podziwiam Was ze tyle pracujecie nas sobą, ze macie efekty, determinację, motywację i wiecie jak. piszę to bez wazeliny, przyszło to do mnie wczoraj gdy czytałam jeden z wątków.
u mnie jedyne co przynosi efekty(dobre, ze chociaż to) to węzły u Leszka. Afirmacje które piszę w międzyczasie jedynie troszeczkę ruszają problem (nie na tyle, zeby mi nawet wywaliło...moze i dobrze) a już on na węzłach to odblokowuje, bo samodzielnie nic by się z tym nie udało mi zrobić. Mam wrażenie, ze u mnie to wygląda jak skłebione, skołtunione zatęchle wzorce w zatęchłej wodzie.
czytałam wczoraj troche ksiazke o DDA, hipopotam w pokoju stołowym. Opis rzeczywiscie fajny(zarówno wzorców jak i procesu wychodzenia), ale bardziej poglądowy a brak wskazówek jak z tego wyjsc "samemu". Nie za wiele mnie poruszyło, w stosunku do tego jak poruszyło mnie kiedys przed pierwszymi węzłami w ogóle, najwięcej wzięłam do siebie to zamrożenie uczuć no ale już sama nazwa wskazuje, ze tu akurat nic nie poczuję.
ciesze sie, ze moja terapia działa-gdy teraz patrze wstecz dziwie się, ze dałam radę przeczekać te burze i miałam wolę i słabą wiarę, ze będzie lepiej. ale dużo jeszcze brakuje, a fakt, ze samodzielne działania nic nie dają trochę dołuje. ostatnio przekroczyłam magiczną barierę 22 erd ale mimo, ze rzeczywiscie jest większa stałość, pewność i no co tu ukrywać, spokój to nie przekłada się to na zwiększenie możliwości pracy własnej-aczkolwiek pracy zawodowej już tak, co jest zauważalne.