Proponuję przygotować katalog, KIEDY AFIRMACJE MOGĄ ZASZKODZIĆ - ku przestrodze tym, których może to dotyczyć. ABY TAKIE OSOBY NIE ZROBIŁY SOBIE KRZYWDY.
Moim zdaniem, AFIRMACJE NIE DZIAŁAJĄ, jeśli:
1. w rozwoju duchowym uciekamy od siebie i od rzeczywistości w świat duchowy - AFIRMOWANIE WTEDY JEST BARDZO NIEBEZPIECZNE.
Taka reakcja prowadzi do obłędu. Ja przy takim nastawieniu zacząłem dosłownie szykować się do odejścia z tego świata, i gdybym się w porę nie ocknął (dostałem brutalnego kopa od życia), to bym odszedł w zaświaty - tak mi było dobrze w świecie duchowym. Świat fizyczny przestał mnie w ogóle interesować i pociągać.
2. nie akceptujemy otaczającego nas świata fizycznego i uciekamy od niego - AFIRMOWANIE WTEDY JEST BARDZO NIEBEZPIECZNE.
Najpierw trzeba zaakceptować otaczający nas świat fizyczny, ludzi (również tych z tzw. bardzo niskim ERD). Bo inaczej będzie to ucieczka od świata, od ludzi, nie pogodzenie się z naszym pobytem w świecie fizycznym na Ziemi, z otaczającymi nas ludźmi.
3. nie czujemy w ogóle siebie i swoich uczuć (uczuć wyższych) - AFIRMOWANIE WTEDY JEST BARDZO NIEBEZPIECZNE.
Leszek napisał, że afirmacja musi być powiązana z uczuciem.
Natomiast jeśli afirmujemy tylko myśli (tj. w oderwaniu od uczuć wyższych i emocji), to zakłamujemy siebie i się od siebie jeszcze bardziej odcinamy. Bo zmieniamy tylko umysł, ale emocje w nas pozostają takie, jakie były - tylko jeszcze bardziej stłumione. A stłumione emocje kiedyś wybuchną ze zdwojoną siłą, albo doprowadzą ciało do choroby fizycznej, a umysł - do choroby psychicznej.
4. nie czujemy żadnych emocji, a jedynie, co czujemy, to przerażający strach (i związaną z tym silną agresję) - ale taki strach, który występuje codziennie, całą dobę, latami. -AFIRMOWANIE WTEDY JEST BARDZO NIEBEZPIECZNE.
Bo wtedy afirmacje będą ucieczką od tego strachu, znieczulaniem się na odczuwanie tego strachu i paniki. A to również prowadzi do obłędu.
5. cały czas bujamy w obłokach i żyjemy w swoich wyobrażeniach - AFIRMOWANIE WTEDY JEST BARDZO NIEBEZPIECZNE.
6. nie lubimy siebie, nie kochamy siebie, nie akceptujemy siebie, a wręcz nienawidzimy siebie i w głębi ducha życzymy sobie samounicestwienie - AFIRMOWANIE WTEDY JEST BARDZO NIEBEZPIECZNE.
W takiej sytuacji najpierw należy się POGODZIĆ z tym, gdzie obecnie jesteśmy, jakich mamy rodziców, jakich pracowników w pracy, jak wyglądamy, jakie mamy relacje z ludźmi. Zaakceptować, a bardziej - POGODZIĆ się z naszym strachem, naszą agresją, naszą nieśmiałością, naszym zakompleksieniem. POGODZIĆ się z tym, że otaczający nas ludzie są w wielu rzeczach lepsi od siebie.
Jeśli tylko przyznamy się do tego przed sobą, pogodzimy się, że nie jesteśmy jeszcze TAK WSPANIALE OśWIECENI, jak nam się wydawało, i przyznanie się do tego przed innymi - TO ROZPOCZYNA PROCES UZDROWIENIA SIEBIE i POGODZENIA SIĘ ZE SOBĄ.
* * *
Jeśli ktoś ma któryś z 6 powyższych punktów (choćby tylko jeden, ale bardzo silny), to - niestety - jeśli życie Ci miłe, i nie chcesz wylądować w psychiatryku, NALEŻY ODŁOŻYĆ AFIRMACJE.
Co w zamian? Wiem, że to duży wstyd dla niektórych, zwłaszcza dla zakompleksionych rozwojowców, "bliskich" oświecenia, ale pozostaje PSYCHOTERAPIA u dobrego psychologa, bez "czarów", tylko zwykła analiza swojego życia, nazywanie procesów po imieniu, diagnozowanie strachu i zachować agresywnych (a na tym forum jest ich bez liku) i UCZENIE SIĘ ŻYCIA NA NOWO.
Ja chodzę na taką terapię regularnie raz w tygodniu już od dłuższego czasu, i to właśnie terapia pomaga mi spotkać się ze sobą, ze swoją krzywdą, ze swoim zakompleksieniem, ze swoją wypartą ciemną stroną, w której aż kipi od agresji, gwałtu, spotkać się ze swoimi słabościami i swoim strachem, i PRZYZNAĆ SIĘ DO TEGO GŁOŚNO PRZED DRUGIM CZŁOWIEKIEM, czyli przed terapeutą.
Gwarantuję, to bardzo uspokaja.
P.S. Powyższe punkty powstały na bazie mojego doświadczenia i mojego życia.