Praca istnieje dla mojej,..., radości, wygody, przyjemności.
O, jak miło, że ta afka już nie wydaje mi się totalną abstrakcją.

Miałem dzisiaj fajną sesje w temacie pracy i zeszło sporo bzdur. Wszystko oparte było na nakręcaniu się w niechęci do materii i życia w ciele fizycznym oraz innych poupadkowych jazdach np zdziwieniu, że ci ludzie to harują jak dzikie woły, tylko po to, aby przedłużać egzystencje w tym dziwnym świecie. No i tak starając sobie obrzydzić pracę z różnych powodów (to było poplątane) wcisnąłem sobie chyba wszystkie możliwe, najgorsze wyobrażenia na temat pracy. Kolejno mi odliczano wszystkie, a było tego trochę - przekonania, że praca męczy, frustruje, zabiera czas, jest za słabe pieniądze, z wkurzającymi ludźmi, wbrew sobie, nieatrakcyjna, nudna, nie do pogodzenia z tym co dla mnie ważne, itd. I to wszystko razem zebrane do kupy miało mnie doprowadzić ( i doprowadziło nawet przynajmniej raz) do kompletnego szaleństwa, żeby trafić do wariatkowa i nie musieć nic robić i móc mieć wszystko w tyłku. A wszystko z powodu upierania się, że ten świat jest kijowy i już, a Bóg mnie mnie stąd zabrać, bo ja przecież nie będę pracował, nie będę żył jak te wszystkie prymitywne człowieczki, ja chce z powrotem do miłości, gdzie niczego nie trzeba.
A miałem też ciekawe wspomnienie, które odreagowywałem kilka dni temu, jak mnie ojciec w którymś życiu kupił jako niewolnika i zaharowałem się śmierć, a spotkało mnie to dlatego, że tak bardzo nie chciałem pracować, ale jednocześnie czułem, że muszę w tym świecie, więc realizowało się to w formie zmuszania. Wiązało się to też z wyobrażeniem że w tym świecie można pracować na dwa sposoby tylko - wykorzystując innych lub samemu będąc wykorzystywanym.
W wyniku tego wszystkiego zacząłem czuć w końcu, że fajna praca jest dla mnie możliwa jak najbardziej i mam dużo lepszy stosunek do niej. Teraz pozostaje się jeszcze na nią otworzyć i ją przyjąć.
Z ciekawszych rzeczy zeszła jeszcze kolejna dawka przekonania o swojej zajebistości i nieomylności, aż poczułem dość konkretne ciepło w kolanach, które podobno odpowiadają za ego
