Zakładam nowy wątek, bo myślę że temat znacząco się wyróżnia. I piszę w nim dwa przemyślenia:
Pierwsze Primo:We wczorajszym śnie poznałem osobę spełnioną, która chciała ze mną być. Pierwszą jej propozycją był "wspólny wypad popatrzeć sobie jak budują górę." Miałem sporo konsternacji, bo jeszcze nie dociera do mnie, po co osoba spełniona mogłaby chieć być ze mną.
W dzisiejszym śnie natomiast, poznałem osobę, która bardzo chciała ze mną być i nie czuła się bezpiecznie. Pierswsze jej pytanie było "cześć, pamiętasz mnie jeszcze?

" "yyy... ten... no...." "A za co pamiętasz?

" Podejście było trochę jak licealistka podrywająca studenta.
Świetnie mogłem sobie porównać odczucia do obu z tych osób

Ze spełnioną, zakochaniu towarzyszyły gotowość do przygody, niesamowite uniesienie i radość jakbym trafił 6 w totka. Z niespełnioną -- poczucie uziemienia i bezpieczeństwa (wykazujące że nie rozumiem tychże

, "elektryczne" ciepło (wynikające z tego, że będę jej dawał więcej niż uważa, że zasługuje, i dlatego to będzie dla niej takie och i ach) i poczucie bycia na właściwym miejscu (ale tylko dlatego że spełniam jej deklarowane intencje). Jednak bardziej przyciąga mnie jeszcze to drugie :/ w sensie że bardziej intensywnie czuję. Ale w kwestii jakości pierwsze jest znacznie lepsze -- nawet jeśli wydaje się ulotne, jak balonik który ledwie puszczę i może uciec.
Drugie Primo:Osoba pierwsza była mojego typu urody, osoba druga była moim przeciwieństwem -- typowa aryjka. W sumie bardzo długo miałem pociąg do właśnie przeciwieństwa mojego typu urody, dopiero ostatnio mi się to zmieniło. I tu pytanie: ile znacie udanych związków, w których osoby są do siebie podobne, zwłaszcza pod kątem ogólnym (kolor cery, waga, budowa, prędkość/powolność itp)? I czy to są takie związki, gdzie ludzie mogli by bez problemu spędzać 100% czasu razem? (Bo są jeszcze ludzie, którzy w związku spędzają mniej czasu razem i to też jest ok.)
Gdzieś tam czytałem badania, które wykazywały znacząco mniejszą ilość rozwodów i zadowolenie z długoterminowych małżeństw właśnie u ludzi podobnych, aczkolwiek nie pamiętam kryteriów "podobieństwa"
