Ingo, do kościoła nie chodzę, chodzić nie zamierzam,nie będę! chyba,że na pogrzeb kogoś z rodziny. Ostatnio był pogrzeb i poszłam z synem do domu ( on jest mały więc to też inaczej). Ojciec mnie nie zmusza do kościoła już. Zwłaszcza,że moja starsza siostra też nie chodzi a ojciec jest jej posłuszny(wszystko co ona powie jest święte) ! Więc mam ją po swojej stronie można powiedzieć, kochana istotka!

Z tym chrztem to ojciec mnie pocisnął i uległam ale co niedzielę nie śmigam

ufff.
Wiesz, mam to gdzieś niebawem (mam nadzieję) pójdę do pracy, ogarnę się i nie będzie miał nic do powiedzenia. Już mu ucinam wszystko co z synem związane w bierzących sprawach. Zapytał czy wierzę w Boga to powiedziałam,że tak ale do kościoła chodzić nie będę. Zobaczymy jak sprawy wynikną jak konflikt sie będzie zaostrzał i nie zaakceptuje tego ,ze z synem nie chodzimy to jego sprawa. Wtedy postawię definitywnie na swoim i szukam chaty i pracy. Nie mogę dac się stramsić, nie teraz, nie w tym życiu, nigdy.
Czas się wyzwolić. Wczoraj spotkałam kolegę geja i on też nie moze się w rodzinie ujawinić, gryzie się, mówi,że by go wyśmiali ! Także tego , nie jestem sama bo z przyjaciółmi i z Bogiem- tym co nie ogranicza

)
Myślałam,zeby spokojnie powiedzieć ,że ja nie dzielę się opłatkiem i nie tłumaczyć się, jak będzie jazda to po prostu przeproszę , wyjdę i wrócę jak się uspokoją . ZJem i miło spędze czas. Jak wypiją za dużo to znów się będę ewakuować żeby się nie narażać na ich "trzeźwość i przytomność" czyli ich racje. To będzie dla mnie niezły sprawdzian
