Nie jestem zwolennikiem komplikowania spraw, ale. Karma zaklada rowniez "zasluge karmiczna", czyli "dobra karme". To znaczy, ze mozemy doznawac radosci i przyjemnosci realizujac nasze talenty karmiczne, a takim moze byc np. malowanie. Moze nie jest to tak czysta radosc jak wtedy, gdy wyrazamy nasza "najprawdziwsza" nature, poza karma - nie wiem, troche teoretyzuje, ale w sumie to istotne. Laczy sie zreszta z pytaniem, ktore Ci niedawno zadalem. Bo tutaj pojawia sie tez kwestia: po co uwalniac sie od dobrej karmy? Przyjemniej dac sie jej zrealizowac.
Pamiętam o tym poście, ale nie czuję tego czegoś jeszcze, a nie chcę pisać z wyobrażeń, czy wiedzy opartej na wyobrażeniach. Ostatnio to lepiej widzę u siebie, gdy wiedza pochodzi, bo coś widzę, i gdy jakaś wiedza pochodzi z wyobrażeń, które z kolei oparte są na tym, że czegoś nie widzę tak naprawdę.
Na dzień dzisiejszy nie czuję, żeby karma dobra czy zła się różniła wiele. Co innego się dostaje, ale... przyjemne zdarzenia w życiu równie dobrze mogą wynikać z tego, że jest manifestacja aspektów rzeczywistych w nas, ktoś ma zintegrowaną miłość, i to będzie się odbijać jak w lustrze w jego życiu. To nie oznacza, że to musi być dobra karma.
Ja wierzę w coś takiego, że nie jest tak, że albo w całości się jest w karmie, albo nie. Z tego, co widzę, pewne obszary mogą być w karmie, a inne już w boskim planie.
Nie czuję po prostu takich pojęć jak dobra karma czy zła karma. Wiadomo, że dobrą karmą nazywa się, gdy komuś zdarzają się fajne rzeczy w życiu, a złą nieprzyjemne. Ale z tego, co widzę, z tych pętli, kokonów, to albo może realizować się ta pustka, wtedy życie będzie pokazywać tą pustkę, np. coś będzie w życiu odchodzić, miłość, zdrowie, dostatek, znikać z życia - wtedy można to nazwać złą karmą, albo jak dusza nazbiera substytutu, zakryje tą pustkę, wtedy ten substytut będzie się odbijał w życiu, wtedy może pojawić się w życiu coś fajnego - wtedy można nazwać to dobrą karmą. Jednak to fajne trzeba ciągle utrzymywać, czyli działać tak, żeby gromadzić ten substytut. Można nazwać to tworzeniem dobrej karmy. Zachowujemy się dobrze, traktujemy innych dobrze itd., na siłę, w intencji dobrej karmy. Ale to bazuje cały czas na braku, na nieświadomości, że nie musimy tego robić niejako na siłę, bo gdzieś tam pod tą pustką jest pełnia, która może sama się manifestować. I kiedyś nastąpi i tak wejście w tę pustkę, i trzeba będzie się z nią skonfrontować. To dla mnie właśnie te tzw. ciemne noce duszy itd.
Więc zgodnie z tym moim widzeniem karmy na dzień dzisiejszy, czy dobra karma, czy zła, obie bazują na odcięciu się od siebie prawdziwego. I obie podtrzymują tę separację. I obie tak naprawdę szkodzą w pewnym sensie w otwarciu się na siebie prawdziwego.
Po co żyć w kłamstwie? Po co żyć w iluzji siebie? Okłamywać siebie? Po co zachowywać się dobrze na siłę, jeżeli dobre zachowanie może po prostu samo się manifestować w nas? Być wyrazem nas prawdziwych.
Jeśli chodzi o talenty karmiczne, nie bardzo obecnie potrafię to powiązać z karmą. Czy coś, co się nauczyłem, oznacza, że to zdolność karmiczna? Na razie nie czuję tego. Można się czegoś nauczyć i tyle, czy to musi być karmiczne, na razie nie czuję tego.