Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 640318 razy)

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-04, 14:18:36 »
Liczyć na to ,że życie się nam diametralnie zmieni gdy ktoś odejdzie i wszystko będzie pięknie już, jest naiwne, ale
czasem wszystko wygląda inaczej, kiedy odejście kogoś jest wynikiem naszego otwarcia na coś lepszego ,na lepsze życie, kiedy jest związane z naszą przemianą i brakiem zgody na doświadczanie tego co doświadczaliśmy.Jeśli to jest z najwyższym dobrem, to czasem ono się manifestuje właśnie w ten sposób ,ze ktoś dla nas toksyczny odejdzie .

A co do reakcji na odejście kogoś z naszego życia to jak się z tą osobą czuliśmy dobrze ,jeśli było z nią miło i przyjemnie, to czujemy smutek a kiedy było zupełnie na odwrót ,kiedy doświadczaliśmy ze strony tej osoby nieprzyjemności to czujemy ulgę i nie zmieni tego społeczne tabu ,ze powinniśmy kogoś kochać i szanować z racji jego funkcji tylko i włącznie .

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-04, 13:53:21 »
Ja ciagle wierze,ze to co zycze innym zycze tak naprawde sobie.I jezeli pragne aby ktos umarl to tak naprawde pragne aby umarla ta czesc mnie ktorej nienawidze,ktorej nie chce juz ogladac a o ktorej ta osoba mi przypomina..

Nobo jesli ktos kocha siebie,jego zycie nie jest uzaleznione w zadnym sensie od drugiej osoby-to jak sie zachowuje,co robi,co soba reprezentuje to dlaczego mialabym mu zyczyc smierci?
Chyba sama sobie zycze smierci  w tym momencie wlasnie aby umarly te wszystkie rzeczy ktorych jeszcze u siebie nie akceptuje a o ktorych on mi przypomina -jak chociazby to ze nie moge zaakceptowac calkowicie kogos takim jakim jest nawet jak jest najwiekszym sku...
« Ostatnia zmiana: 2012-10-04, 14:01:11 wysłana przez Semira »

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-10-04, 13:50:39 »
Semira...

ja wierze, ze jak ktos umiera...to ma szanse sie zmienic, jeszcze raz spojzec na siebie i podiac lepsze decyzje i zaczac jeszcze raz - dopuki zyje...moze byc w uspieniu...smierc daje mu szanse sie wyzwolic i zmienic....dla nas ulga ...tak mozna odczuwac ulge, ze poszedl do lepszego swiata i Boga ...tam sie nim dobrze zajma i pomoga....karmicznie nam sie nic nie zmienia...najlepiej oczyscic intencje i poczuc sie bezpiecznie. Wiem, ze niektorzy boja sie kogos kiedy umiera...bo wierza, ze bedzie ich straszyl zadny zemsty....tak bywa...ale opieka boza i niewinnosc pozwoli nam sie uwolnic od takiego uczucia...albo szukac pomocy u specjalisty...egzorcysty..aby rozeznal o co nam i duchowi chodzi- jesli sa problemy....;)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-10-04, 13:40:22 »
Tu nawet nie chodzi już o poczucie winy, a o tendencje ucieczkowe od pewnych emocji i tematów. To tak jakby się cieszyć, że ojciec alkoholik zmarł i jestem od niego wolny, a problem współuzależnienia nadal rujnuje mi życie w późniejszych związkach. Przeżycie emocji na potrzeby wywalanki jest ok, nawet gdyby to miały być mocno absurdalne wywalanki, nawet najbardziej nielogiczne, takie jak radość z czyjejś śmierci. I to trzeba zaakceptować, gdy się pojawia. Warto jednak pamiętać, że samo odejście kogoś nie uzdrowi sytuacji i przyniesie chwilową ulgę. Wielokrotnie miałam tak silne emocje, podczas których życzyłam rodzicom śmierci. Potem gdy ochłonęłam, siadałam i myślałam co mi to tak naprawdę da. Chwilowa uciecha, być może nawet zemsta? poczucie satysfakcji, gdy nareszcie czuję się wolna? Co mi z tego, gdy nie mogę poczuć tej wolności i satysfakcji za ich życia? Docelowo wolę skupiać się na tym.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-04, 13:40:09 »
BR

Tez tak mysle,konstelacje rodzinne to dobrze pokazuja.
Zastanawiam sie ciagle jak to jest z tym uczuciem ulgii jak ktos umrze za kim nie przepadamy-jakie to niesie skutki karmiczne za soba?

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-10-04, 13:39:21 »
Ja przyjelam spokojnie smierc taty...to bedzie juz 4 lata temu...chorowal i moglismy sie do tego przygotowac...mialam momenty zalu za nim i plakalam, ale ogolnie czulam, ze smierc go wyzwolila i poszedl dalej- wiec sie cieszylam dla niego. Nieraz wracam do chwil spedzonych z rodzina i wiem, ze byl dobrym czlowiekiem i jestem mu wdzieczna za wszystko...
Chociaz wczesniej wyobrazalam sobie to gorzej .....wiem, ze nie jest trudne pozwolic komus odejsc, jesli wiesz, ze bedzie  on dalej zyl w innym wymiarze i bedzie szczesliwy.Ta ufnosc, ze czlowiek nie ginie po smierci daje mi sile i nie musze rozpaczac- bo i po co ?

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-10-04, 13:30:43 »
Śmierć bliskich tak na prawdę nie rozwiązuje i tak głęboko zakorzenionych problemów. To tylko iluzja - odszedł i będzie mi lepiej. Faktycznie fizycznie może to wprowadzić znaczące zmiany, ale nie zawsze rozwiąże problem, który istniał jeszcze za życia danej osoby.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-04, 13:04:22 »
Powiem Wam szczerze,ze ja bym sie tez cieszyla jakby moj ojciec zmarl-ale ciagle jest we mnie to poczucie winy,ze tak mysle,bo ja wierze ze to czego zyczymy innym zyczymy sobie tak naprawde..

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-10-04, 12:56:58 »
Jakby moja mama miała umrzeć to nie wiem czy obchodziło mnie to cokolwiek ponad te odczucia, które rodzina by wyciągnęła ze mnie siłą wchodząc mi na poczucie winy.

Kiedy zmarł mój ojciec, cieszyłam się ogromnie ("od zawsze" wiedziałam, że tak będzie i nadal uważam, że była to jedna z najcudowniejszych rzeczy, które mi się przytrafiły w życiu :). Tyle, że wtedy nie mogłam tego z nikim dzielić. Nawet mój mąż był pod tak dużym wpływem poczucia winy, że gdy tylko zaczynałam wyrażać swoją radość, to natychmiast ucinał rozmowę.
Za jakiś czas po tym zdarzeniu spotkałam się z Leszkiem. Zwierzyłam mu się wtedy, że bardzo ciężko tak nie móc dzielić swojej radości, kryć się ze swoimi prawdziwymi uczuciami, nie mieć nikogo, kto byłby w stanie to zrozumieć i pozwolić mi wyrazić to, co czuję. Leszek mi wtedy odpowiedział: "To dlaczego nie zadzwoniłaś do mnie? Ja bym się cieszył razem z Tobą :)))". No i faktycznie wtedy razem się cieszyliśmy :D
Ulżyło mi niesamowicie. Pomyślałam sobie wtedy: "Jak to pięknie, że jest przy mnie choć jeden człowiek wyzwolony z dostosowania społecznego w tej dziedzinie!".
Teraz już mogę cieszyć się razem z mężem, bo w międzyczasie puścił poczucie winy i lęk przed złamaniem tabu. To naprawdę cudowne, gdy można wyrażać swoje prawdziwe uczucia przy bliskich osobach :) I dzielić je z nimi (bo mój mąż też się z tego cieszy :) :D

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-10-04, 05:21:34 »
ale lipa, prawie zawsze co wchodzę na forum, to nikogo już nie ma

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-04, 01:21:13 »
Fajnie ,ze jest to forum ,niewiele ostatnio piszę ale czytam ,czuję taką wspólnotę z Wami w trzeźwym rozwoju duchowym:)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-10-03, 22:08:47 »
Nie no, to ostatnie to było pisane już pod wpływem emocji i mi teraz nawet głupio że takie rzeczy wypisywałem.

A co do świadomości, że ma się rodzinę - ja czuję że rodzinę to mam jedynie od strony technicznej. Ciężko to w ogóle nazwać rodziną. To jest tylko grupa ludzi, która się z przymusu nawzajem znosi i najwyraźniej męczy własnym towarzystwem.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-10-03, 21:55:14 »
Clint,

rozumiem to, po prostu piszę do jakich wniosków ja doszłam. Jacy by oni nie byli wolę mieć świadomość, że jest jakaś rodzina, niż że nie mam żadnej. A kwestia kontaktowania się z nimi to już mój wybór, wolę oczywiście inne towarzystwo. Z tymi którzy mnie kochają spędzam obecnie najwięcej czasu. W domu rodzinnym nadal się żrą i są dla siebie niemili.

Piszę tak może dlatego, że w jakiś sposób jestem uzależniona finansowo od nich, a poza tym żal mi młodszego brata. Widzę, że przechodzi podobną drogę do mojej. Czas wiele zmienia, zobaczymy.
Nie wymagam wiele od rodziny, ale też nie chcę się na nich zamykać i totalnie zapomnieć. Mam z nimi znikome relacje, ale jakieś są. Nie zmuszam się, nie wymagam również naprawy i zmiany sytuacji. Gdybym czuła się pewniej ze swoim życiem, może bardziej byliby mi obojętni. Nie wiem jednak czy to zupełnie normalne, gdyby mi ulżyło na myśl o ich śmierci. Wiem, że za ich życia mogę poczuć ulgę i sobie swoj bałagan pouzdrawiać.
« Ostatnia zmiana: 2012-10-03, 22:00:44 wysłana przez BlackRose »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-10-03, 20:28:51 »
BR
Wiem, że emocje potrafią nieźle zaburzać postrzeganie pewnych rzeczy, więc pewnie jak to wszystko zejdzie to mi się zmieni punkt widzenia.

Samotność jednak nie jest dla mnie argumentem - ja się już nauczyłem, że lepiej być samemu niż w nieciekawym towarzystwie. A że nie są to zwykli śmiertelnicy, a właśni rodzice - nie widzę powodu, żeby ich traktować z tego powodu wyjątkowo. W moim życiu pojawia się powoli coraz więcej i coraz fajniejszych osób, a z rodzicami mam jedynie kontakt na zasadzie mijania się w domu i rozmów o tym co będzie na obiad czy o tym, co trzeba zrobić. Od święta się zdarzy okazja do porozmawiania o czymś innym, ale zawsze jest to przesiąknięte ich negatywizmem i/lub próbami pociskania. Nie mam z nimi nic wspólnego po za negatywną karmą.

Coraz bardziej się napalam na to, aby krótko po studiach a może nawet od razu przenieść się do Wrocławia. Nigdy tam nie byłem, ale tak mnie tam ciągnie, że to się w głowie nie mieści. Chciałbym uciec, odciąć się od rodziny i zacząć całkowicie nowe życie. Nie wiem jeszcze tylko czy się odważę rzucić na głęboką wodę, tak wyjeżdżając samemu do obcego miasta, gdzie nie znam nikogo. No, ale najpierw to będę musiał sobie zrobić jakąś wycieczkę, żeby w ogóle zobaczyć czy rzeczywiście jest tam tak fajnie. A z czasem i tak się wszystko ułoży. Jak zwykle.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-10-03, 19:04:58 »
Clint,

emocje przesłaniają bardzo często obraz. Ja czułam nienawiść do rodziny przez lata. Do tej pory są momenty w których mnie denerwują i osłabiają. Myślę jednak, że poczułabym się w jakiś sposób samotna gdyby odeszli. Nie chcę tego. W niektórych sprawach w życiu mieli trochę racji, w innych zupełnie nie. Ogarnęłam sobie to wszystko w ostatnim roku.