Wyznaję,że coraz bardziej zaczynam się przyglądac temu co już jest i próbować doceniać to, patrzeć przez pozytywny pryzmat. Wkurzało mnie ,że dziecko i ta monotonna rytualizacja dnia- "nic sie nie dzieje"- zawsze miałam intencje by coś się działo- zagrożenie i takie wow emocjonalne, podkręcanie się zewnętrznymi zagrożeniami. Zawsze brakowało mi tej przewidywalności, rytualizacji , która dałaby mi poczucie bezpieczeństwa. Brakowało mi tego w dzieciństwie bo wyrosłam w atmosferze niepokoju, lęku, imprez alkoholowych - cały czas coś się działo. Teraz jest cicho, codziennie ten sam tryb, dominacja rytuałów przy małym. Zaczęłam na to patrzeć jak na terapię, etap , który da mi jakieś poczucie bezpieczeństwa (wiem,że p. bezp. jest stanem wew ) ale to jest ETAP w mojej pracy nad poczuciem bezp. Zresztą ostatnio byłam przygaszona, zalękniona i czuję,że ten rytualny spokój pozwala mi na większy relaks, luz-że np. nie muszę iść do pracy itd. Mam jeszcze pół roku zanim dziecko pójdzie do przedszkola chciałabym spędzić ten okres w spokoju, odbudowy, nabrania sił witalnych do szukania pracy, pracy nad prosperitą , wyjściem do ludzi. Chciałabym aby moje poczucie bezpieczeństwa przeszło płynnie z rytualizacji do stanu wewnętrznego, abym to w końcu urzeczywistniła i abym mogła normalnie funkcjonować wśród ludzi. Doceniam i jestem wdzięczna mojemu synkowi,że mogę przy nim przerobić etap 2-3 latka.
Dziś uderzył mnie mocno w krtań i poczułam lęk przed uduszeniem, połknięciem własnej krtani. Brr wiem,że za tym kryje się moja przeszłość, prawdopodobnie duszenie się, śmierć poprzez duszenie musiała mi mocno towarzyszyć bo moja pś to dobrze pamiętam.
I jeszcze jedno. Mój ex ciągle o mnie zabiega.. chciałam to odciąć , ale pomału zaczynam o nim myśleć( dziś np.) kurdę nie chce się poddawać jego presji. Możemy mieć fajną relację ale to nie będzie partnerska i niech tak zostanie. Niech płynie do niego wszystko co najlepsze i niech da mi w końcu spokój

to chyba powinno być w zamówieniach do wszechświata , ale już tu napiszę