BlackRose - widzę, że historia nieco podobna też do mojej

Buddyzm, asceza tez mi nie są obce

Wcześniak z 7 miesiąca (też trudny poród), niedosłuch, brak okazywania miłości między rodzicami, kłótnie itp (ale bez pijaństwa), całkowite odrzucenie w szkole podstawowej przez rówieśników, ze znęcaniem się psychicznym i fizycznym, przy mojej kompletnej nieumiejętności obrony wtedy (i blokadzie, jaka sama sobie nałożyłam po poprzednim wcieleniu, w którym brałam udział w wojnie wietnamskiej - tego typu, ze nawet we śnie nie potrafiłam nikogo uderzyć, czy się mu "odgryźć"), bardzo duży poziom nieśmiałości i lęku, a potem - już za czasów liceum - kompletne odrzucanie samej rówieśników, kompletna aspołeczność i brak zainteresowania, by wyjść "na zewnątrz".
W wieku 23 lat pierwszy związek, niestety nieudany (tu kończy się podobieństwo, może tez dlatego, że świadomy rozwój odkryłam później - w wieku 26 lat), bo najpierw wdryfowałam w niego z dystansem, a jak się otworzyłam, to wtedy zostałam rzucona, co przypłaciłam ponad 3 letnią depresją .... choć tak naprawdę nadal czuję to spustoszenie, które wyrządziła ta depresja i do końca jeszcze nie wróciłam do siebie. Po drodze jakieś 2 mniej znaczące związki (gdzie nie byłam zaangażowana), oraz jeden wieloletni platoniczny of kors;)
Bardziej realny związek, drugi, na którym mi zależało - był 10 lat później. Już się tu o nim porozpisywałam trochę

Dopiero po tym związku zaczęłam mieć okresy kompletnej desperacji, odczucie braku, wycie z samotności i takie tam. Ale też dopiero po tym związku rzeczywiście zabrałam się za uzdrowienie swojej samooceny związkowej i częściowo społecznej (której elementy były uzdrowione już w tym czasie), która leżała i kwiczała przez te lata, przywalona samooceną pracową, która sobie kompensowałam inne braki.
Zatem teraz widzę, ze to wyszło mi w końca na lepsze, że wyciągnęłam z tego korzyści - choć nadal buntuję się wewnętrznie na to, jak było to bolesne. Ale być może inaczej nadal bym się zakłamywała, ze z moją samooceną już jest wszystko ok

Aj, ale mnie na pisanie wzięło. Wybaczcie :-)