Dziś terapeutycznie szedłem środkiem drogi i będę to powtarzał

Po wyjściu na spacer i afirmowaniu sobie mojego prawa do bycia tu i pełnoprawności w tym, absolutnego prawa:) Zaczęły mi się pojawiać sceny, jak to siedziałem w kącie izdebki przekonując innych że nie, ja nie potrzebuję, mi więcej nie trzeba, czułem się gorszy czy że nie zasługuję, nie powinienem korzystać, aż w końcu pozwoliłem sobie usiąść i siedzieć przy głównym stole i uznałem swoje prawo do tego i to że to miejsce jest dla mnie, specjalnie dla mnie, nawet jeśli innym się wydaje inaczej. Stwierdziłem też że przy tym stole będą mnie otaczać osoby które mnie kochają, szanują, lubią, cenią. Potem poszedłem dalej, wyświetliły mi się sceny, jak sobie nie mogłem wybaczyć że kogoś zostawiłem, uciekłem i moja chęć, postanowienie bym został za to ukarany (w klimacie samurajskim, ja samuraj-generał [albo jakiś po prostu z wyższej klasy] i mój pan), zacząłem myśleć że nie mogę innym spojrzeć w oczy, że nie zasługuję na to, nie jestem godny (co było wspierane komunikatami z zewnątrz), aż w końcu po odpuszczeniu paru rzeczy uwierzyłem że jeśli chcę, to mogę iść środkiem drogi, że tam jest moje miejsce, że nie muszę się dać poniżać, stawiać z boku gdy ktoś idzie środkiem, aż w końcu poszedłem dumnie środkiem drogi co dało niesamowity efekt, odprężenie, spokój, satysfakcję i poczucie że to jest właściwe dla mnie miejsce i zasługuję gdy tego chcę. Potem rozszerzyłem to stwierdzając że mogę iść środkiem drogi, mogę bokiem jeśli chcę, że mogę się zadawać ze wszystkimi klasami (kastami) bo nie jestem żadną z nich, bo jestem sobą i to jest przestrzeń dla mnie, tak jak jest dla innych. Pochodziłem sobie zygzakami, tak jak chciałem i z dobrym samopoczuciem wróciłem do życia