W kontekscie rozwoju duchowego, na fali niezaspokojonych potrzeb osobistych, zawsze pragnąłem tworzyć związek partnerski. To pragnienie było wciąż obecne ze zmiennym nasileniem, nieraz nawet było dość męczące.
A teraz mam problem. Nie chce mi się tworzyć związków partnerskich, i to mnie niepokoi, bo wiem, że lepiej i przyjemniej być w związku. Wiem, że to sprzeczność, bo jak coś chcę to dążę do tego, by to mieć. A tu pomieszanie: dobrze by było z kimś być, ale nie chce mi się.
Z punktu widzenia kreacji nasuwa mi się odpowiedź, że moje wcześniejsze potrzeby, pragnienie i chęci by tworzyć związek były powierzchowne. Bardzo chciałem, ale ps miała przeciwne dążenia, nie chciała żadnych związków. I to ona kreowała moją rzeczywistość.
W takim razie jak mam to rozumieć? Z jednej strony cieszę się że pś przestała ukrywać swoje intencje i pokazała niechęć do związków, ale z drugiej strony nie mam chęci i motywacji do pracy w temacie związków.
Ma ktoś tak?