Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 640377 razy)

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-10-04, 21:40:48 »
W skrajnych przypadkach tak. (t.zn. w porządku jest to tak czy siak). Ogólnie o to chodzi by nie wchodzić z rodziną (czy kimkolwiek) w taki rodzaj relacji który jest dla nas krzywdzący, zniewalający itp.
Czasem wiąże się to ze zerwaniem kontaktu z toksycznym środowiskiem.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-04, 21:16:33 »
Widać jak od Felicite tryska radość. Aż mnie się udzieliła jak przeczytałem jej posta ! :D tez tak chcę

Mam pytanie w tym temacie.
Czy to wporzadku niekontaktować się wogule ze swoją rodziną ? Przypuśćmy że gdybym nawet przepracował temat relacji z nimi i wciąż niemiał bym ochoty na ich towarzystwo. To czy to było by ok powiedziec im że mają na mnie zły wpływ i niechce mieć z nimi nic wspólnego ?

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-10-04, 20:52:19 »
Chya nie o to chodzi.
Jutro się powinno wyjaśnić.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-10-04, 20:33:32 »
może grupa mocno presjowała ?

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-10-04, 20:32:36 »
Kurczę. Uzyło mi, że zajecia w Wawie odwołane i nie muszę jutro jechac :)
Ale nie rozumiem, czemu ulga jest aż tak mocna?

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-04, 19:21:08 »
czytałam go pobieżnie i myślałam,że nie ma dokładnie;-) sorki za zamieszanie!

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-10-04, 19:19:50 »
Felicite

Zmiany piękne ale mam pytanie, czy mogłabyś opisać na forum technikę uwalniania ?
WIem,że biorą na warsztatach za to niemałe pieniądze więc tylko się pytam

muszka, tu masz cały wątek o tej technice http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=150.0

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-04, 18:55:31 »
Felicite

Zmiany piękne ale mam pytanie, czy mogłabyś opisać na forum technikę uwalniania ?
WIem,że biorą na warsztatach za to niemałe pieniądze więc tylko się pytam

Lucjan

  • Wiadomości: 613
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-04, 18:20:21 »
Felicite
Piękne jest to, co tutaj opisałaś. Dajesz nadzieję tym, którzy gdzieś utkwili ;)

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-10-04, 18:11:31 »
W każdym razie dziś zdałam sobie sprawę z tego, że jestem niesamowitą szczęściarą :) Jestem bardzo, bardzo wdzięczna i dziękuję sobie za otwarcie i wszystkim ludziom, którzy mi pomogli, świadomie, bądź nie :)*

Feli, pamiętam nasze ostatnie spotkanie w ośle, jak opowiadałaś o oczyszczaniu w różnych sferach życia, ile czasu i energii na to poświęcasz, a mimo to byłaś pełna energii i uśmiechu :) Czułam wtedy, że to musi wszystko zakończyć się dużym sukcesem :))))). Niesamowite to co piszesz :)). Swoją drogą pod koniec października będę w Katowicach, to chętnie znowu się z Wami spotkam :).

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-04, 17:53:05 »
No wlasnie po co trzymam to poczucie winy za takie myslenie...nie wiem do czego jest mi potrzebne?

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-10-04, 17:48:06 »
O Felicite mądrze prawi :)

Ja też swoim rodzicom nie życzę śmierci, nie widzę w tym rozwiązania swoich problemów i w żaden sposób tego nie potrzebuje, bo wiem że są też inne rozwiązania - ba, jestem niemal pewien że w tym przypadku żadna śmierć nie jest do niczego potrzebna. Po prostu jest mi obojętny ich los, dopóki nie ma to wpływu na mnie i tak samo jak Felicite - jest mi to obojętne czy umrą czy wygrają miliardy i będą się pławić w luksusie. Nie życzę im ani dobrze, ani źle bo ich los mi powiewa. Dopóki jednak mam w sobie jeszcze jakieś żale do nich i w jakimś stopniu jestem od nich uzależniony - to raczej normalne, że gdyby relacja została w tak bezwzględny sposób urwana to przysporzyło by to tylko ulgi.

Felicite - dzięki za zwrócenie uwagi na aspekt posiadania prawa do własnych uczuć :)

EDIT: właśnie przeczytałem ostatni post - naprawdę super, gratuluje tak fajnych zmian w życiu :)
« Ostatnia zmiana: 2012-10-04, 17:51:08 wysłana przez Clint »

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-10-04, 17:46:04 »
...ale czasem wszystko wygląda inaczej, kiedy odejście kogoś jest wynikiem naszego otwarcia na coś lepszego ,na lepsze życie, kiedy jest związane z naszą przemianą i brakiem zgody na doświadczanie tego co doświadczaliśmy.Jeśli to jest z najwyższym dobrem, to czasem ono się manifestuje właśnie w ten sposób ,ze ktoś dla nas toksyczny odejdzie .

Ontoja, fajnie, że napisałeś o tym, bo uświadomiłam sobie, że przez te ostatnie 1,5 roku (od śmierci ojca) spotkało mnie tak wiele zmian na lepsze, że aż nie sposób tego opisać! To mogło być tylko wynikiem otwarcia się na najlepsze, a śmierć ojca była tym spektakularnym wydarzeniem początkowym :)
No i co jeszcze: Odzyskiwanie wolności zaczynało się właśnie przez to, że los, Bóg, Siła Wyższa (czy jakkolwiek to nazwać) pozwalała mi oddalić się od przedmiotu, czy też podmiotu mojego przywiązania. Już dawno zauważyłam, że w wielu wypadkach byłam zbyt słaba i gdyby nie zewnętrzne okoliczności, które powodowały moje uwolnienie, to nadal tkwiłabym w kupie ;)
(Gwoli ścisłości: Czasem to były okoliczności zewnętrzne, a czasem ja sama dążyłam do uwolnienia się od podmiotu przywiązania, ale zawsze uwolnienie następowało, gdy nie miałam z nim styczności)
 Tak jak alkoholik: Trudno od niego wymagać, żeby powstrzymywał się od picia i zdrowiał, gdy mieszka w domu, w którym centralne miejsce zajmuje wypełniony po brzegi barek z napojami wyskokowymi. Tak się po prostu nie da.
Tak więc wszystko zaczęło mi sprzyjać. Niektóre uwolnienia były szybkie, łatwe i radosne (jak śmierć ojca, która przyniosła mi tak wielkie uwolnienie, że nie sposób było się nie radować), a niektóre długie i bolesne.
Ale po kolei.
Zaczęło się, tak jak już pisałam, od śmierci ojca. Potem wyprowadziliśmy się na sezon letni na wieś, na Jurę (do domu, który odziedziczyłam po ojcu). Uwolniłam się od męczącego hałasu miasta i ludzi mieszkających w tym samym budynku, co ja. Samo to już było piękne :) A dodatkowo ta przyroda, moc owoców, warzywa ze swojego ogródka, piękne widoki, itd. itp.
Po kilku miesiącach mama nagle zrobiła awanturę o to, że jestem Świadkiem Jehowy i że na pogrzebie ojca trzymałam dumnie uniesioną głowę, zamiast płakać, tak jak ona. Nic takiego oczywiście nie miało miejsca. Po prostu nie robiłam reżyserowanych scen (tak jak to robiła matka). Tak mnie wtedy zaatakowała, że po prostu nie dałam rady się z nią spotykać. Ogromnie mnie to zabolało. Ona też nie dążyła do spotkania. Pracowałam nad tym intensywnie kilka miesięcy i puściło :) Nie wszystko jeszcze jest czyste między nami, ale jest git i idzie ku lepszemu :) Nie czuję uzależnienia, mogę się z nią normalnie kontaktować (muszę od czasu do czasu, bo mamy wspólne nieruchomości).
Tak oto uwolniłam się od uzależnienia od b. destruktywnej osoby (zdiagnozowana jako istota bez WJ).
Po tym, jak odpadło to uzależnienie, zapragnęłam mieć związek oparty tylko na miłości. Na niczym więcej. A my z mężem kochaliśmy się… za bardzo. Tzn. byliśmy od siebie uzależnieni.
Praca nad tym tematem nic nie dawała póki byliśmy razem. To było jak walenie głową o mur, albo jak ten alkoholik, co to mieszka pod jednym dachem z pełnym barkiem ;)
Pomyślałam, że musimy na jakiś czas się rozstać, żeby w samotności to przepracować.
Zwierzyłam się Leszkowi z mojego pragnienia, a on na to, że mogę zamieszkać u niego w domu (przez miesiąc), podczas gdy on będzie na długim wyjeździe. Miałam dla siebie cały dom (i jego pełną bibliotekę rozwojowych książek :)) na drugim końcu Polski! Lepszej samotni nie mogłam sobie wymarzyć (marzyłam co najwyżej o tym, żeby wynająć mieszkanie w tym samym mieście)! Po prostu Leszek spadł mi z nieba ze swoją propozycją! :D
Oczywiście mąż nie chciał się zgodzić, tak bardzo się bał, że się rozstaniemy.
A teraz? Teraz twierdzi, że było to najlepsze rozwiązanie wszechczasów! Może nie jest jeszcze idealnie w naszym związku, ale jest tak pięknie, że kiedyś trudno byłoby to sobie nam wyobrazić :D
Czuję w związku prawdziwą miłość, wolność i wsparcie. I z każdym dniem jest coraz lepiej, bo nadal razem pracujemy nad tym intensywnie :)
Kolejna sprawa: Rzuciłam pracę, której szczerze nienawidziłam, ale coś mydliło mi oczy i nie byłam w stanie z niej odejść. A teraz jestem wolna. I niedawno, po raz pierwszy od wielu lat, nie czuję żalu, że jej nie mam! Wręcz przeciwnie: Myślę sobie, jak mogłam tam tak długo wytrzymać? :)
I pomyśleć, że wcześniej nie chciałam odejść również z tego względu, że bałam się, że będzie to ucieczka od problemu, hehe.
To tylko grubsze sprawy, które wydarzyły się na przestrzeni ostatniego półtorarocza. O drobniejszych nie piszę :) Jak sobie to uświadomiłam, to aż mnie ciarki przechodzą!
Tak sobie myślę, co się stało, dlaczego tak, skąd takie otwarcie na najlepsze?
Być może przyczyniła się do tego praktyka Techniki Uwalniania. Na warsztatach byłam nieco ponad półtora roku temu :) A Adam mówił, że po nich wiele osób do niego dzwoni i mówi, że dzieją się cuda :D
W każdym razie dziś zdałam sobie sprawę z tego, że jestem niesamowitą szczęściarą :) Jestem bardzo, bardzo wdzięczna i dziękuję sobie za otwarcie i wszystkim ludziom, którzy mi pomogli, świadomie, bądź nie :)*

I zdaje sobie tez sprawe,ze jest we mnie jeszcze duzo tego katolickiego poczucia winy za takie myslenie.

Semira, ja myślę, że to, skąd to poczucie winy pochodzi jest mniej istotne od tego, po co się go trzymasz (po co jest Ci ono potrzebne, co Ci gwarantuje?) :)

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-04, 14:37:19 »
Feli

Ja na pewno czulabym wolnosc jakby Go juz nie bylo miedzy nami...wiem,ze duzo by sie zmienilo tez w naszych kontaktach rodzinnych-na lepsze.
W sumie ja mu nie zycze smierci,nie zycze czegos zlego tylko wiem ze czulabym ulge,wolnosc jakby zmarl.
I zdaje sobie tez sprawe,ze jest we mnie jeszcze duzo tego katolickiego poczucia winy za takie myslenie.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-10-04, 14:27:33 »
Powiem Wam szczerze,ze ja bym sie tez cieszyla jakby moj ojciec zmarl-ale ciagle jest we mnie to poczucie winy,ze tak mysle,bo ja wierze ze to czego zyczymy innym zyczymy sobie tak naprawde..

Semira, przypatrz się swoim uczuciom: czy życzysz czegoś złego swojemu ojcu, czy sobie wolności?
Podejrzewam, że to drugie (a jeśli to pierwsze, to też jest tego przyczyna).
Bo ja nie życzyłam niczego złego mojemu ojcu, wręcz przeciwnie: było mi wszystko jedno, czy umrze (akurat śmierci nie postrzegam jako czegoś złego, ale to inna sprawa), czy wygra w totolotka i wyprowadzi na Hawaje i nie będzie utrzymywał ze mną kontaktu do końca życia :D

I nie chodzi o to, żeby uwalniać się od kogoś tylko i fizyczne zerwanie z nim kontaktu, bo samo to zazwyczaj nic nie pomoże. Choć czasem bardzo może pomóc (na moim przykładzie widać): może dać kopa do pracy nad daną relacją. Jak wiadomo, w czasie zdrowienia dobrze jest przestać otaczać się czynnikami chorobotwórczymi. I na tym mniej więcej to polega.
I najprawdopodobniej - tak jak pisze Ontoja - często jest to wynik otwarcia się na najlepsze :)
A praca nad daną relacją to inna kwestia. Wiadomo, że bez tego samo oddzielenie się nie załatwi sprawy (choć – tak jak pisałam – może pomóc).
U mnie śmierć ojca niesamowicie zmieniła mi życie. Pomógł mi nią tak, jak nigdy tego nie zrobił za życia. I dlatego jestem mu wdzięczna :)))
Można powiedzieć, że zmieniła prawie wszystko (to była prawdziwa rewolucja), bo stosunki z mamą uległy totalnej zmianie (praktycznie nie kontaktujemy się ze sobą, już prawie wcale mnie do niej nie ciągnie). Gdyby żył, to byłoby trudno mi się od nich uwolnić. A tak, staję się coraz bardziej wolna :D
No i teraz przez pół roku mieszkam sobie w domku na wsi otoczonym pięknym sadem i pięknymi okolicznościami przyrody :)))
Hehe, żyć nie umierać :D

Czasem po prostu trzeba uwolnić się od starych, ograniczających schematów myślowych i otworzyć na najlepsze rozwiązanie, nawet jeśli jest szokujące dla zwykłych zjadaczy chleba :)
Tak na marginesie: nieraz zdarzało się, że po modlitwie wstawienniczej (np. D. Logi) osoba, która była – że tak powiem – źródłem problemu, umierała. Nigdy nie wiadomo, co dla kogo najlepsze z boskiego punktu widzenia. Nie nam oceniać :)