,,Problem tylko polega na tym, że osoby z silnymi brakami (np. miłości), nie są w stanie przyciągnąć do związku partnera/ki pełnej miłości (chyba, że jakiegoś misjonarza przepełnionego „miłością”). Im się tylko wydaje, że druga osoba ma to, czego im tak bardzo brakuje. Często to działa w taki sposób, że na początku jest wielkie bum, bo w końcu mają to, czego tak bardzo pragnęli, ale im dłużej są ze sobą, tym rodzi się coraz większa frustracja, niezadowolenie i poczucie zawiedzenia (bo nie dostają to czego najbardziej potrzebują), a tak naprawdę to brak miłości w sobie daje regularnie znać o sobie i sieje spustoszenie nawet tam, gdzie jest potencjalna harmonia. Faktycznie jedyne wyjście to uzdrowić braki w sobie, wtedy o wiele łatwiej jest przyciągnąć partnera/ke również pełną miłości, która tylko wzmocni to, co już sami mamy. I wtedy jest bardzo przyjemnie."
Tylko skad sie bierze taki brak milosci do siebie? I czy to dziala tak, ze taka osoba ciagle ma do siebie jakies zarzuty, ciagle narzeka i dlatego rozwala te harmonie w zwiazku?