Maja "Bardziej mnie zastanawia (i tego to nie ogarniam zupełnie), że dobrowolnie władowałam się w to, właśnie sądząc, czując, że kieruję się podpowiedzią intuicji. A tu wcale nie.
(moja decyzja nie była rozumowa, na rozum biorąc obie opcje były korzystne, mogłam brać którąkolwiek)
Więc skoro to nie była intuicja to czym się kierowałam pojęcia nie mam.
Może to autodestrukcyjne intencje doszły do głosu, tylko tak umiem to sobie wszystko wytłumaczyć."
To bardzo prawdopodobne, ze doszły do głosu mechanizmy i intencje pchające do autodestrukcji - m.in. do zniszczenia zaufania do siebie samej.
Ja jakiś czas temu podobnie się przejechałam na pewnym zdarzeniu - pozarozumowo, odczuciowo, jak mi się wydawało - z intuicji i serca,
wybrałam przełamanie swoich lęków i przyjęcie, jak mi się wydawało, czegoś pozytywnego od drugiej osoby.
Jednocześnie rozumowo i teraz myślę, ze i intuicyjnie - czułam, że ta sytuacja nie jest potencjalnie zbyt zdrowa, jednak spychałam te myśli jako objaw mego lęku,
któremu chciałam w końcu przestać podlegać.
Potem okazało się, ze cała ta dziwna sytuacja i zdarzenia po niej, doprowadziły mnie do ekstra wywałki związanej z autodestrukcją (łącznie z chorobą autoimmunologiczną),
spadkiem zaufania do siebie, Boga i innych ludzi, oraz do stanów depresyjnych. Moze i bylo to dobre, że w końcu to przerobiłam, ale... pewnie można było inaczej;)
Teraz już wiem, ze to co brałam wtedy za "głos serca i intuicji", było odbiciem mojej nieprzytomności i podatności na cudze manipulacje,
zaś to, co spychałam jako zimną rozumową analizę lub objaw starego lęku - de facto było podszeptami intuicji.