocham i z którymi chcę spędzać ten czas( wolny). Są też tam ci którzy chcą mnie presjonować na lepszą stronę życia czyli na katolicyzm, kościół, bycie taką jaką oni chcą abym była.
Nie uważam,że opłatek mnie przybliża do Boga, w ogóle mam jakąś złość na ten cały katolicyzm,że w nim wyrosłam i że oni są katolikami i nie widzą swoich sprzeczności. Nawet Biblii nie czytali, ale za rytuałami wpadliby w ogień! Ja jestem dla nich gorszą kategorią ze swoim zdaniem i myśleniem. NIe podoba im się to. Ja nie chcę się dzielić z nimi opłatkiem chcę zjeść i fajnie spędzić czas, po prostu. Ale czuję lęk ,że będą mnie zmuszać i ,że ulegnę tak jak z chrztem dziecka. Ojciec powiedział,że jak go nie ochrzczę to mi więcej nie pomoże. I zrobiłam to z lęku. Żałuję bo to była paranoja na kółkach, gorszej ceremonii w życiu nie przeżyłam, nawet pogrzeb wydaje się bardziej spoko!
Ale co się stanie jak się podzielę? też chyba nic. Ale zależy czy zrobię to żeby ładnie wyglądało, czy po prostu mi to zwisa a jak mi zwisa to po co się dzielić?
Ogólnie czuję presje ojca najbardziej żebym do kościoła poszla,żebym z dzieckiem tam chodziła. Ostatnio się pokłóciliśmy i pewnie chodzi o to ,ze do kościoła nie chodzę,ze mówię ,że ta wiara mnie nie interesuje. Zresztą od dziecka widziałam co się wyprawia w domu przychodząc świeżo ze spowiedzi, nie kręciło mnie to, obrzydzała mnie ta hipokryzja.
Szczerze ciekawi mnie jak będzie przy stole jak nie będę się chciała dzielić opłatkiem! pewnie napiją się wódki i będą presję swoją chcieli wciskać. Ajj

sorki jak to składni nie ma szybko pisze:)