To teraz ja mam pytanie

(Do Leszka walnalem osobna wiadomosc z zapytaniem, ale prosze abyscie i Wy dorzucli ,,piec" groszy).
Jak zauwazyl kolega mezdikowsky, emocje ponoc potrafia wiele powiedziec. No i juz dzis sie o tym przekonalem - wywalilo mi stary lek przed ... i tu wlasnie nie jestem pewien, o jaki rodzaj leku idzie. Od dziecinstwa mialem duzy lek przed przebywaniem poza domem, a wlasciwie nie tylko poza nim, co przed pojsciem w wieksza licbe osob typu zerowka, szkola. Niestety, ale rzucilo sie mi to tez na prace. Dlatego robote mam zwiazana z tzw. wolnym zajeciem bo nie umiem wytrzymac w jakims biurze, zakladzie itp. Ma to tez scisly zwiazek z nieumiejetnoscia przystosowania sie do hierarchii, jaka panuje w wiekszosci instytucji czy prac (np. juz w szkole uciekalem z lekcji chociaz nie bylem agresywny, raczej zamkniety w sobie troche).
Generalnie ciagle wywala mi okropny lek przed mozliwoscia pojscia do pracy wsrod ludzi, do pracy etatowej. Kojarzy mi sie to ze zniewoleniem, jakbysmy byli skazani na prace w zamian za utrzymanie (wiem, ze wiekszosc z Was mysli inaczej ale ja wynagrodzenie za taka prace wlasnie tak traktuje). Nie potrafie wyobrazic sobie sytuacji, w ktorej musialbym pojsc do takiej pracy, nie mowiac juz o robotach typu fabryka, praca za barem czy tego typu. Lek jest paralizujacy, doslownie.
Grzebalem w dziecinstwie ale nie znalazlem zadnych na tyle traumatycznych przezyc, aby je z tym utozsamic. Podejrzewam wiec, ze chodzi o jakiejs karmiczne kwestie, tylko za cholere nie wiem, o co dokladnie moze tu chodzic. To, ze mam ,,wolnosciowa" nature to jedno ale to przesadne reagowanie lekiem (ktory idzie na bank z ps) to jest juz cos sporo nie tak, i wlasciwie dopiero teraz uswiadamiam sobie, jak spartolil mi on wiele szans zyciowych typu wyjazd w inne miejsce lub cos podobnego (bo doslownie hamowal przed ludzmi, nowymi miejscami, niepewnoscia ktora zawsze jest jak sie zaczyna cos nowego w zyciu).
Piszcie, z czym Wam sie to kojarzy

.