Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 640540 razy)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-12-09, 18:49:57 »
"Ja wiem jak się postrzega ludzi, kiedy w dłuższym okresie dostaje się od nich sam syf. Wiem jak to wypacza postrzeganie ludzi jako takich.

Na szczęście przez ostatnie pół roku, od kiedy zacząłem sobie pracować z medytacją na relacje z ludźmi (2 medytacja "Bezpieczeństwo w świecie" D. Logi) to się zaczęło zmieniać. Zaczęli się w moim życiu pojawiać fajni ludzie, zarówno rozwojowi jak i nie rozwojowi. Wśród rozwojowców oczywiście lepiej, bo jednak można się bardziej otworzyć i liczyć na więcej zrozumienia, generalnie stworzyć jakąś głębszą relację, ale mimo wszystko z tymi drugimi też potrafię miło spędzić czas i dobrze się bawić."

To super, myślę, że to pewna umiejętność, coś istotnego, czego mi być może brakuje :) a może to kwestia wynikająca z innych predyspozycji społecznych. Jak już jestem wśród znajomych "nierozwojowych" to potrafię być bardzo zabawna ;) tyle, że mi się nie chce za często tego praktykować. W tym sęk ;)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-12-09, 18:45:47 »
Indra,

to już nie o Lublin chodzi bo prawie tam nie wracam. A na studiach na porządku dziennym było wyśmiewanie się z takich jak my ;)))

Clint,

nie sądzę, że to tak bardzo bullshit z podświadomości :) Nie mam potrzeby posiadania wokół siebie armii ludzi i rzeczywiście to nie problem dla mnie. Odniosłam się trochę do wypowiedzi Ani82 i dlatego opisałam pewne aspekty. Mam wokół siebie tych na których mi zależy, ale jakby to oceniła współczesna psychologia - jest to na tyle mało osób, że można by mnie zaliczyć do osób aspołecznych. A przecież jakość się liczy i wybieranie w zgodzie ze sobą, na czym mi bardziej zależy. Znudziła mi się również walka ze sobą i ocenianie siebie z poziomu - wywala mi, nie wywala.

W moim życiu też są ludzie rozwojowi i nierozwojowi, to nie problem ich przyciągać, kwestia samopoczucia przy jednych jak i drugich, angażowania się, dawania niepotrzebnie energii jak wspomniała Freeflight. Myślę, że dosyć ją rozumiem w tym co opisała, ponieważ sama angażowałam się w niepotrzebne, męczące relacje, a Ci ludzie i tak do mnie nie pasowali :)))

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-12-09, 18:30:50 »
BlackRose

Rozumiem o czym piszesz, ale pocieszę Cię że to w pewnej dużej części bullshit z Twojej pś :D

Ja tam nie studiach nie spotkałem się z takimi zachowania, a się nie ukrywałem, wręcz zdarzyło mi się w mniejszych grupach wprost powiedzieć, że się tym zajmuje i nie było problemu - to samo mój przyjaciel buddysta, który słyszał kilka drobniejszych złośliwości (zwykłe, prymitywne żarciki), ale to ewidentnie wynikało z jego lęków. Jego współlokatorzy (katolicy) wiedzą o jego praktykach i całkowicie to akceptują.

Ja wiem jak się postrzega ludzi, kiedy w dłuższym okresie dostaje się od nich sam syf. Wiem jak to wypacza postrzeganie ludzi jako takich.

Na szczęście przez ostatnie pół roku, od kiedy zacząłem sobie pracować z medytacją na relacje z ludźmi (2 medytacja "Bezpieczeństwo w świecie" D. Logi) to się zaczęło zmieniać. Zaczęli się w moim życiu pojawiać fajni ludzie, zarówno rozwojowi jak i nie rozwojowi. Wśród rozwojowców oczywiście lepiej, bo jednak można się bardziej otworzyć i liczyć na więcej zrozumienia, generalnie stworzyć jakąś głębszą relację, ale mimo wszystko z tymi drugimi też potrafię miło spędzić czas i dobrze się bawić.

Są oczywiście miejsca i ludzie, gdzie jednak nie ma się zbyt wiele wspólnego. W mojej obecnej grupie na studiach (gdzie na szczęście spędzam ledwie kilka godzin tygodniowo) jest mało osób i jakoś nie ma nikogo ciekawego. Nauczyłem się czuć w porządku w takich sytuacjach i po prostu sobie siedzieć w milczeniu, jak nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Nawet znikł lęk, że będę postrzegany jako odludek czy coś w ten deseń.

Cytuj
Zastanawia mnie poziom samotności w rozwoju duchowym. Im "wyżej" się idzie, tym mniej osób harmonizujących na drodze
Mi też do głowy takie przekonania przychodzą, ale czuje że to bzdura. Ta, na logikę im bardziej w górę, tym bardziej rozrzedzone towarzystwo, bo spada ilość równie mocno urzeczywistnionych. Na szczęście w praktyce zawsze się jacyś znajdą, a my też nie potrzebujemy całej armii, więc nie sądzę żeby to miało być problemem.

Problemem raczej jest nieotwieranie się na coraz fajniejszych ludzi w naszym życiu. Odpuszczać sobie toksyczne towarzystwo jest stosunkowo łatwo, bo to nie jest aż tak wielki problem, żeby pokazać pś że siedzenie w gównie jest do bani. Gorzej jednak z otwarciem na tych fajnych, bo wywala poczucie niegodności i niezasługiwania, wywlekanie swoich braków, przekonanie że nie jest się dość dobrym, że by się odstawało, itd.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-09, 18:04:42 »
BlackRose
To o czym piszesz jest dla mnie jak totalnie inny świat.. naprawdę. Nie mogę uwierzyć, że na studiach takie rzeczy jak wyznanie, katolicyzm może mieć jakieś znaczenie. Tam, gdzie ja się uczyłam w ogóle ten temat nie istniał, dobrze się dogadywałam ze znajomymi z uczelni.
Mam osobiście wrażenie, ze w dużej mierze chodzi po prostu o miejsce. Od dawna o Lublinie krąży opinia taka, a nie inna. Skorzystałabys bardzo na zamieszkaniu w dużym miescie, gdzie jest znacznie większy luz i nikomu nie przyjdzie do głowy kogoś oceniać z powodu bycia/nie bycia katolikiem- ale to są moje subiektywne odczucia, wrażenia i opinie, moę sie oczywiscie mylic.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-12-09, 17:55:15 »
Zastanawia mnie poziom samotności w rozwoju duchowym. Im "wyżej" się idzie, tym mniej osób harmonizujących na drodze. Ogólnie odnoszę się w porzadku do ludzi, potrafię się zachować, nie czuję spięcia, paniki przy nich. W zasadzie jestem "normalna", tak powierzchownie normalna. Im dłużej poznaję siebie, tym mniej mam ochotę na spotkania z ludźmi. Na szczęście nie zmniejszyła mi się ochota na życie według moich potrzeb, moich zainteresowań, fascynacji. Zwiększa mi się jednocześnie akceptacja dla innych i pozwalam im żyć tak jak chcą, poprzez to, że ja się do nich nie wtrącam, nie daję im energii, uwagi, nie frustruję się nimi. Mam swój cichy świat, z którego czasami wyrywa mi się chęć zmieniania "czegoś" na własny użytek. Jednocześnie wiem, że większość ludzi wolno dojrzewa. Ci którzy nie rozwijają się, nie medytują, skazani są na zmiany wymuszone przez czynniki zewnętrzne. Bodźce, tragedie, które wymuszą w nich konkretne emocje, zachowania. Co innego osoby, które z własnej woli dążą do przemiany, innego pojmowania. Społeczeństwo wolno się zmienia ponieważ żyje w ciągłym zagrożeniu, buncie, niezrozumieniu - i najwyraźniej ma małą chęć uskuteczniać coś innego. Dało mi to ogromną ulgę, gdy pomyślałam, że jest tak jak jest i nie mam wpływu, na to aby było inaczej. Pozbawiłam siebie odpowiedzialności za innych ludzi i za zmiany jakie mogą potencjalnie osiągnąć.

Też od długiego czasu nie istnieję towarzysko. Na studiach zakładałam uśmiech numer 5, w innych miejscach pozostałe. W gronie osób mi bliskich odzyskuję pasję przeżywania, poszukiwań, twórczą radość. Kiedyś się martwiłam, że nie potrafie utrzymać żadnych relacji, które kiedyś się nawiązały - czy to na studiach, czy w szkole. Obwiniałam o to ludzi, ale teraz widzę, że to mój wybór. To ja ich nie chcę, ponieważ mnie nudzą, są przewidywalni i obcy dla mnie. Czasami mi się do czegoś przydają, tak jak ja im - gdy trzeba coś wyjaśnić, zapytać, załatwić codzienne sprawy.

To istotny aspekt harmoni. Nie da się harmonizować z każdym i wszędzie. Co innego mieć akceptację dla tego co obce, a co innego doświadczać harmoni i spełnienia tam gdzie jest to możliwe i z kim jest to możliwe.

Kluczem do radości i szczęścia jest umiejętność skupienia się na sobie i na własnym życiu. Walka jest tam gdzie jest strach i niepokój. O prawdę i harmonię nie trzeba walczyć, one same się obronią we właściwym czasie. Prawdziwym efektem uzdrowienia jest zajmowanie się sobą i dawanie energii radości tym, którzy chcą i potrafią przyjmować ;)

Jestem po dłużym cyklu medytacyjnym i tak sobie nawijam ;)

Freeflight

  • Gość
[#]   « 2012-12-09, 17:23:40 »
Dziś uderzyło we mnie z dużą mocą coś,co przewija się juz od dłuższego czasu...

Właściwie to już od dłuzszego czasu nie istnieję towarzysko...Wycofałam się z wiekszości układów koleżeńsko-przyjacielskich,znajomości i układów rodzinnych...

Nie odpowiadają mi schematy zachowań,energia emocji płynących z tych powiązań...Nie chce mi się już w takowe wchodzić...Niby wszystko zgodnie z prawidłami-odcinają się powiązania,zanika korzystność czerpania energii z tych relacji i wyhamowują wzorce reakcji...

No niby git malina,cud-miód i orzeszki-ale...

Zauważyłam,że tym samym jakby znikam,nie ma mnie-staję się przezroczysta,osoby ,które jeszcze postrzegam jako ważne dla mnie(w większości) się ze mną i moim zdaniem nie liczą ,nikt mnie nie bierze serio-traktuje jak niepełnosprawne umysłowo dziecko ...Na pewno jest to część wzorców odrzucenia zmiksowanych z misjonarstwem i doprawionych niestrawnym sosem DDA...

Nie miałam pojęcia,że aż tak bardzo jestem uzależniona od uwagi osób z otoczenia,że tak bardzo zasilałam  się energią emocji innych ludzi...To by tłumaczyło,czemu tyle cząsteczek duszy porozpierniczałam gdzieś po drodze tracąc kontakt ze sobą i własnymi emocjami,uczuciami i odczuciami...

Pierdyknęło mi tak po eksperymentalnym zabiegu integracji cząsteczek duszy z Asia-Hydzią(za co jestem jej wdzięczna przeogromnie)...Mimo wszystko dobrze,że temat ujrzał światło dzienne,bo juz mi się nie chce podtrzymywać takiego dziwnego konstruktu osobowościowego i tej całej masy lęków,która to świństwo przykrywała...Dziwnie mi..Imoże dobrze,że tak jest -to stan przejściowy...

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-12-09, 16:19:04 »
Po raz pierwszy nie jadę do rodziny na święta. Zostaję z partnerem. Mama to akceptuje i nawet wspiera, abym nie marnowała pieniędzy na wyjazd. Wysłałam mamie i bratu paczkę z prezentami, proste, ale żeby się pośmiali, bo to zabawne gadżety. Na tyle mi się pouzdrawiało, że nie mam kontaktu z większą częścią rodziny i nie wymuszam, aby było inaczej. Ja się zmieniłam, oni niezbyt, więc naturalną koleją rzeczy było oddalenie się. Ania82 - pomyśl sobie co Cię trzyma przy nich, jakie emocje, jakie haki na Ciebie mają, abyś musiała się podporządkować. Właśnie wyobraź sobie, że tak jest. Nie musisz robić nic dla innych, możesz zaszyć się sama i mieć z tego czystą przyjemność i spokój. Trudno jest odmówić zaangażowania rodzinie, ponieważ zapewne od lat czerpią energię z wywalanek i cierpienia innych członków rodziny. Przywykłam nazywać rodziny wzajemnym kółkiem pijawek, które znajdują otwarte rany, aby móc possać, tam gdzie istnieje taka możliwość. Daj sobie dużo akceptacji, nawet dla tych odczuć, że nie chcesz jechać do rodziny, nie chcesz spędzać z nimi tego czasu. Kiedyś czułam się fatalnie, bo skakali mi po głowie w każde święta, nawet w każde odwiedziny w domu. Gdy znika kozioł ofiarny reszta w rodzinie wariuje, zaczynają się zderzać z własnymi do tej pory odrzucanymi problemami, po prostu nie mają się na kim wyładować, komu podessać energii. Mają wybór, albo się zmienić po wielu trudach, albo w dalszym stopniu wariować ;))) Chyba najważniejszym w tej sytuacji jest doświadczenie prawa decydowania o sobie - ja mogę, ja mam prawo do wyboru jak spędzam mój prywatny czas.


Dotarło do mnie, że na siłę chciałam być lubiana i akceptowana. Wiele studentek - kolezanek odsunęło się ode mnie...tak cichaczem ze strachu, z przerażenia. Ludzie się poznają i widać kto jest katolikiem, kto wierzy w to i siamto. Coś do nich dotarło. Jeden niewinny link na fejsie z dalajlamą i rzuciły się na mnie hieny w prywatnych wiadomościach ;) Jezu Ty jesteś drogą....masa pouczania i tak dalej. W sumie to już nie dziwie się, że nie mam koleżanek, żyję w jakimś odciętym świecie, do którego wpuszczam nielicznych, z resztę traktuję powierzchownie. Kiedyś myślałam, że to niewłaściwie, niezdrowe dla mnie. Teraz wiem, że to jak najbardziej w porządku. Jeżeli ktoś mi nie pasuje, ktoś nie nadaje na moich falach, to nie ma sensu angażowania mojej uwagi, energii na relacje z taką osobą. Wiadomo, pozostajemy w różnych relacjach, i tak to już będzie. Nauczyłam się jednak szanować o wiele bardziej mój czas, świadomość, energię. Daję ją zwielokrotnioną tym którzy na to zasługują, innym mniej lub zupełnie ich omijam. DDA ma to do siebie, że uwielbia się wszędzie pchać, aby wszędzie zostać przyuważonym, wszędzie docenionym, zaakceptowanym. Tak na prawdę ludzie, którzy zamykają się w normach psychologicznych i uważani są za zdrowych poddają się jakiemuś szaleństwu, któremu próbują za wszelką cenę sprostać. Według jakich norm chcemy żyć? własnych czy psychologicznych? To taki luźny wywód, nie tyczący się już wypowiedzi Ani82.

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-09, 16:08:58 »
Tak, tylko boje się afery, ze nie przyjadę. Co im powiem? Będą chcieli ze mną zerwać wszelkie kontakty.  nie wiem tez co sama bedę robic tu na swieta. meczy mnie moja samotnosc, ale mam do wyboru tylko swoje towarzystwo, ktore tez jest nieznośne na dłuższą metę i ich.
czarnowidzem jest tylko matka-skrajny przypadek DDA. Babcia patrzy optymistyczniej, choc nie chce byc pod stałą opieką. No i dziadek martwi sie, ze gdy babcia umrze nikt nie będzie się mógł nim zająć. Kazdy tam chce opieki, wsparcia i domaga się tego od innych zranionych.
ide do sklepu wesprzec bank zywności-moze gdy coś zrobię dla kogos nie będę się czuła taka bezuzyteczna.


poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-09, 15:50:01 »
ania.82,
To może lepiej jak zostaniesz u siebie, po co sie pchać tam gdzie wiesz, że cała twoja praca nad soba i trud jaki w nia wkladasz zostanie zniszczony. Niektórym ludziom wcale nie powinno sie mówic o czyms takim jak regresing, rozwoj - sama widzisz jak oni to odbieraja. Napewno jest tak, że twoja babka, matka widzi twoje zmiany i moga sie im nie podobać - ale ty robisz to dla siebie, żby sobie zycie ułożyc. Zreszta też nie masz wływu jakie ma intencje wobec ciebie inna osoba - mysl o sobie nie o matce czy babce - one mają prawo by żyć w czarnowidztwie jeżeli nie widzą innego wyjscia. Jak cie nikt nie rozumie my cie tu rozumiemy bardzo dobrze!!:)
A od tego poczucia winy sie uwolnij - chyba, że chcesz wrócic do czarnowidztwa:)

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-09, 15:40:18 »
Boję się jechać do Wrocławia na święta. Boję się matki. Gdy babcia była chora, rzuciła mi sarkastycznie w smsie: zyj sobie dalej w bajkowym swiecie. Zła, ze nie siedze tam z nią i nie zamartwiam się. Boje sie, ze gdy pojade całe wysiłki węzłów pójdą wniwecz. Siostra przeciez mieszkajac tam blisko i widując ich często co rusz musi miec harmonizacje.
Mam poczucie winy ze nie siedze tam z nimi i nie łączę się z matką w czarnowidztwie i zamartwianiu i depresji.
nieraz sobie mysle, ze to bagno nigdy się nie skonczy, ze juz zawsze tak będzie. w moim otoczeniu nie ma nikogo kto by mnie rozumiał, zawsze ja mam wrazenie ze jestem stroną która rozumie, a mnie nikt.
czytam artykuły o dda i dalej odnajduje tam siebie-wszystko stłumione brakiem odczuwania. mam poczucie winy, ze nie robię nic dla ludzi, ze nie mam wartosci nie robiąc nic dobrego, ze zyje jak pasozyt i tylko przypadkiem mi się tak ułożyło ze mieszkam sama i mam święty spokój. a i tak czuję się jak w klatce, w więzeniu, bo nie potrafię czuć.
dobrze, ze chociaż jest miejsce gdzie mogę się wypisać.

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-08, 17:35:33 »
Czuje, że wszystko we mnie jest razem, wymieszane przykryte i nie potrafie wyodrębnić żadnego obciążenia. Czym bardziej odkrywam jakąś warstwe i czuje, że cos sie uklada tym bardzej sie przekonuje, że pod nastepna warstwa czeka mnie jeszcze wiecej pracy - obciazen, slubowań, zobowiazan, wzorców. Ile lat taka transformacja bedzie trwac - zanim czlowiek uzdrowi wszystko i zacznie zyc trzeźwo i przytomnie.

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-08, 17:16:56 »
mi by domator nie przeszkadzał, ważne by nie siedział przed telewizorem i nie oglądał meczu i nie był ciotexem. mój ojciec nie pił, miał inne jazdy i jego cechy u facetów strasznie mnie irytują. pił za to dziadek, razem z agresją.

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-08, 15:57:54 »
Jak czytam twoj post, to od razu kojarzy mi z córką alkoholika.Taki mężczyzna gdzie z jednej strony świadomie widze czego sie można po nim spodziewać a z drugiej ciagnie jak magnez. Ja miałam takiego męża -  po rozstaniu poszłam na terapie, gdzie terapeutka pyta sie jakiego chce mezczyzne - powiedzialam wszystkie cechy ojca tyle, że dodałam, że ma nie pić. U córek alkoholików, jest to najwiekszy problem do przepracowania. Ostatnio nawet poznałam takiego spokojnego domatora, i od razu pomyslałam jaka nuda, nic sie nie dzieje.

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-08, 15:25:47 »
dostałam propozycje wyjścia do kina od jednego z większych pijaków w biurze, który w dodatku po alkoholu robi się agresywny. w dodatku nie mam pewności czy nie robi sobie jaj i się z kims nie założył. koleżanki mówią mi, ze zawsze mogę go "sobie wychować" co już mnie kompletnie rozwala, jak mogą tak zycia nie znać. a po propozycji-juz drugiej,  w nocy sniło mi się dwóch innych imprezowych kolegów z pracy, którzy ostrzegali mnie przed nim ze to pijak. Dlaczego zawsze mam i miałam takich beznadziejnych adoratorów?

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-12-08, 14:59:32 »
Uwielbiam krajobraz pokryty śniegiem i doceniam pięknie zróżnicowany klimat naszego kraju - każda pora roku ma w sobie coś fajnego :)