Starfire, Indra
A ja Was rozumiem, bo miałem tak samo i nieraz mi takie myśli przychodziły

Ze mnie też zawsze był jakiś dziwny geek, odstający totalnie od reszty społeczeństwa, mający swój świat i swoje kredki, więc spotkanie kogoś kto by do mnie pasował pod tymi względami wydawało się totalną abstrakcją. A jednak okazało się, że istnieje gdzieś tam ktoś, kto ma pasujące kredki do moich i razem mamy teraz dużo ładniejszy piórniczek

Np. wczoraj na spontanie przez bite 45 minut rozmawialiśmy przez gg udając, że jesteśmy XIX wiecznymi kochankami w klimatach "Lalki" Prusa, ja byłem drobnym przedsiębiorcą, właścicielem sklepu wielobranżowego, ona zaś prostą kobietą ze wsi Toruńskiej. Dawno się tak nie uśmiałem, jak wczoraj. Z nikim jeszcze nigdy nie miałem możliwości żeby się tak twórczo wyszaleć i porobić sobie jaja jak jeszcze nigdy.
W sensie, że jaki jest sens tworzenia związków u osób z uzdrowionym poczuciem braku?
To jest błąd w myśleniu typowy dla kogoś, kto zawsze żył w poczuciu braku. Jak się odczuwa wiele braków, to motywacją do działania i życia jest zaspokajanie braków i to jest naturalne. No, ale jak już się te braki zaspokoi, to co dalej? Można sobie w łeb palnąć, bo nie ma już braków do zaspokajania, a tym samym motywacji do robienia czegokolwiek? Nie, po prostu zmieniają się motywacje - działam nie dlatego, że chce czegoś czego nie mam, ale dlatego że może być mi jeszcze lepiej, jeszcze przyjemniej, jeszcze wspanialej.
Jak się jest samemu i nie ma się braków, to jest dobrze. Jednak jak jeszcze jest się z kimś, to dobrze zamienia się w super. Miłość to energia tak pełna życia i wigoru, że tu nie ma mowy o stagnacji - to naturalne, że popycha ona nas do współdzielenia jej z innymi istotami, do działania, do życia i kreowania. Człowiek nie mający braków nie będzie siedział na tyłku i pierdział w stołek, ciesząc się jak mu tam w środku dobrze - on to będzie to przejawiał na zewnątrz, żyjąc, tworząc, działając, zmieniając, uczestnicząc. Koegzystencja z innymi istotami jest naturalną częścią tych procesów i już nawet nie mówię o związkach konkretnie partnerskich, ale ogólnie relacjach międzyludzkich - wspaniałych przyjaciołach, cudownych partnerach w interesach, ciekawych przechodniach, miłych znajomych czy sympatycznych sąsiadach. Bogactwo przejawia się również na poziomie naszych relacji z innymi istotami, a ich brak czy niedostatek świadczy o poczuciu braku, mentalnej biedzie w kwestii relacji i jest to do uzdrowienia. Bo tutaj każdy ma potencjał na wiele wspaniałych relacji i to nie ma znaczenia jak bardzo "inni" jesteśmy.
A bycie w harmonijnym związku jest cudowne i ma wiele profitów. Jasne, zawsze można sobie wmawiać, że wszystko jest we mnie i nikogo do niczego nie potrzebuje, ale to tylko prowadzi do jeszcze większego niespełnienia. Czy to jest jakieś poniżenie czy inny problem, aby przyznać przed sobą, że potrzebuje drugiej osoby, że nie potrafię być w pełni szczęśliwy sam tylko ze sobą? Wszechświat jest ogromnym miksem życia wszelkiego rodzaju i to jest normalny, naturalny element istnienia - wzajemnie przenikanie się żyć, dzielenie ich i współuczestniczenie - to jest część swobodnego przepływu energii, a kiedy blokujemy się na innych, kiedy nie chcemy wpuszczać innych istot do swego życia, ani dzielić tego co mamy, z innymi - blokujemy się na ten przepływ, zakręcamy kurek z Boską energią i wpadamy w stagnację, pustkę i gęstą, galaretowatą energię pozbawioną szczęścia, radości, spełnienia.
Osoby, które stały się niezależne od innych istot i potrafią zaspokoić swoje potrzeby swobodnie, to osoby które wcześniej musiały przyznać, że potrzebują innych, które musiały ich wcześniej wpuścić do swojego życia i pozwolić im zaspokoić swoje potrzeby. Dopiero gdy to urzeczywistnili, stali się niezależni, ale nie w taki sposób, że mogą być sami i nikogo nie potrzebują, ale w taki że zawsze mają wokół siebie odpowiednich ludzi, bez ich wysiłku i świadomego udziału w tym procesie. Oni uruchomili swój swobodny przepływ, więc mogą sprawiać wrażenie jakby nikogo nie potrzebowali, ale to nieprawda - wszyscy potrzebujemy siebie nawzajem, tacy już jesteśmy, wymiana energii między istotami jest naturalną częścią naszego istnienia.
Nacisk w rozwoju na to, że wszystko co jest mi potrzebne, jest już we mnie - nie może być zbyt silny, jak zawsze trzeba zadbać o złoty środek. Ta prawda, powierzchownie rozumiana prowadzi do nieszczęść w rozwoju, do frustracji i pogłębiania braku. Ta prawda powinna naturalnie wychodzić z urzeczywistnienia, a nie stawać się wymówką do takich, a nie innych decyzji i nastawień. Nie ma nic złego w powiedzeniu, że czuje się słaby, samotny, że uzależniam swoje szczęście od tego, czy mam do kogo się przytulić. Nie ma nic złego w rozpaczy, że brakuje mi ukochanej osoby. Nie ma nic złego we frustracji, że nie mam kogo bzyknąć.
Potrzebuje, bardzo potrzebuje odpowiednich osób w swoim życiu i jest to całkowicie w porządku
