Mam taki mętlik w głowie, że muszę się wypisać i mam nadzieje, że ktoś mi coś doradzi.
Wszystko się zaczęło od kiedy zacząłem dążyć do wyprowadzki na serio. Natychmiast odezwał się stary znajomy, który mi zaproponował pracę, a ja traktując to jak zbawienie poszedłem w to na pełnym entuzjazmie. Niestety praca ta to była telefoniczna sprzedaż, więc szybko odpadłem. Po jakimś czasie dwie kolejny osoby oferowały mi pomoc w znalezieniu pracy - wszystkie związane ze sprzedażą (znowu telefon i tym razem MLM dla odmiany), więc z góry sobie odpuściłem. No i teraz kolejna osoba być może będzie dla mnie coś miała, ale oczywiście znowu sprzedaż - tyle że tym razem brzmi to ciekawiej, bo jest to praca prelegenta 2-3 dni w tygodniu na wyjazdach, za nie najgorsze pieniądze. No i sam już nie wiem. Bo z jeden strony fajna kasa, 4-5 dni wolnego tygodniowo i możliwość prowadzenia jakichś prezentacji przed ludźmi, co jest dla mnie fajne i rozwijające na pewno. Tyle że z drugiej strony też się nasłuchałem trochę o naciąganiu tych biednych emerytów i się boję, że może tak być, a po za tym nie wiem jak to będzie mi pasować z tymi wyjazdami. Bo niby tylko te 3 dni pracuje, ale przecież nie ma mnie w domu całe 3 doby, co oznacza niemożność bycia z ukochaną i ogólny brak wolności przez dłuższy czas niż te 40 godzin tygodniowo.
Właśnie w kwestii związku mi tu najbardziej wali, bo nie wiem jak partnerka trafi z pracą (a jeszcze ma szkołę ze zjazdami w co drugi weekend) i czy przypadkiem nie będziemy się wiecznie mijali ze sobą. A bycie tak naprawdę przez połowę tygodnia po za domem i niemożność nawet przytulenia jej na moment przez połowę czasu w tygodniu wydaje się mało fajna. To już nie wiem czy nie wolę mieć zwykłej etatówki za psie pieniądze, ale przynajmniej móc ją w tym tygodniu codziennie widywać, nawet jeśli tylko popołudniami. Z drugiej strony jakby się to odpowiednio ułożyło, to może byśmy mieli nawet więcej czasu dla siebie w tygodniu, tyle że nieregularnie - tyle, że nie wiem czy ja chcę mieć nawet powiedzmy 3 pełne dni możliwości bycia z nią kosztem tego, że z kolei kolejne 3 dni nie widziałbym jej w ogóle, ani trochę. Chyba jednak wolałbym z nią dzielić całe życie, niż tylko pół, bo nawet jak się idzie na te 8 godzin do pracy, to się widzi przez moment rano, ma się te kilka godzin po pracy dla siebie. Nawet jak się jest zmęczonym, to się chociaż można zdrzemnąć razem. Nawet jak się coś ma do zrobienia, to jest ten kontakt i sama obecność drugiej osoby...
Jeszcze nie miałem nawet okazji, żeby porządnie zacząć szukać pracę, więc nie wiem jak to będzie, czy taka okazja to dar z niebios czy coś co można spokojnie olać i poszukać czegoś bardziej mi pasującego. Nie wiem też dlaczego ostatnio wszyscy tak bardzo chcą, żebym robił w sprzedaży, szczególnie że wszystkie te osoby same do mnie przychodziły, ja się ich o pracę nie pytałem

Dziwne to jest, a ja już sam nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim. Nie wiem czy ta praca to idealna dla mnie możliwość na ten moment chociaż i dar od Boga jakiś czy też może tylko efekt mojej negatywnej karmy.
Jeżeli ta okazja się jednak będzie miała zrealizować (to jeszcze nie jest pewne), a ja w międzyczasie nie odkryje żadnych większych przeciwwskazań czy lepszych opcji to pewnie i tak w to pójdę, żeby chociaż spróbować. Chociaż wolałbym sobie zaoszczędzić kolejnych straconych tygodni, które mnie tylko opóźniają w osiągnięciu celu.