Hihi pamiętam jak wiele lat sie buntowałam całą sobą, nie żebym nie była kobieca, bo byłam bardzo, ale chodziło o to, żeby nie stać się" matką polką", czy "kurą domową".
Kojarzyło mi się to z czymś bardzo negatywnym, że mężczyzna wtedy mnie nie szanuje, poniża, że nie jestem atrakcyjną, wartościowa kobietą. Także społecznie. Bo dla mnie wtedy atrakcyjna, seksowna i wartościowa kobieta, to była głównie uwodzicielka, kochanka, czyli wszystkie wcielenia gejsz, haremowe, księżniczkowe, jakieś jeszcze indyjskie itp. Z całym asortymentem wzorców i wyobrażeń jaka ma byc idealna kobieta, która zasługuje na miłość.
Rok temu poznałam mężczyznę, który totalnie wywrócił mi te wyobrażenia do góry nogami...bo bardzo dużo od siebie dawał, dawał i dawał z miłością. Niczego nie oczekując, nie presjonując. Patrzyłam podejżliwie , czego on tak naprawdę chce, bo nie mieściło mi się to w pś...a on cieszył się moją obcenością. Jednocześnie dbał o mnie, mój konfort i moje potrzeby i to na takim powiedziałabym bardzo materialnym( choć nie tylko) poziomie. Czyli np dbał o to bym nie chodziła głodna, gotował, czy jest mi zimno, czy coś mi może pomóc, jeśli czuję się gorzej. Proste ludzkie rzeczy. Taka zwykła troska o kobietę. I nie chciał nic w zamian.
Dla mojej pś był to mega szok. A potem dostałam tyle, że sama poczułam, że też chce mu jak najwięcej dać. Tak zupełnie naturalnie. I to było piękne doświadczenie, bo poczułam, że nie jestem w stanie zapewniać pewnych rzeczy, które on jako mężczyzna potrafi( co było dla mnie bardzo trudne do przyjęcia, bo nie byłam w stanie mu ewidentnie dorównać) ale pś myślała, co tu może dać od siebie jako kobieta, co zrobić, by dołożyć do wspólnej puli, z miłością. Takie trochę dbanie o własne " gniazdo" się u mnie przejawiło. I wtedy wybierałam rzeczy typowe dla kobiet, odezwała się taka pierwotność, że " mężczyzna idzie na polowanie" i dba o to co na zewnątrz, a kobieta w związku z tym, że jest kobietą zajmuję się pomniejszymi rzeczami, czyli takimi bardziej drobnymi, które może zrobić, ma do tego predyspozycje. I poczułam całą sobą spełnienie i że jest to zupełnie naturalny podział ról. I ulżyło mi bardzo, że wreszcie nie muszę być silna i "zaradna" jak mężczyna

że mogę sobie odpuścić i być piękna, kobieca, delikatna. I jestem z tym w pełni wartościowa. Naturalnym instynktem mężczyzny jest dbać o to co na zewnątrz, a kobiecym o to co wewnątrz. Naprawdę, co za ulga...
A całe zamieszanie wynika z wykrzywienia tego wszystkiego, nieczystych intencji. Poniżania, niedoceniania kobiet, a potem ich lęku. Więc za wszelka cenę starają się być niezależne, silne. Pewnie inne lęki jeszcze dochodzą do głosu.