Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 640550 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 11:01:58 »
Może czas.
Ale jak to zrobić?

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 10:46:09 »
Oni mnie tak wychowali abym sobie sama bez nich nie poradziła. I tak się dzieje, nie potrafię bez nich przeżyć, o sobie w życiu nie potrafię poradzić. Potrzebuję ich wsparcia. A emocjonalnie jestem za słaba aby dać radę przeżyć ich śmierć.

Inga, ale przecież oni kiedyś i tak umrą.
Może czas się z tym oswoić i poszukać siły do przetrwania w sobie?

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 10:24:41 »
Oni mnie tak wychowali abym sobie sama bez nich nie poradziła. I tak się dzieje, nie potrafię bez nich przeżyć, o sobie w życiu nie potrafię poradzić. Potrzebuję ich wsparcia. A emocjonalnie jestem za słaba aby dać radę przeżyć ich śmierć.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 09:46:25 »
Inga

Myslalam,ze akurat Ty jestes ostatnia osoba ,ktora to napisze.Mialam wrazenie po Twoich postach,ze rodzina dla Ciebie to zlo konieczne.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 09:41:46 »
Dla mnie to jest trudne do wierzenia że po śmierci rodziców sytuacja mogłaby się polepszyć, w sytuacji gdy nie jesteśmy od nich zależni.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 09:34:27 »
Felicite

Zrobilam tak jak napisalas.W relaksie zapytalam sama siebie do czego jest mi potrzebne to poczucie winy?
Dostalam odpowiedz,ze nigdy nie stawiam na pierwszym miejscu SWOJEGO dobra,bo uwazam ze na to nie zasluguje,MOJE dobro jest najmniej wazne.Dlatego mam poczucie winy,z tego wzg ze wiem jakby ojciec zmarl MOJA  sytuacja by sie polepszyla.

A z Twojego  punku widzenia jak to wyglada?Jestem ciekawa i moze mi to jeszcze w czyms pomoze.
« Ostatnia zmiana: 2012-10-05, 09:39:30 wysłana przez Semira »

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 08:22:46 »
Akurat jestem w lęku przed śmiercią mamy. Ona jest tak chuda że wygląda jak śmierć a nadal chudnie.
Potwornie boję się że umrze. Jest coraz słabsza. Prawdopodobnie zżera ją kandydoza i pasożyty.
Dla mnie to by była ogromna zmiana na gorsze, bo mama mi dużo pomaga. Bez niej będzie mi o wiele trudniej. Stracę rodzinę, bo bez mamy nasza rodzina się rozpadnie.
Boję się też że ona bedzie mnie po śmierci straszyć.
Śmierci ojca też się boję i chcę aby żył jak najdłużej.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-10-04, 23:59:07 »
Felicite - dzięki za zwrócenie uwagi na aspekt posiadania prawa do własnych uczuć :)

Bardzo proszę i dzięki za gratulacje :)
Mnie na to po raz pierwszy zwrócił uwagę Leszek, gdy zobaczył, że mam ogromne poczucie winy za to, że nie kocham rodziców. Powiedział mi, że miłości nie da się wymusić, albo się ją czuje albo nie. I tyle. I że nie jestem odpowiedzialna za to, że ich nie kocham.
Wtedy była to dla mnie totalna abstrakcja, hehe. A było to w sumie nie tak dawno :P
Dziś wiem, że faktycznie tak jest :) Wiem nawet więcej: że za jakość relacji z dzieckiem zawsze odpowiada dorosły. Jeśli dziecko go nie kocha, to najpewniej dlatego, że to on  nie zrobił nic, by tę miłość w dziecku wzbudzić.

A poza tym za swoje uczucia nie jesteśmy odpowiedzialni. Uczucia są, albo ich nie ma. Nie można nimi manipulować (ani miłością, ani złością, ani innym uczuciem), można je tylko stłumić, wrazić lub po prostu zaakceptować. Ale się ich nie zlikwiduje, jeśli są.
A więc nie jesteśmy odpowiedzialni za uczucia (a zatem poczucie winy za to, że kogoś nie lubię nie ma sensu), ale jesteśmy odpowiedzialni za to, co z tymi uczuciami zrobimy :)

No wlasnie po co trzymam to poczucie winy za takie myslenie...nie wiem do czego jest mi potrzebne?

Ja wiem, po co trzymasz, ale to jest mój punkt widzenia :) Gdybym Ci powiedziała, to dla Ciebie byłaby to tylko niewiele warta informacja. Dużo cenniejsze jest dojście samej do tego, o co chodzi. Bo łączy się to z uświadomieniem :)
Wiesz, jak możesz zrobić?
Połóż się, zrelaksuj się, odpręż i wyobraź sobie, że robisz to, z czego powodu czujesz się winna. Czyli pozwól sobie na myślenie o tym, że chcesz, żeby Twój ojciec zmarł. Pozwól sobie tak totalnie, całkowicie. Bo teraz to nie pozwala Ci na to poczucie winy.
I obserwuj, co czujesz. Tam będzie zawarta odpowiedź :)

Kinga, Lucjan :)))

Kinga :)
Zamierzamy zostać tutaj na wsi aż do pierwszych mrozów, więc nie wiem, czy w październiku uda nam się spotkać. No ale może prawie będziemy w Katosach przejazdem :) Napiszę na priv :)


WIem,że biorą na warsztatach za to niemałe pieniądze więc tylko się pytam

Warsztaty warte są swojej ceny. Opis techniki można by zlepić z wypowiedzi w wątku o tej metodzie, bo samo uwalnianie to nic trudnego (dużą rolę odgrywa tutaj intuicja), ale chodzi też o podbudowę teoretyczną. A jak wiadomo dobra teoria to połowa sukcesu :)
Bez teorii, sam proces może być średnio przydatny. Choć niekoniecznie. Może Tobie da on więcej :)

Czy to wporzadku niekontaktować się wogule ze swoją rodziną ? Przypuśćmy że gdybym nawet przepracował temat relacji z nimi i wciąż niemiał bym ochoty na ich towarzystwo. To czy to było by ok powiedziec im że mają na mnie zły wpływ i niechce mieć z nimi nic wspólnego ?

Całkowicie w porządku. Po prostu kieruj się swoim dobrem i swoimi uczuciami, a nie społecznymi nakazami i zakazami.
A wierz mi: skorzystają na tym wszyscy, nie tylko Ty :)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-10-04, 23:36:59 »
Witek
W sumie masz rację. Jak już się wyprowadzę to po prostu wedle uznania będę utrzymywał kontakt - będę chciał się spotkać to się spotkam, nie będę miał ochoty to wprost powiem, że nie mam ochoty i tyle.

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-10-04, 23:32:02 »
Clint
Bo bez sensu jest zazwyczaj robić sobie postanowienie "to już więcej się z nimi nie kontaktuję!". Może być tak że mamy jeszcze karmę z rodziną, której nie przerobiliśmy, a którą w ten sposób "zamykamy". Ja po prostu pozwalam by te relacje się płynnie pojawiały czy znikały. I by nie naruszały mojego dobra.
Ani na chama się nie trzymać, ani na chama nie odżegnywać. Skrajne przypadki czyli takie, gdzie środowisko jest po prostu toksyczne i ma ochotę wyrażać tą toksyczność wobec nas. Jeśli po spotkaniu z rodziną jesteśmy tylko "skażeni" to nie ma co tego kontynuować. Ale nie zawsze i nie wszędzie rodziny to sama patologia, gdy uzdrowi się u siebie tematy które były powodem konfliktów z rodziną to z reguły można tworzyć z tymi osobami udane relacje - miło (czasem) spędzić czas nie wchodząc sobie na głowę. Wyjątkiem są tylko bardzo zatwardziali szkodnicy. Nie chodzi też o to by ustalić sobie "aha, to jak uzdrowię to będę dbał o relacje z rodziną", po prostu uzdrowić u siebie i wtedy zauważyć, co może być fajnego z rodziną, jeśli może. Mi się udaje mieć sensowne rozmowy z członkami rodziny. Bo zmanipulować mnie nie mogą (nie mają się o co zahaczyć) to im się tego nie chce. I wtedy się da rozmawiać jak z człowiekiem

Piszę to oczywiście z punktu widzenia osoby, która rodzinę spotyka góra kilka razy w roku (bo tak se wypracowała). W ogóle jakoś nie czułem się związany z rodziną od dziecka (i nikt mnie nie targał na różne spotkania, z ciotkami [które swoją drogą lubię] itp. jak już to zapraszał), a tym co mnie jeszcze trzymało, było uzależnienie finansowe. Moje słabe punkty tylko na tym zostały (i zanikają efektywnie).

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-04, 23:18:40 »
Hehee Clint dobrze piszesz. To znaczy odczuwam podobnie co i Ty.
W zasadzie masz racje, po co na przyszłość żyć z takimi ludźmi skoro wybrało się ich na rodziców tylko z takich powodów jak pragnienie cierpienia, dowalania sobie, zemsta czy inne takie. No chyba że Ci ludzie zaczną się rozwijać. To juz inna sprawa.
Hehe rozbawiłeś mnie tym żelazkiem. Ja miałem kumpla co go stary beznyną oblał i zamierzał podpalić, podduszał go i próbował go powiesić. Później kolega sam się wieszał ale niemiał odwagi by to dokończyć. Pamiętam że bardzo nienawidził ojca. Teraz już ten kolega mieszka za granicą a z jego ojcem nie wiem co się stało. Napewno kontaktu nieutrzymują. Szkoda że kolega niepracuje nad sobą bo w przyszłym życiu będzie miał zapewne podobnie.

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-10-04, 23:12:37 »
Jeśli pochodzi to z książki "Sai Baba mówi o związkach" (czy jakoś podobnie), to nie jest to książka autoryzowana przez Sai Babę.

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-04, 23:07:35 »
O O O w temcie
MI ciągle w głowie rozbrzmiewa głos Sai Baby w jakiejś jego książce ..   w skrajnych przypadkach odejdz od faceta jak masz z nim dziecko ale tak to siedź. I też nie rozumiem w skrajnych przypadkach? że jakby mnie lał kablem ? bił , przypalał na mnie pety tak?. Jakoś mi to tak utkwiło,że jak chciałam P. zostawić to ciągle to zdanko przed oczyma..
NIe chcę się już poświęcać i umieszczać siebie na końcu przewodu pokarmowego, nie chcę odrzucać już siebie i robić coś kosztem siebie nawet jeśli kiedyś tak robiłam ;)

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-04, 23:00:30 »
widzę, że były posty do mnie, ale jutro się odniosę, dwa ostatnie dni w pracy trochę mnie zmęczyly i nie miałam czasu śleczeć na necie :)
wyznam tylko, ze jestem bardzo wdzieczna Kindze za wskazówki i wsparcie! ja to mam jednak szczęście :)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-10-04, 22:59:38 »
No to czemu używać określenia "w skrajnych przypadkach"? Czy nie wystarczy samo to, że się nie ma po prostu ochoty utrzymywać kontaktu z rodziną?

W naszym społeczeństwie to jest niełatwe jak się nie ma poważnego powodu w stylu "ojciec mnie lał żelazkiem od kabla", a często i nawet to nie wystarczy. Jak się zerwie relacje z rodzicami, tylko dlatego że się ich nie lubi, nie ma z nimi nic wspólnego i nie ma najmniejszej ochoty na jakiekolwiek wspólne spędzanie czasu czy rozmowy to zaraz można się spodziewać, że zostanie się wykreowanym na nieczułego drania bez serca, skrajnego egoistę i zwykłego dupka.

A po kiego grzyba sztucznie podtrzymywać ten twór? Tylko dlatego, że kiedyś miałem intencje aby właśnie ci konkretni ludzie mi dosrali, a że oni chętnie poszli na współpracę i przy okazji musieli mnie co prawda utrzymywać i wychowywać (czy raczej tresować) to już z tego powodu mam być z nimi związany do końca ich lub mojego życia? A może mam się przejmować tym, że to będzie dla nich bolesne i przykre, mimo że oni ciągle robili mi wiele bolesnych i przykrych rzeczy bez mrugnięcia okiem?

Piszę to wszystko bo mam rozterki wewnętrzne. Całym sercem chciałbym się uwolnić od tych ludzi i ich więcej na oczy nie oglądać. Ojciec mi zrobił tyle krzywdy w dzieciństwie i do dziś potrafi zachowywać się jak zwykły dupek, więc z jego powodu nie gryzło by mnie sumienie. No, ale gorzej już z mamusią, która głównie manipulowała i ciągle zgrywa ofiarę plus wielką, poświęcającą się matkę. Na dzień dzisiejszy na pewno bym się czuł z jej powodu winny, szczególnie że zdarzają jej się miłe gesty, choć większość idzie z poczucia obowiązku i misji niż z serca. A ja też nie chce się czuć zobowiązany tylko dlatego, że ktoś się z własnego wyboru poświęcał.