Ostatnio przywykam coraz bardziej do tego że mam wokół siebie ludzi którzy akceptują mimo tego że popełniam błędy i że czasem się gubię. Mam nadzieję że moi znajomi wytrzymają ze mną do czasu aż całkiem się odnajdę

A w temacie odnajdywania się, pojechałem na święta do rodziny, coś mnie bardzo ciągnęło na "wizytę kontrolną", żeby zobaczyć ile pooczyszczałem i na ile czuję się od nich niezależny. Widzę że bardzo dużo oczyściłem, nie ma konfliktów, dokonałem wielkiej ilości pracy przez te lata, ojciec chce dla mnie dobrze, mama chce dla mnie dobrze, nie zmuszają mnie już do niczego, szanują moją wolę itd itd. Myślałem że kiedy to wszystko uzdrowię to będę wreszcie miał kochającą rodzinę, a jednak... Kiedy przebywam z nimi i widzę jak oni ze sobą rozmawiają, nawet kiedy się nie kłócą, to zaczynam się czuć coraz gorzej i gorzej. Zrozumiałem że ze mną jest wszystko w porządku, tylko wciąż na siłę chcę być w wysokich wibracjach z moją rodziną, a tak się nie da.
Zastanawiałem się ostatnio nad Drogą Życia. Jestem na etapie, w którym mam świadomość że coś takiego jak droga życia wybrana przed wcieleniem istnieje, i w zasadzie niewiele więcej. Pomodliłem się mocno i szczerze o oczyszczenie mojej drogi życia i otwarcie mi dostępu do najlepszej i najkorzystniejszej dla mnie drogi życia. Coś zaczęło się dziać a chwilę później poczułem że teraz powinienem się nimi zająć, zacząłem rozważać nawet powrót na stałe do Katowic i że teraz będę się nimi zajmował i o nich dbał. Zastanawiałem się czy to rezonuje z moim sercem i wydawało mi się że jednak nie... Przestało mi się wydawać, a zacząłem to czuć naprawdę, kiedy wróciłem do domu ze spaceru z psem na którym wypowiedziałem tą modlitwę. Lepiłem z mamą pierogi i czułem jak bardzo się męczę przebywając z nimi w zadymionym pomieszczeniu, zmęczonymi życiem. To mnie ściąga w dół:((( Wciąż nie mogę się pogodzić że nie mam kochającej, zdrowej, świadomej rodziny. Jak zmieni mi się ta droga życia to będę to przywiązanie do rodziny próbował czymś zastąpić, na przykład grupą szczerych przyjaciół. Mam ogromną potrzebę bycia w grupie, jestem stadnym zwierzęciem i potrzeba mi dużo miłości wokół siebie żebym mógł wzrastać. Dlatego jestem bardzo wdzięczny osobom które ostatnio pojawiły się w moim życiu i mimo że nie jestem nauczony otwartości i ufności, i czasem się łapię na moich nieczystych intencjach, to będę poświęcał dużo uwagi na pielęgnację tych znajomości. Samemu bez pozytywnego otoczenia po prostu sobie nie poradzę. Wiele razy próbowałem coś stworzyć całkiem sam i nie wyszło:(
Poza tym pierwszy rok w moim życiu wszedłem do domu, powiedziałem że nie kupiłem nikomu w tym roku prezentów, że jestem egoistą bo sprawiłem sobie samemu na święta wypasione słuchawki z Sennheisera. I o dziwo zostałem zaakceptowany:)))
Wyznaję jeszcze że wróciłem do rozwojowej techniki starej jak świat, którą ostatnio zaniedbałem, a jest prosta jak konstrukcja cepa, i korzysta z niej wielu ludzi nie mających pojęcia o rozwoju duchowym. Słuchanie swojego serca. Nawet jak czasem jest głucho, to czekam i cierpliwie słucham co w sercu gra. Ono mnie prowadzi ku lepszemu życiu.
Tyle na teraz.