BR
Wiem, że emocje potrafią nieźle zaburzać postrzeganie pewnych rzeczy, więc pewnie jak to wszystko zejdzie to mi się zmieni punkt widzenia.
Samotność jednak nie jest dla mnie argumentem - ja się już nauczyłem, że lepiej być samemu niż w nieciekawym towarzystwie. A że nie są to zwykli śmiertelnicy, a właśni rodzice - nie widzę powodu, żeby ich traktować z tego powodu wyjątkowo. W moim życiu pojawia się powoli coraz więcej i coraz fajniejszych osób, a z rodzicami mam jedynie kontakt na zasadzie mijania się w domu i rozmów o tym co będzie na obiad czy o tym, co trzeba zrobić. Od święta się zdarzy okazja do porozmawiania o czymś innym, ale zawsze jest to przesiąknięte ich negatywizmem i/lub próbami pociskania. Nie mam z nimi nic wspólnego po za negatywną karmą.
Coraz bardziej się napalam na to, aby krótko po studiach a może nawet od razu przenieść się do Wrocławia. Nigdy tam nie byłem, ale tak mnie tam ciągnie, że to się w głowie nie mieści. Chciałbym uciec, odciąć się od rodziny i zacząć całkowicie nowe życie. Nie wiem jeszcze tylko czy się odważę rzucić na głęboką wodę, tak wyjeżdżając samemu do obcego miasta, gdzie nie znam nikogo. No, ale najpierw to będę musiał sobie zrobić jakąś wycieczkę, żeby w ogóle zobaczyć czy rzeczywiście jest tam tak fajnie. A z czasem i tak się wszystko ułoży. Jak zwykle.