Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 640313 razy)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 15:39:24 »
Felicite

Zrobilam tak jak napisalas.W relaksie zapytalam sama siebie do czego jest mi potrzebne to poczucie winy?
Dostalam odpowiedz,ze nigdy nie stawiam na pierwszym miejscu SWOJEGO dobra,bo uwazam ze na to nie zasluguje,MOJE dobro jest najmniej wazne.Dlatego mam poczucie winy,z tego wzg ze wiem jakby ojciec zmarl MOJA  sytuacja by sie polepszyla.

A z Twojego  punku widzenia jak to wyglada?Jestem ciekawa i moze mi to jeszcze w czyms pomoze.

Semira,
no to wiesz już nad czym pracować: Nad zdrowym "egoizmem" :)
Egoizm napisałam w cudzysłowie, bo wcale nie chodzi o egoizm. Prawdziwy egoizm polega na tym, że żądamy od innych, by żyli zgodnie z naszymi oczekiwaniami. A zajęcie się sobą, życie własnym życiem, dla siebie, zaspakajanie swoich potrzeb, pragnień, stawianie na I miejscu swojego własnego dobra nie jest egoizmem, ale działaniem przyczyniającym się do Najwyższego Dobra wszystkich. Taki paradoks :)

Ja widzę to zagadnienie tak samo ja Ty, tyle że trochę z innej strony. Nie chcesz zająć się tylko sobą, bo boisz się odrzucenia.
Poczucie winy ma Ci gwarantować, że będziesz reagowała w sposób, który jest społecznie aprobowany, a co za tym idzie, ma zapewniać Ci aprobatę innych ludzi. Jesteś od nich uzależniona, od opinii innych, od oceny. Zachowanie zgodnie z normami społecznymi daje Ci poczucie wspólnoty, a więc namiastkę miłości i bezpieczeństwa.
Rozwiązaniem jest zaprzestanie zdradzania Siebie w zamian za złudne i ulotne poczucie (warunkowej) aprobaty i bezpieczeństwa. A więc praktykowanie zdrowego "egoizmu".
Oczywiście tego trzeba się nauczyć. Całe życie byliśmy uczeni czegoś przeciwnego, więc na początku trudno jest stawać zawsze po swojej stronie (po stronie prawdziwego Ja, nie tego fałszywego, dostosowanego. A żeby to rozróżnić, konieczne jest rozwijanie samoświadomości). Ale mamy na to czas – całą wieczność :) A nagrodą jest uczucie prawdziwej miłości (bezwarunkowej) i poczucie prawdziwego bezpieczeństwa (w każdych okolicznościach) :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 14:03:21 »
Dzisiaj sobie wykreowałam nienawiść do mnie mojego współpracownika który bardzo mi przypomina ojca.
Chyba dlatego że nie widziałam w ogóle możliwośći pokojowego współisnienia z kimś kto jest tak odmienny ode mnie pod każdym względem i kto tak bardzo mi nie odpowiada.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 13:52:36 »
Ja uważam że iluzje są czasami potrzebne, na jakimś etapie i że ni powinno się ich na siłę zabierać.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 13:50:49 »
I teraz się zastanawiam co jest lepsze. Czy wyrażanie swoich negatywnych emocji jeżeli potem to się tak silnie zapisuje w podświadomośći i odtwarza z życiu czyli wzmacnia, czy też je lepiej stłumić a potem to też nadal siedzi w podświadomości i bruździ.
Nie ma dobrego wyjśćia.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 13:45:35 »
Ja kiedys weszlam w konflikt z osoba ,ktora robila mi sesje bo chciala zabrac mi moje iluzje ktore byly dla mnie bardzo wazne i uznalam to jako atak na mnie.
Moje ego bronilo sie nogami i rekami ,balo sie ze zniknie i jak zostana zabrane moje iluzje na pewien temat -ego zniknie i juz go nie bedzie,umrze.I ja nie bede czerpala juz swojej tozsamosci z tych iluzji.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 13:38:34 »
Na wczorajszej terapii weszłam w konflikt z terapeutą czyli go zaatakowałam. Dzisiaj moja podswiadomość to odtwarza, bo jej się wydaje że na tym polegają relacje z ludźmi i szuka zaczepek.
Byłam bardzo wzburzona i zalękniona i chyba dlatego to się w niej tak mocno zapisało.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 13:04:26 »
Inga

Ale dlaczego mialaby sie przerodzic w konflikt?
Boisz sie konfliktu,czyli czujesz lek przed tym -czyli CZUJESZ.
Ja tez koncze ten temat.


« Ostatnia zmiana: 2012-10-05, 13:06:13 wysłana przez Semira »

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 13:00:08 »
Tak chcę bo tak się czuję i nadal nie wiem czy uda mi się z tego wyjśc.
Nie wiem czy to jest w ogóle możliwe. Nie wiem czy komukolwiek się to udało.
Nie wiem ile lat upłynie zanim zacznę czuć a brak uczuć to brak kontaktu ze swoją duszą.

Wiecie co?
Coś się dzieje po wczorajszej terapii.
Dzisiaj mam konflikt za konfliktem i już się boję że żeby ta dyskusja też nie przerodziła się w konflikt.
Lepiej ją zakonczę.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 12:38:55 »
Inga
przyzwyczailaś się do tego, że ktoś Cię gnębi więc nic dziwnego, że najbardziej się boisz, że ten ktoś odejdzie. No bo kto by Cię gnebił i przecież lepszy wrog znany niż jakiś nowy, obcy. Logiczne:D tyle że...tamte intencje to dawna Inga z  którą dzisiejsza mało ma wspólnego więc może niekoniecznie rozwiązania ze śmiercią w tle, ale pozwól na transformację tych relacji do etapu na ktorym jesteś. Czas te ogony odciąć, a nie wlec za sobą

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 12:30:16 »
Inga zadałaś pytanie, na które jest tylko taka banalna odpowiedź :D

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 12:17:19 »
Inga Ty tez sie nie obraz ale czasem mam wrazenie,ze chcrsz abysmy postrzegali Ciebie wlasnie poprzez pryzmat tych swoich lekow i tego ze Twoja sytuacjs jest naprawde beznadziejna.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 12:10:56 »
Na początek uwierzyć, że potrafisz sobie radzić sama. Może z czasem to u siebie dostrzeżesz

Cały czas nad tym pracuję :)

Nie obraźcie się na mnie ale myślałam że po tym co ja tu o sobie piszę, o tym jak długo i jakimi metodami nad sobą pracuję, wiecie że takie rady są dla mnie banalne, bo ja o tym doskonale wiem i to od wielu wielu lat.
Metody psychologiczne i rozwojowe, kilkuletnia psychoterapia, mnóstwo przeczytanych książek, mnóstwo samodzielnej pracy nad sobą.
Moje zaburzenie jest bardzo silne i nie da się z tego wyjść w taki sposób jak wam się to udaje. Mnie jest o wiele wiele trudniej i potrzebuję ogromu czasu oraz całkiem innych metod aby się z tego wyleczyć.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 11:32:40 »
Inga
Wiara w to ze sobie poradzisz jest tutaj najwazniejsza.Ja opuscilam rodzinne gniazdko w wieku 19 lat wyjechalam do Szwajcarii kraju ktorego zupelnie nie znalam.Udawalam przed rodzicami ze sie nie boje bo zabroniliby mi jechac..ale ja wiedzialam ze musz uwolnic sie od nich w sensie bycia niezalezna bycia samodzielna finansowo-bo jezeli tego niezrobie to bede skazana na swoja niezdarnosc ktorej uczylam sie e domu od nich.Mysleli ze jak sami sobie nie radza ze swymi problemami to ich dzieci tym bardziej.Wiedziakam ze jak bede dalej z nimi mieszkac to by tak bylo-mogloby nawet dojsc do tego nauczylabym sie wykorzystywac wlasna niezdarnosc do manipulowania innymi ludzmi-traktowac ich jako moich dluzacych nobo przeciez ja sama jestem taka biedna ze nic nie potrafie..

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 11:19:26 »
Inga, to co Witek napisał - uwierzyć, że potrafisz poradzić sobie sama, że masz w sobie wszystko co potrzeba by żyć samodzielnie i się realizować. Twoja relacja z rodzicami oparta jest na uzależnieniu. I to uzależnienie trzeba rozpracować.
Wiem, że to trudne. Moi rodzice nic praktycznego o życiu mi nie przekazali, ale za to nauczyli uległości, posłuszeństwa i przekonania, że nic ode mnie nie zależy. Wychodzę z tego do dzisiaj.

Ja miałam taką sytuację, że na początku małżeństwa, przez pierwszych kilka lat, mój mąż często straszył mnie rozwodem, a za każdym razem kiedy urodziło nam się dziecko  twierdził, że w ciągu kilku miesięcy umrze. Żyłam w lęku, co to będzie jak te jego obietnice się spełnią.
W końcu, za którymś razem, nie wytrzymałam już i stwierdziłam, nie sobie umiera, czy sie tam rozwodzi, ja sobie dam rade bez niego. I od tego momentu zaczęło się moje odcinanie od współuzależnienia.
W tej chwili to nawet nie wiem, czy płakałabym gdyby rzeczywiście umarł.
« Ostatnia zmiana: 2012-10-05, 11:25:22 wysłana przez Grażyna Anna »

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-10-05, 11:08:19 »
Na początek uwierzyć, że potrafisz sobie radzić sama. Może z czasem to u siebie dostrzeżesz