Temat jest ciekawy i kontrowersyjny zarazem, bo jednym udaje się spotkać ten ideał, innym nie przez wiele lat i pozostaje pytanie z czego to wynika?
Sam nie jestem pewien jak to jest, ale jednak uczuciowo zmierzał ku wersji, że o ile taki totalnie 100% harmonijny partner może nie być dostępny w danym wcieleniu to z pewnością znajdzie się coś
wystarczająco dobrego, aby tworzyć związek korzystny, rozwojowy, inspirujący i po prostu przyjemny. Pomniejsze braki mogą się wiązać z lekkim niedosytem, poczuciem że mogłoby coś tam nieco więcej współgrać, ale też nie powinien to być powód do czucia się źle i nieszczęśliwie. Oczywiście to przy założeniu że nie jesteśmy już jedną nogą na tamtym świecie, bo to też może potrwać x lat spotkanie takiego partnera.

Przy okazji wskażę może kilka przyczyn dla których mimo upływu lat pracy nad sobą, może nie wychodzić stworzenie satysfakcjonującego związku:
1) Niewystarczająco duża motywacja
Jeśli po jakimś czasie, nawet po latach zaczynasz się pytać siebie i ludzi czy te związki to w ogóle są potrzebne, czy nie lepiej będzie Ci samej/samemu to już świadczy to o tym, że albo nie wiesz czego chcesz albo siedzą jeszcze nieuzdrowione przekonania na temat związków, płci przeciwnej, itp. Jest więc nad czym pracować i nie ma co się dziwić, że idealny związek się nie pojawił. Dla mnie to jedna z podstawowych kwestii do ogarnięcia - wiedzenie czego się chce i uzdrowienie różnych wyobrażeń do tego stopnia, aby mieć krystalicznie czystą pewność co do tego, co chce się osiągnąć.
2) Niechęć do ruszenia pewnych tematów, części naszej osobowości
Wysoko harmonijny związek i idący za tym rezonans miłości to potężne lustro i początek potężnych procesów wypłukujących z nas syf na rzecz miłości. Możemy się temu poddać i pielęgnować związek, albo z tym walczyć i wszystko się sypnie. Tak czy siak, jeśli mamy w sobie zakopane pokłady ciężkich rzeczy - może to być trudne i nieprzyjemne, a lęk czy opór przed ruszeniem pewnych spraw może być silniejszy od chęci bycia w odpowiednim związku. Pułapka jest taka, że może się nam wydawać, że nic aż tak ciężkiego w sobie nie mamy, ale to wyszło by dopiero właśnie w związku. Przestrzegam przez zbyt pochopnym odrzuceniem tego punktu jako źródła problemu

3) Indywidualizacja
Przywiązywanie się do pewnych sztucznych struktur mentalnych, osobowości które traktujemy jako nieodłączoną i prawdziwą część nas jest też sporą przeszkodą. Bóg ma gdzieś nasze wymyślne oczekiwania czy wyobrażenia. On nas widzi takich jakimi jesteśmy naprawdę, a nie takimi jakimi potrafimy siebie sami widzieć. No i tu potrafi dochodzić do zgrzytów, bo Bóg ma dla nas X, a my się utożsamiamy z Y i X odrzucamy, bo to "nie moje". Nieświadomość, że utożsamiamy się z czymś nieprawdziwym jest dużą pułapką, ponieważ z takiego poziomu świadomości można przejść obok swojego potencjalnego ideału i tego nie zauważyć, bo wpierw trzeba by zmienić część swojej osobowości i w gruncie rzeczy stać się nieco inną osobą

Bóg nie będzie nam szukał partnera pod naszą sztuczną osobowość, bo to nie jest korzystne, aby się utwierdzać w przekonaniu że jest ona dobra, korzystna i słuszna. Wręcz możemy spotkać kogoś kto będzie dla nas inspiracją do tego, aby być bardziej sobą, ale zbyt duże przywiązanie do starego będzie sprawiać, że taka osoba będzie traktowana jako nieharmonijna (bo ciągnie w takim kierunku, a ja przecież jestem taki i owaki).
4) Niechęć do stabilizacji związkowej
Spotkanie ideału lub osoby bliskiej ideału może oznaczać, że spotkasz osobę o najwyższym potencjale związkowym dla Ciebie na długo, może nawet całe wcielenie! A to oznacza koniec seksu z innymi osobnikami i innych rzeczy do których pś może być przywiązana - odrzucanie, zdobywanie nowych partnerów, melodramaty miłosne, tęsknoty i inne emocje. Zastanów się czy czujesz się dobrze z taką stabilizacją. A może jednak jeszcze trochę szaleństw i emocji?
5) Różne pseuduchowe przekonania
Wielu z nas intensywnie się "rozwijało" przez wcielenia. A to często oznacza konkretny bagaż ślubowań, wyobrażeń, zaślepień czy misji. Niektóre potrafią naprawdę mocno trzymać. Jeśli rozwój duchowy jest dla nas bardzo ważny, a jednocześnie nie mamy czystego stosunku do duchowości w połączeniu ze związkami to kiszka. Pś powie, że żadnego związku Ci nie da, bo przecież rozwój duchowy jest najważniejszy, a związki... tu wstaw swoje dziwne wyobrażenia

Takich powodów można wypisywać jeszcze dużo, ale chciałbym przede wszystkim uczulić na 3 pierwsze, ponieważ nie raz spotkałem już osoby, które narzekały że w kwestii związku się nie da, a zdecydowanie przejawiały któryś z tych punktów albo nawet wszystkie na raz.
Jak pisałem dawno temu czyli na początku tego posta

to wg mnie zawsze się da stworzyć coś fajnego i wystarczającego dobrego (niekoniecznie od ręki, ale prędzej czy później tak), a jeśli się to nie udaje to po prostu okrutna prawda jest taka, że albo to jeszcze nie ten czas albo wciąż unika się sedna (lub nie zdążyło się do niego dojść, czasami naprawdę trzeba dużo czasu na poukładanie pewnych rzeczy). Najłatwiej powiedzieć, że Bóg/świat nic dla mnie nie ma, ale dla mnie to brzmi jak słaba wymówka. Ja bym nigdy takiej nie przyjął.