Mariusz,
pare wlasnych spostrzezen:
1. Czasami odczuwam cos, co mozna by nazwac "satysfakcja" kiedy slysze, ze np. komus cos sie nie powiodlo, a pewnie i kiedy komus cos sie stalo - np. zachorowal. Z drugiej strony, potrafie rownoczesnie czuc cos w rodzaju wspolczucia.
Wydaje mi sie, ze ta "satysfakcja" wynika ze swiadomosci/poczucia tego, ze stalo sie to co musialo sie stac, np. zeby nie stalo sie cos gorszego albo zeby "potrzasnac" kims dla jego wlasnego dobra.
Pisze, bo moze w Twoim przypadku jest podobnie tylko za bardzo sie pietnujesz za to, bo np. uwazasz ze musisz odczuwac w takich przypadkach milosc i wspolczucie.
2. Tez bym sie jakos strasznie tym nie przejmowal, w koncu to...meska rzecz:D tym bardziej, jesli jest sie tzw. "upadlym aniolem". Widze po sobie, ze wzorce seksualne wymagaja wiele energii do zmiany. Idzie toto wolno i chyba nie warto sie popedzac. Fakt, ze czasem ma sie dosyc i chcialoby sie poczuc "czystym".
Reszta tego, co napisales kojarzy mi sie troszke z moimi wzorcami typu "na przekor otoczeniu(spoleczenstwu?)". Tzn pomyslalem sobie ze mam troche tak: gdybym znalazl sie w asramie/klasztorze, to pewnie po jakims czasie zaczeloby mnie krecic "deprawowanie" innych, uczestnictwo w jakichs nieprzytomnych rozrywkach, (najlepiej seksualnych oczywiscie;)) - byle "na przekor zasadom". Z kolei w towarzystwie "rozrywkowym" dosc szybko ciagnie mnie do wyciszenia i jest poczucie ze to wszystko nic nie warte bez rozwoju duchowego. Pojawia sie tez zlosc na "ciemote" innych, ewnetualnie smutek z powodu poczucia braku zrozumienia.
Wzorce typu "na przekor zasadom/spoleczenstwu" zdaje sie tez z czarnej tantry.