Od 3 tygodni pracuję głównie z modlitwą o prowadzenie i afirmacjami miłości i akceptacji do siebie (najczęściej przed lustrem) Są pierwsze efekty. Z łatwością potrafię mówić sobie miłe słowa, ciało nie reaguje oporem, nerwicą. Mam lepszy kontakt z nim, więcej szacunku, cierpliwości i akceptacji. Czuję się bardziej wyciszona i uspokojona, pomimo tego, że nadal w temacie zarabiania i radzenia sobie jakoś nie do końca dobrze funkcjonuję. Zauważyłam też, że przyciagam do siebie milszych ludzi, którzy mnie chwalą i mówią mi pozytywne komplementy - często proszą mnie o pomoc, zagadują na ulicy, komentują, że jestem taka miła i fajna, aż nie mogli się powstrzymać od zaczepki. Dzięki modlitwie, mam większą ufność i nie przejawiam już takiej paniki o przyszłość, życie w ogóle. Staram się robić swoje i dalej umacniać te pozytywne odczucia. Podczas afirmowania miłości i akceptacji wychodziło mi wiele nienawiści, agresji w stosunku do siebie, to był czas, gdy mogłam przebaczać sobie nieudane kreacje i przemoc ze strony rodziców. Ogólnie czuję się spokojniejsza, bardziej wyluzowana wśród ludzi. Na zajęciach nie byłam spięta, kontrolująca, dużo mówiłam:)
Nie reaguję również paniką, na jakieś dziwne akcje w rodzinie, bardzo trudno im mnie sprowokować, nawet przez telefon. Właściwie od razu się odcinam, czuję się skoncentrowana na spokoju, ciszy. Panika o brak kasy spadła do ledwo wyczuwalnego poziomu - może teraz dzięki temu uda mi się coś wykreować.
Poza tym od jakiegoś czasu, spędzam o połowę mniej życia przy kompie. Zawsze byłam uzależniona, teraz chcę to zmienić. Kładę się dużo wcześniej spać, tym samym wcześniej wstaję i jestem w zupełnie innym nastroju. Z rana nie włączam od razu kompa, tylko coś pogotuję, medytuję, dopiero po południu sprawdzam pocztę itp. Uczę się robić rzeczy przyjemne, interesować się czymś nowym - zupełnie tak jakbym dzięki większej akceptacji i miłości do siebie, była przytomniejsza w tej materii i bardziej skłonna do życia:)