Dziś odczułam, że jestem zmęczona chaotycznością mojej energii. Kiedyś było zupełnie inaczej, potrafiłam poświęcić 100 uwagi tylko jednemu zajęciu. Teraz mam gonitwę myśli i odczuć. Chciałabym być jednego dnia w kilku miejscach na raz , z czego pracować max 2 godziny tak żeby czasu starczyło na to co akurat mnie wydaje się ważne. Druzgoce mnie też świadomość tego, że na świecie jest tak wiele wartościowych, cudownych ludzi, ktorych nigdy nie poznam, choc słyszałam o nich, lubię ich i cenię. To samo z miejscami do zobaczenia, sytuacjami do przezycia, w konsekwencji do zdobycia wiedzy i rozwoju duszy. Może to nerwica? Ogólnie może jakieś pomieszanie.
Z drugiej strony wiem, że bardzo niewiele potrzeba mi do szczęścia. Jeśli skoncentruje sie na tym co wewnatrz to i tak w efekcie obejme "cały ten świat". I taka jestem ogłupiała, wewnetrznie rozdarta, że chyba w koncu wyleje sobie kubeł zimnej wody na łeb i siądę na d....
(podświadomość chce chyba zbyt wiele celów zrealizowac na raz, niekoniecznie tych , ktore wynikają z prawdziwej potrzeby duszy, no coś się ze mną porobilo nie tak:( )