Maja
Wybrałam złą opcję. Druga znikła.
W dodatku oczywiście, że można było inaczej - wcześniej z kilku innych sama zrezygnowałam, bo te dwie ostatnie wydawały się najkorzystniejsze...
Wszystko się rozlazło, zostałam z niczym, uziemiona na jakiś czas, i teraz już mocno zdołowana bo w dodatku okazało się, że musiałam przez to zmienić plany, na których mi zależało.
Czy są wybory ostateczne? Czy jest jeden wybór doskonały a inne niewłaściwe?
Myslę, że tak wybrałaś, czy zrezygnowałaś, bo to było na Twój obecny stan, poziom. Nie wiemy, czy ten doskonały wybór, w naszym obecny rozumieniu z perspektywy czasu naprawdę okazałby sie tak doskonały. Czasem ta "gorsza opcja" odsłania, co zmienić, by w przyszłości wybrać coś lepszego, a przede wszystkim chodzi o przygotowanie w nas gruntu, poczucia zasługiwania, żeby przyjąć to, co niesie ta lepsza opcja.
Ps. Ja w takich sytuacjach staram się zobaczyć, co ten wybór, który mi się wydaje niewłaściwy chce mi pokazać, jaką część mnie.
Ale jeśli mechanizmy autodestrukcji tak się przejawiają, to bardzo sprytnie, bo ja to odczułam (haha...) jako rozświetlenie jakby, takie pokazanie, że ta decyzja jest tą właściwą.
Więc jak temu nie zaufać?
I czemu w takim razie ufać?
Ważniejsze jest budowanie zaufania do siebie, niż przejmowanie się pojedynczym błędem.
Jak to mawiają handlowcy, nawet strata jest zyskiem.