Rutyna zabija rozwój. Rutyna ogranicza, ponieważ pozwala się rozwijać w ramach tego co już znane.
Wczoraj obejrzałem zalinkowany na forum filmik o ludziach gapiących się na słońce - główny bohater dokumentu chociaż zagubiony, zrobił na mnie wrażenie swoją pasją i zaangażowaniem w szukanie. Chociaż sam nie wiedział czego szuka, podążał za wewnętrzną potrzebą i szukał.
Spojrzałem na siebie i stwierdziłem że definitywnie pasja do mojego rozwoju we mnie umarła, zastąpiona rutynowym odwalaniem zaplanowanej roboty, żeby osiągnąć konkretne cele. A gdzie w tym czysta i dziecięca ciekawość Boga, która mi towarzyszyła na początku?
Pomedytowałem trochę i poczułem, że to wygasło nie bez powodu - dalsze poszerzanie świadomości wiązałoby się u mnie z całkowitą zmianą nastawienia do bardzo wielu spraw i wywróciłoby mi do góry nogami sporą część mojego systemu wartości. Podświadomość więc bardzo niechętna do tak głębokich zmian postanowiła mnie przytrzymać w stanie zawieszenia poprzez jak najczęstsze uciekanie od siebie, zniechęcanie do medytacji i ogólne lenistwo.
Nie będzie łatwo mi się przebić przez te nawyki, bo wiem że teraz mogę mieć motywacje, ale jak będzie trzeba rano wcześniej wstać to cała silna wola gdzieś wsiąknie.
Mogłem jednak doświadczyć jakiejś części tej nowej świadomości i to powinno mnie zachęcić do dalszej, medytacyjnej eksploracji. A jest to głównie świadomość bezpieczeństwa i bogactwa, której mi teraz brakuje. Mogłem poczuć jak to jest odczuwać głęboki spokój i pewność co do tego, że przyszłość jest bezpieczna, że spotykają mnie tylko dobre i coraz lepsze rzeczy. No i otwierający się kranik z bogactwami Boga, z którego spływają nieskończonym strumieniem wspaniałe możliwości przejawiania się, na wszystkich płaszczyznach życia. Bogactwo możliwości, okazji, szans, środków i wszystkiego co potrzebne do spełnionego życia.
Tak, myślę że znajdę w sobie motywację do odkrywania tego aspektu Boga
