Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 640306 razy)

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-04-23, 12:36:32 »
czwarty dzień siedzę w domu nie wychodząc nigdzie po tym zabiegu laserowym. nadal wyglądam jak lampart w czerwone centki i na domiar złego koło ust pojawiło mi się coś dużego ropnego co nie chce wyjść -obawiam się, ze będzie się paprać i paprać a laser spowodował ze wyszło to na wierzch, nie wiem skąd bo nie wyczuwałam tego pod spodem i bardzo mnie to martwi. gdybym wiedziala ze usiedzenie w domu i patrzenie w lustro będą tak ciężkie to bym się chyba na to nie zdecydowała. Kurcze, martwię się, ze nie zagoi się i będę wyglądać gorzej niż przed zabiegiem.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-04-22, 12:08:16 »
Dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Ziemi, oddajmy jej hołd

http://vimeo.com/18434122

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2013-04-22, 09:23:52 »
Clint, fajnie że ci popuszczało :))

nie było mnie, ale Krzysiek mi mówił, że "klimat był jak za dawnych dobrych czasów, na zajęciach u Leszka", więc pewnie się wszyscy dobrze bawiliście :).

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-04-22, 00:40:42 »
Ale mi fajnie po dzisiejszych warsztatach u Leszka, szczególnie po końcowej wizualizacji, gdzie puszczaliśmy różne obciążenia w kwestiach bogactwa i gdzie w pewnym momencie ruszył mi się dość ostro pewien istotny temat.

Moja pś wciąż, mimo 4 lat ostrego rycia była przywiązana do tych wszystkich duchowych ról, klimatów i zasad. A mi się pojawiła taka wizja, jak Bóg ma dla mnie proste, szczęśliwe, bogate życie u boku ukochanej, ale to się kłóciło z tym całym pomysłem pś na bycie wielkim guru, mistrzem uwielbianym przez tłumy, ukochanym przez Boga ascetą, itd. No i poczułem w pewnym momencie, że zaraz... od setek wcieleń jak nie dłużej bawię się w ten cyrk i co z tego mam? Zdarzało mi się być jakimś ważnym guru, manipulowałem tłumami i miałem uznanie, podziw, władzę i co mi z tego wyszło? Tylko mnóstwo obciążeń i niespełnienia w tym, co rzeczywiście ważne.

A tu z drugiej strony możliwość bycia szczęśliwym, spełnionym z dala od tych cyrków. Poczułem, że już samo bycie z moją ukochaną jest tak cudowne, że jest warte puszczenia tego wszystkiego w cholerę, a co dopiero jak tu dorzucić jeszcze materialne sukcesy w kwestiach pracy, pieniędzy, zainteresowań, itp. No i w tym momencie poczułem coś w stylu "a pieprzyć te pseudorozwojowe cyrki" - zobaczyłem jakbym na czubku głowy miał coś w rodzaju białej korony symbolizującej moją duchową wyższość, mistrzowatość i inną zajebistość. Zrzuciłem to świecidełko i odetchnąłem z ulgą.

Ledwo liznąłem tej karmy guru w praktyce, bo w gruncie rzeczy nie zostałem jeszcze żadnym oficjalnym nauczycielem i nie zebrałem sobie grupki uczniów zapatrzonych we mnie jak w obrazek, ale chyba raczej nie będę się w tym realizował w praktyce, prędzej wolałbym to sobie odreagować na sucho. Ile można w tym tkwić? Chciałbym się pospełniać w czymś, co nie jest przesiąknięte duchowością bezpośrednio, bo czuje spory przesyt. Wolałbym się skupić na tym, że Bóg jest i przejawia się także w wielu innych sferach, a nie tylko w rozwoju.

Jakoś mi tak po tym wszystkim zwiększyła się przestrzeń dla mojego przejawiania się i mam większy luz do ludzi w sensie, że mam bardziej w tyłku co o mnie sądzą. Skoro nie muszę już zgrywać wielce uduchowionego, doświadczonego guru to mam w czterech literach co sądzą o moim uduchowieniu inni. Partnerkę też przestałem podświadomie presjonować na to, żeby się w końcu wzięła za ten rozwój i dałem jej wolność i przestrzeń. Się zainteresuje bardziej to się zainteresuje. A jak nie, to nie. Nieważne. Dopóki jest nam ze sobą dobrze to jest dobrze, co ja się będę przejmował i uzależniał swoje szczęście od głupich wyobrażeń? Szczególnie jeśli ona sobie świetnie radzi z wieloma rzeczami i wyszła z większego bagna niż ja, bez użycia żadnych technik. Ludzie się rozwijają po swojemu, kto powiedział, że to musi być w formie afirmacji i regresingu od razu?

Jakoś czuję, że rozwój mi starczy jako narzędzie do osiągania konkretnych celów i nic więcej, a nie jakiś kurna wyższy sens istnienia czy inna podstawa życia. Albo te całe oświecenie sroświecenie. No Boże. Się oświecę to się oświecę, cokolwiek to znaczy tak naprawdę. Wiem, że chce być szczęśliwy, że chce mieć cudowny związek i go rozwijać sobie, że chce mieć fajną pod wieloma względami pracę, nadmiar swoich pieniędzy, dobre i przyjemne relacje z ludźmi, coraz lepszy kontakt z sobą i Bogiem, coraz większe i swobodniejsze możliwości przejawiania się, itp. itd. Tyle jest jeszcze do zrobienia z rzeczy, które JA chce i które uważam za słuszne i korzystne, więc co mi nastawianiu się na jakieś abstrakcyjne oświecenie? Co mi po próbach przeskoczenia tych moich potrzeb czy innego ominięcia ich, żeby tylko szybciej osiągnąć to cudowne oświecenie i mieć już wszystko z głowy i poczucie bezpieczeństwa, że teraz to już nic mi się złego nie stanie i nie upadnę nigdzie?

Uważam, że w rozwoju powinno się stawiać sobie swoje własne cele (można i należy je konsultować ze swoim WJ), a nie jakieś tam odgórne, które powinno się czy które świadczą o wysokich ambicjach duchowych, itd. jak ktoś się rozwija głównie po tym, aby np. mieć fajny, czysty energetycznie seks to jest to ok, nawet jak stanowi główną motywację! Cele można sobie potem dodawać czy zmieniać wedle potrzeb, ale nie ma się zmuszać do tego, aby stawiać sobie oświecenie jako cel nadrzędny, bo zaraz się załącza setka wyobrażeń co to oznacza i co za tym idzie. I często potem taka osoba to sobie może długo pomarzyć o tym fajnym seksie, no bo przecież asceza jedyną słuszną drogą rozwoju czy coś :D A szybciej by ta asceza odpadła, gdyby nie było niepotrzebnego parcia na oświecenia i inne szmery bajery.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2013-04-21, 21:58:14 »
Lynd
Zwracając się do Ingi, miałem przede wszystkim na celu zainspirowanie jej. To, że wyciągam z tego wnioski, jest wtórne, ale jest bardzo dobrą rzeczą której nie muszę się wstydzić.

Inga
Wniosek taki z tego, że lepiej do Ciebie się nie zwracać, dopóki znajdziesz się w lepszym stanie. Tylko gdyby wszyscy wyciągnęli takie wnioski, zostałabyś sama bez wsparcia z zewnątrz.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-04-21, 21:28:14 »
Inga
To że się odezwałem do Ciebie i napisałem to co Ci napisałem, jest oznaką życzenia Ci dobrego :))


Tylko że ja po tym dobrym życzeniu w nocy miałam 3 koszmary.
I dlatego nie wierzę że to było dobre życzenie.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-04-21, 20:29:12 »
I mając świadomość tego i akceptując to nie da się nikogo przesladowac duchową inspiracją.
To nie kwestia tego czy osoba mówiąca ma tę świadomość, tylko tego czy ma ją osoba słuchająca. Jeśli jej nie ma, może poczuć się prześladowana i poczuć się gorzej. I zamiast inspiracji będzie zdołowana.
Cytuj
Mam lepszy  dzień, postanowiłem odezwać się z inspiracją i na pewno wyciagne coś dla siebie z tej rozmowy.
Pytanie, co wyciągnie z niej Twoja rozmówczyni. I tu podchodzenie na zasadzie "ty wyciągniesz wg swoich intencji, ja tam wyciągnę coś dobrego" to już właśnie podpada pod spiritual bullying.

Jak to mawiają angole, "gadanie jest tanie." Bez problemu można powiedzieć komuś w terminalnej fazie raka że powinien myśleć pozytywnie i poprzebaczać a wszystko będzie dobrze, podczas gdy on tylko krzywi się z bólu. I można się nawet potem fajnie poczuć zainspirowanym. Tylko... po co w takim przypadku zwracać się do tej osoby? Lepiej już byłoby do lustra.

Nie mówię że "spiritual bullies" to źli ludzie, czy nawet ludzie o złych intencjach. Oni chcą jak najbardziej dobrze, tylko najczęściej za bardzo na siłę. I kiedy ich rady (może nawet i dobre!) nie są przyjmowane, to czują się odrzuceni i starają działać na siłę. W tym właśnie manipulując na zasadzie "no zobacz, ja mam fajne intencje to mi rozmowa pomogła, a Tobie?"

Żeby nie było: nie osądzam Ciebie, odnoszę się do niektórych Twoich zachowań :)
A, i Inga pisała że znalazła coś, co dla niej działa.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2013-04-21, 20:02:37 »
Faktycznie to, że wzbraniasz się i zasłaniasz diagnozą psychiatryczną przyciągnęło szczególnie moją uwagę. I do tego chciałem się ustosunkować, na bazie mojego doświadczenia, po to żeby wypełniać cel tego forum. Bo celem tego forum nie jest chwalenie innych za to jak fajnie komu dali radę -
- ale zdaję sobie sprawę z tego że sam mam wciąż w podświadomości wzorce szukania uznania.

Cóż, może nie dostaję wiele pozytywnych informacji zwrotnych, ale jakieś dostaję :))) mogłoby być ich więcej. Ale to mnie cieszy kiedy je dostaję.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-04-21, 19:44:42 »
Widzisz jedynie moje utarczki.
A dlaczego nie zauwazyłeś tego że gdybym nie podeszła poważnie do problemu Mariomara to nadal klepałby afirmacje?
W przeciwieństwie do ciebie ja dostaje od ludzi wiele pozytywnych informacji zwrotnych.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2013-04-21, 19:29:27 »
Inga
To że się odezwałem do Ciebie i napisałem to co Ci napisałem, jest oznaką życzenia Ci dobrego :))


Wyznaję że spełniłem się w graniu na ukulele na małą skalę

Teraz czas na większą skalę - kupuję elektryczne ukulele z przenośnym wzmacniaczem na akumulator!! Będzie moc

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-04-21, 19:27:06 »
Inga
Jedyne co widzę że robisz na tym forum, to słowne utarczki z innymi i przekonywanie innych że nic Ci nie pomoże. Przeważa to w każdym temacie w którym się wypowiadasz. Dla mnie to jest równoznaczne z nicnierobieniem. Na pewno w ten sposób nie staniesz się szczęśliwsza ani zdrowsza.

Po prostu przyznaj się że mnie nie lubisz i dlatego widzisz że jedynie na tym forum prowadzę słowne utarczki i przekonuję innych że nic mi nie pomoże.
I nie udawaj że życzysz mi czegoś dobrego.

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2013-04-21, 18:56:34 »
Seba, masz moc. :)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2013-04-21, 15:34:22 »
Siedzę w pracy, nie czuje się dzisiaj w handlowym nastroju, i poczułem się samotny więc poprosiłem żeby ktoś fajny ( a najlepiej fajna kobieta)  przyszedł że mną pogadać. I przyszły konsultantki Avonu, nawet fajne, po to żebym wypełnił ankietę :p Wolałbym jakiś romans ale nie okreslilem tego w prośbie więc wyszło tak tak wyszło. Pomimo to poczucie samotności rozplynelo się.

A kiedy zdałem sobie sprawę z tego że wykreowalem w pół godziny dokładnie to o co poprosiłem, poczułem się nawet szczęśliwy:)
Zadziwiajace
« Ostatnia zmiana: 2013-04-21, 15:38:06 wysłana przez Sebastian »

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-04-21, 14:59:50 »
Od kilku dni mnie mocno bolał dół pleców z lewej strony, ciężko mi było skontaktować jakieś uczucia stamtąd idące, czułam, że nijak nie mogłam tego bloku ugryźć, a czułam, ze pamięć ciała coś dużego tam trzyma. Zrezygnowana wczoraj wpadłam na pomysł, żeby się pomodlić w tej intencji z głębi serducha i tak zrobiłam, żeby się wspomóc w modlitwie słuchałam różnych utworów otwierających czakrę korony. Dzisiaj od rana jak zaczęła się z tego obszaru wylewać nienawiść to, aż serce mi struchlało, ale uczę się ją przyjąć, bo wylewa się jak z pękniętego wrzodu ropa, mam wrażenie, że ta nienawiść jest jakaś bardzo stara jakby z poprzednich wcieleń i chociaż proces uwalniania się jeszcze nie skończył to juz czuję dużą ulgę.

matek

  • Gość
[#]   « 2013-04-21, 13:05:47 »
Olga,

:)
Tak sobie czasem mysle, skad bierze sie popedzanie czy pospiech w "rozwoju duchowym" - zarowno jesli chodzi o postepy "duchowe" (poziomy medytacji, moce urzeczywistnienia itd.) jak i materialne (kreacje). Pewnie to troche "nerwica rozwojowa". Coraz bardziej mam wrazenie, ze tak naprawde nie mozna niczego przyspieszyc, ani opoznic. Mozna robic wszystko i stac sfrustrowanym w martwym punkcie, a mozna nie robic nic i "bum" samo sie dzieje. Najlepiej jakby sie...poddac:)

Poza tym, nie uwazasz ze srednia zycia w naszej cywilizacji jest bardzo krotka jak na mozliwosci czlowieka? dlatego chcac nie chcac mozna przejac przekonanie, ze "czasu nie ma zbyt wiele". Bo coz to jest te 70-90 lat? Ledwie czlowiek "zmadrzeje" a juz niedoleznieje i umiera, kiedy wreszcie bylby zdolny wyciagnac wnioski ze swoich doswiadczen. Nie mowie juz nawet o 1000 lat czy fizycznej niesmiertelnosci, ale mozliwosc zycia chocby 200 lat w dobrym zdrowiu zmienilaby troche perspektywe:)

No wlasnie, ale tutaj moze sie pojawic kolejne popedzanie, np. odnosnie sposobu zywienia o ktorym wspomnialas. Bo przeciez jesli chce sie dozyc 200 lat w dobrym zdrowiu to "trzeba sie zdrowo odzywiac" (takie przynajmniej byloby powszechne mniemanie);)