Zawsze czułem się stworzony do wyższych celów, robienia społecznej rewolucji, podbijania świata. Obecnie coraz bardziej się sklaniam ku temu ( co chodzi mi po głowie od dłuższego czasu) że moja rola polega jednak na tworzeniu ciepłej domowej atmosfery, czy to w związku partnerskim, czy z ludźmi z którymi mieszkam, czy też dla ludzi którzy przyjeżdżają odwiedzić mój dom. To daje mi poczucie całkiem innej pełni niż przy "zdobywaniu świata". Nie ma w niej ambicji rozumianej jako taką wojownicza energię.... Ach. Wczoraj było u nas kilku gości, nie byłem za bardzo zainteresowany tym co robili ( mieli sesję rpg) więc poszedłem zrobić joge na serducho i po tej jodze miałem ochotę na naleśniki. Spytałem ich czy też chcą, byli zaskoczeni a potem mówili że nie jedli takich smacznych nalesnikow dotychczas. Trudno mi przyjmować takie pochwały ale wiem, że one im smakowaly dlatego że były zrobione z czystego serca i dlatego czuję że to jest kierunek żeby dalej pracować nad serduchem. Ostatnio marzy mi się odpuścić ego i stworzyć związek miłości z moją drugą polowka. To bolesny temat ale czuje że ten kierunek da mi dużo spełnienia, choć nie wiem jeszcze jak to ma wyglądać.