Mariomar
Ale kombinujesz

To co Ty na to, że miałem np. ponad 2-letnią przerwę od jakichkolwiek afek kiedy w moim życiu działo się tak dużo, że po prostu zajęty byłem samym życiem i układaniem spraw w praktyce zamiast dramatycznie pisać afirmacje żeby sobie poukładać. Kiedy się wyprowadziłem z domu rodzinnego, zamieszkałem z moją ukochaną zaczęło się naprawdę dziać. Usamodzielnianie się, zrywanie pępowiny z rodziną, pierwszy poważny związek. Działo się tak wiele, że nie jestem w stanie tego opisać. Przeszedłem też chyba najpoważniejsze próby w tym życiu.
I zgadnij co. Nie użyłem ani jednej afirmacji przy tym. I zobacz jak bardzo odpływasz w swoich wyobrażeniach - tylko dlatego że napisałem kilka rzeczy o pozytywnym myśleniu, zrobiłeś ze mnie już otępionego afirmacja biedaka, który pogrąża się w iluzjach. A nie wiesz praktycznie nic o mnie ani mojej praktyce. Daleko mi do osoby, która na każdym problem układa sobie afirmacje i leci zaraz do regresera na sesję. Robię to wtedy kiedy czuję, że ma to akurat sens. Resztę powierzam Bogu i podejmuje najlepsze dla siebie działania na miarę moich aktualnych możliwości.
Radzę sobie świetnie i bez afirmacji. Jest to jednak świetne narzędzie i nie zamierzam z niego rezygnować. Mam obecnie dekret i nie służy mi on zakłamywaniu rzeczywistości, ale podtrzymywaniu i pielęgnowaniu nastawienia, które i tak się we mnie zrodziło. Dekret pomaga mi w tym, żeby zachować koncentracje na tym co istotne i się w tym ugruntować. Nie afirmuje sobie nierealnych rzeczy, których nie czuję bądź w które nie wierze świadomie.
Dla mnie praca z afirmacją to jak praca z nawykiem. Jeśli codziennie o czymś negatywnie myślałem, to mam nawyk myślenia w taki sposób. Muszę jakoś przełamać ten nawyk, nawet w sztuczny sposób pisząc afirmacje, aby wrócić do stanu naturalnego.
Aż mnie bawi to co piszesz o relacjach z ludźmi zamiast afek. Przecież w każdym artykule o afirmacjach jest jak byk napisane, że nie wystarczy pisać żeby zmienić swoje życie - za tym musi iść realne działanie! Nie wiem po co rozgraniczasz te dwie rzeczy jakby się wzajemnie wykluczały, kiedy one się świetnie uzupełniają. Ja np. przy pomocy afirmacji i innych technik podniosłem samoocenę z totalnego dna, uwolniłem się od silnych lęków przed ludźmi, które nie pozwalały mi normalnie funkcjonować wśród ludzi (miałem problemy ze swobodnym rozmawianiem nawet z kumplami których znałem kilkanaście lat) i doszedłem do etapu, gdzie zacząłem się czuć całkiem swobodnie czuć wśród ludzi, co sprawiło że dalsze postępy w tym temacie zacząłem już odnosić poprzez realną praktykę. Gdyby nie regresing, medytacje, afirmacje, modlitwy, pozytywne myślenie itp to nie dałbym rady dojść do tego etapu. Sztucznej samooceny sobie też nie zbudowałem, nie czuję się specjalnie zajebisty czy kozacki. Po prostu mam coraz fajniejszy kontakt ze swoim wnętrzem, dobrze się czuje ze sobą, a to się jakoś tak samo, naturalnie przekłada na luz i pewności siebie w relacjach z ludźmi

Z czasem ograniczam afirmacje, teraz już nie mam potrzeby zalewać swojej głowy takimi ilościami afirmacji jak kiedyś, ale to dlatego że z grubsza sobie poukładałem co ważniejsze rzeczy i mogę na spokojnie się rozwijać dalej. Afirmacje zresztą służą mi to, aby regularnie poświęcać uwagę na miłych odczuciach, które są prawdą o mnie a których mogę nie czuć do końca tak jakbym chciał z powodu moich ograniczeń. Jeśli to dla Ciebie jest sztuczne i ogłupiające to ja już nie wiem. Równie dobrze mógłbym powiedzieć, żebyś się świadomie nie koncentrował na miłości bo to jest sztucznie wymuszanie tego uczucia - zamiast tego siedź na tyłku i czekaj aż samo przyjdzie. Zapewniam Cię, że takiemu pogubionemu człowiekowi z masą obciążeń jak choćby u mnie, na moich początkach samo nic takiego by nie przyszło.
Ja wiem, że dużo ludzi się otępia afkami bo nie potrafi ich używać dobrze, bo nie ma dobrych intencji wobec siebie. Przykro mi jeśli Ciebie to też spotkało. Ale weź zrozum, że da się inaczej, bo jest mnóstwo ludzi, którym wyszło to na zdrowie. Afirmacje to miecz obosieczny i tutaj naprawdę zależy dużo od intencji wobec siebie i rozwoju. Dużo ludzi wchodzi w rozwój na skróty, chcą efekty jak najszybciej, więc nie "marnują" czasu na oczyszczanie intencji wobec rozwoju i siebie, naukę porządnego relaksu i medytacji, itd.
Ja miałem to "szczęście", że dostałem po dupie tak bardzo że nie było już mi w głowie kombinowanie. Oczywiście latami jeszcze oczyszczałem swój stosunek do rozwoju, bo długo było wiele rzeczy niefajnych, ale od początku wszystko szło w kierunku oczyszczenia tego, ponieważ byłem nastawiony na jeden cel - miłość. I nic innego mnie nie obchodziło
