Mateusz
Czyli też podobnie było u Was, bo sie dogadaliście, że schodzicie, a potem ona stwierdziła, że chce sobie popróbować.
U mnie było podobnie. Wspólne oddzielenie, chęć bycia razem, która minęła się z jednoczesną chęcią indywidualizacji. To nie szło w parze, a miało iść;) Tu było już dużo rozczarowania i pretensji, zranień i nieporozumień. I potem Archaniołkowo, okropne jazdy, ataki na mnie jak się pojawiłam, a potem to już moje uciekanie od połówka,i przed archami, które się mnie czepiały w inne światy, a w końcu gleba na ziemię. On mnie chyba gonił, właził za mną wszędzie, po tym jak go zostawiłam z tymi archaniołami. Aż na ziemię.
Nie wiem jak to było potem dokładnie, ale już chyba na ziemi, albo innych jakiś planetach, gdy było ciało jakieś, zaczął się robić sajgon dla mnie, gdy już się przekonałam, żeby z nim jednak, to on zaczął szaleć za innymi. Tu moje rozczarowanie sięgnęło zenitu. I ja w końcu zaczęłam sobie szaleć, pokazując mu, że mam go gdzieś i inni są znacznie lepsi ode mnie.
Gdzieś jeszcze między czasie, nie wiem dokładnie kiedy, byliśmy magami, była współpraca: mistrz - uczennica. I tu też zamknięcie, walki i uzależnienie, dużo kodowań, magicznych jakiś więzów.
Jak tak na to patrzę, to ja czułam się od początku pokrzywdzona. Tak to wygląda z mojej perspektywy. On też się czuję, ale wg mnie to "on zaczął" mnie niszczyć pod wpływem archów, bo mu i im bruździłam.
Potem taka fala była właśnie tych prób powrotu. Jak ja się przekonałam i się otwierałam, to on uciekał, albo coś odwalał.
Jeszcze temat mnie rusza, bo czuje, że wlasnie zwiazek jest beznadziejny dla mnie, ze nic nie mogę, bo gdy się otwieram na miłość to partnerowi odbija i mnie zawodzi. Bo on wcale nie chce tej milosci. Jeszcze to mam do uzdrowienia.
Jak czytam co piszesz, to podobnie myślałam. Chodzi o te wyobrażenia. Nie docierało, że gdy połówek wybiera coś innego, to w tym momencie nie jest już dla mnie idealnym partnerem. No właśnie tylko co to znaczy...że wybiera coś innego. Co nie jest zgodne z tym co Bóg ma dla mnie, dla nas, co nie jest zgodne z ND?
Ja nadal nie rozumiem tych pojęć: co to Najwyzsze Dobro, korzystność, to co zgodne z WJ, co to w ogóle miało znaczyć. Jak ma się to teraz, jak miało w aniołkowie, a jak jeszcze jak schodziliśmy. Gdzieś po drodze w tym się zgubiłam.
Ja nadal w tym wcieleniu teraz myślałam, że jesteśmy dla siebie, w innych też. Bo w koncu jestesmy od Boga, dla siebie...
Ja się jeszcze czuję winna, boje się, że nie rozpoznam tego czy jest między nami harmonia, czy nie ma, czy jesteśmy dla siebie czy nie i mu zrobię krzywde, odrzucę go z własnej głupoty i braku świadomości.
Z drugiej strony czuje sie winna ze mu glupoty wkrecac moglam, ze jestesmy dla siebie wlasnie, zeby byl ze mna, bo tak Bóg chce. Itp. Na dzień dzisiejszy nie chciałabym z nim kontaktu z tego powodu. Że on może namieszać mi, a ja jemu. I się obciążymy swoim towarzystwem.