Cześć
Na początku tego roku tkneło mnie jakoś na podróże gdy moja siostra wróciła z wysp kanaryjskich a jej znajomi zaczeli opowiadać mi o Tajlandi. Zaplanowałem że pod koniec tego roku pojade z kumplem do Tajlandi. Będzie to moja pierwsza poważna wyprawa bez nadzoru rodziny. Dużo do tej pory z nim o tym pisałem, dużo marzyłem, wyobrażałem sobie też różne ciekawe krajobrazy, z słuchawkami na uszach podkręconymi na maxa tworzyłem akurat też model tropikalnej mapy do gry i czasami szukałem inspiracji na grafikach google.
Wyszło tak że miesiąc temu mojej siostrze naszła wielka ochota by oderwać się od rzeczywistości i pojechać na Teneryfe, tylko niemiała zabardzo z kim sie zabrać. Nie trudno się domyślić że akurat ja sie załapałem i to w zasadzie za darmo. Siostra jest kasiasta więc niechciała odemnie nawet jednej korony bo zalezało jej tylko natym żeby poprostu wybyć na wakacje ale żeby czuć się wporządku, też dołożyłem małą sumke. No i cóż.. byłem, zobaczyłem i właśnie wróciłem z Teneryfy.
Pisze to tutaj bo juz tam na wyspie pomyślałem że warto by było sypnąć tu garść moich filozoficznych rozkminek jakie tam miałem. Nie omieszkałem spędzić tam kilku godzin na moich wewnętrznych przemyśleniach gdy miałem pod nosem takie piękne widoki.
Szczęście czy też nie, przylecieliśmy tam ponad 2 tygodnie po zakończeniu wielkiego karnawału który odbywał się ponoć w Santa Cruz. Rzecz w tym że nawet te 2 tygodnie po zakończeniu oficjalnego karnawału, wciąż odbywały się lokalne imprezy i pomniejsze karnawały. Z tym że te niby lokalne i pomniejsze były dla nas czymś niesamowitym, miałem wrażenie że całą wyspe ogarneło szaleństwo zabawy. Muzyka rozbrzmiewała zewsząd. W centrum odbywały się koncerty latynowskiej muzyki, ludzie poprzebierani w najróżniejsze stroje tańczyli na ulicach podczas gdy nad morzem kilometr dalej trwał jakiś pochód, orkiestra waliła w bębny. Ciężko to opisać. Skręcając za róg pierwszego lepszego budynku było 80% szansy że trafi się na jakąś impreze pół nagich przebierańców. Naprawde coś niesamowitego. I tak było codziennie aż do 31 marca. Ludzie którzy akurat w tym czasie pracowali tzn policja i służby miasta ganiali jak mrówki sprzątając tony plastikowych kubków i innych śmieci z ulic. Byłem zupełnie oszołomiony rozmachem tego wszystkiego, zwłaszcza tymi wszystkimi „dziwnymi” ludźmi, głośną muzyka, roślinością której nigdy nie widziałem i architektórą budynków wyjętą prosto z telenoweli brazylijskich. Później doczytałem że karnawał na Teneryfie to najwieksza tego typu impreza na świecie zaraz po karnawale w Rio de Janerio i odbywa się co roku trając przez kilka tygodni.
Dla mnie to było troche za dużo jak na pierwszy dzień. Czułem sie nie swojo w tłumie tych wszystkich tubylców, bo świętowali głównie tubylcy. Nie wiedziałem jak reagują na obcokrajowców. Większość z nich mówiła tylko po hiszpańsku. Jeden kelner jeszcze mnie nastraszył że nielubią tu turystów ale drugi z kolei mówił co innego. Osobiście przekonałem się, albo poprostu natrafiłem na takich którzy byli do mnie przyjaźnie nastawieni. Doszedłem więc do wniosku że jaka karma takie traktowanie (życie), nawet w miejsach gdzie rzekomo nielubi sie czegoś lub kogoś.
Ogólnie moge napisać że poznałem wielu różnych ciekawych ludzi których już w życiu raczej nie zobacze. Większość z nich poznałem w hotelu ale również na mieście. Zdecydowana większość turystów to ludzie 50+ ale niebrakowało też młodych ładnych dziewczyn w hotelu jak i na mieście. Ich obecność uświadomiła mi dużo fajnych i kluczowych rzeczy o mnie i o nich ale to już zostawie może dla siebie.
Dotychczas prowadząc takie prawie że rutynowe życie nie wiele sobie uświadamiałem, oczywiście mogłem sobie uświadamiać ale dopiero jak pojechałem na tą wycieczke i żyłem przez ten tydzień intensywniej niż zwykle, uświadomienia i inspiracje zaczeły wysypywać mi sie jak z worka. Dużo z nich jest taka w sumie prozaiczna ale często nie ma się pełnej świadomości tych niby prostych rzeczy. Niezdaje sie z nich tak jakby sprawy mimo że sie to wie. Np jedna z takich prozaicznych uświadomień – Któregoś wieczora odpoczywając po intensywnym dniu zacząłem sobie myśleć jak odmienne i różne życia ludzie prowadzą na naszej planecie i w jak różnych miejsach się znajdują, później pomyślałem jak wiele jest miejsc na ziemi jak to, jak wiele rzeczy dzieje się na raz, teraz. Z chwilą gdy pisze to zdanie ktoś napewno umiera, ktoś na pewno sie rodzi, ktoś uprawia seks, bije sie pod barem, kłóci, modli sie do Boga, ktoś odnosi sukces właśnie w tej chwili a ktoś myśli o samobójstwie. I tylko na samej ziemi dzieje sie aż tyle właśnie w tej jednej sekundzie, teraz. A w całej naszej galaktyce ? Albo w całym wszechświcie ? To napewno nic nowego co napisałem ale może być odkrywcze. Gdy pomyślicie o zamku z czekolady.. to nic takiego, wiadomo że to możliwe żeby taki zamek sobie był, ale jak zobaczycie go na własne oczy wtedy nabieracie większej świadomości tego zamku. A w ogóle po co mieć świadomość takich oczywistych rzeczy ? Sam w sumie nie wiem ale ja osobiście czuje jakąś taką wewnętrzą potrzebe by być w centrum wszystkiego, by to widzieć i czuć, by poprostu mieć świadomość wszystkiego co sie dzieje. Lubie patrzyć sie z wysokości na miasto, zamiast domu wybrał bym pewnie skromne mieszkanie byle by było wysoko i z dobrym widokiem na jak największy obszar. Takie okno na świat. Nie wiem czy to naturalne czy wynika z jakichś obciążeń.
Kolejna drobna rzecz którą sobie uświadomiłem to taka że wiele rzeczy można mieć taniej niż zwykle. Za wiele rzeczy się przepłaca gdy chce sie je mieć szybko. To prawda że czas to pieniądz. Wielokronie zyska ten kto dłużej poczeka i podejmie właściwą decyzje niż ten co będzie chciał mieć coś szybko. Za wiele rzeczy można też zapłacić o wiele mniej w zalezności gdzie sie je kupuje.
Kolejną sprawą są marzenia. Zauwazyłem ile zwykli ludzi mają bezwartościowych dążeń i marzeń. Nie zadają sobie nawet pytania czy naprawde tego chcą. Kilka miesięcy temu marzyłem sobie żeby założyć wielką korporacje, żeby moje imie widniało na wielkim szyldzie biurowca rozpoznawalnym już z daleka. Wczoraj wieczorem stałem na tarasie hotelowym z kieliszkiem w ręku i zadałem sobie to pytanie, czy naprawde bym tego chciał, czy to uczyni mnie szczęśliwym ? Odrazu wiedziałem że nie. Odrazu przeszła mi ochota. Ważne jest by wybrać tylko te marzenia które rzeczywiście sprawią że będziemy szczęśliwi. Zrobić z nich cele. Zazwyczaj są to rzeczy najlepsze dla nas. Moim marzeniem które napewno sprawi że będzie szczęśliwy jest uzdrowić moje głębokie lęki przed światem, ludźmi i wade wymowy, blokade która jest owocem tychże lęków, a następnie dokonywać chwalebnych czynów z dziewczynami jak to Wniebowzięcie Grubego określa. Wiem że moje życie wywróci się wtedy o 180 stopni. Oczywiście o 180 stopni w strone prawdziwego szczęścia.
Podczas tej wycieczki nie brakowało mi też klasycznych wywałek których miałem pod dostatkiem wychodząc na miasto czy ogólnie będąc tam. Wywaliło mi między innymi coś dziwnego z siostrą. W hotelu generalnie ludzie przebywali ze swoimi partnerami a ja byłem z siostrą. Kazdy myślał że to moja dziewczyna lub żona a ja mimowolnie utożsamiałem sie z tym czując paskudną ciężką energie i obrzydzenie do niej i do siebie. Raz sie prawie z nią pokłuciłem bo powiedziałem że następnym razem przyjade sam. Rzecz jasna to nie jej wina, to co mi wywaliło było we mnie, ale niemogłem sobie z tym dać rady, musiałem jej unikać. Skojarzyłem to potem z nadopiekuńczością matki gdzie czułem coś podobnego. Wywalały też inne znane mi już rzeczy jak lęki przed ludźmi, publicznością, tłumem i inny troche rodzaj lęku przed kobietami (od taty). Zmartwiłem sie troche bo dużo tego było i też dużo działo sie na codzień.
Nie wszystko opisałem bo nie wszystko na tą chwile pamiętam.
Generalnie ciesze się że spotkał mnie taki wyjazd mimo tego że nieczułem sie tam zbyt komfortowo. Otworzył troche oczy na wiele spraw, pomógł mi zaabsorbować i przetrawić pewne rzeczy i dał motywacje do rozwoju.
Jest jeszcze kilka rzeczy które mógłbym opisać ale czuje że taki tłusty post już wystarczy
Teraz czas ścisnąć poślady jak to Clint napisał i zabrac się do szczerej pracy nad sobą bo jak widać pieniadze szczęścia nie dadzą gdy na karku kiepska karma. Ale w szczęściu pomagają.
Pozdrawiam