muzyka wyciąga ze mnie wszystko co najlepsze, wrażliwość, radość, inspirację, poczucie spełnienia, kobiecość, delikatność

karma artysty chyba nigdy nie da mi spać

Jak słucham np. Florence to widzę siebie na dużej scenie,w pięknych strojach, czuję się wtedy indywidualna i kobieca. I jeszcze te rude włosy- zawsze chciałam takie mieć
Ogólnie żałuję,że zawsze wypierałam swój muzyczny talent, niesamowity słuch i wrażliwość na dzwięki

i zawsze miałam przekonanie ,że świetny muzyk musi się z tym urodzić i być prefekcyjny od razu. To mnie zablokowało. Dopiero jak uświadomiłam sobie,że trzeba zapracować także w tym przypadku. Trzeba ćwiczyć głos- który po wielu miesiącach, latach nabiera kształtu. Szkoda,że wcześniej sobie tego nie uświadomiłam

Myślę,że od wielu wcieleń muzyka, scena to mój żywioł. Pamiętam ,że zawsze mnie stresowały występy ale jak już miałam mikrofon i pełną publiczność to czułam się na właściwym miejscu;) i jeszcze mam takie myśli,że fajnie byłoby duchowość połączyć z dzwiękiem

i wysyłać do wszystkich otwartych istot

) Muzyka otwiera we mnie kobietę i dzięki temu łatwiej akceptuję siebie

) ciągle czuję niespełnienie w tej dziedzinie może czas zaspokoic to pragnienie?
