"Nie spotkałam się z przykładami podkreślania na siłę i nadmiernie różnic. (Rubasznych żartów i generalizacji rzucanych dla efektu nie traktuję poważnie;))"
No cóż, ja niestety spotkałam (widać taka moja karma;)), podobnie jak i z lekceważącym traktowaniem, zarówno w przypadku kobiet (np.: praca, kompetencje, umiejętności), jak i mężczyzn (wychowywanie dzieci, zarządzanie domem). Czyli w momentach, kiedy jedna z płci wkraczała na sztampowe "terytorium działania" drugiej płci.
" Różnice po prostu są i nie mam nic przeciwko stwierdzaniu faktu, że są, mówieniu o nich. To pomaga zrozumieć się nawzajem."
Z tym się zgadzam. :-)
Chodzi mi jedynie o to, że te różnice nie powinny być czymś, co jest obowiązujące, i jak się tego nie przejawia, to jest się już mniej wartościowym mężczyzną lub kobietą. Akceptuję fakt istnienia różnic, akceptuję fakt, że np.: męskie ciała, jako konstrukcje, są bardziej przystosowane do wysiłku fizycznego, że są fizycznie silniejsi - akceptuję też jednak fakt, że np.: Agata Wróbel była i jest silniejsza od wielu mężczyzn i ze jednocześnie jest kobietą.
Dla mnie super, jak akceptuje się fakt istnienia realnych różnic, ale jednocześnie nie wykorzystuje się tych różnic do wtłaczania w ramki, generalizacje i schematy. i pozwala się, bez oceniania, lekceważenia, spełniać się jednostkom w tym, co lubią, pozwala się im działać, jak lubią i nie koduje im poczucia niższej wartości w jakiejkolwiek dziedzinie życia.
Przykładowo:
Były jakiś czas temu przeprowadzone badania na temat uzdolnień matematycznych u dziewczynek i chłopców. Obiegowa opinia, wtłaczana zresztą do pś dzieci, jest taka, ze matematyka to męska dziedzina. Według tych badań, wieloletnich, udowodniono, że kiedy dzieci nie są poddawane presjom i kodowaniom, tylko traktowane wedle realnych uzdolnień i zainteresowań, jakie przejawiają - to dziewczynki wypadały w matematyce i przedmiotach ścisłych tak samo dobrze, jak chłopcy i była podobna ilość dziewczynek dobrze rozumiejących matematykę, jak i chłopców. Podobnie zresztą w przypadku chłopców - kiedy nie mieli wtłaczane, ze przedmioty humanistyczne są domeną kobiet, radzili sobie w nich dużo lepiej i chętniej się przyznawali do zainteresowania nimi.
W klasach zaś, w których "tradycyjnie" wtłacza się dzieciom przekonania, ze dziewczynki są lepsze z przedmiotów humanistycznych, a kiepskie z matematyki, zaś chłopcy odwrotnie - tak faktycznie się działo. Dziewczynki wypadały gorzej w testach i sprawdzianach matematycznych, chłopcy zaś w humanistycznych.
Nie pamiętam teraz, gdzie mam link do tego artykułu, jak znajdę to wkleję.