Uwielbiam obecnie przerabianą medytację za to, że z każdym dniem poznaję coraz głębszą, przepełnioną spokojem błogość i przyjemność. Wspaniałe doznania sprawiające, że samo istnienie staje się rozkosznym aktem.
Dzisiaj podczas delektowania się przyjemnością przyszło mi ważne uświadomienie. Miałem duże parcie na potrzebę bliskości z kimś, z powodu pamięci tego jak to przyjemnie było kiedyś przenikać się z innymi aniołkami. A więc tak naprawdę cała presja była na to, aby czuć znów tą przyjemność i była ona realizowana na błędnym założeniu, że koniecznie potrzebna jest do tego druga osoba. Zapewne wynikało to z nieświadomości, że równie przyjemne uczucia można wzbudzić koncentrując się na Boskości w sobie - oczywistym jest to, że aniołki które upadły nie robiły tego na tyle dużo, aby osiągnąć jakieś głębsze stany zjednoczenia z Bogiem. A rezonans z harmonijnymi istotami następował samoistnie przy spotkaniu, więc łatwo było o wniosek że jest on jedyną metodą osiągnięcia tak dużej przyjemności.
Potrzeba przyjemności jest dość silnym motorem napędowym działania, więc nic dziwnego że tak mnie cisnęło na te związki. Teraz kiedy poznaje coraz głębsze poziomy błogości, czuje coraz większy luz w tej kwestii, a większy luz to więcej miejsca na kreacje
