Autor Wątek: Pierwotne połówki  (Przeczytany 84745 razy)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-02, 00:44:07 »
StArfire, tak samo sądzę.

Laka
"Ja bym powiedziała, że nie o miłości ale o harmonii, Bogu."
- To też miałem na mysli tylko nie dopowiedziałem, bo zatrzymałem się na miłosci.

"Ale może tak mi się wydaję, bo ja na razie wiem, że nam niby bardzo na sobie zależało i na związku, obojgu. Ale i tak nie wychodziło. I raniliśmy się tylko coraz bardziej."
- Właśnie samo ci się ujawniło, że niby wam zależało obojgu.
Do tego dochodzi jak wspomniałem wyobrażenie o miłosci, czy też nazywanie czegoś miłością, co nią nie jest. Np. zaborczość, rywalizacja, domaganie się dowodów miłosci, wystawianie na próbę, zemsta, wychowywanie partnera na swoją modłę...
Dodam, że z niektórymi osobami w związku to się i tak nie dogadamy chociaż wszystko uzdrowimy.
Laka, nie mówię że tak jest w Twoim przypadku, bo może wystarczy uzdrowić przeszłość, dojrzeć do bycia razem i będzie OK.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-02, 00:27:45 »
Starfire

Dzięki:) Otrzeźwiające.
Chyba o miłość chodzi, poddanie Bogu, no i wyobrażenia co to najwyższe dobro( czyli ND po mojemu) ale to juz by trzeba bylo bardzo konkretnie ugryźć, bo rożne mogą być.
l

Starfire

  • Wiadomości: 853
  • Alien Zen Master
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-02, 00:22:43 »
Lacconia:

Nie znam sytuacji, ale czysto teoretycznie jeśli oboje wybieracie ND* i jest podświadoma zgoda na doświadczanie tegoż, albo chociaż dążenie w tym kierunku to nie powinno być takich sytuacji, jakie opisujesz... Owszem, może wywalać, czasem nawet ostro, ale jeśli się to świadomie obserwuje i uwalnia to na końcu zawsze dochodzi się do wniosku, że te jazdy pomogły coś uzdrowić i dalej jest już o wiele luźniej :)) Jeśli to się przedłuża i nie zmienia to znaczy, że PŚ ciągle ma jakieś dążenia w kierunku destrukcji i ucieka od miłości. Niby proste i oczywiste, ale bardzo często takich oczywistości się nie zauważa...

*Najwyższe dobro to dla mnie zgoda na realizowanie boskiego planu czyli inaczej na doświadczanie i wyrażanie siebie prawdziwego w zgodzie ze swoją prawdziwą boską i doskonała naturą opartą na miłości.

"Ja nadal nie rozumiem tych pojęć: co to Najwyzsze Dobro, korzystność, to co zgodne z WJ, co to w ogóle miało znaczyć."

Myślę, że wszystkie te pojęcia to synonimy i oznaczają powyższe :)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-01, 22:35:25 »
Mateusz
"To są właśnie wyobrażenia o miłosci, a nie prawdziwa miłość. "

Ja bym powiedziała, że nie o miłości ale o harmonii, Bogu. Przynajmniej tak czuję u siebie:)

"Wiem, że jeśli dwóm partnerom zależy na związku ze sobą, to będzie dążyć do tego, żeby go stworzyć, a nie szukać naokoło przeszkód, problemów, czy konfliktów, w myśl zasady, że jeśli się chce kogoś uderzyć to się kija znajdzie."
Niby tak, choć myślę, że nie tylko o to chyba chodzi, też o wiele innych aspektów, to nie jest takie proste: zależy- nie zależy.
Ale może tak mi się wydaję, bo ja na razie wiem, że nam niby bardzo na sobie zależało i na związku, obojgu. Ale i tak nie wychodziło. I raniliśmy się tylko coraz bardziej. Ja dotarłam do swojej granicy chyba wsześniej i powiedziałam stop. Bo już dużo wcześniej odreagowałam, nie weszłam juz w pewne klimaty, w relacji. Mój połówek był jeszcze na poziomie tych konkretnie jazd związkowym mnie sprzed paru lat. Ja nad tym pracowałam miedzy czasie, zanim się poznaliśmy.
« Ostatnia zmiana: 2012-04-01, 22:39:38 wysłana przez Laka »

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-01, 21:53:00 »
Laka
"Nie docierało, że gdy połówek wybiera coś innego, to w tym momencie nie jest już dla mnie idealnym partnerem. No właśnie tylko co to znaczy...że wybiera coś innego. Co nie jest zgodne z tym co Bóg ma dla mnie, dla nas, co nie jest zgodne z ND?"
- To są właśnie wyobrażenia o miłosci, a nie prawdziwa miłość. Tak robimy ze swoimi poglądami. Własne przekonania, iluzje uważamy za boską wolą w stosunku do nas.
Najważniejsze żeby przebaczyć to co było miedzy nami a naszymi połówkami. 
A potem to się okaże. Może być tak, że pojawią się relacje partnerskie, a może też być tak, że wreszcie te połówki przestaną nas zwodzić i przeszkadzać nam w prawdziwym związku z osobami naprawdę dla nas odpowiednimi.
Ja mam jak na teraz takie przekonanie, że jeśli byłaby to prawdziwa miłość, największa harmonia, i zrozumienie, to z pewnością byśmy byli razem.
Może ktos powiedzieć, że wtedy nie byłem otwarty na doskonały związek, miłość i harmonię, wobec tego trzeba by poczekać z tworzeniem związku aż do oświecenia :)
Wiem, że jeśli dwóm partnerom zależy na związku ze sobą, to będzie dążyć do tego, żeby go stworzyć, a nie szukać naokoło przeszkód, problemów, czy konfliktów, w myśl zasady, że jeśli się chce kogoś uderzyć to się kija znajdzie.
 

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-01, 21:25:37 »
Mateusz

Czyli też podobnie było u Was, bo sie dogadaliście, że schodzicie, a potem ona stwierdziła, że chce sobie popróbować.
U mnie było podobnie. Wspólne oddzielenie, chęć bycia razem, która minęła się z jednoczesną chęcią indywidualizacji. To nie szło w parze, a miało iść;) Tu było już dużo rozczarowania i pretensji, zranień i nieporozumień. I potem Archaniołkowo, okropne jazdy, ataki na mnie jak się pojawiłam, a potem to już moje uciekanie od połówka,i przed archami, które się mnie czepiały w inne światy, a w końcu gleba na ziemię. On mnie chyba gonił, właził za mną wszędzie, po tym jak go zostawiłam z tymi archaniołami. Aż na ziemię.
Nie wiem jak to było potem dokładnie, ale już chyba na ziemi, albo innych jakiś planetach, gdy było ciało jakieś, zaczął się robić sajgon dla mnie, gdy już się przekonałam, żeby z nim jednak, to on zaczął szaleć za innymi. Tu moje rozczarowanie sięgnęło zenitu. I ja w końcu zaczęłam sobie szaleć, pokazując mu, że mam go gdzieś i inni są znacznie lepsi ode mnie.
Gdzieś jeszcze między czasie, nie wiem dokładnie kiedy, byliśmy magami, była współpraca: mistrz - uczennica. I tu też zamknięcie, walki i uzależnienie, dużo kodowań, magicznych jakiś więzów.

Jak tak na to patrzę, to ja czułam się od początku pokrzywdzona. Tak to wygląda z mojej perspektywy. On też się czuję, ale wg mnie to "on zaczął" mnie niszczyć pod wpływem archów, bo mu i im bruździłam.
Potem taka fala była właśnie tych prób powrotu. Jak ja się przekonałam i się otwierałam, to on uciekał, albo coś odwalał.

Jeszcze temat mnie rusza, bo czuje, że wlasnie zwiazek jest beznadziejny dla mnie, ze nic nie mogę, bo gdy się otwieram na miłość to partnerowi odbija i mnie zawodzi. Bo on wcale nie chce tej milosci. Jeszcze to mam do uzdrowienia.

Jak czytam co piszesz, to podobnie myślałam. Chodzi o te wyobrażenia. Nie docierało, że gdy połówek wybiera coś innego, to w tym momencie nie jest już dla mnie idealnym partnerem. No właśnie tylko co to znaczy...że wybiera coś innego. Co nie jest zgodne z tym co Bóg ma dla mnie, dla nas, co nie jest zgodne z ND?
Ja nadal nie rozumiem tych pojęć: co to Najwyzsze Dobro, korzystność, to co zgodne z WJ, co to w ogóle miało znaczyć. Jak ma się to teraz, jak miało w aniołkowie, a jak jeszcze jak schodziliśmy. Gdzieś po drodze w tym się zgubiłam.

Ja nadal w tym wcieleniu teraz myślałam, że jesteśmy dla siebie, w innych też. Bo w koncu jestesmy od Boga, dla siebie...

Ja się jeszcze czuję winna, boje się, że nie rozpoznam tego czy jest między nami harmonia, czy nie ma, czy jesteśmy dla siebie czy nie i mu zrobię krzywde, odrzucę go z własnej głupoty i braku świadomości.
 Z drugiej strony czuje sie winna ze mu glupoty wkrecac moglam, ze jestesmy dla siebie wlasnie, zeby byl ze mna, bo tak Bóg chce. Itp. Na dzień dzisiejszy nie chciałabym z nim kontaktu z tego powodu. Że on może namieszać mi, a ja jemu. I się obciążymy swoim towarzystwem.
« Ostatnia zmiana: 2012-04-01, 21:30:49 wysłana przez Laka »

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-01, 20:24:16 »
Laka:
"Bardziej destrukcyjne może sie  okazac bycie z połówka wiecej niz jeden epizod, bo wtedy jest co czyscic.  Uzaleznienie sie poglebia o wiele aspektow.
Ja miałam wiele powrotów z polowkiem, wszystkie nieudane. Czesto konczyly sie tragicznie, albo conajmniej nieprzyjemnie. Ale trzymalismy sie siebie oboje mimo to. Bylismy rownie uzaleznieni."

- To już coś ;)
U mnie zaś nie było tworzenia związku, więc jeszcze gorzej. Czyli musiały być tak wielkie przeszkody, czy opory, że nie dochodziło nawet do bycia razem.
Jak są jakieś próby bycia ze soba, nawet nieudane to i tak lepiej jak nie ma żadnych.

"Nie rozumiem po co sie schodziło za kims z aniołkowa. Musiało byc cos wiecej niz tylko" schodze bo moja połówka schodzi".

- Połówka była dla mnie sensem życia. Ona ten sens nadawała. Bez niej czułem się samotny pozbawiony miłosci i szczęścia.
W sumie to na własnych błedach nauczyłem się ważniej lekcji życia. Nic mnie nie interesowało, tylko bycie i zajmowanie sie połówka. Reszta nie miła znaczenia.
Dobrze słyszałem słowa połówki, powiedziała zejdźmy na ziemię, zobaczymy co oni tam robią.. Potem zaś: zobaczę jak to bedzie z innymi (mężczyznami).
Można powiedzieć że ja ją za "bardzo kochałem".
Teraz to zrozumiałem że mam zrezygnować z zaślepienia i zacząć dostrzegać wszystko inne wokół- inni ludzie, kobiety, i cieszyć się tym.
Ta zazdrosna miłość do połówki mnie zgubiła.

"I skad przekonanie,  ze tylko ona jest dla nas od Boga, juz wtedy."

- Skoro Bóg nas stworzył to madla mnie jedyną taką osobę do związku- jakieś takie były wierzenia.
"Zastanawia mnie jak taka polowka, ktora odeszla bo jej sie nudzilo, wcale nie chciała tej drugiej i jej bylo dobrze z tymi innymi. Przecież też nie mogla byc spełniona."
- Właśnie ja w ten sam sposób rozumowałem, że on powinna być ze mną, bo tylko ze mną będzie spełniona i że tylko ja potrafię obdarzyć ją najwiekszą miłoscią. To ja jestem dla niej najlepszym partnerem.
To okazało się moją iluzją, a kosztowało mnie potem tym, że miałem nieudane związki, bo porównywałem kolejne partnerki z "ideałem", czyli z połówką. A wówczas każda nie była w stanie jej zastąpić, czy dorównać. I to było głupie. 
Połówka widocznie była jakoś spełniona, skoro nie chciała ze mną tworzyć związku.
« Ostatnia zmiana: 2012-04-01, 20:27:01 wysłana przez Mateusz »

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-01, 18:15:29 »
Bardziej destrukcyjne może sie  okazac bycie z połówka wiecej niz jeden epizod, bo wtedy jest co czyscic.  Uzaleznienie sie poglebia o wiele aspektow.
Ja miałam wiele powrotów z polowkiem, wszystkie nieudane. Czesto konczyly sie tragicznie, albo conajmniej nieprzyjemnie. Ale trzymalismy sie siebie oboje mimo to. Bylismy rownie uzaleznieni.
Nie rozumiem po co sie schodziło za kims z aniołkowa. Musiało byc cos wiecej niz tylko" schodze bo moja połówka schodzi". I skad przekonanie,  ze tylko ona jest dla nas od Boga, juz wtedy.

Mateusz

Piszesz, że Ty nie widziałeś nikogo poza połówką. Zastanawia mnie jak taka polowka, ktora odeszla bo jej sie nudzilo, wcale nie chciała tej drugiej i jej bylo dobrze z tymi innymi. Przecież też nie mogla byc spełniona.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-01, 16:50:45 »
Połówki- bardzo romantyczny temat. Ta teoria bardzo dobrze słuzy do tego by rozpoznać swoje obciążenia w kwestii związków. Mi połówka wyrządziła wiele szkody- na którą ja oczywiście przyzwoliłem.
Kiedy ona chciała zejść, bo jej w aniołkowie było nudno, mi nic nie pozostało jak tylko pójść za nią. Na ziemi bardzo spodobało jejś się adorowanie ze strony różnych partnerów, bo to nowy "towar". Zawsze to coś nowego, nowe energie, osobowości, wiedza, odkrycia. Za mną jej się raczej nie tęskniło.
Ja zaś byłem tak zaślepiony jej urodą, że nic nie dostrzegałem oprócz niej. Żadne też partnerki nie były w stanie jej zastąpić. To powodowało, że byłem zamknięty na inne, atrakcyjne kobiety, które w tym czasie sie pojawiały, i niektóre mi się nawet podobały :). Ale jeśli się tylko o jednej myśli bo to jedyna połówka, najlepsza to trudna się przekonać do innych kobiet. Jeśli zaś jeszcze się swoje zaślepienia wzmacnia przekonaniami, że Bóg tak chce, żebym był z połówką, bo on mi ją stworzył to już mamy całkowite uzależnienie.
To była bardzo wysoka cena jak dla mnie.
A teraz?
Połówka to osoba jak każda inna harmonijna ze mną. Choć może jeszcze coś zostało do odreagowania...
Ponadto czasem mi sie pojawi myśl, że są inne osoby jeszcze właściwsze dla mnie od połówki. Choć nie wiem, czy połówka w ogóle była dla mnie właściwa, skoro się rozstaliśmy zaraz po zejściu na ziemię; skoro poza aniołkowem, i jakimś jednym epizodem nie byliśmy nigdy ze sobą.

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-04-01, 00:41:42 »
Po półrocznym uzdrawianiu samego jednego zdarzenia - rozstania z półówką w aniołkowie, setki warstw/aspektów, czuje znaczną ulgę, doszło do tego że ostatnio nawet nie wiem co to półówka i czuję się z tym bardzo dobrze. Nie wiem po co mi ona, i dlaczego miała by być czymyś ważnym. Kiedyś myślałem że mnie porzuciła, potem bardziej że nastąpiło rozstanie, bez tego elementu odrzucenia. Teraz wszystko jest mniej oczywiste z tym rostaniem i z tymi półówkami, jednakże czuje ogrmoną wolność od półówki i tego tematu w porówniau do tego co było wcześniej.


do przemyślanie tematu półówek http://www.youtube.com/watch?v=g0aOPWwNMFQ

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-03-31, 23:10:08 »
Clint

Mi mój połówek kiedyś powiedział na zajęciach, że on do mnie chce mówić, że zasługuje na miłość i szacunek. Bo jak przy mnie mu się uda to już przy każdym;) No i myślę, że sporo w tym racji.
Takie ćwiczenie było.

Jak teraz afkuję samoocenę sobie. Nawet tak ogólnie, że zasługuję na miłość, akceptacje czy jestem dość atrakcyjna, to ciągle mi też wychodzi odrzucenie przez połówka i to, że wolał wszystko wokoło tylko nie mnie. To dało mi po samoocenie mocno.
« Ostatnia zmiana: 2012-03-31, 23:12:21 wysłana przez Laka »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-03-31, 22:40:24 »
Naszła mnie dzisiaj ochota na taką szczerą modlitwę w kwestii związków, w której poprosiłem jak zwykle o uzdrowienie wszystkich przeszkód na mojej drodze do spełnionego związku. Zrobiło się jakoś smutno, więc pozwoliłem sobie na to, aby zaczęły wychodzić ze mnie te emocje i je sobie obserwowałem. No i w pewnym momencie mi wywaliło tak, że przez kilka sekund stałem się pełnoprawnym ateistą - w mojej świadomości pojawiła się "oczywista" prawda że nie ma żadnego Boga, żadnej miłości - jestem tylko kimś, kto nie radzi sobie z okrutną rzeczywistością i szuka pocieszenia w wyimaginowanym Stwórcy. Przypomniał mi się stan beznadziejnego bezsensu istnienia, w którym tkwiłem przez całe życie zanim zająłem się rd.

Zacząłem więc drążyć do czego mi było potrzebne oszukiwanie się, że Boga i miłości nie ma. Okazało się że ma to związek z traumą po rozstaniu z połówką. Ulżyło mi, ale wciąż czułem że coś jest nie tak. Chciałem już skończyć i dać sobie spokój, ale czułem że powinienem tym czymś się zająć. Przebicie się przez niechęć do zobaczenia o co chodzi zajęło mi dłuższą chwilę(prawie nigdy mi tego typu opory nie zajmowały aż tyle czasu) i w końcu z siłą wodospadu trzepnęło mnie to - moje zaniżone poczucie wartości jako partnera, po tym jak mnie połówka odrzuciła. Wylazło mi naprawdę dużo nienawiści i innych negatywnych emocji do siebie.

Nie będę już wchodził w szczegóły, ale ciekawą rzeczą jest fakt, że odreagowywałem ostatnio analogiczne obciążenia w sytuacjach z tego życia - najpierw dziewczyny, które mi się podobały, potem mama w okresie prenatalnym. Gdybym nie odreagował tego drugiego (co było też dużą traumą), to bym nie dotarł do tych emocji związanych z połówką.

Ciekawe jest też to jak się wraca do tych samych traum z różnych stron - to odrzucenie przez połówkę już mi się przewijało kilka razy, ale za każdym razem wychodziły inne odczucia, inne aspekty tego samego zdarzenia były odreagowywane.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-01-12, 23:23:15 »
Moja szefowa second best połówka jakaś się kochana nagle zrobiła:  wczoraj kupiła czekoladę dla pracowników, żeby nam osłodzić dzień w pracy, zaczęła kupować wodę mineralną, a dziś znalazłam zestaw herbat mięta, rooibos, owocowa:D A piję takie tylko ja, zwykle sobie przynosiłam:D Dla innych była kawa rozpuszczalna;) O drobnych prezentach ze sklepu nie wspominając.
Może to efekt przekonywania mojej pś, że jednak takie istoty są dla mnie bezpieczne, a nawet korzystne, życzliwe:)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-01-11, 23:17:03 »
Olga

Mhh ty masz tak, że "oni to na ziemi szaleją,a Ty nie możesz" a mi wyszło poczucie winy za zejscie w materię, w cialo. Ze źle zrobiłam, i przez ciało( tak mam teraz zakodowane i to odkrecam) straciłam bliskość z połówkiem. Jakieś poczucie winy mam za to, że "to wszystko przez to ciało", moja wina- moja decyzja itp.

Chyba faktycznie pierwsza zeszłam w materię. Natomiast zawsze uwazalam, że to połówek się pierwszy indywidualizował, ale w sesji wyszło na to, że wspólnie. Przynajmniej to co było decydujące było bardzo wspólne, jednomyślne wręcz.
Co za harmonia:P
A na ziemię to już ja. Zaczęłam tak jakoś uciekać od niego, po wielkiej akcji z moim udziałem u archaniołów. Najpierw uciekałam w astral, potem po mnie przyszedł, znów byliśmy razem, ale archy nie dawały nam spokoju, a relacja była już mocno nadszarpnięta, w końcu zwiałam na ziemie. I chyba on za mną też tu przyszedł.
Możliwe, ze stad moje poczucie winy.
On ma chyba tak wobec mnie" ona szaleje, dobrze się bawi, a ja nie mogę, nie pozwala mi, odrzuca".
Przypomniałam sobie też, ze miłość miedzy nami była jeszcze długo długo, po podjęciu negatywnych decyzji, degradacja relacji następowała stopniowo, gdy przychodziły skutki tych decyzji i kolejnych.

Upadek bardzo połączony jest z relacjami z połówkami.

Jej tak własnie sobie jeszcze douświadamiam, że stąd też moze pochodzić wzorzec, że gdy wybieram życie materialne tzn ciało, dobrobyt, bogactwo, spelnianie sie w materii itd to jednocześnie jakbym rezygonowała ze spelnienia w zwiazku: albo albo. Mogę być piekna, bogata, ale wtedy jestem bardzo smutna i niespelniona w bliskości z kimś harmonijnym. Tak niestety mojej pś kojarzy się życie i spelnianie w materii....
« Ostatnia zmiana: 2012-01-11, 23:29:02 wysłana przez Laka »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-01-11, 22:51:54 »
Nie musisz mnie pocieszać, bo żale do siebie za tak długi czas katowania się z tak głupiego powodu sobie też opukałem :D

Ładną chwilę się przepraszałem i przebaczyłem, ale i bez tego bym przebaczył - no bo jak tu się nie kochać, nawet mimo tych wszystkich głupstw. Szkoda czasu na zadręczanie się przeszłością, kiedy tak piękna przyszłość czeka :)