Ja mam chyba jedno i drugie poniewaz z jednej strony odczuwam lek, glownie z przyczyn osobisto-ekonomicznych (wiadomo, dziecko kosztuje a przede wszystkim trzeba mu poswiecic maksymalnie duzo czasu), dwa ze jednak nie za bardzo czuje parcie w te strone. Mozliwe, ze umnie scieraja sie stare z nowym tz. sa jeszcze stare wzorce, typowo rodzinne takie i jednoczesnie juz gdzies tam zaczyna byc swiadomosc, ze niekoniecznie trzeba zyc jak inni aby byc szczesliwym (czyli powielac schematy spoleczne). Cos takiego, rozdroze takie.
Co ciekawe, do jakiegos czasu, jak zaczelo mi sie kojarzyc w tematach z poprzednich wcielen, gdzie bylem osoba bogata, wysoko urodzona i gdzie malzenstwa czesto bywaly z przymusu a nie milosci to odtad troche sie zmienily moje relacje z plcia piekniejsza. Wczesniej jak na zlosc spotykalem na swojej drodze kobiety wyniosle, dumne, niedostepne (takie ksiezniczki wlasnie, co to chca miec dziecko a facet ma na nie pracowac itp.) a teraz zdarza mi sie spotykac kobiety bedace bardziej otwartymi na niestandardowe zwiazki czy w ogole relacje (nie wywieraja presji na te dziedziny zycia, zdarza sie ze sa bardzo samodzielne). No i tez nie presjonuja na posiadanie dzieci.