Wiem, o co Ci chodzi
. Z tym ze ja caly czas nie potrafie zaakceptowac tego, ze mam placic np. podatki na spoleczenstwo ktore tak naprawde w ogole nic mi nie daje (bo dostrzegam te gre pozorow i wlasnie dlatego nie chce dluzej sie do niej dokladac w jakikolwiek sposob). Tutaj utknalem. Czuje, jak trace czas i energie dokladajac sie do tego, a tak naprawde zycie umyka mi miedzy palcami i chcialbym sie zajac wylacznie soba juz a nie wspoluczestniczyc w spoleczenstwie, od ktorego wlasciwie biore coraz mniej (bo wiem, ze coraz wiecej rzeczy jest mi zbednych juz).
Podatki cały czas płacimy - wszyscy. Nie tylko wtedy, gdy mamy firmy. Płacimy je również jako konsumenci

. Tego nie da się uniknąć. Dlatego lepiej zamienić bunt na akceptację, jak pisali inni

. Ponadto można żyć w społeczeństwie czując się wspieranym przez nie i wspieranym przez ludzi wokół, gdy zamiast na konkurencji i walce z nim koncentrujemy się na współpracy, zgodzie, ogólnym dostatku i dobrobycie.
Dla mnie pieniądze same w sobie nie mają żadnej wartości, ale lubię je mieć, bo mogę je zamienić na inne towary, dobra, usługi, które lubię. Lubię pieniądze, bo wiem też, że im więcej ich mam, tym więcej jestem w stanie wydać i tym samym poniekąd pomnażam bogactwo innych ludzi, korzystając z towarów i usług, które inni oferują.
Grażynka,
odnośnie ZUS-u. To kiedyś D. Loga mi coś takiego powiedział: "zacznij zarabiać tyle, że zus stanie się tylko małą częścią twojego całego dochodu. Wtedy nie będziesz musiała kombinować, jak go nie płacić. Póki się buntujesz, nie chcesz płacić - ale i tak płacisz bo musisz, a tracisz dużo energii na wkurzenie i pokazujesz podświadomości, że jesteś ofiarą niesprawiedliwego systemu. A co się dzieje, gdy koncentrujesz się na byciu ofiarą? No właśnie! Kiedy koncentrujesz się na pozytywnym przepływie, one po prostu są, nawet na zus i również wtedy, gdy są kolejne podwyżki"

.