Pozytywne Inspiracje
Forum => Związki a rozwój duchowy => Wątek zaczęty przez: Lynd Seagull w 2012-10-21, 11:46:04
-
Zakładam nowy wątek, bo myślę że temat znacząco się wyróżnia. I piszę w nim dwa przemyślenia:
Pierwsze Primo:
We wczorajszym śnie poznałem osobę spełnioną, która chciała ze mną być. Pierwszą jej propozycją był "wspólny wypad popatrzeć sobie jak budują górę." Miałem sporo konsternacji, bo jeszcze nie dociera do mnie, po co osoba spełniona mogłaby chieć być ze mną.
W dzisiejszym śnie natomiast, poznałem osobę, która bardzo chciała ze mną być i nie czuła się bezpiecznie. Pierswsze jej pytanie było "cześć, pamiętasz mnie jeszcze? :)" "yyy... ten... no...." "A za co pamiętasz? :)" Podejście było trochę jak licealistka podrywająca studenta.
Świetnie mogłem sobie porównać odczucia do obu z tych osób :) Ze spełnioną, zakochaniu towarzyszyły gotowość do przygody, niesamowite uniesienie i radość jakbym trafił 6 w totka. Z niespełnioną -- poczucie uziemienia i bezpieczeństwa (wykazujące że nie rozumiem tychże ;), "elektryczne" ciepło (wynikające z tego, że będę jej dawał więcej niż uważa, że zasługuje, i dlatego to będzie dla niej takie och i ach) i poczucie bycia na właściwym miejscu (ale tylko dlatego że spełniam jej deklarowane intencje). Jednak bardziej przyciąga mnie jeszcze to drugie :/ w sensie że bardziej intensywnie czuję. Ale w kwestii jakości pierwsze jest znacznie lepsze -- nawet jeśli wydaje się ulotne, jak balonik który ledwie puszczę i może uciec.
Drugie Primo:
Osoba pierwsza była mojego typu urody, osoba druga była moim przeciwieństwem -- typowa aryjka. W sumie bardzo długo miałem pociąg do właśnie przeciwieństwa mojego typu urody, dopiero ostatnio mi się to zmieniło. I tu pytanie: ile znacie udanych związków, w których osoby są do siebie podobne, zwłaszcza pod kątem ogólnym (kolor cery, waga, budowa, prędkość/powolność itp)? I czy to są takie związki, gdzie ludzie mogli by bez problemu spędzać 100% czasu razem? (Bo są jeszcze ludzie, którzy w związku spędzają mniej czasu razem i to też jest ok.)
Gdzieś tam czytałem badania, które wykazywały znacząco mniejszą ilość rozwodów i zadowolenie z długoterminowych małżeństw właśnie u ludzi podobnych, aczkolwiek nie pamiętam kryteriów "podobieństwa" :)
-
Widzę, że razem z tym jak słońce wchodzi do znaku skorpiona, nasila się ogólne zainteresowanie zjednoczeniem 2 osób ;) cieszy mnie to.
Jak będę miał coś ciekawego do napisania, to napiszę, teraz tylko wtrącę że kiedy się znajdzie właściwą osobę, to się to czuje wyraźnie i bez wątpliwości, drugie primo to zaakceptować co z tego wynika i okiełznać swoje jazdy po znalezieniu kogoś takiego.
Lynd moim zdaniem uroda, czyli kolor włosów i takie tam nie mają nic do rzeczy - raczej uczucie bliskości duszy czyni drugą osobę atrakcyjną wydawałoby się fizycznie.
Każdy ma atrakcyjne ciało wtedy, kiedy nie stawia sobie zbytnich wymagań na temat ciała i czuje się z nim swobodnie.
-
Sebastian,
Może nie tyle chodziło mi tu o urodę (bo to wiem że wzorce) co o np. typy ajurwedyczne (vata, pitta, kapha), które jakoś mocno się przejawiają w wyglądzie.
A w związkach z osobami zbyt bladymi cierpiałem zazwyczaj na to, że nie dzieliśmy wspólnego zamiłowania do temperatur powyżej 25 stopni i wczesnego wstawania ;)
-
No tak, ale wiesz, jak druga osoba śpi do południa, to Ty możesz sobie wstać o 6, poćwiczyć jogę, pobiegać, przeczytać gazete, sprawdzić co w necie piszczy, nadrobić zaległości z pracy - i kiedy ona wstaje, to masz już pół dnia za sobą i możesz poświęcić czas jej :)
Co do zimnociepłolubności to ja 3 lata byłem ze strasznym zmarzlakiem i mnie to cieszyło, bo jak szliśmy spać to kładła mi swoją lodowatą łapę na kark i mnie to trochę chłodziło a jej było cieplej:))
Na typach ajurvedycznych się nie znam. Doceniam chyba wszystkie ;)
-
Lynd Seagull,
"Drugie Primo:
Osoba pierwsza była mojego typu urody, osoba druga była moim przeciwieństwem -- typowa aryjka. W sumie bardzo długo miałem pociąg do właśnie przeciwieństwa mojego typu urody, dopiero ostatnio mi się to zmieniło. I tu pytanie: ile znacie udanych związków, w których osoby są do siebie podobne, zwłaszcza pod kątem ogólnym (kolor cery, waga, budowa, prędkość/powolność itp)? I czy to są takie związki, gdzie ludzie mogli by bez problemu spędzać 100% czasu razem? (Bo są jeszcze ludzie, którzy w związku spędzają mniej czasu razem i to też jest ok.)
Gdzieś tam czytałem badania, które wykazywały znacząco mniejszą ilość rozwodów i zadowolenie z długoterminowych małżeństw właśnie u ludzi podobnych, aczkolwiek nie pamiętam kryteriów "podobieństwa" :)"
wydaje mi się, że coś może być na rzeczy. Przynajmniej jeśli chodzi o moje doświadczenia.
Mnie zawsze przyciągali osobnicy o typie urody przeciwnym od mojego (im bardziej przeciwny tym lepiej!)
I wychodziły z tego związki/układy bardzo nieharmonijne i nieprzytomne.
Natomiast z kimś, kto byłyby podobny do mnie (kolor włosów, oczu, cery) nigdy nie byłam w żadnej bliższej relacji, bo poprostu takie osoby w ogóle mnie nie interesują, nie pociągają, wręcz nie podobają mi się.
Może to jest właśnie podświadome uciekanie przed potencjalną harmonią w związku?
-
I tu pytanie: ile znacie udanych związków, w których osoby są do siebie podobne, zwłaszcza pod kątem ogólnym (kolor cery, waga, budowa, prędkość/powolność itp)? I czy to są takie związki, gdzie ludzie mogli by bez problemu spędzać 100% czasu razem?
My (ja i mąż) jesteśmy do siebie bardzo podobni. Jedyne w czym się różnimy, to okazywanie emocji. Ja jestem wybuchowa, a Marek skryty. Ale to właśnie na tym tle wybuchają pomiędzy nami sprzeczki (które zawsze ja inicjuję, hehe, bo próbuję go zmusić, żeby też okazywał emocje ;). Czuję, że gdybyśmy byli podobni do siebie również pod tym względem, to byłoby jeszcze lepiej :)
Aha, ilość czasu spędzanego z sobą: 100% przez ostatnie pół roku, wcześniej około 90, 95% (czyli przez 16 lat).
Ja generalnie lubię, gdy ktoś jest do mnie podobny. Zwłaszcza ta najbliższa osoba.
-
Mirea:
Możliwe :) Podobieństwo fizyczne wynika z harmonii duchowej. (Przynajmniej tak mi się wydaje)
A przy spędzaniu 100% czasu człek się trochę przyzwyczaja, czasem nawet jeśli spokojnie można spędzić ze sobą 100% warto zrobić sobie przerwę, aby móc poczuć się na świeżo i zauważyć tą fajność. Coś na zasadzie, że jeśli siedzę cały czas w wodzie, to po pewnym czasie przestaję zauważać, że w niej jestem.
-
Ja też lubię podobieństwa. Bo to oznacza ze można dużo razem:) Są różne typy ludzi, ja jestem chyba takim, co lubi dużo razem. Lubię też podobną świadomość. I cele. Duchowe, życiowe. Poprostu harmonię. I lekkość!
-
A jeszcze co do podobieństwa fizycznego trochę filozofii: jeśli ciało jest budowane na matrycach energetycznych: od etereycznej zaczynając, a na duchowych kończąc, to siłą rzeczy dwie bardzo harmonijne osoby będą też do siebie podobne fizycznie. W obrębie matrycy jest jakaś dopuszczalna ilość permutacji, ale wszystkie zawierają się w ściśle określonym zbiorze. Tak samo, jak z genotypu może uzyskać różne fenotypy poprzez działanie różnych czynników środowiskowych, tak samo z tej samej 'matrycy duchowej' można uzyskać różne charaktery, wyglądy etc., które jednak będą się mieścić w określonych przedziałach np. właśnie tych samych typach ajurwedycznych. No i oczywiście genetyka też ma spore znaczenie w determinacji wyglądu, konstytucji etc :)
*Czysto spekulacyjne wnioski intuicyjne: na informacje w genach wpływ też ma zapewne informacja wyższego rzędu, z subtelniejszych płaszczyzn przejawiania. Wszystko jest ze sobą połączone :)*
-
Czy ja wiem? Jak się ludzie rozwijają to ich ciała duchowe, osobowość, zainteresowania, nastawienie, cele, itd potrafią dość intensywnie zmieniać w przeciwieństwie do ciała fizycznego, które nie zmienia się aż tak bardzo. Ponadto rodząc się ukształtowaliśmy sobie ciało zgodnie ze wzorcami w chwili narodzin, które po np. 20 latach rozwoju mogą być zupełnie inne.
Ja bym powiedział, że fizyczne podobieństwo ma sens na poziomie rodzaju "mamy równie uśmiechnięte mordki" :D
-
Clint: Pewnie, że się zmienia. Chodzi mi o to, że to wyszstko było budowane na tym samym rdzeniu, więc pewna podstawa zawsze będzie. No i większe podobieństwo będzie też oznaczało większą harmonię celów i intencji w takim wypadku.
-
Mnie rzadko pociągają osoby w podobnym typie fizycznym jak ja. Jestem raczej krępa, z okrągłą twarzą, a podobają mi się wysocy mężczyźni, smukli, choć nie chudzi (masa mięśniowa i harmonijna budowa mile łechczą oko i nie tylko;) oraz najlepiej dobrze zarośnięci ;) Oczywiście od tego "wzorca" wielokrotnie były odstępstwa od reguły i podobali mi się mężczyźni, którzy nie mieli tych wszystkich cech.
Z natury miałam włosy średni blond... i jaśni blondyni mnie generalnie odrzucają (choć są wyjątki:). Pociągają za to od ciemnych blondynów w górę.
Czemu to piszę. Bo się zastanawiam na ile jest to naturalne - z punktu widzenia biologii człowieka i genetyki - a na ile jest to jakiś wzorzec do odreagowania? Czy może tak objawiać się odpychanie harmonii?
Z drugiej strony nie należy mylić harmonii z byciem podobnym lub takim samym pod każdym względem - harmonia wg mnie może się przejawiać także w dopełniającej się różnorodności. Czyli ze można być w pełni harmonijnym z drugą osobą, uwielbiać wspólne spędzanie czasu, ale nie być podobnymi pod względem wyglądu czy wszystkich zainteresowań, przekonań, doświadczeń. Oczywiście dobrze kiedy jest podobieństwo i wspólnota celów związkowych, życiowych, duchowych itp - to jest bardzo ważne i bez tej podstawy trudno mówić o harmonii w relacji - ale nie trzeba mieć takich samych zainteresowań czy doświadczeń, by była harmonia. Zainteresowania mogą się uzupełniać, można się nimi inspirować, wspólnie rozwijać dzięki nim i różnym doświadczeniom, talentom - i nadal pozostawać w harmonii. Wg mnie uważanie, ze ludzie harmonijni powinni rozumieć się zawsze bez słów, robić i lubić zawsze to samo, a jak jest jakieś odstępstwo od podobieństwa, to już jest dysharmonia - jest błędem i to często powtarzanym. I być może ze względu na to przekonanie, ze harmonijny = podobny lub nawet taki sam, wielu osobom harmonia kojarzy się z nudą i stagnacją.
Tak to czuję. Czy nie popełniam w moim rozumowaniu jakiegoś błędu - nie wiem - dlatego jestem ciekawa, jak Wy widzicie to, co napisałam? :)
-
A przy spędzaniu 100% czasu człek się trochę przyzwyczaja, czasem nawet jeśli spokojnie można spędzić ze sobą 100% warto zrobić sobie przerwę, aby móc poczuć się na świeżo i zauważyć tą fajność. Coś na zasadzie, że jeśli siedzę cały czas w wodzie, to po pewnym czasie przestaję zauważać, że w niej jestem.
Trochę mi to przypomina szukanie wrażeń :P
Gdy leżę sobie w wygodnej pozycji, to po co miałabym ją zmieniać? Zmieniam dopiero wtedy, gdy coś mi uwiera lub gdy mam podejrzenie, że inna pozycja będzie wygodniejsza.
Podobnie z towarzystwem harmonijnej osoby: Jeśli jest mi z nią dobrze, jeśli wspaniale się z nią bawię, to chcę więcej i więcej, a nie szukam odmiany. Odmiany szuka się wtedy, gdy coś staje się nudne, a w harmonijnej relacji nie ma miejsca na nudę :)
-
Asia:
Mówiłam o podobieństwie, nie identyczności :) Podobieństwa nigdy nie są identyczne, a bardzo fajnie się dopełniają. Bardziej obrazowo: Jest sobie wspólny rdzeń - kulmuna, a na 'peryferiach' lub 'odgalęzieniach' są pewne cechy, zarówno fizyczne, psychiczne etc. Te cechy nigdy nie będą identyczne, ale na tyle spójne, aby nastąpiło wzjamne przyciąganie i wypełnianie.
Feli:
Nie pisałam o odmianie :) Pisałam o tym, że czasem po prostu trzeba wyjść z tej wody, zaczęrpnąć powietrza, aby zrobić miejsce na jeszcze więcej. W teorii 100/100 wygląda fajnie, ale praktyka często pokazuje, że istnieją też ograniczenia biologiczne, fachowo nazwywane habituacją bodźca (w skrócie: przyzyczajenie, mniej intensywne odczuwanie po czasie) Nie mówię tu, że harmonii nie ma, albo że szuka się czegoś poza nią, chodzi mi właśnie o zachowanie ciągłej świeżości w związku. Poczucia, że nie ma czegoś takiego, jak zwyczajność czy przyzwyczajenie, a każda chwila może być niepowtarzalna :)
Po prostu od jakiegoś czasu staram się podchodzić bardziej praktycznie do tematu :)
-
Ja nie jestem wstanie przebywać 100% czasu z drugą osobą.
Od 3 lat większość czasu spędzam z rodziną i mężem. I średnio co 3 miesiące dostaje jazd, bo taka ciągła obecność innych, którzy na dodatek czegoś ode mnie co chwila chcą doprowadza mnie do stanu wyczerpania.
A ja potrzebuję czasu sama ze sobą żeby naładować baterie :)
Także są różne potrzeby i gusta.
-
GA:
Zapewne jesteś typem introwertyka :) Wiem po sobie, że takie osoby potrzebują bardzo dużo czasu dla siebie, ale z osobami harmonijnymi, które to szanują i wspierają swoją obecnością także ten 'samotny czas zadumy' lub 'ładowanie baterii' można spędzać razem :) Trzeba tylko przyzwyczaić pś do obecności drugiej osoby no i do stanu otwartości. Oczwywiście piszę ze swojego punktu widzenia, Ty możesz mieć inaczej :)
-
GA:
Zapewne jesteś typem introwertyka :) Wiem po sobie, że takie osoby potrzebują bardzo dużo czasu dla siebie, ale z osobami harmonijnymi, które to szanują i wspierają swoją obecnością także ten 'samotny czas zadumy' lub 'ładowanie baterii' można spędzać razem :) Trzeba tylko przyzwyczaić pś do obecności drugiej osoby no i do stanu otwartości. Oczwywiście piszę ze swojego punktu widzenia, Ty możesz mieć inaczej :)
Zgadza się, introwertyk ze mnie :)
Ja mam jednak raczej potrzebę dosłownego bycia samej ze sobą - chociażby w innym pokoju, ale jednak z możliwością czasowego odcięcia się od innych (przyzwyczajenie jedynaka ;)
W tej chwili jednak nie mam takich możliwości, co doprowadza mnie do szału momentami ;)
Zdaje się, że wychodzi mi temat Pozwalam sobie na .... :))))
-
:)))))
A co powiecie na to? Przez ok. 20 lat zbiera się doświadczenia i szczególiki wyglądu zewnętrznego, które bardzo się podobają np. błękitne oczy o niesamowitym odcieniu, harmonijne rozbudowane barki przy szczupłej budowie, 2 dniowy seksowny męski zarost.... itd....
A jak już spotykasz uosobienie tych wszystkich drobnych szczegółów fizycznych w jednej osobie i o dziwo, wszystkich fajnych i wspaniałych zachowań, upodobań, które wydawały ci się super przyjemne, słyszysz na dzień dobry: "zawsze chciałem, by Moje Kochanie miało takie niesforne złote loczki jak ty :)) ..... choć skoczymy do lasu pooddychać pięknem przyrody :)))), a potem proponuję długą kąpiel w olejkach ...:))))))
miodzio
-
Ewa,
no brzmi fajnie :)
(Następująca myśl, chodziła mi po głowie od dłuższego czasu akurat przypomniała się Twoim postem, ale w żaden sposób nie jest z nim powiązana, ani też nic nie insynuuje: )
Uważam że powinna być zasada w stylu: jeśli nie mieszkałem z moim aktualnym partnerem minimum rok, muszę to zaznaczyć przed wypowiedzeniem się o tym jak fajnie jest mi w swoim związku, albo jak sobie przyciągnąłem takiego super partnera. Bo obserwując forum to, poprzednie i, cóż, samego siebie ;) stwierdzam że nierzadko w takich sytuacjach przemawia zakochanie. I zdarza się że ktoś opisze jak jest super, ktoś inny pogratuluje i zapyta jak się przyciągnęło, osoba wyjaśni, inni też podziękują i zaczną stosować.
A po kilku miesiącach pierwsza osoba nagle zacznie się więcej udzielać na forum. Jak jest bardziej świadoma, to zacznie pytać nieakceptację siebie, niezasługiwanie na miłość itp. Jak mniej, to będzie o przyciąganiu nieharmonijnych, nieprzytomnych i nierozwojowych osobników ;)
I tak jeszcze jako ciekawostkę, moja obserwacja: jakość życia związkowego (zwłaszcza w początkowej fazie (rok-dwa)) jest odwrotnie proporcjonalna do aktywności na forum :D Najczęsciej ludzie po znalezieniu kogoś fajnego poświęcają mu większość tego czasu, który poświęcili na pisanie. Również nierzadko zdarza się, że osoby w ogóle praktycznie znikają z forum.
(Żeby nie było, odnośnie tematu wątku: ta zależność nie działa w drugą stronę: jak ktoś przestanie pisać, to nie znaczy że zaraz znajdzie kogoś super ;)
-
Feli:
Nie pisałam o odmianie :) Pisałam o tym, że czasem po prostu trzeba wyjść z tej wody, zaczęrpnąć powietrza, aby zrobić miejsce na jeszcze więcej. W teorii 100/100 wygląda fajnie, ale praktyka często pokazuje, że istnieją też ograniczenia biologiczne, fachowo nazwywane habituacją bodźca (w skrócie: przyzyczajenie, mniej intensywne odczuwanie po czasie) Nie mówię tu, że harmonii nie ma, albo że szuka się czegoś poza nią, chodzi mi właśnie o zachowanie ciągłej świeżości w związku. Poczucia, że nie ma czegoś takiego, jak zwyczajność czy przyzwyczajenie, a każda chwila może być niepowtarzalna :)
Po prostu od jakiegoś czasu staram się podchodzić bardziej praktycznie do tematu :)
Ja też podchodzę praktycznie do tematu, bo piszę o swoich doświadczeniach :)
Różnie było w naszym związku (wiadomo jak to między dwiema rozwijającymi się osobami, czasem wywalało i nadal wywala), ale nigdy nie czułam czegoś takiego, jak opisujesz. A bycie z jednym i tym samym partnerem praktykuję już od ponad 16 lat, okresowo nawet 100/100. Nigdy nie czułam, żeby w tych okresach było "mniej intensywne odczuwanie". Nigdy nie było mi potrzebne "zaczerpnięcie powietrza" dla poczucia ciągłej świeżości w związku (nie mówię, że nigdy nie chciałam okresowego rozstania. Chciałam, ale z zupełnie innego powodu). Naprawdę, bez tego też każda chwila może być niepowtarzalna :)
Coś mi to "ograniczenie biologiczne" wygląda podejrzanie. To jakaś wkrętka – jak każde ograniczenie :) A ja jestem nieograniczoną istotą, więc sama rozumiesz :P :))
Starfire, może warto się temu przyjrzeć z bliska, czy przypadkiem nie przyjęłaś tego ograniczenia automatycznie, uznając, że "tak ma być, bo tak mają wszyscy"?
-
Felicite:
Dzięki, coś jest w tym przyjmowaniu ograniczeń. Pomedytuję nad tym. I dzięki za inspirację :)
-
Starfire :))
-
Fel:
A nie myślisz, że to może wynikać właśnie z nadmiernego introwertyzmu i/lub niewystarczającej otwartości?
-
Starfire,
a nie wiem, być może. Myślę, że różne mogą być tego przyczyny. Jak coś takiego jest, to najlepiej na konkretnym przypadku (czyli na sobie) zaobserwować z czego to wynika. I zmienić to, jeśli się ma ochotę (i jeśli się da), albo zostawić, jeśli pasuje :)
No ale zawsze warto mieć świadomość tego, że coś w co wierzę, może się okazać zwykłym ograniczeniem, które da się zmienić. Wtedy człowiek nie zamyka się na lepsze :)
Tak jak z tą nogą (czy palcem, nie pamiętam dokładnie) było: my wierzymy w to, że palec po odcięciu nie odrośnie, a jakiemuś chłopczykowi (który zapatrzył się na jaszczurce, której odrastał ogon), ponoć odrósł ;) Nie wiem, czy ta historia jest prawdziwa, ale ja nie wykluczam niczego :) Wiem jednak, że przekonanie w moim umyśle o tym, że palec mi nie odrośnie jest tak silne, że nie zamierzam go odcinać, żeby się przekonać, co jest prawdą, hehe. Bo z drugiej strony wiem, że prawdą jest to, w co wierzę, a póki co przekonanie o tym, że mi nie odrośnie jest silniejsze niż wiara w to, że wszystko jest możliwe :)
Trochę od rzeczy (na pierwszy rzut oka) napisałam, ale jakoś tak mnie chętka naszła o tej nodze napisać ;))
-
Asia:
Mówiłam o podobieństwie, nie identyczności :) Podobieństwa nigdy nie są identyczne, a bardzo fajnie się dopełniają. Bardziej obrazowo: Jest sobie wspólny rdzeń - kulmuna, a na 'peryferiach' lub 'odgalęzieniach' są pewne cechy, zarówno fizyczne, psychiczne etc. Te cechy nigdy nie będą identyczne, ale na tyle spójne, aby nastąpiło wzjamne przyciąganie i wypełnianie.
Starfire - pisałam te swoje przemyślenia ogólnie w tym przypadku, nie szczególnie :))
Są osoby, które rozumieją harmonię jako praktycznie bycie takimi samymi np.: posiadanie dokładnie takich samych przekonań, rozumienie się bez rozmowy itp. - a jak wystąpi najmniejszy odchył od ich wyobrażeń (np.; inne zdanie na jakiś nawet niezbyt ważny temat), to od razu wpadają w w drugą krańcowość - " w ogóle nie jesteśmy harmonijni!" ;)
-
Takie wyobrażenie [czyste] harmonii w związku jaki model psychiczny danej osoby- i jest to ok:)
Modeli psychicznych jest dużo i fajnie jest zaakceptować że te harmonie mogą być różnie objawiane w życiu ale nadal są OK, więc nie ma sensu tłumaczenie komuś że jest jakaś "najlepsza" harmonia, i zapewne taka jaką ten ktoś przejawia;))
Myślę że warto mieć tą świadomość inności- która jest ok- bo przy niskiej samoocenie, podatności na presje, jeszcze sie okaże że ktos usiłuje nazywać harmonią to, co wogóle nie jest z nim zgodne;)
-
Olga - mam świadomość różnorodności, jeśli pisałaś to m.in. do mnie :)
Dla meni to wyobrażenie o harmonii w związku, o którym napisałam, nie jest czyste, skoro najmniejsze odchylenie od wyobrażenia sprawia, ze osobnik wpada w trans zaprzeczania jakiejkolwiek istniejącej harmonii ;)
-
Nie, pisałam ogólnie:)
-
ok :))
-
Felicite:
Dzięki. Przedyskutowałam sprawę, i już wiem o co biega. Z grubsza chodziło o zachłanność na to, żeby za każdym razem było jak za tym pierwszym i generalnie rozbijało się o zachłanność na doświadczanie.
I w sumie przy niektórych osobach też tak mam, że mogę 100/100 pomimo mojej zaawansowanej introwertyczności :)
-
Dla mnie ważna jest świadomość czym jest harmonia w związku, w każdym jednym aspekcie. Dlatego jest ważna by potem akceptować osobę z która sie jest i nie szarpac zwiazkiem w swoich wlasnych niepewnościach.
Mam już jakąś, wg mnie całkiem niezłą, ale nie do końca jeszcze temat jest u mnie zrozumiany.
Np rozumiem, że są pewne aspekty harmonii jak np harmonia wibracji, ogólnie te wibracyjne, że one są harmonijne wtedy gdy są takie same.( jestem o tym przekonana, bo tak to poczułam, ale jeśli się mylę, to niech ktoś uzupełni). W każdym razie "to się czuje", znam te wibracje, wiem jak to jest i już wiem:-)
Ale harmonia np zainteresowań, czy celów, jest dla mnie jeszcze pewną zagadką: to kiedy ona jest: gdy mamy takie same cele i fascynacje, zainteresowania, czy różne, ale te które są różne korzystne są dla drugiej strony, pomimo, że jej obce, bo np potrzeba osoby, która coś umie, bo sama tego nie lubię np nie umiem i nie lubię gotować, lubię gdy ktoś to robi i mam partnera, którego bawi gotowanie i on się cieszy, że ja to chętnie i z przyjemnością zjadam, że doceniam jego talent.
CHoć zdarzało mi się zwykle tak, że partner też chciał, by z nim razem tą pasje dzielić, co było dla mnie nie do przejścia. Podobnie było z techniką, ja tego nie lubię, ale dobrze by w domu ktoś sie tym zajmował, choć niestety jest tak, że nie pasuje mi gdy ten sam partner siedzi i oglada w naszym wspolnym pokoju programy na temat roznych technologi, bo mnie to odrzuca i męczy. A jeszcze gorzej jest gdy mi o tym opowiada.... a ja nie moge tego sluchac, bo tak nie lubie. Albo gdy on chce iść na jakieś zajęcia, najlepiej ze mna, a ja sie tam mecze i usiluje znalezc w tym cos interesujacego...a chcemy spedzac razem wiele czasu. Pewnie to tez z tym jest związane, z tą ilością spędzania czasu. Bo gdybym nie chciała, to niech on sobie w tym czasie robi swoje, a ja swoje.
Czy to jest harmonia, czy nie jest?
Inaczej sprawa sie ma z fascynacja np pilka nożna, bo to do niczego nie jest potrzebne, a dla kogos partner kibic moze byc meczacy na codzień.
I tak się zastanawiam.
Więc nie wiem do konca.
-
Laka
Myślę, że najistotniejsze jest to, co Ty czujesz i czego Ty chcesz, a nie zastanawianie się czym jest ta harmonia, żeby sobie budować wizję tego co Ty masz chcieć i czuć w związku.
Nawet jeśli Twoje czucie i potrzeby są uwarunkowane karmą, to Ty i tak masz prawo chcieć takiego związku jaki Ci się tylko zamarzy, a potem to jest już tylko kwestia spotkania osoby, która współgra z Twoimi potrzebami :)
No oczywiście nie zawsze idzie przyciągnąć takiego, co by pasował w 100%, ale to już też kwestia dogadania się ze sobą - z czego możesz rezygnować, a z czego nie.
-
Clint
Rozumiem, jednak wolałabym nie spotykać i nie być w zwiazku z osobą, która pasuje do moich wyobrażen o harmonii, a z którą po zmianie choćby tych wyobrażen przyjdzie mi sie rozstać:) i ktora sobie przyciagne tylko dlatego ze mam wyobrazenie, a z harmonia nie ma to nic wspolnego Wole teraz o tym pomyslec skoro jestem świadoma, ze to jest do uzdrowienia,nie potrzebuje wchodzic w zwiazek by mi ktos to pokazywal, bo ja juz to wiem i bez tego:)
-
No i nie chce z niczego rezygnować:) Chce w koncu poczuc spełnieniew bardzo bardzo bliskiej relacji. Poczuc pewna jednosc pod kazdym wzgledem:)
Bo to chce w zwiazku:) Mam mysle juz w temacie na tyle oczyszczona karme, ze nie potrzebuje zwiazku do innych celow:) Nie mam parcia na byle jaki zwiazek. Tylko na taki do pelnego spełnienia w temacie:)
Rozumiem, ze moga byc jakies wywałki, ale chce by ten zwiazek w ktorym jestem miał sens. Chce sie zakorzenic i ugruntowac w zwiazku. I by to co jeszcze wywali, nawet jesli cos by wywalilo, bylo przelotna wywalka, doczyszczeniem, postawieniem kropki nad i. Ale chce czuc ze jestem na wlasciwym miejscu z wlasciwa osobą:)
Teraz mam tak w kolejnej pracy, że jest dobrze, wywala, ale jest dobrze, ja czuje ze to moje wywalki, ze ja prowokuje, oczekuje na niefajne rzeczy, ale jest przestrzen do uzdrowienia, jest duzo pozytywow...tylko ja nie dowierzam, prowokuje, albo czuje ze nie zasluguje, nie chce sie otworzyc na to co moge jeszcze w tej konkretnie pracy dobrego dostac:) Wywala, ale opowiada mi to. Wczesniej bylo tak, ze balam sie uzdrowic, bo czulam pś, ze bede musiala zmienic prace, bo Ci ludzie to tylko wynik mojej karmy, a oni wcale nie maja pozytywnych checi zmiany. Taka sytuacja mnie zwykle ograniczała, tzn powstrzymywała w uzdrowieniu. Teraz sobie pozwoliłam na coś więcej:-) Mam nadzieje ze sie nie mylę, ale czuje spokoj i duzo pozytywnych zaskoczen ze strony mojego szefa, ktory ma serducho jakies dziwnie otwarte, jest zyczliwy, moja pś nie dowierza...Chcę tak w związku:-) Jesli juz mialoby wywalac;)
On sie nie zajmuje rozwojem duchowym, ale juz w pierwszych dniach zaczal mi opowiadac, jak sila umysłu wyleczył sie z choroby, "bo wszystko jest w głowie":-)
-
Przy rezygnowaniu miałem na myśli raczej drobnostki - bo chyba nie odrzucisz gościa, który pasuje Ci pod każdym względem, ale ma jednak tą potrzebę obejrzenia sobie od czasu do czasu programów technicznych? :D
-
Clint
Właśnie nie wiem czy byłabym w stanie zaakaceptowac jakies dysharmonie...może.
Wiem, że z połówkiem w zwiazku bardzo mi wywalało, gdy cos takiego było, czułam wyraznie, ze te niezgodnosci blokuja pewien przepływ i jakby "gwarantują", ze nie bedzie do konca spełnienia.
Może to i moja wywałka, co teraz napisałam. Ale czułam się tak, jakbym trafiła na mur, który jest nie do przejścia i nie pogłębie z nim tej harmonii. A ja nie chce by były jakiekolwiek mury, czy dyskomfort miedzy nami.
Brakuje mi wisienki na torcie. Z moim połówkiem wiele było niezgodności, ale te w zainteresowaniach czułam mocno, choć one byly chyba najmniejsze z pozostałych.
Chce zaznaczyc ze chodzi mi o brak zgodności NIEZMIENNYCH, a nie o takie ktore sa wynikiem wywałek tymczasowych( z zalozeniem ze oboje chetnie uzdrawiamy i sa przejsciowe)
-
Laka,
No trochę też się nad czymś podobnym zastanawiam.
Bo niby ludzie mówią, żeby wziąć sobie kartkę i na niej wypisać czego się chce. Ale skąd wiem, że to czego teraz chcę nie zmieni mi się za jakiś tam czas? Akurat takie wielkie rzeczy, jak podejście do życia, to zauważyłem że na przestrzeni lat zmieniało mi się w jedną stronę i ta tendencja chyba już zostanie. Ale właśnie zainteresowania. Np wysoko na mojej liście zainteresowań są gry (nie chcę ich nazywać pasją, bo to mimo wszystko tylko konsumpcja). I owszem, jest trochę nieczystych ku temu powodów i po oczyszczeniu części z nich odpadły pewne kompulsy, ale gry dalej są. Z drugiej strony, poczytałem trochę o projektowaniu gier i moja miłość do tego medium jeszcze bardziej wzrosła :) (Niesamowite, głębokie i wielowymiarowe -- pisanie powieści czy scenariuszy nawet mu do kolan nie sięga.)
I w sumie nie wiem czy mi odpadnie, czy nie odpadnie. A jak kiedyś w ogóle odpadnie pociąg do jakiejkolwiek fikcji? Itp itd..:P
-
Wg mnie warto wypisać i wiedzieć co się chce - ale jednocześnie pozostawać otwartym, ze może być także inaczej i w związku z tym nawet lepiej, niż próbujemy to sobie wyobrazić. Zawsze tez można dodać - ze rozwijamy się wspólnie, inspirujemy pozytywnie, co powoduje dalszy wspólny, harmonijny, radosny rozwój (duchowy, relacji, zainteresowań, wspólnych zainteresowań itp:) oraz z radością, przyjemnością, lekkością i poczuciem wolności spędzamy czas zarówno razem, jak i osobno (jeśli komuś takie podkreślenie wyda się ważne) :)
wtedy mamy określone czego chcemy, a jednocześnie nie jest to zbiór sztywny, niezmienny czy zamknięty.
-
Zgadzam się z Lyndem - się zastanawiam czy przy całej różnorodności życia i istnienia, to jest w ogóle możliwe, aby znaleźć kogoś tak bardzo podobnego do nas, że lubi, chce i zmienia się w 100% tak samo jak my, nawet w kwestiach lubienia jakichś drobnych pierdół.
No bo patrząc z innej strony - czy 100% harmonijny związek musi oznaczać, że to partnerzy dzielą ze sobą każdy najmniejszy kawałeczek swego istnienia? Czy już nie mogą mieć czegoś tylko swojego, czym od czasu do czasu zajmują się tylko sami? I najważniejsze pytanie - czy rzeczywiście to, że partner ma coś swojego, tylko dla siebie i czasami chce zająć się tylko sobą, a nie nami - oznacza że ja nie mogę doświadczać pełnego spełnienia?
Ja sam mimo głodu związkowego i chęci jak największej ilość wspólnego doświadczania bliskości, harmonii, itd. jestem w stanie zaakceptować, to że nie cały czas moja partnerka chciała by wykorzystywać na nas, na to co mamy wspólnego, ale również chciałaby czas tylko dla siebie i dla tego, czym chce się zająć, a ja niekoniecznie mam na to ochotę. I jeśli te proporcje nie są zaburzone, gdzie jednak więcej się ma wspólnego - to nie widzę najmniejszego problemu, żeby tak było.
No bo czy w związku chodzi o to, aby się tak bardzo scalić z drugą osobą, żeby stanowić jeden, wspólny organizm zabijający naturalną indywidualność oby osobników? Mam wrażenie, że niektórzy tęsknią za czasami aniołkowymi, gdzie takie kuleczki światła jedne co robiły to fruwały i doświadczały miłości - przy takim nieskomplikowanym życiu to było normalne, że powstawały takie pary, co przez cały czas robiły to samo, bo w końcu nie miały zbyt wielu pomysłów i możliwości w takiej formie :D
A tutaj, gdzie jesteśmy teraz - panują zupełnie inne zasady - istnieje wspaniała, przeogromna różnorodność możliwości przejawiania się. I wg mnie ważną lekcją dla UA to jest nauczyć się akceptować tą różnorodność i umieć z nią dobrze żyć, również w związkach, zamiast ciągle tęsknić za starym, co się kompletnie nie sprawdzi w obecnych warunkach. Znacznie się rozwinęliśmy jako formy życia, więc nasze związki są również bardziej rozwinięte.
Niektórzy pewnie też mają traumę po indywidualizacji siebie i swoich połówek i się panicznie boją każdej różnorodności, wszystkiego co może być inne w partnerze.
-
Clint - no właśnie wg mnie 100% harmonii oznacza, ze jak najbardziej mogą mieć coś własnego, rzeczy, którymi zajmują się sami - tylko że nadal pozostaje to w harmonii związkowej, w niczym nie przeszkadza, jest dobre i korzystne dla obojga.
-
Clint,
Fajnie że się ze mną zgadzasz, tyle że nie wiem w czym, bo wypisywałem moje wątpliwości :D
Absolutnie nie uważam że zawsze musi być 100% spędzania czasu ze sobą. Chodzi mi tylko o to, żeby spędzanie powiedzmy 80% czasu nie stało się takim zaworem bezpieczeństwa: że jak więcej to już męcząco. Są takie związki, i fajnie im się żyje, ale nie czuję aby to było moje.
Jako introwertyk jak najbardziej za to rozumiem, że np. partnerka by się zamknęła w swoim pokoju na cały dzień raz na tydzień (czytałem kiedyś o kimś takim). Sam pewnie też bym tak robił. Tyle że to jest konieczność pobycia samemu, a nie bez partnera -- kluczowa różnica.
Z innej beczki
saoercdulcrsdei-acrdeisrzcxdeunigcpsfi.pl98suigdvoeucuxiektvjqvkxt aaaarrrggggghhhhhhhh
Znowu dzisiaj miałem fajny sen z osobą spełnioną (hehe, chyba pś sobie stworzyła nawet wygląd takiej, bo była inna ale podobna) i koniec końców doszedłem do wniosku że może nawet jestem gotowy, ale z seksem nie ma nawet co zaczynać, niech się sam seksi z kimś kto ją bardziej zaspokoi (słowo-klucz).
Bo właśnie tak wszyscy przeżywają ten seks jakby to było niewiadomo co. Owszem, super jest jeśli jest miłość i otwartość, ale oni przeżywają sam taki fizyczny. A on jest, no... nudny, no. Nawet jak się ciało giba i wygina, człowiek prawie krzyczy czy prawie mdleje i nogi z waty... to i tak sam z siebie czysto fizyczny jest nudny, jakaś cześć mnie siedzi i tylko pyta "skończyłeś już? nie? a mogę sobie coś innego porobić?"
I przekonanie że osoba przerobiona w seksie jedno że jest w stanie czerpać przyjemność z takiego ruchańska (taa, słowo-klucz) a drugie to że nawet mimo że jest z kimś, to i tak będzie się ślinić na widok innych "ciach." Nie żeby miała na celu zdradę, ale po prostu tak jest "fajnie" pootwierana. A skoro mnie to nie kręci, to najlepiej od razu wysłać ją do innych, samemu oczywiście cierpiąc, ale "ciesząc się że ona się cieszy." Taaaaa, czytanie bzdur w młodości teraz popłaca ;)
scroehul8rdcoearguidnoetcbavzkhqjxdrs.cpgysinudmzeutnsbidcrsdhikxcrseuxkveutH_RNSMT|RDHSCDV11!!!
-
Clint - no właśnie wg mnie 100% harmonii oznacza, ze jak najbardziej mogą mieć coś własnego, rzeczy, którymi zajmują się sami - tylko że nadal pozostaje to w harmonii związkowej, w niczym nie przeszkadza, jest dobre i korzystne dla obojga.
Też to czuję podobnie. Z doświadczenia też widzę, że im bardziej człowiek jest pogodzony ze sobą, tym mniej nastawiony na wyszukiwanie powodów do niezadowolenia z siebie i partnera, a bardziej na rozwijanie i korzystanie z potencjalu jaki niesie związek. Nie ma nieustannej koncentracji na brakach i wkurzeniu, ze druga osoba robi coś nie po naszej myśli i niezgodnie z urojonymi oczekiwaniami, ktore kiedyś nazwaliśmy harmonią :-)
-
Jak wszystko jest w harmonii związkowej to jest ok:-)
Ja jednak nie czuje harmonii zwiazkowej gdy mam z kims inne fascynacje, czy zainteresowania, moze dlatego ze jestem typem osoby, ktora bardzo lubi spedzac z partnerem bardzo duz.o czasu.
-
Felicite:
Dzięki. Przedyskutowałam sprawę, i już wiem o co biega. Z grubsza chodziło o zachłanność na to, żeby za każdym razem było jak za tym pierwszym i generalnie rozbijało się o zachłanność na doświadczanie.
I w sumie przy niektórych osobach też tak mam, że mogę 100/100 pomimo mojej zaawansowanej introwertyczności :)
Starfire, cieszę się, że to sobie uświadomiłaś :)
-
No właśnie, czy harmonia celów nie oznacza także harmonijnej zmiany zainteresowań w miarę rozwoju? Zawsze ją tak postrzegałam, pytam w celu weryfikacji :)
A to, że każdy pierdół nie będzie się zgadzał to jest normalne :) Fajnie jak takie pierdoły się wzjamnie dopełniają, jak puzzle w układance :)
-
Starfire :) - tez tak to postrzegam.
-
Hydzia:
:))
-
"No właśnie, czy harmonia celów nie oznacza także harmonijnej zmiany zainteresowań w miarę rozwoju?"
Myślę, że jest to gotowość i otwartość do poznawania świata partnera, a w tym jego zainteresowań, ale i dostateczna niewinność, aby zajmować się czymś na wyłączność. Bez udziału partnera. Partner nie musi być na przykład tak artystyczną duszą by malować, lecz jest bardziej zaangażowany w sport. Uzupełnianie się i wzajemna akceptacja na to pozwala. Ja w moim związku spędzam wiele czasu z partnerem, ale również jest czas na realizowanie moich spraw, w których tylko ja biorę udział. Naturalnym jest, że próbowałam zainspirować się światem, zainteresowaniami partnera, ale nie wszystko przeszło, tak samo i z jego strony. Myślę, że gdy rozwój jest jednym z głównych zainteresowań, wszystko inne da się pogodzić i tylko korzystnie ubarwić związek.
-
przysniła mi się dzisiaj fajna blondynka. Postawiła nogę na moim udzie, było przyjemnie, fajnie sie ją też przytulało. Niestety zorientowałem się, że blondynka ma emanację i energię Witka (tak pod spodem) :-)))
-
No pewnie bywałem ładną blondynką :)) Z drugiej strony wśród osób które mają ze mną pełną harmonię wibracji osobistych, są przynajmniej 2 blondynki (jedną znam)
-
Witek:
A skąd wiesz, kim one są?
-
Znaczy się, jedna to moja koleżanka z liceum (nie mam z nią kontaktu co prawda), a druga to osoba którą gdzieś tam wyczuwam.
-
Witek :) Już myślałam, że masz jakieś metody zdalnej weryfikacji, hehe ;P
-
Mając zdjęcia tak:) Odchył mniejszy niż rzędu 10% ale to w przypadkach dotychczasowych, w przyszłych sam nie wiem :)
-
Dotarło do mnie coś ważnego odnośnie zainteresowań: podobieństwo ich nie jest takie ważne. Ważne jest nastawienie do nich, wzajemny rezonans i samoocena. Wtedy posiadanie różnych zainteresowań staje się wręcz błogosławieństwem :) Bo zamiast razem wgłębiać się w jeden temat, każde może zająć się swoim a drugiemu dawać odfiltrowane to, co z niego najlepsze. Jako że osoby są podobne, to i tak te same rzeczy zostaną odfiltrowane. A dzięki rezonansowi można zawsze zainspirować drugą osobę, nawet jeśli nie ma się tak dużego rozeznania w tym samym temacie.
Dla sapioseksualisty uświadomienie bardzo ważne ;)
-
Lynd:
To się dopiero nazywa cognitive dissonance ;)
Prawda jest taka, że ważne jest zarówno podobieństwo, jak i wzajemny rezonans. Oczywiście podobieństwo nigdy nie bedzie 100% (chyba, że spotakilibyśmy klona ;P) ale są pewne granice, do których 'rezonans' może pociągnąć wzajemne uzupełnianie.
---
Hell yeah, 666th post ;D
-
Co masz na myśli przez dysonans poznawczy?
-
Mi się zdaje, że z tymi zainteresowaniami to też zależy od osobistych preferencji - bo jedna osoba może sobie marzyć o tym, żeby się czymś tam wspólnie pasjonować i zajmować z partnerem (i może się czuć niespełniona jak jej się tak nie ułoży), a innej osobie to może być z grubsza obojętne i może się pojawić takie wspólne dzielenie się swoimi różnymi pasjami jak Lynd pisze.
Hell yeah, 666th post ;D
A ja ostatnio wszedłem na wagę i się okazało że ważę 66,6 kg :D
-
Clint:
Dokładnie tak. Z tym, że jeśli chce się tworzyć głęboko harmonijną i spełnioną relację to nie da się tego zrobić bez fundamentalnego podobieństwa i to się czuje. (Nie potrafię tego wystarczająco obrazowo opisać jedynie za pomocą słów) Jeśli różnica jest zbyt duża to nadal można się fajnie inspirować, ale tego głębokiego spełnienia już nie będzie.
Czyli generalnie wszystko zależy od tego, jakie dana osoba ma wyobrażenia, oczekiwania etc. Są tacy, którym starczy, aby było 'fajnie', ale też tacy, którzy szukają osoby o naprawdę wysokim stopniu dopasowania i wzajemnej harmonii pod wszystkimi względami. Oczywiście granice są w pewnym stopniu umowne i płynne.
Lynd:
Zapomniało się?
http://en.wikipedia.org/wiki/Cognitive_dissonance
-
Mi wystarczy jeśli będziemy żyć ze sobą (mieszkać razem) zajmować się każde tym co lubi, a resztę czasu spędzać miło ze sobą :) Są rzeczy które lubię robić w samotności, są takie które mógłbym robić wspólnie z drugą osobą.
-
Ależ Lynd, gdyby prześledzić jego historię postów, okazuje się jak najbardziej osobą jedną, a nie inną ;) I strasznie głowił się nad listą wspólnych zainteresowań, zanim się nie zreformował. I nagle okazało się że rozpracowywanie źródeł pochodzenia pisma klinowego i jakie pismo jest pleremiczne a jakie cenemiczne może być równie fascynujące jak progamowanie -- za odpowiednią inspiracją.
(A to dlatego, że źródła są wspólne -- język.)
"Bratnia dusza to ktoś, posiadający klucze pasujące do naszych zamków i zamki pasujące do naszych kluczy."
Richard Bach
Długo nie rozumiałem tego cytatu, bo kojarzył mi się z jakimś chorym pojmowaniem jedności: przyciągniesz sobie swoje przeciwieństwo i stworzycie idealną, doskonałą i pełną bezkształtną masę. Yin-yang jest kompletne, a wszystko co czyniło nas wyjątkowymi rozpłynęło się w budyniu oświecenia.
Źle!
Połączenie naszych energii stworzy równie "wyspecjalizowaną" istotę jak każde z nas, po protsu o większych możliwościach działania. Ja tworzę słoiki, ty przykrywki. Nie jednoczę się z innymi we wspólnej słoikowej pogardzie dla "blacharzy". Wręcz przeciwnie, dzięki naszej współpracy i podchodzeniu do TEGO SAMEGO z różnych stron, mogę wiele sie nauczyć -- nie tylko o "cudzych" przykrywkach, ale i o moich słoikach. Może się okazać że tworzyłem je w zupełnie błędny sposób, źle rozkładając twardość ścianek, którą znacząco można by zmniejszyć, jeśli tylko użyje się odpowiedniej przykrywki.
A może za kilka lat postanowimy się zająć konfiturami..?
Te rzeczy biorą się ze wspólnego źródła, potem idą pozornie różnymi ścieżkami, aby synergicznie się połączyć. W takiej harmonii jest oczywiście ważna celowość, bo jeśli ja studiuję lodowce a druga osoba suszarki do włosów, to raczej wiele inspiracji nie wyniknie;)
StArfire,
Wiem czym jest dysonas poznawczy:P Zastanawiało mnie tylko gdzie go widziałaś w moim poście.
-
Nie wiem, czy zauważyłeś, ale pisałam praktycznie o tym samym. Dalsza dyskusja zapewne oznaczałaby tylko słowne przepychanki. Umiejętne władanie słowem zawsze potrafi odwrócić kota ogonem.
A co do dysonansu to chyba zostanie offlimits, bo zauważenie go wymagałoby zbyt głębokiego wejrzenia w siebie.
EOT.
Czas sobie odpuścić wzorce nauczania i uświadamiania innych swoim kosztem.
-
SYPIAJĄC Z WROGIEM.
Od lat rośnie w Polsce liczba rozwodów, spada liczba małżeństw, coraz częściej wybieramy związki nieformalne. Czy rozstajemy się zbyt często? Dlaczego mamy kłopoty w związkach, kłócimy się, nie rozumiemy, popełniamy błędy i kategorycznie oceniamy drugą osobę? Może za mało zastanawiamy się nad sobą i innymi ludźmi?
Wywiad otwierający cykl, to rozmowa z Maciejem Bennewiczem - socjologiem, psychoterapeutą i coachem. Człowiekiem, który przez 25 lat pracy miał ponad 60 tysięcy relacji terapeutycznych, napisał 9 książek i - co najważniejsze - na samym sobie wypróbował swoje rady. Rozmawiamy o dojrzałości, której nam brakuje, o przyczynach kryzysów w związkach. O tym dlaczego chcemy, by inni myśleli tak, jak my i o tym, jak bezmyślnie powielamy te same błędy w każdym kolejnym związku.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13000232,_Super__ze_sie_rozstajemy__I_nie_tkwimy_w_toksycznych.html#Cuk
-
Dobrze powiedziane:
Dobry związek to akceptacja, seks, wspólny świat. To dojrzałość - wiem, czego chcę od siebie, w związku i od związku. Wiem, czego chcę od drugiej osoby. Wiem, kim jestem. To intymność - ja właśnie z tobą chcę mówić, robić, przeżyć takie rzeczy, których nie chcę przeżyć z innymi osobami. I to wcale nie oznacza tylko seksualności. To namiętność - nic mnie tak nie porusza, cieszy, martwi, angażuje, smuci, jak sprawy związane z tobą. Bo ty jesteś dla mnie najważniejszy, najważniejsza. Ważne jest też zaangażowanie i jego współdzielenie. Ja mam ochotę dla tego związku robić więcej niż dla każdego innego. To temu związkowi poświęcam najwięcej czasu, pieniędzy, energii, wysiłku, starań.
I rzecz najtrudniejsza, która rodzi się w dojrzałości i w dojrzałej współzależności: wiem, że jestem współzależny. Lepiej mi się żyje z tobą, mam dowody, że ty też tak czujesz, ALE wyrzucam listę krzywd i zasług. Dopóki w związku podkreślam: "a ja ci wyrzuciłem śmieci", jestem na złej drodze. "Współzależność". Z Tobą jest mi pod wieloma względami lepiej, łatwiej, cudowniej. Nie muszę być z tobą, tylko być z tobą chcę. Jestem współzależny, a nie zależny czy uzależniony. Ty mi coś dajesz i ja ci coś daję. Śmieci wyrzucam zawsze "nam". Wkładam w relację tyle, ile mogę, potrafię, chcę w danej chwili.
-
Dzięki za ten artykuł!!!
-
Czas na integrację z moim cieniem!
-
Bardzo fajny artykul.... autor super ujmuje wszystkie aspekty naszej polskiej mentalnosci...po prostu otwiera oczy i nawet pasuje do rozwoju duchowego....nie jest plytki i nie probuje szukac winnego przy tym moralizujac....bardzo trafny i przydatny nie tylko w zwiazku ale i w zyciu ;)))
-
Ciekawy artykuł po angielsku, na temat tego jak zwiększona dostępność partnerów w epoce Internetu może wpływać na monogamię: http://www.theatlantic.com/magazine/archive/2013/01/a-million-first-dates/309195/?single_page=true (http://www.theatlantic.com/magazine/archive/2013/01/a-million-first-dates/309195/?single_page=true)
-
8 typów mężczyzn, których kobiety (podobno) unikają jak ognia.
Bardzo ciekawe. Nie wymieniono wyłacznie chyba psychopatów :)
Czyżby oni mieli u pań najwieksze wzięcie? :)
http://kobieta.wp.pl/gid,16083299,img,16083330,kat,79596,title,8-typow-mezczyzn-ktorych-unikamy-jak-ognia-Sekret-powodzenia,galeriazdjecie.html
-
przypuszczam ,że trochę,a nawet dużo prawdy w tym pewnie jest. Kobieta nie chce ani babiarza,ani chama,ani z nadętym ego , nie pociągnie jej też ofiara lub zawsze przewidywalny/nadskakujący.
Wydaje mi się ,ze kobieta albo kocha albo nie, ale co to najczęściej powoduje to już pytanie do kobiet :)
"Bardzo ciekawe. Nie wymieniono wyłacznie chyba psychopatów :)
Czyżby oni mieli u pań najwieksze wzięcie? :) "
znane są przypadki miłosnych listów zakochanych kobiet pisanych do morderców siedzących w więzieniach
Albo amerykański oficer, który został skazany za masakrę wioski May Lei, miał w czasie procesu mnóstwo ofert matrymonialnych.Z kolei inny oficer, który zapobiegł dalszemu rozlewowi krwi i doprowadził do skazania winnych powyższej zbrodni, przypuszczam, że takiego "wzięcia" nie miał, choć to on był bohaterem.
-
Z tego co wiem, kobiety najbardziej unikają mężczyzn ułożonych, spokojnych i prawych ;)
-
Unikają te z silnym DDA, ponieważ dla nich tacy mężczyźni są nudni i nieciekawi. Sama też kiedyś takich unikałam, bo potrzebowałam aby dużo się działo.
-
Inga,
dzięki za ten wpis.
Odkąd się rozwijam to wiedziałem, tylko nigdy żadna kobieta nie była na tyle świadoma i odważna żeby mi to powiedzieć.
-
J034
ja też długo nie wiedziałem, że "rozwijającym się duchowo" kobietom często tylko o to chodzi :)
-
To ja miałem lżej, bo moje kobiety nie rozwijały się ;)
więc jakby mniej samoświadomości się po nich spodziewałem.
-
a to co uslyszalem od pewnych kobiet ;
jak to mowia z Brzegu siostry
facet musi byc ciut ostry
a tak mowia w miescie Lodzi;,, ciut perwersji nie zaszkodzi
-
Ach te mądrości ludowe!
Dzięki nim mam mnóstwo klienteli, która wcześniej nie skumała, że w związku powinny się liczyć takie wartości jak miłość, radość, przyjemność.
-
Z tego co wiem, kobiety najbardziej unikają mężczyzn ułożonych, spokojnych i prawych ;)
To ja takich najbardziej lubię i się z nimi najlepiej dogaduję, i coraz więcej mam takich w swoim otoczeniu:)
I jak ktoś naprawdę mnie lubi (niekoniecznie damsko-męsko, tylko przyjacielsko), to prędzej czy później zmienia się w takiego. Jeszcze poczucie humoru lubię, świadomość, uczuciowość i bezproblemowość. I żeby mieć przestrzeń w relacji.
Za to nie wszyscy uważający się za prawych, lubią spokojne i autentyczne kobiety. Model jest ten sam, jak ktoś lubi, żeby druga osoba zapewniała rozrywkę np. milutkimi i słodkimi manipulacyjkami "ach ja kobietka, pomóż mi, ach ty wspaniały mężczyzna", albo "zaopiekuj się mną" albo "będę lepsza dla ciebie od mamusi", "jesteś taki atrakcyjny, bo z tobą flirtuję", "przyciągam cię i odpycham, ach jakie to atrakcyjne", itd...
Najlepiej jest w relacjach, gdy oboje ludzie lubią jak jest miło, ciepło i słodko z czystego serca. I gdy oboje naprawdę lubią ludzi.
-
Sylvia
Fajnie napisałaś.
Ja zaś w przeszłości spotykałem kobiety, które OCZEKIWAŁY, żeby im ciągle dostarczać rozrywki. Były bardzo znudzone i potrzebowały zabawiacza. Same zaś ani myslały żeby choć trochę te własne oczekiwania realizować przez same siebie. To były presje, żeby coś się działo, nie ważne co, a najlepiej bardzo emocjonującego. Kiedy np. byłem wojownikiem, to żona była bardzo zadowolona.
-
Jeśli dwie strony jednakowo widzą dobro i podobnie patrzą na zło - to w pozostałych sprawach mogą sobie pozwolić nawet na różnicę zdań. Władysław Grzeszczyk
-
"Ulegamy mitom, wierząc, że gdzieś tam żyje ta nasza druga połówka jabłka, a jeśli już ją odnajdziemy to ona nigdy się nie zmieni, że zawsze będzie nas fascynować."
http://www.wellnessday.eu/relacje/881-mit-pokrewnej-duszy-o-zludzeniach-romantycznej-milosci
coś w tym jest.
-
Druga połówko, bez ciebie nie istnieję nawet w połowie
-
Jestem realistycznym romantykiem.
Często myślę, co sprawia, że ludzie wierzą w swoje drugie połówki. Wyobraźmy to sobie. Jeżeli jest dla nas przeznaczona druga osoba, z którą możemy przeżyć życie naprawdę szczęśliwi, to szanse jej spotkania są cholernie nikłe. Na świecie żyje prawie siedem miliardów ludzi. I dlaczego nasze przeznaczenie ma mieszkać akurat w Polsce? Może stworzona jest dla mnie Meksykanka lub Kenijka? Nigdy jej nie spotkam, nie takiej siły na tym świecie.
Dlatego próbujemy sobie wmówić, że osoba, z którą mamy plan spędzić resztę naszych dni jest tą jedyną, chcemy mieć przeczucie, że spotkało nas w życiu szczęście. A gdybyśmy poszukali, na pewno znaleźlibyśmy kogoś lepszego, może mniej kłótliwego, może bardziej uczuciowego.
Spędzamy życie z osobą, która akurat w tym momencie najbardziej nam odpowiada, ze strachu przed samotnością i ulotnością naszej urody decydujemy się na wspólne życie.
A nasze przeznaczenie umiera, nie znając nas, a my nie znając jego. Takie jest moje odczucie w tym wszystkim, bardzo brzemienne - może nadszedł czas, w którym zacząłem myśleć za bardzo, za mocno i moje myśli są tak szalone i zawiłe?
To była realistyczna wersja. A ta romantyczna? Romantycznie rzec biorąc, należy zrobić wszystko, aby nasz towarzysz życia poczuł się naszym przeznaczeniem.
-
Leszek,
czy tą wizją połówek nie nabroiłeś nieco ;)
-
LOL, zabawny watek: czyzby naprawde tytul sugerowal, ze mozna znalezc w zyciu NIEWLASCIWE osoby? :)
-
mezczyzna nie cieszy , nie cieszy gdy jest
a kiedy go nie ma, to tez nie jest zle
-
Dobrze gada, polać mu! (jednodniowy marchewkowy)
-
Są dziewczyny, które bezbłędnie wytropia najgorszego dla siebie kandydata i zrobią wszystko, żeby się z nim zwiazać:
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,5804067,Niebezpieczne_zwiazki.html?as=1
-
Ciekawy artykuł. I tak naprawdę, mówi o tym, jak - niezależnie od płci -wikłamy się w relacje z nieodpowiednimi partnerami, jakie mogą być tego przyczyny i jak wyglądają mechanizmy.
Są mężczyźni, którzy udatnie przerabiają kogoś pozytywnego - w złego. Bo tego potrzebuje ich pś, bo coś przez to potrzebują sobie udowodnić (np.: że kobiety są głupie, są furiatkami, zimnymi sukami itp - bo takie były ich mamusie).
Są kobiety, które idealizują, wbrew rozumowym i zdroworozsądkowym przesłankom, bo się łudzą. bo tego potrzebuje ich pś (bo tatusia podobnie idealizowały, mimo że de facto był niedostępny).
Są zarówno mężczyźni i kobiety, którzy łapią się na lep przyciągania-odpychania, bo wydaje im się, ze to jest właśnie atrakcyjne;
Są tacy, którzy boja się tak naprawdę prawdziwego uczucia, prawdziwej miłości, zainteresowania i zaangażowania - uciekają od nich, sabotują je - bo np,: musieliby wówczas otworzyć się bardziej, samemu przyznać przed sobą ( a nieraz i przed partnerem) do swoich słabości. A tego najbardziej się obawiają.
-
kiedyś słyszałam od jednej kobiety, że facet poszedł na imieniny do znajomej, ale nie chciał żeby go przy wszystkich pocałowała przy życzeniach, więc na wstępie, po przekroczeniu progu, zrobił jej awanturę
-
Atlanta - różne są przypadki.
Dodam, ze warto rozpoznawać swiadomie pewne mechanizmy, po to by je pousuwać i podnosić swoje życie na wyższy poziom,
ale nie warto skupiać uwagi na tych "złych" przykładach.
Warto za to się inspirować pozytywnie :)
W szczególności, jeśli wcześniej, np.: w rodzinie, nie miało się pozytywnych przykładów czy inspiracji.
-
A wątek o przykładach inspirujących związków umarł smiercią naturalną.
-
Leszku, można go nie tylko reanimować ale i ożywić:)
De facto zależy to od każdego z nas, jako użytkowników forum :)
-
Pisałem nikt nie komentował za, a nawet przeciw to co się będę rozpisywał ktoś pomyśli ze sie chwale :)
O założycielu nie wspomnę że nie odnosił się za często do opinii tam głoszonych a szkoda
-
Zaobserwowałem że ludzie wchodząc w udany związek po pierwszej fali zachwytów przestają pisać na forum, a zaczynają kiedy albo w związku dzieje się nie tak, albo związek pada ;)
Ot, mają czym się zająć.
-
Coś w tym jest - gdybym nie miał za dużo czasu w pracy, to pewnie bym praktycznie nie zaglądał na forum. :P
Ja się pochwalę, że właśnie wczoraj miałem rocznicę swojego związku i wbrew temu, co niektórzy sceptycy przewidywali - nic nie oklapło jeśli chodzi o uczucia na przestrzeni pierwszych miesięcy, a wręcz przeciwnie - te uczucia stały się dużo głębsze, dojrzalsze, spokojniejsze i o niebo cudowniejsze(a mieszkamy razem już 5 miesięcy). Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że jestem z osobą, z którą chcę spędzić resztę życia (choć pewnie sceptycy powiedzą, że zobaczę za x lat :P)
Czuję, że niczego mi nie brakuje w kwestiach związku, że mam nawet dużo więcej niż to o czym marzyłem - ja się nie spodziewałem choćby tego, że spotkam osobę tak kochaną, tak ciepłą i troskliwą, bo wcześniej nawet nie znałem takich kobiet. A że przy tym będzie jeszcze tak piękna i seksowna - nie śmiałem nawet marzyć :P Nie wspominając już o całym szeregu innych zalet i cudowności.
Jasne, że mieliśmy i wciąż mamy różne problemy z którymi trzeba się zmierzyć - jedne lżejsze, inne cięższe, ale niezależnie od tego co się nie działo i jakie emocje się nie pojawiały, zawsze okazywaliśmy sobie mnóstwo wsparcia, zrozumienia, miłości i akceptacji. I to jest najważniejsze - że stoimy po swojej stronie i wspieramy się w uwalnianiu się od swoich ciężarów przeszłości, zamiast robić z tego powody do podziałów i oddalania się od siebie.
Dla mnie mój związek jest czymś, co całkowicie odmieniło moje życie, czymś co sprawiło że czuję się ze sobą dużo lepiej i co mnie popycha ku pozytywnym zmianom oraz inspiruje do wielu korzystnych rzeczy.
Mógłbym całe eseje pisać o tym, jak mi cudowniście, ale to i tak by nie oddało nawet w małej części tego co czuję.
-
gratuluję
-
Clint, popisz trochę tych esejów :))
"Jasne, że mieliśmy i wciąż mamy różne problemy z którymi trzeba się zmierzyć - jedne lżejsze, inne cięższe, ale niezależnie od tego co się nie działo i jakie emocje się nie pojawiały, zawsze okazywaliśmy sobie mnóstwo wsparcia, zrozumienia, miłości i akceptacji. I to jest najważniejsze - że stoimy po swojej stronie i wspieramy się w uwalnianiu się od swoich ciężarów przeszłości, zamiast robić z tego powody do podziałów i oddalania się od siebie."
SUPER, super, super i jeszcze raz super :)
O to właśnie chodzi:)
jak się ciesze (i moja pś też bryka z radości) :P
że udowadniasz mi, ze to jest realnie możliwe,
że nie są to tylko idealistyczne mrzonki (tak ogólnie,
bo szczególnie to już zależy od powiązanych jednostek;)
-
Clint, fajnie, że o tym napisałeś :)
A sceptykami się nie przejmuj, jak to mówią "każdy sądzi według siebie" :)
-
:)
Mogę co nieco popisać, szczególnie że mam wyjątkowo leniwy dzień w pracy :P
Jak już hydrozagadka odniosła się do kwestii problemów, to mam kilka przemyśleń w temacie. Będę pisał ogólnikowo, bo tu nie chodzi tylko o mnie, więc nie chce wchodzić w żadne intymne czy niewygodne szczegóły.
Muszę przyznać, że były momenty kiedy byłem zaskoczony pewnymi problemami i ich skalą, czy nawet czułem się nieco przytłoczony tym co się działo. To był bardzo mocno oczyszczający okres dla nas obojga, a przez to momentami dość intensywny i ciężki emocjonalnie. Nie były to jednak bezsensowne problemy, które prowadziły donikąd - bardziej to przypominało bardzo intensywne wypłukiwanie miłością, w wyniku czego wypływało mnóstwo szlamu. Oczywiście bywało, że przelewaliśmy na siebie coś niefajnego, emocje bywały ciężkie, a my jesteśmy tylko ludźmi - ale jako, że to doskonale rozumiemy, to nie ma z tego powodu żadnych problemów. Nikt nikomu nie wypomina niczego, nie podtrzymuje się żalu, nie wymaga przeprosin, itd. Jest pełne zrozumienie i akceptacja dla naszych wad, słabości oraz tych mrocznych, wstydliwych stron. Nie udajemy że tego nie ma, że nie ma to wpływu na nasze zachowania.
Cudownie jest obnażyć całkowicie swoją duszę przed drugą osobą i czuć się bezpiecznie, spokojnie, dobrze. My się zdążyliśmy poznać od tej najmniej przyjemnej strony jaką mamy i to nie ma żadnego wpływu na nasze uczucie, czemu zresztą by miało mieć, skoro tak bardzo się kochamy, a te wszystkie negatywy nawet nie są prawdziwe?
Nieważne jak silne i ciężkie emocje się nie pojawiły, nie potrafiliśmy zbyt długo w tym tkwić - zawsze całkiem szybko dochodziliśmy do siebie, dużo rozmawialiśmy i tuliliśmy się dochodząc do porozumienia. Nikt niczego nie przeciągał, bo byśmy chyba zwariowali od niepotrzebnego odpychania siebie - najzwyczajniej w świecie nie potrafimy podtrzymywać negatywnych uczuć w stosunku do siebie nawzajem, miłość bardzo szybko to wypiera.
I mimo, że było wiele trudnych chwil - niczego nie żałuję, a wręcz śmiem twierdzić że było to dla nas niezbędne. Po prostu gdy spotyka się dwójka tak bardzo skrzywdzonych w przeszłości ludzi to jest to "normalne", że nieświadomie się ranią, ponieważ jest zbyt wiele lęków, upewniania się, testowania się nawzajem, negatywnych oczekiwań i wielu innych rzeczy. Muszę przyznać, że samo bycie w tak cudownym związku sprawiło, że zrzuciłem naprawdę spory kawał tego bagażu z siebie i to jest bezcenne, warte przejścia przez te trudniejsze chwile. Wiele jednak ułatwiało to, że my się tak bardzo kochamy do samego początku - wyznaliśmy sobie miłość zanim się w ogóle spotkaliśmy na żywo, a przez cały rok niezmiennie czuliśmy że jesteśmy dla siebie stworzeni i że chcemy być razem :)
Nie jestem pewien jak to napisać, żeby zostać dobrze zrozumianym, ale nauczyłem się, że gotowość do wymarzonego, idealnego związku to gotowość również do dojrzałego radzenia sobie z problemami pod wieloma względami. Jeśli ktoś nie jest jedną nogą na granicy oświecenia (a powiedzmy sobie szczerze - zdecydowana większość forumowiczów nie jest), to z pewnością ma jeszcze swój bagaż negatywnych wzorców, w tym takich które dopiero przy tej jedynej/tym jedynym mogą się odpalić i to tak konkretnie. Kiedy spotyka się kogoś w 100% lub coś koło tego harmonijnego i dobranego dla nas to wtedy ta miłość wchodzi dużo głębiej niż przy zwykłych, niezbyt szałowych związkach. Ona się wtrynia w każdy, najmniejszy zakamarek naszej duszy i wystawia wszystko na światło słoneczne.
Trzeba być gotowym do całkowitego odkrycia najmroczniejszych zakamarków swojej duszy - taki związek działa jak lustro, w którym widać absolutnie wszystko, również to czego nie chcemy widzieć. I myślę, że właśnie to jest największą przeszkodą dla większości ludzi w stworzeniu wymarzonego związku - to, że nie są gotowi i nie chcą widzieć wszystkiego w sobie. Wolą etapami odkrywać kolejne kawałki, ale nie są gotowi skonfrontować się z całością przykrej, wstydliwej, żenującej i okrutnej prawdy o sobie.
Kolejną trudnością jest też niegotowość do odłożenia swojego ego na bok kiedy jest to potrzebne, np. kiedy drugiej osobie wywala i potrzebuje naszego ciepła i wsparcia, a nie wysłuchiwania np. jak bardzo nas zraniła mówiąc czy robiąc coś tam (kiedy dobrze wiemy, że nie zrobiła czy powiedziała tego, żeby nam perfidnie dosrać, ale z powodu swoich słabości). oczywiście nie mówię tutaj o rezygnowaniu z siebie i wyrażania swojego zdania, bo to oczywiście też powinno się pojawiać, ale trzeba mieć wyczucie - chodzi o to, żeby udowadnianie drugiej osobie jak bardzo nas skrzywdziła nie przesłaniało tego co słuszne, tego co płynie z serca.
-
Olej sceptyków, większość pewnie po prostu zazdrosci ;) żeby nie było- ja też zazdroszczę i się otwarcie do tego przyznaję :)
-
Clint, dziękuję :)
I gratuluję z całego serca :-)
Znów mi pś skacze z radości, ze się potwierdza, dobrze czułam, iż to tak właśnie jest:
"Kiedy spotyka się kogoś w 100% lub coś koło tego harmonijnego i dobranego dla nas to wtedy ta miłość wchodzi dużo głębiej niż przy zwykłych, niezbyt szałowych związkach. Ona się wtrynia w każdy, najmniejszy zakamarek naszej duszy i wystawia wszystko na światło słoneczne.
Trzeba być gotowym do całkowitego odkrycia najmroczniejszych zakamarków swojej duszy - taki związek działa jak lustro, w którym widać absolutnie wszystko, również to czego nie chcemy widzieć. I myślę, że właśnie to jest największą przeszkodą dla większości ludzi w stworzeniu wymarzonego związku - to, że nie są gotowi i nie chcą widzieć wszystkiego w sobie. Wolą etapami odkrywać kolejne kawałki, ale nie są gotowi skonfrontować się z całością przykrej, wstydliwej, żenującej i okrutnej prawdy o sobie."
Zastanawiam się - skoro ja jestem gotowa i nie mam problemu z odkrywaniem tych również mrocznych stron siebie, zarówno przed sobą samą, jak i przed ludźmi, którym ufam, lubię lub kocham - to czemu jak do tej pory przyciągałam do siebie takich, którzy z tym mają problem? Którzy wolą nakładać maski, obgadywać za plecami, wkręcać się w urojenia, zamiast po prostu otworzyć się na dialog - zarówno z samymi sobą, jaki drugą osobą, wobec której im np.: wywala?
To się już stopniowo zmienia, zdecydowanie na plus, takie osoby stopniowo odpadają z mojego otoczenia, a pojawiają się w zamian takie, które są naprawdę samoświadome siebie, nie udają świętoszkowatych, nie zajmują się oskarżaniem otoczenia o bzdury. Sympatyczne, życzliwe i otwarte. To pozytywne. A jednak sam proces tej wymiany mnie zranił i to mocno.
Głównie dlatego, ze uświadomiłam sobie, ze z jakiegoś względu przyciągałam wcześniej osoby nie gotowe na taką samoświadomość do swojego życia i na nich się przejeżdżałam. Przez to traciłam stopniowo radość, spontaniczność, wiarę (w siebie, w ludzi, w relacje) czy ufność. A przejeżdżałam się na nich - bo się zaślepiałam na oczywistości, zakładając że - ot, tylko im wywala, a naprawdę są dużo bardziej świadomi, w porządku i ok.
To chyba były próby - starego ascety i pustelnika;) - udowadniania sobie, że nie opłaca się tworzyć bliskich relacji, niezależnie czy związkowych czy koleżeńsko-przyjacielskich. Jeśli tak, to całkiem nieźle mi to szło. ;-)
Mam nadzieję, że zmiana oznacza, ze już pś nie potrzebuje więcej sobie takich bzdur udowadniać:))
-
Indra
Ja się nie przejmuje sceptykami, mam tylko satysfakcje że sprawdziło się to co sam czułem, a nie to co niektórzy mi mówili(a słyszałem np. że za bardzo się nakręcam i podniecam, że zobaczę po kilku miesiącach, że coś tam... - a ja od samego początku czułem, że trafiłem na miłość swojego życia, więc jak miałem się nie podniecać? :D)
hydrozagadka
Zastanawiam się - skoro ja jestem gotowa i nie mam problemu z odkrywaniem tych również mrocznych stron siebie, zarówno przed sobą samą, jak i przed ludźmi, którym ufam, lubię lub kocham - to czemu jak do tej pory przyciągałam do siebie takich, którzy z tym mają problem?
Któż to wie, przyczyna może tkwić głębiej, nawet całkowicie po za świadomością. Może być tak, że ta otwartość może i jest, ale tylko na pewnym poziomie, bez wchodzenia w pewne istotne sfery. Ciężko to ocenić samemu, bo takich rzeczy się zazwyczaj nie widzi póki się ich nie przekroczy chociaż w małym stopniu. Może też chodzić o coś zupełnie innego. Na pewno jest w tym wszystkim jakiś sens.
Szczerze mówiąc ciężko mi powiedzieć jak to jest z tymi związkami u innych ludzi. Ja mimo wszystko jestem o tyle nietypowym przypadkiem, że związek był dla mnie najważniejszą rzeczą na świecie, największą wartością. To była moja motywacja, która mnie popchnęła ku rozwojowi i trzymała w baaaaaaaardzo intensywnej pracy przez pierwsze dwa lata. Ponadto ja całe życie miałem przebłyski bardzo silnego poczucia, że Ona gdzieś tam jest (po niektórych sesjach czułem to bardzo wyraźnie, nawet już 3 lata przed spotkaniem naszym). Dla mojej partnerki też związek był najważniejszy na świecie i ona też całe życie czuła, że gdzieś ja jestem. I oboje dopiero przy sobie poczuliśmy, że to właśnie na siebie czekaliśmy. Dlatego mam też podejrzenia, że nasze spotkanie było już ustawione jako potencjalna możliwość już przy wcielaniu się, co też sporo ułatwiło (nawet fizycznie trafiamy idealnie w swoje gusta :D).
-
Jako jeden z tych sceptyków;) gratuluję zdania ważnego egzaminu :)
Rok temu byłeś dotychczas samotnym gościem, który wszedł w swój pierwszy związek. Oczywiste było że ktoś taki będzie się zachwycał -- stąd sceptycyzm niektórych osób. (Bo chyba nikt Ci źle nie życzył o_O) Teraz mówisz to samo, ale z perspektywy doświadczenia, więc Twoje słowa (i doświadczenie) mają realną wagę i znaczenie.
Oczywiście, zawsze można powiedzieć że zobaczymy za 2-3-5-20 lat, ale powierzchowne zakochanie tego roku by nie przetrzymało :)
Tak na boku astro powiem że jeszcze jesteś "na kontrakcie" na partnerkę, więc jeszcze jeden termin może nadejść. Ale np u mnie takie zakończenie "kontraktu" upłynęło bardzo fajnie, pojawiło się więcej swobody i bliskości.
-
Clint
Powiem Ci szczerze, że ja też się serio cieszę, że ci wątpiący nie mieli racji. Co prawda minął Wam dopiero rok, jednak jestem przekonana, że jeszcze niejeden wspólny rok Wam minie i to się nie zmieni. I doskonale rozumiem Twoją pewnosc, ze to jest TA osoba. Takie rzeczy po prostu się czuje sercem. Ja sama bardzo prędko poczułam, kiedy poznałam ostatniego partnera, że to jest ktoś, z kim chcę się na poważnie związać, że najprawdopodobniej to miłośc mojego życia. Niestety ja nie jestem jego miłością na to życie, ale czasem tak chyba bywa, że jest to jednostronne.
I naprawdę z całego serca się cieszę, że tak fajnie Ci się układa. Od początku trzymałam kciuki za sukces i szczęście Twojego związku.Jestem na starość coraz bardziej sentymentalna ;) raduje mnie, jak się ludziom układa, niech Wam się szczęsci jak najwięcej:)
I też mi się wydaje, że mieliście to spotkanie i ten związek zaplanowany jeszcze przed zejściem w to wcielenie. To się dopiero nazywa boski plan:)
-
Lynd, oj tam, ja się Ciebie czy nikogo konkretnego nie czepiam. To jest po prostu taka mała satysfakcja, ale nie dlatego że ktoś się mylił, ale dlatego że miałem racje co do własnych odczuć :)
A o co chodzi z tym kontraktem? Pierwsze słyszę o takim zwrocie, więc jestem ciekawy :P
Indra
:)
-
Jakiś sens w tym moim mechanizmie pewnie był, ale niekoniecznie z poziomu boskiego, tylko poziomu pś ;)
Ja tez się przyznam, ze zazdroszczę :D
Szczególnie tego boskiego planu, który sobie wybraliście :)))
(a to dlatego, ze w pś mam przekonanie, ze ja wybrałam pierwotnie samotność,
dopiero potem, w trakcie rozwoju, zmieniłam wytyczne;)
I tu trochę wali czasami.
Za to jestem przekonana, że skoro przetrwaliście ten rok z efektem pogłębienia bliskości, czułości, uczuć, zrozumienia
- to dalej tez będzie tylko lepiej i lepiej :-)
-
Kiedyś wyczytałem krótki opis pod zdjęciem jakiegoś aktora z Hollywood, który pisał z prostotą dziecka, że nie wie co to znaczy, że trzeba się docierać, dopasować itp. bo on wiedział, że chce być z tą kobietą i od początku wszystko było jak miało być i tak mnie to zainspirowało, że też przestałem naciągać fakty i wierzyć, że z pewnych kobiet jest szansa zrobić kogoś kim nigdy nie będą i znalazłem taką co od początku było miło i wesoło ;) i jest tak już 3 lata czego innym też życzę.
-
J034 - tez bardzo inspirujące :)
i to jest fajne - tak jak w Twoim przypadku - ze zainspirować może nawet kompletnie przypadkowa osoba,
do zmiany spojrzenia, działania - ot tak, bez zadęcia :))
-
Clint,
Dałem cudzysłów bo to nie jest dosłowne określenie. Po prostu idzie o tranzyty. Z takimi tranzytami to musiałeś się zakochać, choćbyś się zamknął w schronie atomowym ;)
Natomiast oczywiście te tranzyty nic nie mówią o jakości związku, czy nawet o związku -- równie dobrze to mogła być nieszczęśliwei i nieodwzajemnione cierpienia młodego Wertera :)
Przez "na kontrakcie" mam na myśli że nadal jesteś pod wpływem tych energii. Oczywiście nie znaczy to, że jak zejdą to skończy się związek! Po prostu zakończy się pewien wpływ na Twoje działanie i myślenie, stąd żartobliwe określenie "kontrakt."
Uwaga: powyższe opiera się na mojej bardzo ograniczonej wiedzy astrologicznej :P
-
Faktycznie, to dość częste, że dusze zawierają ze sobą różnego rodzaju kontrakty, ale nie wszystkie one są negatywne.
Czasem po odpuszczeniu nie zostaje nic (nawet chęć do związku), a czasem uwolnienie to tylko więcej przestrzeni dla Najwyższego Dobra w bliskości.
Ja nie piszę tutaj w kontekście astrologii, bo na tym się akurat zupełnie nie znam :). Tylko w oparciu o własne doświadczenie i doświadczenie innych.
-
Kinga
A czy można odwoływać takie kontrakty jeszcze przed ich realizacją, przed spotkaniem?
Lynd
No proszę Cię, akurat od werteryzmu to jestem tutaj ja dyzurnym cierpiętnikiem ;)
-
Indra - nie zagraniaj tak zachłannie tej roli ;)
-
Dobra- każdy może byc werterem ;)
-
Indra, dawno temu robiłam sobie sesje "droga życia" w kontekście związków i odreagowałam sobie jeden kontrakt z mężczyzną, z którym to spotkałam się dwa lata po tej sesji. Czyli, chyba można :)
-
Dodam tylko, że to nie chodzi o mojego obecnego partnera, z tamtym gdy się spotkaliśmy, to nie było nawet chęci na związek u mnie :)
Z obecnym partnerem miałam kontrakt pozytywny i jak go sobie odreagowaliśmy, to nic się nie zmieniło, tylko przestrzeni się zrobiło więcej w nas i wokół nas :).
-
Dzięki za info:) czyli można. Tylko trzeba najpierw do tego dotrzeć, uświadomić sobie. No i potem odreagować
-
Albo wypalić na węzłach. Kiedyś wypalałam dziewczynie kontrakt z jej jeszcze nienarodzonym dzieckiem. Duszyczka była średnio zadowolona, bo już było "wszystko zaplanowane", a tu klops, trzeba było znaleźć inną mamusię :).
-
O, super, że można i tak, podoba mi się to :) jeszcze mam pytanie. Czy jeżeli nie dokonało się przed zejściem "kontraktu" na pozytywny, szczęsliwy związek na dane wcielenie (tylko na same ciulstwa ;P) to czy mozna i to zmienic?
-
Indra, nic z tego. Kontrakt na werterzenie ma priorytet ponad wszystkimi innymi kontraktami:P
-
Hahahahahahaha, umarłam :D no tak, nie ma się co łudzic, ze da się uciec przed werterzeniem :P
-
Może chociaz jakis aneks do umowy? ;)
-
O jak już wypłynął temat ustrzegania się przed karmą to pyt czy ktoś liczył ile wcześniej można ją zmienić, a kiedy już się nie da ?
Z przyciąganiem duszy na dziecko to ile czasu wcześniej się udało ?
Tzn zanim pani zaszła w ciążę ?
-
J034,
tak, zanim w ciąże zaszła.
-
jeszcze mam pytanie. Czy jeżeli nie dokonało się przed zejściem "kontraktu" na pozytywny, szczęsliwy związek na dane wcielenie (tylko na same ciulstwa ;P) to czy mozna i to zmienic?
W każdej chwili :) Bóg zawsze daje ci kolejną szansę i kolejną i jeszcze jedną i tak aż do skutku :)
-
Ale jak długo przed ciążą ?
Wiesz Leszek pisał, że i po zapłodnieniu dusze można podmienić, ale to już trochę późno jak dla mnie :)
Czasem dostrzegam nieuchronność pewnych zdarzeń, bo już za późno zmieniamy karmę i po ptokach.
-
J034,
na kilka miesięcy przed.
Też słyszałam, że można :)
-
Kinga
Dziękuję! Jestem wdzięczna za takie inspiracje:) moze kiedyś uda mi się wykorzystać szansę
-
Indra,
nie lubię się za bardzo uzewnętrzniać, ale kiedyś jak pisałaś to odczułem, że wcale nie jest najgorzej po twojej stronie w związkach tylko dobrać kogoś właściwego musisz.
Do tkwiących w złych związkach.
Moja znajoma dostała jasne wskazówki od psychologa, że będąc z niewłaściwą osobą sama się pognębi a jego nie uratuje i ... odeszła bez ratowania świata.
Ilu z nas stać na tak odważne decyzje choć rozwijamy się ?
Często na siłę ratujemy, zbawiamy, analizujemy zamiast zaakceptować, że się nie da ?
Nie z tym, nie z tą.
Tkwiąc w czymś nie mamy szans na coś lepszego, bo nie szukamy i nie dostrzegamy lepszego.
-
J034
Dziekuje za podzielenie się wrażeniem :) miło to czytac. Mnie też sie wydawało, że nie jest jakoś tragicznie ze świadomością w temacie związków, choć teoretycznie to właśnie partnerzy, jakich przyciągałam są najlepszym lustrem dla mojego stopnia urzeczywistnienia. Na razie znajdowałam głównid takich męzczyzn, którym najwidoczniej na poziomie serca nie pasowałam bo nie odwzajemniali mojej miłości.
Pozostaje mi stac się zródłem miłości dla siebie samej:) a może kiedyś uda mi się też z kimś tą miłością podzielic. Czuję, że własnie dzielenie się miłością jest głównym powodem, dla którego chciałabym stworzyć związek
-
Z tym lustrem to bym nie przesadzał :)
Zawsze byłem przeciwnikiem takich uproszczeń, bo jeszcze na forum cudu szastali tym jak nalepką na jabole.
Czasem to nie twój stopien RD, a jakiś cierń niedoczyszczony przyciąga takich ludzi.
Poszukaj w tym temacie miłości czy to 100 % miłość czy jednak coś z okolic DDA chce uwolnienia i może się wszystko zmienić.
Niestety nie znam cię (osobiście) więc to takie szukanie po omacku.
-
Ja mam wrażenie, że tym cierniem jest u mnie poczucie niezasługiwania na miłosć i chęć udowodnienia sobie, że żaden męzczyzna nigdy mnie nie pokocha, bo mnie się nie da kochać, że zawsze zostanę porzucona itp. Na to mi najmocniej wali, więc wnioskuję, że to jest przyczyna. Próbuję to przekraczac jak tylko potrafię.
Natomiast jeśli chodzi o moje własne uczucia do tych partnerów to wiem, ze są prawdziwe. Pewnie, mam swoje wzorce i filtry, jednak wiem, ze z mojej strony była i jest prawdziwa miłośc. Choć pewnie mam tam jeszcze troche DDA do puszczenia, zwłaszcza ten lęk przed odrzuceniem. Na szczęscie wszystko jest do zrobienia:) i chyba nie muszę być aż prawie oświecona zeby móc stworzyć z kims zdrową relację :)
-
naturę kobiecości i męskości opisuje David Deida http://www.psyche.pnet.pl/deidapl-m-135.html?osCsid=6114086f98553087b4911edcee82580d
warto przeczytać obie książki, otwierają oczy i serca :)
-
I doskonale rozumiem Twoją pewnosc, ze to jest TA osoba. Takie rzeczy po prostu się czuje sercem. Ja sama bardzo prędko poczułam, kiedy poznałam ostatniego partnera, że to jest ktoś, z kim chcę się na poważnie związać, że najprawdopodobniej to miłośc mojego życia. Niestety ja nie jestem jego miłością na to życie, ale czasem tak chyba bywa, że jest to jednostronne.
Jak jest jednostronne, to znaczy, że albo jest coś lepszego i wspólna droga życia by dla kogoś nie była najlepsza. Wspólna droga życia jest jednym z ważniejszych aspektów związku, Bóg wtedy bardzo pomaga w takiej relacji, czyni wręcz cuda - z doświadczenia.
Albo jeśli równocześnie nie ma miłości związkowej, to zasila się tę osobę (nawet na odległość) nie dostając zbyt wiele w zamian. I towarzyszą temu spore zaślepienia.
Z drugiej strony fajnie jak przy kimś serce się ożywia. Jak tak się dzieje i odpuści się oczekiwania, to robi się przestrzeń na to, co to ożywienie przyniesie wspaniałego, niekoniecznie z tą osobą;)
-
Sylvia
Sporo się modliłam w intencji uzdrowienia tego związku i poddawałam to Bogu z prośbą o najlepsze rozwiązanie.Wnioskuję, że w takim razie rozstanie i urwanie kontaktu faktycznie było tym najlepszym rozwiązaniem, może faktycznie dla któregoś z nas wspólna droga życia nie byłaby korzystna. Zapewne dla niego, bo mu się marzy wyjazd z Polski, a ja to jednak chyba wolę zostać w Warszawie.
Co do zasilania na odległość to nie wiem, ktoś musiałby mi na to spojrzeć, bo niestety chyba nie jestem do końca tu wolna od nieprzytomności i emocji. Cały czas mi wali, że to było to najlepsze dla mnie i niczego równie dobrego już nie ma i nie będzie ; ) mam nadzieję, że to tylko moje zaslepienia są.
Bardzo Ci dziękuję za tę wypowiedz. Wniosła mi trochę innego spojrzenia.
-
Sylvia
,,Z drugiej strony fajnie jak przy kimś serce się ożywia.''
dokładnie
ożywiajaco
-
To ważne w temacie tworzenia związków, a szczególnie znalezienia właściwej osoby, która podziela nasze oczekiwania.
To ważne również w temacie przeciwstawiania się terrorowi rozmnażania:
http://kefir2010.wordpress.com/2014/01/17/pary-bezdzietne-sa-szczesliwsze-tradycyjna-rodzina-to-mit/
-
autor ciekawie pisze i niegłupio, śmiało porusza ważny problem z tą presją na posiadanie dzieci i wiadomo ,że cele w związku w temacie dzieci powinny być zgodne, ale :
wydaje mi się,że jak się rozejrzy ,że wiele kobiet i mężczyzn naprawdę chce mieć potomstwo i możliwe ,że są z tymi dziećmi szczęśliwie, no przecież widać ,ze jest to dla nich ważnym celem, sensem i radością życia. Oczywiście jest multum przypadków przeciwnych ,ale trudno o jednoznaczne stwierdzenia w tą czy w drugą stronę, bezdzietni zawsze szczęśliwsi itp. No i wielu stać na dzieci, nie wszyscy zarabiają jak autor sugeruje 1600 brutto, zobaczmy jakie mamy samochody ( z kredytu :) na ulicach, niekiedy po trzy w jednaj rodzinie.
i jeszcze ogólna (jak kogoś to oczywiście interesuje :) uwaga offtop na temat tego bloga i ogólnie czy to wypowiedzi osoby publicznej czy postu na forum - prosty filtr - jeżeli ktoś nawet "intelektualnie" używa słów wulgarnych - nie czytam nigdy więcej . bo gdzieś tu tkwi błąd .
( moim zdaniem :)
-
Jak poznać że to bliźniaczy płomień
http://przyciagnijmilosc.pl/milosc/bratnia-dusza-jak-poznac-ze-on-ona-jest-moja-bratnia-dusza
A tu krótkie wyznanie bliźniaczych płomieni
http://przyciagnijmilosc.pl/bratnie-dusze-2/jak-poznac-blizniaczy-plomien-czy-on-ona-jest-moja-bratnia-dusza
-
ciekawe filmiki, warto obejrzeć jeśli ktoś chce stworzyć szczęśliwy i rozwijający się związek
cz.1 - http://www.youtube.com/watch?v=oYCqBB0mz88&feature=share&list=UUE6GVicWo99wDr3XD3jX1HA&index=3
cz.2- http://www.youtube.com/watch?v=BLvV2aZJ_SU&list=UUE6GVicWo99wDr3XD3jX1HA&feature=share&index=2
cz.3 - http://www.youtube.com/watch?v=_5a_apavoqA&feature=share&list=UUE6GVicWo99wDr3XD3jX1HA&index=1
cz.4 - http://www.youtube.com/watch?v=D33CAVdaVfo&feature=share&list=UUE6GVicWo99wDr3XD3jX1HA
-
Tak sobie luzno mysle, ze im wieksza swiadomosc, tym mniejsza rola naszych ,,odzwierzecych" instynktow wiec i automatycznie chcec na posiadanie potomstwa spada (jesli traktuje sie to jako ,,przykazaznie" ze dzieci sie miec powinno....tylko w domniemaniu po co chcemy je miec, co im chcemy przekazac, w jakim stopniu chcemy brac za nie, i co wazne, na jak dlugo, odpowiedzialnosc). Z moich obserwacji (a wiec bardzo mocno subiektywnych) wynika, ze przykladowa wiekszosc ludzi w ogole nie jest swiadoma tego, po co chce miec dzieci. Ot po prostu-inni maja to i my tez powinnismy je miec. Utarty program zakorzeniony gleboko poprzez wzorce spoleczne, z ktorych czesto jest bardzo trudno wyjsc (mowa tu o np. malych spolecznosciach, maisteczkach ale i w wiekszych aglomeracjach dzialaja schematy, tyle ze nieco inne).
-
Zed1,
Masz rację:) Jeszcze zanim zaczęłam zajmować się rozwojem zawsze wydawało mi się, że mam świeższe, zdrowsze myślenie i podejście do wielu spraw w porównaniu z ludźmi, których całe życie spotykałam. Jednak w kwestiach dzieci miałam cały czas jakieś tam w sobie poczucie, przekonanie, że w przyszłości pewnie będę miała dzieci i to myślenie było dla mnie naturalne, bo przecież wszyscy mają dzieci i tak się od dziecka słyszało, że szczęśliwy związek i szczęśliwa rodzina to tylko z dzieckiem obowiązkowo, bo bez dziecka będzie smutno, niepełnie i nieszczęśliwie. Nie zamierzałam się nad tym nawet głębiej zastanawiać, albo nawet bałam się wchodzić głębiej w temat odkładając go na bok, moi poprzedni partnerzy też się nad tym jakoś głębiej nie zastanawiali. Wiedziałam zawsze, że nie chcę mieć dziecka w najbliższym czasie, więc nie potrafiłam odpowiedzieć czemu zakładam że nagle mi się zachce za ileś tam lat, bo niby pod wpływem czego. To „pragnienie” posiadania dziecka w moim przypadku nie było realnym pragnieniem, to było tylko założenie, żebym mogła spać spokojnie, bo przecież co powiedzą ludzie, co powie rodzina na to, kiedy zadeklaruję że nie chcę mieć dzieci.
Dopiero mój aktualny partner poruszył ten temat kiedy się poznaliśmy i po raz pierwszy zadałam sobie pytanie czy chcę mieć dzieci i jeśli tak to DLACZEGO. Bardzo szybko uporałam się z tematem, bo tak naprawdę zawsze czułam, że nie chcę mieć dzieci, ale i tak pomieszanie w głowie było. Okazało się, że ja chciałam mieć taką małą, słodką córeczkę (nie chłopca), którą tak bardzo bym kochała i opiekowała się nią, tak aby niczego jej nie zabrakło, bo ja mam przecież wiele braków z dzieciństwa i ona nie mogłaby przeżywać tego co ja. Szybko zrozumiałam, że tą małą dziewczynką którą chcę dopieszczać jestem ja sama i poczułam wielką ulgę, że ja tę miłość mogę dać sobie, że nie muszę robić specjalnie dziecka, by zaspokoić jakieś moje chwilowe braki, z którymi doskonale sama mogę się uporać. Nie miałam żadnych innych powodów dla których chciałam mieć dziecko, więc to bardzo szybko odpadło. Chęć wynikała tylko z potrzeby zaspokojenia braków we mnie a społeczne naciski tylko skutecznie pomagały się w to wkręcać. Im świeższe i świadome myślenie tym bardziej zbliżamy się do swoich realnych potrzeb i te wmówione, sztuczne po prostu znikają i tracą na wartości :)
-
No dokladnie.
Ja sie jeszcze zlapalem na tym, ze samo slowo ,zwiazek" ma tez dosc negatywne znaczenie, bo od razu przychodzi mi na mysl bycie zwiazanym (doslownie). A gdzie tu wolnosc dla kazdego z partnerow? Przeciez bedac ze soba nie mozemy siebie skazywac na przebywanie 24h i podejmowac za te osobe decyzji, czy ciagle nadzorowac ja. A z tego, co widze wiekszosc zwiazkow wlasnie na tym polega i moze dlatego one pozniej nat szybko sie wypalaja...
-
"Przez 70 lat byli kochającą się parą. Umarli w odstępie 15 godzin"
http://deser.pl/deser/1,111858,15833989.html
Według mnie mieli 100% harmonię:) http://bi.gazeta.pl/im/8f/9b/f1/z15833999Q,Kenneth-i-Helen-w-1940-roku.jpg
-
Też tak myślę :)
-
To jedno ciało. Zobaczcie z daleka, mieli takie same oczy, takie same usta, takie same nosy.
Ja z moją połową jestem też umówiona na taką śmierć.
-
Ja z moją połową jestem też umówiona na taką śmierć.
a czy umówiliście jeszcze przed urodzeniem że będziecie razem i razem umrzecie , czy podczas trwania związku robiliście jakieś modlitwy w tym kierunku?
bardzo mnie to interesuje bo mało kto o tym wie że lęk przed śmiercią bardzo bliskiego i harmonijnego partnera jest głównym powodem dla których odwlekamy i odgradzamy stworzenie takiego związku albo też psujemy taki związek z lęku przed cierpieniem gdyby wcześniej odszedł.
-
Wow, też mi od razu rzuciło w oczy to podobieństwo:)
-
Ale to nie dlatego, ze jedno ciało, ale dlatego, ze 100% harmonia pod każdym względem.
tzw. "połówki" (choć nie lubie tego określenia) z tego co zauważyłam, często przejawiają takie podobieństwo.
Nie jest to konieczne, ale tak bywa.
-
Ja bym powiedziała, ze to jest tak jakby "matryca energetyczna " była ta sama. Tak mi najlepiej to określenie pasuje. Moja nierozwijająca się świadomie kuzynka stwierdziła, że ona nie wie o co chodzi, ale to jest tak jakby były te same geny:P
-
W trakcie związku już, modlitwy i medytacje
Ale my jesteśmy duchowi, ciało nie ma dla nas znaczenia, śmierci więc nie ma.
Chodzi o to, że my się wzajemnie stymulujemy pozytywnie i dlatego chcemy być razem.
a czy umówiliście jeszcze przed urodzeniem że będziecie razem i razem umrzecie , czy podczas trwania związku robiliście jakieś modlitwy w tym kierunku?
bardzo mnie to interesuje bo mało kto o tym wie że lęk przed śmiercią bardzo bliskiego i harmonijnego partnera jest głównym powodem dla których odwlekamy i odgradzamy stworzenie takiego związku albo też psujemy taki związek z lęku przed cierpieniem gdyby wcześniej odszedł.
-
ja z moim partnerem mamy ostatnio te same włosy, bo ja teraz ścięłam swój warkocz, a moja połówka ma takiego paźka, więc ja też mam paźka, czyli rodzeństwo.
\
Ale to nie dlatego, ze jedno ciało, ale dlatego, ze 100% harmonia pod każdym względem.
tzw. "połówki" (choć nie lubie tego określenia) z tego co zauważyłam, często przejawiają takie podobieństwo.
Nie jest to konieczne, ale tak bywa.
-
Ciekawa para, Kenneth i Helen. Ja nie dostrzegam w nich połówkowości. Czuje, że od wielu, wielu wcieleń bywają razem. Jako rodzeństwo, często bliźniacy oraz jako para. Czuję w nich coś jakby trans doświadczania bycia razem w który wpadli przed wiekami, a może tysiącami lat. Przez tyle wcieleń upodobnili się energetycznie.
-
Edyta
bardzo mnie to interesuje bo mało kto o tym wie że lęk przed śmiercią bardzo bliskiego i harmonijnego partnera jest głównym powodem dla których odwlekamy i odgradzamy stworzenie takiego związku albo też psujemy taki związek z lęku przed cierpieniem gdyby wcześniej odszedł.
O własnie, u mnie na pewno ten lęk działa.
A para na zdjęciu jest niesamowita, ich dusze wydaja mi się bardzo szczęśliwe :)
-
Tak sie zastanawiam, czy podobienstwo fizyczne u polowek, to jest wynik harmonii energetycznej i to sie przejawia w ciele, czy własnie wynika z wcielen jako blizniacy, rodzenstwo.
-
Mi się zdaje, że to rzekome podobieństwo fizyczne to w dużej części iluzja wynikająca z tego że jak się patrzy na tak harmonijną parkę to po prostu się ma takie wrażenie w stylu "ale oni podobni do siebie". Widzi się te dwie zakochane twarze wyrażające te same uczucia i to potęguje efekt podobieństwa. A jak się przyjrzeć bliżej detalom to niekoniecznie aż tak podobni są do siebie fizycznie tacy ludzie ;)
-
ale z drugiej strony jak np. człowiek ma długo psa to też się zaczyna z nim bardzo upodabniać. I idzie sobie potem taka paniusia tak samo ufryzowana jak jej pies.
-
Mi się zdaje, że to rzekome podobieństwo fizyczne to w dużej części iluzja wynikająca z tego że jak się patrzy na tak harmonijną parkę to po prostu się ma takie wrażenie w stylu "ale oni podobni do siebie". Widzi się te dwie zakochane twarze wyrażające te same uczucia i to potęguje efekt podobieństwa. A jak się przyjrzeć bliżej detalom to niekoniecznie aż tak podobni są do siebie fizycznie tacy ludzie ;)
chyba zależy od pary. Znam pary gdzie podobieństwo fizyczne jest niesamowite. Są i takie gdzie jest ono mniej wyraźne. Ja obczaiłem, że jedna osoba jest harmonizującą ze mną, bo wydała mi się podobna min fizycznie :-)
-
Atlanta
Mi się wydaje, że psa się już pod siebie wybiera;)
Kiedyś miałam na studiach taką zabawę, że opisywało się osobę na zasadzie: gdyby była psem....to jakim i grupa mówiła:)
I zabawne było, że podano kilka moich ulubionych ras na opis mnie. Każda była trafiona;)
Jestem przewidywalna.
-
Laka
"podobienstwo fizyczne u polowek, to jest wynik harmonii energetycznej i to sie przejawia w ciele, czy własnie wynika z wcielen jako blizniacy, rodzenstwo."
Też mam takie wrażenie. Ale też sama harmonia i miłość "upodabniają" takie osoby.
Clint, co ciekawe, według mnie to właśnie w pewnych detalach fizycznych widac często to podobieństwo. Na przykład miedzy Tobą, a Twoją ukochaną tez takie widze, podobnie jak u Kennetha i Hannah.
Za to mieszane odczucia budzi we mnie jednak ta prawie jednoczesna śmierć - z jednej strony - to romantyczne;) a i Edyta ma rację - lęk przed śmiercią prawdziwie ukochanej osoby i przed życiem bez niej może blokować, zatem takie rozwiązanie wydaje się sensowne. Z drugiej - odbieram to jako nadmierne uzależnienie do siebie.
-
no bo co ja będę robić jak mojej połówki przy mnie już nie będzie?
Mnie tam obojętnie, możemy umrzeć i we 4 osoby - razem ze znajomymi.
-
Atlanta
Tak czytam Twoje posty i sobie przypomniałam, że mam tak, że ja właściwie chce chyba sobie udowodnić, że potrafię być szczęśliwa bez idealnego partnera/ połówki.
Dlatego też go nie mam, mi. Bo boję się chyba, że da mi to takie szczęście, że gdy to stracę z jakiegoś
powodu: umrze, odbije mu, cokolwiek, to ja już potem nie będę potrafiła być tak szczęśliwa, będę
bardzo cierpieć, a moje życie straci sens. A to jest już uzależnienie szczęścia od drugiej osoby, tego jeszcze nie przepracowałam.
Asia
Bo wiesz my z P jesteśmy też fizycznie podobni dość w tym wcieleniu. Moglibyśmy uchodzić za rodzeństwo, mamy podobny kształt kości nawet;) ale wiem, że wcielaliśmy się jako rodzeństwo, w tym bliźniacy wiele razy.
Clint
"Na przykład miedzy Tobą, a Twoją ukochaną tez takie widze, podobnie jak u Kennetha i Hannah."
Akurat u Ciebie i Twojej partnerki, podobieństwo jest bardzo duże;)
-
No my mamy podobne proporcje poszczególnych częściuszek twarzy i oboje jesteśmy piękni, młodzi i seksowni :D, ale aż tak podobni fizycznie to chyba też nie jesteśmy :D Jakbym sobie zapuścił włosy i ogolił twarz to mimo wszystko wyglądałbym inaczej, chociaż trzeba przyznać że te różnice między nami mogłyby być znacznie większe. Sam już w sumie nie wiem, ale i tak jestem za teorią, że harmonia na różnych poziomach po prostu potęguje to wrażenie w dość dużym stopniu.
-
wiesz co Laka, pewnie tak jak mówisz.
Tylko dlaczego miałabyś ją stracić?
Jak się znajdziecie to jesteście już ze sobą zawsze, to jest spełnienie, szczęście, na wieki wieków. Ono się nigdy nie kończy. Właśnie taki jest sens znalezienia tej połówki.
Dlaczego nie ma przy tobie połówki? Bo zło (=strach przed utratą) gdzieś tam u was namieszało kiedyś. Można być z kimś zawsze i mieć wszystko, mówię ci.
-
To jest raczej różnica w definicjach połówki.
-
Atlanta
:) dzięki za słowa oprzytomnienia.
Ja to zamierzam puścić niedługo. Choć mam teraz w planach pracę nad prosperitą, to "wszystkie znaki
na niebie i ziemi" mowia mi,ze ten ktos sie zbliza, mimo ze nie pracuje nad jego przyciaganiem.
I ja też to czuję, wiem już nawet jak wygląda i... nie jest do mnie podobny, co burzy mi trochę postrzeganie idealnego partnera, myśle, że nie tylko to jest inne niż bym oczekiwała po idealnym
dla mnie partnerze. No ale staram się zachować neutralny stosunek do tego z myślą, że się przekonam:)
Jest w tym wszystkim zabawne to, że ja zawsze miałam tak, że szarpałam sie z partnerami, bo
to ja bylam tą stroną, ktora była bardziej świadoma i miała czyściej. Czulam że Ci partnerzy, gdy byłam
z nimi ciągnęli mnie w drugą stronę. A teraz będzie tak, ze jak ja przestałam to robić, to do tego wlaściwego dla mnie partnera to ja muszę dorosnąć:P I dorastam tak jakos mimo chodem, on jest bardziej poukładany niż ja. Więc nie mogłam go dotąd spotkać.
Niestety czuję że odrzucam tą osobę, jakbym nie wiem czego sie spodziewała. I wychodzą takie właśnie rzeczy, głównie chyba jakieś glupie przekonania i wyobrażenia w temacie zwiazków.
Clint
A mam pytanko do Ciebie:) Pamiętam że kiedys pisałeś że czujesz ze Bog ma dla Ciebie partnerkę
idealną. Dużo wczęsniej to czułeś zanim się spotkaliście?
-
Laka
Duuuuużo wcześniej. Miałem przebłyski jeszcze długo nim się wziąłem za rozwój, ale traktowałem to jako marzenia i fantazje - na pewno nie brałem tego poważnie, może nawet wtedy to było tylko marzeniem, ciężko powiedzieć. W trakcie pracy nad sobą miałem już takie poważne i dość jednoznaczne przebłyski tego, których nie dało się zignorować - szczególnie silne np. po konkretnej sesji regresingu w temacie. Wtedy czułem całym sercem, że ten ktoś jest, a pojawienie się tych uczuć interpretowałem jako znak że lada moment kogoś spotkam. Czas mijał i nic z tego nie było, więc się frustrowałem :P Trwało to sumie 4 lata, a im dalej, tym silniejsze i częściejsze te uczucia były. Generalnie mieszanka tak silnego uczucia na sercu z jednoczesnym, bardzo silnym niezaspokojeniem i frustracją w temacie sprawiły że nieźle się miotałem, zresztą nieraz dawałem na forum upust tym emocjom. To mnie nauczyło w sumie cierpliwości i zaufania do tego, że na wszystko jest właściwy czas (bo ten czas był potrzebny pod wieloma względami).
Partnerka też miała przez większą część życia takie odczucia na sercu i z tego co mówiła, to traktowała je poważniej niż ja.
-
Bardzo mnie wzruszają takie historie jak Kenneth i Helen. Bez względu na to czy są 100% połówkami czy nie. Cały czas jeszcze przepracowuję "połówkowe" wzorce. Z moją "połówką" z którą jestem od ponad 30 lat jestem od kilku lat bardzo szczęśliwy. Kiedyś miałem wizję, że żegnałem mojego młodszego brata, który umierając wyglądał na jakieś 90 lat. Wizja była niezwykła, bo odczuwana i widziana z perspektywy "pierwszej" osoby, tzn. czułem i widziałem siebie tak jak czuję i widzę w tej chwili pisząc te słowa. Zbliżając się do łoża na którym męczył się mój brat pragnąc wyzwolić się już z więzów cielesności, czułem ogromną miłość, którą chciałem podzielić się z umierającym, żeby łatwiej mógł odejść. Dotykałem jego twarzy, żeby ułatwić mu "przejście". Jednak prawdziwej radości doznałem kiedy dostrzegłem przy łóżku umierającego moją połówkę, w niezłej kondycji. Pamiętam wiele szczegółów z tej wizji. Np. to, że moja żona miała na sobie skromny strój, z przewieszonymi na szyi, chyba drewnianymi "koralami"? Obecnie uwielbia złoto :) Ale może tylko tak skromnie ubrała się z powodu wizyty u umierającego :))) W każdym razie ucieszyłem się w tej wizji, że nadal jest ze mną i ma się dobrze.
W linku poniżej historia, która wzruszyła mnie bardzo, chociaż para staruszków (żyjący 96-latek i jego zmarła żona) wg mnie nie są połówkami.
http://muzyka.interia.pl/pop/news/96-latek-zadebiutowal-na-liscie-przebojow,1945957,50
-
Chyba powinienem przepracować wzorce przemijania :)
-
10 typow dziewczyn z ktorymi lepiej sie nie spotykac:
http://volantification.pl/2013/06/28/10-typow-dziewczyn-z-ktorymi-lepiej-sie-nie-spotykac
-
Daniel :D :D :D
-
Mam pytanie dotyczące związku i przyciągania partnera.
Załóżmy, że obecnie mam do siebie niezbyt czyste intencje i jestem w związku, który te moje intencje odzwierciedla. Pytanie takie: czy jeżeli oczyszczę i pouzdrawiam te niefajne intencje, które mam do siebie, to może się stać tak, że ten niepasujący partner sam odejdzie?
Jestem w związku, który mnie nie satysfakcjonuje i teraz stosując RW autentycznie widzę, że mój partner odzwierciedla te moje podświadome przekonania.
-
Albo odejdzie, albo ty odejdziesz od niego jeśli nie będziesz chciała czekać na decyzje z jego strony. Zakładając że niedopasowanie zostaje
-
ok, dzięki Witek:)
-
Daniel :D :D :D
Obawiam się, że ktoś ten artykuł napisał zupełnie poważnie, zresztą, dość mocno pokrywa się to z moimi doświadczeniami, choć pewnie mógłbym dodać jeszcze kilka typów.
Z drugiej strony, tak czy siak zawsze się jedzie po wzorcach w związkach, więc po co te wywody ;)
-
hahaha zajebisty artykul Daniel :D
-
Jest jeszcze sprawa, ze w Polsce z tego co zauwazylem bardzo duza ilosc osob pochodzi z malych miasteczek gdzie mentalnosc jest, lagodnie mowiac, zasciankowa i nie ma bata aby taka kobieta czy mezczyzna mieli czyste intencje albo swiadomosc partnerskiego zwiazku. Najczesciej spotykanym modelem tego typu relacji jest klasyczny zwiazek pt. chlopak/dziewczyna, malzenstwo, dziecko. Oczywsicie dodac to tego trzeba presje/oczekiwania rodzicow i najblizszego otoczenia (DDA/DDR + Kosciol, sasiedzi), intencje (nawet opetania) polaczone z infantylna fascynacja wspolczesna pop-kultura. Jak sobie przypomne moje proby wejscia w zwiazek z takimi osobami to teraz dziekuje Wszechswiatowi ze do tego nie dopuscil :). A kilka z tych osob naprawde dobrze maskowalo swoje ,,wrzuty".
-
Na szczęście wystarczy, że znajdzie się ta jedna, wyjątkowa osoba :) A szanse na znalezienie takiej nie wynikają z rachunku prawdopodobieństwa, a z intencji i gotowości do tworzenia takiego związku - więc to nie ma znaczenia jaka jest mentalność większości...
-
Na szczęście wystarczy, że znajdzie się ta jedna, wyjątkowa osoba :) A szanse na znalezienie takiej nie wynikają z rachunku prawdopodobieństwa, a z intencji i gotowości do tworzenia takiego związku - więc to nie ma znaczenia jaka jest mentalność większości...
Niby nie....ale czasem intencja pozwala nam przeniesc sie w inne miejsce i wtedy my zaczynamy ,,psaowac" do ukladanki.
-
tak, ale przy dzisiejszych możliwościach, można być na 2 innych półkulach i się odnaleźć. Co ma być to będzie.
-
tak, ale przy dzisiejszych możliwościach, można być na 2 innych półkulach i się odnaleźć. Co ma być to będzie.
O to mi chodzilo wlasnie.
-
ale z was romantycy : ) to urocze ; ))
-
tak, ale przy dzisiejszych możliwościach, można być na 2 innych półkulach i się odnaleźć. Co ma być to będzie.
częściej to karma przyciąga z taką siłą ;)
-
Ja czuję takie przyciąganie od 3 lat ale nie wiem gdzie to jest lub kto bo jeszcze tam nie trafiłam ;)
Ale potwierdzam- to się czuje w taki dziwno- fajny sposob jakby przestrzeń przyciagała, wysyłała impulsy z komunikatem tu jest to miejsce dla ciebie, czeka, no gdzie ty jesteś? :))
-
Jest jeszcze sprawa, ze w Polsce z tego co zauwazylem bardzo duza ilosc osob pochodzi z malych miasteczek gdzie mentalnosc jest, lagodnie mowiac, zasciankowa i nie ma bata aby taka kobieta czy mezczyzna mieli czyste intencje albo swiadomosc partnerskiego zwiazku.
Dobry boze, jaki rasistowski tekst, czuje sie jakbym czytal jakiegos intelygenta z Pragi Polnoc. Co to az takim rozwinietym metroseksualista jestes Zed1? ;)
tak, ale przy dzisiejszych możliwościach, można być na 2 innych półkulach i się odnaleźć
to prawda, takie miedzykulturowe zwiazki to genialne lustro, jak sie wyczerpie lokalne mozliwosci ;)
mozna tez zreszta skumac, ze harmonizujemy z wiecej niz jedna osoba (po co sie ograniczac), no i wtedy mozna miec wiele udanych zwiazkow :)
-
Ta przyciąganie, wszechświat, odległości, internet portale randkowe .... wszystko przerobiłem i każda rzecz oddalała od prawdy.
To wymówki i szukanie gdzieś tam daleko zamiast po prostu stworzyć szczęśliwy związek.
Strach, opory, przeszkody w umyśle (z huny) wszystko to kamuflujemy teoriami żeby mądrze wyglądać przed sobą i nie stworzyć związku.
-
malych miasteczek gdzie mentalnosc jest, lagodnie mowiac, zasciankowa i nie ma bata aby taka kobieta czy mezczyzna mieli czyste intencje albo swiadomosc partnerskiego zwiazku.
akurat z tym się zgadzam, sama pochodzę z małego miasteczka na wschodzie i również obserwuję, że u ludzi jest taka ograniczona, katolicka mentalność. Oczywiście, jeśli ktoś chce naprawdę nad sobą pracować, to żadne pochodzenie mu nie przeszkodzi:)
-
J034 hmmm...
to nie może być w 100 % uciekanie ale się zastanowię
przecież zdarza się pod wpływem niezbyt logicznych impulsów wybrać np. na wycieczkę , która wcale nas nie intersuje a właśnie na niej spotkać tę 1 ważną osobę, niekoniecznie przyszłego partnera
i to miałam na myśli pisząc , że coś przyciąga i pcha do pewnych działań
a nie uciekanie od siebie na zasadzie, że ciągle mi źle z sobą więc zmieniam otoczenie jak rękawiczki żeby tylko nie stawić czoła wyzwaniom a to i tak nic nie daje bo kisimy się w starym garniturku przekonań i ograniczeń
zdarzyło mi się o dziwo poczuć dobrze i bezpiecznie i odpuścić w miejscu i warukach w ktrych jestem obecnie i nawet czułam się szczęśliwa a wtedy tym bardziej czułam że mój potencjał mogę wykorzystać gdzie indziej i nie tu jest mój dom
-
Wpis był ogólną charakterystyką "duchowiaków" nie wszystko do wszystkich będzie pasować, ale też nie ma sensu pisać elaboratu o poszukiwaniach połówek, bo śledzę te opowieść od czasów pierwszych art. Leszka.
Syndrom DDA w wydaniu niespełnionych miłości, gdzieś tam daleko zamiast tworzenia ich tu i teraz to już niemal norma.
Do tego trzeba dorobić teorię o czekaniu na tą idealną, a przecież czasem to nic nie robienie i czekanie, a gdy pojawi się zauroczenie to wszystko co mamy w głowie na temat związków wybija, że już jest się skazanym na porażkę ;)
Super płytki Leszka na te tematy ukazują co w nas i co do przerobienia, ale woli się czasem czekać lub szukać winy w pochodzeniu z mniejszych miejscowości, zamiast w nas i to RD ? ;)
Na pocieszenie powiem, że moja kobieta wiedziała od zawsze, że będziemy razem, a ja szukałem po świecie , daleko...
-
J034
A wy się znaliście wcześniej, jeśli można zapytać ?
-
Sam w tą historię bym nie uwierzył ;)
od jej 11 do 14 roku życia ja byłem trochę starszy.
potem jak miała 19 ale miałem dziewczynę, a ona się mnie bała trochę chyba.
Ponownie spotkałem ją gdy miała 25 i juz jestesmy razem.
Ustaliliśmy, że ze 4 razy mogliśmy się spotkać przez ostanie 5-6 lat ale ciągle nie trafiała w te miejsca choć była zapraszana przez wspólnych znajomych, a ja nie wiedziałem o jej istnieniu.
-
akurat z tym się zgadzam, sama pochodzę z małego miasteczka na wschodzie i również obserwuję, że u ludzi jest taka ograniczona, katolicka mentalność. Oczywiście, jeśli ktoś chce naprawdę nad sobą pracować, to żadne pochodzenie mu nie przeszkodzi:)
zgadzam się, w małych miasteczkach gdzie "wszyscy się znają" jednak realny jest czynnik wzajemnej kontroli (czyli w praktyce duszenia w zarodku indywidualizmu/ odstępstwa od "normy")
Strach, opory, przeszkody w umyśle (z huny) wszystko to kamuflujemy teoriami żeby mądrze wyglądać przed sobą i nie stworzyć związku.
...
a gdy pojawi się zauroczenie to wszystko co mamy w głowie na temat związków wybija, że już jest się skazanym na porażkę ;)
zdarzyło mi się o dziwo poczuć dobrze i bezpiecznie i odpuścić w miejscu i warukach w ktrych jestem obecnie i nawet czułam się szczęśliwa a wtedy tym bardziej czułam że mój potencjał mogę wykorzystać gdzie indziej i nie tu jest mój dom
to też wszystko prawda i ciekawe :)
-
:) Dzięki za podzielenie się.
-
Zmroziło mnie gdy okazało się, że niestety Leszek o tym odpychaniu partnerów miał rację, aż w takim stopniu, a ona miała świadomość, że będziemy razem i ... bała się tego, że to już na zawsze, ostatecznie więc też odpychała spotkanie, ale to ja byłem ten "rozwojowiec" z pomieszaniem w związkach, a ona "nierozwijająca" ze świadomością ;)
O losie przewrotny.
Czasem życie uczy pokory.
Jednak pojawiła się gdy przepracowałem SWOJĄ część karmy związków, a pracowałem 3-4 lata intensywnie niemal fanatycznie co miało pozytywne skutki w wielu dziedzinach życia.
-
a jak się przepracowuje karmę związku ?
a ja się już przepracuje tą karmę to już wtedy nie trzeba tworzyć związków ?
-
W sumie to teraz pomyślałem, że jakby ktoś chciał to mogę odsprzedać płytki Leszka o związkach, bo ja już mam git.
Ja prostowałem ścieżkę, bo miałem straszneee zaszłości z Egiptu, ale po to by być z kimś.
Może inni chcą tak poczyścić, żeby być samemu , bo nie chcą żadnych relacji bliskich choć nie wiem czy to dla każdego.
Nic nie trzeba, ale można jeśli się chce.
Ja chciałem i udało się inni mogą nie chcieć, ale zanim to nastąpi też się wmanewrują w nie jedno.
-
na tych płytach było m.in.,że jak się ma niską samooceną czy nie wie co robić/ o czym rozmawiać z kobietami to są to wzorce DDA.
może to głupie pytanie ,ale jak się uzdrowi to DDA to wtedy się będzie lubiło to co kobiety ,czyli taniec, seks, sitcomy itp ?
-
"Jak się uzdrowi to DDA to wtedy się będzie lubiło to co kobiety, czyli taniec, seks, sitcomy itp?"
Tylko kobiety lubią to lubią??? Zwłaszcza ten seks???
-
wydaje się ,że wbrew pozorom kobiety bardziej, tylko nie wypada im o tym mówić, w przeciwieństwie do facetów. tak się jakoś przyjęło w kulturze chyba.
-
Aha, teraz rozumiem ;)
-
ja tam tańca nie cierpię : )
-
Indra, taniec jest wspaniały pod warunkiem, że trafi się na osobę, która tak samo "czuje" muzykę :)
Dokładnie tak samo, jak w dyskusji (a nie kłótni ), przyjaźni, związku i seksie - bez tej samej wrażliwości mimo największych starań nic z tego nie będzie.
-
"to ja byłem ten "rozwojowiec" z pomieszaniem w związkach, a ona "nierozwijająca" ze świadomością ;)
O losie przewrotny.
Czasem życie uczy pokory."
Hehe, czuję, że u mnie jest podobnie;)
-
jenka
ale ja w ogóle nie lubię tańczyć, tak po prostu, ani solo, ani tym bardziej z kimś : ) moje ciało nie jest do tego przystosowane : )
-
na tych płytach było m.in.,że jak się ma niską samooceną czy nie wie co robić/ o czym rozmawiać z kobietami to są to wzorce DDA.
może to głupie pytanie ,ale jak się uzdrowi to DDA to wtedy się będzie lubiło to co kobiety ,czyli taniec, seks, sitcomy itp ?
Ta i urosną nam cycki ;)
Do odreagowania strach przed odreagowaniem DDA i co potem.
-
Indra, na pewno jest :)))
Ale OK - nic na siłę.
-
J034
dlatego kwestią do odreagowania to nie tylko dda ,ale zapewne też wzorce ascetyczne. z tym ,że nadal nie wiem jak można nawet po podniesieniu samoooceny zaakceptować te wszystkie głupoty, i co w ogóle ma dda do tego ?
-
Ale przecież ja nie pisałem nic że dda to niechęć do sitkomów.
Nie kojarzę żeby coś takiego było na tych wykładach.
Coś z tych wpisów twoich wynika, że masz pewne wyobrażenia co trzeba robić po DDA i się boisz, ale dziś 1 maj więc nie pracuję analizując ;)
Zrób i sprawdź, bo dewagacje zajmują czas, a pożytku z nich żadnego.
-
Ok, dzięki i za to :)
-
Barnaba dlaczego sądzisz , że kobiety mają tylko takie zainteresowania ?
Cos na wzór faceci- piwo i piłka nożna. Niektorzy faktycznie jak nie wiedzą na czym budować tożsamośc to mogą i na tym by mieć poczucie bycia męskim czy kobiecą, nie wiem czy to "dda". Choć seks i taniec to są chyba fajne rzeczy.
-
Może jak ktoś dopusci choć torche i męski i żeński pierwiastek to będzie miał o czym pogadać (nie mylić ze zniewieściałościa czy byciem "chłopczycą").
-
No z tymi pierwiastkami też słyszałem i zgadzam się ,że coś jest na rzeczy.
choć to nieco abstrakcyjnie brzmi dla mnie.
sadzę z reala czy forów, choć może to tylko potwierdzenie moich negatywności na te tematy.
-
Ja to nie tyle słyszałem co w sobie rozróżniam , akceptuje żeńskie energie w sobie, lubię je .
-
J034 gratulacje, fajnie sie czyta :)
-
"Jak się uzdrowi to DDA to wtedy się będzie lubiło to co kobiety, czyli taniec, seks, sitcomy itp?"
Tylko kobiety lubią to lubią??? Zwłaszcza ten seks???
Jak spotykasz takie kobiety to widac cos je przyciaga do Ciebie ;). Ja mam na odwrot: spotykam kobiety ktore mi sie podobaja i mam z nimi o czym rozmawiac (a na sto procent nie ogladaja sitcomow) ale wszystkie sa ,,zajete" :P.
A te ,,drugie" tez spotykam i szybko olewam, szkoda czasu...
-
akurat z tym się zgadzam, sama pochodzę z małego miasteczka na wschodzie i również obserwuję, że u ludzi jest taka ograniczona, katolicka mentalność. Oczywiście, jeśli ktoś chce naprawdę nad sobą pracować, to żadne pochodzenie mu nie przeszkodzi:)
Jest jak mowisz. Ale procent tych ,,pracujacych" w takich srodowskach jest chyba znikomy. Samemu pochodze ze sciany wschodniej i choc mieszkam w duzym miescie to ,,ciezko" tutaj w tej materii pod tym wzgledem ;).
Zreszta mam porownanie: jak jezdze do rodziny na zachod Polski czy do Czech/Slowacji, mentalnosc ludzi jest juz inna-sa bardiej otwarci, chetni do poznawania ludzi, jakby wszystko dzialo sie spontanicznie. A na Wschodzie dostrzegam taki wzorzec skrepowania, chyba sie zgadza z DDA ze te kobiety nie wiedza jak sie zachowac w momencie, kiedy spotykaja mezczyzne. Samemu mialem wiele takich sytuacji kiedy probowalem cos tam ,,zakrecic" w temacie i zero gadki, rozmowy jakiejs na wyzszym poziomie, bardziej widzialem przestrach. Ok, mozliwe ze mam cos z karma zwiazkow ale z drugiej strony nie ma sensu wnikac doslownie we wszystko, tez trzeba patrzec sie przytomnie ze to czasem po prostu srodowisko jest dla nas ,,za ciasne" a nie ze z nami zawsze jest cos nie tak ;).
-
Tak sobie afirmuje i relaksuje/medytuje i wyszla mi dosc pokretna rzecz jesli idzie o zwiazki w szerokim ujeciu u mnie: z jednej strony od czasu do czasu pojawia sie brak drugiej osoby czy regularnego wspolzycia a z drugiej jak sobie pomysle, odczuje ze juz jestem z druga osoba to kompletnie odechciewa mi sie byc w jakimkolwiek zwiazku bo to automatycznie kojarzy mi sie z duza rezygnacja z siebie, koncetracja uwagi na drugiej osobie, generalnie z wchodzeniem w rejony w ktore raczej nie chce wchodzic. Nie wyobrazam sobie np. codziennego spotykania sie, rezygnacji z wlasnych planow na rzecz drugiej osoby, jakis wspolnych dzialan non stop itp.
-
http://images02.bebzol.com/data/201311/131269-fe036e024a6554476bfa1625681a2722.jpg
:-)
-
http://www.wprost.pl/ar/449766/Niedzwiecki-Nie-chcialem-bagazu-w-postaci-zony-i-dziecka/
kawalerom skrycie zazdroszczą :)
-
he, he, no i co myślisz?
blokada na czakrze serca i podstawy czy inna orientacja czy wolny wybór?
-
numerologia
numer 1 lubi być sam
-
ja nie lubię : )
-
moja mama też nie lubi i też 1
-
chodzi chyba o to ze facet nie chce się dać usidlić albo zrobić na dziecko
spojrzmy na Jarosława Kaczyńskiego, sprytny, mądry wybór. choć takich facetów jest zdecydowana mniejszość
-
Mniejszość, która ma odwagę żyć samotnie. Bo większość faktycznie nie chce małżeństwa, ani dzieci, związku nieformalnego też nie, lubią być sami.
-
większość facetów i kobiet, moim zdaniem,właśnie pragnie związku.
mi się wydaje ,że mało kto umie być sam
-
Hmm.. moje obserwacje przynoszą inne wnioski. Własnie mężczyzni chcą być sami, lubią to, a kobiety pragną bliskości- ponieważ nie da się tych dwóch rzeczy pogodzić, związki damsko-męskie skazane są zawsze na porażkę.
-
Jak ktoś nie chce związku dlatego, że nie chce "dać się usidlić", "wrobić w dziecko", "utrzymywać kogoś", itp. itd. to generalnie ta niechęć wynika na 99% z negatywnych urojeń na temat związków i bycia w związku oraz braku wiary w to, że można stworzyć z kimś związek wymarzony, zgodny ze sobą. I tu rzeczywiście może lepiej być samemu niż pakować się w toksyczne, ograniczające relacje i co gorsze - wpakować się w niechciane dzieci, małżeństwa, itd. bo po tym, to jeszcze trudniej będzie się ogarnąć.
No, ale w takim przypadku stwierdzenie że lepiej jest mi samemu i tak wolę żyć jest okłamywaniem się, próbą poradzenia sobie z tą niemocą w stworzeniu wymarzonego związku. A to ma takie negatywne konsekwencje, że oddala nas od tego marzenia, bo skoro przekonujemy wszystkich wokół, że lepiej nam samym to wzmacniamy tą kreacje bycia samemu. Lepiej jest być szczerym ze sobą, nawet jeśli to boli. Ja przez 4 lata z przerwami jęczałem, ryczałem, krzyczałem, błagałem, modliłem się, rozpaczałem, tęskniłem, poddawałem się, wkurzałem, frustrowałem, itd. I właśnie to, że pozwoliłem sobie poczuć te wszystkie emocje, pozwoliłem sobie je przeżyć i wyrzucić z siebie (a po tylu wcieleniach odrzucania związków nazbierało się tego mnóstwo) zbliżyło mnie do mojego marzenia. Gdybym próbował sobie wkręcać że świetnie się czuje sam i mogę tak żyć, to bym do dzisiaj był sam.
Pamiętam, że nawet w sesji regresingu ktoś mi próbował kiedyś odliczyć tą potrzebę bycia z kimś, dostania miłości od drugiej osoby, bo to takie nierozwojowe tak się uzależniać. Na szczęście ja wiedziałem, że ta moja potrzeba jest w porządku i to nic złego, że ją w sobie miałem i chciałem tak bardzo zaspokoić. I to też zbliżyło mnie do sukcesu, że nie robiłem z siebie na siłę niezależnego o wolnego od przywiązań.
Indra
To ciekawe, bo akurat w moim związku to ja byłem stroną, która miała większe parcie na bliskość i póki mi się kilka rzeczy nie poukładało, to wręcz naciskałem za bardzo partnerkę, żeby więcej czasu spędzała ze mną, itp. nie pozwalając jej w pełni nacieszyć wolnym czasem, tak jak ona tego chce. Teraz na szczęście wszystko jest już na luzie, ale wciąż lubimy se sobą spędzać dużo czas i być blisko siebie, oboje. :)
-
może jest tak ,że mężczyźni potrzebują ,aby kogoś kochać, a kobiety kogoś kto by spełniał ich potrzeby.
Indra
na pewno się znajdzie niamało facetów, którzy też pragną bliskości. ja z kolei mało tych chcących być samemu czy samych widzę.
-
Clint
Akurat Ty to jesteś pod tym względem mega wyjątkowy : ))) takie wyjątki trafiają się ekstremalnie rzadko- to był komplement : )
Barnaba
zakochać? ależ skąd! pobzykać się owszem, ale zakochać? : ) daj spokój : ))))
-
Indra
Jedynym takim facetem na pewno też nie jestem :D Zresztą wiem jak to działa w drugą stronę. Ja też nie wierzyłem w istnienie fajnych kobiet przez większość życia, bo nawet takich nie spotykałem. Moja partnerka jest dla mnie też niesamowitym wyjątkiem, jedynym takim w całych wszechświatach :D W każdym razie myślę, że każdy może trafić na swojego wyjątkowego wyjątka, który wywali mu do góry nogami całe wcześniejsze przekonania na temat płci przeciwnej :)
-
Clint
ja wierzę i wiem, że są fajni mężczyzni, sama takich spotykam czasem : ) natomiast widzę bardzo duże róznice w podejściu do relacji między kobietami i mężczyznami. Gratuluję jednak Tobie znalezienia tej wyjątkowej, idealnej gwiazdki dla Ciebie :)
-
bo to jest tak że każdy jest wyjątkowy i musi znaleźć swój wyjątkowy wyjątek
-
Indra
bo Tobie faceci zaleźli za skórę.... szanuję Twoje przekonania wynikające z doświadczenia, ale Ty już ich może nie szanuj za długo :)
-
Barnaba
fajnie powiedziane ; )))
-
fajnie się mówi,ale niech się dzieje :))
-
są fajne chłopaki
nie oczekuj za dużo
po prostu żyj
-
kochana, ja już nie oczekuję niczego : ))
Barnaba
: )))
-
ponieważ nie da się tych dwóch rzeczy pogodzić, związki damsko-męskie skazane są zawsze na porażkę.
Uważam że są pewne aspekty w historii ludzkości, które przeczą temu twierdzeniu.
Np JEJ CAŁOKSZTAŁT :P
-
spadaj :D
-
nie spadaj tylko:
DAWAJ !
-
Indra:),
To nie jest tak, że nie ma facetów pragnących miłości, poważnego związku i bliskości. Każdy z moich poprzednich partnerów był dla mnie kochany (a przynajmniej na tyle ile każdy z nich potrafił;), w każdym razie pod tym względem nie miałam im zbyt wiele do zarzucenia), każdy z nich pragnął bliskości i miłości, oj dużo miłości. U mnie to było akurat tak, że przyciągałam sobie facetów pokrzywdzonych przez los, z jakimiś problemami, chorobami, ja byłam dla nich oparciem. Oni mnie potrzebowali a ja w każdym związku wchodziłam w jakieś role. Każdy z nich był jednak w jakimś stopniu ogarnięty, mimo emocjonalnych problemów (bo kto ich nie ma), oni wykazywali chęci do zmian, dążenia do szczęścia, wiele starali się zrozumieć, starali się radzić sobie ze swoimi emocjami. Także gdyby nie zakłócenia między nami i niedogranie, mogłabym już dawno stworzyć fajny związek jeśli zależałoby mi tylko na bliskości. Widać było w nich ogromne chęci do budowania związków, stawiali związek na pierwszym miejscu, bo był ich marzeniem. Abstrakcja co?;)) Zachodziło to też nawet za daleko w przeciwnym kierunku, zamiast upierać się przy byciu samotnikiem, uzależniali się od związku i ratowali go za wszelką cenę, nawet jeśli dalsze próby nie miały sensu. Ale jeśli komuś tak bardo zależy i nie chce się poddać zaślepieniu, to możne też takie rzeczy uzdrowić.
Mimo uczuć i dogrania na jakichś tam poziomach nie czułam z żadnym z tych facetów pełnej harmonii, było mi z kimś powiedzmy – dobrze, ale ja ciągle czułam, że to nie jest „TO”. Przedziwne uczucie, które męczyło mnie od mojego pierwszego poważnego związku. Kiedy jeden związek się kończył, bardzo szybko pojawiał się drugi ale to przeczucie mnie nie opuszczało, choćby nie wiem jak zajebiste wrażnie zrobiłby na mnie nowy chłopak. Ja wariowałam, nie ufałam swoim odczuciom, wmawiałam sobie, że pewnie wybrzydzam, nie doceniam tego co mam, że powinnam się cieszyć że trafiam na takich zaangażowanych mężczyzn. No cóż, nie stawiałam wtedy swojego dobra na pierwszym miejscu, z jakiegoś powodu uznawałam że nie zasługuję na aż tak wiele na ile mi się wydaje w moich odczuciach. W pewnym momencie po prostu odpuściłam, przestałam tworzyć związki, skupiłam się na sobie, na swoich potrzebach i ku mojemu zdziwieniu bardzo szybko pojawił się mój prawdziwy Ukochany, przy którym uczucie niedosytu zniknęło na zawsze.
Indra, to nie jest kwestia tego czy konkretni faceci istnieją czy nie, tego jakie są statystyki, kto co sądzi i czy kobiety są z Wenus a faceci z Marsa - na świecie jest przecież masa ludzi przeróżnego typu. Skoro wg Ciebie dominują stereotypowi faceci dla których ważniejsza jest samotność albo którzy wykorzystują kobiety, bo tylko cycki im w głowie a dzielenie się miłością z kobietą to dla nich strata czasu, to dlaczego nigdy takiego faceta nie poznałam? Ty chyba z jakiegos powodu przyciągasz pewną grupę mężczyzn, skupiasz się na tym, że oni są i na tym, że nie ma takich jakich chciałabyś dostrzegać. Zbyt wiele wysiłku w to wkładasz. Ty musisz skupić się na sobie, dojść ze sobą do porozumienia;)
-
Arwena super prawi :)
-
Arwena
Sorry za opóznienie w reakcji, ale jakoś mnie ciśnie ten temat i trudno mi coś sensownego skleić : )
Cóż mogę powiedzieć... Zapewne działa prawo "świat jest taki, jaki myślisz, że jest", czyli każdy przyciąga to, co potwierdza jego wyobrażenie o świecie, ludziach, sobie samym. Dlatego też poznaję tylko takich mężczyzn, którzy nie lubią bliskości, chcą sobie tylko beztrosko pobzykać i broń boże nic więcej. Mam zresztą chyba swoje osobiste kody o tej treści (że ja jestem tylko do seksu, a miłość nie jest dla mnie) i to, co się działo i dzieje w moim życiu tylko mi je potwierdza. W ten sposób koło się zamyka, bo kiepskie doświadczenia tylko wzmacniają przekonania, a przekonania kreują doświadczenia ; ))
Podoba mi się, to co napisałaś, że muszę się skupić na sobie- jest to prawda. Próbuję stworzyć fajny związek miłości ze sobą, na razie jeszcze bardzo krzywo i po omacku mi to idzie, ale próbuję. Przecież to właśnie ze sobą i tylko ze sobą spędzę całe życie : ))
-
Indra
:)
Miłość dla siebie to podstawa, gdybym nie pragnęła Miłości dla siebie na pierwszym miejscu, to pewnie nie poznałabym swojego Ukochanego, tylko męczyłabym się dalej w nieudanych związkach, czyli że dalej bym cierpiała:)
Jasne, sama kreujesz sobie swoją rzeczywistość, ja chciałam tylko przedstwaić Ci istniejące, realne przykłady, że takich kochanych mężczyzn jest więcej niż Twoja podświadomość myśli, a podświadomość kocha przykłady, więcej przykładów;)))
-
zdecydowanie pragnę Miłości dla Siebie i do Siebie na pierwszym miejscu : ))
a przykłady owszem, są fajne i pożyteczne.. ale jest haczyk : ) Moja podświadomość wierzy, że jest wielu kochanych mężczyzn, ale oni nie są dla mnie- i tak nie byliby w stanie się mną zainteresować. Ewentualnie mnie przelecieć i tyle, a potem wrócić do swojej partnerki, którą kochają - ot, takie moje wzorce : )
-
ale jesteś na najlepszej drodze do zmiany
'Oto największa i najlepsza szkoła: poznać naprawdę samego siebie i odwrócić się od
siebie.'
-
zdecydowanie pragnę Miłości dla Siebie i do Siebie na pierwszym miejscu : ))
a przykłady owszem, są fajne i pożyteczne.. ale jest haczyk : ) Moja podświadomość wierzy, że jest wielu kochanych mężczyzn, ale oni nie są dla mnie- i tak nie byliby w stanie się mną zainteresować. Ewentualnie mnie przelecieć i tyle, a potem wrócić do swojej partnerki, którą kochają - ot, takie moje wzorce : )
To taki trochę wzorce kurtyzany.
-
No tak. Taka karma ; )))
-
zdecydowanie pragnę Miłości dla Siebie i do Siebie na pierwszym miejscu : ))
a przykłady owszem, są fajne i pożyteczne.. ale jest haczyk : ) Moja podświadomość wierzy, że jest wielu kochanych mężczyzn, ale oni nie są dla mnie- i tak nie byliby w stanie się mną zainteresować. Ewentualnie mnie przelecieć i tyle, a potem wrócić do swojej partnerki, którą kochają - ot, takie moje wzorce : )
prawie taką samą hipnozę z Egiptu sobie opukiwałam kilka lat temu , w dodatku u mnie była dokładka od tej kapłanki co to kodowała że " jest wielu ( sami najlepsi dla mnie, najbardziej harmonijni) ale mogę sobie tylko na nich popatrzeć i powzdychać bo tylko ona ( ta kapłanka) będzie decydowała o tym czy oni mnie zechcą i jak nie będę z podkulonym ogonem wykonywała jej rozkazów to mogę sobie tylko pomarzyć bo ona nimi steruje i będą mnie tak traktować jak ona im rozkaże "
opukiwałam to " Nawet jak mam hipnozę że "treść hipnozy" to i tak głęboko i całkowicie kocham i akceptuję siebie i uwalniam się od tej hipnozy i jej wpływu na moje związki"
opukiwałam to kilka dni i przy piątym razie nagle zaczęło mnie boleć oko jak by mnie tam coś kluło , jakaś szpila podchodzę do lustra patrzę i szok na białku same czerwone plamki, lekarz stwierdził że to były mikro wylewy krwi ale nie groźne , potem się rozprzestrzeniły i przez jakiś czas wyglądałam jak zombie z czerwonymi oczami.
-
Edyta
O kurde. Mocne. Podejrzewam, że mogę mieć podobne kody. Nie znam dokładnej treści tych kodów, ale chyba i tak mogę spróbować się na to opukać?
-
Edyta
O kurde. Mocne. Podejrzewam, że mogę mieć podobne kody. Nie znam dokładnej treści tych kodów, ale chyba i tak mogę spróbować się na to opukać?
to ja ci powiem coś jeszcze mocniejszego - jak poznałam bliskiego mi rozwijającego się mężczyznę to on mi powiedział że czuł jak ktoś próbuje nim manipulować i usiłuje na nim wywrzeć presje jak ma mnie traktować , tylko że on już rok czasu oczyszczał się porządnie i był na tyle świadomy żeby zauważyć co jest realnie moją prowokacją a co presją na niego jak ma mnie traktować.
Mało tego odkrył jaki był cel tych hipnoz - to było werbowanie do struktury niewolniczej - on miał zrażać do siebie mnie i inne harmonijne dla niego kobiety po to by być stale zawiedzionym w miłości i widzieć jedyny sens życia w byciu żołnierzem i ginięciu na froncie dla interesów jakiś "grubasów na wysokich stołkach" którzy się bogacili na wojenkach. Za to ja miałam do wyboru tylko śmierdzących nieharmonijnych magów z którymi mogłam się tylko wiązać po to by ich oczyszczać i utrzymywać w dobrej kondycji poprzez zasilanie. Tym sumptem mogli sobie żyć i bogacić się pomimo kiepskiej karmy.
-
o fuj, fuj, co za syf :/ okropieństwo. Jak dobrze, że udało Ci się to przerwać.
-
o fuj, fuj, co za syf :/ okropieństwo. Jak dobrze, że udało Ci się to przerwać.
też bardzo się cieszę bo setki następnych lat bym się w tym gównie babrała z takimi hipnozami. My się spotkaliśmy aby się od tego uwolnić i móc dalej się rozwijać bo to bardzo nas blokowało w rozwoju.
W dodatku przy takich hipnozach ma się potem sporo lęków że partner odejdzie, że ktoś lub coś na niego wpłynie, że coś się stanie itd.. a te lęki bardzo zawężają odczuwanie miłości i życie w miłości . Teraz pracujemy z metodą Praca Byron Katie i też wiele schodzi z serca. Co ciekawe wcześniej nawet nie dopuszczałam myśli że ta metoda może być mi pomocna od razu ją skreślałam ale musiałam wpierw uwolnić się od tego co zawężało moją świadomość aby docenić Pracę.
-
do Pracy trzeba dojrzeć, ja kiedyś próbowałam, ale mi nie szło. Może jeszcze dojrzeję : ) Miło czytać o takich zmianach, jak Twoje.
-
"Ewentualnie mnie przelecieć i tyle, a potem wrócić do swojej partnerki, którą kochają" - Indra, której NIE KOCHAJĄ, TYLKO IM Z NIĄ DOBRZE I WYGODNIE ! Bo gdyby naprawdę kochali, to żadna siłą nie sprawi, że facet prześpi się z inną. Więc nie ma czego żałować ;)
Ja mimo wszystko - mimo, że wciąż natykam się na jakieś substytuty Miłości - wierzę, że ona istnieje, tym bardziej, że już raz jej doświadczyłam. I chociaż nasze cele życiowe były inne i drogi się rozeszły, ufam, że kiedyś jeszcze raz będzie mi dane doświadczyć tego cudownego połączenia umysłów, dusz i - tak, również ciał.
I, choć to może dziwnie zabrzmi, cieszę się jego obecnym szczęściem. I spokojnie czekam na swoje :)))
-
"Indra, której NIE KOCHAJĄ, TYLKO IM Z NIĄ DOBRZE I WYGODNIE ! Bo gdyby naprawdę kochali, to żadna siłą nie sprawi, że facet prześpi się z inną. Więc nie ma czego żałować ;)" - ja też tak kiedyś myślałam : ))) miałam kiedyś idealistyczno-romantyczne podejście do relacji i wydawało mi się, że jeśli mężczyzna kocha kobietę to nie w głowie mu skoki w bok. Teraz wiem, że to nie jest prawda, facet może realnie darzyć partnerkę uczuciem, ale jednocześnie od czasu do czasu mieć seks z innymi, które nic dla niego nie znaczą, bo to jest tylko seks i nic poza tym. Dla niego to nawet nie jest zdrada : ) Może i przykre, ale to biologia, niektóre kobiety też tak mają, ale są raczej w mniejszości. Kwestia podejścia.
Fajnie, że się cieszysz jego szczęściem, gratuluję : ) to już jest spore szczęście : )
-
Indra
a nie jest tak ,że sama jesteś znakomicie otwarta na związki " na jedną noc" ,czyli niezobwiązujące zaspokajania potrzeb i dlatego takich facetów, jeśli dobrze zrozumiałam, przyciągałaś ? Że seks jest może dla Ciebie, i to nic złego, po prostu bardziej palącą potrzebą niż trwały związek ? niektóre kobiety tak mają. dopóki nie spotkają tego , na kogo zawsze czekały
-
Barnaba
Nie, nie jest tak.
-
Przeczytałem to co Edyta pisała. Tak sobie później myślałem o tym. Jak długo ludzie potrafią się bujać z takimi różnymi karmicznymi gównami, hipnozami nie wiedząc i nie będąc tego świadomym skąd to sie wzięło i jak to uzdrowić. Albo nie wyobrażam sobie żeby przez kilka lat ciągle myśleć o byłym partnerze, zadręczać sie chorymi emocjami, myślami o nim i robić sobie ciągle nadzieje, ciągle kogoś kochać i cierpieć z tego powodu. Masakra. Dla mnie 2 tygodnie "kaca" po dziewczynie było jak 2 lata.
Ale tak mają ludzi z niską samooceną i nie kochający siebie. Wtedy taki ktoś się uzależnia i zawody miłosne bardziej bolą. Nie ma dystansu i trzeźwego spojrzenia. A jak jeszcze dochodzą do tego jakieś hipnozy czy karma z daną osobą to już kaplica.
Dobrze że my sie tutaj świadomie rozwijamy. Bo tacy zwykli zjadacze chleba którzy nigdy nie zainteresują sie rozwojem.. mają przejebane :P
-
Czasem mam wrażenie, że ci nie interesujący się rozwojem, nie przeżywają tyle, co na pewnym etapie właśnie ci wrażliwi, inteligentni i poważnie poszukujący czy rozwijający się duchowo.
-
też mam takie wrażenie
-
może to czemuś posłuży w przyszłości.
-
ja z kolei odnoszę wrażenie , że zawody uczuciowe przezywają dłużej i gorzej po prostu osoby o takiej konstrukcji psychicznej, wrażliwi ale wiecznie analizujący, rozdrapywacze- przeżywacze i samoobwiniacze
i o ile tzw. nie rozwijający się tkwią w tych strasznych stanach żałoby po ukochanym/nej tak długo aż się zmęczą
tak świadomi procesów myślowych i praw kreacji rozwojowcy powinni jednak cierpieć krócej i mniej w miarę pogłębiania samoświadomości ale ja jeszcze mało wiem tak naprawdę i piszę to co na dzisiaj widzę przez jakieś tam szpary zza matrixa
może takie wrażenie mniejszego przeżywania sprawia przysłowiowe stosowanie przez niektóre osoby metody na klina i wtedy widać taką osobę szybko z nowym partnerem ale to nie musi znaczyć, że już zaleczyla rany po poprzednim związku a tylko zepchnęła w głąb siebie robiąc póki co przy nowej osobie dobrą minę do złej gry bo pewnie sama/sam chce wierzyć w tak szybkie uzdrowienie ...albo rzucają się bardziej w pracę , zabawe czy inne substytuty zagłuszacze wnętrza
-
Inspiracje z naukowego poziomu:
Gdzie zaczyna się miłość - jak wybrać idealnego partnera albo partnerkę?
http://polska.newsweek.pl/gdzie-zaczyna-sie-milosc-uczucia-milosc-zwiazki-zakochanie-newsweek-pl,artykuly,341974,1.html
Jak otworzyć się na nowy związek? 9 kroków:
http://stylzycia.newsweek.pl/otworz-sie-na-nowy-zwiazek-newsweek-pl,artykuly,283218,1.html
-
No, tak, okazuje się, że brak jednego słowa potrafi całkowicie zmienić sens zdania. Ciekawe ile razy w codziennym życiu liczę na to, że ktoś zrozumie o co mi chodzi mimo stosowania przeze mnie "skrótów myślowych"?
A chodzi o wpis do Indry : miało być "PARTNERKI, KTÓREJ NIE KOCHAJĄ, TYLKO JEST IM Z NIĄ DOBRZE I WYGODNIE". A wygląda, jakby chodziło o Indrę :(((
I tak sobie myślę, że czasem tylko z powodu tej nieumiejętności wyartykułowania, co nam w duszy gra ludzie się na siebie obrażają, tworzą jakieś żale, pretensje i tracą szansę na fajną relację. A wszystko na zasadzie, że "jakby mu/jej zależało, to by się domyślił". Chociaż nie przeczę, że są takie osoby, które bywają tak uparte, zaślepione i całkowicie zamknięte na choć trochę odmienne poglądy, że jakiekolwiek próby podjęcia dialogu, to jak grochem o ścianę... Ech :(
I jeszcze jedno :
Indra, jesteś SUPER! I nie twórz sobie przekonań, że oni kochają i zdradzają i jest to normalne - bo nie jest. Widocznie miałaś do czynienia z typami, którzy potrzebują takiego idiotycznego sposobu "dowartościowania", a prawdziwy mężczyzna nie oszukuje, nie kłamie i nie zdradza - tak to robi chłopczyk w przedszkolu, który boi się przyznać, że zsikał się w majtki i zrzuca winę na mokre krzesełko. A smrodek i tak zostaje ;)
-
Teraz wiem, że to nie jest prawda, facet może realnie darzyć partnerkę uczuciem, ale jednocześnie od czasu do czasu mieć seks z innymi, które nic dla niego nie znaczą, bo to jest tylko seks i nic poza tym. Dla niego to nawet nie jest zdrada : ) Może i przykre, ale to biologia, niektóre kobiety też tak mają, ale są raczej w mniejszości. Kwestia podejścia.
Potwierdzam :) Ja tak właśnie mam, seks to dla mnie seks, a miłość to miłość. Te sprawy mogą iść w parze, ale nie muszą. I faktycznie nie zawsze u mnie chodzą ;)
Co nie znaczy, że zdradzam. To zupełnie inne kwestia.
-
może się tak zdarzyć
dlaczego nie?
-
Potwierdzam :) Ja tak właśnie mam, seks to dla mnie seks, a miłość to miłość. Te sprawy mogą iść w parze, ale nie muszą. I faktycznie nie zawsze u mnie chodzą ;)
Co nie znaczy, że zdradzam. To zupełnie inne kwestia.
Feli-to mamy podobnie...Ja mocno dbam,z kim się kocham...Czystość energetyczna i fizyczna obchodzi mnie najbardziej...Wolę zrezygnować z bliższej znajomości, seksu,jeżeli wchodzę w czyjeś pole i nie widzi mi się,co tam czuję...
Kurczę,łapię się na tym,że jednak jestem dla siebie najważniejsza-nade wszystko :-)...
-
Kurczę,łapię się na tym,że jednak jestem dla siebie najważniejsza-nade wszystko :-)...
no i git ;-) tak ma właśnie być!!!:))
-
ale egoistki
nie chciałabym być waszym chłopem
-
Atlanta
I dobrze-niech ciągnie swój do swego :-)))
-
I dobrze-niech ciągnie swój do swego :-)))
Hahaha, co racja, to racja :)))
-
JenKa
ale ja nie odebrałam tak tego, że chodziło o mnie, absolutnie :)) zrozumialam, że rozmawiamy ogólnie i ja także mówiłam ogólnie. Sama osobiście nie przyłapałam żadnego z byłych partnerów na okłamywaniu mnie odnośnie innych kobiet, nie w tym rzecz. Natomiast znam wielu mężczyzn, którzy zdradzają swoje żony, partnerki i czują się z tym w porządku, bo "przecież to tylko seks". Żony kochają, a seks z innymi kobietami jest dla nich bez znaczenia i jest czymś normalnym. Powszechność występowania tego zjawiska jest tak duża, że chyba można mówić o normie. Co nie znaczy, że to pochwalam, tylko opisuję, co obserwuję.
-
Felicite
ale masz fajne podejście do seksu : ) ja na razie na ten poziom nie wskoczyłam i być może nigdy nie wskoczę. Czasem mi się zdarza mieć z kimś tak zwany niezobowiązujący seks, ale niestety, nie satysfakcjonuje mnie to. Łapie się na tym, że jeśli typ mi się podoba i jest mi z nim fajnie to jednak chciałabym nawiązać bliższą relację. Jestem typową babą i mnie to wkurza ; )
-
Dla mnie też jeszcze za wcześnie na coś takiego. Za niska samoocena, za mała świadomość i za mało miłości i szacunku do siebie. Zaraz bym był zazdrosny, rozczarowany o dziewczyne jakby spała z innym. W ogóle sobie nie wyobrażam czegoś takiego na tą chwile. Sprawiało by mi to ból. Też jak dziewczyna mi sie podoba to chce nawiązać z nią bliższą relacje, być z nią, kochać i być kochanym. Wcześniej jak nie miałem jeszcze doświadczeń z dziewczynami to myślałem że jestem jak inni kolesie, że sobie porucham i dawaj następną, że sie nie zakochuje ale mocno sie rozczarowałem, dużo sie o sobie dowiedziałem. No i w sumie nie wiem czy dalej kręci mnie ta wolność seksualna. Na razie chyba poprostu wolał bym mieć fajną dziewczyne, być z nią i z nikim sie nią nie dzielić. I również sam chciałbym być na jej własność.
Może mi sie zmieni, jestem zmienny jak kobieta :)
tutaj link w temacie
http://szams.wordpress.com/wolnosc-seksualna/
-
Indra, to cieszę się, że tak to zrozumiałaś :)))
Tylko ja trochę tej dyskusji ostatnio nie rozumiem. Bo z jednej strony piszecie o harmonijnych partnerach, dopasowaniu i intelektualnym, i duchowym, i fizycznym, a tu nagle "seks to seks, a miłość to miłość". Ok, zgadzam się, że może nie udać się od razu trafić na kogoś na całe życie, zresztą człowiek się wciąż zmienia, ewoluuje i nie zawsze, to co było fascynujące w partnerze po jakimś czasie nadal takie jest. Ale ten seks dla samego seksu mi tu nie pasuje :(
-
http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/szalenstwa-po-milosci-czyli-do-czego-jestesmy-zdolni-po-rozstaniu/d3jgk
-
Czasem mi się zdarza mieć z kimś tak zwany niezobowiązujący seks (...)
Hehe, a mnie - paradoksalnie - nie zdarzyło się to już od kilkunastu lat. Pozostały jedynie miłe wspomnienia ;)
Doktor,
podoba mi się to, że nie masz problemu z przyznaniem się do zachodzących w Tobie zmian. I super, dzięki temu one zachodzą bez przeszkód i jest rozwój :)
Co do artykułu (czytałam go już kiedyś) - takie wolnościowe podejście jest mi bliskie. Staram się je uskuteczniać nie tylko w temacie seksu, choć nie wszędzie mogę póki co. Całkowita wolność to szczyt moich marzeń :))
Tylko ja trochę tej dyskusji ostatnio nie rozumiem. Bo z jednej strony piszecie o harmonijnych partnerach, dopasowaniu i intelektualnym, i duchowym, i fizycznym, a tu nagle "seks to seks, a miłość to miłość". Ok, zgadzam się, że może nie udać się od razu trafić na kogoś na całe życie, zresztą człowiek się wciąż zmienia, ewoluuje i nie zawsze, to co było fascynujące w partnerze po jakimś czasie nadal takie jest. Ale ten seks dla samego seksu mi tu nie pasuje :(
Tobie nie, mnie tak, czyli 1:1. Będziemy się licytować? ;)
Oczywiście żartowałam, nie zamierzam :)
Słowa "seks to seks, a miłość to miłość" , to ja pisałam. I tak się składa, że umieściłam tam słowa "dla mnie". Bo jak dla mnie takie podejście w niczym nie przeszkadza w dopasowaniu "intelektualnym, duchowym i fizycznym". Po prostu seks to dla mnie coś podobnego do jedzenia: Najbardziej lubię jeść z partnerem, ale mogę od czasu do czasu mieć ochotę skonsumować coś z przyjaciółmi. Co akurat nie wyklucza udziału partnera, wręcz przeciwnie (jak dla mnie).
Ale, jak napisałam, ja tak mam. Co nie znaczy, że inni nie mogą mieć inaczej. I, jak dla mnie, to jest w porządku. Po prostu, niech każdy szuka sobie partnerów i towarzystwa, które jemu odpowiada i będzie git. Naprawdę jest duża różnorodność, a co za tym idzie – wybór, więc nie trzeba starać się forsować swoich poglądów, żeby poczuć się bezpiecznie.
-
Wiecie co?
Cholera-pogubiłam się-pomiędzy moimi chciejstwami,lękami,brakami związanymi z moją karmą i karmą rodową,smutkiem i niezaspokojeniem,Szczerze? Chrzanię to,mam ochotę to wszystko zrzucić z pleców,serca i duszy i pieprznąć zusammen w kąt,pomodlę się i dam się zaskoczyć Bogu,zaspokoić też :-)...Niech się dzieje...
-
niech się dzieje : )))
-
http://kafeteria.pl/seks-i-zwiazki/zdradzilam-czy-jestem-winna-a_8329
Po przeczytaniu połowy tego artykułu dochodze do wniosku że było by o wiele łatwiej w związkach gdyby partnerzy jednak pozwalali sobie na skoki w bok i oboje to akceptowali. Tylko kwestia teraz by dojść do takiego poziomu żeby móc w pełni zaakceptować coś takiego.
-
To jest kwestia wzajemnych umów, tego na co się decydują dwie osoby. Dla jednych coś takiego może być odpowiednie, dla innych nie (dla mnie nie). Dogadać potrzeba się przed (w ogóle wejściem w związek najlepiej).
-
Tak, najlepiej się tak dopasować, żeby kwestia (nie)wierności odpowiadała obojgu partnerom. Dla mnie zdrada jest nie do pomyślenia, czy w jedną, czy w drugą stronę.
-
Drogie ludziki,
czytam i czytam, i stwierdzam, że w tym waszym "oświecaniu" prawdziwego Oświecenia niewiele. Widzę raczej rozpaczliwe próby dopasowania się do wymogów obecnego świata, nakarmienia swojego wiecznie nienasyconego ego i znalezienia sposobu, żeby było mi miło i przyjemnie, najlepiej jak najniższym kosztem - a jak już to osiągnę to będzie znaczyło, że się oświeciłem. Cóż, wolna wola...
Obawiam się tylko, żeście się trochę rozminęli z tym, czym jest Miłość, czystość Intencji i Świadomość - zresztą widać to w tematach dyskusji i wzajemnej agresji użytkowników forum. Mnie to nie odpowiada, szukam czegoś prawdziwego, wypływającego z serca, a nie ego, czy umysłu.
Więc żegnam się z Wami życząc każdemu odkrycia najlepszej z dróg :)))
-
JenKa :) powodzenia w poszukiwaniach :)
-
JenKa
Świat jest jaki jest. Poprzez nas może się zmieniać pozytywnie, gdy ustanął oczekiwania i wzmocnią się czyste intencje w kreacji. Może się zmieniać pozytywnie poprzez patrzenie z Miłością.
Pozostaje ci życzyć odczuwania i wnoszenia w swój rozwój wolności od reakcji i stanu oświecenia innych ludzi lub idealnego, oświecającego towarzystwa. Jak najwięcej czystych intencji, odczuwania i bycia Miłością, i oświecającą Świadomością:)
-
Ludzie na tym forum są różni i forum nie jest idealne. Ale można też coś dobrego tu znaleść, czegoś sie nauczyć, dowiedzieć. Skorzystać z czyichś doświadczeń. Znaleść coś nowego o czym się nie wiedziało. Np o Braco nigdy bym się nie dowiedziała gdyby nie to forum. Dostałam też dużo darmowej pomocy od ludzi z tego forum.
-
niektórzy piszą wspaniałe myśli, jakby cytaty tworzyli...
-
Drogie ludziki,
czytam i czytam, i stwierdzam, że w tym waszym "oświecaniu" prawdziwego Oświecenia niewiele. Widzę raczej rozpaczliwe próby dopasowania się do wymogów obecnego świata, nakarmienia swojego wiecznie nienasyconego ego i znalezienia sposobu, żeby było mi miło i przyjemnie, najlepiej jak najniższym kosztem - a jak już to osiągnę to będzie znaczyło, że się oświeciłem. Cóż, wolna wola...
Obawiam się tylko, żeście się trochę rozminęli z tym, czym jest Miłość, czystość Intencji i Świadomość - zresztą widać to w tematach dyskusji i wzajemnej agresji użytkowników forum. Mnie to nie odpowiada, szukam czegoś prawdziwego, wypływającego z serca, a nie ego, czy umysłu.
Więc żegnam się z Wami życząc każdemu odkrycia najlepszej z dróg :)))
ocenianie ludzi na podstawie tego, co piszą na forum jest błędne. Z dwóch powodów. Jeden - porusza się tutaj tylko pewne sprawy związane z drobniejszymi i większymi wywałkami, a to nie reprezentuje całych osobowości użytkowników. Dwa - dużo tematów związanych z duchowością, miłością itp już zostało przewałkowane we wszystkie strony i nie ma energii do tego, żeby je dalej ciągnąć.
-
Wiecie co?
Cholera-pogubiłam się-pomiędzy moimi chciejstwami,lękami,brakami związanymi z moją karmą i karmą rodową,smutkiem i niezaspokojeniem,Szczerze? Chrzanię to,mam ochotę to wszystko zrzucić z pleców,serca i duszy i pieprznąć zusammen w kąt,pomodlę się i dam się zaskoczyć Bogu,zaspokoić też :-)...Niech się dzieje...
czasem dobra jest cisza w eterze - pomodlić się i dać sobie spokój z maglowaniem spraw zwiazanych z rozwojem duchowym - choć na kilka dni. po prostu pożyć. wrzucić na luz. ze wszystkim. nie mówię - olać, mówię - odpocząć, pozwolić sobie na trwanie, a akcję odstawić na chwilę na bok. pewnie mnie za to zlinczują, no ale to jest mój pogląd i się sprawdza, gdy zaczynam wariować. więc polecam
-
fajnie jest posiedziec na ziemi, wystawic twarz na słońce :) zreszta myślę,ze ci którzy przekierunkowują zainteresowania podświadomości na 'spokojne'tory zawsze się rozwijają. Nawet jak odpoczywają od technik. Np. czytając coś duchowego, chodząc boso po lesie, parku, siedząc nad stawem i wystawiając twarz na słońce. Zresztą zawsze moze sie znaleźć ktoś kto nas swoim pozytywem wyrwie ze skostniałych wyobrażeń. Takie małe miłostki. :-) albo odpowiednia muzyka.. która w coś uderza ;-)
-
fajnie jest posiedziec na ziemi, wystawic twarz na słońce :) zreszta myślę,ze ci którzy przekierunkowują zainteresowania podświadomości na 'spokojne'tory zawsze się rozwijają. Nawet jak odpoczywają od technik. Np. czytając coś duchowego, chodząc boso po lesie, parku, siedząc nad stawem i wystawiając twarz na słońce. Zresztą zawsze moze sie znaleźć ktoś kto nas swoim pozytywem wyrwie ze skostniałych wyobrażeń. Takie małe miłostki. :-) albo odpowiednia muzyka.. która w coś uderza ;-)
Muszka wiem o czym piszesz tez tak mam :)
cegielka po cegielce do przodu
-
Vanilla
Dobrze prawisz :-* ...
-
VanillaOrchard
Kto by miał ciebie zlinczować za to, że robisz co chcesz i jak chcesz ze swoim życiem i rozwojem?
muszka91
Intencje i odpuszczenie:)
Też tak robię czasami. Chociaż jestem raczej człowiekiem czynu, to dbam o zwyczajne bycie częścią Wszechświata i Siły Wyższej - pasywne odpoczywanie i przyjmowanie.
-
Naukowe potwierdzenie,ze seks bez milosci niszczy pole energetyczne...zwlaszcza meżczyzny-energia przechodzi na kobiete;).https://www.youtube.com/watch?v=DlPa76wznvg
-
Baby steps :)
I na luzie !
Nerwów i tak jest dookoła dość.
-
Cudowne jest to uczucie całkowitego przyzwyczajenia i czucia tego, jako najbardziej naturalną rzecz na świecie, że jest się z najodpowiedniejszą dla siebie osobą, swoim najidealniejszym ideałem. Cudownie jest tak bardzo kochać i tak bardzo być kochanym :) Cudowna jest świadomość, że spędzisz z kimś resztę życia, ponieważ oboje tego równo mocno pragniecie. Cudownie jest delektować się każdego dnia swoją wielką miłością, obdarzać i być obdarzanym - ciepłym dotykiem, miłosnym spojrzeniem, miłym słowem, milczącą obecnością, totalną akceptacją, wyzwalającą wolnością, niesamowitą namiętnością czy serdecznym śmiechem.
Cudownie jest BYĆ razem.
Moja Ukochana jest moim największym marzeniem, szczęściem. Czuję spełnienie sięgające najgłębszych zakamarków mej duszy, miłość wypełniającą każdą cząstkę we mnie. Ta miłość to najpiękniejsza i najprawdziwsza rzecz, jaka mnie spotkała kiedykolwiek. Przy niej wszystkie moje osiągnięcia, które pś uznawała za wielkie i ważne okazują się nic nie wartymi iluzjami. Ta miłość jest tak piękna i prawdziwa, że odpada ze mnie całymi płatami cała potrzeba oszukiwania się, ogłupiania, cierpienia i uciekania przed Bogiem. Odpada wszystko co było we mnie zbędne, szkodliwe, niepotrzebne. Odpada wszystko co stoi mi na drodze do doświadczania całym sobą tego cudownego, świetlistego, delikatnego uczucia. Ta miłość jest moimi skrzydłami do Boga - już nie muszę mozolnie wspinać się po schodach. Ona mnie sama unosi, uskrzydla, dodaje mi sił i motywacji do pokonywania kolejnych przeszkód. Moje życie już nie jest bezcelowe i jałowe. Wszystko mi teraz w jakiś sposób służy, wspiera mnie, rozwija, doświadcza w wartościowy dla mego rozwoju sposób. Wszystko co się dzieje, zbliża mnie do Boga. A to daje mi cierpliwość, niesamowitą cierpliwość, ponieważ wiem, czuje całym sobą że wszystko jest właściwe, na swoim miejscu, tak jak być powinno. Nie chcę się więc już szarpać, walczyć czy narzekać. Chce doświadczać, uczyć się, delektować się boskimi darami w moim życiu. Chce korzystać z tego co mam i przyjmować z każdym dniem więcej.
Co zabawne, zawsze strasznie pragnąłem odnaleźć moją idealną połówkę, ale nie miałem najmniejszego pojęcia, jak wiele wniesie to do mojego istnienia. Tego nie da się opisać, trzeba tego samemu doświadczyć, a doświadczenie to odmieni Was na zawsze. Z tym, że wpierw trzeba odwagi aby skonfrontować się ze swoimi największymi brudami i najmroczniejszymi stronami. To jest podróż w jedną stronę - miłość porywa w górę z tak niesamowitą prędkością, że może to być trudne do wytrzymania, jeśli się ma dużo obciążeń, ale jeśli jest się zdecydowanym na szczęście to nie jest to żaden problem :)
-
Clint nad poziomy wylata....:-P
-
a tak naprawde to super
ps nie masz lęków, że czar pryśnie???
-
Mariusz
Nie mam takich lęków. To chyba jedyna rzecz, której jestem aż tak pewien :) Nie ma w moim życiu niczego aż tak pewnego i stabilnego jak ta miłość - wszystko inne mogłoby się sypnąć, ale nie to :)
-
gratki, Clint, podnosisz na duchu. Można? Można:D
-
no to fajnie
-
gratulacje : )))
furyah
można, można : ) choć nie każdy może : )
-
Indra, jak się chce to wszystko można. Ty też tak napiszesz jak Clint, zobaczysz;)
-
hahahahahahahahahahaha : D : D
no nie wydaje mi się ; )))))))))))))
Jak się chce to wszystko można- wszystko, co zależy tylko od Ciebie. Ni mniej, ni więcej.
-
Dawniej uwielbialem uwodzic kobiety. Ponieważ nie jestem bardzo śmiały, czekałem na dogodna sytuacje, a potem calowalem kobietę tak żeby była moja. Z bieżącej perspektywy takie rozwiazanie wydaje sie siłowe. Chciałbym żeby mój następny związek zaczął sie w całkiem naturalny sposob
-
Duzo kobiet wbrew temu co mowi lubi facetow, ktorzy w bardzo otwarty sposob je podrywaja. Podejrzewam ze dlatego bo chca byc zauwazane i zeby inni widzieli jakie sa trakcyjne. Niestety dla mnie takie kobiety sa maksymalnie odpychajace, poniewaz jest do bliskie narcyzmowi, ktorego, podobnie jak wybujalego egocentryzmu nie znosze. Dlatego nigdy nie pociagaly mnie dziewczyny o takiej osobowosci, nastawione na wieczna adoracje i rozpieszczanie. Problemem jest natomiast fakt, ze malo kobiet reprezentuje styl bycia polegajacy na poznawaniu sie np. poprzez wspolne zainteresowania czy tryb zycia, wiekszosc z nich preferuje jednak typowy podryw i mezczyzn w stylu macho (nawet jesli tak facet nie wyglada, oczekuja tego po jego zachowaniu). I dlatego w pewnym sensie czuje sie znudzony relacjami z kobietami (nie biezcie soebie dziewczeta tego do siebie :) podejrzewam ze wiekszosc z Was tutaj jest inna), poniewaz mnie taki sposob wchodzenia w relacje absolutnie nie interesuje.
-
Dawniej uwielbialem uwodzic kobiety. Ponieważ nie jestem bardzo śmiały, czekałem na dogodna sytuacje, a potem calowalem kobietę tak żeby była moja. Z bieżącej perspektywy takie rozwiazanie wydaje sie siłowe. Chciałbym żeby mój następny związek zaczął sie w całkiem naturalny sposob
a taka teatralność i uwodzicielskość to tylko zakamuflowana forma lęku przed bliskością (odrzuceniem) w dodatku tak trudno go rozpoznać bo osoba jest przecież taka urocza, sama to przerabiałam w pop. wcieleniach dlatego czasami mnie tak denerwowały twoja wpisy bo mi o tym przypominały :)
-
Duzo kobiet wbrew temu co mowi lubi facetow, ktorzy w bardzo otwarty sposob je podrywaja. ...
a ja nie lubię i wcale na mnie nie robi to pozytywnego wrażenia dlatego nie jeżdżę do Włoch i Hiszpanii bo tam jest to na prządku dziennym
-
:) Ja tez nie. Ja od zawsze wolalem taki naturalny proces poznawania sie, gdzie po jakims czasie pojawialo sie zauroczenie druga osoba i jakas emocjonalna bliskosc. Tylko wlasnie chyba sporo ludzi (nie tylko kobiet) ma z ta bliskoscia problem, jakby sie tego ludzie bali. Nie masz takiego wrazenia czasem?
-
:) Ja tez nie. Ja od zawsze wolalem taki naturalny proces poznawania sie, gdzie po jakims czasie pojawialo sie zauroczenie druga osoba i jakas emocjonalna bliskosc. Tylko wlasnie chyba sporo ludzi (nie tylko kobiet) ma z ta bliskoscia problem, jakby sie tego ludzie bali. Nie masz takiego wrazenia czasem?
tak bo jak się ludzie poznają to trochę przypomina takie odkrywanie i w pewnym momencie jest się jak by "gołym" przed tą drugą osobą , nie ma masek i udawania, nie ma krygowania się na gwiazdę itp. jest się kimś zwyczajnym a wielu ludzi boi się być kimś zwyczajnym
-
a taka teatralność i uwodzicielskość to tylko zakamuflowana forma lęku przed bliskością (odrzuceniem) w dodatku tak trudno go rozpoznać bo osoba jest przecież taka urocza, sama to przerabiałam w pop. wcieleniach dlatego czasami mnie tak denerwowały twoja wpisy bo mi o tym przypominały :)
Zgadza sie :)
-
tak bo jak się ludzie poznają to trochę przypomina takie odkrywanie i w pewnym momencie jest się jak by "gołym" przed tą drugą osobą , nie ma masek i udawania, nie ma krygowania się na gwiazdę itp. jest się kimś zwyczajnym a wielu ludzi boi się być kimś zwyczajnym
A mi sie tez wydaje, ze wiekszosc ludzi boi sie bliskosci. Ja ciagle trafiam na kobiety, ktore maja z tym problem i po tej pierwszej fazie poznawania sie nagle uciekaja. A ja uwielbiam bliskosc co nie znaczy ze chcialbym z kims byc 24/h. Po prostu bliskosc to dla mnie przede wszystkim szczerosc i zaufanie. Fajnie jest miec taki komfort w relacji z druga osoba.
-
Zgadza się, gdy związek od początku buduje się na wzajemnych manipulacjach, to prędzej czy później i tak maski spadną. I wtedy ludzie sobie najczęściej myślą "kurde, ale ona się zmieniła, na początku związku była zupełnie inna/inny". Gdy partnerzy potrafią komunikować się przez serce, nie ma potrzeby odgrywania tego typy gierek, szkoda na to czasu i energii :). Człowiek wtedy nie boi się, stać się kimś zwyczajnym, bo własnym sercem czuje, że będąc zwyczajnym nadal jest kimś wyjątkowym (kochanym, wspieranym i docenianym przez serce partnera/ki :)).
-
ładnie to kinga podsumowałaś :)
-
ludzie wywodzą się z różnych środowisk i są na różnym poziomie świadomości, niektórzy zakładają maski bo inaczej nie potrafią żyć, nie wszyscy rozwijają się duchowo i pracują nad sercem. Wydaje mi się że Zed1 spotkał kobiety które nie były gotowe na bliskość i zdjęcie masek dlatego nie wytrzymywały i odchodziły. Trzeba uszanować to że ludzie których spotkamy są na innym etapie rozwoju i pozwolić im być sobą bez porównywania do ideału jak powinno być. Z czasem jak Zed1 przepracuje w sobie niektóre tematy zacznie spotkać kobiety tak samo otwarte jak on.
-
ludzie wywodzą się z różnych środowisk i są na różnym poziomie świadomości, niektórzy zakładają maski bo inaczej nie potrafią żyć, nie wszyscy rozwijają się duchowo i pracują nad sercem. Wydaje mi się że Zed1 spotkał kobiety które nie były gotowe na bliskość i zdjęcie masek dlatego nie wytrzymywały i odchodziły. Trzeba uszanować to że ludzie których spotkamy są na innym etapie rozwoju i pozwolić im być sobą bez porównywania do ideału jak powinno być. Z czasem jak Zed1 przepracuje w sobie niektóre tematy zacznie spotkać kobiety tak samo otwarte jak on.
Tez tak sadze ze wlasnie tak bylo. Jednak ciagle nosze w sobie bol, oraz poczucie ze to ja w czyms zawinilem, ze nie bylem dosc dobry dla nich, ze czegos nie dalem i one sie zawiodly. Dlatego czuje, ze spada mi z tego powodu samoocena, ze widze siebie jako kogos niedoskonalego, ktory nie potrafi dac drugiej osobie tego ,,czegos".
No i cholernie przeszkadza mi fakt, ze nie moge uswiadomic sobie ktore z wzorcow hamuja mnie przed pojsciem dalej, tak jakbym w ogole nie widzial tych czesci siebie, ktore potrzeba uzdrowic (widze za to inne, jednak nie daje mi to jakiejs satysfakcji).
-
Ciekawy artykul:
http://nauka.newsweek.pl/leniwi-mezczyzni-i-zaradne-kobiety-wywiad-prof-zimbardo-newsweek-pl,artykuly,345565,1.html
-
Edyta,
tak jeszcze dzis soie przypomnialem ze chyba wszystkie moje ,,niedoszle" mialy wspolna ceche: jakiegos rodzaju niedostepnosc emocjonalna, lek przed bliskoscia i bardzo mocna potrzebe zbudowania zwiazku gdzie mezczyzna wrecz gwarantowalby 100-procentowe bezpieczenstwo. I chyba takie cos na dluzsza mete przytlaczaloby mnie bo o ile zgadzam sie z tym, ze facet ktory nie potrafi w jakims stopniu dac poczucia stabilnosci emocjonalnej czy nawet finansowej (kiedy np. decydujemy sie mieszkac razem) to ze swiadczy o tym, ze cos jest u niego nie tak to takie cisnienie na straszne ,,zwiazanie" ze soba partnera tez nie jest wedlug mnie do konca zdrowe (albo po prostu dlatego, ze nie mam w swoim wnetrzu zapotrzebowania na budowanie typowo tradycyjnego zwiazku gdzie mezczyzna utrzymuje dom a kobieta np. sprzata, wychowuje dzieci itp.).
-
Zed, a ja odnoszę wrażenie, że ty jesteś gadatliwy chłopak, a przecież kobiety takich lubią
-
tak jeszcze dzis soie przypomnialem ze chyba wszystkie moje ,,niedoszle" mialy wspolna ceche: jakiegos rodzaju niedostepnosc emocjonalna, lek przed bliskoscia i bardzo mocna potrzebe zbudowania zwiazku gdzie mezczyzna wrecz gwarantowalby 100-procentowe bezpieczenstwo. I chyba takie cos na dluzsza mete przytlaczaloby mnie bo o ile zgadzam sie z tym, ze facet ktory nie potrafi w jakims stopniu dac poczucia stabilnosci emocjonalnej czy nawet finansowej (kiedy np. decydujemy sie mieszkac razem) to ze swiadczy o tym, ze cos jest u niego nie tak to takie cisnienie na straszne ,,zwiazanie" ze soba partnera tez nie jest wedlug mnie do konca zdrowe (albo po prostu dlatego, ze nie mam w swoim wnetrzu zapotrzebowania na budowanie typowo tradycyjnego zwiazku gdzie mezczyzna utrzymuje dom a kobieta np. sprzata, wychowuje dzieci itp.).
tak mi się wydaje że na razie "używasz" poznanych kobiet do potwierdzania jakiś wewnętrznych przekonań Podświadomości o związkach / życiu . Słowo "używasz" nie jest złośliwe ono pokazuje że te kobiety wymagają od ciebie tego na co ty w Pś masz ciśnienie (wydaje ci się że tak powinno być lub kiedyś tak było zakodowane lub to jakiś wzorzec rodzinny - niespełnienie matki, jej oczekiwania itd... tego ja już nie zgadnę). One pojawiają się abyś coś z tym ciśnieniem zrobił albo się od niego uwolnił poprzez zaakceptowanie swojego życia takiego jak jest np. " jestem takim luzakiem, będą pracował dorywczo jak mi się chce i to mi się podoba - to jest życie jakie chcę wieść - jestem zadowolony" - wtedy może zdarzyć się że znalazła by się kobieta której by to odpowiadało bo sama zarabiała by dużo kasy a potrzebowała by mężczyznę który miał by dla niej dużo czasu. Może być też tak że takie życie jakie teraz wiedziesz jest do ciebie nie do zaakceptowania i samemu ci w tym niewygodnie i wtedy kobiety będą ci to potwierdzały. To są trudne sprawy życiowe i musisz się sam ze sobą dogadać. To też odkrywanie siebie prawdziwego, swoich prawdziwych oczekiwań względem życia, odsiewanie plew od ziarna, odsiewanie jakiś wzorów społecznych przejętych od innych od wew. drogi zgodnej z duszą.
Jedno jest jednak pewne - nie możesz dać nikomu ani kobiecie ani komukolwiek poczucia bezpieczeństwa, może jakiś substytut na krótką metę w postaci pieniędzy ale nawet jak byś był bardzo bogaty i dawał kobiecie która nie czuje się bezpiecznie tą kasę to ten brak poczucia bezpieczeństwa przeniesie się na inne sfery jej życia - może stać się paranoicznie zazdrosna albo stale bać się o ciebie jako gwaranta bezpieczeństwa. Nikt i nic nam nie gwarantuje bezpieczeństwa ani państwo ani żadne ubezpieczenia. Ludzie byli bogaci i stracili wszystko w wyniku upadków banków, byli ubezpieczeni i nie dostali odszkodowania bo coś nie zgadzało się w papierach. Poczucie bezpieczeństwa bierze się z naszego wnętrza to praca duchowa jaką wykonujemy na Ziemi sami i nie możemy wykonać jej za kogoś innego i mu tego ofiarować nawet jak byśmy tą osoba szalenie kochali.
Może kiedyś chciałeś komuś kogo kochałeś dać poczucie bezpieczeństwa, może cały czas wierzysz że ci się to uda ale jedyne co możesz zrobić to znaleźć to w sobie i podzielić się z nią tym co sam zrozumiałeś a resztę ona musi zrobić sama.
mi poczucie bezpieczeństwa daje koncentrowanie się na chwili obecnej, życie w teraźniejszości - na razie tylko tym mogę się z tobą podzielić bo nic innego mi nie sprawdziło się w tym temacie :)
-
Chyba masz racje chociaz ja jeszcze do konca nie uswiadomilem sobie tego wlasnie ale intuicyjniewyczuwam, ze wlasnie to jest mniej wiecej to, co piszesz. Rzeczywiscie, te wszystkie kobiety pokazywaly mi to, od czego ja usilnie pragne sie uwolnic, uciec i to mi sie nie udaje. Czyli ze ucieczka jest zla? A wiec co w miejsce ucieczki? Bo od rodzicow nigdy nie poczulem takie cisnienia, ale od spoleczenstwa, od ludzi z poza domu juz tak i to sporo. Czuje sie tym mocno przytloczony. Tymi wzorcami.
Z ta akceptacja jest taki myk ze ja teraz czytajac uswiadomilem sobie, ze wewnetrznie boje sie zaakceptowac taka sytuacje bo boje sie zostac sam. Ze boje poczuc sie komfortowo samemu ze soba w takiej sytuacji, bo gdzies glebiej pojawia sie lek przed samotnoscia zwiazana z takim trybem zycia. Czyli by wychodzilo na to, ze sam sabotuje sobie taka droge bo glebiej jednak nie chce skazywac siebie na samotnosc prowadzac takie zycie a z drugiej strony odczuwam potrzebe takiego zycia. I nie wiem miedzy czym a czym jest konflikt.
Z tym byciem luzakiem to tez nie podoba mi sie to okreslenie bo kojarzy mi sie z takimi niedorosnietymi chlopcami co ciagle sie buntuja a ja po prostu odczuwam nieskrepowana potrzebe zycia z tego, co sam stworze, wyprodukuje, zrobie. No ale jak w kazdym wolnym zawodzie czasem tej passy nie ma i wtedy rzeczywiscie ciezko jest o pieniadze tylko z takiego zawodu. Ale za luzaka sie nie uwazam, mysle ze mam w jakims stopniu emocjonlana dojrzalosc i swiadomosc wyborow.
Może być też tak że takie życie jakie teraz wiedziesz jest do ciebie nie do zaakceptowania i samemu ci w tym niewygodnie i wtedy kobiety będą ci to potwierdzały.
Nie tyle nie do zaakceptowania tylko powtarza sie znowu wewnetrzny konflikt miedzy tym jak chce zyc (pragnieniem) a swiadomoscia konsekwencji (czyli ze jesli wybiore zycie zgodnie z moimi pragnieniami obawiam sie ze strace to na czym mi rowniez zalezy czyli np. mozliwosc wejscia w relacje czy jakis dla mnie okreslony standard zycia, pewne mozliwosci itd.).
Jedno jest jednak pewne - nie możesz dać nikomu ani kobiecie ani komukolwiek poczucia bezpieczeństwa, może jakiś substytut na krótką metę w postaci pieniędzy ale nawet jak byś był bardzo bogaty i dawał kobiecie która nie czuje się bezpiecznie tą kasę to ten brak poczucia bezpieczeństwa przeniesie się na inne sfery jej życia - może stać się paranoicznie zazdrosna albo stale bać się o ciebie jako gwaranta bezpieczeństwa. Nikt i nic nam nie gwarantuje bezpieczeństwa ani państwo ani żadne ubezpieczenia. Ludzie byli bogaci i stracili wszystko w wyniku upadków banków, byli ubezpieczeni i nie dostali odszkodowania bo coś nie zgadzało się w papierach. Poczucie bezpieczeństwa bierze się z naszego wnętrza to praca duchowa jaką wykonujemy na Ziemi sami i nie możemy wykonać jej za kogoś innego i mu tego ofiarować nawet jak byśmy tą osoba szalenie kochali.
Zgadzam sie z tym, co napisalas. Ja tez nie do konca czuje sie bezpieczny ale nie chcialbym swiadomie juz obciazac drugiej osoby takim ciezarem.
Może kiedyś chciałeś komuś kogo kochałeś dać poczucie bezpieczeństwa, może cały czas wierzysz że ci się to uda ale jedyne co możesz zrobić to znaleźć to w sobie i podzielić się z nią tym co sam zrozumiałeś a resztę ona musi zrobić sama.
Tak wlasnie bylo. Probowalem ale zostalo to odrzucone.
-
rzadko, który chłopak potrafi tak obszernie o sobie pisać. Myślę, że potrzebujesz delikatnej babki.
-
rzadko, który chłopak potrafi tak obszernie o sobie pisać. Myślę, że potrzebujesz delikatnej babki.
Delikatnej ale jednoczesnie twardej, zaradnej, wiedzacej czego chce od zycia. Mameji i ksiezniczek mam juz dosc, a tych Ci u nas pod dostatkiem. Dusza artystyczno-duchowo-poszukiwawcza najbardziej wskazana :).
Ktos mi kiedys powiedzial, ze mam niespelniony talent pisarski. Byc moze, choc ja ukochalem muzyke.
-
no Polki są takie trochę księżniczkowate, bo od dziecka im się mówi, że są piękne, a to wcale nieprawda. Mają dziury w nosie
czy muchy czy coś tam
-
Mi ich piekno nie przeszkadza :). Tylko niech zechca laskawie zauwazyc, ze nie sa pepkeim swiata bo beda mialy coraz wiecej problemow ze znalezieniem kogos (chyba juz nawet jakis artykul o tym czytalem). A ze obcy jezyk znam i jezdzic sie nie boje to mi niestraszne dziewczyny z poza Polski :P. I tez sa urocze.
-
chyba dobrze to ująłeś 'pępkiem świata'
Pod względem współpracy białe Brytyjki są fantastyczne
-
echchch jak zwykle dostaje się młodym Polkom tylko jakoś mało kto sobie zdaje sprawę że władza i kasa w PL trzymana jest za mordę przez samców 50+ i to oni nie dopuszczają młodych 25+ .... nie ma co się dziwić że tabuny Polek wyjeżdżają rodzić Anglików :(
bo alternatywa jaką mają to podlizywanie się w pracy i domu starym samcom i dostawanie w dupę za to od młodych :(
-
i jeszcze jedno to dominujące samce 50+ wychowały pokolenie księżniczek i memej ... jak myślicie młodzi panowie dlaczego ... ? aby wam zagrać na nosie
-
Edyta, nie czaję o co ci chodzi, ale ja prawie 50+
to chyba dlatego
-
Edyta, nie czaję o co ci chodzi, ale ja prawie 50+
to chyba dlatego
większość najlepszych stanowisk u firmach, urzędach i miejscach decyzyjnych obsadzona jest przez mężczyzn w wieku 50+ lub w zbliżonej granicy ok 50 lat - to oni decydują kogo obsadzić i komu pozwolić się wybić
-
echchch jak zwykle dostaje się młodym Polkom tylko jakoś mało kto sobie zdaje sprawę że władza i kasa w PL trzymana jest za mordę przez samców 50+ i to oni nie dopuszczają młodych 25+ .... nie ma co się dziwić że tabuny Polek wyjeżdżają rodzić Anglików :(
bo alternatywa jaką mają to podlizywanie się w pracy i domu starym samcom i dostawanie w dupę za to od młodych :(
To prawda. Nie maja w Polsce latwo pod tyt wzgledem.
-
i jeszcze jedno to dominujące samce 50+ wychowały pokolenie księżniczek i memej ... jak myślicie młodzi panowie dlaczego ... ? aby wam zagrać na nosie
W tym artykule, co podalem jest sporo o tym. Mysle ze nie chodzi tu o odgrywanie sie na kims tylko o zaburzenie naturalnego cyklu gdzie mezczyzna spelnia typowo meskie role a kobieta kobiece.
-
W tym artykule, co podalem jest sporo o tym. Mysle ze nie chodzi tu o odgrywanie sie na kims tylko o zaburzenie naturalnego cyklu gdzie mezczyzna spelnia typowo meskie role a kobieta kobiece.
pokolenie mężczyzn 50+ zagarnęło znaczną pulę energii i męskości do siebie, są nadaktywni w porównaniu do młodych. Sama mam przykłady po moim ojcu i jego kolegach też przedsiębiorcach w porównaniu do młodych chłopaków biją ich na głowę po 100 razy. Za następne 25 lat ta sytuacja prawdopodobnie się odwróci.
-
pokolenie mężczyzn 50+ zagarnęło znaczną pulę energii i męskości do siebie, są nadaktywni w porównaniu do młodych. Sama mam przykłady po moim ojcu i jego kolegach też przedsiębiorcach w porównaniu do młodych chłopaków biją ich na głowę po 100 razy. Za następne 25 lat ta sytuacja prawdopodobnie się odwróci.
A nie jest tak, ze bija bo mlodzi ,,nie maja jaj" a starsi dlatego, ze zyli w ciezszych warunkach, musieli walczyc o swoje?
-
A nie jest tak, ze bija bo mlodzi ,,nie maja jaj" a starsi dlatego, ze zyli w ciezszych warunkach, musieli walczyc o swoje?
moim zdaniem starsi opuścili swoich synów w dorastaniu, zbyt byli zajęci swoją karierą i grabieniam do siebie albo zbyt chcieli dominować a nie tak jak w pop. wiekach ojcowie wychowywali swoich następców poprzez wspieranie i bycie mentorem.
Młodym brakowało mentora i męskiego wsparcia i dołożyły się do tego krytyczne niezadowolone matki. Młodym mężczyznom brakowało wsparcie z obu stron.
oczywiście od tego na pewno były wyjątki wspaniałych ojców i mentorów to taka generalizacja z mojej strony
-
moim zdaniem starsi opuścili swoich synów w dorastaniu, zbyt byli zajęci swoją karierą i grabieniam do siebie albo zbyt chcieli dominować a nie tak jak w pop. wiekach ojcowie wychowywali swoich następców poprzez wspieranie i bycie mentorem.
Młodym brakowało mentora i męskiego wsparcia i dołożyły się do tego krytyczne niezadowolone matki. Młodym mężczyznom brakowało wsparcie z obu stron.
oczywiście od tego na pewno były wyjątki wspaniałych ojców i mentorów to taka generalizacja z mojej strony
Wlasnie do podobnych wnioskow doszedlem badajc siebie. I jak mozna to teraz naprawic aby dzialalo skutecznie, jak kiedys?
-
Wlasnie do podobnych wnioskow doszedlem badajc siebie. I jak mozna to teraz naprawic aby dzialalo skutecznie, jak kiedys?
jak kiedyś miałam sesje z młodymi chłopakami na różnych warsztatach to stale wychodziło opuszczenie przez ojca. Niektórzy szukali ojca i mentora w guru, nauczycielu duchowym a niektórzy potem sami dla siebie stawali się takim ojcem np. Clint to ma świetnie przepracowane i wiem że wielu którzy poszli w rozwój włożyli pracę w samoakceptację , podnoszenie samooceny ruszyło do przodu. Ważne aby nie robić sobie zbyt wysokiego ciśnienia i wiedzieć z jakiego punktu się startuje a potem poprzez miłość do siebie akceptację nadchodzą stopniowe zmiany.
Sama wychodziłam z bagienka i do dziś cały czas uczę się " nie robić sobie ciśnienia" i nie porównywać swojego życia do jakiś ideałów tylko doceniać małe kroki na co dzień.
-
Jest jak mowisz. Moj ojciec nie dawal mi wsparcia i nie byl mentorem wiec nie dziwie sie, ze czuje sie momentami pogubiony.
-
Edyta
ale to, że panowie 50 plus nie wspierają swoich synów tylko z nimi rywalizują m.in. o kobiety, nie wynika z tego że tak ciężko pracują tylko z niedojrzałości, sami ciągle czują się małymi chłopcami, większość nie dorosła do roli mentora i tu jest ten problem.
-
No wlasnie. Jak teraz, kiedy sie jest juz doroslym, odbudowac te czesc siebie odpowiedzialna za prowadzenie przezmentora, ktorym jest przewaznie ojciec?
-
Zed
przede wszystkim do końca skontaktować jak bardzo k...a Ci brakowało takiego mentora, kogoś kto by Cię wspierał i na kim mógłbyś zawsze polegać, przeżyć ten ból do końca. Najlepiej to sie kontaktuje, gdy widzimy, ze ktoś to wszystko miał czego Ty nie miałeś, nawt oglądając jakiś film w tym temacie.
-
Karina, no to ja juz to w takim razie przerabialem i to wiele razy tylko ze dopiero teraz zalapalem o co chodzi. Jaki nastepny krok w uzdrowieniu?
-
Również do końca przyjąć i przeżyć ból, że już nigdy nie zjawi się prawdopodobnie żadna taka osoba w Twoim życiu i że nie ma na kogo czekać. Każdy lubi czekać, gdzieś w głębi na zbawiciela, który go poprowadzi i tak można przeczekać całe życie. Przyjąć, ze nikt takowy się nie zjawi.
-
Z tym tez juz zaczalem sie mierzyc i teraz rozumiem, dlaczego czasami brak mi tzw. intuicyjnego myslenia w wielu zyciowych kwestiach-nie dostalem od ojca ,,programu" na dzialanie, stad szukam w innych ludziach podpowiedzi.
Jaki moze byc kolejny krok? Pogodzic sie i zrozumiec to jedno, stac sie w pelni dojrzalym czlowiekiem to drugie. Skoro zabraklo ojca/mentora, jak wychowac sie do konca ,,samemu"?
-
Pogodzić się, że masz takie braki, których nic, ani nikt już nie wypełni, po prostu jesteś w pewien sposób upośledzony wobec osób, które tego dostąpiły od maleńkości. I musisz się nauczyć z tym upośledzeniem żyć. Gdy człowiek to przepracuje pojawia sie pewnego rodzaju pokora. Zostałeś w taki, a nie inny sposób ukształtowany przez los, w tym jest zarówno Twoja słabość jak i siła. Gdy zaczniesz spostrzegać również tą siłę uzdrowienie dobiegnie końca.
Zrozumiesz, że każdy został w inny sposób ukształtowany przez los i przez to jest wyjątkowy i niepowtarzalny, każdy ma swoje braki, ale również w każdym się wykształciły dzięki przeżytym warunkom również niepowtarzalne zdolności. Przestaniesz patrzec na ludzi powierzchownie i oceniać ich. Również spojrzysz głębiej na siebie i tez przestaniesz siebie oceniać, a zaczniesz doceniać.
-
Dostrzegam, ze wlasnie poprzez te braki mam zanizona samoocene poniewaz i podswiadomie, a teraz - widzac u siebie problem - rowniez swiadomie zazdroszcze moim rowiesniom tej zaradnosci i dojrzalosci emcojonalje, ktora tez chcialbym miec. Jestem pewien, ze po czescito ona jest powodem moich trudnosci w wejsciu w udana i dojrzala relacje, dlatego odczuwam tutaj lek, ze poprzez ten brak moze mi sie to nie udac.
Z tym pogodzeniem sie bedzie chyba sporo pracy bo ps nadal jakbym byl troche w szoku ze nagle dowiedzialem sie o takim czyms (uswiadomilem to sobie) i ze nie nadrobie tego calkowicie. Moze wlasnie dlatego tak bardzo garne sie do silnych kobiet, moze podswiadomie szukam u nich oparcia a to jest na dluzsza mete zle, bo one szukaja oparcia w mezczyznie.
-
Karina:) Twój ostatni wpis zaraz przekopiuję na ręczny (zeszyt) :) dzięki.
A co do tego punktu ,że już nie zjawi się TEN wybawiciel. Ja przez jakiś czas szukałam sobie nowej mamy i można powiedzieć,że znalazłam. Na początku dostałam MASĘ wsparcia. I już chciałam mówić mamo.Widać jak bylam zdesperowana żeby mi nalali do kubeczka. Ale poźniej dostałam kubeł zimnej wody na głowę. Ta osoba nawymyślała na mnie i to mnie zszokowało. Ze ktoś moze tak pochopnie mnie ocenić. Myślałam,że 'nowa' mamusia da tylko miłość. CZegoż ja naiwna chciałam od obcej , dorosłej baby, która sama swoje piekiełko przechodzi. A nawet gdyby nie przechodziła to już na to nie ma czasu by założyć mi pampersa.
Od wczoraj oswajam się z myślą,ze jednak moja mama czeka na uznanie z tym wszystkim co dała. Nie wiem jak będzie szło uzdrawianie ale oby w tę stronę z zakończeniem:)))
-
Karina
fajnie napisałaś o "stanięciu w prawdzie" które wielu ludzi myli z osądzaniem czy też obwinianiem rodziców a to nie o to chodzi. Chodzi tylko o to by wiedzieć na czym się stoi i przestać się oszukiwać, pogodzić się ze swoimi brakami i na tej podstawie zbudować sobie grunt do dalszej drogi.
co do pokolenia 50+ które nie dorosło do roli mentora też się zgadzam i ja obwiniam za to pijaństwo i znieczulicę wywołaną "lekkim pijaństwem" . Zwłaszcza "lekkie pijaństwo" jest bardzo zdradliwe bo ojciec zachowuje się jak "znieczulony cham" ale chodzi prosto nie widać że jest pijany więc jest odbierany na poważnie, dosrywanie , poniżanie , podkopywanie pewności siebie rodziny jest dla takiego znieczulonego świetną zabawą tylko otoczenie raczej się nie śmieje.
Od siebie dodam tylko że najbezpieczniej oddać się Bogu jako ojcu i w nim szukać wsparcia i mentora. "Jestem ukochanym dzieckiem Boga" to piękna afirmacja i niektórzy którzy wyrośli we wrogim środowisku doznawali wręcz euforii jak sobie to uświadomili - kto jest ich prawdziwym ojcem i z kim mogą się identyfikować , komu oddawać swoje kłopoty, komu powierzyć swoje uzdrowienie i na inspiracje od kogo się otwierać.
Choć i to mogło zostać zabrane w domach w których jakaś religia wypierała Boga Prawdziwego który jest przyjacielem i rozumie a nie osądza i karze.
-
fajnie napisałaś o "stanięciu w prawdzie" które wielu ludzi myli z osądzaniem czy też obwinianiem rodziców a to nie o to chodzi. Chodzi tylko o to by wiedzieć na czym się stoi i przestać się oszukiwać, pogodzić się ze swoimi brakami i na tej podstawie zbudować sobie grunt do dalszej drogi.
Wlasnie tu moze byc najwiekszy problem, poniewaz tacy ludzie nie dostali wzorca i teraz nie wiedza, jak sie zachowywac w sytuacjach wymagajacych tych umiejetnosci. Od kogo maja sie tego wiec uczyc? Ja np. az tak w Boga nie wierze zeby sie do niego codzien modlic i uznawac za mentora. Ja wyroslem na innych wzorcach, ktore sa malo wspolne z dzisiejsza rzeczywistoscia (moi mentorzy to byli i wciaz sa ludzie podazajacy droga anty-mainstreamowa) wiec sila rzeczy ja tez nie potrafie sie wpasowac w to, co mnie otacza bo sie z tym nie zgadzam. I tu jest sedno problemu. Wychowanie zawazylo na moim odbieraniu rzeczywistosci i umiejetnosci radzenia w niej sobie.
-
Zed1
co to znaczy "droga anty-mainstreamowa" ?
-
Jako ze moj ojciec nie byl silna osobowoscia i nie mial na mnie typowo wychowawczego wplywu, moimi mentorami w okresie dorastania bylo kontrkulturowe srodowisko, ludzie w jakis sposob zyjacy na bakier z tzw. systemem, spoleczenstwem (artysci, outsiderzy, osoby ktore negowaly tradycyjne wzorce spoleczne itp.). To zawazylo na tym, jak sie wychowalem, jakie wzorce przejalem i jak do dzis dnia odbieram otaczajaca mnie rzeczywistosc. A odbieram ja jako wrogie dla mnie srodowisko, tym bardziej ze jednym z moich podstawowych wzorcow jest negacja konsumpcyjnosci oraz tzw. dostosowania/poprawnosci spolecznej, tradycyjnych wartosci spolecznych (w wiekszosci, nie wszystkich), ktora w czasach dzisiejszych jest wlasciwie gwarantem udanego zycia w naszej szerokosci geograficznej. Ja doskonale z moimi wzorcami pasowalbym do okresu lat 80tych w Polsce czy lat 70tych na Zachodzie :). Natomiast dzisiaj powoduje to raczej conajmniej niezrozumienie wsrod ludzi, szczegolnie w moim wieku. Dzis wsrod mlodych ludzi liczy sie nie kontestacja tylko wyksztalcenie, pozycja spoleczna i dazenie do osiagniecia sukcesu (cos jak amerykanski model zycia). Stad czuje sie obco w otaczajacym mnie swiecie.
W dzisiejszym podejsciu do zycia mlodych ludzi i ludzi w ogole dostrzegam jedna pulapke: pod plaaszczykiem setek mozliwosci samorealizacji czai sie pustka zwiazana z koncentrowaniem sie na sobie, na swoich osiagnieciach, cos pod spodem zaczyna byc nie tak i czlowiek zaczyna czuc wypalenie, ze czegos mu brak. New Age'owska filozofia prosperity i mozliwosci przestaje cieszyc a zaczyna dusic. Dobrze mowicie, ze brak w tym prawdziwej duchowosci bo ja teraz tez wlasnie tak to postrzegam-ludziom brakuje glebi, umiejetnosci bliskosci, braku umiejetnosci koncentracji na drugiej osobie i na zewnatrz zamiast na sobie i swoich sukcesach.
-
Zed1
jak by było tak różowo i młodzi ludzie by tak super się dostosowywali do wymagań świata to nie było kwitnącego rynku dopalaczy, amfetaminy itp.
Trochę obserwowałam tych młodych "rekinów biznesu" i wiele za tym udawania, krygowania się , skrzętnego ukrywania nerwicy, życia na kredyt - oni swoje braki zagłuszają ale do czasu bo to ich zżera od środka bo też nie dostali odpowiedniego wyposażenia z domu ale udają że dostali. Tacy ludzie tym silniej będą się brzydzić "słabszymi" bo oni będą im przypominać o tym co sami wyparli.
Jednak nie nam się nimi zajmować, nam zajmować się sobą :)
-
Edyta, jasne ze racja co do tych ,,rekinow" jednak mi bardziej chodzilo o tych wszystkich zwyklych ludzi zyjacych z dnia na dzien. Roznica miedzy mna a nimi jest taka ze ja bardziej zalapalem sie na wzorce odpowiednie dla moich starszych rowiesnikow (braci/siostr) i moze nawet po czesci rodzicow niz moich rowiesnikow i stad blizsze mi jest pokolenie kontestacyjne (chocby srodowiska hipisowskie, punkowe czy jakiekolwiek z tamtego okresu) niz pokolenie dzisiejsze zorientowane na znajomosc informatyki, przedsiebiorczosci itp. Stad moje problemy bo ja po prostu mam odmienne wzorce i sila rzeczy one powoduja ze podswiadomie otaczajacy mnie swiat wciaz jest obcy, bo po prostu nie wroslem w niego w okresie kiedy u wiekszosci ludzi to sie dzieje. Co nie oznacza ze nie dostrzegam pozytyznych elementow dzisiaj. Dostrzegam, ale dla mnie one sa ciagle schowane pod wartswa bardzo duzego ,,syfu" plynacego dzis szerokim nurtem przede wszystkim z Zachodu, a ktorym to fascynuje sie chyba wiekszosc mlodych ludzi dzisiaj (z tego, co obserwuje). No i dlatego mam takie klopoty w relacjach z ludzmi bo sila rzeczy lepiej dogaduje sie z 40latkiem niz z 30 czy 20latkiem. A to nie wrozy jednak nic dobrego, tym bardziej jesli chce zbudowac relacja uczuciowa z partnerka w podobnym wieku. Byc moze chodzi tez tutajo to ze ja poszukuje dojrzalosci emocjonalnej i nie znajdujac jej wsrod rowiesniow powstaje pustka.
-
Edyta, jasne ze racja co do tych ,,rekinow" jednak mi bardziej chodzilo o tych wszystkich zwyklych ludzi zyjacych z dnia na dzien. Roznica miedzy mna a nimi jest taka ze ja bardziej zalapalem sie na wzorce odpowiednie dla moich starszych rowiesnikow (braci/siostr) i moze nawet po czesci rodzicow niz moich rowiesnikow i stad blizsze mi jest pokolenie kontestacyjne (chocby srodowiska hipisowskie, punkowe czy jakiekolwiek z tamtego okresu) niz pokolenie dzisiejsze zorientowane na znajomosc informatyki, przedsiebiorczosci itp. Stad moje problemy bo ja po prostu mam odmienne wzorce i sila rzeczy one powoduja ze podswiadomie otaczajacy mnie swiat wciaz jest obcy, bo po prostu nie wroslem w niego w okresie kiedy u wiekszosci ludzi to sie dzieje. Co nie oznacza ze nie dostrzegam pozytyznych elementow dzisiaj. Dostrzegam, ale dla mnie one sa ciagle schowane pod wartswa bardzo duzego ,,syfu" plynacego dzis szerokim nurtem przede wszystkim z Zachodu, a ktorym to fascynuje sie chyba wiekszosc mlodych ludzi dzisiaj (z tego, co obserwuje). No i dlatego mam takie klopoty w relacjach z ludzmi bo sila rzeczy lepiej dogaduje sie z 40latkiem niz z 30 czy 20latkiem. A to nie wrozy jednak nic dobrego, tym bardziej jesli chce zbudowac relacja uczuciowa z partnerka w podobnym wieku. Byc moze chodzi tez tutajo to ze ja poszukuje dojrzalosci emocjonalnej i nie znajdujac jej wsrod rowiesniow powstaje pustka.
ach tak rozumiem :)
ja jestem 40+ pewnie dlatego tak się dogadujemy, a nie znam zbytnio środowiska dziewczyn 25+
moje LO to były inne czasy, chodziło się w "szczurkach" rozciągniętym swetrze, grało na gitarze na przerwach i nikt niczym nie szpanował bo nie było czym, teraz to co innego to już inne czasy.
Życzę ci spotkania takiej samej młodej dziewczyny jak ty ze starym duchem :) na pewno jakieś są tylko może też myślą że są osamotnione :)
-
:) Tu wszystko sie rozbija nie tylko o spotkanie partnerki podobnej ale w ogole funkcjonowanie wsrod ludzi, bo na dzien dzisiejszy ja raczej od ludzi stronie wlasnie przez to ze sie z nimi ie dogaduje choc wewnetrznie mam potrzebe bycia z nimi i stad ten konflikt wewnetrzny.
Ta sytuacja sie tez przedklada na tematy zwiazane z praca bo aby zarabiac trzeba ludziom oferowac cos, czego oni aktualnie potrzebujea i pragna a jesli nie mozesz tego zaoferowac (tak jak ja) to albo pozostaje praca wyrobnicza typu etat czy prace czysto fizyczne albo w ogole brak pracy.
-
:) Tu wszystko sie rozbija nie tylko o spotkanie partnerki podobnej ale w ogole funkcjonowanie wsrod ludzi, bo na dzien dzisiejszy ja raczej od ludzi stronie wlasnie przez to ze sie z nimi ie dogaduje choc wewnetrznie mam potrzebe bycia z nimi i stad ten konflikt wewnetrzny.
Ta sytuacja sie tez przedklada na tematy zwiazane z praca bo aby zarabiac trzeba ludziom oferowac cos, czego oni aktualnie potrzebujea i pragna a jesli nie mozesz tego zaoferowac (tak jak ja) to albo pozostaje praca wyrobnicza typu etat czy prace czysto fizyczne albo w ogole brak pracy.
z tym się akurat nie zgodzę bo ludzie pragną różnych rzeczy np. Rafał Przybylok właścicel herbaciarni i kanału czajnikowy.pl https://www.youtube.com/user/mailpatpl/videos sam sobie stworzył pracę bo jak powiedział w jednym wywiadzie niezbyt lubił mieć szefów nad sobą i choć nie jest to interes życia i w sumie zarabia zwykłą pensję to i tak jest zadowolony bo nie męczy się i robi to co zawsze lubił - czyli pije i parzy herbatę.
Teraz ludzie coraz bardziej doceniają to co nie jest masowe, masowe dla wielu już się przejadło. Może na oferowaniu czegoś niszowego nie zarobi się krocia ale zawsze coś. Wszystko zależy od nastawienia jak się ktoś nastawi negatywnie to nawet nie da sobie szansy.
Dlatego najpierw trzeba przeżyć swój ból jak pisała Karina a potem się przejaśnia i mogą przyjść ciekawe pomysły.
-
O Edyta :) to wiekowo podobny staż mamy ;)
-
z tym się akurat nie zgodzę bo ludzie pragną różnych rzeczy np. Rafał Przybylok właścicel herbaciarni i kanału czajnikowy.pl https://www.youtube.com/user/mailpatpl/videos sam sobie stworzył pracę bo jak powiedział w jednym wywiadzie niezbyt lubił mieć szefów nad sobą i choć nie jest to interes życia i w sumie zarabia zwykłą pensję to i tak jest zadowolony bo nie męczy się i robi to co zawsze lubił - czyli pije i parzy herbatę.
Teraz ludzie coraz bardziej doceniają to co nie jest masowe, masowe dla wielu już się przejadło. Może na oferowaniu czegoś niszowego nie zarobi się krocia ale zawsze coś. Wszystko zależy od nastawienia jak się ktoś nastawi negatywnie to nawet nie da sobie szansy.
Dlatego najpierw trzeba przeżyć swój ból jak pisała Karina a potem się przejaśnia i mogą przyjść ciekawe pomysły.
Masz racje, nie wszyscy juz ida masowo choc w Polsce jeszcze trzeba bedzie poczekaj conajmniej kilka lat bo to tez kwestia czysto materialna-im czlowiek bogatszy tym ma wiecej srodkow na realizowanie swoich ,,fantazji" a wiec i nabywcow coraz wiecej wtedy jest.
Ja juz od wielu lat mam swoja nisze tylko ona nie wystarcza mi do takiego zycia jakiego potrzebuje i narazie glownie o to sie rozbija-satysfakcja jest ale niepelna.
-
Ta sytuacja sie tez przedklada na tematy zwiazane z praca bo aby zarabiac trzeba ludziom oferowac cos, czego oni aktualnie potrzebujea i pragna a jesli nie mozesz tego zaoferowac (tak jak ja) to albo pozostaje praca wyrobnicza typu etat czy prace czysto fizyczne albo w ogole brak pracy.
Zed, Edyta dobrze pisze. Ludzie różnych rzeczy potrzebują. Czasem by wejść na rynek z jakimś dobrem potrzeba czasu by ludzie się z nim oswoili, o nim dowiedzieli. Nie musi być to od razu coś w 100% odpowiadające na ich potrzeby, bo z czasem sami powiedzą, co by jeszcze chcieli, jak to widzą itp.
Ludzie są różni. Nie wszyscy chcą gnać od jednego sukcesu do drugiego. Są też tacy, którzy marzą o spokojniejszym życiu. To tylko wszechobecna propaganda wciska, że spokojne życie jest passe, że trzeba non stop sukcesy mieć.
Nie jest tak.
Karina i Edyta mają rację. Ból trzeba przejść. Zaakceptować braki, bo one też są częścią nas. A może tak naprawdę nie są brakami??
Nie ma żadnego odgórnego przepisu by się zgadzać z trendami, ulegać im i że one są jakimś obowiązującym prawem. ludziom się tak tylko wydaje. Pozawalają sobie wciskać papkę, bo myślą, że ta papka zaspokoi ich głód.
Jedni się obudzą, inni nie.
:)
-
słowa Osho - "Buntownikiem jest nie ten, kto przeciwstawia się społeczeństwu, ale ten, kto rozumie całą jego grę i po prostu z niej rezygnuje. Staje mu się ono obojętne. Nie jest przeciw niemu. I to jest piękno buntu: wolność… Rewolucjonista nie jest wolny, bo ciągle z czymś walczy – jak może być wolny? Ciągle się czemuś przeciwstawia – jak działając przeciw czemuś, może być wolny? Wolność oznacza zrozumienie. Trzeba zrozumieć grę i widząc, że z jej powodu dusza nie może się rozwijać, że z jej powodu nie możesz być sobą, po prostu zrezygnować z niej bez szramy na duszy. Przebaczasz, zapominasz i żyjesz nie trzymając się społeczeństwa ani w imię miłości, ani w imię nienawiści. Dla buntownika społeczeństwo po prostu znikło. Może żyć w świecie albo odejść od świata, ale nie należy już do niego."
-
Zed, Edyta dobrze pisze. Ludzie różnych rzeczy potrzebują. Czasem by wejść na rynek z jakimś dobrem potrzeba czasu by ludzie się z nim oswoili, o nim dowiedzieli. Nie musi być to od razu coś w 100% odpowiadające na ich potrzeby, bo z czasem sami powiedzą, co by jeszcze chcieli, jak to widzą itp.
Ludzie są różni. Nie wszyscy chcą gnać od jednego sukcesu do drugiego. Są też tacy, którzy marzą o spokojniejszym życiu. To tylko wszechobecna propaganda wciska, że spokojne życie jest passe, że trzeba non stop sukcesy mieć.
Nie jest tak.
Karina i Edyta mają rację. Ból trzeba przejść. Zaakceptować braki, bo one też są częścią nas. A może tak naprawdę nie są brakami??
Nie ma żadnego odgórnego przepisu by się zgadzać z trendami, ulegać im i że one są jakimś obowiązującym prawem. ludziom się tak tylko wydaje. Pozawalają sobie wciskać papkę, bo myślą, że ta papka zaspokoi ich głód.
Jedni się obudzą, inni nie.
:)
A co w sytuacji, gdy ma sie jakas nisze ale nie starcza ona na zaspokojenie niezbednych potrzeb i kiedy tez nie chce sie pojsc na ustepstwa pt. normalna robota bo ma sie swiadomosc, ze bedzie sie w niej meczylo? Ja wlasnie to przerabiam od wielu lat i od wielu lat stoje w miejscu. Wiec albo moja nisza nie jest adekwatna do moich potrzeb albo robie cos nie tak, aby z mojej niszy uczynic sposob na zycie dogodne dla mnie.
-
A co w sytuacji, gdy ma sie jakas nisze ale nie starcza ona na zaspokojenie niezbednych potrzeb i kiedy tez nie chce sie pojsc na ustepstwa pt. normalna robota bo ma sie swiadomosc, ze bedzie sie w niej meczylo? Ja wlasnie to przerabiam od wielu lat i od wielu lat stoje w miejscu. Wiec albo moja nisza nie jest adekwatna do moich potrzeb albo robie cos nie tak, aby z mojej niszy uczynic sposob na zycie dogodne dla mnie.
Bez poznania, co to za nisza i jak działasz za dużo nie powiem. :)
Może za mało klientów masz, albo za mało wyceniasz, to co oferujesz. A może być też tak, że wystarczy coś dodać i sytuacja się poprawi. Opcji jest sporo.
-
Zajmuje sie muzyka :). Dokladniej publikowaniem nieznanych wczesniej nagran. Problem widze w tym, ze zajmuje sie muzyka ktora dzis nie jest juz popularna, to po pierwsze, po drugie jest duza konkurencja, po trzecie - i co najwazniejsze - muzyka z plyt przenosi sie do internetu i niestety zaniza swoja jakosc (poprzez nosniki dziwkeu typu mp3), poza tym jest coraz bardziej darmowa. Tu upatruje zrodla problemow. Dochodza jeszcze do tego kwestie typowo materialne - gdybym dzialal powiedzmy w UK czy USA gdzie rynek muzyczny dziala calkowicie inaczej, byc moze sprawy wygladaly by roznie od tego, jak sie maja u mnie. Ale o tym nie ma co marzyc poniewaz do tej branzy wchodzi sie zawsze poprzez znajomosci i musialbym tam mieszkac wiele lat aby w ogole poznac tamtejszy rynek od podtaw. To odpada. Wiec powoli mysle nad zmiana niszy, bo wiem ze w Polsce czy w Europie na tym nie bedzie sie zarabiac wystarczajacych pieniedzy a kierunek, w jakim branza w ktorej dzialam sie rozwija totalnie mnie nie pociaga.
-
Zed1
jak się uporasz ze swoimi sprawami - załóż swoje radio np. internetowe
-
Zajmuje sie muzyka :). Dokladniej publikowaniem nieznanych wczesniej nagran. Problem widze w tym, ze zajmuje sie muzyka ktora dzis nie jest juz popularna, to po pierwsze, po drugie jest duza konkurencja, po trzecie - i co najwazniejsze - muzyka z plyt przenosi sie do internetu i niestety zaniza swoja jakosc (poprzez nosniki dziwkeu typu mp3), poza tym jest coraz bardziej darmowa. Tu upatruje zrodla problemow. Dochodza jeszcze do tego kwestie typowo materialne - gdybym dzialal powiedzmy w UK czy USA gdzie rynek muzyczny dziala calkowicie inaczej, byc moze sprawy wygladaly by roznie od tego, jak sie maja u mnie. Ale o tym nie ma co marzyc poniewaz do tej branzy wchodzi sie zawsze poprzez znajomosci i musialbym tam mieszkac wiele lat aby w ogole poznac tamtejszy rynek od podtaw. To odpada. Wiec powoli mysle nad zmiana niszy, bo wiem ze w Polsce czy w Europie na tym nie bedzie sie zarabiac wystarczajacych pieniedzy a kierunek, w jakim branza w ktorej dzialam sie rozwija totalnie mnie nie pociaga.
Zed podejdź do tego kreatywnie. co możesz jeszcze z taką muzyką zrobić? jak wykorzystać? w co przemienić?
Może artykuły o niej pisać, albo bloga prowadzić (i zarabiać na reklamach), albo jeszcze coś innego ;)
Mozna imprezy muzyczne dla ludzi organizować, zajęcia w szkołach dla dzieciaków, w domach kultury itp.
Opcji jest masa. Trzeba tylko na bok odstawić ograniczenia ;)
-
Zed1
jak się uporasz ze swoimi sprawami - załóż swoje radio np. internetowe
Nie zalezy mi na tym, poniewaz radio internetowe nie moze nadawac muzyki w rozdzielczosci pozwalajacej na odbior muzyki w jakosci, ktora jest uwazana za profesjonalna. Dlatego nie uznaje internetu jako nosnika dla muzyki (w szerokim znaczeniu), jak rowniez wszelkiego rodzaju formatow ktore powoduja psucie jakosci dzwieku (mp3 i tym podobne). Powinno sie po prostu przestac produkowac tego typu nosniki aby ocalic przyszlysz sluchaczy od calkowitej degeneracji muzyki i umiejetnosci sluchania jej.
-
Zed podejdź do tego kreatywnie. co możesz jeszcze z taką muzyką zrobić? jak wykorzystać? w co przemienić?
Może artykuły o niej pisać, albo bloga prowadzić (i zarabiać na reklamach), albo jeszcze coś innego ;)
Mozna imprezy muzyczne dla ludzi organizować, zajęcia w szkołach dla dzieciaków, w domach kultury itp.
Opcji jest masa. Trzeba tylko na bok odstawić ograniczenia ;)
Staram sie jednak jak juz wspomnaielm, dzis wszystko zmieza ku usrednianiu a nie odwrotnie-ku polepszaniu, umacnianiu, podnoszeniu poziomu. Przyklad z podejsciem do nosnikow audio to tylko jedna z tysiecy form jak dzis degeneruje sie to, co kiedys bylo ,,wyzsze", lepszej jakosci.
Bycie dziennikarzem muzycznym uwazam w wiekszosci przypadkow rowniez za zbyteczne-przewaznie ludzie piszacy o muzyce znaja sie na niej wylacznie teoretycznie wiec co moga konkretnego napisac poza wyrazaniem swoich opinii na jakis temat? Wedlug mnie zbyteczne na dluzsza mete, szkoda na to czasu. Albo muzyke sie umie tworzyc albo nie i rzeczy z nia zwiazane. Dlatego nigdy nie czytalem zbytnio tego typu artykulow bo najzwyczajniej w swiecie mnie znuzyly. Poza tym nie czuje tutaj czegos co by bylo interesujace dla mnie. Inne opcje podane przez Ciebie tez mnie nie pociaga. Ja dokladnie wiem czego chce-problem w tym ze dzisiaj tego nie mozna. I kolo sie zamyka.
-
Moje propozycje były jedynie przykładami na pobudzenie do kreatywnego podejścia do tematu.
Ja nie powiem ci co możesz zrobić. Sam to znajdziesz. Tylko nie zamykaj się w przekonaniu "że się nie da" :)
-
Grazyna-nie odbieraj mojego postu negatywnie, odruzcajaco. Ja po prostu dokladnie wiem, co i jak chcialbym robic w swojej niszy. Problemem jest wylacznie to, ze sposob w jaki chce to robic i jak to widze jest wlasciwie niemozliwey do zrealizowania w dzisiejszych realiach z bardzo wielu roznych powodow. I dlatego znajduje sie w miejscu, w ktorym sie znajduje. Z wielu roznych przyczyn nie chce sie otworzyc na dostepne dzis opcje, poniewaz dla mnie osobiscie nie dawalyby mi one satysfakcji ktorej oczekuje po tym, co moglbym od siebie zaoferowac w takiej formie, w jakiej ja to widze.
I nie zamykam sie na wszystko :). Po prostu moja wizja jest bardzo rozbiezna z tym, co oferuje swiat dzisiaj (z tego co napotkalem dotychczas, co bedzie w przyszlosci-nie wiem).
-
Zed nie odbieram tak :)
Rozumiem co masz na myśli. Tak myslę :)
Czasem żeby ruszyć, trzeba sie nieco cofnąć lub zacząć w węższym zakresie. Lub poczekać na sprzyjające warunki. :)
-
ale wiesz Zed ja się zgadzam.
Muzyka powinna być piękna, a nie być szumem, łoskotem...
Nie zalezy mi na tym, poniewaz radio internetowe nie moze nadawac muzyki w rozdzielczosci pozwalajacej na odbior muzyki w jakosci, ktora jest uwazana za profesjonalna. Dlatego nie uznaje internetu jako nosnika dla muzyki (w szerokim znaczeniu), jak rowniez wszelkiego rodzaju formatow ktore powoduja psucie jakosci dzwieku (mp3 i tym podobne). Powinno sie po prostu przestac produkowac tego typu nosniki aby ocalic przyszlysz sluchaczy od calkowitej degeneracji muzyki i umiejetnosci sluchania jej.
-
Zed nie odbieram tak :)
Rozumiem co masz na myśli. Tak myslę :)
Czasem żeby ruszyć, trzeba sie nieco cofnąć lub zacząć w węższym zakresie. Lub poczekać na sprzyjające warunki. :)
Ja teraz rozumiem, dlaczego niektorzy odbieraja moje wypowiedzi jako narzucanie im mojej woli. Do tego stopnia pragne, aby moje ,,wizje", pomysly ludzie akceptowali i abym mogl z nich miec srodki, ze coraz czesciej zatracam granice dobrego smaku reklamy. Frustracja zwiazana z ciaglym niespelnieniem tworzy ze mnie dyktatora zamiast wizjonera.
-
ale wiesz Zed ja się zgadzam.
Muzyka powinna być piękna, a nie być szumem, łoskotem...
Wylacznie z piekna i delikatnosci wychodza prawdziwe inspiracje.
-
Ja teraz rozumiem, dlaczego niektorzy odbieraja moje wypowiedzi jako narzucanie im mojej woli. Do tego stopnia pragne, aby moje ,,wizje", pomysly ludzie akceptowali i abym mogl z nich miec srodki, ze coraz czesciej zatracam granice dobrego smaku reklamy. Frustracja zwiazana z ciaglym niespelnieniem tworzy ze mnie dyktatora zamiast wizjonera.
Fajnie, że sobie to uświadomiłeś :)
-
słowa Osho - "Buntownikiem jest nie ten, kto przeciwstawia się społeczeństwu, ale ten, kto rozumie całą jego grę i po prostu z niej rezygnuje. Staje mu się ono obojętne. Nie jest przeciw niemu. I to jest piękno buntu: wolność… Rewolucjonista nie jest wolny, bo ciągle z czymś walczy – jak może być wolny? Ciągle się czemuś przeciwstawia – jak działając przeciw czemuś, może być wolny? Wolność oznacza zrozumienie. Trzeba zrozumieć grę i widząc, że z jej powodu dusza nie może się rozwijać, że z jej powodu nie możesz być sobą, po prostu zrezygnować z niej bez szramy na duszy. Przebaczasz, zapominasz i żyjesz nie trzymając się społeczeństwa ani w imię miłości, ani w imię nienawiści. Dla buntownika społeczeństwo po prostu znikło. Może żyć w świecie albo odejść od świata, ale nie należy już do niego."
To jest droga dzięki za przypomnienie :)
-
też dziękuję za przypomnienie o Osho :) mam sporo jego książek, chyba sobie przeczytam kolejny raz którąś z nich :)
-
To jest droga dzięki za przypomnienie :)
też mi się bardzo spodobał cytat który wkleiła Indra i rozsyłam go znajomym :)
-
słowa Osho - "Buntownikiem jest nie ten, kto przeciwstawia się społeczeństwu, ale ten, kto rozumie całą jego grę i po prostu z niej rezygnuje. Staje mu się ono obojętne. Nie jest przeciw niemu. I to jest piękno buntu: wolność… Rewolucjonista nie jest wolny, bo ciągle z czymś walczy – jak może być wolny? Ciągle się czemuś przeciwstawia – jak działając przeciw czemuś, może być wolny? Wolność oznacza zrozumienie. Trzeba zrozumieć grę i widząc, że z jej powodu dusza nie może się rozwijać, że z jej powodu nie możesz być sobą, po prostu zrezygnować z niej bez szramy na duszy. Przebaczasz, zapominasz i żyjesz nie trzymając się społeczeństwa ani w imię miłości, ani w imię nienawiści. Dla buntownika społeczeństwo po prostu znikło. Może żyć w świecie albo odejść od świata, ale nie należy już do niego."
Chyba nie do konca rozumiem slowa Osho: ,,Trzeba zrozumieć grę i widząc, że z jej powodu dusza nie może się rozwijać, że z jej powodu nie możesz być sobą, po prostu zrezygnować z niej bez szramy na duszy. Przebaczasz, zapominasz i żyjesz nie trzymając się społeczeństwa ani w imię miłości, ani w imię nienawiści. Dla buntownika społeczeństwo po prostu znikło. Może żyć w świecie albo odejść od świata, ale nie należy już do niego."
Czyli jak wtedy zyc? Przeciez odchodzac od spoleczenstwa automatycznie tez pozbywamy sie praw i przywilejow dawanych przez uczestniczenie w nim. Moze mi to ktos lopatologicznie wytlumaczyc?
-
Chyba nie do konca rozumiem slowa Osho: ,,Trzeba zrozumieć grę i widząc, że z jej powodu dusza nie może się rozwijać, że z jej powodu nie możesz być sobą, po prostu zrezygnować z niej bez szramy na duszy. Przebaczasz, zapominasz i żyjesz nie trzymając się społeczeństwa ani w imię miłości, ani w imię nienawiści. Dla buntownika społeczeństwo po prostu znikło. Może żyć w świecie albo odejść od świata, ale nie należy już do niego."
Czyli jak wtedy zyc? Przeciez odchodzac od spoleczenstwa automatycznie tez pozbywamy sie praw i przywilejow dawanych przez uczestniczenie w nim. Moze mi to ktos lopatologicznie wytlumaczyc?
Nie chodzi tu o to by porzucić życie wśród ludzi, czy stać się bezdomnym, czy jak we Francji uciec na odludzie i żyć na granicy przetrwania.
Ale by nauczyć się dostrzegać tę grę iluzji i wyjść poza nią. Czyli żyć i nie wchodzić w tę grę. Być jej świadomym, co daje możliwości nie wchodzenia w nią, unikania pułapek gry iluzji a jednocześnie życia pośród ludzi, załatwiania normalnych spraw, robienia interesów itp.
Wyjście z gry w głowie.
Kurcze, trudno opisać :)
-
Zed
zacznij od czegoś prostszego od akceptacji siebie i społeczeństwa a dopiero potem reszta.
Nie możesz przeskakiwać etapów bez zrozumienia.
-
Nie chodzi tu o to by porzucić życie wśród ludzi, czy stać się bezdomnym, czy jak we Francji uciec na odludzie i żyć na granicy przetrwania.
Ale by nauczyć się dostrzegać tę grę iluzji i wyjść poza nią. Czyli żyć i nie wchodzić w tę grę. Być jej świadomym, co daje możliwości nie wchodzenia w nią, unikania pułapek gry iluzji a jednocześnie życia pośród ludzi, załatwiania normalnych spraw, robienia interesów itp.
Wyjście z gry w głowie.
Kurcze, trudno opisać :)
Wiem, o co Ci chodzi :). Z tym ze ja caly czas nie potrafie zaakceptowac tego, ze mam placic np. podatki na spoleczenstwo ktore tak naprawde w ogole nic mi nie daje (bo dostrzegam te gre pozorow i wlasnie dlatego nie chce dluzej sie do niej dokladac w jakikolwiek sposob). Tutaj utknalem. Czuje, jak trace czas i energie dokladajac sie do tego, a tak naprawde zycie umyka mi miedzy palcami i chcialbym sie zajac wylacznie soba juz a nie wspoluczestniczyc w spoleczenstwie, od ktorego wlasciwie biore coraz mniej (bo wiem, ze coraz wiecej rzeczy jest mi zbednych juz).
-
Są pewne rzeczy, które trudno będzie ominąć.
Ale nawet Jezus mówił "oddajcie Bogu co boskie, a Cesarzowi co cesarskie" ;)
Więc mozna taki stan rzeczy zaakceptować, można próbować ograniczyć wpływ tego na nas (ludzie, którzy emigrują czy zakładają firmy w UK to własnie robią), lub udać się na odludzie ... ;)
Ale rozumiem twój punkt widzenia, bo mnie w szczególności zus mocno "irytuje" łagodnie mówiąc...
-
Są pewne rzeczy, które trudno będzie ominąć.
Ale nawet Jezus mówił "oddajcie Bogu co boskie, a Cesarzowi co cesarskie" ;)
Więc mozna taki stan rzeczy zaakceptować, można próbować ograniczyć wpływ tego na nas (ludzie, którzy emigrują czy zakładają firmy w UK to własnie robią), lub udać się na odludzie ... ;)
Ale rozumiem twój punkt widzenia, bo mnie w szczególności zus mocno "irytuje" łagodnie mówiąc...
No wlasnie :). A sytuacja polityczno-spoleczna, ogolnie mowiac, na swiecie izie w kierunku roznego rodzaju ograniczania praw i swobod (bo ludzie roczarowali sie liberalizmem i wolnoscia, boja sie np. emigrantow z biednych panstw czy roznego rodzaju ekstremizmu) i zaciesniaja prawa, daza do konserwatywnych idei, ktore nieraz przyjmuja forme lagodnej dyktatury (np. przepisy unijne w wielu kwestiach).
Ja niestety dotarlem do punktu, w ktorym calkowicie przestalem widziec sie w jakiejkolwiek kulturze, nacji czy spoleczenstwie i dlatego tak ciezko mi sie zyje; w dodatku wlasciwie odpadli mi wszyscy znajomi w mysl zasady ze oni wciaz trzymaja sie pewnych wzorcow a ja juz ich nie potrzebuje. To samo mam z praca: nie widze siebie w zadnym zawodzie juz bo wszedzie dominuja te same stereotypy a w kapitalizmie trzeba oferowac to czego chce wiekszosc (chyba ze znajdzie sie nisze ale to nie kazdemu sie udaje niestety) i kolo sie zamyka. Mecze sie zyjac, jakmam byc szczery bo gdzies umknal mi tzw. sens, cel zycia. Brak mienergii do dzialania dalszego, bo nie mam jakby po co dzialac.
-
Wiem, o co Ci chodzi :). Z tym ze ja caly czas nie potrafie zaakceptowac tego, ze mam placic np. podatki na spoleczenstwo ktore tak naprawde w ogole nic mi nie daje (bo dostrzegam te gre pozorow i wlasnie dlatego nie chce dluzej sie do niej dokladac w jakikolwiek sposob). Tutaj utknalem. Czuje, jak trace czas i energie dokladajac sie do tego, a tak naprawde zycie umyka mi miedzy palcami i chcialbym sie zajac wylacznie soba juz a nie wspoluczestniczyc w spoleczenstwie, od ktorego wlasciwie biore coraz mniej (bo wiem, ze coraz wiecej rzeczy jest mi zbednych juz).
Podatki cały czas płacimy - wszyscy. Nie tylko wtedy, gdy mamy firmy. Płacimy je również jako konsumenci :). Tego nie da się uniknąć. Dlatego lepiej zamienić bunt na akceptację, jak pisali inni :). Ponadto można żyć w społeczeństwie czując się wspieranym przez nie i wspieranym przez ludzi wokół, gdy zamiast na konkurencji i walce z nim koncentrujemy się na współpracy, zgodzie, ogólnym dostatku i dobrobycie.
Dla mnie pieniądze same w sobie nie mają żadnej wartości, ale lubię je mieć, bo mogę je zamienić na inne towary, dobra, usługi, które lubię. Lubię pieniądze, bo wiem też, że im więcej ich mam, tym więcej jestem w stanie wydać i tym samym poniekąd pomnażam bogactwo innych ludzi, korzystając z towarów i usług, które inni oferują.
Grażynka,
odnośnie ZUS-u. To kiedyś D. Loga mi coś takiego powiedział: "zacznij zarabiać tyle, że zus stanie się tylko małą częścią twojego całego dochodu. Wtedy nie będziesz musiała kombinować, jak go nie płacić. Póki się buntujesz, nie chcesz płacić - ale i tak płacisz bo musisz, a tracisz dużo energii na wkurzenie i pokazujesz podświadomości, że jesteś ofiarą niesprawiedliwego systemu. A co się dzieje, gdy koncentrujesz się na byciu ofiarą? No właśnie! Kiedy koncentrujesz się na pozytywnym przepływie, one po prostu są, nawet na zus i również wtedy, gdy są kolejne podwyżki" :)).
-
Zed1
wszystko to kwestia nastawienia, można być wdzięcznym nawet ZUS-owi, jak ktoś ma nastawienie pozytywne będzie dziękował społeczeństwu że może iść do sklepu po chodniku a nie w błocie, że ktoś posprząta w około jego domu i wywiezie śmieci , że może wieczorem iść na spacer i latarnie mu świecą i że powstaje coraz więcej parków z ławkami na których można przysiąść i odpocząć. ZUSowi można być wdzięcznym że dzięki niemu nie musimy utrzymywać naszych rodziców.
Jak ktoś będzie nastawiony negatywnie na to samo będzie narzekał. Można i narzekać wszystko dozwolone.
Świat to taki plac zabaw w którym się bawią w różne gry i zabawy np. w wojny, w dom, w cukierkowy świat różowych bajek, w kata i ofiarę, w seks, w policjantów i złodziei, w odkrywców itd... można też się w nic nie bawić i być smutnym albo szczęśliwym :)
-
raczej trudno być wdzięcznym za składkę zdrowotną jeśli się nie korzysta z usług doktorków a stosuje medycynę naturalną :-)
ale można to zaakceptować :-) może kiedyś ezoterycy i s-ka podniosą samoocenę na tyle, że usługi w zakresie medycyny naturalnej zostaną włączone do ubezpieczenia zdrowotnego :-)
-
raczej trudno być wdzięcznym za składkę zdrowotną jeśli się nie korzysta z usług doktorków a stosuje medycynę naturalną :-)
[...]
można być i za to wdzięcznym gdy cię zaboli ząb możesz jechać na pogotowie stomatologiczne i ci go wyleczą nawet wtedy gdybyś akurat nie miał pieniędzy. Gdybyś złamał nogę wezmą cię do szpitala i złożą nogę nawet gdybyś nie miał już kasy na wizytę prywatną.
-
Podatki cały czas płacimy - wszyscy. Nie tylko wtedy, gdy mamy firmy. Płacimy je również jako konsumenci :). Tego nie da się uniknąć. Dlatego lepiej zamienić bunt na akceptację, jak pisali inni :). Ponadto można żyć w społeczeństwie czując się wspieranym przez nie i wspieranym przez ludzi wokół, gdy zamiast na konkurencji i walce z nim koncentrujemy się na współpracy, zgodzie, ogólnym dostatku i dobrobycie.
Jasne, tylko ja nie czuje zadnej wiekszej tozsamosci kulturowej ze spoleczenstwem, tu jest myk. Nie czuje sie jego czescia poza tym ze tez jestem czlowiekiem urodzonym tu a nie gdzie indziej. I to wszystko. Dlatego trudno mi akceptowac cos, z czym nie mam zadnej glebszej tozsamosci.
Dla mnie pieniądze same w sobie nie mają żadnej wartości, ale lubię je mieć, bo mogę je zamienić na inne towary, dobra, usługi, które lubię. Lubię pieniądze, bo wiem też, że im więcej ich mam, tym więcej jestem w stanie wydać i tym samym poniekąd pomnażam bogactwo innych ludzi, korzystając z towarów i usług, które inni oferują.
Ja mam podobnie tylko ile mona robic cos tylko dla samych pieniedzy?
-
wszystko to kwestia nastawienia, można być wdzięcznym nawet ZUS-owi, jak ktoś ma nastawienie pozytywne będzie dziękował społeczeństwu że może iść do sklepu po chodniku a nie w błocie, że ktoś posprząta w około jego domu i wywiezie śmieci , że może wieczorem iść na spacer i latarnie mu świecą i że powstaje coraz więcej parków z ławkami na których można przysiąść i odpocząć. ZUSowi można być wdzięcznym że dzięki niemu nie musimy utrzymywać naszych rodziców.
Jak ktoś będzie nastawiony negatywnie na to samo będzie narzekał. Można i narzekać wszystko dozwolone.
Ja Ciebie doskonale rozumiem tylko poza tymi przyjemnymi dobrodziejstwami placenia podatkow jednak w o wiele wiekszej skali placimy je na rzeczy, ktore przynajmniej dla mnie, sa zbedne a sa to miedzy innymi media (poza Internetem, i to tez wybiorczo, nie korzystam z innych medialnych uslug), niepotrzebne mi sa supernowoczesne sklepy, drogi, biurowce i miliony innych rzeczy ktore oplacamy z naszych podatkow. Ale olac to, podatkow mozna nie placic albo placic jak najmniej. Mnie chodzi o to, ze ja nie mam zadnej tozsamosci ze spoleczenstwem. Prezentuje inne wzorce, idee, i najzwyczajniej w swiecie meze sie przebywajac z ludzmi ktorzy mnie nie rozumieja i ktorych ja nie rozumiem.
-
można być i za to wdzięcznym gdy cię zaboli ząb możesz jechać na pogotowie stomatologiczne i ci go wyleczą nawet wtedy gdybyś akurat nie miał pieniędzy. Gdybyś złamał nogę wezmą cię do szpitala i złożą nogę nawet gdybyś nie miał już kasy na wizytę prywatną.
To akurat sie zgadza, ale wedlug mnie podatki powinny isc wylacznie na tego typu cele. Jesli politycyc i rozne lobby pragna finansowac swoje pomysly, niech wykladaja na nie z wlasnej kieszeni a nie z kieszeni podatnikow.
-
Też nie czuję związania ze społeczeństwem, kulturą, ani z tą, ani z żadną inną. Czuję że mam prawo tutaj być i korzystać sobie tak jak chcę i lubię z tego co tutaj jest. Moja uwaga w większości skoncentrowana jest na swobodnym i łatwym korzystaniu, dlatego łatwo mi jest zaakceptować to co jest, bo mi świadomość podpowiada, że ja i tak w efekcie na tym skorzystam.
Dla samych pieniędzy nie warto, bo to męczące na dłuższą mete. Lepiej robić coś dla przyjemności i zabawy, dla dobra swojego i innych, a pieniądze zarabiać przy okazji. Przy okazji to nie znaczy, że ma być ich mało, jedno nie wyklucza drugiego :).
-
[...] Mnie chodzi o to, ze ja nie mam zadnej tozsamosci ze spoleczenstwem. Prezentuje inne wzorce, idee, i najzwyczajniej w swiecie meze sie przebywajac z ludzmi ktorzy mnie nie rozumieja i ktorych ja nie rozumiem.
pamiętam jak pisałeś że raczej stronisz od ludzi, z tego co widać dużo spędzasz czasu przy komputerze więc chyba nie spotykasz więcej niż np. 30 osób dziennie. Jeśli spotykasz tak mało ludzi to mało o nich też możesz powiedzieć poza swoje "wyobrażenia o ludziach".
Powiem ci tak - mi się kiedyś wydawało że mieszkam na osiedlu samych "mugoli" że nikt tu nie jest ciekawy aż pewnego dnia się dowiedziałam że nawet w moim bloku są osoby medytujące, rozwijające się, że na przeciwko mieszka znana artystka plastyk też medytująca, dwa bloki dalej psycholog - pisarka i aż mnie zatkało heheh teraz już się tak łatwo nie wypowiadam o ludziach.
-
No wlasnie, ja nie za bardzo lubie ten swiat bo nie jest on tozsamy z moimi pragnieniami, tym czego potrzebuej i szukam wewnetrznie.
Co do pieniedzy tez mam podobne zdanie, tylko caly myk w tym ze do dzis dnia nie czuje abym zarabial je w stu procentach na tym, co mnie i interesuje i jednoczesnie daje cos innym. Raczej zazwyczaj jest tak ze jest rozdzwiek miedzy tym co lubie ja i na czym chcialbym zarabiac swobodnie a tym, co chce spoleczenstwo, ludzie. I znowu wracamy do kwestii tozsamosci-nie bedac tozsamym trudno jest oferowac cos co inni postrzegaja jako cos z czym oni nie sa tozsami.
-
pamiętam jak pisałeś że raczej stronisz od ludzi, z tego co widać dużo spędzasz czasu przy komputerze więc chyba nie spotykasz więcej niż np. 30 osób dziennie. Jeśli spotykasz tak mało ludzi to mało o nich też możesz powiedzieć poza swoje "wyobrażenia o ludziach".
Powiem ci tak - mi się kiedyś wydawało że mieszkam na osiedlu samych "mugoli" że nikt tu nie jest ciekawy aż pewnego dnia się dowiedziałam że nawet w moim bloku są osoby medytujące, rozwijające się, że na przeciwko mieszka znana artystka plastyk też medytująca, dwa bloki dalej psycholog - pisarka i aż mnie zatkało heheh teraz już się tak łatwo nie wypowiadam o ludziach.
No, to prawda :). Rzadko wychodze do ludzi bo nie za bardzo widze aby dzialo sie dla mnie cos interesujacego. A jestem zlakniony nowych znajomosci i to nawet bardzo. Brak mi ostatnio inspiracji swiatem zewnetrznym ale jak na zlosc wszystko, co widze zamiast przyciagac mnie, odciaga mnie stanowczo.
A taka mam prace ze siedze przy komputerze, zreszta tylko okresowo bo miedzy wejsciami na forum pracuje :).
-
No, to prawda :). Rzadko wychodze do ludzi bo nie za bardzo widze aby dzialo sie dla mnie cos interesujacego. A jestem zlakniony nowych znajomosci i to nawet bardzo. Brak mi ostatnio inspiracji swiatem zewnetrznym ale jak na zlosc wszystko, co widze zamiast przyciagac mnie, odciaga mnie stanowczo.
A taka mam prace ze siedze przy komputerze, zreszta tylko okresowo bo miedzy wejsciami na forum pracuje :).
Zed1 im więcej będziesz wychodził do ludzi tym większa szansa spotkania tych którzy będą cię interesować , inspirować :)
znałam kiedyś kolegę który nie skończył studiów tylko dlatego że spotykał zbyt dużo interesujących ludzi. Był on tzw. wojem czyli kimś kto interesuje się średniowieczem i wraz z grupą ludzi mu podobnych podróżował po Polsce i świecie robiąc różne występy i popisy jako ów woj. Rodzice chcieli aby się uczył ale on już po maturze zaczął spotykać taki fajnych ludzi , i było ich tyle i wszyscy go stale zapraszali że 4 lata zamiast studiować podróżował i gościł a to u tego a to u tamtego i stale spotykał nowych fajnych.
hehehe u niego było to już przegięcie coś jak by przeciwieństwo twojego życia
-
Kinga, dzięki za przypomnienie mi o czymś :)
A ZUS na razie mnie irytuje, bo jest dla mnie na ten moment zaporowy przy uruchamianiu działalności i to przedłużenie wieku .... ech
-
Zed1 im więcej będziesz wychodził do ludzi tym większa szansa spotkania tych którzy będą cię interesować , inspirować :)
To i ja wiem juz :).
znałam kiedyś kolegę który nie skończył studiów tylko dlatego że spotykał zbyt dużo interesujących ludzi. Był on tzw. wojem czyli kimś kto interesuje się średniowieczem i wraz z grupą ludzi mu podobnych podróżował po Polsce i świecie robiąc różne występy i popisy jako ów woj. Rodzice chcieli aby się uczył ale on już po maturze zaczął spotykać taki fajnych ludzi , i było ich tyle i wszyscy go stale zapraszali że 4 lata zamiast studiować podróżował i gościł a to u tego a to u tamtego i stale spotykał nowych fajnych.
Tu gdzie zyje w ogole nie spotykam ludzi o podobnych zainteresowaniach czy inspiracjach i tu jest chyba sedno problemu. Ale jak czasem jestem w innym miescie czy patrze, co sie dzieje w sieci to mam podobne odczucie zarowno co do Polski jak i w ogole ludzi dzisiaj. Tu niestety wychodza wzorce wychowania, ze nie wychowalem sie zbytnio z rowiesnikami i teraz mam bardzo skape relacje z ludzmi ze wzgledu na to bo ci, z ktorymi sie dogaduje maja rodziny isa generalnie zajeci a ludzie mlodsi w ogole mi nie pasuja.
-
Kinga, dzięki za przypomnienie mi o czymś :)
A ZUS na razie mnie irytuje, bo jest dla mnie na ten moment zaporowy przy uruchamianiu działalności i to przedłużenie wieku .... ech
Nie tylko Ciebie :).
-
Edyta,
no wlasnie u mnie cos jest dziwnego, bo co spotkam jakas osobe, to ona nie inspiruje mnie tylko odpycha, dlatego ciagle uciekam od swiata i od ludzi, tak jakby swiat w ogole byl dla mnie obcy, niegoscinny, nie znajduje w nim tego, czego szukam wewnetrznie.
-
Zed1 - ja czasem widzę takie wzorce u ludzi którzy mają kontakt z narkotykami(wzorce narkotyczne i to co się zaprogramowało w trakcje odurzenia),często im się wydaję że inni ludzie są na nich negatywnie nastawieni,że ich oszukają,najchętniej by się odizolować i zamknąć od świata,bo wszyscy oszukują i są be,sam też tak miałem,choć teraz to jest raczej u mnie słabe.
-
Zed1 - ja czasem widzę takie wzorce u ludzi którzy mają kontakt z narkotykami(wzorce narkotyczne i to co się zaprogramowało w trakcje odurzenia),często im się wydaję że inni ludzie są na nich negatywnie nastawieni,że ich oszukają,najchętniej by się odizolować i zamknąć od świata,bo wszyscy oszukują i są be,sam też tak miałem,choć teraz to jest raczej u mnie słabe.
Nie, u mnie to sie wzielo jeszcze z okresu dziecka, wtedy nawet jakbym chcial to nie moglbym brac narkotykow :).
-
Może się przydać do kreacji, albo do odreagowania:
Typy żon według wiedzy Wedyjskiej
https://www.youtube.com/watch?v=RJ_C3M5jhCo
-
A w tak zwanym międzyczasie nie ma co się odkładać na półkę...
http://przepukamyczule.pl/ (http://przepukamyczule.pl/)
-
Vanilka-jak ty ich namierzyłaś :-))) ?
Mają chłopaki fantazję :-p ...
-
Joasia,
Vanillka ewidentnie ma jakiś radar ;))
-
Tess, radar? Chyba gaydar, haha :P
JoannaP, stare, ale jare. Mam takich kolegów, co się specjalizują w tego typu stronach. Znają też różne skuteczne teksty na podryw, z których najskuteczniejszym dla nich jak do tej pory okazał się tekst: "Przepraszam, czy ta chusteczka pachnie jak chloroform?".
:P
-
Vanilla,
a powiedzieli ci, czy znalazła się taka, która sprawdziła czy pachnie ? ;))
-
Jak się znalazła, to już raczej nie stwierdziła.
-
Wstańcie zakochani i ku niebu lećmy,
widzieliśmy ten świat, ku tamtemu więc lećmy.
to Rumi
-
co sądzicie o związkach gdzie facet jest starszy, czy to moze byc normalne ?
czyli np 30 latek i 19 latka
45 latek i 25 latka
czy to wyraz, ze ktos ma jakies niedobory ?
na pewno na krotko jest ok, ale czy to ma jakas przyszlosc ?
czy nie najlepiej jest byc z rowiesnikiem ?
-
No niby starszy mężczyzna jest bardziej akceptowany społecznie, i większości społeczeństw.
Co do różnicy, to wiadomo że traci na znaczeniu z wiekiem osób. 20 i 30 to przepaść, 30 i 40 to już mniejsza różnica, 15 i 25 to prokurator;)
I powyżej pewnej różnicy w wieku robi się jednak nierównowaga, to nie jest już związek partnerski tylko półopiekuńczy. Oczywiście, jeśli obu stronom to odpowiada, to jest ok, ale ważne aby te reguły były jasne.
Co do niedostatków to młodszej (zwłaszcza inteligentnej) osobie bardzo łatwo zaimponować, więc może być jakaś potrzeba podziwu, karma nauczycielska, niska samoocena. Bądź co bądź, atutem takiego mężczyzny nie są tylko jego wrodzone cechy, a zwyczajnie dłuższy czas w którym mógł pozbierać doświadczenia. Może się okazać że jak partnerka dojdzie do jego wieku, to stwiedzi że on kiedyś był ledwie szczylem ;)
Z innej beczki może być też nieakceptacja przemijania, szukanie młodości na zewnątrz, magia wiecznego życia.
(Oczywiście niekoniecznie w przypadku jednego związku, ale przy trwałym wiązaniu się z młódkami już tak.)
Bonusowy komiks. (https://xkcd.com/314/)
-
Zgadzam się że takie mogą być przyczyny.
Natomiast pytanie czy MOŻE to byc normalne-naturalne ?
i czy zawsze tak spora roznica musi być wyrazem niedoborow ?
czy da sie uniknąc że będzie to miało chocby w 10% jakas forme opiekunczosci ?
Dla mnie wyznacznikiem zdrowego związku jest (pomijajac pare innych kwestii) przyjaźń, taka autentyczna
Wydaje mi się, że do tego potrzebne jest jakies wielopoziomowe podobienstwo
Nie wyobrażam sobie że jakaś np 19 latka mogla by byc moja (najlepszą!) przyjaciółką- chyba ze na krotko ;) tak jak nie wyobrażam sobie że moglby to byc 19 latek (choc teoretycznie mozna byc w fajnej relacji z kazdym, ale mowimy o dosyc duzej intensywnosci i najblizszych) jest to chyba jakis poziom mentalnosci i rozwoju ktory zostawilem bezpowrotnie, czesto tez roznica w pozycji życiowej , inny stejdż, inne problemy , nie wspominając że te osoby dorastaja w innych czasach i tez przechodza troche inne problemy.
może są indywidualne wyjatki gdzie to wszystko nie gra żadnej roli, nie wiem
mam taki pogląd, nie wiem na ile prawdziwy, że zdrowo jest gdy jest ciągłość czyli od wczesnego wieku większość czasu człowiek jest w związku, lub uda mu się te braki wyzerować
wtedy seksualne intencje powinny się wypalać począwszy od tak jak w cytacie Osho który wrzuciłem od powiedzmy 42 r.ż. , ale kompletnie tez nie wiem jak zmieniaja sie z wiekiem te potrzeby i czy pociag 55 latka nie wynika juz wyłącznie z tych brakow - tak jak u 75 letniego pedofila :P hehe , sory ale pisze ze nie czuje tematu ;)
-
Nie wyobrażam sobie że jakaś np 19 latka mogla by byc moja (najlepszą!) przyjaciółką- chyba ze na krotko ;) tak jak nie wyobrażam sobie że moglby to byc 19 latek (choc teoretycznie mozna byc w fajnej relacji z kazdym, ale mowimy o dosyc duzej intensywnosci i najblizszych) jest to chyba jakis poziom mentalnosci i rozwoju ktory zostawilem bezpowrotnie, czesto tez roznica w pozycji życiowej , inny stejdż, inne problemy , nie wspominając że te osoby dorastaja w innych czasach i tez przechodza troche inne problemy.
chyba, że... czułbym się w pozytywnym sensie (w energii) jak 19 latek , czyli ta karma ktora nabyłem po tym czasie (bo kazdy nabywa chyba ze zyje caly czas w spelnieniu) by została uzdrowiona i te wszystkie doświadczenia w latach 20stych nie miały by znaczenia, jak czysta kartka , gdybam
-
czy da sie uniknąc że będzie to miało chocby w 10% jakas forme opiekunczosci ?
IMO nie, można to co najwyżej zaakceptować (i wtedy jest w pełni fajnie i OK).
chyba, że... czułbym się w pozytywnym sensie (w energii) jak 19 latek , czyli ta karma ktora nabyłem po tym czasie (bo kazdy nabywa chyba ze zyje caly czas w spelnieniu) by została uzdrowiona i te wszystkie doświadczenia w latach 20stych nie miały by znaczenia, jak czysta kartka , gdybam
To nie działa w ten sposób :)
Zdobywanie mądrości nieodmiennie łączy się z upływem czasu i z doświadczeniami. (Nawet jeśli jest to doświadczenie siedziena 10 lat w jaskini:P)
Doświadczenia same w sobie nie są ważne, mądrość ale (lub głupota) wytwarza się dzięki nim. One odpadną, mądrość pozostaje.
Gdybyś zmienił podejście, czułbyś się jak 19-latek, który ma mądrość 30-latka -- nadal jest ta różnica.
-
Wogóle nie rozumiem mimo starań drugiej części twojej wypowiedzi ;) bo u mnie było o tym , ze te doświadczenia nie maja znaczenia tak na prawde i jak się puści nadawanie temu znaczenia, to nie ma przeszkod w bliskości i 100% przyjaźni z tak młodą osobą
POZOSTAJE TYLKO ZAAKCEPTOWAĆ, czyli jednak jest coś co nie jest sytuacją IDEALNĄ ! mi to bije już pewną bladością
ale jak dużo starszy w związku ma zdolność takiej akceptacji, może tez zaakceptować, ze naturalniej, korzystniej (większe porozumienie i bliskość) jest miec babke w swoim wieku
chyba więc tam gdzie konieczna jest ta opiekuńczość , nie ma juz przestrzeni na to (pełne) partnerstwo , czyli nie jest to doświadczenie pełne przyjaźni, tylko innego typu relacji (nawet jesli jest 100% ok z perspektywy WJ, to nie jest to pełne doświadczenie związku z kobietą , tak jak związku matki i dziecka nie nazwie się przyjaźnią, to nie ten typ znajomości, nawet jak jest tam energia WJ)
-
OK :) (http://i.imgur.com/MireFel.jpg)
-
Nie wyobrażam sobie że jakaś np 19 latka mogla by byc moja (najlepszą!) przyjaciółką- chyba ze na krotko ;) tak jak nie wyobrażam sobie że moglby to byc 19 latek (choc teoretycznie mozna byc w fajnej relacji z kazdym, ale mowimy o dosyc duzej intensywnosci i najblizszych) jest to chyba jakis poziom mentalnosci i rozwoju ktory zostawilem bezpowrotnie, czesto tez roznica w pozycji życiowej , inny stejdż, inne problemy , nie wspominając że te osoby dorastaja w innych czasach i tez przechodza troche inne problemy.
Uwazam, ze to rzutuje na 90 (conajmniej) procent udanych relacji nie tylko w zwiazku, ale w ogole w relacjach miedzy ludzmi. Doswiadczam tego na swoim przykladzie - wychowalem sie na osiedlu, gdzie nie bylo zbyt wiele rowiesnikow i sila rzeczy wiecej czasu spedzalem ze starszymi od siebie. Z tego powodu juz od momentu szkoly podstawowej mialem dosc trudne kontakty z innymi dziecmi, bo po prostu bylem nad wyraz dojrzaly. Z perspektywy czasu nie bylo to cos zupelnie prawidlowego, bo zaburzylo w pewnym sensie te czesc dorastania, gdzie relacja rowiesnicza i poczucie przynaleznosci do grupy jest bardzo wazne i pozwala zbudowac pewnosc siebie. Podobnie mam z plcia przeciwna - pociaga mnie kobiety o wiele dojrzalsze emocjonalnie niz te (przewaznie) w moim wieku lub mlodsze.
-
17 nieseksualnych powodów, dla których ludzie uprawiają
seks. Frank Hajcak i Paticia Garwood
Bardzo fajna książka :)
-
Witam
Lato tuż tuż a ja znów się zapędziłem w związkowych klimatach puszczając wodzę wyobraźni. Czuje że coś wisi w powietrzu od tego mojego na wpół świadomego kreowania dlatego chciałbym zapytać jak się zabrać za temat - naiwność. Odkąd pamiętam byłem naiwny, laski waliły mi takie ściemy że koń by się uśmiał a je w to wierzyłem. Chcę przestać być taki łatwowierny i widzieć trzeźwo jak sie sprawy mają. Właśnie, - trzeźwość. To chyba dobry trop ?
Było by miło gdyby ktoś podzielił się ze mną swoim doświadczeniem w tym temacie :)
-
Mysl glowa a nie... :P.
-
Doktor-X
Doktorze , wiosna buchła majem i wszystko mi mówi , że ktoś ( nie byle
kto ) Cię pokocha .
I przekonasz się że moja przepowiednia się spełni i tak będziesz radośnie
śpiewał :
https://www.youtube.com/watch?v=Uxgh8MPtEao
i tak :https://www.youtube.com/watch?v=V1CIVDYSlzw
A może będzie to prześliczna wiolonczelistka ?
https://www.youtube.com/watch?v=Ot21huAoTOo
prześlicznie
-
hahahaha :D
Dzięki, humor humorem panowie ale szukam rzeczowej rady :)
-
Aby znaleść przyczyny naiwności czyli nadmiernemu i bezkrytycznemu wierzeniu drugiej osobie, możesz zanalizować jakiś swój związek czy sytuację w tym związku i poszukać przyczyn dlaczego wierzyłeś w to co mówiła ta osoba a co nie było prawdą.
Może po prostu chciałeś w to wierzyć? A jeżeli tak to dlaczego? A może sie czegoś bałeś?
-
No ja widze że to się sprowadza do jakiejś nieprzytomności, nie trzeźwego spojrzenia na partnerke
-
Doktor-X
To były szczere życzenia podszyte hmorkiem ,przyznasz że niekiepskie.
Nie dam Tobie żadnej rady mimo tego ,że od ' 91 jestem w szczęśliwym
związku.
Dla wyjaśnienia ani sekundy nie ,, pracowałem " nad zwiazkiem ( cokolwiek miałoby to znaczyć ).
Ponieważ - jak dla mnie - związek to nie głowa tylko SREDUCHO.
https://www.youtube.com/watch?v=gZYJPYiJstg
https://www.youtube.com/watch?v=PVeL6wR1S_U
serdecznie
-
Doc,
Było by miło gdyby ktoś podzielił się ze mną swoim doświadczeniem w tym temacie :)
Na forum ?? !
Od czego by tu zacząć, hm ....
A tak na serio. Ile masz tego doświadczenia, że cię tak te laski łatwo urabiały ?Raz tak było , cztery razy. Pozdarzało sie parę razy na razie - się ciesz, że "w ciążę z żadną z nich nie ...."To po pierwsze.
A po drugie, czasem dzieci z toksycznych rodzin chwytaja się "byle kogo", byle był, byle przytulił, posłuchał, poradził był obok=przy.
Mają nadzieję, że nadrobią w ten sposób to, co im rodzice w dzieciństwie spieprzyli. I nie zapewnili.
Może porównaj te sytuacje z tym co znasz z domu na temat związków, relacji ?
-
Doktor :). Spytaj siebie, co cie kreci - laski na jedna noc czy zwiazek? Jesli to drugie, to co mozesz dac drugiejosobie, a co moze tej osobie np. przeszkadzac w Tobie. Na czym ci zalezy w zyciu. To ze chcesz miec druga osobe to prawie kazdy tak ma tylko co w przypadku, gdy tak naprawde wazniejsze jest dla Ciebie spelnienie zawodowe np? Tutaj trza rozkminic :).
-
No właśnie Tess, mało obycia z dziewczynami skutkuje też taką naiwnością i nieprzytomnością. W sumie to zdałem sobie sprawę wczoraj z czegoś ważniejszego. Na większość rzeczy o które tu pytam i pytałem na przestrzeni lat znałem sam odpowiedź tylko trzeba było na chwilę usiąść w spokoju i zadać sobie odpowiednie pytanie, pomyśleć a coś się zawsze samo pojawiało i drążyło temat :)
I jeszcze taka refleksja, do wielu pobocznych problemów nie trzeba przykładać zbyt dużej wagi, warto zdawać sobie sprawe z ich istnienia a jeszcze bardziej z tego że te problemy same się rozwiązują w wyniku pracy nad grubszym tematem, wszystko jest ze sobą połączone i to jest wspaniałe że nie trzeba tyrać z każdą jedną pierdołą osobno. Poczułem za to wdzięczność :)
Naiwność i nieprzytomność mi minie jak stanę się gotowy i otwarty na więcej i zdam sobie sprawę że w każdej chwili świat może zorganizować mi fajne laski a nie że muszę się natrudzić by jakąś mieć
pkrl5758
Wiem czego chce, ale boje się że to nie podrodze w moim boskim planie. Taki to dylemat mam już od ładnych paru lat.
-
Doc,
I jeszcze taka refleksja, do wielu pobocznych problemów nie trzeba przykładać zbyt dużej wagi, warto zdawać sobie sprawe z ich istnienia a jeszcze bardziej z tego że te problemy same się rozwiązują w wyniku pracy nad grubszym tematem, wszystko jest ze sobą połączone i to jest wspaniałe że nie trzeba tyrać z każdą jedną pierdołą osobno.
Do - kła - dnie ! :)
-
Doktor-X
Żeby się zakochać ( WIELKA MIŁOŚĆ ) nie jest potrzebne jakiekolwiek
obycie z dziewczynami .wiem co mówię i nie jest to teoria .
On kochał ją , a ona jego - ot i wszystko .
to pisałem ja - nieobyty
-
On kochał ją , a ona jego - ot i wszystko .
Ale chyba jeszcze kocha. ?
;)
-
Tess
to taka licencia poetica
lirycznie
-
Czy na dłuższą trasę związek wegetarianina z mięsożercą będzie trwały?
wydaje się , że tak bo cóż to dla miłości
z drugiej strony że jednak proste to nie bedzie
Jesli harmonia wypełni i zaistnieje na innych poziomach to może ten 1 akurat nie przeważy w stronę rozstania...
pewnie zalezne bedzie od osob tworzacych relacje
-
A czy w ogole jakiekolwiek zwiazki sa trwale? Nie sadze...
-
pkrl5758
Są trwałe poprzez swoje PIĘKNO .
pięknie i trwale
-
tak, piekno jest wieczne!
-
Piękno jest po to aby zachwycało .
-
Czy może być tak, że dwie osoby maja czystą karme i jest miedzy nimi silne przyciaganie i moga tworzyc dlugotrwaly zwiazek? (gdy maja jeszcze karme z innymi osobami, ktora mimo to ich nie przyciaga, bo np ci z czysta karma maja wspolna droge/ wizje zycia i to np jest silniejsze?
Czy moze to wbrew prawom grawitacji i gdy dusza nie widzi juz "lekcji" w danej relacji (nic do odkrycia, brak obciazen z dana osoba) traci sie zainteresowanie nia i wlacza sie przyciaganie do innej (bo zawsze ktos tam gdzies z czyms nieodkrytym jest (wspolna karma)- przynajmniej u mnie :p
-
Jak mają czystą karmę a jest harmonia to jest tym milej , poprostu jest niezakłócony przepływ energii miedzy dwoma osobami. Chyba, że jeszcze może być
karma, która właśnie sobie stworzą, poprzez swoje aktualne nieczyste intencje, czy destrukcyjne mechanizmy jakie maja np do zwiazku ogólnie, czy do harmonijnych osob.
No i może być jeszcze tak, że jest karma, ale nie ze sobą wzajemnie,tylko jakby wokoło ich związku np bycie rozdzielanym przez osoby z zewnatrz, strażnicy, kodowanie itd.
Wtedy oni do siebie mają czysto, ale coś się uruchamia( np kodowania na ta osobę) i inni ludzie zaczynają bruździć w relacji.
-
Mowiąc konkretniej, oczyszczam karme z pewną kobietą, zastanawiam się czy jak oczyszcze ją całkiem , to czy ona może mnie jeszcze interesować.
-
medżikowsky a w jaki sposób oczyszczasz karmę? jakimiś technikami?
-
Afirmacje, regresing, rebirthing eft
Nie wyrazilem sie nawet jasno, bo teraz to glownie oczyszczam swoj obecny stosunek do niej (wynikajacy z mojej karmy) , jestem tylko swiadomy ze jest karma i jakie to wcielenia
Czy sama wspolna droga zycia tudziez zbiezne cele (przy tym opisie Laki tzn milo i spokojnie) moga tworzyc trwaly zwiazek
Nie mam jej zdjecia dalbym do zbadania komu trzeba a sam nie jestem w stanie stwierdzic dokad mnie zaprowadzi ten proces i czy tylko sie uwalniam, czy to prowadzi do zwiazku.
-
To tak bardziej ogólnie. Myślałam że odcinasz wahadłem np.
-
Kompromis w związku.
Kompromisy są pewnym rozwiązaniem ale chyba tylko na krótko. I zależy czy dotyczą kwestii zasadniczych, czy popierdółek.
Na dłuższą metę ci, którzy na nie idą mogą się czuć pokrzywdzeni, oszukani.
Można więc popracować nad poprawą związku - lecz terapia może być żmudna. A jej efekt nieprzewidywalny.
Można sie też po prostu rozejść. Wyciągnąwszy uprzednio odpowiednie wnioski z doświadczenia.
-
Zamiast kompromisu może być intencja Najwyższego Dobra i odpuszczanie tego co jest zachcianką z ego z obu stron.
Jeśli dla kogoś kompromisem jest przykładowo bycie akceptującym, miłym, wspierającym i szanującym w związku oraz pozytywne nastawienie, to problemem nie jest temat kompromisu tylko niedojrzałej osobowości.
-
Sylvia
Dokładnie :)
-
Laka:)
Już było, ale warte przypominania:
Najbardziej typowymi cechami osobowości zdrowej w ujęciu A. Maslowa (za: Pytka) są m.in.:
Realistyczna percepcja rzeczywistości.
Akceptacja siebie, innych i otaczającego nas świata.
Spontaniczność, prostota i naturalność w stosunkach z innymi.
Prospołeczność, altruizm.
Zdrowy dystans wobec rzeczywistości – potrzeba intymności, prywatności.
Poczucie autonomii.
Zdolność do przeżywania szczytowych stanów, olśnień i ekstaz, radości;
Pozytywne nastawienie do innych.
Zdolność do wchodzenia w głębokie związki z innymi (wymagające zaangażowania emocjonalnego).
Kreatywność.
-
Ja mam tylko jeden taki problem w związkach z ludzmi, partnerem. Taki główny, który trudno mi przeskoczyć, by być w bliskości i akceptacji.
Chodzi o to, że się ciągle asekuruje, bo mam przekonanie, że moje bezpieczenstwo w związkach
polega na tym by w odpowiednim momencie nie dopuścić to siebie blisko kogoś kto okaże się szkodliwy, czy toksyczny dla mnie. Że gdy już jestem blisko w jakiejś relacji z taką osobą, bo np nie dostrzegłam jakiś jej negatywnych intencji( mogla ich nie przejawiać, ale byly w jej pś) to już moj
błąd i teraz pozostaje mi konsumowanie skutków, czyli negatywnych zachowan tej osoby.
Potem sprowadza sie to do tego, że przecież nikt nie jest doskonały, każdy ma jeszcze jakieś nieczyste intencje które moze przejawić więc lepiej trzymać na dystans, nie wchodzić w związek partnerski. Bo prędziej czy później przejawi to wobec mnie. A wtedy mogę mieć pretensje tylko do siebie... że weszłam w to. I w drugą stronę to oczywiście działa, dopóki nie jestem super oczyszczona, czy nawet oświecona to ja mogę szkodzić komuś będąc z nim w zwiazku.
To jakaś paranoja... Przecież ludzie znajdują fajnych dla siebie partnerów i są w bardzo dobrych związkach będąc na całkiem cięzkim etapie życia, nawet wtedy gdy mają mocno jeszcze nie poukładane z sobą i w wielu sprawach.
-
No dokładnie Laka.
A czy to przypadkiem nie ty pisałaś kiedyś że niepotrzebujesz już partnera i seksu bo seks się znudził a to co mógłby dac partner sama już potrafisz sobie dać ? Chciałbym dojść do takiego poziomu, może z pominięciem seksu :)
-
Doktor-X
To co napisałam poniżej to postrzegam jako mój temat do uzdrowienia, że czegoś nie pojmuję nie rozumiem " jak to działa" i stad mam takie przekonania.
Lęki przed bliskością generalnie.
Nie pamiętam, czy tak pisałam:) To nie tak, ze seks się znudził, myślę że nadal ma potencjał :D Tylko potrzeba odpowiedniego partnera i dla mnie podejścia tantrycznego
do tematu;)
Jeśli chodzi o potrzebowanie partnera, to mhhh dobrze mi bez partnera, ale czuję że z partnerem jest lepiej :D Nawet bym powiedziała, że duuużo lepiej.
Tylko trzeba mieć poukładane w temacie.
Na razie tak wysokie wibracje jakie mam w przepływie z połówką trochę mnie przestraszają, w pewnym momencie poczułam
w sesji tak silny lęk na pomysł bycia w spełnieniu z połówką, że mnie telepało z zimna i tego lęku całą sesje. Chodziło o tą mega harmonie, otwartość tej osoby i spełnienie, a także ogromną transformację jaka by się mogła dokonać w nas obojgu, czyli w moim odczuciu oznaczałoby to puszczenie bardzo wiele z ego, z własnych zaślepień i ograniczeń, przekonań, wyobrażeń.
Z podniesieniem bardzo wibracji, podniesieniem świadomości a nawet rozpuszczeniem ego w miłości. To był chyba lęk przed śmiercią, śmiercią ego i ogromne poczucie niegodności w przepływie miłości w sercach, takiej, że tak to nazwe "jakby sam Bóg mnie kochał" , zjednoczenie w energii czystej miłości, poza wszelkimi ograniczeniami. Coś niesamowitego. Jak doświadczenie bycia dotkniętym przez Boga.
To coś o wiele lepszego od bycia samemu:) No i cudownie jest czuć tą drugą osobę w jedności z sobą, widzieć siebie, swoją esencje, prawdziwą naturę w jej/ jego oczach.
Czuć jaka to cudowna energia, istota, jaka piękna, a zaraz zdajesz sobie sprawę, hej ja też dokładnie taka jestem :D
Pracuję nad godnością i bezpieczeństwem :) By sobie w pełni na to pozwolić.
-
Wydaje mi się to takie znajome. Jakby było coś subtelnego w tym, nieuchwytnego. Nie jest to wzorzec czy intencja, jest to bardziej pewne tło, tło które z jednej strony wydaje się nam podstawowe i takie nasze i swoje, z drugiej nadaje ono nienaturalny rytm naszemu życiu, temu co czujemy i jak odbieramy świat, więc zarazem temu jak bardzo możemy się otworzyć, czy przejawić. Rytm który wydaje się jak najbardziej naturalny i logiczny, a w tym samym czasie, gdyby nie on moglibyśmy być dużo bardziej szczęśliwi przecież. Paradoks. Koan.
-
No brzmi konkretnie. Zastanawiam się od jakiegoś czasu jak się ma uwalnianie od przywiązań do takiego głębokiego zjednoczenia z partnerem.
-
Laka
No ja z moją połóweczką spotkaliśmy na takim etapie życia, gdzie byliśmy wciąż jeszcze mocno obciążeni naprawdę ciężkimi dzieciństwami, o karmie z poprzednich wcieleń i czy typowo bliskościowo-związkowych obciążeniach już nie wspominając. I jak się zaczęły odpalać kolejno te wszystkie rzeczy to momentami było naprawdę ciężko, ale wiesz co? To byłą jedna z najlepszych rzeczy jakie mnie spotkały. A to dlatego, że to co się działo, to nie była bezmyślna destrukcja i zniszczenie, to była PRZEOGROMNA moc miłości, która zaczęła nas wypłukiwać z taką intensywnością, że szkoda gadać. I w efekcie wyszły ze mnie takie części mojej osobowości, o które się nawet nie podejrzewałem, bo wydawało mi się że ze mną już nie jest tak źle, że sobie sporo pooczyszczałem.
A to było zwykłe oszukiwanie się. Przerobiłem swoje przez te 4 lata przed spotkaniem połówki, ale to wciąż był wierzchołek góry lodowej. I gdybym był wciąż sam, to do tej pory większości tych rzeczy bym pewnie nie tknął. I może było momentami strasznie, dramatycznie i ciężko, ale kurcze nie żałuje niczego. Było na tyle ciężko, na ile walczyłem z przyjęciem miłości w miejsce tych wszystkich obciążeń i nie wiem czy istnieje jakakolwiek inna metoda, żeby ogarnąć takie rzeczy w tak ekspresowym tempie, po za właśnie rezonansem dwóch idealnie dobranych do siebie serc, które się nawzajem tak bardzo kochają.
Kiedyś wyczytałem w artykule o upadku świadomości, że niektóre UA odnajdywały w ten sposób skutecznie drogę do Boga - poprzez rezonans podnosiły wibracje w dość szybkim tempie. I rzeczywiście coś w tym jest - my nawet jak w danym czasie nic świadomie nie robimy ze sobą, to cały czas idziemy w górę - ciągle coś przychodzi samoistnie co nas nieustannie rozwija, inspiruje, otwiera na to co najlepsze. Nie da się nie czuć tej energii, która Cie ciągle wypycha w górę.
Cena za to była taka, że trzeba było przejść przez najkoszmarniejsze części swojego wnętrza i się z nimi skonfrontować, ale było warto i gdybym musiał to bym to powtórzył bez mrugnięcia okiem.
Nie ma co się bać tych wysokich wibracji, to jest najlepsza rzecz jakiej kiedykolwiek doświadczyłem i nie zamieniłbym tego na nic innego.
I nie ma żadnych wymagań co do tego, aby spotkać swoją połówkę - wystarczy naprawdę szczera chęć i otwartość. Wcale nie trzeba przerabiać swoich obciążeń na sucho, z kochającym partnerem jest dużo szybciej i lepiej! A to dlatego, że prócz swojej własnej pracy, macie ten rezonans miłości, którą spory kawał roboty robi za was. Dlatego też nie polecam odwlekania tego w nieskończoność.
Nie musisz Laka przerabiać teraz nie wiadomo czego. Co do np. bezpieczeństwa - ja miałem takie lęki przed fizyczną bliskością, że na samym początku za każdym razem jak partnerka dotknęła niespodziewanie moja brzucha - to aż podskakiwałem. Nie wiem jak długo bym to przerabiał orając samotnie sesje regresingu i afirmacje - na żywo z partnerką wystarczyło dosłownie kilka spotkań pełnych czułości i przeszło jak ręką odjął :)
Jak się ma opory i lęki przed idealnym związkiem to nic tak nie pomaga jak samo jego zakosztowanie :)
Doktor-X
Tak się ma, że jak partnerzy doświadczają razem głębokiej miłości to siłą rzeczy zaczynają czuć, że przywiązania nie są do niczego potrzebne, bo są sztuczne i tylko ograniczają tą cudowną miłość - odpada więc to samoistnie. A jak się już taplasz w tej miłości to dociera do Ciebie że zasługujesz na wszystko co najlepsze tak po prostu, kompletnie bezwarunkowo więc tym bardziej zanika potrzeba przywiązywania się do czegokolwiek.
-
Clint, dzięki:) Jak czytam Twoje wypowiedzi to jestem coraz bardziej pewna że chcę spotkać mojego połówka.
-
Dzisiaj po modlitwach poddania tematu Bogu dotarło do mnie, że kluczem jest akceptacja...siebie. I nie chodzi o wbijanie sobie na siłe, że akceptuje, tylko zrozumienie, uświadomienie "jak to działa". Dla mnie ogólnie rozwój sprowadza się do uświadomienia "jak to działa":) To jest klucz, oczywiście wszystko inne jest po drodze, by własnie to pojąć. Że tylko to tak naprawdę ma sens, zaakceptować siebie, inaczej pogodzić się z sobą. Wtedy pojawia się zgoda, że zasługuje na miłość TU i TERAZ, taka jaka jestem.
A co z tym idzie zasluguje na wsparcie, szacunek. Wtedy człowiek uwalnia się świadomością ( i podświadomością) od uzależnienia od partnera bo doskonale jest zgodny z tym, że zasluguje. Wtedy też nie ma zabardzo miejsca na wchodzenie w toksyczne związki, bo jest się już poza tym. A nawet jeśli okazaloby się, że jesteśmy z nieodpowiednim partnerem, to automatycznie jest w nas pełna zgodna i oczywistość, że nic nie tracimy, gdy on odchodzi, a jesteśmy gotowi na odpowiedniego dla nas.
Co za komfort:D Poczucie bezpieczeństwa, swobody w wyrazaniu milosci i akceptacji. Taki paradoks :)
Odszedł mi konflikt wewnetrzny pt. " nie moge kochać siebie, bo wtedy nie dostane miłości od partnera, przestanie mi zależeć na nim i na tej miłości i związek przestanie mieć dla mnie sens, rozsypie się". Co za iluzje, żyjemy w tych iluzjach, lękach, oporach, a Rzeczywistość jest taka fajna, prosta, bezpieczna i doskonała :)
Jeśli chodzi o akceptacje, to ważnym elementem jest zaakceptowanie siebie w kontekście swojej drogi w materii. U mnie np jest akceptacja duzą harmonii wibracji, ale już
harmonia( wolę slowo zgodność , bo moja pś lepiej je rozumie,a harmonie to kojarze z harmonią kolorów czy kształtów;P) w materii, to jakaś abstrakcja dla mojej pś.
I duży ból, że są te połówki, ale ciągle jakby za szybą zbudowaną z tych materialnych aspektów. Poczułam, ze ważnym elementem jest wlasnie zaakceptowanie siebie
właśnie w kontekście materii, tzn swojego upadku...świadomości oczywiście( mi wywalało poczucie winy i niegodności wobec połówki, że zeszłam, a on został, co ciekawe z inną połówką było odwrotnie ;)) Pogodzić się z sobą czyli zaakceptować swoją obecną drogę rozwoju, swoje obecne cele i zainteresowania, potrzeby. To że ma się takie a nie inne uwarunkowania. Miałam jakieś takie dziwne oddzielenie siebie tej prawdziwej od tego czym jestem w materii. Coś jak przekonanie, ze ta materia do tylko iluzja, ona
nie jest ważna, jestem tu na chwile i słyszałam o tym, że to obciażenia upadkowe, ale mimo to wewnętrznie czułam, że to prawda. Bo to jest prawda! :) Gdy wchodzę w medytacje, to pokazuje mi się, ze to wszystko są iluzje, że tak naprawdę to w mojej relacji te wszystkie nasze zainteresowania, chciejstwa, cele nie są ważne, że nie jesteśmy tym. To tylko taka gra, formy, zachcianki. One są malo ważne.
I tak i nie.
Tylko że... weszliśmy w pewną strukturalność jaką jest materia między innymi. Dziwne mieć poczucie wręcz na codzień, że jest się w czymś takim, czuć jednocześnie ten gradient, taka natuaralna strukture różnych rzeczywistości. To może momentami stwarzać poczucie konfliktu wewnętrznego, rozdarcia, dopóki nie ma sie przerobionej podświadomości.
Trzeba zaakceptować siebie na każdym poziomie tej struktury w jakiej jesteśmy. Czyli także materii, astralnej i nie walczyć a zrozumieć jej prawa i zgodnie z tym działać.
Aż do momentu wyjścia poza. Mi się to wydawało tak błache, że nie chciało mi się przywiązywać do tego wagi, a jednak póki się w czymś jest to warto współpracować z tą przestrzenią, a nie sie jej opierać. A nieakceptacja swojego przejawu w tym skutkuje niezgodą na bycie kochanym i spełnionym w związku właśnie w tym momencie życia
w który jesteśmy i pś czekanie na to po oświeceniu( czyli wyjściu ze sfery materialno, astralno mentalnej). Wg mnie każdą z tych sfer trzeba zaakceptować, pojąć i wyjść poza:)
Jeszcze w temacie celów mi przyszło, że nasze zainteresowania mają często głębszy sens, dusza chce cos przejawić w tym świecie, jest coś takiego chyba jak "misja duszy". Ale nie chodzi i misję w sensie poświęcenia się dla kogoś, a raczej przejawienie jakieś wysokiej jakości dla dobra innych istot, np Gaji, w zgodzie z sobą, z Boskiej inspiracji. Takie Boskie działanie. To może się przekładać w materii na konkretne zawody, ale cel jest bardziej abstrakcyjny np szerzyć energię radości. To jest jak Boska esencja którą ma się w sobie, takie ziarenko- wibracja którą wręcz jesteśmy jako istota.
I dusze to rozumieją.
Teraz widzę to też tak, że związek jest jednym z elementów które dusze chcą doświadczyć, przetransformować w świadomość, ale są też wyższe cele ;) Jak rozwój.
To zabawne bo z jedną moją połowka nie mam karmy,a nasze dusze w milości dogadały się, że sobie pomogą. Wzajemnie będą się wspierać w rozwoju. I tak to spotkanie
jest poukładane. "Choć pokażę Ci co mam, a Ty mi pokaż swoje i się od siebie nauczymy". Czasem to pokazywanie nie jest miłe, nie dlatego że robimy sobie krzywdę, tylko jest bolesne dla osoby która blokuje coś w sobie, a ta druga to przejawia. Mam takie poczucie jakbyśmy wzajemnie troszczyli sie o siebie jako dusze. " Jak Ci idzie?"," Na jakim jesteś etapie?", " A może coś Ci pomóc?" " Wywala Ci? A to dobrze, uzdrowi się :D".
Wzajemna nieskończona miłość, wsparcie są ważniejsze niż zwiazek partnerski.
Clint
Dziękuję za posta, " z nieba mi spadłeś" bo pare dni temu chcialam Cię wypytać trochę w tym temacie, chodziłeś mi po głowie, jako osoba do której powinnam się zwrócić.
W końcu tego nie zrobiłam, a sam sie pojawiłeś :)
-
Clint
Super to co piszesz, tylko czasem połowki moga byc niedopasowane życiowo. Wiec moga miec inne cele na to życie. Choć wiesz mi przyszlo uświadomienie, ze to
zupelnie nie ma znaczenia. Ale nie pojmuję tego do końca. Choć myślę na wyższym poziomie nie ma, ale na poziomie drogi w jakiej jesteśmy , by żyć ze sobą to jednak ma.
Ja mam taki lęk zwiazany z połówką...że jak już jestem w towarzystwie tej osoby, to się rozpływa moje chcenie, mam poczucie kompletności, spełnienia i zaczyna być
wszystko inne nie ważne. Nie ważne co zjemy, gdzie pójdziemy. Co będziemy robić, bo mam poczucie że w pojedynkę, albo z kimś innym mogę robić niby cudowne rzeczy,
a i tak nie czuć takiego głębokiego spełnienia, blogości, szczęścia jak będąc przy połówce( nawet nie musimy rozmawiać). Więc dla mojej pś te wszystkie ważne dla mnie, określające mnie rzeczy które zwykle robię na codzień, cele, dążenia tracą na znaczeniu w jakości doświadczenia. Trochę to straszne:P
-
Laka
Mamy chyba różne definicje połówek :) Dla mnie połówka to osoba, która jest dla mnie idealna na teraz, pod każdym możliwym względem. Nie ktoś z przeszłości, nie ktoś kto kiedyś był idealny. Nie ktoś, kto ma "tylko" idealną harmonię serc czy energii. To jest ktoś, kto jest po prostu kompletnie i całościowo dobrany do mnie z wzajemnością.
I to nie znaczy, że jesteśmy klonami czy coś, ale po prostu z naszego wspólnego bycia razem nie wynikają żadne sprzeczności z naszym Najwyższym Dobrem, prawdziwymi celami, potrzebami i marzeniami wypływającymi z serca (a wręcz przeciwnie - często to się wspiera nawzajem, a w najgorszym razie jest neutralność). Dla mnie niedopasowanie życiowe (realne, a nie pozorne, wynikające z obciążeń) automatycznie wyklucza nazywanie danej pary połówkami.
Zresztą powiem prościej - jak ktoś ma niedopasowane do Ciebie cele życiowe czy sposób bycia czy cokolwiek innego naprawdę ważnego - nie trać czasu na tą osobę, nawet nie nazywaj jej swoją połówką, niezależnie od tego jak by Ci pikawa nie tańcowała przy niej, bo tylko mieszasz sobie w głowie. Pamiętam z Twoich starych postów sprzed lat jak pisałaś o swoim pierwotnym połówku i jak się go mocno trzymałaś, nawet długi czas po rozejściu. I mam właśnie wrażenie, że masz/miałaś duży problem z trzymaniem się przeszłości, starych, dobrze znanych relacji. Podświadomość żyła przeszłością, próbując odtworzyć coś sprzed tysięcy lat, coś czego już dawno nie ma i nie będzie, bo zarówno Ty jak i Twoje stare towarzystwo zmieniło się nie do poznania poprzez własne, indywidualne doświadczenia. Każde poszło w swoją stronę i nie ma sensu ciągle próbować odtwarzać, to co się zna i za czym się tęskni. Ja wiem, że najgłębsza i najcudowniejsza pamięć prawdziwej miłości, ale jeszcze cudowniejsza jest miłość tu i teraz. A ta jest tworem ruchomym, żywym, zmieniającym się, więc ona nie znosi stagnacji i trzymania się przeszłości. Prawdziwa miłość wiąże się ze zmianami, z nowościami, ruchem, życiem. Trzeba więc pozwolić sobie odpuścić to co się znało i otworzyć się na coś nowego, to nie gryzie i nie ma się czego bać :)
Moja obecna partnerka to osoba, która najprawdopodobniej mi co najwyżej mignęła w kilku ostatnich wcieleniach, nie mieliśmy wcześniej nic wspólnego ze sobą, pochodziliśmy z kompletnie innych grup. I to jest super, bo w naszych starych, karmicznych grupach po prostu nikogo nie było sensownego do związku, mimo że znalazłyby się pewnie osoby z dużą harmonią serc czy energii.
Akceptuje też to, że np. w przyszłym wcieleniu czy za kilka wcieleń stwierdzimy, że chcemy pobyć sami albo z kimś innym. Może w dłuższej perspektywie nasze drogi się rozjadą, a może po prostu będziemy potrzebować innych doświadczeń. Obecne życie chcemy spędzić calutkie razem bo o tym marzymy i jest to dla nas ważny cel, ale też nie będziemy ze sobą przez wieczność. I to wszystko jest ok, nie musimy się przecież wiecznie trzymać razem nawet jeśli wciąż będziemy super dopasowani do siebie. Dlatego też trzymanie się osób nie pasujących pod jakimś istotnym względem to dla mnie kompletne nieporozumienie.
Sprawa jest prosta - jak ktoś jest dla Ciebie idealny to znaczy, że jest idealny :) Taka osoba już z samej definicji, nie będzie Ci w niczym wadzić, nie będzie Cię ograniczać czy unieszczęśliwiać Cię (choć oczywiście możesz to sobie sama robić poprzez tą osobę). Myślę, że to co ci piszesz o tym, że to nie ma znaczenia na wyższych poziomach z tym dopasowaniem to sztuczki Twojej pś, która kombinuje jak tu się trzymać starych, niedopasowanych ludzi. Dla mnie to stek bzdur. Dopasowanie życiowe jest cholernie ważne, zawsze, na każdym poziomie. Im wyżej jesteś, tym wszystko jest prostsze. Nie kompilujesz sobie życia zbędnymi relacjami, jak coś nie pasuje to ucinasz to szybko i bez zbędnych sentymentów, bo po prostu całą sobą czujesz że to nie ma sensu, ani dla Ciebie ani dla tej osoby.
A co do chcenia przy połówce - to u mnie to działa tak, że rzeczywiście będąc dużo szczęśliwszym i spełnionym, zeszło mi mnóstwo spiny na niezadowolenie ze swojego życie i kombinowanie jak je zmienić, ale nie poszło to w drugą skrajność. Wciąż mam swoje cele, zajęcia, wiele rzeczy robi mi taką czy inną różnicę. Może się mylę, ale to o czym piszesz, kojarzy mi się nieprzytomnością i odlatywaniem pod wpływem harmonijnych wibracji - coś na zasadzie, że jak już mam moją upragnioną harmonię (na poziomie serca, energii) to wszystko inne się nie liczy, tylko trzeba to chłonąć. Może to lęk przed ponowną utratą na zasadzie - muszę się tym nacieszyć w pełni póki mam, więc resztę olewam na maxa :D No, ale na pewno nie jest to do końca zdrowe, bycie z połówką powinno pomóc ugruntować się w rzeczywistości i działaniu w materii, a nie na odwrót ;) Ja wciąż odkrywam, że mogę coraz więcej i chce z tego korzystać. Dużo rzeczy chciałbym jeszcze w tym życiu zrobić, a chęci i zapału mam dużo więcej niż przed poznaniem połówki :)
-
Jak się ma opory i lęki przed idealnym związkiem to nic tak nie pomaga jak samo jego zakosztowanie :)
:)
-
Clint
Zgadza się:) Dzięki za porady.
Ale dla mnie połówka to harmonija mega istota energetycznie z tego samego drzewa, a idealny partner to co innego :)
No ale racja, że ważne jest tu i teraz :)
-
Laka
Ja mam taki lęk zwiazany z połówką...że jak już jestem w towarzystwie tej osoby, to się rozpływa moje chcenie, mam poczucie kompletności, spełnienia i zaczyna być
wszystko inne nie ważne. Nie ważne co zjemy, gdzie pójdziemy. Co będziemy robić, bo mam poczucie że w pojedynkę, albo z kimś innym mogę robić niby cudowne rzeczy,
a i tak nie czuć takiego głębokiego spełnienia, blogości, szczęścia jak będąc przy połówce( nawet nie musimy rozmawiać).
Mnie tam daleko do połowek, ale ja mam takie zdanie
Przy połówce mocno cie się podnoszą wibracje i stad te wszystkie odczucia, ktore na dłuższą mete wcale nie są zagrożeniem. Bo z czasem przyzwyczaisz sie do przebywania w wyższych wibracjach i wszystko wróci do normy, czyli zechce ci się działać i osiągać cele.
-
Tak sobie myślę teraz... że właśnie tak, boję się bo nie wiem co mnie czeka... a może wiem, a może boje się że sfiksuje, ze to będzie matrix ;)
Chyba, że takie lęki mi kodowano, bym właśnie nie odblokowała. Co jest mocno prawdopodobne.
Ja mam inne pochodzenie niż anioły, inne doświadczenia, przestrzenie w których przebywałam na początku, inaczej też wyglądała moja świadomość , no działanie przed
upadkiem/ oddzieleniem się od Boga było inne zupełnie. Drogę upadku mam wspólną z aniołkami od pewnego momentu, ale w innym zupełnie kontekście. I te same niby
wzorce u mnie mają często inne podłoże, inną strukturę w pś. Nie mówię o jakimś DDA tylko głębszych rzeczach zwiazanych z relacją z sobą, Bogiem, a co z tym idzie z
połówkami. I pojawienie się takiej osoby mocno mi to odblokowuje, i świadomość, pamięć, zdolności. Tego się chyba boję.
A ignoruję trochę materię faktycznie pś, bo wydaje mi się ona czymś takim błachym, ale nie na codzień, tylko to się odpala przy połówkach. Tak czuję, ze muszę mieć spore ugruntowanie w materii by móc odblokować pewne pokłady świadomości i nie dostać pomieszania ;)
Tak sobie myślę, że mam tak poukładane obciażenia, że wręcz potrzebuję mieć połówkę w otoczeniu, nie koniecznie nawet w zwiazku, by móc poruszyć pewne tematy związane z relacją z sobą i Bogiem. Bo to jest mocno połączone.
-
Clint
A jeśli chodzi o przyciągnięcie idealnej osoby do związku, ktore bedzie pasowala w 100% na poziomie materialnym to miałes sam ze sobą poukładane w tym temacie?
Tzn w temacie tego jaki jestes, czego chcesz? Bo zastanawia mnie czy to wazne by wiedziec.
Bo jak ktos ma ze sobą nie poukladane, to moze nawet przyciagnac idealnego dla siebie partnera i nawet nie wiedzieć że jest harmonia, bo np partner bedzie sie zajmował czyms co jest jeszcze poblokowane u tej drugiej osoby itp.
Czasem jest tak, ze pewne zainteresowania, to co sie robi w zyciu wynika samo w ciagu naszego rozwoju, bo wczesniej mielismy blokady, a nawet bysmy nie byli w stanie
sobie tego wyobrazić :)
U mnie w wielu zainteresowaniach było tak, ze najpierw ktos blisko mnie się tym zajmował a mnie to nawet nie interesowało, a dopiero z czasem odkrywalam ten talent i chce robienia tego u siebie. Poprostu wczesniej nie wpadłam na to, albo byłam zbyt poblokowana by wogóle myslec o tym, o sobie w taki sposob.
Wiesz wiec jak sie otworzyc na partnera ktory jest z nami w zgodnosci z ND, jesli samemu się nie jest ;)?
-
Laka
Zdecydowanie nie miałem poukładane w tym temacie :) No, ale ja też sobie nie kreowałem partnerki mentalnie jak to jest w różnych cudownych przepisach - że masz określać dokładnie różne cechy itd. Dla mnie to jest patologia i robienie sobie krzywdy. Osoba, która jest na tyle zamknięta że musi korzystać z takich przepisów, z pewnością nie wie wszystkiego o sobie i nie jest świadoma wielu rzeczy i ich konsekwencji. Dlatego też ja powierzałem to wszystko Bogu (jak zresztą wszystko) i koncentrowałem się na ogólnikach takich jak miłość, uczucie bliskości, harmonii, itd. Tego pragnąłem i to jednoznacznie byłem w stanie określić jako pozytywne i korzystne. I to też wystarczyło.
I gdy się spotkaliśmy to zaskoczył nas ogrom podobieństw i współgrania na wszelkich możliwych płaszczyznach, ale pojawiły się też różnice. Na początku baliśmy się tych różnic, baliśmy się że nas poróżnią. Z takich większych przykładów to ona strasznie uwielbiała zwierzęta i miała w domu cały zwierzyniec, ja zaś z kolei podchodziłem z dystansem do kwestii zwierząt w domu, szczególnie że w domu rodzinnym miałem naprawdę głupkowate, niegrzeczne psy po których niemal codziennie (sic!) sprzątałem kupy i siki po całym domu na przestrzeni kilku lat (jeden z nich miał skrzywioną psychikę nie do naprostowania :P). Z drugiej strony ja zaś byłem fanatykiem rozwoju, a ona mimo dużego zainteresowania tematem miała w sobie duże lęki i bunt do rozwoju.
I te dwa tematy przez jakiś powodowały czasami dosyć poważne zgrzyty, ale oboje ciągle czuliśmy że te różnice nie są naturalne, że to tylko kwestia obciążeń. I rzeczywiście z czasem, ze mnie zeszły różne warstwy obciążeń, przez co otwarłem się mocno na miłość do zwierząt i tak jak kiedyś za bardzo nie chciałem psa, teraz sam częściej gadam o tym, żebyśmy coś zrobili żeby go już mieć :) Ona z kolei pooczyszczała sobie stosunek do rozwoju i w połączeniu ze swoją mądrością i otwartym sercem stała się jedną z najbardziej ogarniętych rozwojowiczek jakie znam - to w jakim tempie do niej wszystko przychodzi i się zmienia na lepsze to ja czasami nie ogarniam :) Nie mogę przestać się dziwić jak widzę jak inni ludzie latami kręcą się w kółko, a ona w tak krótkim czasie przerobiła tak ogromne ilości rzeczy, że tego nie da się opisać, więc nie będę tego opisywał :) No i momentami to ona bardziej mnie motywuje do pracy nad sobą, niż ja ją ;D
Obecnie nie ma już w naszych życiach żadnych sprzeczności, mamy współgrające ze sobą cele, podejście, motywacje. Jako, że nie mieliśmy na początku poukładane to były zgrzyty między nami, ale zawsze ufaliśmy że będzie dobrze, że to wszystko jest tylko kwestią czasu i rzeczywiście było :)
Dodam jeszcze, że miałem o tyle "łatwo" że od lat czekałem na osobę, przy której poczuje konkretne uczucie - wiedziałem, że po prostu przy niej będę wiedział że ona to ona. I tak po kilku latach mówienia "meh" przy każdej napotkanej kobiecie, przy niej od razu wiedziałem że to ona i tak już zostało mimo upływu trzech lat. To uczucie było cenne w ciężkich chwilach, gdzie na logikę można było mieć wątpliwości. Dlatego podstawa to nie myśleć za dużo, a przede wszystkim czuć sercem :)
-
Clint
Super:D Fajnie ze to napisałeś. Też tak czuję, jak tu piszesz, zeby skupić się na tych tzw ogólnikach, poddawać Bogu bo określanie to może nasz ego nawymyślać głupot.
Skupiać się na pozwoleniu sobie na te przejawy jak czysta głeboka miłość itd.
Wiesz co, ja gdy pojawił się na horyzoncie połówek niedawno to poczułam tak ogromne pokłady niegodności, nie zasługiwania i lęku jak nigdy dotąd. A jak wiesz połówkowy temat nie
mi obcy i nie jadną połówkę albo prawie połówkę spotkałam i mam nawet wsród znajomych. A jednoszcześnie ogromny przepływ czystej miłości i to takiej "do dna". To mnie totalnie zbiło z
tropu. A nic nie kreowałam i wcale nie miałam ochoty na związki i ruszanie tego tematu. Jednak od dłuższego czasu pracowałam z afką na temat bycia sobą prawdziwą.
Więc przyjęłam z wdzięcznością z dobrodziejstwem inwenatarza tą osobę, w sensie że jest w moim życiu gdzieś tam i sobie uzdrawiam temat, jak widzę, że coś mi pokazuje sobą. Od tego czasu bardzo dużo uzdrowiłam w różnych tematach. ( połówka mam na myśli osoba o 100% harmonii wibracji, serc, dusz itp, nie koniecznie życiową do związku). Co ciekawe mi juz w cwiczeniu na drogę zycia 3 lata temu wyszlo ze dokladnie w tym czasie, taka osoba się pojawi i to jest dobre:) Tylko, że wywala mi na moje ograniczenia, jak jeszcze przy nikm mi nie wywalało. Taki silny mam proces od paru miesięcy, że wychodzi cała moja niska samoocena, kodowania, zakłamanie, opory na realizację siebie itd.
Oczywiście transformuje się intensywnie na +:)
No własnie czuć sercem i słuchać intuicji:) Cokolwiek by inni ludzie nie mówili, bo często mówią na logikę;) Właśnie o to mi chodziło też, że czasem się wydaje, ze cos nie pasuje, a wlasnie wynika to zablokowania. No ale jeśli jest silna intencja obojga do dążenia do prawdy w sobie to uzdrowi się to i bedzie zgodność, jeśli taka rzeczywiście jest :)
Ale super czytać, że tak przebrnęliście przez to pozytywnie.
Ja Ci powiem, że jak byłam z tym połówkiem o którym wspominałeś kiedyś, to on wiedział kim jest, mowil mi o tym, mowił mi o swoich obciazeniach z innych obszarów, ktore wydawaly sie bzdurne, nielogiczne i abstrakcyjne. Nikt o czymś takim nie mówił, nie słyszał, wszyscy to wyśmiewali, nawet ja uważałam, że coś mu się mocno pomieszało. Wogóle tego nie rozumiałam i nie akceptowałam. Choć coś we mnie głęboko mówiło, ze coś w tym jest, czułam jakąś prawdę. No zbyt się bałam by zobaczyć
i w sumie sama byłam pokodowana mocno na bycie aniołem, wsród aniołów;) Dopiero po ok 3-4 latach sama doszłam do tego , zupełnie przy okazji.
Od tego czasu słucham uważnie swojego głosu wewnętrznego, nawet jeśli inni mówią inaczej, a logika i nawet wydarzenia pokazują coś innego.
-
Doktor-X
Tak się ma, że jak partnerzy doświadczają razem głębokiej miłości to siłą rzeczy zaczynają czuć, że przywiązania nie są do niczego potrzebne, bo są sztuczne i tylko ograniczają tą cudowną miłość - odpada więc to samoistnie. A jak się już taplasz w tej miłości to dociera do Ciebie że zasługujesz na wszystko co najlepsze tak po prostu, kompletnie bezwarunkowo więc tym bardziej zanika potrzeba przywiązywania się do czegokolwiek.
No być może tak jest. Trudno mi to zrozumieć bez doświadczenia tego, być z jakąś osobą 30 lat, mieć tyle wspomnień i cudownych przeżyć a potem w jednej chwili papa i idziemy dalej, ale pewnie jest jak piszesz tylko nie potrafie jeszcze tego ogarnąć, nie ten level :)
-
Co ciekawe mi juz w cwiczeniu na drogę zycia 3 lata temu wyszlo ze dokladnie w tym czasie, taka osoba się pojawi i to jest dobre:)
Laka, jakie to ćwiczenie?
-
Kochani moi najukochańsi
Wystarczy KOCHAĆ
milośnie wszystkim
-
iloveperfumes
A bardzo proste, robiliśmy kiedyś u Leszka na wczasach :)
Na kartce pappieru rysujesz linie i starasz sie na niej zaznaczac nawajzniejsze, zwrotne punkty w Twoim zyciu, najpier te w przeszlosci i w jakim wieku bylo sie wtedy, wszystko
co ma jakies wieksze znaczenie, tez osoby ktore byly wazne by je spotkac. A potem tak samo przyszlosc. Co jeszcze sobie zaplanowalismy na to wcielenie. Najlepiej wczesniej
modlitwe zrobic by sie pokazalo i robić to w stanie medytacyjnym.
-
Laka
dzięki i życzę Ci powodzenia:)
-
Proszę i dzięki:)
-
Z okazji Walentynek:
Więź w związkach:
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/130
-
Jak zwykle świadomość świadomością, a podświadomość sobie.
Świadomie to miłość jest wolnością, miłym uczuciem. Ale moja podświadomość swoje wie. Już wiem dlaczego tak bardzo bała się związków i nawet nie chciała słyszeć o kreowaniu czegokolwiek. Dla mojej podświadomości miłość to presja i zniewolenie. Ciągłe pretensje, przymus kochania osób, których nie ma się ochoty kochać.
I przymus bycia z nimi i poczucie winy, że się nie staram wystarczająco. Bo jam bym sie bardziej starała to pewnie bym pokochała.
"Dlaczego nie chcesz byc ze mną. Co ja Ci zrobiłem, ze nie chcesz byc ze mną?!"
"Dlaczego nie kochasz swojej matki? Zobacz, inne dzieci tak bardzo kochają swoje mamusie. Nawet jeżeli te matki ich nie kochają. Widocznie za dużo miłości dostałaś i nie potrafisz tego docenić!"
Teraz widzę co całe moje popieprzenie dotyczące związków i miłości. Ciekawe co wykreuję po uwolnieniu tych głupot :) A może się ukarze kolejna warstwa głupot.
Zaczyna mnie ciekawić ten temat i zaczynam wchodzić w szczegóły, a to u mnie pierwszy zwiastun tego, że uzdrawiam, a nie ślizgam sie po temacie :).
-
Kobiety nie szukają wymarzonego faceta. One często szukają jakiegokolwiek faceta, a później jak go już mają to chcą go przerobić na wymarzonego.
Metoda jest rewelacyjnie genialna! Więc 36,7 proc. nowo zawieranych małżeństw kończy się rozwodem.
A ile związków kończy się, zanim przerodzą się w coś poważniejszego?
8 pytań, które lepiej zadać zanim się z kimś zwiążesz
https://pokolenieikea.com/2016/04/07/8-pytan-ktore-lepiej-zadac-zanim-sie-z-kims-zwiazesz/
To są BARDZO WAŻNE pytania!
-
Jeśli ten test mówi prawdę, to jestem w idealnym związku.
-
Czy to możliwe, żeby ten, z którym przez tyle lat prowadziło się wojnę, był tym najbardziej właściwym ???!!!
-
Do prowadzenia wojny najpewniej tak!
Może jakieś inicjacje w sparing - partnerów?
-
Ja na pewno mam ....
Posypało się wszystko w związku , po 35 latach,
tylko chciałbym się dowiedzieć konkretnie jakie one są , czego dotyczą i poznać sposób na odinstalowanie tych inicjacji.
-
Albo kilka sesji regresingu, albo przynajmniej 1 węzły karmiczne.
Do tego afirmacje miłości, delikatności, łagodności i harmonii. Oj, będzie wywalało!
-
Kornel :(
U mnie posypało się dawno temu. Od pieciu lat oddzielnie, od trzech w stanie wojny, ale ostatnio coś się zmienia - tak bardzo, że kilka dni temu przez byłego męża pozostającego w wieloletnim związku z nową partnerką zostałam przedstawiona jako ŻONA! Zaistniałe między nami przyciąganie, synchronizację, telepatię i zgodność trudno mi nawet opisać. Kiedyś powiedziałabym "magia" - teraz nie wiem, jak to określić. Niestety wciąż czuję ogromne pokłady żalu i złości ze strony mojego byłego męża i jest mi przykro... Mam nadzieję, że modlitwa z Ho'oponopono pomoże nam obojgu wyczyścić te niewypowiedziane pretensje. I akurat dla mnie nie ma znaczenia, jak ta sytuacja dalej się będzie rozwijać - oby tylko zgodnie z Najwyższym Dobrem.
Ale ty, Kornel, jeśli możesz i chcesz naprawić swój związek, to próbuj, próbuj, próbuj. A potem jeszcze raz próbuj... naprawić swoje intencje, tak długo, aż nie będą czyste od żalu i egoizmu. Reszta sama się dopasuje :)
-
Dla tych, którym pomieszała się miłość z emocjami, czyli dla większości rozwojowców:
Dlaczego kobiety wolą dupków?
https://www.youtube.com/watch?v=3WGwGnUzOyo
Jak byc atrakcyjnym dla kobiet ? Dlaczego kobiety kochają chamów ?
https://www.youtube.com/watch?v=EYSc9UEtjZE
-
Leszku, skąd ta pewność, że to tylko emocje? A jeśli tak właśnie Bóg prostuje nam ścieżki?
-
Bóg prostuje ścieżki tym, którzy są otwarci i gotowi na ich wyprostowanie!
Pozostałym dowala kiepska karma, wynikająca np. z bezmyślności, powierzchowności, uporu, czy wręcz z zaślepienia.
Pożądanie mocnych wrażeń nie jest POZYTYWNĄ cechą osoby rozwijającej się duchowo.
-
Bóg prostuje ścieżki tym, którzy są otwarci i gotowi na ich wyprostowanie!
Pozostałym dowala kiepska karma, wynikająca np. z bezmyślności, powierzchowności, uporu, czy wręcz z zaślepienia.
Bardzo dobrze powiedziane, to dotyczy całego życia i każdej jej dziedziny.
-
Być może bardzo dobrze powiedziane, tylko dla kogoś z "kiepską karmą, wynikajacą np. z bezmyślności, powierzchowności, uporu, czy wręcz zaślepienia" nic z tego nie wynika.
Ponadto, powstaje tu pętla, że Bóg jako czysta miłość może uzdrowić wszystko, ale tym z kiepską karmą nie uzdrowi, bo ... są niegotowi. Więc kiedy będą gotowi?
Leszku, Kingo, opisałam historię, która sprawiła, że zaczęłam nad sobą pracować. Jednocześnie z moją pracą, odnajdywaniem negatywnych i krzywdzących nie tylko mnie samą schematów i zachowań, zaczęły zmieniać się moje córki, zmieniły się układy w mojej pracy i - również - zmieniło się nastawienie do mnie mojego byłego męża. Wiem, że jeszcze mnóstwo pracy przede mną - te trzy lata w porównaniu z innymi osobami z forum, to chyba niewiele? Ale nie rozumiem wpisów, które zaprzeczają budowaniu zaufania do Najwyższego Dobra. Chyba, że piszcie coś ot, tak sobie, dla samego klikania w klawiaturę ;)
-
JenKa,
przyznam szczerze, że ja nie czytałam twoich wcześniejszych wpisów. Dopiero teraz zerknęłam, co pisałaś do Kornela, nie czytałam nawet tego co jest w linkach, które zamieścił Leszek, a jedynie ostatni wpis, który zacytowałam, z którym się zgadzam i który odniosłam do własnego życia i obserwacji innych :).
Ten wpis, który zacytowałam, wcale nie zaprzecza budowaniu zaufania do ND i Boga, wręcz przeciwnie :). A Ty jesteś realnym przykładem zmiany, jaka się dokonuje przy zaufaniu i przy własnej pracy nad sobą :).
-
JenKa
Do tego, co napisała Kinga, mogę dodać, że MUSIAŁAŚ być na tyle otwarta, żeby przyjąć pomoc! TO dzięki Twojej otwartości udało Ci się dokonać zmian w swoim życiu!
Przyznam, że Twoja interpretacja wypowiedzi Kingi i mojej, zszokowała mnie tak, że aż mi szczęka opadła :(
No dobra, mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej dzięki Twojej rosnącej otwartości :)
Powodzenia!
Dla kontrastu napiszę o kobiecie, która nie była otwarta. Miała wsparcie swego męża, moje i jeszcze stale chodziła na spotkania do katolickiej psycholożki. Po kilku miesiącach terapii u niej, gdy wydawało się, że już będzie lepiej, nawaliła się narkotykami, nachlała i... zabiła. Bo Bóg nie spełnił jej 1 zachcianki w wyznaczonym przez nią terminie kilku miesięcy!
-
https://www.youtube.com/watch?v=fMmQE56xaH8
Ciekawa medytacja na przyciąganie partnera
-
Od kiedy medytacja jest autohipnozą? czy też autohipnoza medytacją?
-
W szczególnych przypadkach moze zdarzyć sie to co w artykule ponizej.Na forum cudownegopotralu dawno temu był bum i pomieszanie w tym temacie.pozniej przyszlo otrzezwienie i wnioski.wnioski takie jak w tym artykule.Przy czym mowa byla tylko o anielskich pierwotnych połowkach i ich jazdach karmicznych.Przyszla wtedy konkluzja,ze jest IP-idealny partner,-ka na to wcielenie i rzadko bywa,ze to sie pokrywa z pierwotną połowką.Tak czy siak musi byc gotowosc dwojga.http://akademiaducha.pl/blizniacze-dusze-co-robic-kiedy-gonisz-a-kiedy-uciekasz/
-
Art. oparty o NIEZROZUMIENIE.
Nie wykluczam,że mogą być takie przypadki, ale to raczej opisy sytuacji INDYWIDUALNYCH, a nie ogólne!
Fakt, że na CUD panowała euforia wynikająca z niezrozumienia, ale... pasująca do marzeń i pragnień. Zapewne dlatego uwadze uszły tak ważne art., w których wyjaśniałem, co i dlaczego nas spotyka, a także, jak to przepracować:
Zanim spotkacie idealną "połówkę"
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/132
A gdy się już spotkacie...
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/133
Harmonia - klucz do szczęścia w związku
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/265
Brakuje jeszcze omówienia największego destruktora związków pierwotnych połówek.
Chodzi o praktyki INDYWIDUALIZOWANIA SIĘ, by być ODMIENNYM od Boga i pierwotnej "połówki". Jeśli ktoś to robił, to tak zaburzył harmonię między pierwotnymi połówkami, że bez głębokiego naprawienia karmy, bez usunięcia przekodowań energetycznych, astralnych i mentalnych, nie ma szans na uzyskanie długotrwałej harmonii w związku z pierwotna połówką. Owszem, w przebłyskach tę pierwotną harmonię moze odczuwać, ale na co dzień będą działały mechanizmy dysharmonii wprowadzane przez wiele wcieleń, zgodnie z pierwotną intencją RÓŻNIENIA się.
Uwolnienie się od indywidualizacji i jej skutków warte jest każdej ceny i każdej pracy. Nie warte cierpień, które towarzyszą dysharmonii :)
-
Art. oparty o NIEZROZUMIENIE.
Nie wykluczam,że mogą być takie przypadki, ale to raczej opisy sytuacji INDYWIDUALNYCH, a nie ogólne!
Dokładnie, jak przeczytałem ten artykuł w zeszłym tygodniu to się za głowę łapałem w kilku miejscach (artykułu, nie głowy :D) - ktoś tu najwyraźniej doświadczył bądź był świadkiem niezłych jazd i uznał je za powszechnie występujący standard. A to przecież każdy ma własną karmę, własne intencje i motywacje.
Spotkanie dwóch idealnych połówek sprawia że doświadczają one rezonansu miłości i to jest bardzo potężne uczucie. Jeśli połówki pozwolą sobie być razem, siłą rzeczy ten rezonans i jego efektu stają się codziennym doświadczeniem, a to ciągnie za sobą duże konsekwencje. Przede wszystkim wibracje dostrajają się do miłości, a wszystko stoi w sprzeczności z miłością - jest z dużą siłą wypłukiwane. Jak ktoś ma ciężką karmę i dużo obciążeń to nie jest to proces ani łatwy, ani przyjemny, więc reakcje też są różne - jedni uciekają, inni wpadają w zakłopotanie nie wiedząc czemu czują jednocześnie tak cudowne i tak okropne rzeczy w związku, a jeszcze inni pozwalają sobie to przepracować. Bzdurą jest twierdzenie, że zawsze jedna osoba będzie uciekać, a druga gonić. Równie prawdopodobne jest że oboje uciekną, albo oboje będą gonić :)
-
To jest dorobek wiedzy regresingowej,o ktorej ta dziewczyna nie ma pojecia.wyciaga wnioski na podstawie swojej historii.nie ma wiedzy o pochodzeniu duszy,inicjacjach w polowke,inicjacjach pierwotnych polowek itd.
-
To po co takie coś reklamować i to jeszcze z sugestią,ze lepsze? :)
-
ja nie napisalem nigdzie ze lepsze.ktos tu pisal o odczuciach w relacji,ktore moglyby wskazywac na klopoty polowkowe.
"U mnie posypało się dawno temu. Od pieciu lat oddzielnie, od trzech w stanie wojny, ale ostatnio coś się zmienia - tak bardzo, że kilka dni temu przez byłego męża pozostającego w wieloletnim związku z nową partnerką zostałam przedstawiona jako ŻONA! Zaistniałe między nami przyciąganie, synchronizację, telepatię i zgodność trudno mi nawet opisać. Kiedyś powiedziałabym "magia" - teraz nie wiem, jak to określić. Niestety wciąż czuję ogromne pokłady żalu i złości ze strony mojego byłego męża i jest mi przykro... Mam nadzieję, że modlitwa z Ho'oponopono pomoże nam obojgu wyczyścić te niewypowiedziane pretensje. I akurat dla mnie nie ma znaczenia, jak ta sytuacja dalej się będzie rozwijać - oby tylko zgodnie z Najwyższym Dobrem."Wrzucilem,zeby pomoc,cos zasugerowac.Dziewczyna od artykuły niedawno wystąpila z tym własnie materialem w programie porozmawiajmy tv.poza tym liczylem na Twoj-leszku komentarz i własnie o to mi chodzilo.O tej indywidualizacji .Clint-ale Ty spotkales pierwotną połowke czy Idealna Partnerke na to wcielenie?.Wnioski tej dziewczyny,jak postepowac sa pozytywne.pokrywaja sie z radami jak postepowac w relacji toksycznej milosci .
-
Clint-ale Ty spotkales pierwotną połowke czy Idealna Partnerke na to wcielenie?
Idealną partnerkę. Moja pierwotna połówka prawdopodobnie nawet nie schodziła w materię i oświeciła się pewnie dawno temu. Była o tyle mądrzejsza że od razu wybrała Boga, zamiast mnie i pewnie się nawet nie zatraciła tak jak ja :D Z powodu traum jakie przeżyłem w wyniku takiego biegu wydarzeń miałem mocno samotniczą karmę i praktycznie w ogóle nie tworzyłem związków partnerskich - i to do tego stopnia że nawet jeszcze w tym życiu dla mojej pś pojęcie związku było abstrakcyjnym konceptem, czymś czego do końca nie rozumiała! :D Może to był jeden z powodów dla których jak już w końcu się otwarłem na związek to nie na byle jaki, ale już taki 100% harmonijny. A już na pewno dzięki temu nie miałem tendencji do ganiania za starymi partnerkami karmicznymi, bo ich zwyczajnie nie było :D Z czystą kartą wystarczyło tylko puścić obciążenia odpychające związki i poszło z górki, żadnych tabunów karmicznych partnerek, ufff :)
Co do artykułu - autorka pisze z poziomu dość ograniczonej świadomości tematu i zarówno teorie, jak i wnioski z nich płynące są w wielu punktach błędne, naciągane bądź oparte na mylących uogólnieniach. Ja bym artykułu nie polecał komuś, kto nie czuję się pewnie w temacie, bo mógłby sobie sporo namieszać np. oczekując że pewne rzeczy muszą się wydarzyć w jego relacji mimo że wcale nie musiałyby.
-
Dzieki Clint-to jest tworczy efekt,tego tworczego fermentu w tej sprawie jaki mial miejsce na cudzie.Szkoda,ze niektore wątki z forum nie ocalały i nie znalazly swego miejsca tutaj.
-
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=298019030587169&id=100011372242550
Nawet ciekawie o bliźniaczych duszach
-
Jaka jest różnica pomiędzy "pierwotną połówką" a "idealną partnerką"? Myślałem, że to jedno i to samo. Więc nie jesteśmy my jako my "całością"?
-
Jaka jest różnica pomiędzy "pierwotną połówką" a "idealną partnerką"?
Pierwotna połówka była pierwszą 100% harmonijną istotą z jaką się bawiłeś na samym początku swojego istnienia, a idealna partnerka to 100% harmonijna istota na tu i teraz. Mamy wolną wolę, swoją karmę, swoją indywidualność, itp. więc siłą rzeczy pierwotna połówka prędzej czy później musiała przestać być idealna, bo mało prawdopodobne jest żeby przez tysiące, miliony lat wybierała idealnie współgrającą drogę ze swoim partnerem. Nikt nie będzie idealnie do nas pasował przez wieczność, więc nie ma co się przywiązywać - zmiany są naturalną częścią naszego istnienia, a opieranie się zmianom to opieranie się Bogu w nas.
Więc nie jesteśmy my jako my "całością"?
Szczerze przyznam, że nie wiem skąd się brały pierwotne połówki. Nie mam pamięci rozdzielania się z kimś na pół. Przypominałem sobie co nieco kiedyś z momentu zyskiwania samoświadomości i nic tam takiego nie było. Są to jednak na tyle abstrakcyjne tematy że nie chciałem niczego przesądzać. Osobiście wydaje mi się, że w przypadku choćby aniołków to po prostu na początku, kiedy byliśmy tak blisko Boga i miłości to było bardzo łatwo o tak harmonijne istotki i jakoś tak naturalnie, samoistnie łączyliśmy się w pary, bo przenikanie się było bardzo przyjemne.
Aniołki które wikłały się w karmę, w większości prędzej czy później się rozchodziły i oczywiście jak to przewrażliwione i emocjonalne UA miały w zwyczaju - musiały narobić dramatu, krzyków i lamentów z powodu utraty tej swojej "pierwszej, prawdziwej i jedynej miłości". Jako, że często po tysiące lat nie potrafią odchorować tego wszystkiego - powstały piękne historię o jedności pierwotnych połówek, o konieczności ponownego pojednania jako warunku koniecznym jedności z Bogiem, itp. Po prostu do dzisiaj kombinują szykując sobie powodów do trzymania się starego, czegoś co przeterminowało się nawet tysiące lat temu.
Woda w rzece płynie cały czas do przodu, a niektórzy by chcieli zatrzymać a nawet cofnąć jej bieg, zamiast pozwolić sobie płynąć z prądem.
-
Clint
Ja pamiętam, że pierwotne połówki wyłoniły się z tej samej części (przestrzeni) energii Boga : )
-
Tola
Mogło tak być :)
-
Moje wspomnienia z sesji regresingowych mówią, że "wyłoniliśmy się" jako całość. Wskutek sprzecznych intencji następował podział. Jedna z moich "części" od razu się oświeciła. W sumie z mojej perspektywy wyglądało to, jakbym "stwarzał" z siebie niezależną istotę. Później dopiero zrozumiałem, że to był podział z powodu sprzecznych intencji. Myślę, że z perspektywy moich "połówek" wyglądało to tak samo. Im pewnie również wydawało się, że "stwarzają" inną istotę. Potem po zejściu w "niższe" warstwy (aniołkowo?, bardzo wysoki astral?) automatyczny podział nie był już możliwy ze względu na "cięższe" "ciało". Pamiętam jak cierpiałem z powodu nadal istniejących we mnie sprzecznych intencji. Ale była tam pewna dobra dusza, która dokonała podziału. Myślę, że niektórzy mogą pamiętać takie wydarzenie jako "rozdzielenie połówek". Potem to już potoczyło się samo. Ja schodziłem do coraz niższych światów, a moja połówka strachliwie podążała za mną. Oczywiście unikałem jej jak tylko mogłem, bo przecież nie po to się oddzieliłem od niej, żeby się oświecać, albo co... Gdy ją spotkałem również w tym życiu, pierwsze 25 lat było dla mnie gehenną. Wzorce ucieczki były bardzo silne, ale przyciąganie było jeszcze silniejsze. Po uwolnieniu się od wzorców "połówkowych" nasze bycie razem to już tylko czysta przyjemność. Dla niej zresztą tak było od zawsze.
Co do "wyłonienia się" z przestrzeni Boga to na podstawie bardzo głębokiego wspomnienia oraz wiedzy "tajemnej" wyłożonej przez Gurdżijewa w książce Uspieńskiego "Fragmenty nieznanego nauczania" mam swoją teorię. Ale to już zupełnie inna historia...
-
Co do "wyłonienia się" z przestrzeni Boga to na podstawie bardzo głębokiego wspomnienia oraz wiedzy "tajemnej" wyłożonej przez Gurdżijewa w książce Uspieńskiego "Fragmenty nieznanego nauczania" mam swoją teorię. Ale to już zupełnie inna historia...
Możesz coś więcej napisać?
-
furyah
Teraz zwątpiłem czy te nauki były opisane u Uspieńskiego, czy w innej książce, ale w skrócie wygląda to tak. Te nauki o których wspomniałem mówią, że Absolut przejawia się w 6 etapach. Każdy następny etap to "stworzenie" świata o gęstszej materii. Czyli od światów duchowych poprzez mentalny i astralny do materialnego. Każde przejawienie trwa jakiś czas, zanim dojdzie do następnego etapu. Po dojściu do najniższego (materia w której obecnie żyjemy) następuje proces odwrotny. Najpierw znika świat najniższy, potem następny itp. I tak cyklicznie. Istoty które nie doznają najwyższego oświecenia w przejawieniu na niższym etapie, po zniknięciu świata, w którym potrafią być świadome, przechodzą w tzw. letarg. Budzą się w następnym cyklu, czyli po ponownym powrocie świata w którym potrafią być świadome i dalej kroczą drogą ewolucji aż do najwyższego oświecenia, czyli przejawiania świadomości na poziomie Absolutu. Jednym słowem człowiek, który przejawia świadomość tylko na poziomie astralnym, po zniknięciu świata materialnego i astralnego przejdzie w stan "letargu". Człowiek, który potrafi przejawiać świadomość na poziomie świata duchowego dotrwa świadomie do momentu, aż przyjdzie kolej na zniknięcie tego świata, a "obudzi się" gdy ten świat na nowo pojawi się w kolejnym przejawieniu.
I tu przychodzi czas na moje wspomnienie. Było najgłębsze ze wszystkich jakie miałem w sesjach. To było wspomnienie jakby budzenia się w jakiejś subtelnej "materii". Próbowałem niemal natychmiast po tym przebudzeniu powrócić do "źródła", ale się nie dało. To wspomnienie tej niemożności prześladowało mnie przez całe moje istnienie i było potem wykorzystane przez różne istoty do ugruntowywania we mnie przekonania, że Bóg mnie odrzucił.
W każdym razie sądzę, że opisana wyżej nauka o Absolucie ma jak najbardziej sens, a moje wspomnienie to obudzenie się z letargu podczas jednego z kolejnych etapów przejawienia Absolutu, w którym potrafiłem być świadomy. Jednym słowem obudziłem się, żeby ewoluować dalej w kolejnym cyklu przejawień Absolutu. I chyba taka jest historia każdego UA.
-
Mam podobne wspomnienia co Mirek
-
Podobnie wyjaśnioną sprawę świadomości czytałem w książkach A. E. Powell ciało astralne itp.
Wyjaśnione w nich było, że aby na danym poziomie zachować świadomość to trzeba mieć dane ciało dobrze rozwinięte.
Np. W świecie astralnym aby zachować jak najlepszą świadomość trzeba mieć rozwinięte ciało astralne, uzdrowione emocje i tak dalej i dalej.
-
W zeszłym roku robiłam sobie modlitwy o przyciągnięcie najbardziej pasującej do mnie bratniej duszy. We wrześniu przed całkowitym zaćmieniem Księżyca miałam dziwny sen-przyśnił mi się facet, którego znałam, a na którego nie zwracałam "tej" uwagi, ze przyszedł do mnie, zaczął mnie przytulać i całować, położyliśmy się i nagle mnie ogarnęło przerażenie : Przecież ja go nie znam! Obudziłam się, Księżyc wchodził w cień Ziemi, świecił takim bladym światłem, był rudy, ubrałam się i wzięłam lornetkę, obserwowałam zaćmienie. Po kilku dniach zaczęło mi się wydawać, ze kocham tego faceta, choć mi się nie podobał, nie wiedziałam, co jest grane, postanowiłam go obserwować na wspólnych wyjazdach, usiadłam naprzeciwko niego z myślą o poderwaniu go, ale jak mnie owionął zapach piwa, no to skończyłam zanim zaczęłam :) Niestety moja podświadomość nadal wariowała na jego punkcie. Dopiero po 3 miesiącach dotarło do mnie-CIEŃ!!! Księżyc wchodził w cień Ziemi. Cokolwiek sobie wypiszę na kartce, to i tak mój cień przyciągnie jego cień. Mimo,że tyle lat już nie piję i nie palę, to wzorce nadal są. Teraz wiem,że to, co mi się nie podoba w partnerze, czy w kimkolwiek innym, to jest we mnie, nad tym muszę popracować. Zauważyłam też, że faceci, na których zwracam uwagę, mają podobne problemy, które ja kiedyś miałam, a które chyba jeszcze we mnie tkwią, nie są dokładnie wyczyszczone.
Niedawno chyba poznałam mój bliźniaczy płomień, ale nie jestem pewna, zresztą facet mi się nie podoba. O kurcze, teraz mnie olśniło-muszę popracować nad akceptacją swojego ciała. Ale jaja, jak takie spostrzeżenia przychodzą do głowy. Warto się rozwijać :)
-
Też kiedyś przyciągałem do siebie osoby z podobnymi obciążeniami do moich. Z rodzin, w których brakowało miłości, ciepła ale za to był alkohol.
wydawało mi się, że jest to dobre bo kto mnie lepiej zrozumie jak osoba która wyrosła w podobnym środowisku jak moje.
Był to stracony czas, te osoby nie dały mi tego co szukałem stabilizacji, ciepła. Zawsze kiedy dochodziłem do pewnego punktu, że to już zaczyna się coś to następowała ucieczka ode mnie.
Kiedy się wyrasta z rodzin dysfunkcyjnych to ważne jest aby popracować z wewnętrznym dzieckiem.
Jest taki fajny myk jak się szuka partnera dla siebie to warto zmienić perspektywę. kobiety często szukają nieświadomie kogoś kto przypomina im ojca. Nie jest oczywiście to dobry wzorzec kiedy ojciec pił alkohol.
Warto zmienić wtedy perspektywę i zapytać się siebie jakie cechy swojego wymarzonego partnera widziała by nasza mama. Czasem cechy charakteru i inne cechy naszego wymarzonego partnera mogą się diametralnie zmienić.
-
U mnie parę lat temu był to wazny temat do uzdrowienia w relacji z "połówką". W sesji przypomniałam sobie, jak "powstałam". Chodziło o to, że mój pierwotny połówek, miał sprzeczne intencje, tak jak Mirek to opisał. Z jednej strony czuł Boskość, a z drugiej chciał doświadczać oddzielenia, czegoś innego, co pewnie uznał za ciekawsze i bardziej rozwojowe.
No i siłą woli wypchnął z siebie to światło, które mu niby w tym przeszkadzało ;) I tak powstałam ja.
Rzecz w tym, że oczywiście nie da się pozbyć w sobie Boskości. I ten manewr na niewiele się zdał. Potem ciągnęło się to między nami przez wcielenia. On przede mną uciekał, jako przed czymś co
go ogranicza i szkodzi jego "rozwojowi", a jednocześnie czego pragnie gdzieś tam głęboko najbardziej na świecie, co postrzega jako część siebie, która do niego przynalezy, w niektorych wcieleniach przejawiało się to wręcz jako postrzeganie drugiej strony jako swoją własność, nie szanowanie jej wolnej woli i odrębności.
A ja miałam ciągle poczucie odrzucenie przez połówkę, zwłaszcza gdy wybieram siebie prawdziwą i swoją Boskość. To później zaważyło mocno na tym, ze brnęłam w ciemne energie za nim. No i ciągle obecny był podział "ta jasna i ten ciemny", z masą sprzecznych intencji gonienia się i odpychania.
Ważne w tym wszystkim do uzdrowienia było przekonanie, o niekompletności, bez tej drugiej osoby, zwłaszcza u niego.
-
nIA MA ŚWIADOMOŚCI "WYŁONIENIA SIĘ". wIDOCZNIE (w moim przypadku) OWO WYŁONIENIE MUSIAŁO NASTĄPIĆ PRZED POJAWIENIEM SIĘ ŚWIADOMOSCI :)
Jakiś tam z moich "połówków" też się szybko oświecił.
-
Do mnie przyszło już jakiś czas temu, że to jest pierwotna harmonia z kimś i żeby nie nazywać tego "połówkami". Lepiej już bratnimi duszami z pierwotną harmonią. Jest świetna i niekoniecznie służy tworzeniu związku partnerskiego. Mogą to być inne związki.
Spotykanie takich osób ma na celu pobudzenie tej energii w sobie i własnej pierwotnej harmonii z boską energią, a niekoniecznie z drugą osobą.
Do związku partnerskiego ważniejsza jest harmonia na tu i teraz, w różnych aspektach, w tym uczuciowych, energetycznych, seksualnych, duchowych, mentalnych, życiowych.
-
Sylvia
Dokladnie, zgadzam sie w 100% :) Ja mam przyjaciolke z ktora mam 100% harmonii w energiach, dusz itp ale nie jest ona jakby z mojego drzewa. Co nie zmienia faktu ze super ja czuje i podbija ona moj kontakt z Boskoscia w sobie. W sumie nie jedna znam osobe ktora ma ze mna harmonie w okolicach 100 i sie bardzo lubimy, wspieramy.
Dla mnie to sa cenne relacje, wspierajace i inspirujace, nie musi byc to zaraz zwiazek partnerski.
Lubie przegladac sie w swojej Boskosci :D Jak w lusterku.
Choc dla mojej ps nazwa polowka oznacza wlasnie taka osobe super harmonijna energetycznie( nie koniecznie juz zyciowo) i to taka z mojego drzewa.
Cokolwiek to znaczy, to jednak czuje roznice czy ktos jest ze mna 100 w energiach a z innego drzewa. Nie wiem do konca na czym to polega, macie jakis pomysl?
Idealny dla mnie partner mojej ps kojarzy sie niestety z "idealna partia", czyli nie koniecznie harmonia, ale kims korzystnym z punktu widzenia interesow ziemskich.
Wiec wole okreslenie polowka. Ale to takie moje osobiste.
-
Mirek (i inni), dziękuję za wypowiedzi i podzielenie się doświadczeniami. Ja nie dotarłam do wspomnienia "wyłaniania się" połówek, natomiast przypomniałam sobie powstanie mojej świadomości jako już oddzielnej od Stwórcy, przy czym miałam poczucie istnienia innych bliskich istot obok mnie.
-
Laka
Więcej mi dało doświadczanie pierwotnej harmonii ze sobą i z innymi, niż temat połówek, który z niewiadomych przyczyn był używany jak dogmat o związkach w miejsce jakiegoś nieuzdrowionego braku...miłości, poczucia własnej wartości, otwartości na więcej od Boga w tym życiu, niż tzw. połówka.
-
U mnie sprawa połówek wyraża się blokująco. Ostatnio zauważyłem, że w tej chwili, dla połówki jestem gotów zrezygnować nawet z oświecenia. Może nie tyle dla polówki co dla przyjemności bycia z nią. Moja połówka nie przejawia raczej tendencji do rozwoju duchowego, a ja zauważyłem u siebie tendencje do zaniżania wibracji i odchodzenia od ścieżki duchowej po to aby zrównać się z nią. I szczerze mówiąc nie bardzo widzę wyjście z tej sytuacji. Bardzo chciałbym ewoluować i się oświecić, ale z drugiej strony nie chcę zostawiać jej "samej". Moje WJ ma niezły zgryz...
-
Interesujące. Tak jest z bliskimi osobami i niekoniecznie muszą być to połówki. Trudna decyzja dopóki nie stanie się łatwa. Nawet teraz realizujesz oba plany i jesteś z ukochaną i rozwijasz się jakoś czy to oficjalnie czy po kryjomu :) przynajmniej takie mam teraz wyobrażenie. Ona przy Tobie też powinna chłonąć nawet podświadomie pewne wibracje więc może wcale nie musisz drastycznie wybierać....to idzie wolniej ale w parze . A co po opuszczeniu ciała będzie , może wtedy samo się zrobi? zadecyduje , taka niespodzianka :)
-
Mirek
Twoje WJ nie ma żadnego "zgryzu"! OTo masz na poziomie świadomym i podświadomym. WJ jest poza wszelkimi kionfliktami!
-
Mirek
Jesteś gotów zrezygnować z Oświecenia bo boisz się, że po Oświeceniu będziesz musiał zrezygnować z połówki ? :)))
"..u siebie tendencje do zaniżania wibracji i odchodzenia od ścieżki duchowej po to aby zrównać się z nią.."- Powodzenia ;) za jakiś czas zapewne będziesz obwiniał Ją za to, że się nie Oświeciłeś :))) (w tym czy w innym wcieleniu).
Przestań bredzić :) i Medytuj :)*
Nikogo nie będziesz musiał zostawiać po Oświeceniu. Jeśli tego sam nie zechcesz :D Jeśli to połówka i jest dla Ciebie najlepsza to nadal będzie :)) jeśli nie..olaboga..i co wtedy :)))
A może byś tak zwrócił Jej wolność wyboru zależną od Twojego widzimisię egoisto ?! :)))
-
Tu tekst, który może być inspirujący, szczególnie w kwestii pomieszania celów i wyboru modelu związku.
"Trzecia gęstość" to poziom czakry splotu słonecznego z charakterystycznymi dla niej cechami, a "czwarta gęstość", to poziom serca.
Nie z wszystkim w art. się zgadzam, jednak warto przeczytać i zastanowić się, na jakim poziomie związki tworzysz, chcesz tworzyć i co z tego wynika?
Większość z nas zna wartości "trzeciej gęstości", a predestynuje do twiorzenia związków z poziomu "czwartej gęstości", stąd liczne konflikty wewnętrzne.
TWORZENIE UDANYCH ZWIĄZKÓW – Lyssa Royal
https://vedayoga.wordpress.com/2013/10/08/tworzenie-udanych-zwiazkow-lyssa-royal/
Tu z kolei filmik o tworzeniu dusz, które się dopiero potem rozdzieliły (mam zupełnie inne wspomnienia (nie tylko ja). Może więc naprowadzi na wzorce wierzeń do uwolnienia:
https://www.youtube.com/watch?v=qRoPmrlyYgw
-
Może z mojego postu wynikało, że jestem sfrustrowany całą opisaną sytuacją, ale tak nie jest. Przestałem medytować i praktykować rozwój duchowy, z małym wyjątkiem, ale tak naprawdę nie z powodu "połówkowych dylematów". Praktyka duchowa ma sens do pewnego momentu. Kiedy sama staje się celem, ten sens się zatraca. W chwili obecnej jedynym co ma znaczenie dla mnie, to przekazywanie mojemu WJ poszczególnych aspektów mojego życia, krok po kroku, a raczej kroczek po kroczku, bo to jest właśnie najtrudniejsze. Oświecenie to tylko słowo, a dla pś to wyobrażenia nabyte na przestrzeni kolejnych wcieleń. Czym tak naprawdę jest oświecenie wie tylko WJ.
-
Przestałem medytować i praktykować rozwój duchowy, ... Praktyka duchowa ma sens do pewnego momentu. Kiedy sama staje się celem, ten sens się zatraca.
spoko :)
Nie o to przecież chodzi by medytować na siłę, ale by medytować spontanicznie.
Dla mnie medytacja to rozmowa z przyjacielem.
A Oświecenie ?
Nie istnieje. Więc lęk przed Oświeceniem to gra ego. Więc nie ma co się bać Oświecenia i jego konsekwencji.
-
Partnerze, obiecuję, że będę Cię wspierał i wspomagał w radościach i smutku, sukcesach i porażkach, zdrowiu i chorobie, zawsze i wszędzie; a będę to czynił ze wszystkich sił i możliwości, z czułością i troską, umiłowaniem i szacunkiem. Dla Ciebie.
-
Był to stracony czas, ....
Warto zmienić wtedy perspektywę i zapytać się siebie jakie cechy swojego wymarzonego partnera widziała by nasza mama.
Tak ! :)
Ps. To nigdy nie jest "stracony czas".
To doświadczenie jak każde inne.
Czasami tylko żałujemy, że tyle czasu nam zajęło :(
-
JenKa
już w XVIII wieku mówiono:
"Im mniej zobowiązań złożysz, tym na mniejszego idiotę wyjdziesz".
-
Mirku!
Pomyliłeś hierarchię duchową!
Twoje WJ nie jest zainteresowane tym, co mu przekazujesz na temat Twojego życia, bo to pochodzi z poziomu ego (chciejstwa). A przecież to Ty powinieneś być zainteresowany tym, co Ono ma Ci do zaoferowania, bo to jest zgodne z Najwyższym Dobrem Twoim i innych.
-
Leszku,
Może źle się wyraziłem. Chodzi o to, że zamierzam, mówiąc językiem biznesowym, przekazywać mojemu WJ poszczególne aspekty życia do zarządzania. Czyli z pełną akceptacją konsekwencji tych działań. I to jest własnie najtrudniejsze dla ego, które chciałoby, żeby działo się zgodnie, jak to się wyraziłeś "z chciejstwem". A tu może się wydarzać coś czego ego nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić.
-
Mirek
:) Tez mam teraz taki etap. Jest intensywny bym powiedziala, bo pś za każdym razem wywala na wierzch dlaczego nie ;) Tzn za każdą zyciową sytuacją, ktora poddaję WJ, robić modlitwy i medytacje by przyszło w 100% zgodne z ND.
Chyba na początku jest największy opór, z każdym kolejnym tematem nabieramy większego zaufania, bo już część wywałek zeszła, jest coraz mniej, a i efekty są zadowalające.
Ostatnio cenną lekcję nabyłam, że wszystko co zgodne 100% z ND przychodzi samo( jeśli na to sobie pozwolimy) lekko, łatwo przyjemnie. I jest w pełni zadowalające.
Ja ostatnio najpierw dostałam coś takiego, przyjęłam( chyba już byłam zmeczona 2ma tygodniami lękow, oporów, walki i innych wywałem ;)) a dopiero potem jak juz sie dowiedziałam, że to zgodne 100% z ND( choc zgodzilam sie na to wczesniej), zaczęłam z ostrożnością konsumować. I faktycznie czuję to, że jest pełnia na ten moment, a jednocześnie dobra baza wypadowa na dalszy rozwoj :)
Trochę testuję w praktyce co to jest to ND :)
-
Mirek
Teraz Cię rozumiem i wspieram :)
-
Najtrudniejszą rzeczą jest zainteresowanie pś tematem. Jeśli pś poczuje, że kierunek w którym ją "popychamy" jest dla niej korzystny, to dalej już z górki.
Leszku
Dziękuję :)
-
czy samotność może być w interesie ND?
-
Tak jeśli nie ma akurat osoby doskonale harmonizującej która byłaby jednocześnie otwarta na bliską relację z nami (nawet jesli my będziemy w 100% otwarci to nie oznacza że druga strona będzie).
Poza tym samotność to jedno z dziwnych złudzeń w jakich pogrążnone bywa ego :-)
-
Co rusz spotykam ludzi, którzy pytają się czy nie tworzenie związku partnerskiego może być korzystne, dobre, itd. z punktu widzenia Boga czy ND.
Większość ludzi, którzy zadaje takie pytanie, robi to po to, aby szukać wymówek do oszukiwania się.
A sprawa jest prosta. Albo chcesz żyć w związku albo nie albo Ci wszystko jedno. Odpowiedź jest w Tobie, bo to nie Bóg decyduje o tym czy masz żyć w związku tylko Ty.
W zgodzie z ND jest życie w harmonii ze swoim wnętrzem. Nie pytajcie więc na zewnątrz czy życie w taki czy inny sposób jest ok, ale szukajcie odpowiedzi w sobie. Akurat tego typu pytanie to jest coś, na sobie sami powinniście sobie odpowiedzieć, bo to tak jakbyście się pytali na forum czy lubicie placki albo jaki jest wasz ulubiony kolor :D
-
Clint, ja w związku chcę być, zdecydowanie. Ale może moje WJ nie chce? O to mi chodzi
-
A czemu WJ miałoby Ci ograniczać taką potrzebę? Może tak być że nie będzie to dla Ciebie na dany MOMENT, ale docelowo jak chcesz związku, to na pewno Bóg ma dla Ciebie wszystko co najlepsze w temacie :)
A po za tym zastanów się. Gdybyśmy zaczęli Ci pisać że Twoje WJ nie chce żebyś była w związku to byś zrezygnowała z tego swojego marzenia? Szukanie zewnętrznych teorii co jest dobre dla Ciebie a co nie to droga do cierpienia. W rozwoju chodzi o to, aby pogłębiać kontakt ze swoim wnętrzem, aby realizować siebie prawdziwego, aby uwalniać się od zewnętrznych przymusów i ograniczeń . Jeśli nie wymedytujesz sobie odpowiedzi na te pytania sama, to będziesz tylko dążyć za wyobrażeniami, a te niekoniecznie muszą być prawdziwe czy korzystne. Po za tym nawet prawdziwe wyobrażenia są tylko wyobrażeniami i nie zastąpią świadomości i czucia.
-
Dzięki Clint:) przyznam że trochę się zamotałam z tym wszystkim, stąd moje pytanie
-
Clint, ja w związku chcę być, zdecydowanie. Ale może moje WJ nie chce? O to mi chodzi
W większości takie myśli to pś. generuje jako przejaw oporu,zwątpienia.
-
Przy okazji dziękuje ,mojej dziewczynie (lubię to określenie ),że jest i że jest jaka jest .To wielki skarb .
-
o nadchodzącej okazji do przyciągnięcia do siebie prawdziwego skarbu, czyli kochającego i opiekuńczego męża! z tradycji hindu,
choć trochę zniechęca, że może się to wiązać z tym, że kobieta nie będzie wdową czyli, że dzięki temu umrze przed swoim mężem, no kiedyś może to było b. ważne, ale nie teraz, więc może można to pominąć ... i pokusić się o taki post podczas najbliższej lipcowej pełni i otworzenie się na łaski i błogosławieństwa Boga poprzez wielbienie z taką silną intencją własnoręcznie zrobionej z gliny kukułki? i wspominając przy tym tę historię wielkiej boskiej miłości? : )
Kokila Vrat is dedicated to Goddess Sati and Lord Shiva. The name Kokila refers to Indian bird cuckoo and is associated with Goddess Sati. According to legends associated with Kokila Vrat, Goddess Sati immolated herself when Her father insulted Lord Shiva. After that, Goddess Sati spent 1000 celestial years as a cuckoo before she got back her shape and merged with Lord Shiva.
Kokila Vrat is mainly observed by women. In some regions, the Vrat is observed for a month from Ashadha Purnima to Shravan Purnima. During Kokila fasting, women wake up early and take bath in nearby river or water body. After bath women make an idol of cuckoo with clay and worship it.
It is believed that women who observe Kokila Vrat will be Akhand Saubhagyavati. In other words, those who keep Kokila fasting will never go through widowhood phase in her life and would always die before her husband. It is also believed that worshiping an idol of cuckoo made of clay during Kokila Vrat will help in getting loving and caring husband.
http://www.drikpanchang.com/vrats/kokila/kokila-vrat-date-time.html?year=2016
-
o nadchodzącej okazji do przyciągnięcia do siebie prawdziwego skarbu, czyli kochającego i opiekuńczego męża!
Ale to znaczy, że znalazłeś takowego ?
-
: )
jeszcze z tradycji hindu:
http://www.hindu-blog.com/2011/04/cuckoo-bird-koel-in-hindu-tradition.html
a dla facetów wersja historii kukułki z mitów greckich, jak przełamać opory ukochanej:
"Również by uwieść swą prawowitą małżonkę, Zeus użył fortelu. Gdy wybranka uciekła przed nim i schroniła się w górskiej grocie, przybrał postać kukułki, wiedział bowiem, że Hera niezmiernie lubi ptaki. Bogini obdarzyła czułością zziębniętego, mokrego ptaszka, a kiedy przytuliła go do siebie, przemienił się w Zeusa. Tym razem bogini już nie próbowała uciec i zgodziła się poślubić władcę Olimpu."
http://szuflada.net/metamorfozy-zeusa/
trochę przydługa modlitwa jak na mój gust i przekombinowana, ale coś tam można się dowiedzieć przy okazji:
https://pl-pl.facebook.com/453392728065613/photos/pcb.871597609578454/871597389578476/?type=3
i jeszcze zbieżne z legendami hindu:
"Kobiety i boginie od dawna żywiły słabość do kukułek. Hera nadała jej nawet miano świętego ptaka. Powszechne zainteresowanie tym ptakiem potwierdzają wykopaliska. W Mykenach odnaleziono pozłacane figurki nagiej bogini trzymającej kukułkę, natomiast na Krecie znajduje się słynny sarkofag ozdobiony podwójnym toporem z jej wizerunkiem. Figury kukułki były też obecne na grobach Słowian. Często żłobiono w mogiłach małe wgłębienia, w których zbierała się woda, by ptaki mogły się napić, lub sypano w nie okruchy i ziarno. Wierzono, że dusze zmarłych przybierają postać kukułki, gołębia lub skowronka, a ich dokarmianie było częścią obrzędów związanych z kultem przodków.
Na ziemiach polskich kukułce przypisywano umiejętności wróżbiarskie. Wierzono, że potrafi ona wywieszczyć bogactwo, ale tylko tym, co już mieli pełną kieszeń. Przy pierwszym kukaniu należało porachować pieniądze w trzosie, aby cały rok trzymały się człowieka. Kukanie przypadające na moment, w którym kiesa była pusta było przepowiednią biedy. Powszechne było również przekonanie, że gżegżółka rozpoczyna swoje kukanie dopiero wówczas, gdy brzozy wypuszczą liście. Jeśli jednak zdarzyło się to wcześniej, było złą wróżba dla złodziei, ponieważ oznaczało, że nie zdążą bezpiecznie zabezpieczyć swojego łupu.
W Anglii i we Francji kukułka symbolizowała zdradę małżeńską. Słowo cocu oznaczało rogacza.
Według wierzeń ludowych kukułka powstała z zaklętej panny, która ukrywała się przed swoim narzeczonym w lesie, wołając: „kuku, kuku” – kukanie było więc synonimem tęsknoty. W języku dawnych Słowian oznaczało żałobny lament po śmierci bliskiej osoby. Wierzono, że kukułka wydając głos, roni łzy. Ptak ten przepowiadał pannom ile lat im pozostało do zamążpójścia, starszym ludziom ile pozostało im jeszcze lat życia, a niektórym liczbę potomstwa. Ogólnie można powiedzieć, że kukułka odpowiadała na wszystkie pytania ilościowe liczbą zakukań.
W średniowieczu słowo „gżegżółka” oznaczało najstarszy zawód świata. Mówiono wówczas: „Nocna gżegżółka zawsze dzienną przekuka. Kobiety, które chętnie korzystają z pomocy innych w opiece nad dziećmi nazywa się czasem kukułkami, a „kukułcze jajo” do dziś oznacza w przenośni kłopotliwy podarek."
http://rme.cbr.net.pl/index.php/archiwum-rme/139-listopad-grudzien-nr-52/kultura-i-tradycje-ludowe/286-niezwykla-ptasia-symbolika
Ile więc razy kukułeczka kuknie,
To za wiosen tyle wezmę ślubną suknię;
Lecz nim zacznie kukać, trzeba ją wyszukać…
O Jezu najsłodszy! Jest ptak!
(K. Ujejski, Terkotka)
- no to kukułeczki szukające ponoć bezskutecznie męża, do dzieła! wylatujcież z tego lasu różnorodnych ograniczeń, które często same na siebie nałożyłyście i powracajcież do swej naturalnej kobiecej formy : D
-
Tutaj trzezwe i przytomne ujecie tematu; zwiazek czy samotnosc-kontra swiadomosc.Autor wprawdzie okresla sie jako bialy aniol ale to moze w innym znaczeniu.http://whitedevas.eu/?p=6185
-
Moje wiecznie aktualne rady|
dla pań:
MĘŻCZYZNA JEST PO TO, BY GO KOCHAĆ (po nic innego!).
dla panów
kobieta jest po to, by ją kochać (po nic innego!).
Oczywiście, nie musicie się ze mną zgadzać. Możecie sobie wyobrażać, że druga osoba ma wam zapewniać bezpieczeństwo, dzieci, rozrywkę, wsparcie, kasę, opiekę, wyręczanie itd. To wszystko jest jednak mało ważne, kiedy za tym stoi BRAK MIŁOŚCI!
Bez miłości, bez wzajemnej fascynacji, związek jest martwy! Róbcie wszystko, by wasza fascynacja nie zanikła. I wszystko, by nie zniechęcić do niej partnera.
DAJCIE SIĘ SOBĄ ZACHWYCAĆ! (tak, tak, wykształcone dziewczyny! Na tym polega sukces "słodkich idiotek", którymi tak pogardzacie!).
W niektórych kulturach (np. hinduskiej, czy arabskiej) uczy się, jak podtrzymywać fascynację sobą u partnera.
W kulturze chrześcijańskiej uczy się jak zniechęcić partnera (podręcznik zniechęcania kupiło "na pniu" 10 MILIONÓW Hiszpanek!, czyli prawie wszystkie w wieku rozpłodowym).
Ważne są tu archetypy związków, w jakich jesteśmy wychowywani!
W tej chwili mocno na archetyp związku wpływają seriale brazylijskie, wenezuelskie itp. Przedstawiają one model katolicki, charakterystyczny dla Hiszpanek oraz skutki takiego traktowania związków i facetów.
Na to nakłada sie chrześcijański model doskonałego związku, czyli ... Madonna z dzieciątkiem.
Efekt - coraz więcej kobiet wybiera samotne macierzyństwo. Wybiera je nie w skutek kłopotów z partnerem, a znacznie wcześniej, przed zajściem w ciążę! Następnie tylko realizują swój podświadomy projekt. Często przy współudziale potomka.
FACET NIE JEST DO WYCHOWYWANIA ANI DO WYLEWANIA NA NIEGO PODEJRZLIWOŚCI (NAJCZĘŚCIEJ BEZPODSTAWNEJ).
NAWET nieustająca frustracja partnerki, nieustające niezadowolenie, nie są aż tak destrukcyjne jak podejrzliwość. Przy frustracji i niezadowoleniu faceci jeszcze długo mogą próbować wykazywać rycerską postawę i próbować ratować wybrankę swego serca. Ale... to nie może wiecznie trwać.
Czasami ręce opadają, kiedy się rozmawia z klientkami. Bo niby afirmują to, cośmy uzgodnili, ale na co dzień żyją tym, co odwrotne do afirmacji. I prócz rozmów ze mną, biegają jeszcze co najmniej do 1-czy 2 wróżek, żeby się upewnić. Potem informują mnie, że wróżki potwierdziły to, co powiedziałem i znów wracają do autodestruktywnego myślotoku. Najspokojniejszy i najwierniejszy facet po jakimś czasie dojdzie do wniosku, że jego kobieta ma coś nie ten teges z głową i ma jej dość (bo ani się z nią pokochać, ani pośmiać, ani nawet sensownie pogadać). I to wygląda właśnie tak, jak poniżej.
Bardzo ważne z linkowanego art.:
"Jako mężczyzna zdradzam kobietom szczególnie ważną tajemnicę właśnie o nas – mężczyznach, o której niewiele kobiet wie. Może to wydać się niewiarygodne, ale 90% mężczyzn ma w nosie zdradę. Mężczyzna w większości przypadków zwyczajnie jest za wygodny i za leniwy aby zdradzać kobietę. Ale wiecie dlaczego oni od was odchodzą, lub w końcu was zdradzają? Niestety nie dlatego, że czegoś im brakuje, lub znudzili się obecną partnerką. Robią to ponieważ 99% kobiet BOI SIĘ przez lata, że mąż ją zostawi lub podejrzewa, że ją zdradza. Plotkują z koleżankami, rozważają rożne scenariusze, w głowie mają niekontrolowane myślotoki, które bezwzględnie manifestują się w ich życiu! Kobiety czytają durne gazety i brukowce, czytają harlekiny i inne bzdurne romanse, rozczytują się o tragicznych historiach miłosnych gwiazd, oglądają kretyńskie seriale o rozwodach i innych tragediach lub perypetiach rodzinnych, wysłuchują koleżanek i ich przypuszczeń o zdradach, rozmawiają z koleżankami o wspaniałości partnerów, na co one w odwecie im „nawrzucają”, a potem drogie Panie jesteście zdziwione, że taka sytuacja pojawia się w waszym życiu. Kobieto istoto boska. Informuję Cię w tym miejscu i gwarantuję ci, że 99% przypadków zdrady i rozpadu związku to Twoje dzieło, a w zasadzie dzieło Twoich niekontrolowanych myśli i kosmicznie słabej samoświadomości, powodującej brak kontroli tychże myśli. Chcesz mieć szczęśliwy związek – niestety czeka Cię uwolnienie tej całej kupy śmieci zalewających Twoją głowę, ponieważ jest to jedyna właściwa droga do szczęśliwej i trwałej relacji partnerskiej. Statystyki pokazują, że tylko niecałe 9% rozpadów związków wynika ze spraw karmicznych lub silnych programów sterujących popędem mężczyzny, reszta wynika z klasycznych zwrotów z poziomów kwantowych."
-
W kontekście tego, co poprzednio, pewna moja klientka, która niedawno szczęśliwie wyszła za mąż, zaraz po ślubie zauważyła u siebie, że nagle pojawiło się u niej całe mnóstwo wzorów i mechanizmów destrukcji związku!
Widziała, ze to nieracjonalne, ale było tak silne, że nie potrafiła nad tym zapanować i zaprzestać. To zaczynało nad nią przejmować władzę!
Oczywiście, poradziliśmy sobie z tym wypalając węzły karmiczne i liczne wzorce przejęte od rodziny.
-
Ważnym tematem w związkach jest podejście do seksu! W przypadku rozwodów, rozbieżnośc w podejściu do seksu jest główną przyczyną udzielenia rozwodu.
TYMCZASEM...
kreując sobie związek wiele osób POMIJA temat seksu!
Rozumiem UBA, dla których seks może być niechcianym elementem misji cywilizacyjnej. Ale zapominają o tym temacie inne osoby! Nawet jeśli deklarują, że chcą mieć dzieci!
W temacie seksu odreagowywałem wzorce i przekonania, że "seks jest dla głupich dziwek z marginesu, ale nie dla mnie, wykształconej, mądrej dziewczyny". Albo, że "seks jest dla zwierząt, ale nie dla mnie".
Z takim nastawieniem do związku, do małżeństwa? I jak tu zacząć "starania o potomka"?
-
Wielu osobom po ślubie odpalają się programy, których wcześniej nie widzieli. Też zauważyłam, że niektórym wychodzi wiele wzorców np. matrony, własności, konfliktów, destrukcji, kontroli, zniewolenia, zdrady, złości, kompensowania braków, zaniedbywania się, rozleniwienia, wykorzystywania, umęczenia, marazmu, znudzenia.
Dobrze jak się trafi na partnera gdzie seks to błogość, miłość, radość, błogość, intensywność, delikatność, przepływ przyjemnych energii, ekspresja, ciepło, bliskość, uzupełnianie się i podobieństwa, atrakcyjność, tantra, duchowość, uczuciowość i fizyczność, i nic ponad to wymyślonego przez negatywne wzorce.
Seks jest ważny:)
-
Niektórzy są dowartościowani tym, że są teraz z małżonkiem. Po pewnym czasie czar mija i pojawia się wściekłość na .... partnera za to, że juz nie dostarcza im tego uczucia dowartościowania
-
Nigdy nie wiadomo gdzie i kiedy swój pozna swego :) http://wm.pl/373862,Papiez-poblogoslawil-malego-Szczepana-Mama-Przyszlismy-zrobic-zdjecie-dostalismy-bonus.html#axzz4FtnwRVoy Harmonia wibracji osobistych z papieżem, 100% :)
-
Jakiś czas temu złapałam się na tym, ze mam w podświadomości warunkowanie - że bez naprawdę dobrego, udanego związku partnerskiego, takiego opartego na harmonii tu i teraz pod pozytywnym względem - nie mam szansy na prawdziwe szczęście. No i udowadniałam sobie to konsekwentnie, że życie bez takiego związku kompletnie nie ma sensu, w niczym;)
Po jakimś czasie zaczęło mi to odpuszczać (choć nadal nie w 100%) - jednak teraz pokazuje mi się, że istnieją tacy mężczyźni, którzy mogą być uważni, ciepli, czuli i męscy jednocześnie. I że są również dla mnie. :) ;)
Nie jest to jeszcze relacja na poziomie idealnego partnerstwa, ale na pewno inspirująca pod pewnymi względami, i to w obie strony. I to jest ok :) Doceniam to, choć jednocześnie zdaję sobie sprawę, że pułap realnej harmonii w tym życiu z tym mężczyzną mam tylko na poziomie życiowym i fizycznym, a pod względem np.: energetycznym czy mentalnym mało.
Choć wychodzą mi jeszcze raz na jakiś czas bunty i złości, czemu to nie trafiłam od razu na idealnego partnera, tylko wciąż zmienia się to stopniowo i cały czas nie w pełni harmonijnie.
-
Witek D!
TO raczej nie ten wątek!
Art przedstawia rozdęcie ego mamusi podobne do rozdęcia ego Howarda czy Frisky, kiedy dostali błogosławieństwa od guru :)
ERD dzieciaka (bardzo sympatycznego, napełnionego autentyczną radością) = ok 32 -> 33!
Raczej mamy tu do czynienia ze zwrotem karmicznym :)
-
hydrozagadka
Po co się wściekać i buntować?
Czyż nie lepiej być wdzięczną za to, że udało się już przyciągnać partnerów na tyle wspaniałych, na ile byłaś otwarta?
Ja np. cieszę sie bardzo, że udało mi się przyciagnąć wspaniałe partnerki, z których każda wniosła coś cennego do mojego życia i do rozwijania mojej świadomosci zwiazkowej.
Z takim popieprzeniem, jakie miałem w temacie związków, i tak przyciągnałem wspaniałe kobiety! A to, ze też popieprzone? No cóż, podobne przyciąga podobne :)
Ostatnio zauważyłem, że są mną zainteresowane kobiety, które mają ze mną miłe wspomnienia karmiczne, ale... na to życie nie pasujące do mnie pod wieloma względami, choć np. rozwijają się duchowo. Co więcej, te kobiety mają wsparcie społeczne w postaci... życzeń naszych byłych dzieci, żebyśmy znów byli w związku.
To jednak nie pasuje ani do mnie, ano do mojej kreacji. Mimo, że takie "wsparcie", czyli presjowanie, zakłóca energię wokół mnie, to jednak zamiast się wściekać, to się z tego tylko śmieję.
Teraz jeszcze mi przyszło ,że muszę rozwalić te karmiczne energie krążące wokół mnie, by stać się widzialnym dla właściwej partnerki, a przestać być interesującym dla byłych :)
-
Leszku, no wiem, wiem :) też sobie tłumaczę podobnie :)
Wdzięczna też jestem za to co było/jest dobre lub za to co mi coś pożytecznego pokazało.
Czasem jednak wywala, ze tyle czasu to trwa i wciąż nie jest tak fajnie, jakby się chciało;)
a i wie się, ze może być :)
-
Nigdy nie wiadomo gdzie i kiedy swój pozna swego :) http://wm.pl/373862,Papiez-poblogoslawil-malego-Szczepana-Mama-Przyszlismy-zrobic-zdjecie-dostalismy-bonus.html#axzz4FtnwRVoy Harmonia wibracji osobistych z papieżem, 100% :)
Ten mały ma cudny uśmiech . Taki totalny :))
Baardzo mi przypomina kogoś :)
Tylko, że ta mama na zdjęciu jest pewnie normalna.
-
Teraz jeszcze mi przyszło ,że muszę rozwalić te karmiczne energie krążące wokół mnie, by stać się widzialnym dla właściwej partnerki, a przestać być interesującym dla byłych :)
Leszek, mam pytania w związku z tym :)
No 1)
Czy faktycznie ktos może "zadymiać" wokół nas tak, że jesteśmy słabo widoczni ?
No 2)
Jak "rozwalać" takie karmiczne, energetyczne zamulanie widoczności ?
-
Tess
1. Tak, to taka energetyczna "czapka niewidka". Ty to potrafisz :)
2. Rozpuszczanie światłem.
-
Nie rozumiem.
Ja czuję, że pewien osobnik mi to robi. Stad pytanie.
-
Tess
Pewien osobnik Ci to robi, a Ty robisz komu innemu wtrącając się w jego związki.
Zwrot karmiczny?
Po prostu, trzeba się zająć sobą i rozpuszczać wizualizacją światła wszelkie "czapki niewidki", które Cię otaczają.
-
Pozwól, że zacytuję twoją wypowiedź, która mi onegdaj szczególnie przypadła do gustu :
"Mówiąc językiem naukowym - jest to nieuprawniona nadinterpretacja.
A językiem górali - g... prowda".
Żeby sie komuś wtrącać w cokolwiek, trzeba się tym zajmować, być z tą osobą w kontakcie, chociażby telefonicznym, coś o niej wiedzieć.
Tymczasem relacje miedzy mną a ta osobą są tak "zaszczute" przez 'doradców' i to od lat, że przestaliśmy sie w ogóle kontaktować jak cywilizowani ludzie.
Zero normalności. Uprzejmości. I zwykłości.
Ale juz nie chcę wiecej o tym mówić na forum.
Wystarczy, że boli w realu.
Modlę sie . I zawierzam sprawę Bogu.
-
Odpuść! Po prostu odpuść! Przestań się czuć zależna od tej osoby oraz od jej zachowania.
Obawiam się jednak, że na swoim cierpieniu chcesz coś ugrać? Raczej podświadomie niż swiadomie.
-
Modlę sie . I zawierzam sprawę Bogu.
Wiem, że jest kompetentny. I kieruje sie Miłością.
I pięknie by było, gdyby tzw. doradcy inspirowali się nim.
-
Nigdy nie wiadomo gdzie i kiedy swój pozna swego :) http://wm.pl/373862,Papiez-poblogoslawil-malego-Szczepana-Mama-Przyszlismy-zrobic-zdjecie-dostalismy-bonus.html#axzz4FtnwRVoy Harmonia wibracji osobistych z papieżem, 100% :)
Przypomniało mi się jak kiedyś w Watykanie pobłogosławił mnie JPII (nie, nie byłam zbyt religijna, splot zdarzeń i karmy mnie tam zawiódł w wieku 16 lat).
Dopiero kilka lat później zdałam sobie sprawę z konsekwencji i że można świecić na biało przy rozkręconych czakramach i przez to ktoś wydaje się pierwszy po Bogu w jakieś strukturze;)
Niemniej był sympatycznym człowiekiem w bezpośrednim kontakcie.
-
jednak teraz pokazuje mi się, że istnieją tacy mężczyźni, którzy mogą być uważni, ciepli, czuli i męscy jednocześnie. I że są również dla mnie. :) ;)
Potwierdzam, że są tacy mężczyźni i to sporo. I zawsze jest ten jeden najbardziej odpowiedni do szczęśliwego, harmonijnego związku:)
-
Potwierdzam, że są tacy mężczyźni i to sporo. I zawsze jest ten jeden najbardziej odpowiedni do szczęśliwego, harmonijnego związku:)
na pewno zawsze ? :-)
-
Hydro,
Choć wychodzą mi jeszcze raz na jakiś czas bunty i złości, czemu to nie trafiłam od razu na idealnego partnera, tylko wciąż zmienia się to stopniowo i cały czas nie w pełni harmonijnie.
Uważam że, dla niektórych ludzi, takiego partnera zwyczajnie nie ma. Rozwiązanie jest proste: nie być takim niektórym ;)
To trochę jak w powiedzieniu "Nie ma nieuleczalnych chorób, są tylko nieuleczalni pacjenci."
Fajne myśli ze School of Life na ten temat:
On finding 'the right one' https://www.youtube.com/watch?v=v2HeNz1ROhY
Pessimism for Lovers https://www.youtube.com/watch?v=rzCmnUxAWrY
-
Lyndzik, a co to znaczy w tym przypadku "niektóry"? :D
I nie, nie szukam perfekcyjnego ideału, zdaję sobie sprawę, ze nawet z najlepszym partnerem można mieć gorsze dni, ani nie mam wymagań odpalonych w kosmos :)
(to tak a propos filmików:)
Dlatego, m.in.: utrzymuję teraz znajomość, która jest dla mnie inspirująca pod tymi względami, jakich nie doznałam od mężczyzn, z którymi wcześniej nawiązywałam relacje.
Czyli uwazność, czułość, szczerość.
Ale nie mam też złudzeń - duże różnice mentalne, wykształcenia i życiowe są pewnymi przeszkodami w stworzeniu czegoś stałego.
Zresztą, też nie mam przekonania, że zawsze jest ten jeden najbardziej odpowiedni partner do szczęśliwego, harmonijnego związku, w kazdym życiu.
Kiedyś takie przekonanie miałam.
Teraz nie za bardzo. Ale to moze też dlatego, że zmęczyłam się życiem złudzeniami ;), że może to byc możliwe.
Raczej, jak na teraz, jestem zadowolona z tego co jest, choć wiem, że jest to zadowolenie połowiczne, ze względu na pewne uwarunkowania.
Czyli brak harmonii mentalnej i życiowej. Mnie, jako osobie po części sapioseksualnej;) (co Lyndzik pewnie mozesz zrozumieć), sama atrakcyjność fizyczna i bonusy fajnego zachowania nie do końca wystarczają...
-
no właśnie, jak to z tym jest? bo mnie też wychodzi na to, że nie zawsze istnieje jakiś dostępny harmonijny partner/partnerka na dane wcielenie.
-
Temat jest ciekawy i kontrowersyjny zarazem, bo jednym udaje się spotkać ten ideał, innym nie przez wiele lat i pozostaje pytanie z czego to wynika?
Sam nie jestem pewien jak to jest, ale jednak uczuciowo zmierzał ku wersji, że o ile taki totalnie 100% harmonijny partner może nie być dostępny w danym wcieleniu to z pewnością znajdzie się coś wystarczająco dobrego, aby tworzyć związek korzystny, rozwojowy, inspirujący i po prostu przyjemny. Pomniejsze braki mogą się wiązać z lekkim niedosytem, poczuciem że mogłoby coś tam nieco więcej współgrać, ale też nie powinien to być powód do czucia się źle i nieszczęśliwie. Oczywiście to przy założeniu że nie jesteśmy już jedną nogą na tamtym świecie, bo to też może potrwać x lat spotkanie takiego partnera. :P
Przy okazji wskażę może kilka przyczyn dla których mimo upływu lat pracy nad sobą, może nie wychodzić stworzenie satysfakcjonującego związku:
1) Niewystarczająco duża motywacja
Jeśli po jakimś czasie, nawet po latach zaczynasz się pytać siebie i ludzi czy te związki to w ogóle są potrzebne, czy nie lepiej będzie Ci samej/samemu to już świadczy to o tym, że albo nie wiesz czego chcesz albo siedzą jeszcze nieuzdrowione przekonania na temat związków, płci przeciwnej, itp. Jest więc nad czym pracować i nie ma co się dziwić, że idealny związek się nie pojawił. Dla mnie to jedna z podstawowych kwestii do ogarnięcia - wiedzenie czego się chce i uzdrowienie różnych wyobrażeń do tego stopnia, aby mieć krystalicznie czystą pewność co do tego, co chce się osiągnąć.
2) Niechęć do ruszenia pewnych tematów, części naszej osobowości
Wysoko harmonijny związek i idący za tym rezonans miłości to potężne lustro i początek potężnych procesów wypłukujących z nas syf na rzecz miłości. Możemy się temu poddać i pielęgnować związek, albo z tym walczyć i wszystko się sypnie. Tak czy siak, jeśli mamy w sobie zakopane pokłady ciężkich rzeczy - może to być trudne i nieprzyjemne, a lęk czy opór przed ruszeniem pewnych spraw może być silniejszy od chęci bycia w odpowiednim związku. Pułapka jest taka, że może się nam wydawać, że nic aż tak ciężkiego w sobie nie mamy, ale to wyszło by dopiero właśnie w związku. Przestrzegam przez zbyt pochopnym odrzuceniem tego punktu jako źródła problemu :)
3) Indywidualizacja
Przywiązywanie się do pewnych sztucznych struktur mentalnych, osobowości które traktujemy jako nieodłączoną i prawdziwą część nas jest też sporą przeszkodą. Bóg ma gdzieś nasze wymyślne oczekiwania czy wyobrażenia. On nas widzi takich jakimi jesteśmy naprawdę, a nie takimi jakimi potrafimy siebie sami widzieć. No i tu potrafi dochodzić do zgrzytów, bo Bóg ma dla nas X, a my się utożsamiamy z Y i X odrzucamy, bo to "nie moje". Nieświadomość, że utożsamiamy się z czymś nieprawdziwym jest dużą pułapką, ponieważ z takiego poziomu świadomości można przejść obok swojego potencjalnego ideału i tego nie zauważyć, bo wpierw trzeba by zmienić część swojej osobowości i w gruncie rzeczy stać się nieco inną osobą :D
Bóg nie będzie nam szukał partnera pod naszą sztuczną osobowość, bo to nie jest korzystne, aby się utwierdzać w przekonaniu że jest ona dobra, korzystna i słuszna. Wręcz możemy spotkać kogoś kto będzie dla nas inspiracją do tego, aby być bardziej sobą, ale zbyt duże przywiązanie do starego będzie sprawiać, że taka osoba będzie traktowana jako nieharmonijna (bo ciągnie w takim kierunku, a ja przecież jestem taki i owaki).
4) Niechęć do stabilizacji związkowej
Spotkanie ideału lub osoby bliskiej ideału może oznaczać, że spotkasz osobę o najwyższym potencjale związkowym dla Ciebie na długo, może nawet całe wcielenie! A to oznacza koniec seksu z innymi osobnikami i innych rzeczy do których pś może być przywiązana - odrzucanie, zdobywanie nowych partnerów, melodramaty miłosne, tęsknoty i inne emocje. Zastanów się czy czujesz się dobrze z taką stabilizacją. A może jednak jeszcze trochę szaleństw i emocji?
5) Różne pseuduchowe przekonania
Wielu z nas intensywnie się "rozwijało" przez wcielenia. A to często oznacza konkretny bagaż ślubowań, wyobrażeń, zaślepień czy misji. Niektóre potrafią naprawdę mocno trzymać. Jeśli rozwój duchowy jest dla nas bardzo ważny, a jednocześnie nie mamy czystego stosunku do duchowości w połączeniu ze związkami to kiszka. Pś powie, że żadnego związku Ci nie da, bo przecież rozwój duchowy jest najważniejszy, a związki... tu wstaw swoje dziwne wyobrażenia :D
Takich powodów można wypisywać jeszcze dużo, ale chciałbym przede wszystkim uczulić na 3 pierwsze, ponieważ nie raz spotkałem już osoby, które narzekały że w kwestii związku się nie da, a zdecydowanie przejawiały któryś z tych punktów albo nawet wszystkie na raz.
Jak pisałem dawno temu czyli na początku tego posta :D to wg mnie zawsze się da stworzyć coś fajnego i wystarczającego dobrego (niekoniecznie od ręki, ale prędzej czy później tak), a jeśli się to nie udaje to po prostu okrutna prawda jest taka, że albo to jeszcze nie ten czas albo wciąż unika się sedna (lub nie zdążyło się do niego dojść, czasami naprawdę trzeba dużo czasu na poukładanie pewnych rzeczy). Najłatwiej powiedzieć, że Bóg/świat nic dla mnie nie ma, ale dla mnie to brzmi jak słaba wymówka. Ja bym nigdy takiej nie przyjął.
-
Czy może tak być, że osoba najbardziej harmonijna jest niedostępna w danym wcieleniu?
Byłoby to tak samo niemożliwe, jak przekonanie, że tylko na Ziemi istnieje życie.
A skąd ta niedostępność?
Z BŁĘDNYCH DEFINICJI!
Tylko z tego, że błędnie zdefiniowaliśmy najbardziej harmonijną, najbardziej pasującą do nas osobę.
Doskonale o tym wiedzą ci, którzy szukali kogoś po rozwodzie czy po rozstaniu z byłymi.
Zmienia nam się gust, zmieniają upodobania i, jeśli rozwijamy się duchowo, rozszerza się świadomość.
Temu podołałby tylko partner, który rozwija się identycznie! Dlatego trzeba uwzględnić pewien zakres TOLERANCJI dla pewnej odmienności naszego ideału od naszych wyobrażeń.
Tymczasem wiele osób znacznie zawęża możliwości spotkania ideału! Szczytem lenistwa, bezmyślności i głupoty była kreacja kobiety, która ustaliła, jak facet ma wyglądać, ile zarabiać i dokładnie, gdzie ma mieszkać (na jej osiedlu, żeby nie miała do niego zbyt daleko!). Nic dziwnego, że lata mijały, a ona go nie spotkała.
Żądając zbyt wielu nieistotnych szczegółów zawężamy możliwości znalezienia odpowiedniej osoby! Co więcerj, olewamy te cechy, które są istotne!
Jak to mawiają "diabeł tkwi w szczegółach".
Chińczycy mówią: "Znajdź kobietę, z którą na starość będziesz mógł się przyjaźnić" A to znaczy, że powinniście mieć podobne poglądy, podobne cele życiowe i podobny poziom świadomości (na co też w pewnym stopniu wpływa wykształcenie). To znaczy też, że powinniście wywodzić sie z podobnego środowiska, albo... intensywnie pracować nad sobą, by wzorce środowiskowe nie miały na Was wpływu.
Błędne definicje mogą też zawierać ZBYT MAŁO ISTOTNYCH szczegółów!
Pewna laska chciała mieć dzieci. I znalazła faceta, który też chciał mieć dzieci. Jej to wystarczyło, żeby stwierdzić, że mają wspólne cele! I nastawiła się tak, jakby znalezienie faceta, który chce mieć dzieci, graniczyło z cudem! A takich jest na pęczki! Tymczasem 1 wspólny cel życiowy to zdecydowanie zbyt mało,żeby stworzyć szczęśliwy związek.
Wiele razy spotkałem się też z kreacjami, w których kobiety zdecydowanie przeczyły możliwości zamieszkania u partnera, a same mieszkania nie miały!
-
TO jeszcze dwa małe pytania
1. Czy osoba z którą nie mamy 100% zgodności wibracji osobistych, serc dusz - a np "tylko" 95% est przez was uważana za najlepsza na ty i teraz jeśli nie ma 100tek które zajmowałyby się duchowym rozwojem lub nie ma ich w ogóle?
2. Ile mniej więcej osób ze 100% harmonią cech NIEZMIENNYCH z apz może miec statystyczna osoba na tu i teraz??
-
1. to raczej kwestia celów w związku i czy są one realizowane, bo komuś może dawać spełnienie związek z osobą na poziomie 70-80% harmonii cech niezmiennych. 100% to fajna sprawa (która mi się podoba) ale nie jest to ściśle związana czy dana relacja jest najlepsza na teraz.
2. Ja znam 3 osoby takie u siebie, z czego 2 na żywo. Podejrzewam że koło 7-11 jest na całym świecie moich "połówek", z większością jestem jakoś związany karmicznie (chociaż z tymi których nie znam, słabiej).
-
Ważne jest to, że kiedy mówimy o harmonii, trzeba dokładnie wiedzieć, z czym ten potencjalny partner ma harmonizować.
Odpowiadamy, "no, ze mną!", ale dokładnie - z czym? i z kim?
Kiedy znamy odpowiedź na to pytanie, to wiemy, z czym my sami się identyfikujemy, do jakich urojeń, wyobrażeń jesteśmy przywiązani. I często mamy w sobie tyle sprzeczności, że nie pozostaje nic innego, jak uznać, że jesteśmy tak indywidualni i skomplikowani, że drugiego takiego jak my, to na pewno nie ma :). Prawdą jest to, że potrafimy tworzyć takie struktury w sobie i wokół siebie, że możemy nigdy nie pozwolić, by pojawiła się w nich przestrzeń dla harmonijnego partnera.
Warto sobie samemu zadać takie pytania: Kiedy mówię o harmonii, to o czym ja tak naprawdę mówię?
Kiedy mówię o harmonii serc, to na ile żyję w zgodzie z własnym sercem? Na ile żyję w zgodzie ze sobą? ze swoją naturą? I czy jest to faktycznie moim doświadczeniem, czy tylko jakimś założeniem? To jest odpowiedź na to, na ile będę potrafiła żyć w zgodzie z harmonijnym partnerem i na ile harmonia jest ważniejsza, od wszystkich struktur, które w sobie stworzyłam.
Harmonia to zgoda, zgoda na spokój, inspiracje, wsparcie, zgoda na miłość, na ciepło, akceptację, ale też zgoda na pewną indywidualność i przestrzeń na nią. Kiedy jej doświadczamy, wtedy nie potrafimy założyć, że w nikim innym Boga nie ma, ani uznać, że w nikim innym Bóg nie potrafi się przejawić w harmonii z Nami.
-
Wg mnie nie ma takiej możliwości by taka osoba pasujaca do nas nie istniala na to wcielenie, bo Bog w swojej doskonałości nie tworzy "pustych form", tzn nie tworzy czegoś, co nie może zostać spełnione, pozostaje nie pełne.
Poprostu. Tylko my nie ufamy Bogu, no i nie potrafimy sobie wyobrazić jego genialności, więc nie mieści się nam w głowach, że może być to możliwe.
Coraz bardziej widzę, że gdy człowiek jest pomieszany, nie żyje w zgodzie z sobą, ze swoją naturą i pierwotnym "przeznaczeniem", swoją naturą duszy, to będzie oporował przed akceptacją idealnego dla niego partnera, jakiego Bog ma dla niego, widział jako osobę nie pasującą.
Ja mam np taki śmieszny etap, ze widzę, z poziomu duszy, ze coś do mnie pasuje, a jednocześnie na poziomie pś nie pasuje :) To oczywiście jest niezły konflikt wewnętrzny, ale obserwując to, mogę coś z tą pś zrobić. Poza tym nie mam co mieć pretensje do Boga czy kogokolwiek. Jestem na etapie harmonizowania swojej pś by się otworzyła na to co Bog ma najlepszego i spełniającego dla mnie. I jakoś to krok po kroku idzie w tą strone. I jest to naprawdę cudowne mieć kontakt ze swoją "duszą", tą prawdą w nas samych, nawet jeśli jeszcze nie ma zgody na przejawianie czegoś, bo to jest niezły kierunkowskaz wewnetrzny, poprostu sie "wie", a raczej czuje :)
-
Ja zauważam, że zgodne z ND są tylko związki z połówkową harmonią w cechach niezmiennych i wpozostałych cechach wystarczającą harmonią (ale np różne drogi duchowe tez moga być poważna przeszkodą). Pozostałe relacje (niepołówkowe) są karmą do odreagowania jeśli ktoś wydaje nam się atrakcyjny związkowo - bo bierze się to z prowokowania i ulegania prowokacjom, a nie z realnej harmonii.
Te uwagi pochodza z głębokiego wglądu medytacyjnego, gdzie mogłem obserwować co to jest bliźniaczy płomień (połówka) i jak to działa.
-
Mariusz
Wydaje mi się, że tworzenie związków z nieharmonijnymi połówkami przybliża do tych bardziej harmonijnych. Jak coś nie gra w związku zawsze można sobie pomedytaować i pomodlić się o boską połówke.
-
Raczej opóźnia, bo czas poświęcany na bycie z niepołówkowa partnerką jest jednoczesnie czasem, którego NIE poświęcamy na uwalnianie od przeszkód w stworzeniu połówkowej relacji.
-
U mnie i wielu osób odpracowywanie karmy i dążenie do czegoś lepszego zaczyna się właśnie przy doświadczeniu tego złego, czy nieharmonijnego. Wtedy widzisz, że coś jest nie tak i próbujesz coś zmienić, lub naśladować tych co mają lepiej. Jak jesteś wierzący, to już z górki powinno iść, oczywiście w swoim tempie.
-
Ja zauważam, że zgodne z ND są tylko związki z połówkową harmonią w cechach niezmiennych i wpozostałych cechach wystarczającą harmonią (ale np różne drogi duchowe tez moga być poważna przeszkodą). Pozostałe relacje (niepołówkowe) są karmą do odreagowania jeśli ktoś wydaje nam się atrakcyjny związkowo - bo bierze się to z prowokowania i ulegania prowokacjom, a nie z realnej harmonii.
Te uwagi pochodza z głębokiego wglądu medytacyjnego, gdzie mogłem obserwować co to jest bliźniaczy płomień (połówka) i jak to działa.
To jak ktoś nie ma w danym momencie "dostępnej połówki" to już WJ nie będzie proponowac, ani wspierac żadnych innych jego związków? Co komu z połówki jak sam nie czuje energii tylko emocje, wtedy już lepiej być chyba z mniej harmonizującą osobą która osobowościowo rezonuje, niż SIĘ MĘCZYĆ Z POŁÓWKĄ- wszystko jest względne jak mawiał wujek Einstein.
-
Akurat w tym przypadku wg mnie nie ma takiej jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ tutaj są bardzo indywidualne kwestie i wszystko zależy od intencji, karmy, predyspozycji, itd. Jedna osoba w takim nieco mniej harmonijnym związku będzie się czuć świetnie i będzie to jej wystarczyć, inna wykorzysta to aby otworzyć się na coś lepszego, a jeszcze inna się uzależni i zamknie w tym, mimo że mogłaby mieć coś lepszego.
Sam fakt bycia w związku niczego nie warunkuje, tak samo jak np. posiadanie dużych pieniędzy. Wszystko zależy od tego jak wykorzystujemy to, co mamy.
Raczej opóźnia, bo czas poświęcany na bycie z niepołówkowa partnerką jest jednoczesnie czasem, którego NIE poświęcamy na uwalnianie od przeszkód w stworzeniu połówkowej relacji.
Może tak być, ale nie musi. Może być przecież tak, że bycie z niepołówką, ale jednak bycie z kimś, tworzenie aktywnie związku może ruszyć głębiej siedzące obciążenia, których by się nie ruszyło siedząc samemu. Różnie to może być, ale na pewno bym nie przekreślał takiej opcji, gdzie dwójka nie do końca harmonijnych ze sobą ludzi stworzyła związek, który np. po latach się rozpadł, ale cała ta droga którą razem przeszli - wiele ich nauczyła, zainspirowała, rozwinęła, otworzyła na więcej. I nie mam na myśli patologicznych związków, gdzie dwójka ludzi się nawzajem wyniszcza.
-
Harmonia to zgoda, zgoda na spokój, inspiracje, wsparcie, zgoda na miłość, na ciepło, akceptację, ale też zgoda na pewną indywidualność i przestrzeń na nią.
Kiedy jej doświadczamy, wtedy nie potrafimy założyć, że w nikim innym Boga nie ma, ani uznać, że w nikim innym Bóg nie potrafi się przejawić w harmonii z Nami.
Piękne. I mądre.
jesteśmy tak indywidualni i skomplikowani, że drugiego takiego jak my, to na pewno nie ma :).
Prawdą jest to, że potrafimy tworzyć takie struktury w sobie i wokół siebie, że możemy nigdy nie pozwolić, by pojawiła się w nich przestrzeń dla harmonijnego partnera.
Lub życie mamy tak pokomplikowane, że ....
I może tu jest ten haczyk, polegający na tworzeniu tych zagarniających przestrzeń wokół nas struktur ?
Na poczuciu takiego wyjątkowego niedopasowania, wyalienowania, niskiej wartości.
-
Gdyby to było tak jak mówicie to osoby tworzące nie stuprocentowo harmonijne realacje po odreagowaniu sobie karmy nie zakańczałyby tych relacji tylko je kontynuowały aż do znalezienia nowego partnera/partnerki. Na przykład Leszek jak mu coś puszczało ważnego(np jakieś obietnice lub zobowiązania z odległych wcieleń) z panią z która miał relacje czuł, że to oznacza brak potrzeby podtrzymywania relacji związkowych. I nie tylko on - to powszechne zjawisko.
Prawda jest taka, że gdyby miał tą karmę odreagowaną wcześniej to by nawet nie wszedł w związek z daną panią. Istnieje jeszcze coś takiego jak wolność od przymusu bycia w związku. Ale to mało popularny temat :-)
ps
nie mam zastrzeżeń do idei relacji partnerskich :-)
-
Mariusz
Jak mi z kimś puszcza karma mam po jakimś czasie niechęć do spędzania czasu z taką osobą.
-
Gdyby to było tak jak mówicie to osoby tworzące nie stuprocentowo harmonijne realacje po odreagowaniu sobie karmy nie zakańczałyby tych relacji tylko je kontynuowały aż do znalezienia nowego partnera/partnerki.
...
Prawda jest taka, że gdyby miał tą karmę odreagowaną wcześniej to by nawet nie wszedł w związek z daną panią. Istnieje jeszcze coś takiego jak wolność od przymusu bycia w związku.
Właśnie dlatego , że jest ten przymus , to dowolna osoba w miare harmoinjna (nawet bez wspolnej karmy) może pełnić role katalizatora i wspierać oczyszczanie tej karmy (patrzac od strony RD) i może być przywiązanie do tej osoby , jeśli są podobne nastawienia do tego związku, a te osoby z którymi ma się karme z poprzednich wcielen sa niedostepne w tych rolach. Wtedy to całe przywiązanie ogólne do związków, seksu w połączeniu z tymi podobnymi intencjami tych dwóch osob może powodować to że jest sens i warto się tego trzymać
jak nie ma "setek" a jest "95" to logiczne że 100x lepiej być z taką osobą niż samemu (no chyba, że niedługi czas to ok , nie ma przymusu )
ogólnie w życiu , jeśli np o mnie chodzi, to tak było ułożone , że jak puszczała jakaś tam karma z kimś, to wtedy pojawiała się następna osoba, z którą były bardziej fundamentalne kwestie... czyli np w wieku nastoletnim mało harmonijne osoby , ale np istotna karma seksualna , później harmonijne , a późxniej.. teraz bardzo bardzo :D
-
i widzę , że wylano dziecko z kąpielą i zniknęło coś wg mnie istotnego (napisane 2 x - raz bardzo luźno, później bardziej poważnie) , co komuś innemu sie nie spodobało i uznane za nieistotne i "niezwiązane z tematem":
sądze, że takie przekonanie Mariusz o tym, że nie doskonała harmonia to tylko karma do odreagowania , trzymanie się tej idei 100% harmonii , że tylko to ma sens, gdy nie ma takiej osoby , może tak na prawde być u kogoś po to, by pełnić rolę unikania związków / seksu ... pod postacią rzekomego "rozwojowego" nastawienia (a więc "dobry powód" i święty spokoj ze związkami...)
-
a ja mam takie pytanie , ale to chyba nie wiele osob by na nie odpowiedziało... chyba to do Leszka by się nadawało.. w tej samej linii np UNA jak bardzo nieharmonijne moga byc ze soba osobniki , w tych % żeby zobrazować ?? czy moze byc tylko 70% np ?
-
jeszcze co do wcześniejszych postow,
najbardziej harmonijny dostępny związek , to jest coś co ma znaczenie, co za różnica wtedy ile % ?
Najbardziej to najbardziej = najkorzystniejszy (wyłączajac inne czynniki)
każdy ma jakis najbardziej harmonijny z dostępnych . nie ma wymówek :)
-
Co do samej harmonii - wg mnie należy pamiętać i rozróżniać harmonię pierwotną i harmonię realną.
Pierwotna - to ta podstawowa, w stanie czystym może wynosić nawet 100% ale to NIE gwarantuje, że w danym życiu obu osób będzie się w ten sposób przejawiała. Często, przy obciążeniach połówkowych (kodowania przeciw harmonii, rozdzielanie "połówek", wszelkie hocki klocki, które miały zagwarantować indywidualizację oraz pozbawienie istot z wyższych warstw ich źródła mocy) może być w realnym życiu praktycznie nieistniejąca, mimo potencjału pierwotnego.
Harmonia realna zaś to ta tu i teraz, w tym życiu. Może nawet nie być z osobą pierwotnie najbardziej harmonijną... Wystarczy, że nie ma między oboma osobami nadmiernych obciążeń karmicznych,a harmonia realna może objawiać się bez większych przeszkód.
Dlatego jestem zdania, że nie ma co się zaślepiać i polować na pierwotne "połówki";), z którymi w danym wcieleniu szansa na dobra, zdrową, bliską relację może być zerowa,a skupiać się na byciu z osobami, z którymi można tworzyć bliskie relacje oparte na realnej harmonii w danym życiu. Zdecydowanie lepiej i łatwiej uzdrawia się w takich relacjach różne negatywne przekonania i obciążenia, które mogłyby tylko bruździć w związku obciążonym karmą, nawet jeśliby był ze 100% harmonijną pierwotnie istotą.
Napisałam o tym, bo mam wrażenie, że wciąż wiele osób myli - szczególnie w oczekiwaniach - jedna z drugą.
-
Maryna
Wyobraź sobie, że nie wszyscy mają takie zapotrzebowanie na związki, że można je określić sformułowaniem "Niechy pił/a byle był/a" :-)
aha jeszcze -
Jedyną rzeczą jaką warunkuje seks jest spłodzenie potomstwa. Wszystko pozostałe jest do osiągnięcia bez tego.
-
nie wiem jaki ma sens porównywać kogoś z kim się ma 95% harmonii do alkoholika ! chyba żeby sobie obrzydzić związki !
Jedyną rzeczą jaką warunkuje seks jest spłodzenie potomstwa. Wszystko pozostałe jest do osiągnięcia bez tego.
i jaki z tego wniosek ? że seks nie ma sensu ? drogą celibatu chyba ciężko byłoby dojść do tego poziomu (wolności od seksu)
-
Nie bardzo rozumiem dlaczego osoba harmonizująca z kimś na 95% nie może sobie popijać od czasu do czasu? Jedna z moich połówek (z którą nie stworzyłem związku) zajmująca się rozwojem miała związki z wysoko harmonizującymi facetami(niby rozwojowymi), którzy w pewnym momencie zaczynali popijać...
Nie powiedziałem, że seks jest bez sensu.
Daj sobie spokój z tym insynuacyjno-manipulacyjnym sznytem, bo ci w nim nie do twarzy.
-
Pewnie popijali, żeby mieć więcej % i być 100% facetami. ;-)
a poza tym % różnie wychodzą wahającym
-
No cóż, połówki, procenty...mają w naszym społeczeństwie specyficzne konotacje ;)
-
Daj sobie spokój z tym insynuacyjno-manipulacyjnym sznytem, bo ci w nim nie do twarzy.
mam prawo komentowac to co piszesz , a takie komenty sa już niefajne
nie wiem gdzie tu manipulacja czy insynuacja , piszę ogólnie, że to są po prostu błedne przekonania i błedna interpretacja pewnych nauk, że tylko związek z połówką ma duchowy sens, można było odpowiedzieć argumentem , zamiast oskarżać o manipulacje :D gdyby się go miało
ogólnie ważniejsze jest własne poczucie na ile dana osoba da mi teraz spełnienie, niż % , jeśli samemu się nie czuje tej harmonii to co komu po niej ?
-
maryna
a ja mam takie pytanie , ale to chyba nie wiele osob by na nie odpowiedziało... chyba to do Leszka by się nadawało.. w tej samej linii np UNA jak bardzo nieharmonijne moga byc ze soba osobniki , w tych % żeby zobrazować ?? czy moze byc tylko 70% np ?
Zauważyłem ogromne rozbieżności, w niektórych aspektach dochodzące nawet do 100%! To efekt indywidualizacji i rozwalania połówek dawno, dawno temu.
Jednakże harmonia dusz i wibracji osobistych (anielskie imię) są w takim przypadku zawsze zgodne.
hydrozagadka
Zdecydowanie jestem przeciw polowaniu na pierwotne połówki. Zazwyczaj wynikają tylko z tego nieporozumienia, kiedy jedna z nich nie oczyszcza intencji oraz podświadomosci.
-
Ileż tu pomysłów na związki? :)
Kiedyś kobiety mówiły,że wystarczy, by facet był "bardziej przystojny od diabła". I dodawały, "byle tylko nie bił".
Dziś czasy się zmieniły, ale ludzi z niskim poczuciem własnej wartości jest sporo. I nie wiadomo, kiedy się uda im uwolnić od przymusu pokutowania za jakieś grzechy z przeszłości. W związku z połówką trudno karać się i pokutować. Choć karanie połówki może już wychodzić całkiem skutecznie, szczególnie przy silnych hipnozach antypołówkowych.
Ponieważ NASZ świat funkcjonuje wg bardzo prostego mechanizmu:
1 Podobne przyciąga podobne
2. Intencje się dogrywają
to na różnych etapach rozwoju świadomości możemy harmonizować z innymi osobnikami i dogrywać się z nimi intencjami.
Wczoraj odreagowywałem klientowi klątwy, które narzucała mu odchodząca połówka, m in., "żeby się udławił tym rozwojem duchowym" (co było najłagodniejsze).
Osoba, która czuje się niegodna, której nie chce sie dorównać w rozwoju partnerowi, czuje się coraz gorzej z jego rozwojem. Trzeba wtedy podjąć decyzję o rozstaniu i znaleźć sobie kogoś na równym sobie poziomie RD i o podobnych intencjach, a także celach związku.
Cele związku są ważne. Kiedyś na ćwiczeniach podczas warsztatów, facet kreował sobie sprzęt muzyczny i dużo płyt CD. W tym czasie jego partnerka kreowała sobie szynszylę, która będzie zasypywać piaskiem jego cenne płyty. Czy myślicie, że długo z sobą wytrwali?
Seks też jest ważny, choć przy harmonii biopola i ogólnej, może być i tak, że wystarcza sama obecność, nawet niekoniecznie wyrażana przytuleniem. Jednak w pewnym wieku organizm rządzi się prawami innymi niż by to chcieli asceci :)
Harmonia jest stała tylko wówczas, kiedy obie osoby stoją w tym samym miejscu, albo kiedy harmonijnie się rozwijają. A to drugie zdarza się rzadko, szczególnie jeśli w związku znajdą się osoby obciażone choć minimalnie indywidualizacją.
Wiele osób widzi, że mogą dobrze funkcjonować bez związku. To zazwyczaj karmiczni asceci. Albo ofiary patologicznych czy uzależnionych rodziców. Po prostu, boją się i starają tak żyć,żeby nie doswiadczać tego, co robili ich rodzice.
Ja stoję na stanowisku, że jeśli ma mi być w związku gorzej niż samemu, to nie chcę (ach, poznałem wspaniałą połówkę, jednak chorobliwie zazdrosną, więc została skreślona na "dzień dobry"),
A jeśli mi może być w związku lepiej niż samemu, to czemu nie? :)
-
Dziękuje.. podejrzewam i nie dziwi mnie , że mogą być całkowite rozbieżności w cechach zmiennych, ale właśnie te niezmienne cechy mnie interesują, jak się mogą i różnić ?? czy może być np. 70-85% u UNA w niezmiennych ?
-
W związku z połówką trudno karać się i pokutować.
Myslę, że to jest częstsze niż sądzimy.
A co do tego, że
1 Podobne przyciąga podobne
,
ciągle mam wątpliwości, jak to jest wytłumaczalne w realu. Jak może być uznane jako "podobne"coś takiego jak demon na stołku dyrektorskim w miejscu pracy, demon jako mąż, czy strzyga jako żona ?
Dla ludzi czy aniołów ?
Jak takie istoty mogą być uznane za "podobne" ?
-
może pracownicy przejawiają demonizm ;p
-
maryna, jeżeli chodzi o miejsce pracy to bingo !
3/4 to czarne mendy.
Ale to ta ćwiartka maleńka, jak to migotliwe światełko pojedynczej świeczuszki, rozjaśnia mrok, czyniąc podległym maluczkim życie znośniejszym ;))
Chodziło mi o to, na jakiej zasadzie jest to podobnym, że ta 1/4 tam pracuje ?
Misje i te sprawy to rzecz oczywista.
Ale podobne ? Jak ?
-
Generalnie nigdy nie pojmowałam tego zdania jakoby podobne przyciągało podobne..
Jestem na etapie dalszych poszukiwań ;)
-
3/4 to czarne mendy.
Ale to ta ćwiartka maleńka, jak to migotliwe światełko pojedynczej świeczuszki, rozjaśnia mrok
taa jasne .. święci.. i sa tam przez PRZYPADEK !! ;-)
u mnie w pracy sami UNA , z egiptu m.in. , nie to zeby bylo super , nie calkiem
-
maryna,
a gdzie pracujesz ?
-
nie ważne gdzie tylko z kim !! ;))
chodzi o Egipt starożytny ;)
-
w sumie ^^ tylko byłem ciekawy branży że przyciąga z egiptu tak.
-
to trzecie miejsce pracy w ost 8 lat gdzie spotykam una ze starożytnego egiptu, branże były różne.. ide tam gdzie mnie ciągnie ;)
-
Cele związku są ważne.
To prawda. Ale właśnie sobie uświadomiłam, że ja się chyba nigdy nad nimi za bardzo nie zastanawiałam :). Raz w życiu poczułam całą sobą, po co ma mi być związek partnerski. I wtedy dotarło do mnie, że ta jedna intencja była we mnie "od zawsze". Jakby ze mnie "wyrosła", nie zmieniła się przez lata i nigdy jej nic nie przesłoniło. Jak kilkanaście lat temu poznałam mojego partnera, też od razu poczułam, że on ma dokładnie tą samą główną intencje i że jest ona na tyle dla niego ważna, że nic nie jest w stanie jej przesłonić.
I wtedy sobie pomyślałam "to jest mężczyzna, którego ja szukam" ;)).
-
Kinga to ci się udało :)
-
maryna
Te rozbieżności zazwyczaj są minimalne, jeśli w ogóle. Do ok 5%.
Tess
Kiedy analizujesz pól procesu, otrzymujesz PÓŁprawdy.
Nie tylko podobne przyciaga podobne, ale intencje też sie dogrywają.
Jeśli UA ma inicjację w strzygę, to jest podobny do strzygi. Podobny przede wszystkim energetycznie, mentalnie i emocjonalnie. Wykazuje cechy strzyg.
A 2 połowa to misje i uzależnienia.
Polecam art:
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/137
-
Inspirujący art. na temat kobiecej energii i roli kobiety w związku.
Zapewne wywoła bunt wśród pań, które się z tezami Autora nie zgodzą i w efekcie tej niezgody nie potrafią stworzyć i utrzymać związku.
http://michalxl600.blogspot.de/2015/10/mezczyzna-funkcjonuje-na-kobiecej.html
-
Zapewne wywoła bunt wśród pań,
Leszku może odpuść sobie te buntujące się kobiety, bo jeszcze taką przyciągniesz :-)
-
Z tego artukułu wynika, ze mężczyzna nic nie może, a kobieta wszystko może, więc nie dziwne, ze kobiety nie chcą być słoneczkami dla takich uzależnionych od nich mężczyzn. Bez urazy ;)
-
Lilliole
Nie mogę odpuścić, bo na ich terapii najlepiej się zarabia :)
Karina
Kreacja jest prosta!
Nie chcesz być słoneczkiem, więc nie jesteś!
-
LŻ
Ja wiem, że i tak jestem słoneczkiem bez względu na to, czy Ty tak orzekniesz, czy nie. I również wiem to, że Ty też jesteś słoneczkiem, więc do Ciebie to się też odnosi: Kreacja jest prosta, nie chcesz być słoneczkiem więc nie jesteś.
-
No, to się cieszę,że jesteś słoneczkiem :)
-
nie no w tym artykule jednak dużo przekonań własnych autora , PO ŁEPKACH BO SZKODA CZASU NA CZYTANIE CAŁEGO:
"Kobieta rozwinięta duchowo nigdy nie dopuści do siebie mężczyzny na pierwszej randce, ona taktycznie da mu do zrozumienia, że niepoważne relacje jej nie interesują. " - to duchowo rozwinięta kobieta nie moze pragnac seksu , czy miec go bez zobowiazan , powiedzmy jesli widzi ze jest harmonia (duchowo rozwinieta szybko to zobaczy)?
"Nawet jeśli jesteś urodziwą i energiczną dziewczyną ale poziom Twojej duchowości jest niski to mężczyzna będzie się z tobą spotykał, będzie z tobą spał, będzie brał energię ale nigdy nie zechce się z tobą ożenić."- od kiedy to przeciętny facet patrzy na duchowość kobiet i ile z nich faktycznie ma "wysoki poziom duchowosci" ? z reszta nizej napisał, że rozwinietych kobbiet jest nie wiele (a większość wychodzi za mąż), wiec nawet logicznie art nie trzyma sie kupy
" Przypomnijcie sobie opowieści jak z powodu kobiet zaczynały się wojny, rycerze strzelali do siebie w pojedynkach, a wszystko to z powodu ręki i serca kobiety. Najwyraźniej kobiety te były doskonałe - widocznie miały świadomość swojej mocy i mądrze się nią posługiwały." - bardzo mądre kobiety przez które to zaczynały sie wojny i gineli ludzie, bo jedyne nad czym mogly miec wladze to nad kroczem rycerzy (co też nie jest ich winą, do takiej roli je sprowadzano, wiec cała ich energia szła na omotanie seksualne delikwenta ) po prostu DOSKONAŁE ! ACH RYCERZ I UWIĘZIONA KSIĘZNICZKA
na prawdę idzie się rozwinąć duchowo ;-)
ogólnie niezłe bzdury i gdzieniegdzie (mniejszość) jakieś spostrzeżenia
-
humorystycznie o związkach:
https://www.youtube.com/watch?v=ORUoFcxJAb0
-
Lilliole
Nie mogę odpuścić, bo na ich terapii najlepiej się zarabia :)
No to jest argument :-)
Ale z kolei jakbyś skupił się na tych fajnych i taką przyciągnął to zgodnie z tym artykułem to byś mógł zarobić jeszcze więcej.
-
:)
-
Ciekawe, że kiedy temat związku skręca w kierunku energetyki między partnerami i harmonii, to zaczyna się bunt?
Ciekawe.
No, ale to nie mój problem. Ja zarabiam na skutkach tego buntu :)
-
Z tego artukułu wynika, ze mężczyzna nic nie może, a kobieta wszystko może,
Ciekawe na czym funkcjonują ci mężczyźni co nie mają akurat partnerki. Aż dziw, że żyją. Powinni ledwie zipać ;-)
-
No i właśnie ledwie zipią :-) więc to sama prawda... :-D
-
Lilliole
dopóki mężczyźni mieli przewagę w patriarchacie to bez skrupułów wykorzystywali kobiety, rzadko który doceniał, odkąd zmienia się przewaga sił coraz cieniej śpiewają ;) Od wieków kobiety postawione w drugorzędnej pozycji zależne od mężczyzn po całości, musiały sobie z tym poniżaniem jakoś radzić, więc wiele pracowało nad sobą i kochaniem siebie, oraz otwierały się na czerpanie energii i wsparcia z Wielkiego Źródła. Więc nie dziwne, że często włąsnie kobiety są bardziej rozwinięte duchowo od mężczyzn i bardziej interesujące. Teraz mężczyźni będą musieli się wziąść za siebie z racji utraty tytułu Panów Świata ;)
-
Hihi pamiętam jak wiele lat sie buntowałam całą sobą, nie żebym nie była kobieca, bo byłam bardzo, ale chodziło o to, żeby nie stać się" matką polką", czy "kurą domową".
Kojarzyło mi się to z czymś bardzo negatywnym, że mężczyzna wtedy mnie nie szanuje, poniża, że nie jestem atrakcyjną, wartościowa kobietą. Także społecznie. Bo dla mnie wtedy atrakcyjna, seksowna i wartościowa kobieta, to była głównie uwodzicielka, kochanka, czyli wszystkie wcielenia gejsz, haremowe, księżniczkowe, jakieś jeszcze indyjskie itp. Z całym asortymentem wzorców i wyobrażeń jaka ma byc idealna kobieta, która zasługuje na miłość.
Rok temu poznałam mężczyznę, który totalnie wywrócił mi te wyobrażenia do góry nogami...bo bardzo dużo od siebie dawał, dawał i dawał z miłością. Niczego nie oczekując, nie presjonując. Patrzyłam podejżliwie , czego on tak naprawdę chce, bo nie mieściło mi się to w pś...a on cieszył się moją obcenością. Jednocześnie dbał o mnie, mój konfort i moje potrzeby i to na takim powiedziałabym bardzo materialnym( choć nie tylko) poziomie. Czyli np dbał o to bym nie chodziła głodna, gotował, czy jest mi zimno, czy coś mi może pomóc, jeśli czuję się gorzej. Proste ludzkie rzeczy. Taka zwykła troska o kobietę. I nie chciał nic w zamian.
Dla mojej pś był to mega szok. A potem dostałam tyle, że sama poczułam, że też chce mu jak najwięcej dać. Tak zupełnie naturalnie. I to było piękne doświadczenie, bo poczułam, że nie jestem w stanie zapewniać pewnych rzeczy, które on jako mężczyzna potrafi( co było dla mnie bardzo trudne do przyjęcia, bo nie byłam w stanie mu ewidentnie dorównać) ale pś myślała, co tu może dać od siebie jako kobieta, co zrobić, by dołożyć do wspólnej puli, z miłością. Takie trochę dbanie o własne " gniazdo" się u mnie przejawiło. I wtedy wybierałam rzeczy typowe dla kobiet, odezwała się taka pierwotność, że " mężczyzna idzie na polowanie" i dba o to co na zewnątrz, a kobieta w związku z tym, że jest kobietą zajmuję się pomniejszymi rzeczami, czyli takimi bardziej drobnymi, które może zrobić, ma do tego predyspozycje. I poczułam całą sobą spełnienie i że jest to zupełnie naturalny podział ról. I ulżyło mi bardzo, że wreszcie nie muszę być silna i "zaradna" jak mężczyna ;) że mogę sobie odpuścić i być piękna, kobieca, delikatna. I jestem z tym w pełni wartościowa. Naturalnym instynktem mężczyzny jest dbać o to co na zewnątrz, a kobiecym o to co wewnątrz. Naprawdę, co za ulga...
A całe zamieszanie wynika z wykrzywienia tego wszystkiego, nieczystych intencji. Poniżania, niedoceniania kobiet, a potem ich lęku. Więc za wszelka cenę starają się być niezależne, silne. Pewnie inne lęki jeszcze dochodzą do głosu.
-
W związku ważne jest, by patrzeć w tym samym kierunku. Wszelkie nastawienia konfrontacyjne niszczą związek i rujnują psychikę całej rodziny.
Wyjątek stanowią związki sado - maso. Ale w taki związek wchodzą osoby ze zrytą psychiką, więc nie ma co już ryć.
Co jest najważniejsze?
HARMONIA I WZAJEMNE WSPIERANIE SIĘ ZAMIAST WALKI I KONFRONTACJI!
Na pewno harmonii i współpracy nie służy ciągłe wypominanie, co ci wstrętni faceci robili z niewinnymi białogłowami przez miliony lat!
Drogie panie! Jeśli Wam faceci wstrętni, to po kiego licha chcecie z nimi tworzyć związki? Żeby im uczynić piekło z życia? Weźcie więc pod uwagę, że owo piekło stanie się przede wszystkim waszym udziałem!
I nie dziwcie się, że czujecie się w tym układzie fatalnie!
PS: WIELE OSÓB MA SPECJALNE INICJACJE OD UBA W TWORZENIE PIEKŁA NA ZIEMI!
Ani na tym mechanizmie, ani na indywidualizacji, nie sposób zbudować szczęśliwego związku!
-
dopóki mężczyźni mieli przewagę w patriarchacie to bez skrupułów wykorzystywali kobiety, rzadko który doceniał, odkąd zmienia się przewaga sił coraz cieniej śpiewają ;) Od wieków kobiety postawione w drugorzędnej pozycji zależne od mężczyzn po całości, musiały sobie z tym poniżaniem jakoś radzić, ....
Teraz mężczyźni będą musieli się wziąść za siebie z racji utraty tytułu Panów Świata ;)
Mi to brzmi bardziej jak splot pobożnych życzeń i wyobrażeń niż stan faktyczny.
1. Męzczyźni wykorzystywali kobiety jeszcze na długo przed patriarchatem, nie od wieków tylko od tysięcy lat, od początku homo sapiens. Można powiedzieć.. i vice versa.
2. Przewaga sił na świecie się nie zmienia. Faceci mieli , mają i będa mieli przewagę biologiczną. Czy to coś złego ? Nie.. większość kobiet akceptując taki stan rzeczy ma z tego korzyści. Nie mówię o kobietach "rozwijających się duchowo" , albo skupiających na karierze , które niezaleznośc stawiają sobie za cel, czy konkurujące z mężczyznami. Wiele stanowisk na których jest największa władza, w finansach, polityce, przedsiębiorstwach itd to byli , są i będą faceci, to wynika z naturalnej ekspresji jang.
3. Kobiety w starożytnym Egipcie miały jeszcze większą władzę , pozycje społeczną niż w dzisiejszych społeczeństwach, więc nie jest to żadna nowość. Niestety , wynika ona tylko z kształtu społeczeństwa , istnienia policji , czyli ogólnie wzrostu świadomości , ale... głównie u mężczyzn. Gdyby faceci chcieli blokować prawa kobiet, to by je nadal blokowali, tak jak robi to kultura islamska, więc może należy być im wdzięcznym niż szukać dominacji ("coraz cieniej śpiewają" ;) i oczekiwać , że role się odwrócą i "teraz to my będziemy rządzić" ;)
4. Ogólnie średniowiecze nie było jakoś szczególnie nacechowane jakimś uciśnianiem kobiet, kobiet po prostu rodziły i wychowywały dzieci. Faceci mieli pełne ręce roboty by chronić córki i żony przed gwałtami, porwaniami. Podział ról był oczywisty i tylko głupia kobieta sprzeciwiała by się mu. Kobiety zawsze robiły to co sie im opłacało.
więc wiele pracowało nad sobą i kochaniem siebie, oraz otwierały się na czerpanie energii i wsparcia z Wielkiego Źródła.
serio ? nie wiele kobiet w znanej mi historii związanych z rd ... nie wiem w sumie dlaczego
-
Moim zdaniem to jest tak, że mężczyzna mocno potrzebuje energii od kobiety wtedy kiedy ma zamknięte serce. Dużo mężczyzn, zwłaszcza tych nie rozwijających się na pozamykane serca. Stąd tyle zawałów i takie zamiłowanie do wojowania. Kobieta nawet jeżeli nie rozwija się duchowo często ma bardziej otwarte serce. I to tej energii potrzebuje mężczyzna. Im bardziej ma zamknięte serce tym jego uzależnienie od tzw. kobiecej energii jest większe. Uważam że ta tzw. Kobieca energia to po prostu miłość. I im bardziej mężczyzna ma otwarte serce tym mniej jest uzależniony od tego by "mieć" kobietę. Taki mężczyzna jeżeli jest z kobietą w związku to równie wspiera kobietę jak ona jego.
-
Zgodze sie z Lilliole. Mezczyzni i kobiety moga wspierac sie nawzajem, ale w zdrowej relacji wyglada to tak ze jest to dodatkowa energia, taki bonus ktory sprawia ze jest sie jeszcze wyzej. Bez tego bonusu jednak mozna byc wystarczajaco wysoko np. mezczyzna bedzie w stanie sprawnie i przebojowo dzialac w swiecie, nie bedzie flakiem bez energii :D
Jesli chodzi o duchowosc to imo nie nie mozna generalizowac jesli chodzi plec. Spolecznie kobiety uwazane sa za bardziej uczuciowe i wrazliwe, a czesto to jest zwykla emocjonalnosc. Byly nawet takie badania ktore pokazywaly ze kobiety potrafia przejawiac duzo bardziej psychopatyczne zachowania, odpowiednio "zmotywowane" nie mialyby skrupolow zeby skrzywdzic szczeniaczka :p czy ogolnie potrafia znacznie wiecej zawisci i perfidii prejawiac wobec osob ktorych nie lubia. Faceci to sobie dadza po mordzie i czesto temat zamkniety, a kobieta druga kobiete potrafi wyniszczac tylko dlatego ze jej nie podpasowala.
Wiele osob tez jest uwazana za bardzo cieple i z otwartm sercem, a w rzeczywistosci przejawiaja slodko lukrowa iluzje milosci z wyzszych astrali ktora nie ma nic wspolnego z prawdziwa miloscia. A ze ludzi ciagnie do slodkosci...
Celowo teraz uogolnialem zeby pokazac druga skrajnosc ktora jest rownie prawdziwa. Tak naprawde co czlowiek to inna historia i nie uwazam zeby jakolwiek plec miala miec jakies lepsze predyspozycje w duchowosci. Sa pewne roznice, ale one sprawiaja ze przejawiamy sie inaczej, co nie znaczy ze lepiej czy gorzej.
-
Wiele osob tez jest uwazana za bardzo cieple i z otwartm sercem, a w rzeczywistosci przejawiaja slodko lukrowa iluzje milosci z wyzszych astrali ktora nie ma nic wspolnego z prawdziwa miloscia. A ze ludzi ciagnie do slodkosci...
Albo czasem jest tak, że pod tym lukrem jest całe mnóstwo stłumionych negatywnych emocji. Bo człowiek taki nie kieruje się sercem tylko swoja wizją siebie jako kogoś "najdobrzejszego na świecie". I może nawet bardzo się starać byc "dobry", ale to jest kosztem stłumienia siebie.
Ale ile można tłumić, więc raz na jakiś czas ten człowiek wybucha i wychodzi drugi biegun, czyli okrucieństwo.
-
Moim zdaniem to jest tak, że mężczyzna mocno potrzebuje energii od kobiety wtedy kiedy ma zamknięte serce. Dużo mężczyzn, zwłaszcza tych nie rozwijających się na pozamykane serca. Stąd tyle zawałów i takie zamiłowanie do wojowania. Kobieta nawet jeżeli nie rozwija się duchowo często ma bardziej otwarte serce.
To zamknięte serce wynika z płci a nie z obciążeń karmicznych ? chyba, że twierdzisz, że to w męskich wcieleniach głównie robi się takie obciążenia ?
I to tej energii potrzebuje mężczyzna. Im bardziej ma zamknięte serce tym jego uzależnienie od tzw. kobiecej energii jest większe. Uważam że ta tzw. Kobieca energia to po prostu miłość. I im bardziej mężczyzna ma otwarte serce tym mniej jest uzależniony od tego by "mieć" kobietę. Taki mężczyzna jeżeli jest z kobietą w związku to równie wspiera kobietę jak ona jego.
Czy to nie działa w obie strony z tą niezależnością? Jak ktoś sam czuje miłośc to nie szuka jej usilnie na zewnatrz, nie ma tego przymusu..
-
Serce sercem , ale są jeszcze potencjały jin i jang , których nie sposob nie zauważyć w naturze i w optymalnych rolach jakie przyjmują dla siebie kobiety i mężczyźni, na których są wydajni, które się im opłacają, owszem można iść pod prąd jak ktoś chce.
-
Jeśli już sięgamy archetypów i czasów mitycznych, to... całkiem współcześnie uczeni zrobili eksperyment z małpami.
Nauczyli je, że za pieniądze można kupić to, co się chce. I rozdali małpkom pieniądze.
I co się stało? Samice zaczęły się prostytuować!
Za kilkadziesiąt wcieleń będą się zapewne żaliły, że od samego początku były wykorzystywane przez samców :)
Wróćmy do rozsądku. WSPÓŁPRACA ZAMIAST KONFRONTACJI!
-
Troska o drugą osobę np. spowodowana siłą fizyczną (biologiczną) nie oznacza dominacji społecznej i w życiu prywatnym. Gdy jest taka dominacja, to jest nie jest moc, a przemoc.
Przekonanie, że to mężczyźni "pozwalają kobietom" mieć przewagę, jest tez na poziomie uzależnienia, niemocy i konfrontacji.
Moim zdaniem kobiety między sobą, a mężczyźni między sobą bardziej konkurują, niż krzyżowo. Konkurencja wynika z braków w poczuciu własnej wartości i niemocy w kreacji we własnej przestrzeni.
Zawsze mnie dziwiło, że ludzie woleli by być kimś innym, niż sobą i się porównują, zamiast rozróżniać świadomością i korzystać na różnicach.
Jeśli przestrzeń serca ogranie wszystkie dziedziny życia czystą energią, wtedy jest współpraca.
-
To zamknięte serce wynika z płci a nie z obciążeń karmicznych ? chyba, że twierdzisz, że to w męskich wcieleniach głównie robi się takie obciążenia ?
maryna,
nie chodziło mi tu o obciążenia karmiczne tylko o role społeczne, dla kobiet jest większe przyzwolenie na uczucia, chłopcom się wmawia, że to nie męskie i jest im trudniej bo może im się to kojarzyć z byciem słabymi itp
Czy to nie działa w obie strony z tą niezależnością? Jak ktoś sam czuje miłośc to nie szuka jej usilnie na zewnatrz, nie ma tego przymusu..
oczywiście że działa to w obie strony
-
Jeśli przestrzeń serca ogranie wszystkie dziedziny życia czystą energią, wtedy jest współpraca.
Sylvia, :-*
-
Lilliole:-*
-
Wiele osob tez jest uwazana za bardzo cieple i z otwartm sercem, a w rzeczywistosci przejawiaja slodko lukrowa iluzje milosci z wyzszych astrali ktora nie ma nic wspolnego z prawdziwa miloscia. A ze ludzi ciagnie do slodkosci...
Słodkie, miłe, bez emocji, idealne...to już wolę prawdę, gdzie jest autentyczność i nadal może być miło, w miłości i prawdziwie, i niekoniecznie idealnie wg czego?:)
-
Tak, albo często jest też taka dziecięca, ale w negatywnym sensie bo infantylna "miłość" gdzie "kocha się" wszystko i wszystkich, wszędzie są wróżki, aniołki i tęcze.
Nie wszystko co istnieje jest miłością i nie wszędzie ta miłość może się swobodnie przejawić. Nie dlatego, że nie może, ale dlatego że częścią miłości jest szacunek, a ten szanuje wolną wolę istot, które miłości przejawiać nie chcą. Jakoś Bóg nie zalał miłosnym lukrem całego istnienia...
Jakoś tak zauważyłem, że jak ktoś przejawia obciążenia przejawiające się w sposób mocno przypominający rzeczy uznawane za dobre np. ktoś jest taki słodziakowaty i taplający się w miłosnym lukrze to mało kto ma odwagę zwrócić uwagę tej osobie, że to co przejawia jest sztuczne. No chyba że jej nie lubi :D
-
Tak w temacie związku, pasowania i nie pasowania... to zwykle od razu czuje czy ktoś do mnie energetycznie pasuje... i przyciagam takie osoby, z ktorymi na poziomie energii jest super harmonia. Ale z ocena czy pasuje na poziomie materialno-zyciowym mam mega problem... zupelnie nie umiem tego jasno stwierdzić, zwlaszcza jesli chodzi o droge zycia, spedzanie czasu, zainteresowania, cele.
Nie wiem o co chodzi...
Z jedną osobą mam coś takiego, ze robi wszystko to, co ja bym gdzieś tam głęboko w sobie chciała, przejawia sie w taki sposób w jaki chcialbym. Ale na ten moment nie potrafię...bo bo bo...głównie z poczucia, że nie mogę, boję się, czuję blokady. Ale też tak naprawdę nie wiem czy to "na teraz" dobre dla mnie. To tak jakby realizowała jakieś tam moje dawne niespelnione marzenia.
To chciałabym nie pojawilo sie po spotkaniu tej osoby, tylko bardziej przypomnialo mi sie z "kiedys", gdy byłam młodsza, mniej ograniczona, oraz mniej doświadczona życiowo. To powoduje taki bolesny zgrzyt wewnętrzny połączony z fascynacją, która jakoś nie chce minąć.
-
czy uwolnienie się od przywiązań do danej osoby może spowodować przyciąganie się ? mówię tylko o bardzo harmonizujących osobach.
czy tak jak tu wcześniej pisano , uwolnienie od karmy to uwolnienie od chęci do relacji z daną osobą ? mówię o związkach seksualnych
i wtedy np przychodzi ochota na kogoś nowego, np bardziej atrakcyjnego fizycznie ?
-
Tak w temacie związku, pasowania i nie pasowania... to zwykle od razu czuje czy ktoś do mnie energetycznie pasuje... i przyciagam takie osoby, z ktorymi na poziomie energii jest super harmonia. Ale z ocena czy pasuje na poziomie materialno-zyciowym mam mega problem... zupelnie nie umiem tego jasno stwierdzić, zwlaszcza jesli chodzi o droge zycia, spedzanie czasu, zainteresowania, cele.
Nie wiem o co chodzi...
Mi się wydaje, że takich osób które mają podobne wibracje i poziom świadomości / spojrzenie na świat, jest o wiele więcej niż takich z którymi mielibysmy zgodne te inne elementy o ktorych piszesz i to one chyba są bardziej decydujące niż sama harmonia wibracji osobistych.
Tak więc co do drogi życia, celów , spędzania czasu itp chyba nie chodzi o ocenianie i stwierdzanie, jeśli byś taką osobę spotkała, to nie było by takiej konieczności i samo by się działo co ma się dziać. Odpowiedź chyba znajdziesz w kreacji.
-
maryna
Ja nie mam uzdrowionych związków, ale jak jetem z kimś harmonijny i uwolnie karmę z taką osobą nadal jest ok. W przypadku atrakcyjnych fizycznie osób nie czuję dosłownie nic oprócz logicznego pojmowania piękna.
-
czy uwolnienie się od przywiązań do danej osoby może spowodować przyciąganie się ? mówię tylko o bardzo harmonizujących osobach.
Tak, jeśli obie osoby harmonizują z tym potencjałem w sobie. Może to być przydatne i wtedy przyciągnął się.
Nie, jeśli ktoś ma kody na wyindywidualizowanie, takie, że im większa harmonia, szczególnie pierwotna, , tym bardziej chce doświadczać czegoś innego, niż miłość.
Niekoniecznie musi to dotyczyć związków seksualnych, chociaż może.
-
Ciekawy art., do przemyślenia.
Dlaczego coraz więcej Polek żyje samotnie?
http://www.newsweek.pl/polska/dlaczego-coraz-wiecej-polek-zyje-samotnie-zwiazki-uczucia-milosc-single-singielki-newsweek-pl,artykuly,280972,1.html
Moim zdaniem, kiedy się ma nie wiadomo jakie wymagania, a do tego BRAK czasu NAWET na spotkania z facetem, to jak można stworzyć udany związek?
Szczególne wymagania wobec partnera, to jednak nie problem, bo można sobie za pomocą afirmacji przyciągnąć swój ideał. Gdzieś na pewno ktoś taki się znajdzie, jeśli wymagania nie są sprzeczne wewnętrznie (a zazwyczaj są, więc "kicha").
Problem polega na BRAKU CZASU I MIEJSCA dla związku!
Oczywiście, można by znaleźć miejsce i czas na partnera i dzieci, ale wtedy zabrakłoby miejsca i czasu na użalanie się nad sobą, czy na ulubione wycie w poduszkę.
Jest wybór!
-
Czy jak się spotykają osoby super harmonijne i zaczynają tworzyć związek to nie ma stanu zakochania, takiej wzajemnej ekscytacji?
-
Liliole
Z mojego niewielkiego doświadczenia wynika, że jest, przy jakiejś tam otwartości po obu stronach.
-
Czy jak się spotykają osoby super harmonijne i zaczynają tworzyć związek to nie ma stanu zakochania, takiej wzajemnej ekscytacji?
Chyba ;) zamiast fajerwerków jest ...miło ? :)
-
Powiedziałbym że to kwestia indywidualna, zależna od wieeelu różnych czynników, głównie od tego jak te osoby się przejawiają. W większości przypadków myślę, że jednak jest ta ekscytacja przynajmniej na początku bo dla większości osób nie jest to chleb powszedni, a coś naprawdę wyjątkowego więc ciężko się nie ekscytować :) Ja byłem podekscytowany z dobre pół roku, ale ja na to czekałem prawie całe swoje dotychczasowe istnienie ;D
-
Powiedziałbym że to kwestia indywidualna, zależna od wieeelu różnych czynników, głównie od tego jak te osoby się przejawiają. W większości przypadków myślę, że jednak jest ta ekscytacja przynajmniej na początku bo dla większości osób nie jest to chleb powszedni, a coś naprawdę wyjątkowego więc ciężko się nie ekscytować :) Ja byłem podekscytowany z dobre pół roku, ale ja na to czekałem prawie całe swoje dotychczasowe istnienie ;D
Dzięki Clint :-)
Bo ja jakoś tak sobie zakodowałam, że jak jest ekscytacja to na pewno źle :-) że to już ma się zupełnie nic nie dziać, tylko dwa medytujące na błogość posągi :-))
-
Nie ma nic złego w ekscytacji. W zdrowych ilościach nie przynosi skutków ubocznych i nie szkodzi w żaden sposób :)
Jak nie jesteśmy jedną nogą w oświeceniu to czujemy emocje w różnych sytuacjach i tych emocji nie ma co się bać. To w porządku czuć emocje, że tak powiem afirmacyjnie :)
No i pojawienie się emocji nie znaczy też od razu, że coś jest nie do końca w porządku. Jak spotykasz piątego z rzędu super harmonijnego partnera to masz tak urzeczywistniony temat, że pewnie i jest totalny spokój i błogość. No, ale jak to jest pierwszy od setek, tysięcy lat tak harmonijny związek to sam fakt, że to wszystko się dzieje - porusza tak wzorce, energetykę, myślenie i wszystko inne że trudno tutaj o brak emocji.
-
Niestety ja mam takie doświadczenia, że również boję się ekscytacji, gdyz po ekscytacji nieuchronnie przycodzi rozczarowanie.
-
W moim życiu po ekscytacji przychodzi jeszcze większa ekscytacja :)
Jestem z tym normalna, zdrowa psychicznie, bezpieczna i w porządku
Miłość do partnera zbliza mnie do Boga.
-
Leszek :)
A co sobie afirmować, gdy jest odwrotnie tzn. boję się ekscytacji mną mężczyzn, bo później zamienia się ona nieuchronnie w rozczarowanie mną ?
-
Karina
Skoro tak piszesz to znaczy, że oczekujesz tego rozczarowania. Nie pracowałbym więc tutaj bezpośrednio z tą ekscytacją (bo tylko skutek uboczny), a poszukał w sobie odpowiedzi na pytanie czemu masz takie oczekiwania wobec mężczyzn, aby się Tobą rozczarowywali. Albo prowokujesz do tego z określonego powodu albo się do tego przyzwyczaiłaś, ponieważ to efekt innych mechanizmów.
No bo skoro się rozczarowują to znaczy, że przyciągasz sobie facetów, którzy nie są zainteresowani tym jaka jesteś, a jakimś wyobrażeniem o Tobie, które się rozwiewa gdy Cię bliżej poznają. Nasuwa się od razu pytanie skąd te wyobrażenia?
Może np. dostrajasz się do nich i próbujesz spełniać ich oczekiwania na temat tego jaka kobieta powinna być, a że się nie da tak udawać w nieskończoność to po pierwszym uczuciu "ło bozie, to mój ideał" idzie rozczarowanie "zaraz, przecież to zupełnie inna kobieta jest" :) To dość popularny mechanizm, który występuje wtedy kiedy nie wierzymy, że istnieje idealny dla nas partner, który uzna nas za idealnych takich, jakimi jesteśmy.
Tak mi się kojarzy że rozczarowanie jest nieodłączne z manipulacjami, maskami, zakłamywaniem rzeczywistości, itp. Niby sobie można tłumaczyć, że wynika to z tego, że ktoś Cię bliżej poznał, dowiedział się więcej o Tobie i wtedy się dopiero rozczarował, ale przecież skądś musiał mieć wygórowane oczekiwania (a pś o ile nie jest zmanipulowana to wie od 1 sekundy co i jak), więc albo Ty robisz facetów w bambuko albo masz wzorzec przyciągania sobie facetów, którzy się sztucznie nakręcają żeby się później rozczarować, a Ty sobie dosrywasz w ten sposób czy udowadniasz że Ci faceci są tacy i owacy.
Możliwości w sumie sporo jest, musiałabyś bardziej podrążyć swoje intencje w temacie.
-
Karina
Właśnie po to, żeby się nie zamieniało :)
-
Karina
wydaje mi się, że ta ekscytacja w pierwszej fazie związku często związana jest z brakiem przytomności i jasnością umysłu. Stąd później rozczarowanie, bo oczekiwania nie spełnione, i osoba "jakby nie ta". To chyba musiałby Twój partner przerabiać. A Ty? Może, że przyciągasz partnerów, którzy widzą i doceniają Cię taką, jaka jesteś. Z Twojej strony chyba warto spróbować ogólnej afirmacji, że oczyszczasz swoje intencje dotyczące Twojego związku/siebie w związku, co poczujesz, że dla Ciebie. <3
-
W sumie temat ważny, podobno na początku w dużym stopniu to są projekcje, niby do 2ch lat mogą się utrzymywać, Z jednej strony ciężko wytrzymac ciągłą ekscytację, z drugiej bez niej też ciężko. Sama ten temat sobie próbuję ułożyć...
-
Fascynować się można na trzeźwo i przytomnie :)
W Hunie jest taka praktyka, by żyć tak, jakby znów było święto, każdego dnia.
Tylko trzeba NAUCZYĆ SIĘ widzieć, że ta osoba jest w jakiś sposób pozytywnie wyjątkowa i do pod kilkoma względami :)
To z kolei wymaga afirmacji oraz medytacji.
Z kolei w tantrze jest medytacja na boskość w partnerze, czyli też coś unikalnego i ekscytującego :)
Nie bójmy się zachwycać i nie bójmy się, kiedy ktoś się nami zachwyca. Od tego nie zachodzi się w ciążę, nie musi się żenić itd :)
-
Tylko trzeba NAUCZYĆ SIĘ widzieć, że ta osoba jest w jakiś sposób pozytywnie wyjątkowa i do pod kilkoma względami :)
To z kolei wymaga afirmacji oraz medytacji.
Właśnie :) I dobrze, że zwróciłeś na to uwagę Leszku, bo wielu ludzi boi się postrzegać w taki sposób drugą osobę. A potem narzekają:
"ale on/ona mnie już nie inspiruje" :). A jak ma inspirować, jeśli nie potrafimy widzieć partnera/kę jako kogoś "pozytywnie wyjątkowego". A kiedy się tego "nauczymy", to patrzymy na niego/nią z dużą otwartością i dzięki otwartości, umiemy czerpać inspiracje ze związku, z relacji, z bliskości, od partnera/ki :).
-
I trzeba być cały czas trzeźwy, przytomny i KOchaby SIEBIE.
Czemu to takie ważne ?
Bo często kochający kogoś zapominamy o sobie. O podnoszeniu swojej samooceny.
Z kochającej osoby łatwo zamienić się w służącego.
Więc z czasem my kochamycoraz bardziej, nas coraz mniej.
W końcu zaczytamy szukać winnych i za ten stan rzeczy obwinia drugą osobę.
A wystarczy mieć wysoką samoocenę kochający siebie (nie mylić z narcyzmem).
-
Niestety ja mam takie doświadczenia, że również boję się ekscytacji, gdyz po ekscytacji nieuchronnie przycodzi rozczarowanie.
Rita Hayworth ta z tego klasyku "Gilda"-dla zobrazowania :)) https://www.youtube.com/watch?v=_Q1SMBjfSjI (https://www.youtube.com/watch?v=_Q1SMBjfSjI) , powiedziała o mężczyznach, z którymi sie rozstawała :
"Idą do łóżka z Gildą. Budzą się za mną"...
Często gramy w życiu bojąc się, że takimi jacy jesteśmy nikt nas nie polubi ( dziecinstwo sie kłania, kiedy dzieci nie chciały się z nami bawić bo.....), nie pokocha.
I potem jest problem. Bo jak tu sie pokazać w rozpapcianych baboszach, z artystycznym nieładem na głowie z rana i w ogóle :)
Fajnie to może jeszcze być kiedy sie jest młodym. Ale potem ? Duża doza wyrozumiałości i tolerancji.
Dla obu stron :)
-
Nie bójmy się zachwycać i nie bójmy się, kiedy ktoś się nami zachwyca. Od tego nie zachodzi się w ciążę, nie musi się żenić itd :)
Wow! Dziękuję :-))
Bo często kochający kogoś zapominamy o sobie.
Tak. Czasem jest to taki automat, że nawet mając świadomość tego trudno wrócić do siebie.
-
Tak. Czasem jest to taki automat, że nawet mając świadomość tego trudno wrócić do siebie.
Dlatego wspomniałem o trzeźwy i przytomny podejściu.
Taki Jezus na przykład, doszedł prawie do perfekcji w kochanie wszystkich, ale zapomniałem o sobie i skończył jak skończył :)
-
Dlatego wspomniałem o trzeźwy i przytomny podejściu.
Dobrze wspomniałeś :-))
-
Zgadzam sie z Leszkiem. Wzajemna fascynacja jest super i nie wyobrazam sobie ze mialoby zabraknac tego elementu w zwiazku.
To juz prawie 4 lata bycia razem, a ja sie wrecz coraz bardziej fascynuje moja partnerka. Cudownie jest patrzec jak ona wzrasta i rozkwita przy mnie, a ja przy niej. Im dluzej jestesmy ze soba tym fajniej sie przejawiamy a to tworzy kolejne i kolejne powody do wzajemnej fascynacji, ekscytacji i podziwu :) Nie ma stagnacji ani znudzenia. Jest niekonczacy sie taniec milosci, ktory wynosi nas coraz wyzej i wyzej :)
-
Clint - tak trzymać !!!!!!!!!
W moich , nieco gorszych czasach gdy byłem młody ciałem i fascynacja płcią przeciwną była maksymalna - nie bylo dostepnej wiedzy takiej jak dziś , na tym forum na przykład.
I trudno się winić teraz że niektóre sprawy z moją partnerką nie układały się tak jak bym chciał patrząc z dzisiejszego punktu widzenia. Ale ... tak miało być.
-
Kornel
na wszystko jest odpowiedni czas.
Każde zdarzenie prowadzi nas do kolejnego. Tak się rozwijamy, w kierunku większej świadomości.
Ja też wiele bym zmienił z punktu widzenia dzisiejszej świadomości, nie ma co trzymać w sobie żalu. Po prostu się rozwijamy.
-
Kilka fajnych podpowiedzi dojrzałej kobiety:
Figurska: Najpierw jestem żoną, potem mamą, a później aktorką!
http://telewizjarepublika.pl/republika-ekskluzywnie-figurska-najpierw-jestem-zona-potem-mama-a-pozniej-aktorka,38591.html
-
nie ma co trzymać w sobie żalu. Po prostu się rozwijamy.
O, i święte słowa, dzięki Michał:)
-
Kilka fajnych podpowiedzi dojrzałej kobiety:
Figurska: Najpierw jestem żoną, potem mamą, a później aktorką!
http://telewizjarepublika.pl/republika-ekskluzywnie-figurska-najpierw-jestem-zona-potem-mama-a-pozniej-aktorka,38591.html
A kiedy kobietą?
-
Ja bym zadała pytanie, a kiedy sobą ?;)
Dzięki za wszystkie wcześniejsze do mnie posty <3.
-
furyah :)
-
Ja bym zadała pytanie, a kiedy sobą ?;)
Karina,
Też :-)).
Ale ja ostatnio mocno otwieram się na kobiecość, przejawianie kobiecości, więc moja świadomość i podświadomość jest ukierunkowana na pewien fragment rzeczywistości.
Ruszyło mnie to co bo żona, matka, czy aktorka to są pewne role do których są przypisane pewne stereotypy, jakieś zbiorowe oczekiwania, archetypy. Po uwolnieniu się od tego pojawia się własna naturalność bycia w relacji. I wtedy rzeczywiście jest się po prostu sobą.
-
To może być inspirujące:
Nigdy nie jest za późno na miłość – 114-letnia panna młoda
http://dobrewiadomosci.net.pl/13155-nigdy-nie-jest-za-pozno-na-milosc-114-letnia-panna-mloda/
-
Tak się zastanawiam czy nasze preferencji wobec naszego ideału jakiego szukamy nie wynikają przypadkiem z braku uzdrowionych intencji co do związków.
Chodzi mi o to, że każdy ma jakieś oczekiwania np podobają mi się wysokie brunetki, czy nie jest to objaw nieuzdrowionych intencji. Przecież przez takie oczekiwania co do wyglądu, czy zachowania ograniczamy sami siebie i może się zdarzyć, że prawdziwa miłość przejdzie nam koło nosa bo była ubrana w ciało blondynki a my szukamy brunetki.
Jak uzdrowić intencje co do naszych oczekiwań aby oczekiwać jedynie tego co się na prawdę liczy tj miłości a porzucić oczekiwania co do innych mniej znaczących cech.
I czy nasze wybory nie mają kompensować naszych braków, czy parując się nie oczekujemy tego aby ta druga osoba nas dopełniła?
to drugi temat do przemyślenia.
-
Ja to widze w ten sposob, że zawsze pociągają mnie te kobiety które mogły by przyczynic sie do moje wzrostu poprzez pewne czesto nie do konca przyjemne doswiadczenia. Jak intencje co do siebie będą juz na fajnym poziomie i.nie pozostanie sporo brudow do uzdrawiania to będą mi sie podobać takie ktore będą mogły mnie nauczyc czegos na tym poziomie na ktorym aktualnie bd sie znajdował. Z tego wynika ze w ostatecznym rozrachunku i tak prawdziwa miłość nie moze nam umknąć ^^ dzieki temu mozna cieszyc sie z tego co jest juz teraz i dalej wzrastać
-
Warto kontemplowac milosc i harmonie na sercu. Serce rozpozna wlasciwa osobe, nawet jak rozum bedzie podrzucal watpliwosci :)
-
kim jest polski singiel ? :-)
http://sympatia.onet.pl/tips/advice/single-w-polsce-w-liczbach-infografika,5675596,advice-detail.html?utm_source=onet.pl&utm_medium=referral&utm_content=singlewpolsce&utm_campaign=trescired2_0210
-
Bardzo ciekawe :)
-
Jak rozpoznać toksyczną kobietę ?
https://www.youtube.com/watch?v=fjEnxJfTNps
-
Dlaczego kobiety wolą dupków?
https://www.youtube.com/watch?v=3WGwGnUzOyo
5 CECH KOBIET, które odrzucają facetów
https://www.youtube.com/watch?v=E-w2Ja5eOMY
-
"Warto kontemplowac milosc i harmonie na sercu. Serce rozpozna wlasciwa osobe, nawet jak rozum bedzie podrzucal watpliwosci :)"
Ciekawe :)
Mysle ze harmonia serc to jednak w zwiazku nie wszystko :)
-
Laka
Pewnie, że nie wszystko :)) to taka podstawa-szkielet, na bazie której muszą też istnieć inne rzeczy. Ale bez szkieletu to nawet namiotu się nie postawi, więc wiesz ; )
-
Moje serce zawsze wybiera na poziomie energii super harmonijne osoby :) Ale reszta już nie koniecznie pasuje. Gdybym miala słuchać glosu serca, a nie kierowała się też intuicją i zdrowym rozsądkiem, czy świadomością, to marnie bym skończyła :D
-
Laka
to dobrze, że odpalasz też zdrowy rozsądek :) sama harmonia to na pewno za mało, za tym muszą też iść zgodne cele i sensowne intencje.
-
Laka,
Może potrzebujesz zadbać o harmonię między swoim sercem a umysłem, wiem trudna sprawa czasem, ale wtedy coraz mniej trzeba wybierać między jednym głosem a drugim, bo zostaje tylko jeden - wybór lekki i prosty ;)
-
Ja myślę, że serce samo w sobie wie co najlepsze ale tu jest jeden haczyk - to musi być czyste serce, aby i przekaz był czysty, a nie przefiltrowany przez nasze tęsknoty, pragnienia, zaślepienia i uzależnienia :)
Umysł nie jest od podejmowania decyzji związanych ze związkami, bardziej się przydaje do rozliczenia PITa :D Boska intuicja nie przejawia się tylko poprzez umysł i czakrę 3 oka, ale też zawiera się w sercu, w przepływie miłości. Intuicja to czucie i wg mnie zawiera się we wszystkich Boskich uczuciach po trochu :)
Np. w kwestii partnera można poczuć sercem mnóstwo miłości, szczęście i radość na kilku czakrach, a także głęboki spokój z poczuciem pewności w całym sobie.
Jeśli chodzi o serce ciągnące do starych harmonii, nieaktualnych na teraz (w takim zakresie jaki jest potrzebny) to jak dla mnie to wciąż jest nieuzdrowione serce - przywiązane, stęsknione za przeszłością, próbujące rozpaczliwie wrócić do czegoś czego już nie ma. Takie serce trzeba samemu najpierw trochę poprowadzić, nim ono będzie mogło prowadzić nas :)
-
Hehehe myślę, że czystość intencji to nie koniecznie jest domena serca. Serce poprostu kocha i nie rozważa, nie ocenia samo w sobie. Dla mnie czystość serca to swobodny przepływ tej miłości, bez blokad, zranień itp. A prganienia właśnie to już zupełnie inna sprawa, wg mnie bardziej dotyczy innych czakr, aspektów, które oczywiście mają związek z sercem i miłością bo tych uczuć dotyczą.
Umysł ma swoje twory, ale ważne by używać intuicji, świadomości w tym wszystkim. A czasem też zdrowy rozsądek nie zaszkodzi ;) Zwłaszcza poki nie mamy swobodnego w pełni przepływu z intuicji, są zakłócenia na lini ;)
W stanie idealnej czystości intencji w temacie pewnie rozsądek nie jest już potrzebny, bo do czego ?
-
Mam pytanie do wszystkich guru...
Podświadomość mi werbalizuje , poniekąd może to świadomość, że to co zostało podświadomoie, spieprzone między mną a taką podkreślę to - bardzo harmonizującą kobietą, idealną połówką, z ktorą się umowilem przed wcieleniem na fajne życie, i wspolny rozwój, jest nienaprawialne. Czy u idealnych połowek coś może byc NIENAPRAWIALNE?
-
dżony
Dla mnie, to jest jakieś pomieszanie karmiczne.
-
No nie wiem...
-
Polowka czy nie polowka - to wciaz jest zywa kobieta z wlasna wola, intencjami i nastawieniami, ktora zrobi ze swoim zycie i z wasza relacja to co sama uwaza za sluszne. I wlasnie w taki sposob radzilbym Ci postrzegac ta osobe, a nie przez pryzmat jakichs karmicznych umow czy wyobrazen polowkowych.
-
Masz racje.
Czy u idealnych połowek coś może byc NIENAPRAWIALNE?
Czyli uważasz / uważacie że odpowiedź na to pytanie tylko odciągnie od tego przytomnego postrzegania i będzie wikłać w postrzeganie nieprzytomne , ktore będzie komplikowac te tematy i nie powinienem szukać na nie odpowiedzi?
-
Nie ma czegos takiego jak polowka na zawsze. To jest okreslenie dla idealnie harmonizujacej osoby na teraz. A to sie moze zmienic w kazdej chwili, wasze drogi moga sie zawsze rozejsc i juz moze nie byc wam po drodze.
Tu nie chodzi o to zeby pytac czy da sie naprawic ale czy to ma sens i czy jest korzystne. A do tego trzeba chocby obopolnej checi do bycia razem i poprawiania jakosci relacji.
Skupiajac sie na osobie ktora takich checi nie i rozwazajac teoretyczne scenariusze blokujesz sie na przeplyw zycia. Kiedy Ty sie zastanawiasz nad teoriami i przywiazujesz sie do jednej slusznej opcji, to byc moze blokujesz sie na kobiete ktora chce byc z toba na teraz i z ktora ci bardziej po drodze.
Jesli jest teraz sens i przestrzen na naprawianie to idz naprawiaj, jak tego teraz nie ma to nie mysl o tym czy bedzie tylko sobie odpusc i rusz dalej z zyciem, zanim ci przecieknie miedzy palcami :)
-
Mozliwe, że doszło do sporego sprzeniewierzenia w relacji Dżonnego i jego potencjalnej połówki. A w każdym razie tego się obawia jego podświadomość. Jak jest takie silne sprzeniewierzenie bazujące na przykład na powaznych krzywdach typu że połówka nas okrutnie zamordowała (albo my ją) to mozna miec problemy z odzyskaniem zaufania do niej/siebie.
Na pewno warto jej/sobie przebaczyć i zobaczyć co z tego wyniknie :-) Może to jest naprawialne a tylko podświadomośc uważa, że nie. Ale to tez zależy od drugiej strony na której wybory nie mamy wpływu znaczy się jesli ona się boczy na nas to może sabotowac możliwość powstania związku i nawet jak my będzie my mieli wszystko uzdrowione to i tak nie stworzymy relacji.
Więc tak jak mówi Clint dobrze nie zamykać się na opcję że może być jakaś lepsza dla nas połówka na tu i teraz
-
Nie ma czegos takiego jak polowka na zawsze. To jest okreslenie dla idealnie harmonizujacej osoby na teraz. A to sie moze zmienic w kazdej chwili, wasze drogi moga sie zawsze rozejsc i juz moze nie byc wam po drodze.
Jesli jest teraz sens i przestrzen na naprawianie to idz naprawiaj, jak tego teraz nie ma to nie mysl o tym czy bedzie tylko sobie odpusc i rusz dalej z zyciem, zanim ci przecieknie miedzy palcami :)
Clint - jak zwykle celnie i na temat!
Oskarżono mnie kiedyś, że pomieszałam komuś szyki na bycie z połówką.
I dlatego jest ta osoba w nieszczęśliwym związku. Zachodziłam w głowę o kogo mogło chodzić, skoro od poczatku na horyzoncie była tylko ta popierd....strzyga. Nikt inny!
Ale cóż.
Werdykt to werdykt.
I dało do rozmyślań. Gorzkich. Pełnych poczucia winy. A wiadomo co wina potrafi z człowiekiem zrobić :(
Tymczasem tym wpisem dałeś Clint nadzieję :))
Bóg zapłać!
Ty już sam wiesz w czym ;))
-
Tess
To brzmi jakbyś, wg mentalności osoby, która miała żal czy pretensje, odebrała komuś jego własność czy coś zaanektowanego. Jak niewolnictwo połówkowe.
-
Nie ma czegos takiego jak polowka na zawsze. To jest okreslenie dla idealnie harmonizujacej osoby na teraz. A to sie moze zmienic w kazdej chwili, wasze drogi moga sie zawsze rozejsc i juz moze nie byc wam po drodze.
Idealna Połówka to jest określenie kogoś kto ma 100% harmonii duchowej (cechy niezmienne osobników). Połówką może być np moja matka, czy siostra, albo 60 letni ksiądz z lokalnej parafii.
Może być super między dwiema osobami, po tym jak się kogoś gwałciło czy mordowało, torturowało, okaleczyło i raniło w poprzednich wcieleniach, jeśli te osoby mają już dość i zaplanowały sobie wcielenie że to uzdrowią razem (niezwykła rzadkość). Takie osoby czują się ze sobą bezpieczniej wtedy i jest przyciąganie, bo gdy są oddzielnie, te lęki przed zabiciem , torturowaniem itd są aktywne i oczekuje się ich podświadomie z otoczenia, co blokuje ekspresje. Piszę ze świadomości.
-
To masz ciekawą definicje idealnej połówki, bo takich osób ze 100% harmonii duchowej to można mieć w swoim otoczeniu całkiem sporo, ale dysharmonia w innych sferach może sprawić że takie relacje będą okropne i toksyczne nawet. Nie wiem jaki sens od strony praktycznej ma nazywanie tak dużej grupy ludzi, z którymi relacje mogą być bardzo różne - idealnymi połówkami. Trochę to mylące :D
Łatwiej będzie Ci coś doradzić jak zamiast rozmawiać na poziomach teoretycznych, napiszesz jaki masz problem w życiu, co się stało i co chcesz osiągnąć :)
-
dżonny
Dla mnie idealna połówka, a wynika to z osobistego doświadczenia, to istota z którą kiedyś byliśmy jednością. Nie taką jednością w przenośni, ale prawdziwie jedną istotą. Weź pod uwagę, że jeżeli doszło do podziału i potem rozdzielenia, to musiała być tego jakaś przyczyna. Dotarcie do tej przyczyny i uwolnienie się od niej może przynieść niezwykłe, pozytywne rezultaty na polu harmonii z taką osobą.
-
Mirek
Naprawdę tak to odczuwasz, czy może pamiętasz, że dochodziło do podziału istoty na dwie odrębne?
-
Indra
Przypomniałem sobie całą historię w kilku sesjach regresingu.
-
Mirek
A co o tym podziale myślisz teraz? w sensie takim, czy dobrze myślę, że tak czy inaczej, każdy z nas jest kompletny i stanowi zintegrowaną całość, nawet jeżeli kiedyś się wydzielił ?
-
Dokładnie tak, jak piszesz. Każda z części jest w tej chwili kompletną całością. I nie ma najmniejszego powodu, żeby gonić za utraconą połową. Chyba tylko to, że z połówką jest po prostu przyjemniej :)
-
I nie ma żadnych zgniłych kompromisów... :-) ehhh
-
Mirek
to dobrze mi płynęło info z intuicji : ))) mnie się też wydaje, że nie każdy ma taką połówkę
-
Indra,
Oczywiście, że nie każdy musi mieć taką połówkę. Istoty z ludzkiej ewolucji na pewno nie mają, a UA też nie koniecznie. Ewolucja biegnie różnymi drogami.
-
Tess
To brzmi jakbyś, wg mentalności osoby, która miała żal czy pretensje, odebrała komuś jego własność czy coś zaanektowanego. Jak niewolnictwo połówkowe.
Dokładnie tak, Sylwia.
A jaka winna się z tego powodu poczułam! :(
I szczerze ?
W ogóle nie prosiłam o diagnozę!
Hm...
-
Dzięki Mirek, jakiego typu była to przyczyna u ciebie?
i o jakich niezwykłych rezultatach piszesz?
Ja uważam, że nie byliśmy, a jesteśmy na poziomie uczuciowym tą jednością.
To masz ciekawą definicje idealnej połówki, bo takich osób ze 100% harmonii duchowej to można mieć w swoim otoczeniu całkiem sporo, ale dysharmonia w innych sferach może sprawić że takie relacje będą okropne i toksyczne nawet. Nie wiem jaki sens od strony praktycznej ma nazywanie tak dużej grupy ludzi, z którymi relacje mogą być bardzo różne - idealnymi połówkami. Trochę to mylące :D
Łatwiej będzie Ci coś doradzić jak zamiast rozmawiać na poziomach teoretycznych, napiszesz jaki masz problem w życiu, co się stało i co chcesz osiągnąć :)
Clint, możesz sobie nazwać inaczej np osoba o identycznej energii, "połowka" to tylko skrot. Oczywiscie nie ma to żadnego znaczenia jesli chodzi o tego księdza. Jak to rodzina to może być fajnie, jak partnerka to może być bajka, jesli te osoby mają też świadomą intencje do doświadczania i skupiania się na spokoju, zgodzie, harmonii. Także w przypadku potencjalnej partnerki może sens taki, że warto zrobić co się da w tym celu. Ja mam tego świadomośc, więc to nazywam. Moze faktycznie powinienem wieksza uwage poswiecic innym aspektom, dzieki.
Mnie interesuje co teoretycznie może byc spieprzone, jesli dalej jest intencja do rozwojowego związku. Nie prosiłem o doradztwo, ale dzięki. Jakoś ogarniam tematy, choć dużo tego i zbliżam się do Dobrego :)
-
To masz ciekawą definicje idealnej połówki, bo takich osób ze 100% harmonii duchowej to można mieć w swoim otoczeniu całkiem sporo, ale dysharmonia w innych sferach może sprawić że takie relacje będą okropne i toksyczne nawet. Nie wiem jaki sens od strony praktycznej ma nazywanie tak dużej grupy ludzi, z którymi relacje mogą być bardzo różne - idealnymi połówkami. Trochę to mylące :D
Trochę to delikatnie napisane:))
Tęsknota za wewnętrzna duchową harmonią (związek z Bogiem) może powodować "latanie" za idealną połówką, bo przy kimś uruchamia się taki przepływ miłości, że następuje projekcja zależności tego przepływu od kogoś, w miejsce realnego, szczęśliwego związku z najbardziej odpowiednią osobą.
Tess
Dlaczego byś miała się czuć winna? Jesteś niewinna i w porządku bezwarunkowo jak bezwarunkowa miłość:)
I jaką diagnozę?
-
Ja nigdzie nie napisałem , że mi ktoś ucieka, ani , że za kimś latam, ani że ktoś jest niezainteresowany, czy że nie ma harmonii w innych sferach związanych z życiem ziemskim, bo nie poszły żadne działania, ani propozycje ode mnie do tej osoby z przyczyn leżących po mojej stronie.
Rownie dobrze można powiedzieć, że singiel "lata" za jakąkolwiek osobą, za związkiem, bo coś tam jest niedopełnione , że Bóg to za czym lata zapewnia itd ale to własnie nie wiem jaki ma sens od strony praktycznej , takie teoretyzowanie.
-
dżonny
Czy tu gdzieś jest napisane, że Ty tak masz? Było napisane: może powodować.
Widać inaczej rozumiemy pewne słowa, jak np. latanie za kimś. Dążenie do związku, kreowanie, zbliżanie się do kogoś, poznawanie, interesowanie się, uwodzenie, flirtowanie, komunikowanie się, okazywanie sympatii, obdarzanie pozytywnymi przyjaznymi uczuciami, kochanie kogoś, to jeszcze nie latanie.
Jeśli ktoś teoretyzuje, to rzeczywiście warto wziąć się za praktykę lub opisywać coś na podstawie historii z życia wziętych, bo inaczej wchodzi się w nierealne pomysły na temat związków.
-
Nigdzie nie napisalem, że to Twoje bylo o mnie, a Clint coś w tym stylu napisał o mnie, a Ty dorzucilas w podobnym tonie nt "połowek" dlatego chciałem odciąc mój przypadek od tego tematu, ktory tu omawiacie
aczkolwiek nie mam nic przeciwko pobocznym wątkom
-
Fajnie się jednak skupić na POZYTYWNYCH kwestiach związanych z Osobami o Identycznej Energii i pozytywnych związkach tych osob, niż wałkować przypadki negatywne, czy toksyczne. Dlatego zainteresował mnie wpis Mirka :) czy faktycznie te polowki mają lepiej niz "normalne" harmonijne szczęsliwe związki?
-
dżonny
Dobrze, że się wyjaśniło.
Pozytywne nastawienie, to też takie zmiany i metody oraz świadomość, które pozwalają pozytywne intencje wprowadzać w rzeczywistość.
-
dżonny
W moim przypadku przyczyną rozdzielenia były sprzeczne intencje. Jedna część tamtego, całościowego mnie chciała zachować status quo stanu w jakim byłem, inna część chciała poznawać coraz to nowe światy. Inaczej, chciałem ale się bałem, więc doszło do podziału. Ja (jako ten który teraz pisze) uciekłem do niższych światów, a moja połówka ruszyła lękliwie za mną.
Co do tych niezwykłych rezultatów o których pisałem, to chodzi o to, że po uwolnieniu się od wzorców ucieczki od połówki, życie, przynajmniej w zakresie związku, stało się jednym pasmem przyjemności. Czasami to jako faceta, aż mnie zadziwia. Po tylu latach wspólnego życia i mimo swojego wieku, ona nadal mi się podoba. Każdy dotyk, muśnięcie, spojrzenie, uśmiech są pięknym przeżyciem. I jest to obopólne.
-
Co do tych niezwykłych rezultatów o których pisałem, to chodzi o to, że po uwolnieniu się od wzorców ucieczki od połówki, życie, przynajmniej w zakresie związku, stało się jednym pasmem przyjemności. Czasami to jako faceta, aż mnie zadziwia. Po tylu latach wspólnego życia i mimo swojego wieku, ona nadal mi się podoba. Każdy dotyk, muśnięcie, spojrzenie, uśmiech są pięknym przeżyciem. I jest to obopólne.
Bardzo inspirujące Mirek, któż by tak nie chciał :) Dzięki za podzielenie się.
-
Mirek
Super że tak Ci się fajnie poukładało i fajnie czytać takie inspiracje:)
-
Napiszę coś jeszcze. Mam nadzieję, że nie zepsuję nikomu kolorowego obrazka, jaki wydaje się tu stworzyłem. To nie jest zupełnie tak, że spotkałem w tym życiu połówkę, uwolniłem się od wzorców i OK. W moim przypadku zadziałała karma. Kilka wcieleń temu (biorąc pod uwagę ubiór jaki wówczas nosiłem był to 18 wiek) byłem lowelasem, uganiającym się za kobietami. Miałem przyjaciela, który był wierny przez całe życie jednej kobiecie. Pewnego razu, będąc już podstarzały i zmęczony tymi wszystkimi kobietami, pozazdrościłem przyjacielowi i poczułem ogromne pragnienie spędzenia całego życia z tylko jedną kobietą. I to się realizuje właśnie w tym wcieleniu. Tylko prawdziwa połówka mogła znieść moją zmienność. Od fanatyzmu religijnego, poprzez silną autodestrukcję do intensywnego rozwoju duchowego. Żadna inna kobieta by tak się nie dostosowała do mnie. W tej chwili zarzuciłem aktywny rozwój duchowy i delektuję się wspólnym życiem z ukochaną osobą. Może trochę szkoda, bo w niektórych sferach jest jeszcze sporo do zrobienia. Np. zarabianie na życie. Zarabiam dość dobrze, ale w bardzo dużym stresie, który jak wiadomo skraca życie. Liczę jednak na to, że moja pś pod wyrażeniem "całe życie" rozumie jakiś sensowny wiek, przynajmniej 100 lat ;). A może dożyjemy z połówką 80 rocznicy ślubu? Byłoby fajnie.
-
Ja pamiętam, że bylem z nia tysiace lat temu w harmonijnym związku , a rozpad też nastąpił chyba przez to, że ona była zazdrosna o inne, które chyba musiały mnie kręcić. Było to w innej cywilizacji, przed egiptem. Ona mnie jakoś chyba zmanipulowała, chciała mnie zatrzymać przy sobie i chyba było jakies zniewolenie i ból u mnie, na co się konkretnie wk....em, jakoś odwróciłem od niej uczuciowo, a potem juz byla lipa tak jak bysmy stracili ochronną moc i zaczely tamże dziać sie straszne rzeczy, o jakich dzisiaj nikomu by się nie śniło. Może faktycznie powinienem skupić się na wybaczaniu...
Teraz to też inne mnie odciągnęły od związku z nią.
-
dżony
To chyba było opętanie.
-
dżonny
Wszystko się da naprawić. Trzeba tylko znaleźć waściwy sposób.
Nie zamierzam zagłebiać się w dyskusję, bo za dużo w niej pomieszania.
-
U mnie karmicznie, co byłam w jakiś fajnym harmonijnym związku z bliźniaczym plomieniem czy podobnym harmonijnym i czuliśmy się szczęsliwi i spełnieni, to zawsze ktoś nam to brutalnie rozwalił. I to się kończyło tak nieszczęśliwym dalszym życiem, że odechciało mi się na dłuuugo.
Jeszcze do niedawna pś na hasło "idealny partner" dostawała gęsiej skórki, bo idealny znaczyło wymuszonę małżeństwo, z "idealną" dla mnie partią, idealny wg innych osób, a zupełnie nie harmonijny ze mną.
-
Dobrze to słyszeć Leszek , że się da...
U mnie karmicznie, co byłam w jakiś fajnym harmonijnym związku z bliźniaczym plomieniem czy podobnym harmonijnym i czuliśmy się szczęsliwi i spełnieni, to zawsze ktoś nam to brutalnie rozwalił. I to się kończyło tak nieszczęśliwym dalszym życiem, że odechciało mi się na dłuuugo.
Wygląda, na brak poczucia bezpieczeństwa.
Tam w tej mojej historii było podobnie i teraz też probują to rozwalić... zazdrość.
-
W kontekście tego co napisała teraz Laka czy wcześniej Tess to mam takie przemyślenie - jak ktoś trzeci może być odpowiedzialnym za rozwalenie związku? Przecież związek partnerski to układ pomiędzy partnerami i jego przebieg jest zależny wyłącznie od intencji i wolnej woli partnerów. Te osoby trzecie, które coś tam narobią to tylko aktorzy odgrywający swoje role pisane przez intencje partnerów.
W przestrzeni związkowej mojej i partnerki też pojawiali się różnie ludzie, najczęściej karmiczni którzy próbowali coś mieszać, odtwarzać jakieś stare role, ustawiać nas pod swoje dziwne wizje. W tym cała zgraja facetów, która by chciała mnie wymazać i wskoczyć na moje miejsce :D I żadnej z tych osób nie udało się osiągnąć niczego co by zauważalnie poruszyło naszym życiem, ponieważ ani z mojej ani partnerki strony nie było zainteresowania, żeby w te wszystkie gierki wchodzić jakoś głębiej.
Bywało że się wkurzałem czy stresowałem różnymi sytuacjami, ale jak mi poodpadały różne lęki, wzorce odrzucenia i inne pierdoły, a sam związek jednocześnie też zyskał na jakości - to teraz już tylko się śmieje, jak widzę jakieś dziwne kombinacje, ale to na szczęście się już też praktycznie nie zdarza. Nie ma na to po prostu przestrzeni, bo nas to już nie interesuje.
Na dzień dzisiejszy nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak miałby nas ktokolwiek rozdzielić? Co miałby zrobić? Pozabijać nas? Do tego też trzeba dość konkretnych intencji :P Dla mnie jedyna możliwość to tylko decyzja o skończeniu związku przez przynajmniej jedno z nas.
Zanim ktoś napisze, że przecież partnerka może mnie zostawić dla lepszego faceta. Gdyby to się zdarzyło to nie byłaby wina tego faceta, niezależnie od tego co by nie robił (nawet gdyby zręcznie podrywał to nie uważam swojej partnerki za naiwniaczkę, która by się dała zmanipulować jakimś podchodom - ma swój rozum). To by tylko znaczyło, że w oczach partnerki nie jestem już wystarczająco odpowiadającym jej partnerem - no cóż, ma prawo zmienić zdanie, w końcu wszystko się nieustannie zmienia, w tym my sami. Łatwo jest w takim momencie przelać winę i odpowiedzialność na tego faceta, ale prawda jest taka że po prostu zabrakło by w takim przypadku intencji do bycia razem i tworzenia czegoś wspólnego.
-
Ale jednak te 2 osoby same z siebie jakoś się nie rozchodziły , dopoki nie zjawiły się inne z niefajnymi intencjami. Gdy się jest jednak we dwójkę świadomymi to nie ma takich zagrożeń.
-
To jest różnie myśle, pewnie że jakieś intencje niby muszą sie dograć, jednak czasem chodzić może o podatność, czyjeś zaślepienie, karmiczne uzależnieniowe relacje. I sporo innych rzeczy. Jak się gdzieś człowiek zakręcił i złapał podatność: poczucie winy, niezasługiwania, jakieś głupie przekonania od innych, to różne rzeczy się dzieją.
A potem to jest ciągnięte przez wcielenia i tworzy kolejne sytuacje.
-
Ale jednak te 2 osoby same z siebie jakoś się nie rozchodziły , dopoki nie zjawiły się inne z niefajnymi intencjami. Gdy się jest jednak we dwójkę świadomymi to nie ma takich zagrożeń.
Chyba, że byli potrzebni do przerzucenia odpowiedzialności na nich.
-
Podatność to może sprawić, że się zrobi jakieś zamieszanie w związku. No ale żeby rozwalić związek to trzeba coś więcej niż podatności (przynajmniej taki poważny, a nie jakiś tam przygodny).
Jeśli dwójka dorosłych, sprawnych na umyśle ludzi niszczy swój związek to oni są za to odpowiedzialni, również za to że pozwolili na to innym ludziom.
-
Dodam jeszcze, że w moim przypadku były to zwykle brutalne ataki, często grupowe, różne manipulacje i inne paskudne zabiegi mające zmusić do rozstania, manipulacje społeczne, bazujące na uzależnieniach, władzy itp. Ataki takie czasem kończyły się śmiercią jednej z osób.
Więc dosyć mocne rzeczy, powodujące duże traumy i kodowane zakazy.
To nie były sytuacje pitu pitu, że pojawia się ktoś inny i podrywa partnera ;) Takie pewnie też bywały, ale to małe piwo.
-
No i właśnie tak traumatyczne sytuacje, a nie zwykłe pitu pitu nie weźmie się ze zwykłej podatności czy nieświadomości, ale jako efekt długo pielęgnowanej destrukcji, odrzucania Boga, itp spraw. I jak spojrzeć na to wszystko całościowo, to właśnie np. bunt przeciw Bogu czy tego typu rzecz będzie przyczyną, a to że jakiś koleś przyszedł i was pozabijał to już tylko skutek. To są ciągi przyczynowo skutkowe i to nie jest tak, że jak ta konkretne osoba by się nie pojawiła to byłby spokój. Ta destrukcyjna energia w związku by się zmaterializowała tak czy siak, w taki albo inny sposób! To jest karmiczny bagaż partnerów, ich intencje, ich kreacje i ich nastawienie i podświadomie wybory.
Niezależnie od bagażu zawsze można powiedzieć stop i wybrać miłość, Boga. Trzeba ku temu tylko głębokiej, szczerej woli.
Miłość jest najpotężniejszą siłą we wszechświecie - nie ma takich traum i obciążeń, które byłyby silniejsze. To że ulegamy traumom i obciążeniom nie jest niczym nadzwyczajnym, ale warto pamiętać że potencjalnie zawsze jest możliwość to przekroczyć i żadna trauma, szczególnie z poprzednich wcieleń nie jest żadnym wyrokiem. Jeśli związek ma potencjał to z pomocą Boga można naprawdę wszystko przekroczyć, choć nie zawsze będzie to droga łatwa, szybka i przyjemna. Tu trzeba tylko szczerej woli obojga partnerów do wybrania Boga i miłości, a także do bycia razem. Reszta wszechświata się dostosuje, bo prawdziwa, szczera miłość to jest moc której nic nie przyćmi :)
Ja myślę, że w przy takich bolesnych rozpadach związku jak przy wszystkim zresztą - trzeba odwagi do wzięcia odpowiedzialności za swoje doświadczenia, a przy związkach jest to szczególnie trudne, bo tam jest często dużo trudnych emocji dotykających naprawdę głębokie pokłady naszej duszy.
-
Parafrazując, to jak ja kogoś zabije to nie ja jestem za to odpowiedzialny, tylko ten zabity. No ciekawe rzeczy można stąd wynieść :D
-
dżony
Absolutnie jesteś odpowiedzialny za wszystko co robisz, zawsze ponosisz konsekwencje swoich czynów. Czym innym jest poczucie winy ,które jest urojeniem wynikającym z niewiedzy.
-
:) wszystko się da zrobić.
Ale wiesz Clint, ja tak patrze z doświadczenia mojego i innych, to czasem te przyczyny by być ofiarą wcale nie są jakieś harcorowe typu ktoś zrobił coś bardzo złego i to samo go spotyka, bo "taka karma". Czasem się coś zrobiło nie będac swiadomym konsekwencji, albo pewnych mechanizmów, nawet psychicznych.
Mozna tak oberwac jako ofiara poprostu na wkręcone poczucie winy, czy poczucie, że jest się nie w porządku. A wkręcic można dać sobie coś bardzo łatwo, nawet w obecnym życiu mało tego ? Wystarczy, czuć się zagubionym, niepewnym, nie rozumieć sytuacji w jakiej się znalazło. "Na pochyłe drzewo, wszystkie kozy skaczą".
Jest bardzo wiele osob, które właśnie mają podłe intencje i żerują na cudzej podatności. Nie żyjemy w bajce, mam na myśli ten świat. No chyba, że ktoś akurat do siebie przyciąga tylko bajkowe sytuacje ;)
Ogólnie, myślę, że można bardzo łatwo w coś się wkręcić, by spierdzielić sobie życie. Mówię o obecnym życiu, już bez skakania po wcieleniach.
Ogolnie inspirujący post, dzięki :)
-
dżonny
W tym momencie strasznie spłycasz temat. Morderca ma swoje intencje, swoją odpowiedzialność i swoje konsekwencje. Ofiara jednak też ma swoje intencje, swoją odpowiedzialność i i swoje konsekwencje. Wszystko się dogrywa.
Sedno jest takie że intencje samego mordercy nie są wystarczające żeby zabić. Ofiara może być "tylko" podatna, a nie mieć konkretnie intencje ku byciu zabitą - to prawda. Jednak trzeba mieć na uwadze że podatność podatności nie równa - żeby doświadczyć czegoś tak ciężkiego, traumatycznego i niskowibracyjnego - trzeba samemu tkwić w naprawdę niskich wibracjach, a na to się z reguły składa wiele różnych czynników.
Ofiara może powiedzieć, że ona była TYLKO nieświadoma i podatna, ale to jest usprawiedliwianie siebie - żeby doświadczać rzeczy tej rangi to trzeba już naprawdę konkretny wysiłek włożyć w odcinanie się od Boga i miłości, zazwyczaj rozłożony w długim czasie, przez wiele wcieleń.
Dlatego trzeba takie sprawy rozpatrywać całościowo, a nie tylko wybrany, wygodny dla siebie wycinek.
Bycie ofiarą to tylko iluzja ego. Nie wszystkie doświadczenia wybieramy świadomie czy z bezpośrednią intencją, ale zdecydowanie sami wybieramy JAKOŚĆ naszych doświadczeń. Jeśli ktoś się ugruntowywał w niskich wibracjach to sam sobie jest winny, że doświadcza innych rzeczy, których nawet świadomie nie chce, ale które po prostu harmonizują z tym pod co jest dostrojony.
Człowiek się odcina od Boga, od Boskich wibracji, a potem ma pretensje że dostaje kuku, że nie może doświadczać Boskiego związku miłości. W takich tematach nie działa wybiórczość. Albo się oddajemy Bogu w całości albo kombinujemy, a kombinowanie prędzej czy później zawsze wychodzi bokiem.
Po za tym o poprzednich wcieleniach to sobie możemy gadać w kontekście związku, ale mamy inne czasy i w tym kraju w którym żyjemy to ciężko o przypadek że tracimy partnera, bo ktoś go nam zabił czy porwał :D Mi Leszek ostatnio też wypalał w węzłach lęki, że mi partnerkę porwą, ale to się jedynie objawiło tym, że wpadłem w panikę jak mi gdzieś tam sama wieczorem wracała do domu. Karmiczne struktury też próbowały się dorwać do naszej relacji i nas porozstawiać po kątach, ale co z tego co się działo w poprzednich wcieleniach? Wystarczy po prostu powiedzieć stop i przestać odtwarzać jakieś głupie karmiczne relacje i inne atrakcje.
Trochę dystansu do karmy, co było 10 czy 100 wcieleń temu to było. Nie ma co się kurcze nakręcać takimi rzeczami, bo podświadomość potem odtwarza różne rzeczy jak ŚWIADOMIE się człowiek nakręca.
Osobiście jak 8 lat pracuje z regresingiem to nie miałem jeszcze tak, że niezależnie od tego jak wielką traumę sobie nie odreagowywałem to nie nakręcałem się za bardzo tym w tym życiu. nauczyłem moją podświadomość dystansu i przekonania że co było w poprzednich wcieleniach to było w nich, a teraz jest inne życie i nowe zasady. Różne rzeczy oczywiście trzymają i będą trzymać, ale wszystko w granicach rozsądku. Czasami wystarczy tylko się zdystansować i zastanowić nad sensem różnych lęków i obaw.
Tak jak z tym zabijaniem - nawet jakby mi karmicznie zabijali partnerkę i miałbym takie obawy to przecież wiem, że w obecnym życiu to się nie wydarzy, bo mamy trochę inny klimat i takie rzeczy się nie wydarzają od tak :D
-
Mozna tak oberwac jako ofiara poprostu na wkręcone poczucie winy, czy poczucie, że jest się nie w porządku. A wkręcic można dać sobie coś bardzo łatwo, nawet w obecnym życiu mało tego ? Wystarczy, czuć się zagubionym, niepewnym, nie rozumieć sytuacji w jakiej się znalazło. "Na pochyłe drzewo, wszystkie kozy skaczą".
No często tak jest :) Tylko żeby dojść do tego poziomu bycia ofiarą i tak silnego poczucia winy, żeby dawać się nawet zabić to trzeba naprawdę duuuuuużo pracy nad odcinaniem się od Boga i zaniżaniem wibracji. Takie rzeczy nie wydarzają się od tak, po po kilku słabszych chwilach. Tu się wcześniej musi sporo nadbudować różnych warstw obciążeń i tak upadanie to już praca na wiele wcieleń :) Przy setnym wcieleniu, bez pamięci poprzednich to się oczywiście wydaje takie niewinne, ze ja przecież w tym życiu nic takiego nie zrobiłem a mam tak ciężko.
A tu się naprawdę trzeba mocno zakręcić i zagubić, żeby aż tak odciąć się od Boskich wibracji które przecież są dla nas naturalne, które są tak silne i tak piękne. Wiesz ile to wysiłku kosztuje, żeby tego nie czuć? :D
-
apropos blokowania na przepływ życia...
mam takie przekonanie.. no w sumie to tak myślę, że jak bym poszedł gdzieś lokalnie poznać jakieś nowe dziewczyny / kobiety , to nie ma opcji, co wynika z prawdopodobieństwa, że trafiłbym na panne, która by była choć w miarę harmonizująca, pod tymi wszystkimi względami... o których się tu napomyka i w rezultacie nie ma opcji bym poznał panne, z którą wyszedł by długotrwały związek.. inaczej mówiąc, wierzę, że takich osób nie jest ileś % np 2% czy 0,2% (1 na 500), tylko , że to jest b. mała liczba i osoby ktore podyktowały swoje wcielenie i uwarunkowania karmiczne tym, że może być ze mną związek, czyli wcieliły się juz z ustawieniem że się spotkamy
jednoczesnie mam ochote po prostu na jaką laske , ale nie chce też sie otwierac przed kims , z kim sie pozniej wiem ze rozstane. no zatracilem zdolność ktora ma wiekszosc ludzi (zwlaszcza kobiet) do wkręcenia sobie , poczucia, że będe z tą osobą "forever", nawet jesli ni w ząb do siebie nie pasuja i pies z kulawą nogą widzi że to wszystko sie niebawem rozpadnie, podczas gdy oni bawią się w najlepsze... (ale pies z kulawą nogą jednak na koncu ma racje) nie wiem gdzie tu u mnie jest błąd w podejściu
-
dżony
Ja poznając jakąś laskę i romawiając z nią, ciesząc się, będąc szczęśliwym i czasami bzykając. Miałem podczas takich znajomości dużo karmicznych doświadczeń, niekoniecznie przyjemnych. Dopiero, gdy zacząłem harmonizować miłością, otwierały się całkowicie nowe doznania np. spokój, którego nigdy wcześniej nie doświadczałem, super seks, czysta energia seksualna. Im więcej było przepływu miłości, tym szybciej zmieniałem partnerki, ponieważ miłość wypalała karmrmę jaką chcę doświadczyć i kobieta z którą coś mnie łączyło zaczynała przestawać mnie pociągać. Dopiero jak otworzę się na całkowity przepływ miłości między kobietami, pojawi się taka z którą być może będę chciał się związać.
-
Męczy mnie myślenie o "połówkach" (tzn harmonizujących kobietach, z którymi "coś by wyszło") i umysłowe kontrolowanie by sprawy szły "w tym kierunku", danym torem.
Z drugiej strony... boje się pójść na żywioł , tam gdzie podświadomość mnie ciągnie
z trzeciej strony nie boje się i mam to w d... ale nie wiem jak to się skonczy :D
Podświadomość mi teraz mówi , że chce "p%&^olić głupie laski"
co robić ?
-
Jak będę ogłaszał się oficjalnie, to ci napiszę modlitwę i usunę trochę karmy.
-
healinintelect
Masz umiejętność zdejmowania karmy?:)
-
Indra
My się znamy :)
-
dżonny
Nie wszystko da się odreagować. Czasami trzeba po prostu wybierać. Albo mnóstwo doświadczeń seksualnych z wieloma kobietami, albo fajny związek z jedną, harmonizującą istotą. Nie można mieć wszystkiego naraz.
-
Mądre słowa :)
-
healingintelect
no tak, już wiem :))))))
-
Męczy mnie myślenie o "połówkach" (tzn harmonizujących kobietach, z którymi "coś by wyszło") i umysłowe kontrolowanie by sprawy szły "w tym kierunku", danym torem.
Z drugiej strony... boje się pójść na żywioł , tam gdzie podświadomość mnie ciągnie
z trzeciej strony nie boje się i mam to w d... ale nie wiem jak to się skonczy :D
Już rozwiązałem ten problem :))) trzeba teraz tylko gruntować. Ruszyły głębokie warstwy. Czuję w świadomości i sprawdziłem już, że mam super odwagę w kontakcie z kobietami, mówiąc ściślej bezpośredniość, ktorej mi brakowało i nie ma lęku przed odrzuceniem, bo tak na prawdę, to ja daję to co chcą, a nie oczekuję, że ktoś mi da, albo nie da :)
-
Przede wszystkim dajesz to co chcesz czy umiesz dać.
Zdarza się, że dla niektórych osób przyjmowanie dobra, miłości, bywa trudniejsze niż dawanie. I to jest do przepracowania w związkach, żeby była wzajemność dawania tego co ktoś potrzebuje.
-
Ach, kobiety, Polki:
Cytat: „Kiedy przyjechałem do Polski w 1996 roku i zacząłem przyjmować ludzi, nie mówiłem wtedy jeszcze po polsku, miałem tłumaczkę. Przychodzi kobieta i w pewnym momencie mówi „poczucie bezpieczeństwa”. Pytam tłumaczkę: „Co to jest?”. Skojarzyło mi się to ze służbami specjalnymi, z KGB. A ona odpowiada, że nie, że tu chodzi o to, żeby się nie bać. „Czego?”, pytam. A ona na to: „Życia”. Czegoś tutaj nie rozumiem. Przychodzi następna kobieta i mówi „poczucie bezpieczeństwa”. Następna tak samo i następna. Wszystkie piękne, nic im nie brakuje, ja już jestem zakochany, a one mówią „poczucie bezpieczeństwa”. Myślę sobie: „W zacofanej Rosji żyję i nie wiem, o co chodzi”. Wreszcie podczas tych rozmów, dotarło do mnie, że poczucie bezpieczeństwa to w Polsce takie hasło kobiet. A chodzi w nim o to, żeby rachunki były płacone, a z drugiej ta sama kobieta krzyczy, że chce być niezależna. „Od kogo?”, pytam. „Od mężczyzny”, słyszę. Czyli ona chce być niezależna od mężczyzny, ale to on ma jej zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Jakieś dziwne. Z jednej strony ona musi sobie radzić, a z drugiej ona sobie nie radzi. (…)
„Tak. To jest program. Poczucie bezpieczeństwa związane jest z koniecznością utrzymania rodziny. Nie ma miejsca na miłość, nie ma miejsca na kobiecość. Przychodzi do mnie kobieta, główna menadżerka wielkiej firmy, samochodem takim jeździ, że ja takiego nigdy nie będę miał. Ma męża, ale go nie kocha. Kocha Ormianina i on też ją kocha, ale ma żonę, a Ormianie się nie rozwodzą. Mówię do niej: „Dawaj mi swoją mamusię”. Przychodzi mamusia. Uh, to taka kobieta, która sobie poradziła w życiu. „Ma pani męża?”, pytam. „Jakiegoś tam mam”. „A jest pani szczęśliwa?”. A ona próbuje być inteligentna: „Ja to słowo wykreśliłam ze swojego leksykonu. Dopytuję dalej: „Jak to? Pani nie jest szczęśliwa?”. Odpowiada: „Bo rodzina to jest odpowiedzialność, to jest walka”. „A miłość?”, nie ustępuję. „Miłość i rodzina to są różne rzeczy. Miłość to w kinie, a rodzina to twarde zasady”, mówi. To ja na to: „Córka panią posłuchała. Kocha tego pana, ale to nie jest rodzina. Rodzinę ma, ale nie ma miłości, ona jest grzeczna. Dokładnie wypełniła program, który pani mi tu teraz sprzedała”. Była zszokowana, nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać, bić mnie czy uciekać. Powiedziałem jej, że ma zmienić swoje przekonania. A ona krzyczy: „Ma pan wyprostować moją córkę, ona ma być normalna!”. „Pani ma być normalna, ma pani jej powiedzieć – w rodzinie ma być miłość.”, mówię jej i słyszę: „Nie, to nieprawda!”. Dziewczyna mi jednak powiedziała, że już rozumie, dlaczego tkwi w tej sytuacji bez wyjścia i nie może zrobić kroku ani w prawo, ani w lewo. To niedojrzałość emocjonalna, którą przejęła od matki. Można być niedojrzałą, niezależna od tego, ile ma się pieniędzy na koncie.”
(Wywiad Aleksandry Nowakowskiej z Piotrem Pałaginem)
-
Był rok 1864, po przegranym buncie polskiej szlachty przeciw Rosji car zniósł niewolnictwo chłopów. Zabrał też młodych jurnych szlachciców do służby w carskiej armii. Majątki wielu uczestników powstania zostały sprzedane majętnym Żydom i innym mieszczanom. Szlachcianki (które stanowiły połowę kobiet w Polsce) nagle zostały bez niczego! Ani męża, ani narzeczonego, ani żadnych umiejętności poza dyganiem i śpiewaniem smętnych patriotycznych pieśni! Co im pozostało? Albo umrzeć z głodu i bezradności, albo sprzedać się bogatym chamom.
W najlepszej sytuacji były te, które miały jakieś tytuły arystokratyczne. Zazwyczaj miały jeszcze szanse wydać się za zagranicznych arystokratów. Jednak panienki z dworków czy szlachta zagrodowa nie miała już żadnych atutów. Pomijając te panny, które potrafiły czytać, pisać i rachować. Generalnie jednak polskie społeczeństwo zostało opanowane przez poczucie bezradności i niemocy, które jeszcze trwa do dziś, choć wiele się zmieniło.
To właśnie poczucie bezradności i niemocy odróżnia polskie społeczeństwo od innych społeczności. A najbardziej przerażającym, wręcz paraliżującym, lękiem jest ten, że SOBIE NIE PORADZĘ. I w tym duchu nadal są wychowywane polskie dziewczęta. A feministki twierdzą, że polskie kobiety dały sie zdominować samczemu elementowi. I walczą z samcami, zamiast uczyć kobiety ZARADNOŚCI!
-
Clint
Trochę dystansu do karmy, co było 10 czy 100 wcieleń temu to było. Nie ma co się kurcze nakręcać takimi rzeczami, bo podświadomość potem odtwarza różne rzeczy jak ŚWIADOMIE się człowiek nakręca.
... nauczyłem moją podświadomość dystansu i przekonania że co było w poprzednich wcieleniach to było w nich, a teraz jest inne życie i nowe zasady.
Bingo!
-
Co do tych niezwykłych rezultatów o których pisałem, to chodzi o to, że po uwolnieniu się od wzorców ucieczki od połówki, życie, przynajmniej w zakresie związku, stało się jednym pasmem przyjemności.
Czasami to jako faceta, aż mnie zadziwia. Po tylu latach wspólnego życia i mimo swojego wieku, ona nadal mi się podoba.
Każdy dotyk, muśnięcie, spojrzenie, uśmiech są pięknym przeżyciem. I jest to obopólne.
Dżizes!
Jakie to piękne!
Aż spacje porobiłam coby uwydatnić przekaz.
Play it again, Sam! :)
-
Leszek
Szlachcianki (które stanowiły połowę kobiet w Polsce)
a skąd wziąłeś te dane? zwykle mówi się że szlachty było od 6 do 10 procent, skąd się nagle wzięło tyle szlachcianek? : )
więc skąd pomysł, że to co dotyczyło jakiejś tam części z tej niewielkiej grupy kobiet raptem pod jednym zaborem dominowało w całym społeczeństwie i z tego powodu przeniosło się do naszych czasów jako dominująca cecha całego społeczeństwa?
większość społeczeństwa pod trzema zaborami to byli niegramotni chłopi, z wzorcami niewolnictwa, wyzysku (również przez swoich szlacheckich polskich panów) i w przypadku Galicji głodu oraz związanymi z tym patologiami:
Nasi pradziadkowie głodowali bardziej niż dzieci w Afryce. Czy strach przed niedożywieniem mamy w genach?
http://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/04/11/setki-tysiecy-polakow-umieraly-z-glodu-ale-kosciol-i-tak-zabranial-im-jesc-miesa/
(...) co najmniej sześć wielkich klęsk głodowych, które przeszły przez Galicję od 1847 roku.
Prawdopodobnie największa z nich nastąpiła po lecie 1889 roku. Brakowało owsa, siana, buraków i ziemniaków. Chłopi byli zmuszeni pozbywać się trzody poniżej wartości, bo nie mieli czym jej karmić. Zimą masowo zabijano konie – jednak pomimo gorączki głodowej czy zgonów z wycieńczenia nie jedzono ich mięsa. Prasowe apele władz o włączenie koniny do diety nie skutkowały, bo chłopi na ogół nie umieli czytać, a co ważniejsze: kategorycznie sprzeciwiał się temu Kościół. Na polach i w lasach leżały góry niepogrzebanego końskiego ścierwa."
"z głodu oraz chorób i infekcji wywołanych niedożywieniem umierało na tych terenach co najmniej 50 tysięcy ludzi rocznie! Przeciętna długość życia wynosiła 27 lat dla mężczyzny i niewiele więcej dla kobiety."
no i skutki braku higieny i szczepionek:
"Higiena ograniczała się do opryskania twarzy wodą, więc szerzyły się – zwłaszcza w zamieszkanej przez Ukraińców Galicji Wschodniej – gruźlica, tyfus, ospa, a do epidemii cholery dochodziło w niektórych okolicach niemal rokrocznie."
To właśnie poczucie bezradności i niemocy odróżnia polskie społeczeństwo od innych społeczności
Pęd ku posiadaniu jest cechą mentalności chłopskiej. W społeczeństwach zachodnich postawa konsumpcjonistyczna jest wytworem kapitalizmu. W Polsce, w której nie było mieszczaństwa, nie było gospodarki wolnorynkowej, jest konsekwencją chłopskiej nędzy. Wartością była i jest rzecz materialna. Niepewność egzystencji i doświadczenia pokoleń wymusiły strategię gromadzenia dóbr, która w wielu sytuacjach była warunkiem przeżycia.
http://www.miesiecznik.znak.com.pl/6842012z-prof-jackiem-wasilewskim-o-genealogii-polskiego-spoleczenstwa-rozmawia-marta-duch-dyngoszjestesmy-potomkami-chlopow/
"Przekonanie, że nic ode mnie nie zależy, stoi w sprzeczności z ideą społeczeństwa obywatelskiego.
Dzisiaj powiedzielibyśmy, że jest to brak poczucia sprawstwa. Można to też tłumaczyć pokornym stosunkiem chłopów do przyrody. Momenty działania wspólnotowego zdarzały się tylko w sytuacjach zagrożenia – wybuchł pożar, wszyscy rzucali się go gasić. W codziennej egzystencji każdy koncentrował się na swoim obejściu i żył z innymi jak Kargul z Pawlakiem. Myślę, że to również w nas zostało. Gdy zdarzy się nieszczęście, jesteśmy nagle wspólnotą. Proszę spojrzeć, w jaki sposób w Polsce z reguły działają oddolne inicjatywy: jako reakcja na zagrożenie."
nawet w środowiskach aspirujących do rozwoju duchowego można zobaczyć tego wpływ - "wartością była i jest rzecz materialna"- może stąd tak silne uzależnienie tego co związane z rd i przeliczanie "sukcesu" kojarzonego z rd na rzeczy materialne?
-
Na Mazowszu do dziś są wsie, w których utrzymał się tradycyjny podział społeczny. Tam ok. 50% stanowi drobna szlachta. Co więcej, nie mieszająca się z chłopstwem.
Dlaczego sytuacja kobiet w 1 zaborze rzutuje na tradycję kobiet w całej Polsce?
Bo jednak tam tej biednej szlachty było najwięcej.
No ale, to raczej nie jest poważniejszy problem. Bo widzimy wyraźnie, że dla mediów i polityków Polska to okolice Warszawy (drobna szlachta)+ kawałek Ukrainy (chłopstwo). Ale to nie ten temat.
To pewnie spadek po kulturze polskiej XIX wieku. Wystarczy przejrzeć biografie najbardziej znanych autorów XIX w i zobaczyć, gdzie mieszkali?
Dodam, że w Polsce są tereny, gdzie szlachty prawie nie było. Np. Podhale. Ale tam u kobiet nie występuje syndrom bezradności i czekania na ratunek przez faceta. Tam kobieta musi umieć wszystko zrobić w gospodarstwie, inaczej może zostać starą panną lub zakonnicą :)
śląsk też jest wyjątkiem.
-
Podzielę się moim dzisiejszym doświadczeniem.
Jeżdżę do pracy komunikacją miejską i jest ona bardzo ciężka, a właściwie atmosfera wytwarzana przez podróżujących.
Dziś dla odmiany jechałam z pewną parą. I nic w tym dziwnego niby, ale była to specyficzna para.
Ona miała może 12-13 lat, a on... 14? Dzieciaki, z tym, że w odbiorze sprawiali wrażenie bardzo dojrzałych. Dziewczynka, włoski blond w warkoczyk, spódniczka, rajstopki, ala kabaretki, do tego lakierki mokasyny, ale usta pomalowane na bordowo ;) siedziała na kolanach ze dwa lata starszemu od siebie chłopakowi. Miałam przyjemność siedzieć za nimi.
To było niesamowite, przytulali się, rozmawiali i była między nimi cudowna czysta miłość i harmonia. Mieli oboje bardzo fajną, czystą energię.
Wyglądało to dość niecodziennie, ona jak dziecko jeszcze machała nogami, śmiała się, ale sposób w jaki rozmawiali, to niejeden dorosły by się niepowstydził.
Czuć było u nich duże poukładnie, głębszą mądrość. Jakby byli trochę w innym wymiarze, nie z tego świata. Bardzo duże zrozumienie, szacunek, widać było jak bardzo ta relacja i ta miłość jest dla nich ważna, najważniejasza, oni dla siebie wzajemnie, wogóle nie przejmowali się dziwnymi spojrzeniami ludzi wokół i spontanicznie okazywali sobie czułość. Dziwne wrażenie, dzieciaki jeszcze, a jednocześnie jakby dużo bardziej dojrzali emocjonalnie i poukładani niż większość dorosłych ;) Ona miała jeszcze na palcu pierścionek zaręczynowy :D Tak, tak, ładny srebrny z kamieniami, nie żadną zabawkę :D
I to było takie naturalne, piękne. Takie dwa światłka w tym ciemnym tramwaju.
A najbardziej rozbawił mnie tekst:
Ona do niego: " Nie wiem czy wiesz, ale Twoja mama zabiera nas do Awokado( knajpka wege w GDN) na dzień dziecka"
:D :D :D
Urocze :)
-
:-)
-
Leszek
Na Mazowszu do dziś są wsie, w których utrzymał się tradycyjny podział społeczny. Tam ok. 50% stanowi drobna szlachta. Co więcej, nie mieszająca się z chłopstwem.
Dlaczego sytuacja kobiet w 1 zaborze rzutuje na tradycję kobiet w całej Polsce?
Bo jednak tam tej biednej szlachty było najwięcej.
to i tak kropla (no może ciut więcej kropel) w całym społeczeństwie, raptem kilkaset tysięcy (niespełna 300 tys.) szlachty w ośmiu województwach Królestwa, na kilka milionów ludzi ( 6 ze wzrostem do 10 z początkiem wieku ) w tym tylko zaborze, z tego tylko część tej szlachty była kobietami i tylko część tych kobiet była w takim wieku i być może miała takie doświadczenia o których piszesz, to trochę za mało na tworzenie "tradycji" w całej obecnej Polsce, gdzie ludzie w tym czasie doświadczali na o wiele większą skalę innych rzeczy, które były bardziej powszechne i mocniej zapadały w psychikę - taki głód wśród dużej liczby ludzi, (czy wręcz śmierć głodowa), niewolnictwo, wyzysk i związana z tym niemoc mocniej tworzy ogólnonarodowe wzorce niż sytuacja i wybory jakiejś małej w skali kraju grupy kobiet-szlachcianek które może pobudzają wyobraźnię ; ) ale one stanowiły zdecydowaną mniejszość, a ich doświadczenia wywierały jeszcze mniejszy wpływ na podzielonych przez zaborców mieszkańców tego terytorium, z czego -jak to chłopi wtedy- większość nie miała żadnego poczucia bycia jednym narodem, a tym bardziej intencji przejmowania wzorców szlachcianek z Mazowsza
bieda i głód całkiem powszechne były też wśród tej zagrodowej szlachty, poza tym obraz tych szlachcianek z tamtego rejonu jako nie posiadające " żadnych umiejętności poza dyganiem i śpiewaniem smętnych patriotycznych pieśni!" to chyba kolejny twór wyobraźni:
"W ogóle szlachcianki z powierzchowności są do mieszczanek podobne, nic zaś pod tym względem wspólnego nie mają z chłopkami.
Za to przy robocie nie odróżniają się niczym. Boso, w spódnicy tylko, z chusteczką kolorową, narzuconą na głowę, robią grabiami i sierpem; po rysach tylko i po pewnej zwinności w ruchach szlachecką krew w robotnicy rozpoznasz. Dzieci z odkrytymi główkami, boso, w koszulach samych wałęsają się przy domu, w piasku grzebią lub pasą gęsi. Na wielką uroczystość przystrajają je w sukienki, majtki, kapelusiki lub kaszkiety, stosownie do płci i wieku.[…]"
http://mazovia.strefa.pl/date/mazur.htm
-
Frisky
Twoja wiedza pewnie by się przydałaby w terapii, jaką byś prowadził. Moja jest wystarczająca w przypadku moich klientów. :)
Nie zamierzam ciągnać wywodów historycznych, bo wreszcie ktoś dojdzie do poziomu wiedzy historycznej prof. Hausnera i wyzwoli Oświęcim rękami Ukraińców :)
Przy okazji (żebyś się nadmiernie nie wkręcał w historii II Wś), chcę Cię zapewnić, że pogromy na Podlasiu i Litwie nie mają żadnego wpływu na związki Polek z Polakami z innych regionów kraju i na ich poczucie bezpieczeństwa. No, może z wyjątkiem Wrocławia, gdzie mieszka spora społeczność żydowska, która pielęgnuje "pamięć" kłamcy historycznego Grossa. Tego jednak nie ciągnijmy w tym wątku, ponieważ dotyczy wąskiej grupy społecznej, która ma zupełnie inne zasady tworzenia związków i znajdowania odpowiedniej osoby!
PS
Obecne pokolenia są skażone głównie przez poczucie zagrożenia związane ze stanem wojennym. Jednak reakcje na stan wojenny wynikały z poprzednich traum narodowych.
-
Leszek
1.no ok tylko po co w takim razie uogólniasz to na cały naród (tutaj wymieniasz jako jedyne źródło niemocy u kobiet w Polsce) skoro dotyczy to raptem kilku czy kilkunastu Twoich klientów? trzeba było tak od razu nie byłoby tematu hehe
2. pogromy na wschodzie kraju w zabitych deskami wsiach może nie oddziaływały na ludzi w innych miejscach kraju (były raczej skutkiem klimatu przyzwolenia jaki wtedy panował w całym kraju) jednak w całym kraju dokonywano na bardzo dużą skalę m. in. przejęć mienia pożydowskiego i co by stało się pożydowskie wydawano w tym celu Żydów okupantom (co by nie przytaczać innych drastycznych historii) wydawali ci którzy nie ulegali narodowej niemocy, ale innym skłonnościom i cechom, tyle w temacie który zagajasz choć nie chcesz ciągnąć ; )
3. a ja po wczorajszym czytaniu o wiejskości w wydaniu 19 wiecznym czyli grabienia siana przez zaradne i robotne zagrodowe szlachcianki z Mazowsza, dzisiaj też niespodziewanie dla siebie : ) rano trochę grabiłem a głównie kilka godzin przenosiłem kopy siana z jednego miejsca na drugie, a że używałem rąk, zamiast narzędzi to brałem to siano na siebie i dzięki temu nawąchałem się tego sianka za wszystkie czasy, poprzednio to chyba u rodziny po matce lata świetlne temu (w dzieciństwie) gdy się spało na sianie w starej stodole : ))
-
Frisky
1. Nie uogólniam na cały naród. Na wsi to kobiety musiały być zaradne i robotne, bo inaczej nikt by ich nie chciał i nie mogłyby się rozmnażać.
2. Nie było przyzwolenia moralnego, o jakim piszesz (pomijając NSZ, ale tylko w niektórych rejonach kraju). To teza wymyślona przez syjonistów w rodzaju Grossa, których celem jest dojenie z Polski nienależnych odszkodowań.
3. Cieszę się,że byłbyś dobrym mężem dla włościanki :) Mam klientki, które kogoś takiego poszukują, bo chamów ze wsi nie chcą :)
-
Leszek
ad1 ależ uogólniałeś, stąd moja reakcja, wyczytałem to w poprzednich Twoich postach, np.
"Dlaczego sytuacja kobiet w 1 zaborze rzutuje na tradycję kobiet w całej Polsce?
Bo jednak tam tej biednej szlachty było najwięcej."
ad2
o tym jak podchodzono do Żydów i jak powszechnie w społeczeństwie ich traktowano można wyczytać choćby w tej depeszy:
Piątego sierpnia 1943 r., czyli już po powstaniu i zrównaniu z ziemią getta, dowódca AK, generał Tadeusz Komorowski, tak tłumaczył w depeszy do Londynu ograniczoną pomoc polskiego podziemia dla żydowskich bojowników:
[...] 2. Zbyt daleko idąca pomoc z naszej strony dla Żydów nie może mieć miejsca z następujących powodów:
a) Kraj traktuje Żydów jako element obcy i w wielu wypadkach Polsce wrogi, czego dali dowody zachowaniem swym podczas okupacji Sowiet., a często i tutaj.
b) Żydzi uzbrojeni w dużej ilości występują w bandach rabunkowych i komunistycznych, które są plagą Kraju. Żydzi w tych bandach wyróżniają się spec. okrucieństwem w stosunku do ludności polskiej.
c) Opinia społeczeństwa i szeregów konspiracji oceniałaby nieprzychylnie większe świadczenia na rzecz Żydów, traktując je jako uszczerbek dla własnego stanu posiadania idący przeciw bezpośrednim interesom Polski.
"
ad3 hehe
-
Ciekawy tekst ktory dzis znalazlem na FB, inspiruje, porusza, mowi ze kazdy ma swoje rowne miejsce w domu i w rodzinie.
"Ja nie pomagam żonie!
Po południu wpadł do nas przyjaciel. Przy kawie gadaliśmy o życiu, codziennych sprawach. W pewnej chwili powiedziałem: "Poczekaj chwilkę, pozmywam tylko i zaraz wracam." Popatrzył na mnie jakbym co najmniej oznajmił, że idę budować rakietę kosmiczną. Odpowiedział z mieszanką zaskoczenia i podziwu: „To fajnie, że pomagasz żonie. Ja swojej nie pomagam, bo jak to robię, to ona nie wykazuje żadnej wdzięczności, np. w zeszłym tygodniu umyłem podłogę i nawet nie usłyszałem dziękuję."
Usiadłem z powrotem i wyjaśniłem mu, że ja nie „pomagam” żonie, bo moja żona nie potrzebuje pomocnika – potrzebuje partnera. To nie jest kwestia pomagania, bo mamy podział obowiązków. Mieszkamy razem w domu, więc to oczywiste, że sprzątam ten dom, bo też go brudzę.
Ja nie pomagam mojej żonie w kuchni, bo ja również muszę jeść, więc muszę też gotować.
Ja nie pomagam mojej żonie zmywać naczyń – robię to, bo ja też używam talerzy, szklanek i widelców.
Nie pomagam żonie przy dzieciach, bo to też moje dzieci i to mój ojcowski obowiązek.
Nie pomagam żonie w praniu, wieszaniu czy składaniu ubrań – robię to, bo to także ubrania moje i moich dzieci.
Ja nie jestem „pomocą” w domu, jestem jego częścią. A jeśli chodzi o wdzięczność i podziękowania, to zapytałem przyjaciela, kiedy ostatni raz podziękował swojej żonie, kiedy skończyła sprzątać dom, zajmować się praniem, zmieniać pościel, kąpać dzieci, gotować, zajmować się całą resztą…
Czy ty jej podziękowałeś tak naprawdę, coś w stylu: „Super, Kochanie! Jesteś fantastyczna!”?
Ta historia wydaje Ci się absurdalna? Dziwna? Czemu oczekujesz nagród i pochwał, kiedy raz w życiu zdarzy Ci się umyć podłogę? Zastanawiałeś się nad tym, przyjacielu? Może dlatego, że nasza kultura jest nadal maczystowska i wierzymy w to, że zajmowanie się domem jest obowiązkiem kobiety, a facet nie musi kiwać palcem. Podziękuj swojej żonie, tak jak byś chciał, żeby Tobie podziękowano. Rusz się, zachowuj jak prawdziwy partner, a nie jak gość, który przychodzi tylko zjeść, spać, wykąpać się i zaspokoić potrzeby seksualne… Poczuj się u siebie, jak w domu. W swoim domu!
Prawdziwa zmiana w naszym społeczeństwie zaczyna się w naszych domach, gdzie uczymy nasze córki i synów poczucia wspólnoty."
-
I bardzo dobrze, popieram :) Oby więcej osób tak myślało, bo te "tradycyjne wartości" są w dzisiejszych czasach dla kobiet nie do ogarnięcia :)
-
Fajny tekst :)
-
Widziałam ostatnio w parku, jak para starszych ludzi około 70-tki do siebie się odnosiła. Pan obejmował panią ramieniem siedząc na ławeczce, a później poszli na spacer trzymając się za ręce. Ciekawe czy nowa miłość, czy są już ze sobą dłużej. Pięknie to wyglądało:)
-
Mam dosyć. Miłości znaczy. Gdy tylko ktoś mi się spodoba, poznajemy się, jest miło, zawsze pojawia się osoba trzecia, nowa czy stara i już nie jest miło i sobie ten ktoś ode mnie odchodzi. Klątwa jakaś kutwa czy ja jestem może krzywa . Bo może jestem :P Co przerobić? Jak sprawdzić czemu tak się dzieje?
-
Wilson
Może masz wzorce odrzucenia i pewnie popracować nad poczuciem własnej wartości i zasługiwania.
Sam to wszystko muszę przerobić. Zdarzało mi się dokładnie jak tobie:)
Pewnie dalej by się zdarzało ale na razie dałem sobie spokój ze związkami, puki tego nie uzdrowię.
Może tu znajdziesz coś dla siebie:
http://www.atmajoga.pl/modlitwa-syndrom-odrzucenia/
-
Wilson
Opętanie przez osobę żywą. Osoba ta wysysa z ciebie niski astral i w ten sposób dostaje papu :)
Proponuję modlitwę, pokorę i cierpilowość.
-
W sumie pokora i cierpliwość jest trochę dołująca, więc możesz nasycać się wiarą, że Bóg Ci pomoże. Wiara jest bardzo budująca.
-
Michał,
tak mam te wzorce tylko wydawało mi się , że trochę zelżały, chociaż minął ponad rok jak sobie odpuściłam pracę z nimi, widac nie zelżały ;) czuję to , no i tak jak piszesz stale trzeba utwierdzać się w poczuciu własnej wartości, po prostu chcieć dla siebie dobrze i czuć, że mamy prawo do życia w pełni choć to dla każdego znaczy co innego. Jest też lęk przed sukcesem, teraz to do mnie przyszło w trakcie pisania. Bo skoro się nie udawało a za chwilę się uda to co to będzie, pś nie przyzwyczajona jest, panikuje i się gubi.
Dziękuję za linka. Na pewno poczytam.
W sumie świadomie też nie szukam, tez chcę się skupić na pracy, lokum, zdrowiu, wspieraniu rodziców ale nic nie poradzę, że co jakiś czas niespodziewanie pojawia się fajny mężczyzna i mój plan diabli biorą ;) Łapię się na tym, że odpowiedni moment może w tym zyciu nie nadejść nigdy i może jeśli to zaakceptuje, choć nie lubię tego słowa, przyjdzie spokój.
Healingintelect,
nie strasz ;)
-
Ok :)
Masz negatywne połaczenia energetyczne, może być?
-
Ale to opcja czy ty to widzisz u mnie?
-
Mam dosyć. Miłości znaczy. Gdy tylko ktoś mi się spodoba, poznajemy się, jest miło, zawsze pojawia się osoba trzecia, nowa czy stara i już nie jest miło i sobie ten ktoś ode mnie odchodzi. Klątwa jakaś kutwa czy ja jestem może krzywa . Bo może jestem :P Co przerobić? Jak sprawdzić czemu tak się dzieje?
Bardzo możliwe, że ślubowania, wyrzekanie się związków w poprzednich wcieleniach. I pojawiają się strażnicy ślubowań.
-
Jak tych strażników odwołać vel rozpieprzyć przysięgi jeśli modlitwą to jej nie czuję. To pewnie nie podziała.
-
Wilson
Spróbuj Regresingiem a jak to nie puści to do Leszka na synchro i węzły.
-
Widzę jasno i wyraźnie, że ktoś, lub coś nie pozwala Ci działać z twoją wolą. Wszytko jedno jak to nazwę opętanie, czy wplyw obcych energii.
Ja też miałem podobne ograniczenia i nie chciało puścić żadną metodą. Rózni uzdrowiciele zapewniali mnie, że ich metoda działa, tylko trzeba poczekać i zapłacić jeszcze więcej piniędzy...
Modlitwa zadziała na pewno, nawet nie musisz tego czuć. Jeżeli chcesz, możesz pomodlić się o to, by Bóg pokazał Ci siłę modlitwy na tobie i uświadomił jaką ma moc dokonywania zmian.
-
DarkAngelbubu
ok
healingintelect
Poradziłeś sobie z tym modlitwą czy egzorcyzmami?
-
Modlitwą
-
Możesz wrzucić przykładową? Jeśli ktoś żyjący i jeszcze z bliskiego otoczenia to pewnie będzie trudniej.
Ogólnie całe zycie przejawiac moją wolę było mi trudno.
A odkąd pisze o tych związkach dusi mnie gardło i splot.
-
Jak tych strażników odwołać vel rozpieprzyć przysięgi jeśli modlitwą to jej nie czuję. To pewnie nie podziała.
Skoro nie czujesz to możesz mieć nieuzdrowiony stosunek do Boga i jego mocy.
No to możesz liczyć na łaskę albo modlić siędo skutku..co może trwać i trwać.
Sesja Regresingu pokazałaby przynajmniej z czym masz doczynienia i czy sama potrafisz to puścić.
-
Prawda. Kogo polecasz prócz Leszka?
-
Wilson
Boże powierzam Ci moje życie, moje ciało, mój umysł i proszę Cię rozwiąż i uzdrów, wszystkie problemy związane ze znalezieniem pratnera.
Boże proszę Cie też o uzdrowienie cierpienia wynikającego ze znużenia, niemocy i niewiary.
Możliwe, że zaczniesz medytować, lub w twoim zyciu będzie zachodziło duzo zmian.
Modlitwę powtórzyć raz na miesiąc, lub co pół roku przy szybko zchodzących zmianach
-
Bubu
Wilson jest już zmęczona i chce to uzdrowić. Nikt inny jak Bóg szybciej, tego nie zrobi
-
Jak tych strażników odwołać vel rozpieprzyć przysięgi jeśli modlitwą to jej nie czuję. To pewnie nie podziała.
Można np w ThetaHealing, ale też jak tu już pisano modlitwą. Podziała nie podziała spróbować warto chyba że masz duży opór.
Ja w takich sytuacjach mówię prosto z mostu:
Boże już nie wiem co robić. Czuje się totalnie bezradna. Pragnę (chcę) ............ Pokaż mi o ci chodzi i jak mam to uzdrowić. Pokaż mi co mam robić.
Możesz jeszcze sprawę powierzyć swojemu Wyższemu Ja. Ja tak robiłam, kiedy jeszcze nie miałam uzdrowionej relacji ze Stwórcą
-
Bubu
Wilson jest już zmęczona i chce to uzdrowić. Nikt inny jak Bóg szybciej, tego nie zrobi
Jeśli ten Bóg ma między nogami odpowiedni rozmiar i jest Wilson zainteresowany to tak.
Ale jeśli Wilson nie jest na niego otwarta i gotowa to nic z tego nie będzie.
Może klękać i błagać: " Panie daj chłopa!", ale nie wiedząc czego chce i o co jej chodzi szybciej doczeka się robota Kena z silikonu.
Podświadomość ma wzorce. Jest do nich przywiązana. Także te, które przeszkadzają w skutecznej modlitwie.
-
Prawda. Kogo polecasz prócz Leszka?
Jak już korzystać to z oferty najwyższej jakości
-
Ja w takich sytuacjach mówię prosto z mostu:
Boże już nie wiem co robić. Czuje się totalnie bezradna. Pragnę (chcę) ............ Pokaż mi o ci chodzi i jak mam to uzdrowić. Pokaż mi co mam robić.
Miałem tak samo. Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że nie ma potrzeby znowu się modlić, jeżeli po modlitwie o uzdrwoenie, wszytstko się układa i moje życie staje się cudowne. Wtedy zacząłem się modlić się o to by, Bóg wzioł sobie całe moje życie i dał mi co chce. Od tamtej pory dostaje tylko i wyłącznie uwolnienie od problemów.
Bubu
Musi być otwarta, jezeli zgodziła się na modlitwę, którą napisałem.
Bóg jako inteligencja rozumie o co chodzi osobie modlącej się i działa w kierunku spełnienia modlitwy. Jest mało ważne, czy będzie klekać i wyć prosząc o pomoc, czy usiądzie w spokoju i się pomodli. Probemem jest często jest przywiązanie do rzeczy, które trzeba często stracić, żeby się uzdrowić np. relacje z toksycznymi ludźmi, którzy mogą wydawać się dobrzy, zmiana mieszkania, zmiana pracy, chwilowy brak pieniędzy, strata pozycji społecznej. Zdarzają się też sytuacje, które trzeba przerobić w określonym stanie psychicznym, lub materialnym np. praca z chamami po to, by zrozumieć jak się od nich uwolnić.
-
Bubu
Wilson jest już zmęczona i chce to uzdrowić. Nikt inny jak Bóg szybciej, tego nie zrobi
A teraz jaśniej ;)
Budda powiedział, że umysł to klejnot spełniający życzenia. Jezus , że mamy wolną wolę.
Świadomie wygląda to super łatwo, gorzej jak zaczynamy kopać w podświadomości.
Bo wtedy okazuje się, że jak coś nie działało przez lata to nie zadziała bo poprostu sobie na to nie pozwolimy i już.
Tak właśnie działa nasz umysł i wolna wola.
I nie pomogą tu modlitwy.
No, pomogą. Na jakiś czas. A potem wszystko wróci do "normy".
Dlatego tak ważne jest dotarcie do źródła problemu i uzdrowienie.
Wtedy i modlitwy zaczynają w danym temacie działać i stają się cuda.
Bóg nie zrobi nam niczego wbrew naszej woli. Choćby i przez miliony wcieleń. Sami jesteśmy panami swojego losu.
-
I nie pomogą tu modlitwy.
No, pomogą. Na jakiś czas. A potem wszystko wróci do "normy".
Właśnie zdziałają i to często na całą wieczność. Ja to widzę jako lekcje do przerobienia, która jest odpowiednio dawkowana.
-
Mam dosyć. Miłości znaczy. Gdy tylko ktoś mi się spodoba, poznajemy się, jest miło, zawsze pojawia się osoba trzecia, nowa czy stara i już nie jest miło i sobie ten ktoś ode mnie odchodzi. Klątwa jakaś kutwa czy ja jestem może krzywa . Bo może jestem :P Co przerobić? Jak sprawdzić czemu tak się dzieje?
Jestem chciana i kochana.
Jestem atrakcyjna.
-
A teraz jaśniej ;)
Budda powiedział, że umysł to klejnot spełniający życzenia. Jezus , że mamy wolną wolę.
Świadomie wygląda to super łatwo, gorzej jak zaczynamy kopać w podświadomości.
Bo wtedy okazuje się, że jak coś nie działało przez lata to nie zadziała bo poprostu sobie na to nie pozwolimy i już.
Tak właśnie działa nasz umysł i wolna wola.
I nie pomogą tu modlitwy.
No, pomogą. Na jakiś czas. A potem wszystko wróci do "normy".
Dlatego tak ważne jest dotarcie do źródła problemu i uzdrowienie.
Wtedy i modlitwy zaczynają w danym temacie działać i stają się cuda.
Bóg nie zrobi nam niczego wbrew naszej woli. Choćby i przez miliony wcieleń. Sami jesteśmy panami swojego losu.
Moze Bog nie robi nic.Chce dla nas jak najlepiej.
Dal nam wolna wole i my zawsze wybieramy nasze doswiadczenia zgodnie z nasza wolą .Wolą ktorej nie zawsze jestesmy swiadomi.
W teorii proste a jak przychodzi co do czego to krzyczymy "czemu akurat ja , czemu mi sie to przydarzylo, czemu jestes takim sk..... ".
-
ontoja
Możesz wybrać, to co Cie się podoba, tylko musisz uwzględnić, że pod chęcią doświadczania różnych emocji, kryje się cierpienie. Po doświadczeniu tego cierpienia, można poprosić Boga, żeby je uzdrowił. W takim przypadku Bóg usuwa chęć doświadczania cierpienia, przez nauczenie przyczyn jego powstawania.
-
ontoja
Możesz wybrać, to co Cie się podoba, tylko musisz uwzględnić, że pod chęcią doświadczania różnych emocji, kryje się cierpienie. Po doświadczeniu tego cierpienia, można poprosić Boga, żeby je uzdrowił. W takim przypadku Bóg usuwa chęć doświadczania cierpienia, przez nauczenie przyczyn jego powstawania.
Masz chyba tendencje do gnozy i uwolnienia sie od wszelkich doswiadczen .To chyba jeszcze nie ten etap w rozwojuu Ciebie a na pewno u mnie, takźe ja podziekuje za takie nauki .Za duzo sie tego nasluchalem w przeslosci a cene do dzis place.
Dla mnie pozytywne doswiadczenia i uczucia jak spelnienie , zadowolenie , milosc itp.(nie emocje !) są korzystne.
-
Nie mówię, żeby od razu uwalniać się od wszystkiego. Fajnie jest życie w bogactwie, bez zmartiweń, leków, chorób itp.
-
Dziś rano uświadomiłam jak silne miałam kiedyś przywiązanie do tęsknoty. I że wogóle nie kojarzyłam związku ze spełnieniem. Tylko z tęsknotą. Tęsknota to dziwne uczucie. Z jednej strony trochę nieprzyjemne, ale z drugiej strony mocno wciągające.
-
to nigdy nie jest przypadek , jak ktoś nie jest w spełnionym związku z idealną dla siebie osobą
trzyma dalej w podświadomości jakieś "wyjątkowe" (wyjątkowo po*&ane) relacje i ma pozytywne emocje w nich , chociaż nie służą jego Najwyższemu Dobru , a jakiejś satysfakcji , najpewniej satysfakcji ze zła
oczywiście w takie coś jest się wmanipulowanym
pozytywne emocje wytwarzają się, gdy człwoiek doświadcza bólu , by go zamaskować, taki gatunek
-
15 rzeczy, przez które jesteś SAM
https://www.youtube.com/watch?v=0uCVwRAZrKo
Chyba trafne .
Co o tym myślicie dziewczyny?
-
15 rzeczy, przez które jesteś SAM
https://www.youtube.com/watch?v=0uCVwRAZrKo
Chyba trafne .
Co o tym myślicie dziewczyny?
Tak. Prosto z mostu :-)
Tylko po co tak lata po tym tarasie :-)) W głowie mi się zakręciło.
-
:)
Może jest trochę zestresowany ,żeby dobrze wyszło.
Ja też jak rozmawiam przez telefon to chodzę w kółko po pokoju i w ogóle najlepiej mi się myśli na spacerze.
-
pewnie tak,
rzeczywiście ja tez tak mam, że jak chcę coś przemyśleć to idę na spacer z psem :-)
-
Proste i trafne:)
Ważny też jest temat bliskości. Częściowo te tematy go obejmują, chociaż nie w całości. Chociaż widzę, że nie wszystkim zależy na realnej bliskości w relacjach, nawet wśród rozwojowców. Dzielenie się problemami i wzorcami do przepracowania, to jeszcze nie bliskość. Znajdowanie rozwiązań i wspieranie, to już bardziej bliskość. Zaufanie, poczucie bezpieczeństwa i wspólne, czyste intencje, to jeszcze większa bliskość.
Zamykałam oczy, żeby nie zakręciło mi się w głowie;)
-
Chociaż widzę, że nie wszystkim zależy na realnej bliskości w relacjach, nawet wśród rozwojowców. Dzielenie się problemami i wzorcami do przepracowania, to jeszcze nie bliskość. Znajdowanie rozwiązań i wspieranie, to już bardziej bliskość. Zaufanie, poczucie bezpieczeństwa i wspólne, czyste intencje, to jeszcze większa bliskość.
Dobrze, że to napisałaś.
Byłam w takich relacjach (nie związkowych), gdzie było wzajemne "terapeutyzownaie się". Cały czas mi czegos brakowało i wogóle to mnie zmęczyło.
Póki co widzę, że bliskość łatwiej mi znaleźć u "nie-rozwojowców". Tyle, że tu taj też mi czegoś brakuje. Chyba zrozumienia. Może duchowości.
-
Dobrze, że to napisałaś.
Byłam w takich relacjach (nie związkowych), gdzie było wzajemne "terapeutyzownaie się". Cały czas mi czegos brakowało i wogóle to mnie zmęczyło.
Póki co widzę, że bliskość łatwiej mi znaleźć u "nie-rozwojowców". Tyle, że tu taj też mi czegoś brakuje. Chyba zrozumienia. Może duchowości.
Lilliole
Bliskość bez zrozumienia ?
-
Proste i trafne:)
Ważny też jest temat bliskości. Częściowo te tematy go obejmują, chociaż nie w całości. Chociaż widzę, że nie wszystkim zależy na realnej bliskości w relacjach, nawet wśród rozwojowców. Dzielenie się problemami i wzorcami do przepracowania, to jeszcze nie bliskość. Znajdowanie rozwiązań i wspieranie, to już bardziej bliskość. Zaufanie, poczucie bezpieczeństwa i wspólne, czyste intencje, to jeszcze większa bliskość.
Zamykałam oczy, żeby nie zakręciło mi się w głowie;)
Nigdy mnie nie interesowały porady różnych kołczów i trenerów na tematy związkowe .Dla mnie najważniejsze to była harmonia ,zrozumienie .Jak to jest to reszta też zagra .Chyba mi się odechciało stałych związków więc może stąd te zainteresowanie tym co działa na większość kobiet.
Zestaw różnych w sumie pożytecznych wiadomości i umiejętności ale faktycznie nie ma w tym filmiku nic o harmonii jakiejś głębszej między potencjalnymi partnerami.
Z drugiej strony nawet tak prozaiczne "głupoty " jak porządek w mieszkaniu mogą wiele napsuć w nawet harmonijnych relacjach.
-
Wilson
Wiesz co....ja miałam taki wzorzec, ze gdy mi sie ktoś bardzo podobal, byl dla mnie bardzo atrakcyjny, często faktycznie harmonia duża była, to ta osoba traktowała mnie dziwnie. Najpierw przyciągała, potem odpychała, zostawiała( czasem w kontekście własnie innych osób), zawsze coś się psuło. Niby byłam ważna, ale w sumie to wogóle nie.
Ale tylko tak się działo, gdy mi zależało na tej osobie bardzo i była dla mnie super atrakcyjna. W przypadku, gdyby mi przestało zależeć, było wszystko ok ;) Podobnie z mężczyznami którzy byli dla mnie letni. Oni mnie uwielbiali ;)
A powód był dość prosty jak się okazało. Relacja z ojcem w dzieciństwie, który traktował mnie dość podobnie. A jako dziecku bardzo mi zależało na miłości i uznaniu moich rodziców. No ale nie dostałam tego, przynajmniej nie w takiej formie jak oczekiwałam. Potem odpuściłam i przestało mi zależeć, a doceniałam to co są w stanie mi dać.
Jednak program pozostał jak się okazało. Nawet takie "pierdoły" że atrakcyjny dla mnie partner, jest mało otwarty, czuły, chodzi zawsze jakby przede mną, a nie obok mnie.
Dokładnie tak robił mój ojciec ;)
Czasem są poprostu programy
z dzieciństwa :)
-
Lilliole
Bliskość bez zrozumienia ?
To byl trochę skrót myślowy. Chodziło mi o to że osoby które nie rozwijają się duchowo nie rozumieją pewnych tematów bo nie leży to w sferze ich zainteresowań. Chodziło mi o zrozumienie tematów duchowych.
-
To byl trochę skrót myślowy. Chodziło mi o to że osoby które nie rozwijają się duchowo nie rozumieją pewnych tematów bo nie leży to w sferze ich zainteresowań. Chodziło mi o zrozumienie tematów duchowych.
No o.k rozumiem, nie chcę wyjść na jakiegoś fanatyka, ale duchowe tematy to dla mnie nie hobby, tylko cześć mnie samego ,ja w pewien sposób patrzę na świat i w moim rozumieniu bliskości zawiera się też wzajemne zrozumienie i "nadawanie na podobnych falach".Rozumiem relacje nawet fajne i ciepłe z kimś innym, ale jednak bliskość to jest bardzo intymne doświadczenie .Zdziwiło mnie to trochę.
-
Coś w tym jest:
http://demotywatory.pl/3949887/Zwiazek-to-praca-na-pelny-etat
-
ontoja,
dzięki za inspiracje... zaangażowanie to jest to, co potrzebuję rozwinąć. ;)
-
muszka91
Spoko.Cieszę się ,że choć nieświadomie, to mogłem Cię zainspirować ;)
-
No o.k rozumiem, nie chcę wyjść na jakiegoś fanatyka, ale duchowe tematy to dla mnie nie hobby, tylko cześć mnie samego ,ja w pewien sposób patrzę na świat i w moim rozumieniu bliskości zawiera się też wzajemne zrozumienie i "nadawanie na podobnych falach".Rozumiem relacje nawet fajne i ciepłe z kimś innym, ale jednak bliskość to jest bardzo intymne doświadczenie .Zdziwiło mnie to trochę.
Odebrałam to jak taki zaowalowany zarzut i niefajnie mi się zrobiło, poczułam się rozliczana. Napisałam co napisałam. Może pod wpływem emocji, gorszych chwil, ale na podstawie swojego doświadczenia. Nie pisałam prawd absolutnych więc nie wiem co cię tak dziwi.
-
Lilliole
Obawiałem się że tak to odbierzesz.
Czemuż miałbym Cię rozliczać ?Sam się nie uważam za wzór doskonałości i od nikogo tego nie wymagam ani nie oczekuję.
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem to co napisałaś ,liczyłem na wyjaśnienie i ewentualnie na dyskusję , a nuż ja coś nie tak widzę.
Po prostu się nie zgadzam z tym co napisałaś o bliskości ,ja to widzę inaczej.
Mam nadzieję ,że nie będę się musiał kryć ze swoimi poglądami ,żeby kogoś nie urazić (przy czym szczególnie mi zależy ,żeby nie urazić Ciebie bo darzę Cię sympatią choć się nie znamy).
Dlaczego zdziwienie ?Bo nie pamiętam ,żebym tu przeczytał ,chyba przez parę lat,coś co napisałaś z czym bym się jakoś nie zgadzał.
-
A jeszcze Ci powiem ,że jesteś osobą ,która tu nigdy żadnego konfliktu nie miała ,nie powiedziała komukolwiek nic niemiłego , z nikim się nie ściełaś ...to aż niemożliwe ;P.Jesteś oazą spokoju ,łagodności i asertywności ale takiej prawdziwej nie agresywnej.Może stąd ta sympatia .No mam nadzieję ,że ze mną się nie pokłócisz:)
Może lepiej zostawić ten temat.
-
Ja od pewnego czasu spotykam się z mężczyzną, po 5 latach samotności ;) jest fajnie, to fajny pozytywny chłopak, aczkolwiek nie do końca jestem przekonana ,że to jest to. Jednak on nie bardzo interesuje się duchowością, choć nie wyklucza istnienia czegoś więcej. Brakuje mi jakiegoś luzu w tym wszystkim, muszę dać sobie przestrzeń i zobaczymy co się rozwinie dalej, jak coś popłynie miedzy nami to moze przyjdzie pewność?na razie jest fajnie...Może też to jest ktoś kto jest dobry dla mnie na ten moment. Chciałabym być z kimś dla kogo duchowość to część życia ,ale może jeszcze nie jestem otwarta na takiej jakości związek.
luz luz luz , oddech ;)
wczoraj wybudzały mnie dziwne sny..czułam,zeby się pomodlić zobaczymy co z tego wyjdzie;)
-
Muszka może z czasem zainteresuje się duchowością pod twoim wpływem.
-
;) może tak być ...
czyli muszę wyluzować :>
-
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem to co napisałaś ,liczyłem na wyjaśnienie i ewentualnie na dyskusję , a nuż ja coś nie tak widzę.
Po prostu się nie zgadzam z tym co napisałaś o bliskości ,ja to widzę inaczej.
Mam nadzieję ,że nie będę się musiał kryć ze swoimi poglądami ,żeby kogoś nie urazić (przy czym szczególnie mi zależy ,żeby nie urazić Ciebie bo darzę Cię sympatią choć się nie znamy).
Dlaczego zdziwienie ?Bo nie pamiętam ,żebym tu przeczytał ,chyba przez parę lat,coś co napisałaś z czym bym się jakoś nie zgadzał.
ontoja
Szczerze mówiąc sama nie bardzo rozumiem co napisałam. Napisałam to pod wpływem chwili bez przemyśliwania o tym czy to ma sens, czy jest akuratne i jak to wpłynie na innych i jak sie poczują. Częsciowo świadomie częściowo pozwoliłam sobie napisać coś co może być absolutnie od czapy a jest wyrazem mojego żalu i rozczarowania w danej chwili.
Nie jestem oaza spokoju, łagodności ani asertywności. Sam napisałeś, że to niemożliwe. Możliwe, że nie w pełni świadomie wytwarzam taki obraz na zewnątrz. Jeżeli tak to chyba czas przestać.
Ostatnio trochę w moim życiu rozczarowań, co mnie w sumie cieszy bo lęk przed rozczarowaniem kogoś czy przed byciem rozczarowaną czyms lub kimś robił mi większe spustoszenie.
Jakis czas temu rozczarowała mnie osoba którą uważam za bliską przyjaciółkę. Poprpsiłam ją o pomoc, a ona odmówiła w sposób, który ja odebrałam jak totalne olanie. A jak próbowałam jej tłumaczyć, że po prostu zabrakło mi jednego zdania: Przykro mi, ale nie mogę. I dla mnie to by było ok. Otrzymałam odpowiedź analizujacą moje wewnętrzne dziecko co mnie wkurzyło jeszcze bardziej, bo ja mówiłam do przyjaciółki a nie do terapeuty. Ja ją też chyba rozczarowałam tym, że nie jestem ta która zawsze i wszystko zrozumie, która może czegos chcieć i potrzebować i może coś zaboleć bo nie jest oświecona. I że może być zła i jeszcze powiedzieć, że jest zła.
Ta znajomość jest dla mnie ważna imam nadzieję, że przetrwa te rozczarowania.
Potem kolejna osoba powiedziała mi, że jest rozczarowana - chodziło o sytuację sprzed 3 lat gdzie rzeczywiście powiedziałam coś pod wpływem emocji i nieprzemyślanego.
W lipcu umarła moja szkolna koleżanka. Na raka. Nie widziałam jej wiele lat. Byłyśmy blisko kiedyś. Przeżyłam szok, ale i wściekłość jak śmiała mi to zrobić. Tak bez zapowiedzenia. Poczułam rozczarowanie. Była psychologiem - mogła to przepracować
Parę dni temu spotkałam znajomego. Mało znanego znajomego. Takiego na dzień dobry i na zamianę kilku zdań i tyle. I na dzień dobry wyrzucił z siebie że źle się czuje i ma raka od kilku lat. Pewnie liczył na wsparcie, a ja stałam zdębiała z otwartą gębą. Pewnie się rozczarował. Ja tez sie rozczarowałam sobą. Bo zamiast współczucia poczulam wściekłość - kolejna osoba mi to robi. On jeszcze zobił cos innego. Aktywował moje ciało bolesne i nie mogłam sobie dac z tym rady cały weekend. Ale i dobrze, bo dzięki temu zobaczyłam je, zobaczyłam jak działa i mogę to zacząć transfomować.
Potem napisałam na forum. Bez zastanowienia. To co napisałam nie stanowi dla mnie specjalnej wartości, dlatego nie chcę się tłumaczyć, bo to nie ma znaczenia. W sumie moje poglądy na temat bliskości są mocno zbieżne z tym co napisałeś.
Natomiast ważne jest to co poczułam czytając twoje pytanie i to, że cię to zdziwiło. Poczułam znaną już energię rozczarowania. Że wyszłam poza ten obraz co napisałeś. Obraz jest taki, że niemożliwy do spełnienia. Ciesze się, że go opisałeś. Zobaczyłam jak mocno mnie ten obraz ogranicza. Nie jestem przeciwieństwem tego obrazu. Jest tam sporo moich cech, ale obraz to obraz, rola to rola.
Jak musi byc on silny skoro zadziałał w bliskiej wydawało by się relacji przyjacielskiej (o której wcześniej pisałam).
I teraz napiszę coś o bliskości co mi przyszło właśnie do głowy: nie ma bliskości bez autentyczności. Może lepiej może się pokłócić niż z autentycznym człowiekiem niż czuć sympatię do obrazu.
Nie piszę tych słów przeciwko tobie, tez cię lubię. To zdanie od którego się zaczęła nasza dyskusja nie była przeciwko rozwojowcom. Było dla mnie. Żebym zobaczyła o co chodzi. Żebym mogła zobaczyć te strukturę, która jest tak ze mną zrośnięta, że wydaje się być mną. I co ja tak silnie trzyma - lęk przed rozczarowaniem. Teraz jak to widzę mam już wybór.
-
Lilliole
Mnie wcale nie rozczarowałaś ani tym wpisem o bliskości ani tym co napisałaś teraz.Serio ,nic nie zmieniłem zdania o Tobie.Zdaje sobie sprawę ,że nikt nie jest doskonały ale chodzi o ten ...hmm rdzeń .Jest jakieś takie matematyczne chyba działanie gdzie przy obliczaniu średniej odrzuca się minimalne i maksymalne wartości .Moim zdaniem miałaś prawo poczuć wkurzenie na tę przyjaciółkę ,nie wiedzieć jak się zachować gdy nieznany w sumie facet mówi o raku itd.
No i ja akurat mam na tapecie rozczarowanie ,także wobec siebie.
-
Moim zdaniem miałaś prawo poczuć wkurzenie na tę przyjaciółkę ,nie wiedzieć jak się zachować gdy nieznany w sumie facet mówi o raku itd.
Tak. Miałam. To jak się zachowałam było normalną ludzką reakcją.
Przypomniało mi się takie ćwiczenie kiedy staje się naprzeciwko drugiej osoby i mówi: Ja jestem tobą, ty jesteś mną.
Obie osoby mówią to w tym samym czasie. I czuję, ze wszystkie te osoby o których pisałam reprezentują jakąś część mnie. One tylko pomogły mi się skonfrontować z moim lękiem.
Zresztą ostatnio coraz mocniej widzę jak otoczenie i wszystko co się dzieje w moim życiu reprezentuje moje wnętrze.
-
;) może tak być ...
czyli muszę wyluzować :>
Wyluzuj i ciesz się chwilą ,należy Ci się po pięciu latach.Tylko skup się na nim i nie rozsiewaj feromonów dookoła;)
-
ontoja,
postaram się =D
-
Lilliole, czy to nie dziwne, że te tak wiele z tych sytuacji, o których piszesz miało związek z rakiem?
Od razu przyszło mi na myśl skojarzenie ze stricte medycznym wyjaśnieniem czym jest rak.
Określa się go inaczej mianem nowotworu, ponieważ jest czymś, co "uciekło" spod kontroli organizmu, mechanizmów niszczenia uszkodzonych komórek i naturalnego procesu obumierania. Jest w pewnym sensie objawem nieśmiertelności, ponieważ komórki te nie podlegają tym właściwym dla prawidłowo funkcjonującego organizmu zasadom. Paradoks polega na tym, że same będąc nieśmiertelne zabijają to, w czym żyją - organizm. Z jednej strony więc są wyrazem dążenia do jakiegoś rodzaju doskonałości i nieśmiertelności, dorównania Bogu, a z drugiej - rebelii, anarchii i zaprzeczenia regułom.
Jeśli więc zastanawiasz się, co miały ci uświadomić te zdarzenia, to może właśnie o to chodzi, by nie być rozczarowanym, że czegoś się nie osiągnęło. Że nie jest się takim, jakim by chciało się być. I zaakceptować fakt, że tu i teraz podlegamy pewnym ograniczeniom - i, że jest to dla nas, po prostu, dobre :)
-
Lilliole, czy to nie dziwne, że te tak wiele z tych sytuacji, o których piszesz miało związek z rakiem?
Od razu przyszło mi na myśl skojarzenie ze stricte medycznym wyjaśnieniem czym jest rak.
Określa się go inaczej mianem nowotworu, ponieważ jest czymś, co "uciekło" spod kontroli organizmu, mechanizmów niszczenia uszkodzonych komórek i naturalnego procesu obumierania. Jest w pewnym sensie objawem nieśmiertelności, ponieważ komórki te nie podlegają tym właściwym dla prawidłowo funkcjonującego organizmu zasadom. Paradoks polega na tym, że same będąc nieśmiertelne zabijają to, w czym żyją - organizm. Z jednej strony więc są wyrazem dążenia do jakiegoś rodzaju doskonałości i nieśmiertelności, dorównania Bogu, a z drugiej - rebelii, anarchii i zaprzeczenia regułom.
Jenka :-)
dzięki za podpowiedź, nie myśląłam o raku w kategoriach boskości, ale coś w tym jest,
To może jest to co ja postrzegałam jako sztuczną strukturę. Która niby jest korzystna, ale zabija. Sztuczne - to jak się tak głębiej zastanowić to można to przyrównać z tym co nie boskie. Więc to co mi sie objawiało jako żywe pewnie jest po prostu boskie.
Jeśli więc zastanawiasz się, co miały ci uświadomić te zdarzenia, to może właśnie o to chodzi, by nie być rozczarowanym, że czegoś się nie osiągnęło. Że nie jest się takim, jakim by chciało się być. I zaakceptować fakt, że tu i teraz podlegamy pewnym ograniczeniom - i, że jest to dla nas, po prostu, dobre :)
Tak, zastanawiam się. Nawet nie tyle zastanawiam co otwieram na zrozumienie i patrzę co się zmieniło. Bo to to co się działo przez te kilka dni to była potężna wywałka. niby starałam się być świadomą i to obserwować, ale ta część co obserwowała byla bardzo nikła :-) Reszta płynęła. I chyba tak miało być.
Te ograniczenia to mi się juz od jakiegoś czasu przewijają. Nawet z numerologii wychodzi mi, żę moją lekcją karmiczną jest zaakceptować ograniczenia. :-)
-
Pytanie mam do rozwojowych par.Jak wygląda Wasz rozwój w parach.Duzo razem robicie (w sensie rozwojowych praktyk-afirmacji, medytacji itp.itd.)?
-
ontoja
Pytanie co dla kogo oznacza dużo?
Mogę odpowiedzieć, że czasem mniej czasem więcej. Dobrze, że rozwój nie jako wywalanki i kryzysy, za to jako współpraca, uczestniczenie, uznanie rozwoju drugiej osoby na jej zasadach i jako pewna nadrzędna stała intencja. Rozwój w związku, to tak jak było w innym wątku, to taki całokształt w różnych aspektach człowieka, jego życia, działania. Jeśli Miłość jest rozwojem, a Bóg jest miłością, to bardzo dużo tego rozwoju w związku, tyle ile miłości:)
-
Wyjechalem 10 dni temu do innego kraju , wsiadam do autobusu z lotniska do oddalonej o 150 km miejscowosci , siadam kolo b. atrakcyjnej kobiety, koło 40. , ale taka hot i glamour, myslalem ze kolo 30stki wtedy, a wiek znam z profilu linkedin, akurat nigdzie indziej nie bylo miejsca, mysle sobie fajna, ale dam spokoj bo sie zblaznie , nie gadalem po angielsku kilka miesiecy , ja tak luzno od niechcenia na sportowo ubrany i wymiety z podrozy, pomysli ze hydraulik z polski , a ona taka odwalona, loki, czarna sukienka , jakies futerka itd (a ja dopiero co dostalem w PL kosza od karmicznej laski , jeszcze z elementami nachalnosci po tym koszu z mojej strony) , nawet myslalem , bylo dosc ciemno ze ona moze byc studentka, pozniej siedzac, czulem ze potrzebuje faceta,, ze na bank jest wolna, ze potrzebuje oparcia, ze by ze mna pogadala, bawila sie wlosami , bezcelowo buszujac po sieciach spolecznosciowych , ale nie mialem ochoty scienniac i bajerowac,jak interesuje mnie tylko jej cialo i najchetniej to zdarl bym z niej sukienkę , no ok , nie jestem az takim zwierzakiem - umowil sie na sex, ale tak po prostu, bez zadnego wstępu ;) no i nie jechalem sam , przede mna byl ktos z kim jechalem,zostalo z 10km , patrze , kobieta obczaja wykresy kryptowalut , no to zagadalem , bo kupilem bitcoina po 11k no i oczy jej sie zaswiecily i zaczela z wypiekami na twarzy opowiadac , o kryptowalutach, ze ona w tym siedzi, ze bitcoina po 10k kupila, ze tutaj jest taka waluta i ze będzie grubo jak wejdzie do publicznego obrotu i ze to okazja, a bitcoin bedzie po 1mln usd. dala wizytowke i mowila , ze maila mi napisze. Ale była hot! No i napisala o tej walucie , ze teraz z polecenia sie w to wchodzi, a w marcu juz bedzie publiczny obrot , ze ma brata tam gdzie ja jestem i mozemy pojsc na kawe , jak bym chcial jeszcze cos wiedziec. No to ja ze pewnie , przyjezdzaj , mam duzo czasu i bedzie miło i wogole milo cie bylo poznac. No i zadzwonilem potem , troche pozno bo o 19 i mowie ze czesc jak sie masz i czy nie za pozno dzwonie, ona ze prowadzi teraz i odezwie sie jutro. Nie odezwala sie. Cisza przez 5 dni. Walczylem ze soba by juz nie pisac nic zeby nie byc nachalny. Wczoraj polozylem sie spac o 22 i lezac uwolnila sie energia , taka zwiazana z bogactwem i wogole , no i po 5 minutach mail , ze jak świeta ze mozemy pogadac nast kilka dni czy jestem wolny? Ja że amazing, 11℃ zamiast mrozu mi sie podoba i czy chcesz sie spotkac w twojej miescinie czy mojej (30km dalej) , np jutro o 18:00 ? i znowu cisza.
Co mam zrobic , jak postapic, o co chodzi? :) czego nie robic ? Czego nie widze? ;-) czego to tyle trwa?
-
Przeciez to glupia gra , ja udaje , ze o tym nie mysle , ale mam udawac ze mi nie zalezy , ona tez udaje , bo teraz pewnie niema ochoty , moze oczekiwala , ze zadzwonie , a nie napisze
Randkowi guru (choc to w sumie nie miala byc randka) ale.. przed tym wczorajszym mailem od niej napisalem ze ja lubie (I liked you) - troche żalowalem z tym wywnetrznieniem , choc przeciez to mile , slyszę z drugiej strony i sygnalizajujace zamiast sciemniajace. No ale randkowi guru mowia by nie pisac smsow jesli chodzi o umowienie sie bo to dyskwalifikuje , czy ktos jest w stanie wytlumaczyc
dlaczego ?
-
Karma mężczyzny i niskich energii z tym związanymi.
Miałem znajomego Tura za którego się pomodliłem, bo miał jakieś dziwne wynaturzenia na temat roli męskich w związku. Po 1 miesiącu od modlitwy trafił dziewczynę i wydawał się szczęśliwy.
-
Napisala mi. Tak jak napisalem / odczulem - nie ma juz ochoty chyba ona. A ja nie mam juz ochoty o tym myslec. Moze zadzwonie do niej w omawianej spr. biznesowej (czysto! bo ode mnie juz nic nie wyjdzie)
-
Glupote zrobilem... przeciez napisala , ze ma czas , choc jednak czulem , ze nie jest na to spotkanie podekscytowana, jak wczesniej ,ale moze czas dac se spokoj z jasnowidzeniem ,skoro daje mi mozliwosc spotkania?
Nie licze na jakis podryw , potrzebuje jakis po prostu nowych mozliwosci i energii i wyjsc z domu , a ze trafila sie kobitka, ktora akurat jest ladna, to co poradzę? ;)
Poszedl mail o ktorej ma jutro ta godzine.
-
Fajna kobieta, odpisala ze dalej chce się spotkac i umówiła się ze mną. Pogadaliśmy na tel , ale nie potrzebnie po kilku minutach jakby przerwalem że 'fajnie ze sie zobaczymy , do jutra' (pomyslalem ze nie bedziemy mieli jutro o czym gadac;) bo nawijała i chciala chyba mnie wybadac by bardziej komfortowo się czuć, co by ulatwilo sprawę.
Teraz po latach zainteresowania tematem od str RD badziej potrzebuje chyba randkowych porad, żeby nie robić gaf. Nie wiem jak postępować z nią, majac w sumie malo czasu jutro, bo nie umowilismy sie na kurcze rejs , czy wycieczkę. Nie liczę na to , ale chcialbym zeby sie we mnie zabujała i żebym miał łatwo, żeby jadła mi z ręki ;) chyba muszę wrzucic na luz i się poddać. Moze powinienem przyjac ze jak cos ma wyjsc to wyjdzie.
-
Co np mogłbym poafirmować / zrozumieć by nabrać właściwego stosunku ?
-
Możesz zrozumieć, ze najlepszy związek, to taki z miłości. Afirmacji nie napiszę, bo może ci się stać krzywda.
-
Może coś w rodzaju: czuję się swobodnie w towarzystwie pięknych kobiet?
-
Ktoś rozumie co nieco analizy psychometryczne zwiazkow ?
Czy harmonia wibracji osobistych 70% to juz inna linia pochodzenia ?
-
Czy taka intencja, by inni się nas bali , to "wzorzec dda" ?
-
Nie tylko
-
Macher
Przede wszystkim zadaj sobie na trzeźwo i przytomnie czego od tego związku oczekujesz.
Po drugie nie opisuj wszystkiego na forum (tym czy innym bo ona to jeszcze przeczyta i możesz mieć ciepło ;)
Po trzecie samoocena. Jak będzie wystarczająco wysoka to nie będziesz się zastanawiał czy kogoś poderwać bo to Ty będziesz podrywany (działa na 100%)
Po czwarte 70% to niestety mało. Na pewno za mało na trwały związek (Linia pochodzenia może być ta sama). Jak nie ma conajmniej 95% to nie warto sobie dupy zawracać na poważny związek bo z czasem zaczną się schody.
Po piąte, szóste i dziesiąte..znowu samoocena.
Bez podniesienia samooceny w każdym temacie się polegnie.
-
dzięx , wiem , że 70% to mało na trwały związek
ciekawe czy przyjaźń ma wtedy sens czy też nie ?
dzięki za podpowiedź z samooceną , istotnie powinienem w koncu się za to wziąść
ta kobieta nie zna polskiego , więc nie przeczyta ;)
(aczkolwiek nie o nią chodzi w innych pytaniach)
-
macher
Przyjaźń zawsze ma sens :)
70%..ja przy 80-85% się buntowałem jak mi mądrzejsi wtedy ode mnie mówili, że to bez sensu. Po latach okazało się, że mieli 100% rację. Można oczywiście próbować, tylko po co?
Bez podniesienia samooceny w temacie związków i innych nie ruszysz do przodu. I nie czekaj bo "jutro nie nastąpi nigdy" :D Bierz się za to od razu. Jak zaczniesz widzieć efekty to zrozumiesz, że warto.
-
Ma sens jeśli może zaistnieć , a czy przy tych 70% to nie jest tak, że po prostu nie jest to towarzystwo naturalne dla nas ? Czy przy takim typie związku nie ma to znaczenia az tak ?
Dzięki za motywacje do samooceny :)
-
Ktoś rozumie co nieco analizy psychometryczne zwiazkow ?
Czy harmonia wibracji osobistych 70% to juz inna linia pochodzenia ?
Masz na tyle harmonię wibracji w związku na ile ją czujesz i uświadamiasz sobie.
U mnie analizy rozmijały się z realnymi odczuciami i sytuacjami. Zdarzyło się też, że miałam zbadane w odstępie kilku tygodni, najpierw 60%, a później 100% harmonii. Zbadane przez tę samą osobę robiącą analizy od lat. Inne czynniki w pełnej analizie po kilku latach doświadczenia też okazały się pomylone. Te przykłady to, tylko wycinek z historii, które znam też od innych jak analizy sobie, a życie sobie. Teraz wolę opisowe wglądy w takich sprawach, niż procenty.
Dobrze, że wykazałam się w końcu większą samodzielnością w świadomości związku, niż sugerowanie się analizami. Także można takie badanie traktować jako ciekawostkę, inspirację co wszechświat w danej chwili pokazuje jako lustro dla własnego umysłu, jednak lepiej mieć własny, samodzielny rozum, świadomość i intuicyjne odczucia.
-
Czy taka intencja, by inni się nas bali , to "wzorzec dda" ?
Co rozumiesz przez dda?
Pytam, bo to stało się takim hasłem wytrychem w niektórych ocenach innych ludzi, a warto wiedzieć jakie są z tym skojarzenia, czyli co autor wypowiedzi ma konkretnie na myśli.
-
Sylvia , wiesz co , ta analiza rozmija się też z moimi odczuciami.. bo z głebi przychodzi mi , że to co nas łaczy jest niezniszczalne i to jeszcze zanim cokolwiek do niej czulem, z drugiej strony (pomieszanie;) bardzo mi pomoglo uswiadomienie sobie, ze ta panna nie jest harmonizujaca i ze nie ma szans na zwiazek.. ale emocje i uczucia - gdy już wypłyną - są tak extra , że jest odczucie , ze moglbym całe wcielenie z nia spedzic nawet jak to tylko te 70% :) wiec nie przejmuje się / nie przywiazuje sie chyba az tak. Ale to ciekawe doświadczenie z tym rozminieciem się w analizach i dzięki za podzielenie się... generalnie mi pomoglo o tyle, że sobie odpuscilem.. a to na prawde bylo konieczne , a moze to tez przez zmiane miejsca zamieszkania
Nie mam uscislone co to jest dda , ale w analizie owej wychodzi ze mam tego duzo i jestem w stanie w to uwierzyc po swoich zachowaniach w temacie zwiazku , ktore sa z innego poziomu niz karmiczny (wobec wszystkich kobiet wystepuja i ludzi ogolnie). Pytalem, bo moze ma to jakis wspolny pień, słyszalem , że dda to glownie lęk przed bliskością
-
Dla mnie niezrozumialym elementem jest np wspolna droga życia , rozumiem , że czasem mogą byc u ludzi takie różnice , że jest to nie do pogodzenia , ale z reguły chyba powinno dać się pogodzić i sprowadza się to wyboru , woli i decyzji...
-
Nie mam uscislone co to jest dda , ale w analizie owej wychodzi ze mam tego duzo i jestem w stanie w to uwierzyc po swoich zachowaniach w temacie zwiazku , ktore sa z innego poziomu niz karmiczny (wobec wszystkich kobiet wystepuja i ludzi ogolnie). Pytalem, bo moze ma to jakis wspolny pień, słyszalem , że dda to glownie lęk przed bliskością
Z tego co rozumiałam widzisz w swoich zachowaniach lęk przed bliskością i konflikt dążenia do niej i unikania?
DDA to nie tylko lęk przed bliskością, to jeden z elementów. Przede wszystkim w uzdrawianiu dda ważny jest temat bezpieczeństwa i samodzielności.
Niektórzy mylą samodzielność z niezależnością. Ta cecha, którą niektórzy uznają za cechę urzeczywistnienia coraz częściej kojarzy mi się jednak też z toksycznymi grupami, gdzie przynależności do miłości, szacunku i świadomości, jest błędnie realizowana w relacjach z ludźmi. I bliskich i społecznych.
Samodzielność kojarzy mi się pozytywnie z życiem i boskością. Osoby niezależne lub żyjące w iluzji niezależności, często są uwikłane w brak samodzielności w myśleniu i w rozwoju. DDA, a raczej szerzej osoby ze skłonnością do toksycznych relacji, nie wie gdzie są właściwe granice i albo nie umieją ich stawiać, albo przekraczają je u innych ludzi. Często za to dąży do pozornej niezależności i nie widzi w co znowu się uwikłał. jeśli ktoś przynależy do toksycznych relacji będzie odrzucał harmonijne, przyjazne, miłe, normalne relacje, jako podejrzane i doszukiwał się w nich negatywów, które są projekcją jego umysł.
Przynależąc do Boga człowiek ewoluuje w danym życiu, przez różne jego etapy, do dojrzałego, samodzielnego dorosłego, który tworzy zdrowe związki gdzie bazą jest przyjazność, współpraca, bezpieczeństwo, zaufanie, zrozumienie, miłe zachowania, nie krzywdzenie, nie tworzenie cierpienia, nie tworzenie bólu, jest miłość, harmonia, spokój i radość. Wspólna, niewinna radość, to jedno z najlepszych uczuć w szczęśliwych, harmonijnych związkach:)
-
Dla mnie niezrozumialym elementem jest np wspolna droga życia , rozumiem , że czasem mogą byc u ludzi takie różnice , że jest to nie do pogodzenia , ale z reguły chyba powinno dać się pogodzić i sprowadza się to wyboru , woli i decyzji...
Drogi życia mogą być bardzo różne, bo ludzie mają wolną wolę i ją realizują, a nie zawsze związek jest dla nich priorytetem z różnych powodów.
Te powody czasem są niezrozumiałe dla osoby widzącej pewną harmonię w relacji, jednak wolna wola niektórych paradoksalnie ogłupia i zaślepia na Najwyższe Dobro. Paradoksalnie dlatego, że wypływa ona pierwotnie z miłości, a staje się jej wypaczeniem i służy oddzieleniu od niej. Najpierw jednak trzeba zawęzić świadomość, żeby przestać zauważać i realizować swoje Najwyższe Dobro.
-
Ja tam mam wrażenie , że ludzie harmonizują ze sobą na poziomie dobra wszyscy , nie ma że ten mniej , tamten bardziej...
-
Drogi życia mogą być bardzo różne, bo ludzie mają wolną wolę i ją realizują, a nie zawsze związek jest dla nich priorytetem z różnych powodów.
Te powody czasem są niezrozumiałe dla osoby widzącej pewną harmonię w relacji, jednak wolna wola niektórych paradoksalnie ogłupia i zaślepia na Najwyższe Dobro.
Tak uświadomilem to sobie, że zwiazek (harmonijna relacja) moze nie byc dla drugiej strony priorytetem. Powodem sa jakies przymusy.
Czyli dla harmonizujacych osob im wieksze otwarcie na ND tym moze wiecej wspolnej drogi życia ?
-
Witam wszystkich po długiej przerwie :) Na to forum trafiłam kilka lat temu i moim celem było takie poukładanie siebie, żeby stworzyć satysfakcjonujący mnie związek. Po długim czasie pracy nad sobą i ze sobą jestem teraz w takim właśnie związku (już narzeczeńskim), a nawet lepszym, niż sobie zakładałam :) Także mogę potwierdzić że w temacie partnerstwa rozwój działa i przynosi efekty :)
-
iloveperfums ;)
gratulacje i wszystkiego co najlepsze dla Was;)
-
Muszka, dzięki i Tobie również niech się darzy :) Naprawdę warto się otworzyć na miłość bo spełnienie w partnerstwie to jednak niebo a ziemia w porównaniu z tym, kiedy się związku poszukuje. Między mną i moim ukochanym jest tak doskonała harmonia, że widzę jak wszystko co dobre się pomnaża :)
-
iloveperfumes
Gratuluję i życzę wam dalszego szczęścia:)
Dobrze zrobiony ślub wg własnych potrzeb, po narzeczeństwie, to fajna sprawa.
Może to być fajne doświadczenie w życiu dające energię miłości i szczęścia na lata. Dużo radości, lekkości, luzu i dobra zabawa w przyjaznym gronie rodziny i znajomych:)
-
iloveperfumes
A podzielisz sie jak wygladala Twoja praca nad tym ? Jakimi metodami , jakie tematy spowodowaly ta zmianę ? Dzieki...
-
Mam poczucie od pewnego momentu , że żadna kobieta / związek mi już nie pomoże. Wcześniej odmieniłoby mi to życie. Szkoda.
-
macher
Od takich przekonań, że "żadna kobieta / związek mi już nie pomoże", albo, że "kobieta / związek jest potrzebna do odmiany życia" warto się uwolnić.
To Siła Wyższa i ty jesteś od odmiany swojego życia. Kobieta/związek może być częścią tej zmiany.
-
Bardziej powiedziałbym , że to odczucie / świadomość mojego położenia w obu tych przypadkach:
"żadna kobieta / związek mi już nie pomoże"
"Wcześniej odmieniłoby mi to życie"
-
"Co jest najważniejsze w związku?
Troska. Czyli obchodzi mnie, co się z tą drugą osobą dzieje. Staram się, by było jej jak najlepiej. Kolejnym ważnym fundamentem związku jest wiedza, wzajemne poznawanie się, rozumienie. I szacunek, o czym już zapomnieliśmy. Jeśli bez szacunku będę chciał poznawać drugą osobę, to będę ją raczej przesłuchiwał i kontrolował. Ostatni – czwarty filar – to odpowiedzialność, rozumiana w taki sposób, że zastawiam się, czy ja tej osobie czegoś nie narzucam, czy ona może się przy mnie rozwijać i dobrze czuć."
http://natemat.pl/230771,motyle-i-tak-odfruna-czyli-o-zwiazku-ktory-sie-zmieni-i-milosci-ktora-nigdy-nie-bedzie-jak-z-bajki
Coś w tym jest. Troska to okazywanie miłości. Rozumienie to rozwijanie świadomości. Szacunek i odpowiedzialność dają przestrzeń.
-
Tak mi przyszło żeby się podzielić afirmacją, która u mnie jakiś czas temu fajnie zadziałała - "w moim życiu jest miejsce na odpowiednią kobietę". Wydawało mi się , że nie ma miejsca, że nie mogę, że cośtam, a to tylko te myśli zajmowały to miejsce. Wydaje mi się że wiele osób może mieć takie klapki mentalne, a nie wiele poza tym mieć przeszkód.
Nie wiem czy użyłem słowa "odpowiednią", czy samą kobietę. Chyba nie bo nie była do końca odpowiednia, ale wypełniła miejsce i była dla mnie atrakcyjna i zmiana w codzienności była duża ;)
-
macher
Bardzo przydatna afirmacja w wielu sytuacjach. Fajnie, że zadziałała:)
Pamiętam jak byłam u pewnej kobiety w jej domu i w ramach prezentacji jak mieszka, pokazała sypialnię. Nie było to chwilowo wynajmowane, tylko docelowe miejsce. Łóżko miało szerokość 110 cm, co jest za mało dla dwóch osób. Intuicyjnie poczułam, że w jej sytuacji na przestrzeń ma duże znaczenie. Po rozmowie i późniejszej zmianie łóżka na 140 (minimum dla dwóch osób), weszła w końcu w trwały związek. Intencja i działanie przyniosły skutek.
Czasem polecam podobną afirmację do twojej:
W moim życiu zawsze jest czas i przestrzeń na związek z odpowiednim mężczyzną/kobietą.
Można je połączyć:)
-
Powiedziałbym, że związek już był ugruntowany w eterze, dlatego kupiła łóżko , "niż kupiła łóżko , co pociągnęło za sobą związek".
Właśnie sobie dziś myślałem, znam ludzi zaznajomionych z kreacją dosyć powierzchownie , tzn przez popularne książki, którzy myślą, że przyciągnęli sobie partnera (i są z nim ponad 15 lat) poprzez afirmowanie czegoś przez krótki czas i dzięki temu, tak samo z majątkiem, jaki osiągnęli. Ja natomiast wiem, że to jest bardzo głęboko zakorzenione pragnienie, żeby się spotkali (skoro tyle ze soba są i dosyć pasujący do siebie), znam ich karme, bo mamy wspolną i w świetle mojej wiedzy ezo wręcz nierealne jest żeby się nie spotkali mieskzając od urodzenia przez całe 40 lat nie więcej niż 1km od siebie. Podobnie kwestie majątkowe , ich majątek nie wynika z tego, że coś tam ktoś afirmował, tylko dusza ma go w swojej strefie komfortu. A afirmacje , owszem mogą pomóc, ale to jest na zasadzie takiego końcowego doszlifowania intencji do danych warunków. Albo wręcz siła tych intencji nawet sprzed wcielenia się musiała wymusić na kimś taką modlitwe o partnera, bo tylko świadomość była zamknięta, ale nawet zmienić świadomy typ takiego partnera, żeby go przyjąć. Troche z cyklu co było pierwsze, jajko czy kura... co do jednego i drugiego odpowiedź jest prosta, a co do kury odpowiedź to oczywiście ewolucja , a ściślej, dinozaury. Podobno odkryto w ostatnich kilku latach , że ptaki są potomkami dinozaurów i zaliczają się do dinozaurów jako jedyne. Tak na marginesie, że odpowiedź jest zawsze oczywista, jak ktoś chce ją zobaczyć.
-
macher
Wtedy inaczej to czułam. Raczej jako niedokończony proces kreacji. Myślę, że zmiana łóżka była rytuałem i część tego procesu robienia przestrzeni dla partnera i takie intencjonalne działanie miało znaczenie. I dlatego wszystko to zadziałało i zachęciło jej podświadomość do wypełnienia tej przestrzeni.
Rytuały potrafią bardzo sugestywnie działać na podświadomość. Ludzie robią wiele rytuałów w swoim życiu i nawet nie rozumieją ich mocy sprawczej. Często nie zdają sobie sprawy ze skutków.
-
Tolle Eckhart - Związki oświecone
https://www.youtube.com/watch?v=nGYfkkInPgY
-
Czasem gdy ona przytula się do mnie to na czakrze trzeciego oka głównie czuję takie dziwne tarcie, drganie, a potem długo muszę dochodzić do siebie. dlaczego
-
To jest raczej temat na jakąś sesję uzdrawiania. Może być wiele przyczyn. Poznanie przyczyny to jedno, a drugie to zmiana. Może wystarczy intencja nie dostrajania się do jej 3 oka, a może trzeba porobić coś więcej.
-
Tolle Eckhart - Związki oświecone
https://www.youtube.com/watch?v=nGYfkkInPgY
Zastanawia mnie co Tolle rozumie poprzez umysł. Dawno go czytałam, już nie pamiętam, czy była tam definicja? Jeśli umysł, jako też wiedzę, rozum i wyciąganie wniosków, to umysł często mnie ochraniał w życiu. Umysł jako narzędzie świadomości. Jeśli umysł jako funkcja ego, to wtedy też emocje, które wpływają na umysł. Wtedy umysł potrafi błądzić. Jeśli jest jedność ciała, umysłu i serca, to emanacją takiego harmonijnego współistnienia, może być wyjście poza ego w związku. Spór, czy różnica zdań, zamienia się wtedy w konstruktywną refleksję. Szersza świadomość wspiera poszerzenia świadomości u partnera. Rozmowa bez ego, to rozmowa w szacunku i w wolności.
Oddzielenie tej trójcy powoduje wewnętrzny konflikt lub oddzielenie, które nie pozwala na realizację w związki równocześnie szczęścia i świadomości.
Jeśli związek jest praktyką duchową, to jest ta zgodność szczęścia i spełnienia. Zwiększa się intymność.
Zamiast uległości nazywam to zgodą. Uległość zbyt często występuje jako posłuszeństwo zamiast miłości i szacunku.
"Zamiast zwalczać ciemność wpuść światło" - w różnych relacjach warto zaakceptować, że czasami światłość jest odrzucana. Kochająca obecność, o której mówi Tolle pozwala nie potraktować odrzucenia prawdy i światła, jak osobistego odrzucenia.
"Światło zbyt boleśnie rani tego, kto woli pozostać w ciemnościach" - dlatego ciemność nie zgadza się na światło i szuka w nim negatywizmu. Światło ma jednak możliwość rozpuszczenia negatywizmu, zła, ciemności w dowolną wyższą formę energetyczną, która staje się emanacją światła.
Końcówka mnie zastanawia. Czy wszystkie inne związki, wg tego konceptu, staną się związkami miłośnymi, bo związek ze sobą stał się związkiem miłośnym. Czy siebie się wyklucza z tych związków miłośnych. Czy ten brak rozszczepienia staje się związkiem miłosnym, a reszta jest skutkiem. Bardziej skłaniam się do tego braku wykulczenia siebie ze związków miłosnych.
-
Bardzo ,bardzo polecam.
Jak to jest z tą miłością
Beata Pawlikowska
https://www.youtube.com/watch?v=v6_HfND41fY&list=PLvzlCg_0TnD49-dKgbWhntY5J2LkAzh5R&index=42