Autor Wątek: Kwestia duszy i rozwoju  (Przeczytany 37689 razy)

Ola

  • Gość
[#]   « 2013-08-20, 17:56:12 »
Ja na dzien dzisiejszy (a zmieniaja mi sie wglady szybko) widze te dobra karmę ciagle jako karmę, czyli uwarunkowanie. Im bardziej przyjemna tym bardziej rozprasza. Można sobie przystanac, poczuc sie milo. Jeszcze bardziej warto przekroczyć. Chyba zależy co jest naszym celem, czy przyjemność czy wyjscie poza uwarunkowania.

matek

  • Gość
[#]   « 2013-08-20, 15:33:57 »
Marcin,

sprawa wyjasniona:)

Cytuj
przyjemne zdarzenia w życiu równie dobrze mogą wynikać z tego, że jest manifestacja aspektów rzeczywistych w nas, ktoś ma zintegrowaną miłość, i to będzie się odbijać jak w lustrze w jego życiu. To nie oznacza, że to musi być dobra karma.

No wlasnie, doszlo do mnie, ze to, co czesto nazywa sie "dobra karma" to po prostu "czysta karma" w danej dziedzinie, czyli wlasciwie jej brak. Karma tym lepsza, im jej mniej.

Cytuj
Jednak to fajne trzeba ciągle utrzymywać, czyli działać tak, żeby gromadzić ten substytut. Można nazwać to tworzeniem dobrej karmy.

Doswiadczenie by to potwierdzalo. Rzeczywiscie mozna sobie duzo rzeczy stworzyc, przyciagnac, ale dopoki jest to "zakrywanie pustki", to predzej czy pozniej dobra karma sie "wypali" a my budzimy sie z przyslowiowa "reka w nocniku";)
Faktem jest jednak, ze jesli karma jest zbyt "ciezka" w danym temacie, to praktycznie w ogole nie mozna nic "pozytywnego" tam zrealizowac, albo jest to okupione duza cena (najczesciej zdrowiem).

Cytuj
Jeśli chodzi o talenty karmiczne, nie bardzo obecnie potrafię to powiązać z karmą. Czy coś, co się nauczyłem, oznacza, że to zdolność karmiczna? Na razie nie czuję tego. Można się czegoś nauczyć i tyle, czy to musi być karmiczne, na razie nie czuję tego.

Jesli chodzi o "talenty" karmiczne to przyszlo do mnie, ze czesto najwieksi geniusze placa bardzo wysoka cene za swoj talent. Ha, zreszta to juz archetypowy "geniusz": skolatane nerwy, nadwrazliwosc, zyciowe traumy itd. Poza tym, moze te ich "karmiczne talenty" sa jakims odbiciem ich prawdziwych, ale wykorzystuja je najczesciej do napompowania ego (to tez zawiera sie w klasycznej postaci geniusza: zadufany w sobie, przekonany o wlasnej wielkosci, wyjatkowosci i starajacy sie to potwierdzic na kazdym kroku).

W koncu, jesli ktos realizuje Siebie prawdziwego, jesli jest to wyraz milosci do prawdziwego Siebie (czyli Milosci), to cieszy sie po prostu aktem tworzenia, ekspresja. Nie bedzie zwracac uwagi np. na recenzje krytykow itp;)

Dzieki za rozjasnienie sprawy.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-20, 15:32:25 »
Cytuj
Cytat: Mateusz w 2013-08-19, 21:47:22
T
Ja już nie chcę omijać, przekraczać, wychodzić poza karmę, bo gorzko się rozczarowałem. To było za wcześnie jak na mój poziom.
Cytuj
A na czym polegało to przekraczanie karmy

Odp:

Były takie różne praktyki odcinania się od karmy, wizualizacje wznoszenia się ponad karmę. Można być niedaleko od oświecenia i żyć w cudownym świecie wysokich wibracji nie chcąc zniżać się do niskich wzorców, problemów (do swojej nieuzdrowionej karmy), przecież przyjemniej świadomie wybrać wysokie stany. To coś w rodzaju współczesnego myślenia (pseudo)pozytywnego - zawsze myśl tylko pozytywnie.
I kiedy osoba bliska oświecenia chciała sobie trochę podoświadczać w związku, napłodziła dzieci, które z trudem mogła utrzymać, zleciała ze swojej wysokości złoszcząc się i buntując dlaczego ją to wszystko spotyka: cierpienie, niepowodzenia, męcząca praca, złe samopoczucie. Do tego to poczucie bezradności: dlaczego, jak do tego mogło dojść?
« Ostatnia zmiana: 2013-08-20, 15:38:01 wysłana przez Mateusz »

Martinus

  • Wiadomości: 313
  • Płeć: Mężczyzna
    • Terapia Duszy
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-20, 14:19:43 »
Nie jestem zwolennikiem komplikowania spraw, ale. Karma zaklada rowniez "zasluge karmiczna", czyli "dobra karme". To znaczy, ze mozemy doznawac radosci i przyjemnosci realizujac nasze talenty karmiczne, a takim moze byc np. malowanie. Moze nie jest to tak czysta radosc jak wtedy, gdy wyrazamy nasza "najprawdziwsza" nature, poza karma - nie wiem, troche teoretyzuje, ale w sumie to istotne. Laczy sie zreszta  z pytaniem, ktore Ci niedawno zadalem. Bo tutaj pojawia sie tez kwestia: po co uwalniac sie od dobrej karmy? Przyjemniej dac sie jej zrealizowac.

Pamiętam o tym poście, ale nie czuję tego czegoś jeszcze, a nie chcę pisać z wyobrażeń, czy wiedzy opartej na wyobrażeniach. Ostatnio to lepiej widzę u siebie, gdy wiedza pochodzi, bo coś widzę, i gdy jakaś wiedza pochodzi z wyobrażeń, które z kolei oparte są na tym, że czegoś nie widzę tak naprawdę.

Na dzień dzisiejszy nie czuję, żeby karma dobra czy zła się różniła wiele. Co innego się dostaje, ale... przyjemne zdarzenia w życiu równie dobrze mogą wynikać z tego, że jest manifestacja aspektów rzeczywistych w nas, ktoś ma zintegrowaną miłość, i to będzie się odbijać jak w lustrze w jego życiu. To nie oznacza, że to musi być dobra karma.

Ja wierzę w coś takiego, że nie jest tak, że albo w całości się jest w karmie, albo nie. Z tego, co widzę, pewne obszary mogą być w karmie, a inne już w boskim planie.

Nie czuję po prostu takich pojęć jak dobra karma czy zła karma. Wiadomo, że dobrą karmą nazywa się, gdy komuś zdarzają się fajne rzeczy w życiu, a złą nieprzyjemne. Ale z tego, co widzę, z tych pętli, kokonów, to albo może realizować się ta pustka, wtedy życie będzie pokazywać tą pustkę, np. coś będzie w życiu odchodzić, miłość, zdrowie, dostatek, znikać z życia - wtedy można to nazwać złą karmą, albo jak dusza nazbiera substytutu, zakryje tą pustkę, wtedy ten substytut będzie się odbijał w życiu, wtedy może pojawić się w życiu coś fajnego - wtedy można nazwać to dobrą karmą. Jednak to fajne trzeba ciągle utrzymywać, czyli działać tak, żeby gromadzić ten substytut. Można nazwać to tworzeniem dobrej karmy. Zachowujemy się dobrze, traktujemy innych dobrze itd., na siłę, w intencji dobrej karmy. Ale to bazuje cały czas na braku, na nieświadomości, że nie musimy tego robić niejako na siłę, bo gdzieś tam pod tą pustką jest pełnia, która może sama się manifestować. I kiedyś nastąpi i tak wejście w tę pustkę, i trzeba będzie się z nią skonfrontować. To dla mnie właśnie te tzw. ciemne noce duszy itd.

Więc zgodnie z tym moim widzeniem karmy na dzień dzisiejszy, czy dobra karma, czy zła, obie bazują na odcięciu się od siebie prawdziwego. I obie podtrzymują tę separację. I obie tak naprawdę szkodzą w pewnym sensie w otwarciu się na siebie prawdziwego.

Po co żyć w kłamstwie? Po co żyć w iluzji siebie? Okłamywać siebie? Po co zachowywać się dobrze na siłę, jeżeli dobre zachowanie może po prostu samo się manifestować w nas? Być wyrazem nas prawdziwych.

Jeśli chodzi o talenty karmiczne, nie bardzo obecnie potrafię to powiązać z karmą. Czy coś, co się nauczyłem, oznacza, że to zdolność karmiczna? Na razie nie czuję tego. Można się czegoś nauczyć i tyle, czy to musi być karmiczne, na razie nie czuję tego.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-20, 08:53:37 »
Cytuj
Karina zrobiłem wgląd w Twoją duszę odnośnie tego, co napisałaś. Najpierw tu wkleiłem, ale koleżanka mi zasugerowała, że to chyba nie jest dobry pomysł, więc wykasowałem i wysłałem w prywatnym poście :).

Dzięki :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-08-20, 08:27:25 »
T
Ja już nie chcę omijać, przekraczać, wychodzić poza karmę, bo gorzko się rozczarowałem. To było za wcześnie jak na mój poziom.


A na czym polegało to przekraczanie karmy?


Ja sobie jeszcze przypominam jak mi ciągle powtarzano i wmawiano- masz  ciężką karmę więc musisz mieć ciężkie życie, nie da się inaczej. I uwierzyłam że tak musi być.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-08-20, 08:24:54 »
Osobiście jestem zwolennikiem podejścia, że sam kreuje swoje życie - swoimi obecnymi wyborami i wpływem przeszłych, które wciąż działają. I niczego nie muszę - nie muszę zadośćuczynić, nie muszę się karać czy realizować konkretnych planów na moje życie. Sam decyduje o tym jak chce żyć i jaki kształt nadać swojemu życiu. Świat gwarantuje nam nieograniczone pole do popisu, a my możemy sobie żyć w taki sposób, jaki nam odpowiada - to jest właśnie prawdziwa wolność.

Dla mnie prawdziwym przełomem było poczucie, że dla Boga nie ma znaczenia jak ja żyje i co osiągam, w jakim tempie. Nie muszę gnać na złamanie karku ku oświeceniu, zresztą to nic nie daje. Pośpiech odcina nas od prawdy. Poczułem, że mogę się swobodnie nacieszyć materialnym światem, prostymi rzeczami, których sobie odmawiałem całymi wcieleniami. Mogę się skupić na rozwoju rzeczy bezużytecznych z punktu widzenia rozwoju duchowego i to jest też w porządku. Mogę poświęcić całe życie różnym rzeczom, które niekoniecznie zbliżą mnie do oświecenia i to też jest w porządku. Mam nieskończenie wiele czasu. Mogę wszystko i realnie nic nie tracę.

To nie zmienia faktu, że i tak chce wybierać jak najkorzystniej dla siebie, ale dobrze jest to robić z poziomu serca, a nie przymusu czy jakiejś nerwicy rozwojowej.

matek

  • Gość
[#]   « 2013-08-20, 01:48:58 »
Martinus,

Cytuj
Gdy np. maluję dla przyjemności, doświadczam totalnej radości wtedy, czy odgrywam karmę? Nie, przejawiam, urzeczywistniam coś w sobie, pasję, radość itd. To jest boski plan.

Nie jestem zwolennikiem komplikowania spraw, ale. Karma zaklada rowniez "zasluge karmiczna", czyli "dobra karme". To znaczy, ze mozemy doznawac radosci i przyjemnosci realizujac nasze talenty karmiczne, a takim moze byc np. malowanie. Moze nie jest to tak czysta radosc jak wtedy, gdy wyrazamy nasza "najprawdziwsza" nature, poza karma - nie wiem, troche teoretyzuje, ale w sumie to istotne. Laczy sie zreszta  z pytaniem, ktore Ci niedawno zadalem. Bo tutaj pojawia sie tez kwestia: po co uwalniac sie od dobrej karmy? Przyjemniej dac sie jej zrealizowac.


Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-20, 00:01:13 »
Czuję, że z karmą to jest tez tak, że należy zadośćuczynić.
Przynajmniej tak wypada :)
I tu mam problem. Bo jeżeli takie na przykład strzygi ( wiem, że to może jest upierdliwe, but . . .  ;)  ), jako takie swoiste "Maszyny do siania spustoszenia", wcielaja się ponownie, a przecież karma to karma  i  odcierpieć za swoje muszą :))), no tak , ale czy one mają duszę ???
Czy to tylko bezemocjonalne prawo karmy powoduje, ze przejdą przez to, co wynika z tego co narozrabiały ?
Bo dusza tu w tym przypadku nie ma udziału .

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-19, 22:55:46 »
Davvidia
Cytuj
ojciec nie musi stać już w Twoim polu w roli...

Do tego dążę, już mi wystarczy. Oczywiście nie walczę, bo to jeszcze mocniej wiąże. Dostałem szansę uzdrowienia z nim karmy. Do tańca trzeba dwojga; kiedy ja nie jestem już zainteresowany, zmieniłem swoje wzorce, to on wie, że jeśli chce dalej pełnić taką rolę, jak do tej pory musi sobie znaleźć do niej kogoś innego.

Davvidia

  • Wiadomości: 499
  • Płeć: Kobieta
    • http://www.podlasem.manifo.com
  • Regresja EFT Trener, NLP Coach zaśw. MEN
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-19, 22:14:58 »
Mateusz,

ojciec nie musi stać już w Twoim polu w roli... Rodzice to nasze najgłębsze wzorce i dlatego tak to jest zmontowane, żeby nie uciec szybko od siebie ;) tylko niestety musimy na nich patrzeć, czyli na swoje lustro głębokich energii.
Moja kolezanka która jest dosyć swiadoma opowiadała mi jak to chciala uciec od rodziny i wyprowadziła się do innego miasta. Tylko jak kazdy z nas, uciekła ze swoim POLEM energetycznym :) i mówi do mnie: wiesz, siedze w firmie i patrze jak ludzie z którymi pracuje odgrywają mi role. Widze matke, ojca, brata itd .. :)
Zatem jak zmienisz pole, to wchodzą w nie już inne role ...

matek

  • Gość
[#]   « 2013-08-19, 21:59:52 »
Walka z karma, silowanie sie, zeby z niej wyjsc, z pewnoscia skutkow nie da, jedynie wzmocni nasze uwiklanie.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-19, 21:47:22 »
To wszystko co piszecie o karmie jest prawdą z boskiego poziomu. Z niego wiele rzeczy jest sztucznych które na drodze do oświecenia zanikają bądź są transformowane. Jeśli np. uwolnisz emocje, zniknie ciało astralne. itd.
Karma oczywiście okaże się sztucznym tworem, kiedy wyjdzie się poza karmę, kiedy człowiek jest tak wysoko w wibracjach, że już nie podlega karmie.

Póki co, karma jest, jaka by nie była sztuczna, urojona. Z karmą trzeba coś zrobić. Nie mówię, że karmę trzeba odpracowywać co do joty. Ale jakoś rozmontować ją trzeba.
Ja już nie chcę omijać, przekraczać, wychodzić poza karmę, bo gorzko się rozczarowałem. To było za wcześnie jak na mój poziom.

Nie tak dawno dostałem info, że dusza/PS ojca szuka sobie na następne wcielenie kogoś innego na moje miejsce. Po intensywnym uzdrawianiu relacji z nim, nie pasuję do jego oczekiwań, które do tej pory świetnie spełniałem. Można powiedzieć, że tutaj wyszedłem z karmy.
Co ciekawe ojciec od tego właśnie czasu zachowuje się wobec mnie zupełnie inaczej niż do tej pory, choć nic mu nie mówiłem o moim odczuciu. Tak jakbym mu już nie był przydatny do jego celów.

Martinus

  • Wiadomości: 313
  • Płeć: Mężczyzna
    • Terapia Duszy
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-19, 21:28:09 »
A co ciekawsze, to stwierdzam, że moje serce nie ma problemu z przyjęciem miłości, natomiast mają problem z przyjęciem (nie wiem jak to nazwać) trzewie, moje trzewie, albo mi przychodzi do głowy nazwa z WWH mózg ciała. Coś to komuś mówi ?

Karina zrobiłem wgląd w Twoją duszę odnośnie tego, co napisałaś. Najpierw tu wkleiłem, ale koleżanka mi zasugerowała, że to chyba nie jest dobry pomysł, więc wykasowałem i wysłałem w prywatnym poście :).
« Ostatnia zmiana: 2013-08-19, 21:34:17 wysłana przez Martinus »

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-19, 20:48:16 »
A co ciekawsze, to stwierdzam, że moje serce nie ma problemu z przyjęciem miłości, natomiast mają problem z przyjęciem (nie wiem jak to nazwać) trzewie, moje trzewie, albo mi przychodzi do głowy nazwa z WWH mózg ciała. Coś to komuś mówi ?