Starfire - przywiązywać się i warunkować faktycznie nie ma co... ale odwiązywać na siłę, bo ... (i tu wstaw odpowiednie - np.: poczułaś się zawiedziona, rozczarowana, zraniona itp), też nie ma co.
Ja przez długie lata nie przywiązywałam się do tej opcji, było mi prawie obojętne, czy jestem w związku czy nie. Nie zależało mi na tym specjalnie. Potem na sesjach rsr, dobre ponad 8 lat temu, wyszło że to nieprzywiązywanie się wynikało z zablokowania i znieczulenia... przez wcześniejsze zranienia i leki przed odrzuceniem (zarówno z młodości, jak i z poprzednich wcieleń).
Z jednej strony uważam, ze dobrze iż przestało mi to być obojętne, ze zlazły te znieczulenia i zaślepienia. Z drugiej strony - usunięcie ich spowodowało wypływanie dawno gromadzonych frustracji i tłumienia. A także pomieszania w temacie. Poskutkowało to m.in. tym, ze jak już mi zależało na jakiejś relacji, to za bardzo - za bardzo się bałam, za bardzo chciałam zapełnienia braków, zapewniania mnie, ze już teraz wszystko otrzymam, zgodnie z wyobrażeniami - przy jednoczesnej bardzo niskiej samoocenie związkowej, która powodowała, ze np.: przełykałam sytuacje których przełykać nie powinnam, a potem wpadałam we wściekłość na samą siebie, ze do tego dopuściłam, co też się przekładało na relację. Przekładało się też na typ osób, jakie przyciągałam do relacji.
Na pewno tez zaznanie tego, co dobre w związku, nawet fragmentarycznie, zwiększyło późniejszy wypływ frustracji, kiedy ta poważniejsza relacja się skończyła. Owszem, wcześniej tez wchodziłam w związki, ale w jeszcze bardziej niedojrzale i po pierwszym nie udanym - z narastającą obojętnością; Tamten związek mnie z tego wybił; I ma to swoje plusy i minusy - nie zaprzeczę - czasem widzę więcej minusów tego faktu, choć wiem też, że jest mnóstwo realnych plusów późniejszych zmian po przetrzeźwieniu co do własnych mechanizmów postępowania, swoich przekonań, swojej zaniżonej samooceny itp.
W tej chwili samoocena i przekonania na temat związku są zdecydowanie lepsze, trzeźwiejsze, zdrowsze

- "problem" tkwi w tym, ze nadal wypływają pokłady wcześniejszych stłumień, niezaspokojonych potrzeb, pragnień itp. Myślę, że po prostu warto przez ten etap przejść, pozwolić wypłynąć temu wszystkiemu, rozpuścić, wypalić... bądź zaspokoić :-) - i wtedy dopiero będę mogła mówić o tym, że nie jestem realnie przywiązana do kwestii bycia lub nie bycia w związku

Bez tłumienia, odwiązywania czy odcinania.