Olga
A mi się to baaardzo spodobało co napisałaś. Ja to bym nazwała spełnieniem.
Bo często się wydaje, że spełnienie to coś takiego pustego, w tym sensie, że nudne, dochodzi się do momentu, że coś się wyczerpało i "już nic nie będzie".
Więc pś się boi tego i ucieka, często w zaślepienia i emocje, bo tu się może dziać, ma się złudne wrażenie, że ciągle coś się dzieje. Dzieje się, ale jest to nieprzytomne, by nie zauważyć, że to doświadczanie emocji też zamienia się w schemat. Tylko okoliczności mogą być inne, zmienia się scenografia;)
Poza tym zawsze można jeszcze rozłożyć to w czasie na tyle, żeby nie zauważać tych schematów.
Galarety tak kodowały, żeby rezygnować ze spełnienia, a ciągle tego szukać, szukać "czegoś" nie samowitego.
Ja tego jeszcze nie odreagowalam, pamiętam, że tak było i jak to szukanie pochłaniało aniołka, ta obietnica( kiedyś Ci już o tym pisałam). Teraz gdy poczułam o co chodzi w spełnieniu, czym ono jest, to mi się przypomniało. Zastanawiam się, jak im się udało to, żeby odciągnąc UA od poczucia pełni, na tyle by czegoś tam zaczął szukać...w nieskończoność.