Przypomniało mi się, jak uczyłem się hiszpanskiego, i niemieckiego.

Niemiecki mial te zalete, ze oni mowia tak, jak piszą, czyli wszystko w rzędzie, w mundurach, każda literka, stoi na bacznosc no i tyle ;P Nauczycielka w ramach nauki, i poszerzenia naszych zdolnosci pojmowania jezyka mowionego, zaczela opowiadac o Szwajcarii. I . wlaczyla Szwajcarów

O rany, ten sam jezyk, a brzmialo to tak, ze pojac nie moglismy, o co tam biega.
No ale, po kilkunastu minutach dało się to przejść.
Za to na hiszpańskim był totalny pogrom. Uczymy się tego jezyka, kobieta wrzuca dialog.
I to co sie tylko wydarzylo w naszych glowach nas rozbawiło. Nasza predkosc odbioru dzwiekow byla niewystarczajaca na zrozumienie wodospadu słów

Po 11 razach musielismy zrezygnowac z prob rozumienia zapierdzielajacego człowieczka z kasety

Uratowani jej podpowiedzia bylismy zaskoczenie, ze powiedzial, to co powiedzial, bo to wcale tak nie brzmiało.

Troche jak spotkanie ślimaka z sikorką, której sama głowa szybciej lata, niż dżdżownica jest w stanie lecieć z wysokości ;p

muszka
Właśnie z tego powodu, że ubóstwia się niejako nauke, poprzez jej cudne, wyjątkowe definicje, ktorych skomplikowanie odcina od zrozumienia o co wogole biega, całe teoretyzowanie, bez doświadczeń - to psychologia jest aż w tak głebokiej zapaści, że na studiach maja kolokwium z tego, co czuje dziecko, z rozbitej rodziny, albo w czasie rozwodu, i tęgie głowy - najlepsi studenci, którzy nie mieli doświadczeń zastanawiają się jak brzmi odpowiedz - jak na zadaniu matematycznym, ile wynosi liczba PI, i chcą trafić z dokładnościa do 5 miejsc po przecinku ;p
To jest banał przecież, bo to żadna filozofia zgadywać, co przeżywa dziecko bite, czy niechciane.
Można się zdziwić, ale studenci uczą się kilku definicji słowa emocje, charakter, osobowosc. Mijają lata nauki, i to tyle co zostało. Definicja

Nie mam pojęcia kto wymyślił, żeby studenci nabijałi łeb teorią, historią, i no nie mogli podejrzeć faktycznych relacji w rodzinie, obserwować dzieci, relacji, przyczyn, skutków jakiegos postepowania.
U mnie na Politechnice, studiowałem informatykę chcąc dowiedzieć się czegoś ciekawego, musialem z profesorami gadac po wykladzie. A bo to jeden miał tik nerwowy, a to drugi był aspołeczny, i leciał długopisem po ścianie korytarza, więc wszystko jasne. Trzeba było się nieźle spinać, aby zapamiętać stery śmieci w głowie

)