Autor Wątek: Pierwotne połówki  (Przeczytany 84819 razy)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-04-03, 20:17:25 »
Zazwyczaj gdy się z kimś umawiałam i szłam na spotkania to doświadczałam wymyślonego przeze mnie syndromu "dołujących randek", ponieważ od razu wyczuwałam, czy ta osoba jest z "mojej planety" czy nie. Byli to mężczyźni, którzy w jakiś sposób wiązali się z rozwojem, lub z braku laku osoby nie mające o wielu sprawach pojęcia. Ci drudzy bardziej dążyli do spotkania ze mną niż ja z nimi. Starałam się od okresu gimnazjum, aby było to środowisko regresingowe, albo jakieś przebudzenie, mniejsza o to. Uważałam, że spotykanie się z "nierozwojowcami" jest mało obiecujące - chociaż i takie spotkania bywały, skoro miałam styczność z wieloma osobami przez okres szkoły. I tak trwało wiele lat, potrafiłam się umawiać, kończyło się na znajomości, lub zupełnie się urywało, bo relacja nie miała przyszłości. Najczęściej to ja wybrzydzałam, bo miałam dziwne upodobania, i "po prostu czułam, że to nie to. Mogło być fajnie, nawet były już te same poglądy, zainteresowania, duża wiedza, miło, sympatycznie...ale to nie było to. Jeżeli nie czułam tej osoby - tak ciepło, miło, fajnie, z subtelną ciszą i miłością duchową - to nie mogłam się angażować i próbować wchodzić głębiej.

Bywało tak, że nie spotykałam się z nikim nawet przez okres 3 lat. Nie chodziłam na spotkania, nie chciałam poznawać nikogo nowego, bo nie wierzyłam że ktoś odpowiedni się znajdzie. Najczęściej szukałam potencjalnych partnerów przez internet, bo moje wzorce były typowo ascetyczne, a alienacja dała mi w kość.

Znudziłam się i zawiodłam na wielu spotkaniach, dlatego w pewnej chwili przestałam szukać. Na spotkanie z obecnym partnerem, wyszłam wbrew sobie i czułam się jak emeryt. W wieku 22 lat, nie pamiętałam jak to jest na jakiejkolwiek randce i jak trzeba się zachować.

W sumie to śmieszne. Moje spotkania z "nierozwojowcami" doszczętnie mnie demotywowały i w zasadzie starałam się je uśmiercać w zarodku ; p
Gdy czułam, że to nie ma sensu, nie chciałam dawać złudnej nadziei.


Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-04-03, 19:42:35 »
Asiu,

specjalistą od związków nie jestem, ale myślę że nawet pomimo wywalanek można rozpoznać harmonię. Więc i bywa super, ale też wywalankowo. A po doczyszczeniu coraz coraz lepiej. Nie miałam na myśli, że zawsze musi wywalać po spotkaniu, a tym bardziej po wejściu w związek. Jeżeli ktoś ma lepsze intencje niż ja, od razu przyciągnie sobie super osobę i nie ma okrutnych przejść i wywalanek, a po prostu doświadcza tego co najlepsze. Jednak to się wiąże z dojrzałością. A to mój pierwszy związek i nie mam prawa od siebie wymagać, aby się znać i wiedzieć jak postępować. To nauka i wciąż nauka. Poznawanie siebie i drugiej osoby. Harmonia daje po prostu możliwości. Można to wykorzystać i pracować nad sobą, aby w pełni z tego korzystać, z pełną otwartością i miłością, albo się wycofać. Ciesze się, że dostałam szansę poznawania siebie i rozwoju - w związku dla mnie korzystnym i harmonijnym, niż w takim, w którym zawodziłam się i zniechęcałam.

Na różnym etapie życia możemy spotkać harmonizujące osoby, z odmiennym bagażem emocjonalnym, doświadczeniami.. Dlatego bywa różnie. Po doczyszczeniu wszystkiego co zaburza potencjalną harmonię, można cieszyć się na maxa i przejawiać to co było zablokowane. Na obecną chwilę tak to postrzegam.


hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-04-03, 18:56:57 »
BlackRose

"Zawsze Poznaję te właściwe osoby po subtelnych odczuciach jakie mam w sobie...przy kontakcie. Głównie jest to ogromny spokój, możliwość zachowania ciszy, ale i umiejętność prowadzenia rozmów bez końca oraz przyjemne ciepłe odczucia na sercu, które niekiedy podrywają do życia i radości. To taka rozchodząca się energia przyjemności. Wtedy wychodzi wszystko to, co jest sprzeczne z tą przyjemnością, czystym dopasowaniem, między osobami. "

Heh... przyznam, ze trochę mi wywaliło na ten tekst. Zaraz wyjaśnię :) dodam tylko teraz, ze jakoś Twoje wpisy wyciągają teraz ze mnie rzeczy, które jeszcze domagają się uzdrowienia. To dobrze, bo czas najwyższy :)

W tym "byłym związku" miałam właśnie te odczucia "ogromny spokój, możliwość zachowania ciszy,(...) oraz przyjemne ciepłe odczucia na sercu, które niekiedy podrywają do życia i radości. To taka rozchodząca się energia przyjemności." Nie było tylko umiejętności rozmowy. Prowadzenie rozmowy na żywo było na poziomie zero. W listach tez nie zawsze wychodziło.
 @#%^$ oczywiście teraz wywaliło mi kombinowanie - a jakby to było, gdybyśmy jednak nie spinali się tak wzajemnie i potrafili rozmawiać ;) Najlepsze, ze wtedy zakładałam, że były tak już ma, że jest taki milczący, nieśmiały czy co tam - i to generalnie akceptowałam. Było nawet fajnie pomilczeć... ale bez rozmowy się nie da.
Rozwaliło mnie potem kompletnie, rozłożyło na części pierwsze, kiedy okazało się, ze jednak potrafi, ze rozmawia, żartuje - czyli jak chce, to potrafi. Strasznie poleciało mi to wtedy po samoocenie. Teraz myślę, że po prostu strasznie się nawzajem i sami siebie blokowaliśmy - co wypływało w moim przypadku z pś leku przed nie akceptacją, odrzuceniem, poczuciem niższości. Co szczególnie blokowało byłego i czemu ze mną nie potrafił rozmawiać - prócz zaślepień negatywnych, jakie miał na mnie - tego nie wiem.

W tej chwili jednak najbardziej "uderzyło mnie" to końcowe zdanie Twojej wypowiedzi:
"Wtedy wychodzi wszystko to, co jest sprzeczne z tą przyjemnością, czystym dopasowaniem, między osobami." - czy chodzi o to, ze wtedy pod wpływem tych odczuć, energii, wywala na maxa, i dopiero jak się oczyści, zaczyna być naprawdę fajnie?
« Ostatnia zmiana: 2012-04-03, 18:59:16 wysłana przez hydrozagadka »

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-04-03, 17:43:12 »
Sama się temu dziwię, że mi tak wyszło - z moim poziomem traum i buddyjskiego pomieszania ; p

Clint, ciesze się ;)


Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-03, 17:37:32 »
BlackRose
Aż się miło robi jak się czyta takie posty jak ten ostatni :) Twoje posty o tym jak stworzyłaś fajny związek mimo różnych ograniczeń i oporów naprawdę inspirują i dodają mi nadziei :)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-04-03, 17:24:48 »
Przed obecnym związkiem dosłownie wariowałam. Próbowałam się przed nim podświadomie obronić, ale jak skoro tyle czasu robiłam modlitwy i Świadomie chciałam. Właśnie po tym zwątpieniu i pogodzeniu z życiem pojawiła się szansa na związek, a bardziej przymus związku. Wszystko to działo się odgórnie i było dla mnie irracjonalne. Takie niesamowite układy sytuacji, bez sensu nazywać, że zbiegi okoliczności. Po prostu czułam, ze tak musi być. Wiele z tego co się działo było sprzeczne z moimi wartościami i poglądami. Po prostu działo się, a ja gdzieś czułam że to jest właściwa droga i podporządkowywałam się temu, żeby nie powiedzieć, na ślepo. Pomimo tego, że tak szalałam i się bałam, walczyłam ze swoim dda, to i tak relacja potoczyła się własnym torem. Kiedy przyszło co do czego, okazało się, że jestem ofiarą i panicznie boję się tej możliwości związku. Ale jak już wspomniałam, wyjścia nie było, bo Bóg lubi sprawiać przyjemność i pokazywać lepsze możliwości i strony życia ; p

Zawsze Poznaję te właściwe osoby po subtelnych odczuciach jakie mam w sobie...przy kontakcie. Głównie jest to ogromny spokój, możliwość zachowania ciszy, ale i umiejętność prowadzenia rozmów bez końca oraz przyjemne ciepłe odczucia na sercu, które niekiedy podrywają do życia i radości. To taka rozchodząca się energia przyjemności. Wtedy wychodzi wszystko to, co jest sprzeczne z tą przyjemnością, czystym dopasowaniem, między osobami. Tak było i w moim przypadku. Ciężko i wyboiście, ale z akceptacją, bo uczucie wzięło górę. Poza tym wiem, że to ustawione przez "górę" i po prostu zaufałam. Dlatego tak pisałam o tym, że warto poddawać się prowadzeniu. To bardzo korzystne i wtedy mamy tę gwarancję, że stało się najlepiej, najkorzystniej i najbezpieczniej.

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-04-03, 14:53:45 »
Andżelika, wiem, o czym mówisz:)
"mimo wszystko lepiej czułam w tym trudnym i niespelnionym zwiazku, dlatego, ze wtedy czulam to glebsze spelnienie, ze jestem na swoim miejscu, tzn przy połówku. Wtedy wewnetrzna deprecha znikala, a ja zaczynalam się przejawiać, wychodzić ze skorupy przy nim. Pś dostawała sygnał: jeeeej już teraz mogę życ i sie cieszyc, byc szczesliwa:D Czulam sie podskórnie szczesliwa z samej obecności (....)"

To było właśnie to, co mnie trzymało przy moim byłym partnerze, póki jeszcze byliśmy ze sobą. To poczucie czegoś głębszego, bycia na swoim miejscu i niesamowitego przepływu między sercami, jak tylko się wyluzowaliśmy oboje (a to nie zdarzało się za często - częściej było albo otępienie/odcięcie, albo obustronne jazdy). Urok bycia z wysoko harmonijnym potencjalnie "aniołkiem", przy jednoczesnych wrednych kodowaniach "połówkowych" (nie jesteśmy pierwotnymi połówkami) i dość pokręconej karmie.

Wydaje mi się, ze tu chodziło właśnie o to, ze znów, po "czasie posuchy" odczułam harmonijne wibracje i przepływ miłości na poziomie kiedyś odczuwanym, jeszcze "aniołkowym" - i stąd trzymałam się byłego partnera przez jakiś czas wbrew rozsądkowi, wbrew jego zachowaniu, wbrew wszystkiemu (nawet jak już nie byliśmy oficjalnie ze sobą). Az wpędziłam się w ostrą nerwicę i wtedy w końcu powiedziałam "basta!".

W tej chwili jest coraz fajniej, przyjaźniej, spokojniej, każde układa sobie życie, ale nadal ze sobą współpracujemy, i dzięki tej współpracy (choć bywały zgrzyty) - sporo przepracowujemy z tego, co bruździło wcześniej. Tzn. na pewno jest tak po mojej stronie, nie będę się wypowiadać za byłego partnera :) W ten sposób, na spokojnie, w końcu przejawia się część harmonii. Nie wiem, jakby to było, jakbyśmy się teraz spotkali na żywo (tzn. jakie byłyby reakcje, np.: czy nadal byłoby napięcie i nadmierna kontrola, czy nie;), bo od półtorej roku się nie widzieliśmy, współpracujemy wirtualnie ;)

"Tylko, że zaraz po tym stawałam przed ścianą bo sie okazywało, że gdy z entuzjazmem chciałam cos robic, otwieralam się, to nie bylo to zupelnie zgodne z tym co chce partner. Z czasem zaczelam uważac, ze to on jest dla mnie przeszkoda, ze mnie ogranicza i dazyc do rozstania. Uwazalam, ze jak sie rozstaniemy to bede kwitla bez tej sciany, jaka stawia przede mna.  Ale zaraz potem okazywało się, że już mi na niczym innym nie zalezy. I takie kólko zamknięte."

Tez na tym się łapałam, na tym blokowaniu.

Zauważyłam jednak po upływie czasu, ze jednak rzeczywiście jest lepiej w wielu aspektach, po tym, jak się rozstaliśmy. Bardziej potrafimy rozmawiać. Mi wzrosła samoocena (popracowałam nad nią;). Zaczynam znów bardziej doceniać siebie i swoje zainteresowania, to że są ciekawe, a ja jestem inteligentna, interesująca i fajna. (to niestety było bardzo blokowane przez byłego, a i ja sama przy nim bardzo się ograniczałam, byleby go czymś nie urazić i nie zamknął się w sobie;). Co oczywiście i tak się nie udawało, bo jak pś obu osób obawia się jazd i na tym lęku się skupia, to te jazdy i tak będą :D

Znacznie też wyluzowałam po rozstaniu. Oczywiście, nieraz się łapałam na chęci np.: przytulenia się do niego i poczucia znów tego fajnego przepływu... ale już wiem, ze nie takim kosztem, jak wtedy. Tym bardziej, ze poznałam już dwie inne osoby, wyżej harmonijne, przy których podobny przepływ też bywa.  To udowodniło mojej podświadomości, ze nie ma co się ograniczać na jednego "byłego", bo wbrew jej obawom, istnieje więcej takich osób, które są nie tylko potencjalnie wysokoharmonijne, ale i w realnym życiu tu i teraz potrafią bardziej tę harmonię przejawiać, nie bronią się przed nią i nie mają zaślepionych jazd na moim punkcie :) (jak i ja nie mam takich jazd na ich punkcie, jak było z byłym).

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-03, 12:35:11 »
Wiesz Asia, paradoksalnie ja się chyba mimo wszystko lepiej czułam w tym trudnym i niespelnionym zwiazku, dlatego, ze wtedy czulam to glebsze spelnienie, ze jestem na swoim miejscu, tzn przy połówku. Wtedy wewnetrzna deprecha znikala, a ja zaczynalam się przejawiać, wychodzić ze skorupy przy nim. Pś dostawała sygnał: jeeeej już teraz mogę życ i sie cieszyc, byc szczesliwa:D Czulam sie podskórnie szczesliwa z samej obecnosci, choc bycie z polowka kojarzylo sie mojej pś jako istnienie, tylko istnienie obok, z dnia na dzien, a nie dzialanie w materii, czy jakies wspolne cele. Ja nadal nie rozumiem jak to w zwiazku mozna wspolnie dzialac, bawic, sie cos robic. To takie przeciez nie naturalne;P Tzn w zwiazku z polowka, ale tez idac dalej z takim super harmonijnym partnerem. Z tymi duzo mniej harmonijnymi mozna;)

Tylko, że zaraz po tym stawałam przed ścianą bo sie okazywało, że gdy z entuzjazmem chciałam cos robic, otwieralam się, to nie bylo to zupelnie zgodne z tym co chce partner. Z czasem zaczelam uważac, ze to on jest dla mnie przeszkoda, ze mnie ogranicza i dazyc do rozstania. Uwazalam, ze jak sie rozstaniemy to bede kwitla bez tej sciany, jaka stawia przede mna.  Ale zaraz potem okazywało się, że już mi na niczym innym nie zalezy. I takie kólko zamknięte.
Teraz do tego doszłam i odkrecam.
Zaczelam afkowac: milosc radosc i zabawa sa dla mnie bezpieczne niewinne w porzadku korzystne trzezwe i przytomne.
No i afki na rezygnacje z bycia ofiara, walki, konkurowania itp.
Na prawde to byl swietny wybor bo uderzylo w sedno.
« Ostatnia zmiana: 2012-04-03, 12:37:44 wysłana przez Laka »

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-04-03, 11:56:49 »
Laka

"Nie ma przypadków i to też coś pokazuję. Zastanawiam się co.
Spontanicznie przyszło mi, że nie wybaczenie sobie tego jakim się było kiedyś."

W moim przypadku by się to zgadzało. Chodziłoby zarówno o pełne wybaczenie sobie, ze się takim było, jak i zrozumienie dla reakcji drugiej strony, tej sprzed lat, na przykład na ciągłe moje przepraszanie za wszystko ;)

" Bo w moim przypadku te istoty nie mają intencji by to zmienić, uzdrowić u siebie, tylko wręcz odwrotnie, one jakby liczą, że mnie wciągną w to, a jak się okazuje, że nie ma opcji, to mnie odrzucają.
Możliwe, że to moje wzorce odrzucenia jeszcze tu działają. Albo jakieś karmiczne struktury: że jak ja chcę iść do Boga już, to ich stracę."

Cos w tym może być. U mnie - jeszcze nie wiem, jak to będzie w tym przypadku - za świeża znajomość :) Ten nowy znajomy sprawia co prawda wrażenie, ze chce zmieniać, ale "sprawiać wrażenie" można wielu rzeczy;))

"Czasem mówi się, żeby najpierw uzdrawiać sobie temat pracy, finansów, by mieć bazę, a potem dopiero związki. U mnie jest to tak połączone, że nie da się wg tej kolejności. "

Zgadzam się. U mnie też te tematy są tak zazębione, ze zawsze wychodziły mi razem i najlepiej się uzdrawiają, gdy działam w nich jednocześnie na obu frontach.

Dwa lata temu zakończenie ostatniego związku pociągnęło za sobą u mnie całkowity zjazd w kwestii finansów, sensu życia, pracy (strata stałej pracy - zlikwidowali cały zakład;)). Zaczęło się naprawiać jak popracowałam nad samooceną, odpuściłam sobie kompensację tejże samooceny wykonywaną pracą (lub zjazdy, kiedy był jej brak). Jeszcze nie jest w 100% tak, jakbym chciała - ale układa się mimo wszystko coraz lepiej :-) Warto bym to w końcu doceniła :D

"Nieodreagowany ten temat skutkował u mnie taką podskórną, depresją.
Zamknięciem na radość, przyjemność, bo nawet jeśli układało mi się dobrze w innych dziedzinach, to ja ciągle czułam bezsens i pustkę. Jakby te wszystkie dobre rzeczy nie miały znaczenia i nie były ważne."

To samo, dokładnie to samo.
« Ostatnia zmiana: 2012-04-03, 11:59:23 wysłana przez hydrozagadka »

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-03, 11:50:22 »
Nieodreagowany ten temat skutkował u mnie taką podskórną, depresją.
Zamknięciem na radość, przyjemność, bo nawet jeśli układało mi się dobrze w innych dziedzinach, to ja ciągle czułam bezsens i pustkę. Jakby te wszystkie dobre rzeczy nie miały znaczenia i nie były ważne.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-03, 11:37:12 »
Hydrozagadka

To właśnie jest ciekawe zjawisko, gdy samemu się wyjdzie z jakiegoś pułapu, a potem przyciąga partnera( w moim przypadku nie tylko partnera, ale tez np dziewczynę"prawie połówke", jakieś bardzo bliskie istoty, które są takie jak ja kiedyś.
Nie ma przypadków i to też coś pokazuję. Zastanawiam się co.
Spontanicznie przyszło mi, że nie wybaczenie sobie tego jakim się było kiedyś. Choć nie czuję bym sobie nie przebaczyła.
Mozliwe, że to glębiej siedzi. Bo w moim przypadku te istoty nie mają intencji by to zmienić, uzdrowić u siebie, tylko wręcz odwrotnie, one jakby liczą, że mnie wciągną w to, a jak się okazuje, że nie ma opcji, to mnie odrzucają.
Możliwe, że to moje wzorce odrzucenia jeszcze tu działają. Albo jakieś karmiczne struktury: że jak ja chcę iść do Boga już, to ich stracę.

To co piszesz o uciekaniu w sztukę, w pracę, rekompensowanie sobie braku miłości, to ja tak mam.
Właśnie gdy czułam porażkę w związku z połówkiem, to zaczynałam sobie rekompensować, gdy już się trochę otrząsnełam: bogactwem, innymi partnerami, sztuką, pracą, towarzystwem do aniołkowych zabaw.  Często moja praca polegała na byciu artysta, na różne sposoby. Zajmowało mi to całe życie. Tylko sztuka i nic innego nie zostawało.
Dlatego w tym wcieleniu boje się sztuki, bo mam ps przekonanie, że to musiałoby zdominować całe moje życie, ze wszystkiego innego musiałabym zrezygnować, by być dobra( trochę jak baletnice). Nie ma tam juz miejsca na inne przyjemnosci, zabawe, rozwijanie innych talentow, to pochłania cała uwagę i czas. Daltego do sztuki i moich talentów podchodzę "na pół gwizdka", ograniczam się bardzo.
Dla mnie teraz praca to rezygnacja ze związku, z miłości i bliskości, całkowite oddanie.

Czasem mówi się, żeby najpierw uzdrawiać sobie temat pracy, finansów, by mieć bazę, a potem dopiero związki. U mnie jest to tak połączone, że nie da się wg tej kolejności. Więc nie jest to reguła.

« Ostatnia zmiana: 2012-04-03, 11:49:03 wysłana przez Laka »

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-04-03, 11:35:57 »
Laka - "Bo ps stwierdziła, że moje zycie nie ma sensu i już nie będzie miało. Więc wszystko jest nieważne. Nie dało się ominąć." - podobne elementy mi wychodzą od jakiegoś czasu. Trochę juz tego puściłam, ale nadal nie do końca. Jeszcze wczoraj, jak mi wywaliło, to wyłam z rozpaczy przez jakieś 15 minut, potem sobie to odliczyłam i przyszła ulga. Czuję jednak, ze to nadal nie wszystko :/

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-04-03, 11:34:15 »
Tristen - jak pamiętam Twoje zdjęcie, to fakt - wydawałeś mi się karmicznie znajomy. Pierwsze skojarzenia - z jakiś bohem artystycznych ale może było i coś więcej. Jakieś wzajemne smętno-znieprzytamniające klimaty.

Na marginesie - ja nie oskarżam swojej pś o te blokady, lecz podświadomie oskarżam nieudane związki (i w ogóle pierwszy pomysł wejścia w takie relacje) o te blokady na radość i tworzenie.

Z drugiej strony, świadomie wiem, ze wcześniej twórczością kompensowałam sobie brak otwarcia na związki. Potem zaś, jak pierwsza taka poważniejsza relacja mi nie wyszła, a sztuka mego byłego partnera mi nie zwróciła - obraziłam się dodatkowo na sztukę :D Miałam bowiem w pś zakodowane przekonanie, że ta ma sztuka jest wartościowa, kiedy przyciąga do mnie miłość osób, których miłości pragnę ;)

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-04-03, 11:28:03 »
BlackRose - "Dobry partner jest jak lustro w którym się odbijamy. Taki związek pozwala oczyścić wszystko co nie jest zgodne z harmonią. To ta harmonia napędza rozwój i zmiany, daje możliwości rozwoju. Z wzajemną pomocą może być tylko przyjemniej i lepiej."

To wiem. Gorzej, jak to nie jest dobry partner lecz taki, który zaprzecza istnieniu harmonii (która bywa), jest zamknięty na większość pozytywnych rzeczy, a kocha się skupiać na negatywach. Taki partner wg mnie pokazuje, co mamy nie uzdrowione w sobie, ale nie tyle wspomaga uzdrawianie, co wywalanie tego na zewnątrz. Bolesne najczęściej. I wiąże się z pakietem niskiej samooceny u osoby, która na takiego partnera trafia (ja tak miałam - bo jeszcze 2-3 lata temu miałam cholernie niską samoocenę związkową.)

Teraz widzę różnicę - w swoim zachowaniu, w swoim postrzeganiu, w tym, co dopuszczam do siebie. Ostatnio przyciągnęłam mężczyznę, który generalnie jest ok - potrafi rozmawiać, jest uważny, widać, ze jest ciepły i nie wstydzi się różnych życzliwych gestów czy słów - ale jednocześnie ma pakiet dużych obciążeń emocjonalnych, które sprawiają, ze w pewnym stopniu zachowuje się jak ja sama te 2-3 lata temu. Ciekawe odwrócenie sytuacji.

"zaryzykuj, Bóg wie co najlepsze i podeśle to w chwili największej dojrzałości i gotowości. Sama się o tym przekonałam, że nic nie pozostaje bez odpowiedzi. Nie zostajemy zapomniani, skoro o coś prosiliśmy, to jedynie kwestia czasu. "

Ja "ryzykuję" cały czas :) Chodziło mi tylko o te obawę, o tendencję, którą widzę u siebie - że próby odpuszczenia nadmiernego skupienia uwagi na czymś wiążą się u mnie z automatycznym znieczulaniem i otępianiem. To mi się nie podoba i chcę się tego pozbyć :)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-04-03, 08:45:42 »
Dobry partner jest jak lustro w którym się odbijamy. Taki związek pozwala oczyścić wszystko co nie jest zgodne z harmonią. To ta harmonia napędza rozwój i zmiany, daje możliwości rozwoju. Z wzajemną pomocą może być tylko przyjemniej i lepiej.

Hydrozagadka,

zaryzykuj, Bóg wie co najlepsze i podeśle to w chwili największej dojrzałości i gotowości. Sama się o tym przekonałam, że nic nie pozostaje bez odpowiedzi. Nie zostajemy zapomniani, skoro o coś prosiliśmy, to jedynie kwestia czasu.