Felicite
Zrobilam tak jak napisalas.W relaksie zapytalam sama siebie do czego jest mi potrzebne to poczucie winy?
Dostalam odpowiedz,ze nigdy nie stawiam na pierwszym miejscu SWOJEGO dobra,bo uwazam ze na to nie zasluguje,MOJE dobro jest najmniej wazne.Dlatego mam poczucie winy,z tego wzg ze wiem jakby ojciec zmarl MOJA sytuacja by sie polepszyla.
A z Twojego punku widzenia jak to wyglada?Jestem ciekawa i moze mi to jeszcze w czyms pomoze.
Semira,
no to wiesz już nad czym pracować: Nad zdrowym "egoizmem"

Egoizm napisałam w cudzysłowie, bo wcale nie chodzi o egoizm. Prawdziwy egoizm polega na tym, że żądamy od innych, by żyli zgodnie z naszymi oczekiwaniami. A zajęcie się sobą, życie własnym życiem, dla siebie, zaspakajanie swoich potrzeb, pragnień, stawianie na I miejscu swojego własnego dobra nie jest egoizmem, ale działaniem przyczyniającym się do Najwyższego Dobra wszystkich. Taki paradoks

Ja widzę to zagadnienie tak samo ja Ty, tyle że trochę z innej strony. Nie chcesz zająć się tylko sobą, bo boisz się odrzucenia.
Poczucie winy ma Ci gwarantować, że będziesz reagowała w sposób, który jest społecznie aprobowany, a co za tym idzie, ma zapewniać Ci aprobatę innych ludzi. Jesteś od nich uzależniona, od opinii innych, od oceny. Zachowanie zgodnie z normami społecznymi daje Ci poczucie wspólnoty, a więc namiastkę miłości i bezpieczeństwa.
Rozwiązaniem jest zaprzestanie zdradzania Siebie w zamian za złudne i ulotne poczucie (warunkowej) aprobaty i bezpieczeństwa. A więc praktykowanie zdrowego "egoizmu".
Oczywiście tego trzeba się nauczyć. Całe życie byliśmy uczeni czegoś przeciwnego, więc na początku trudno jest stawać zawsze po swojej stronie (po stronie prawdziwego Ja, nie tego fałszywego, dostosowanego. A żeby to rozróżnić, konieczne jest rozwijanie samoświadomości). Ale mamy na to czas – całą wieczność

A nagrodą jest uczucie prawdziwej miłości (bezwarunkowej) i poczucie prawdziwego bezpieczeństwa (w każdych okolicznościach)
